26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

In the middle of the night
Just call my name
I'm yours to tame


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


my lovely soulmate
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

head in the clouds but my gravity's centered
touch my neck and I'll touch yours....


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

your lips were soft like winter,
in your passion, I was lost
i've been waiting for this moment
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oh, dripping down your body like gold
Slowly steaming up the windows
My skin on your skin again and again

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Can't take my eyes of you, baby
Lеt me love you, baby
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝖜𝖆𝖓𝖙 𝖎𝖙...
𝖈𝖗𝖆𝖛𝖊 𝖎𝖙..
𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖑𝖎𝖕𝖘 𝖔𝖓 𝖒𝖎𝖓𝖊 𝖑𝖊𝖙 𝖒𝖊 𝖇𝖗𝖊𝖆𝖙𝖍𝖊


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝖞𝖔𝖚'𝖗𝖊 𝖊𝖛𝖊𝖗𝖞𝖙𝖍𝖎𝖓𝖌 𝖙𝖍𝖆𝖙 𝖎 𝖓𝖊𝖊𝖉
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


my everything
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you're the only thing
that's getting me high


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

i swear I only wanted
one more time


my love ♡
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

what do you think about
when you think about love?


Ona również nie była niczego tak pewna jak jego.

Nie chciała się nim dzielić. Nie zamierzała. Poczucie zazdrości wciąż było dla niej czymś odległym, czymś, czego jeszcze musiała zaznać na własnej skórze właśnie w jego kierunku, ale… była na to gotowa. Była gotowa zawalczyć, kiedy nadejdzie taka chwila, bo wiedziała, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby pozwoliła mu od siebie uciec. Już raz to zrobił. Na więcej ucieczek oficjalnie nie miał pozwolenia. Czuła, że to będzie piękna historia. Ich historia. Taka, którą zbudują razem, krok po kroku, nawet jeżeli czasami będą się potykać o własne lęki, niedopowiedzenia i ten cholerny charakterek, który oboje mogli sobie zaprezentować... i naprawdę, po raz pierwszy w życiu, nie mogła doczekać się tego, co przyniesie jutro.

p r z e z n a c z e n i e

Tak jak nigdy w to nie wierzyła, tak teraz miała coraz większe przekonanie, że może w ich przypadku właśnie tak było? Może byli dla siebie nie tylko idealni przez to, jak cholernie różne, a zarazem podobne były ich osobowości, ale też w kwestii łóżkowej. Kurwa. Byli dla siebie idealni. Sposób, w jaki na siebie działali. Jak samymi słowami potrafili rozpalić się do czerwoności. Jak jeden dotyk, leniwie podążający po wszelakich zakamarkach ciała, doprowadzał ich do reakcji, które uświadamiały tej drugiej osobie, jak bardzo im się to podobało.
Szalała na jego punkcie.
Znalazła w nim idealnego kochanka i nie potrzebowała już nikogo innego, bo spełniał wszystkie pragnienia, o których nawet nie wiedziała, że gdzieś w niej istniały. A może właśnie o to chodziło? Że pragnienia pragnieniami - mogły być spełniane przez inne osoby. Ciało mogło reagować, rozkosz mogła być cudowna, chwila mogła być dobra, ale jednak potrzeba było znaleźć tę jedną wyjątkową osobę - yin do swojego yang... kogoś, kto nie tylko doprowadzał ciało do szaleństwa, ale też poruszał coś schowanego głęboko w sercu.

z a d z i w i a j ą c e

Jak spojrzenie na miłość potrafiło się zmienić w zależności od tego, kogo się poznało. Jak osoba, która jeszcze jakiś czas temu była dla niej kimś zupełnie obcym, tylko i wyłącznie intrygą, z którą chciała się podrażnić, stała się teraz najważniejszą częścią jej życia. Ten płomiennowłosy z ł o ś l i w i e c został jej najlepszym przyjacielem, powiernikiem sekretów, złodziejem pocałunków. Domem, w którym mogła się ukryć i poczuć ciepło oraz bezpieczeństwo, którego nigdy wcześniej nie czuła.

Przez moment przestraszyła się na samą myśl, co by było, gdyby wtedy mu nie odpyskowała. Gdyby nie polała go tamtą lemoniadą. Gdyby nie kazała mu zamknąć za sobą drzwi, kiedy wrócił do jej miejsca pracy. Gdyby nie wpisała w jego telefon swojego numeru. Gdyby nie poszła z nim na tamtą pierwszą randkę.
Cholera.
Nie chciała sobie nawet wyobrażać tej alternatywnej rzeczywistości. Nie potrafiła wyobrazić sobie tego, że miałaby znowu nie pisać do niego codziennie. Nie całować go. Nie wtulać się w niego. Nie oddawać mu się w taki sposób, w jaki robiła to przez ostatnią godzinę.

Moje serce było przepełnione nim do tego stopnia,
że momentami zastanawiałam się,
czy w ogóle jeszcze należało do mnie.

Tamtego dnia oddała mu się cała. I nieważne, co jeszcze stanie im na drodze, a znając ich szczęście, będą mieli jeszcze dużo sytuacji, w których nie raz się pokłócą albo dojdzie do jakiegoś nieporozumienia, ona była gotowa o niego walczyć. Być przy nim. Pokazać mu, że pierwszy raz w swoim życiu nie myślała o ucieczce. Myślała o trwaniu. - Dobrze, bo nie pozwolę ci już nigdzie iść - uśmiechnęła się szeroko, zerkając na jego ciało. - I cholernie mi się podobasz, kochanie. - Muskała czule jego usta swoimi, nie potrafiąc się od niego oderwać. Tak bardzo za nim tęskniła. Próbowała odbić sobie te wszystkie dni, w których byli od siebie rozdzieleni. - Powinnam czuć się urażona, że nie wspomniałeś o moim obrażaniu się i przewracaniu oczami, eh… tego ci nie brakowało? - zapytała dramatycznie, marszcząc nos, po czym wybuchnęła śmiechem.

Opierając się o zagłówek łóżka, wpatrywała się w niego z uśmiechem, zerkając prosto w jego tęczówki. - Super, bo jestem strasznie głooodna - mruknęła, po czym posłała mu ciepły uśmiech. - Ty też zasłużyłeś na jedzonko za to, jak cudownie mnie wspierałeś tam na sali. - Kurde, nie byłaby w stanie zrobić tego wszystkiego bez niego. Serio.- Do portfela? To wiesz, to znaczy, że dodatkowe XP dostałam w byciu twoją dziewczyną - zaśmiała się. - będziesz niczym żołnierz idący na wojnę i trzymający zdjęcie ukochanej, żeby spojrzeć na nią w ciężkich chwilach, awww. - Stęknęła z podekscytowania, chwytając się za 'serce', ale po chwili jej oczy rozszerzyły się w kompletnym szoku. - Żartujesz - rzuciła na wieść o Los Angeles. Przez sekundę po prostu na niego patrzyła, a po dłuzszej chwili wyrzucila z siebie,- TAAK, TAK, TAK, TAK! - Rzuciła się na niego podekscytowana i jakoś tak, zupełnie przypadkiem, zaplątali się w pościel, a potem spadli na podłogę. Upsiiiiii? Vita wybuchnęła śmiechem, zaczynając całować go po całej buźce. - Tak, jedźmy tam. Chcę bardzo, Aiden, proszęęęę - przeciągnęła, zanim znowu złączyła ich usta w pocałunku.

Po chwili wyplątała się z pościeli, zerwała na równe nogi i szybko podeszła do walizki. Wyciągnęła ciuchy, zaczęła się przebierać, a potem usiadła na moment, żeby zawiązać sznurówki, a gdy po chwili była już gotowa, spojrzała na niego z szerokim, podekscytowanym uśmiechem. - No dalej, ruszamy! - rzuciła. - Chcę spędzić z tobą super resztę dnia, żeby potem paść wymęczonymi do łóżka i wstać na naszą wycieczkę. - Bo po prostu nigdy wcześniej nie robiła czegoś aż tak spontanicznego. A on? He wanted to take her places, okay? Czy wspominałam, że Holloway bardzo go kochała? Tak? No to dobrze, bo właśnie tak było.

my love ♡
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Aiden nie mógł oszukiwać już swojego przeznaczenia.

Krótka ucieczka była potrzebna i konieczna; tak przynajmniej starał się przedstawiać to z perspektywy czasu, bo gdyby nie jej odwaga w wypowiedzeniu swoich uczuć, a także gdyby nie jego tchórzostwo i obawa przed nieznanym, to możliwe że nadal tkwiliby w relacji, która teoretycznie miała skupiać się na samej przyjemności, a w praktyce już dawno wyszła poza ramy fizyczności. Nic nie dzieje się bez przyczyny i w tym przypadku nie było inaczej. Ich dwutygodniowy dramat w czterech aktach miał w końcu swoją scenę finałową, która jednocześnie była prologiem do całkiem zupełnie nowej historii. O’Cahallan był gotowy sprostać wszystkim przeciwnościom i jednocześnie powierzyć jej całe swoje życie, bo skoro od lat nie był w stanie zaufać komuś w ten sposób… tym bardziej wiedział, że Vita to była właśnie ta kobieta — którą chciał kochać, kochał i która była jego obsesją oraz uzależnieniem. Zatracał się w niej coraz bardziej z dnia na dzień i właśnie przez ich podobne, żywiołowe charaktery wiedział, że ten palący ogień nie zgaśnie, bo jeśli jedno przygaśnie, to drugie wyrzuci żar, który rozpalał bez dwóch zdań.

Nie był pewien, co przyniesie im życie — w końcu los potrafił być naprawdę przekorny i zadziwiający. Najważniejsze było jednak to, że ona miała być w każdej wersji jego życia i to bez zależności, czy miało być dobrze, czy miało być źle, bo wiedział, że razem będą w stanie przejść przez każdą przeszkodę.

Była jego, a ona był jej.

I nikogo więcej.


Mógłby leżeć z nią w łóżku przez cały weekend, chłonąć jej obecność i po prostu trzymać ją w swoich ramionach, żeby nadrabiać dni, w których nie mógł jej objąć lub chwycić za rękę. Teraz to wszystko miało zupełnie inne brzmienie — już nie będzie zastanawiać się, czy powinien zachowywać się tak wobec niej. Czy splecione razem palce nie były zbytnio intymne i czy nie dawali innym sprzecznych sygnałów, poniekąd ogłaszając, że byli tylko swoi… i w zasadzie już wcześniej nie było w tym kłamstwa. Byli swoi, lecz teraz zostali nimi jeszcze bardziej. — Lubię, jak jesteś taka stanowcza — mruknął, przyciągając ją lekko do siebie i kładąc dłoń na jej nagim biodrze. Przyjmowanie komplementów nie przychodziło mu jeszcze z łatwością, tym bardziej jeśli miał świadomość, że mimo atrakcyjności, to jego uroda nie podobała się każdemu. Jednak jakie to miało teraz znaczenie, skoro jedyna osoba, na której mu zależało, podziwiała go, nie krytykując tatuaży czy nie śmiejąc się z jego rudych włosów? — Oh, to chyba logiczne. Za złośliwościami tęskniłem najbardziej, nikt nie doprowadzał mnie do wrzenia krwi przez ostatnie dwa tygodnie. Już zacząłem podupadać na zdrowiu, a ciśnienie miałem zdecydowanie zbyt niskie — parsknął, kręcąc z rozbawieniem głową. W końcu jej wywracanie oczami było jej wizytówką. Ten specyficzny, niby obrażony wyraz twarzy, gdy z kimś rozmawiała, a który rozświetlał się w uśmiechu, gdy tylko wypatrywała go na horyzoncie. Czy mogło być inne, lepsze potwierdzenie jej miłości niż to, jak na niego reagowała?

— Tylko siedziałem i ładnie wyglądałem — zaśmiał się. — Może posłałem kilka znaczących spojrzeń waszemu prawnikowi — stwierdził. Nieskromnie mówiąc, obserwując dzisiaj tę rozprawę, Aiden dochodził do wniosku, że był naprawdę dobry w tym, co robił. Oczywiście, że i jemu zdarzały się wpadki, ale miał wrażenie, że było wiele pewniejszy siebie niż jego kumpel, co sprawiało, że miał poważniejszą łatkę wśród swoich współpracowników. Ah, gdyby tylko wiedzieli, jak jednak kobieta potrafiła na niego zadziałać, czasami zmieniając go w największą, chodzącą przylepę. — Dodatkowe XP? Plus dziesięć do zajebistości? — parsknął, nie wierząc w to, co słyszał, aleee była w tym prawda. Wystarczy, że otworzy portfel, a każdy będzie wiedział, że jest zajęty, jeśli zrobią sobie odpowiednio słodkie i jednoznaczne zdjęcia.

Leżenie w łóżku przez kilka dni było kuszącą opcją, jednak widok tej szczerej radości sprawiał, że jego serce radowało się. To jak podekscytowana była na myśl o wycieczce udowodniło mu, że podjął dobrą decyzję. No cóż, leżeć mogą również i w Kanadzie, prawda? — A wyglądam, jakbym żartował? — zapytał, gdy utkwiła w nim przez chwilę spojrzenie i zaraz chwycił ją w talii, gdy rzuciła się na niego, wplątując się w pościel i szamocząc się na tyle, że zaraz przeturlali się na ziemie i Aiden przypadkiem dostał kopa w swoje czułe miejsce, przez co jęknął z bólem, co wcale mu się nie podobało. Vita szybko odwróciła jego uwagę, kiedy zaczęła obsypywać twarz swojego chłopaka drobnymi pocałunkami, przez co zaśmiał się wesoło. — Skoro tak ładnie prosisz — mruknął przez pocałunek, krótkimi muśnięciami całując jej usta, po czym przedłużył jeden z buziaków, pogłębiając go. Jakim cudem ona tak bardzo na niego działała?!

W zadziwiająco szybkim tempie zaczęła się ogarniać. On ledwo zdążył wciągnąć na siebie szorty i przeciągnął bluzkę przez głowę, a ona już stała gotowa, z ubranymi butami i patrzyła się na niego, jakby nie wiadomo jak bardzo się guzdrał, a to po prostu Holloway dostała prędkości z kosmosu. — Nie wytrzymam — rzucił, podchodząc do niej i nie mogąc powstrzymać się, żeby ją pocałować. Znowu. Mógł tak bez końca, w każdej chwili. — Jesteś za słodka, wiesz? — mruknął cicho. — Cieszę się, że podoba ci się ten plan i ty tak się cieszysz… miałem trochę obawy, że może nie przypasuje ci wizja siedzenia tutaj całego weekendu, ale chyba nie jest źle? — zapytał, przeczesując swoje włosy, odchodząc od niej na kilka kroków, żeby zarzucić koszulę w paski i usiąść, żeby także ubrać buty. Zgarnął do kieszeni portfel, telefon i kluczyki, jakby chcieli pojechać gdzieś dalej, po czym zaraz wyszli z hotelu, kierując się przed siebie. Splótł palce dłoni ich razem i zsunął okulary przeciwsłoneczne na nos, bo nadal słońce w cholerę dawało po oczach. Poszli zjeść i już z pełnymi brzuchami ruszyli na dalsze eksplorowanie okolicy, przechadzając się deptakiem w drodze do kasyna. Coś po drodze zainteresowało go bardziej niż poważne sprawy; kolorowy pawilon z różnymi maszynami, w których można było wyłowić pluszaki, a także mnóstwo gier, zarówno solo jak i konkurencji. Przeszli między kilkoma maszynami i rozejrzał się po nich. — Teraz udowodnię ci, że te rączki nie są tylko zwinne w grze na padzie. Wybieraj, którego mam ci upolować — rzucił z rozbawieniem. W końcu systematycznie ogrywał ją w Tekkena, chociaż później ona pokonywała go w innych grach… Balans w świecie był zachowany, ale teraz miał plan udowodnić, że i te kolorowe, grające maszyny, nie były dla niego wyzwaniem.

my girl
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Interesując się nią i zapraszając ją na pierwszą randkę, Aiden dobrze wiedział, z kim będzie miał do czynienia. A mianowicie z przewracającym oczami huraganem, który nie dość, że pyskował, to jeszcze miał milion myśli na sekundę. Czasami kompletnie absurdalnych, a czasami takich, które potrafiły przytłoczyć ją własnymi pragnieniami albo zjechać jej samoocenę do poziomu.. well cholernie niskiego, okej? Ale teraz, po tych dwóch tygodniach i po ostatniej nocy spędzonej razem, wiedziała już jedno. On się tego nie bał. Wręcz przeciwnie, wyglądało na to, że był gotowy sprostać każdemu jej osobistemu kataklizmowi atmosferycznemu. Nawet wtedy, kiedy prawie o mały włos nie spartoliła rozprawy sądowej albo teraz, kiedy przygrzmociła mu nogą prosto w jego najbardziej czułe miejsce. Upsi.

Był też jej największym uzależnieniem i wiedziała, że gdyby nie jego propozycja wyjścia z hotelu, a później tej całej podróży, to na bank spędziliby ostatnie chwile w Vegas... well, głównie we własnych ramionach. Nie oszukujmy się. Pociąg, który do siebie czuli, był momentami wręcz absurdalny, a do tego dochodziła jeszcze ta tląca się w nich tęsknota po dwóch tygodniach rozłąki, którą przecież musieli jakoś zniwelować. I Vita, z resztą jak i Aiden znali na to przynajmniej kilka bardzo skutecznych s p o s o b ó w.

Uśmiechnęła się szeroko, wpatrując się w niego z rozbawieniem. - Czego nie wytrzymasz? - uniosła brew, zanim zaśmiała się prosto w pocałunek. Jezu. Czuła się tak cholernie szczęśliwa. Jesteś za słodka, wiesz? - Przestań, nie jestem - przesunęła kciukiem po jego ustach, zanim jeszcze raz je ucałowała. - Jest idealnie. Cieszę się, że mogę to wszystko zrobić teraz z tobą - uśmiechnęła się do niego ciepło. - Zdecydowanie lepszy wyjazd niż ten kilka miesięcy temu. - Parsknęła śmiechem pod nosem. Przyglądała mu się, kiedy ogarniał się do końca, i tak po prostu patrzyła na niego, na te jego płomienne włosy... ruchy, czując przyjemny ścisk gdzieś w okolicach serca. Docierało do niej, że pierwszy raz w życiu naprawdę doświadczała tych wszystkich uczuć, o których wcześniej jedynie czytała w książkach albo słuchała w piosenkach. Był jej, ona była jego i tyle... no questions asked... not anymore. Jej szary świat, przez tyle czasu przepełniony rutyną i samotnością, nagle nabrał barw tak wyrazistych, że aż trudno było jej uwierzyć, że można było przeżywać wszystko inaczej. Nie samej, a z kimś u boku. I to nie byle kim, bo z jej chłopakiem, najlepszym przyjacielem i kims na kogo wiedziała, że naprawdę będzie mogła liczyć. Z jednym małym wyjątkiem. Po mleko zawsze będzie chodziła razem z nim. XD

W restauracji nadrabiali całe dwa tygodnie, podczas których się nie widzieli, choć Vita szybko przesunęła się bliżej niego i właściwie od tamtej chwili nie potrafiła utrzymać rąk przy sobie. Trochę utrudniało im to jedzenie, ale trudno. Brakowało jej go tak bardzo, że co chwilę musiała dotknąć jego dłoni, ramienia, oprzeć się o niego albo po prostu spleść z nim palce... lub raz po raz ucałować jego policzek... no nie mogła inaczej no... Kiedy wyszli z knajpki, przeciągnęła się zadowolona. - Jezu, ale się najadłam - jęknęła z uśmiechem, idąc z nim za rękę w kierunku podświetlonych neonami pawilonów. Spojrzała na niego z niedowierzaniem, kiedy wspomniał, że może coś dla niej wygrać. - Czekaj, mówisz serio? - Od razu rozpromieniła się jeszcze bardziej. Nikt nigdy wcześniej nie wygrał dla niej pluszaka, więc ekscytacja pojawiła się właściwie natychmiast. - Oooo! Tamtą chcę! Tę owieczkę, tam z tyłu! - wskazała palcem swoją upatrzoną zdobycz znajdującą się za szybą. - Tylko wiesz, nie będę zła, jak nie wygrasz - dodała zaraz, parskając pod nosem. - Ale dasz radę. You've got it! - Stanęła obok, obserwując z pełnym skupieniem, jak Aiden wrzuca monetę do maszyny. Szczypce zacisnęły się na owieczce, podniosły ją do góry i... zabawka wysunęła się praktycznie przy samej dziurze. - Nooooo nieeeee! Już ją miałeś! - jęknęła, cholernie zawiedziona, no bo to było jakieś oszustwo... nie miało to żadnego sensu! Nieźle zbijali pieniądze na niewinnych ludziach... chamstwo! No i już chciala isc do jakiegoś manadzera obiektu i się poskarżyć, ale jej chłopak najwyraźniej nie zamierzał się poddawać.

Wrzucił kolejną monetę.

Vita obserwowała wszystko z jeszcze większym napięciem, prawie wstrzymując oddech. Szczypce znowu złapały owieczkę. Przesunęły ją. Puściły. I... O JEZU. Pluszak wpadł do otworu. Spojrzała najpierw na maszynę, potem na Aidena, później znowu na owieczkę, no bo na dobrą sprawę jej mózg potrzebował kilku sekund, żeby przetworzyć ten incredible sukces. - BOŻEEEE. Holy shit, Aiden! Zrobiłeś to!! - Pisnęła z niedowierzaniem, podskakując i niemal natychmiast rzucając mu się na szyję. Zaczęła całować go po buzi, kompletnie nie przejmując się tym, że może ludzie sie na nich gapili, zanim w końcu odebrała od niego swoją owieczkę. - Jeeeeejuuuuuu... jest słodka, dziękuje, Aiden - Przytuliła ją mocno do klatki piersiowej, patrząc na nią z zachwytem, a po chwili zerknęła jednak na Aidena podejrzliwie, - będziesz zazdrosny, jak będzie dzisiaj z nami spała? - Parsknęła śmiechem, wsunęła owieczkę pod ramię, drugą dłonią złapała go za rękę i praktycznie od razu pociągnęła w kierunku budki fotograficznej. - Choooooodź! Widziałam tam budkę, chcę zdjęcie! - Była tak podekscytowana, że właściwie nie pozostawiła mu za dużego wyboru. Odbiła telefonem płatność i weszła z nim do środka. Poczekała, aż Aiden usiądzie pierwszy, po czym sama usadowiła się bokiem na jego kolanach, ściskając owieczkę pod jednym ramieniem. - To co, jakie robimy miny, kochanie? - zapytała z szerokim uśmiechem, wpatrując się w niego. A zanim aparat zdążył zrobić pierwsze zdjęcie, przysunęła się bliżej i złożyła na jego ustach czuły pocałunek. Bo chyba właśnie to chciała zapamiętać najbardziej... ten moment... i tę słodką świadomość, że nie musiała już szukać szczęścia... bo miała je dosłownie przy sobie.

mine ♡
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”