31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tutaj chodzi wyłącznie o zaspokojenie swoich potrzeb
Sama nie wiedziała, jak dokładnie czuła się z tym zdaniem, wypowiedzianym nonszalancko przez Kirę, jakby sprawy łóżkowe faktycznie nic nie ważyły. Jakby nie niosły za sobą zobowiązań, więzi emocjonalnej i potrzeby bliskości. Jakby seks faktycznie mógł być czystą fizycznością. I tyle. Nie rozumiała tego. Nigdy czegoś takiego nie przeżyła i może dlatego? Z drugiej strony to, ile na słuchała się od swoich koleżanek o jednorazowych numerkach, o których nie umiały zapomnieć też dawał jej obraz tego, że jednak człowiek przywiązywał się nawet do przypadkowych skoków w bok
Oczywiście oprócz Kiry. 
Ta była niewzruszona na drugiego człowieka i Daisy myślała o tym nawet stojąc w kolejce i czekając na hot-doga z sosem tysiąca wysp, który zamówiła dla dziennikarki. Długimi, smukłymi palcami sunęła po stoisku z gazetkami, przyglądając się najnowszemu wydaniu Toronto Sun, kiedy przez jedno z okien zobaczyła jak do jej samochodu podchodzi… menel. 
Gość miał całe porwane ciuchy i stukał brudnymi paluchami w szybę auta. Whitmore momentalnie się wyprostowała, spoglądając na to wszystko z dezaprobatą. Z drugiej strony szybko doszła do wniosku, że przecież Kira nie będzie na tyle głupia, że odpowiadać na ta takie zaczepki i pewnie będzie siedzieć grzecznie w aucie. Jakież wielkie było jej zdziwienie, kiedy po chwili blondynka wysiadła z auta i stanęła sobie obok żula, o czymś z nim dyskutując. 
Daisy złapała w płuca więcej powietrza. Jaja sobie robiła? Od razu odwróciła się do lady, pośpieszając kobietę. Złapała chipsy w zęby, picie pod pachę, ciastka też, fajki do kieszeni i hot-doga do jedynej wolnej dłoni, po czym wybiegła na parking. Minę miała oburzoną, a nogami przebierała tak szybko, jak jeszcze chyba nigdy. 
C… — zaczęła, ale przecież nie miała jak się odezwać, bo w ustach trzymała chipsy. Nachyliła się więc w stronę Finch, żeby przejęła paczkę. — Co ty wyrabiasz? — wyrzuciła w końcu z siebie, gdy miała wolne usta. — Weź wracaj do samochodu — zarządziła, na co menel tylko uniósł wysoko brewki, bo chyba spodziewał się, że Whitmore będzie równie miła co jej koleżanka, a tu takie smutne zaskoczenie! 
Co twoja mama taka pspinana? — zapytał nic sobie nie robiąc z groźnego spojrzenia Daisy w jego kierunku.
Czy ja wyglądam na jej matkę? — przewróciła oczami i nie ma co się czarować — oburzyła się, bo jakby nie patrzeć koleś mocno jej w tamtym momencie ubliżył. Kira przy najlepszych wiatrach wyglądała jakby miała z co najmniej dwadzieścia lat, a to zaś czyniłoby Whitmore praktycznie przed samą czterdziechą. A tego zaś nie potrafiła przeboleć.
Kierowniczko, ale spokojnie — menel wyrzucił wysoko ręce w powietrze i pomachał nimi w obronnym geście. — Ja się tutaj tylko z szanowną panienką umówiłam na szluga, miła taka, powiedziała, że mi kopsnie jednego i pieniążek na browarka — odwróciła się w stronę Finch i machnął do niej paluchem. — Byle nie na chleb! — przypomniał ich mała, słodką obietnicę i znowu się wyszczerzył, ukazując braki w uzębieniu.
Daisy natomiast otworzyła szerzej oczy i spojrzała na Kirę, bo co tu się tak właściwie odprawiało? Pięć minut jej nie było, a ona już sprawdziła sobie jakiegoś bezdomnego, którego teraz będą karmić, napalać i upijać.
W y ś m i e n i c i e.


:stickfoch:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie widziała niczego złego w traktowaniu seksu wyłącznie jako czegoś fizycznego. W końcu czy właśnie taki nie był? Dawał upust emocjom, pozwalał rozładować napięcie i zaspokoić potrzeby, bez konieczności dorabiania do tego całej historii o wielkiej miłości, wyjątkowej więzi i wspólnej przyszłości. Nie trzeba było przecież znać kogoś od lat, żeby po prostu pójść z nim do łóżka. Czy przez to Kira traktowała kobiety przedmiotowo? Może trochę. Nie zamierzała udawać świętej. Z drugiej strony żadnej nie wciskała kitu. Wszystkie dokładnie wiedziały, na co się piszą. Finch grała z nimi w otwarte karty i wykładała kawę na ławę, zanim jeszcze cokolwiek się zaczęło. Nie szukała związku, nie chciała deklaracji, wspólnego budzenia się co rano ani wiadomości na dzień dobry i dobranoc. Chciała seksu. Tylko i aż. I nie widziała powodu, żeby robić z tego coś bardziej skomplikowanego. Skoro obie strony wiedziały, jakie są zasady, to gdzie właściwie leżał problem? Kira dostawała to, czego chciała, a one dostawały to, po co same do niej przychodziły. I - co najważniejsze - nie wypuszczała ich z łóżka niezaspokojonych. Wręcz przeciwnie. Starała się, żeby każda wychodziła stamtąd z przekonaniem, że zmarnowała czas na wszystko inne, a powinna była zrobić to znacznie wcześniej. Jeśli już zawierały taki układ, to przynajmniej uczciwy. Według niej to było fair. Nie oczekiwała natomiast, że Daisy będzie w stanie to zrozumieć. Właściwie nawet się temu nie dziwiła. Whitmore najwyraźniej potrzebowała do seksu całej tej emocjonalnej otoczki, której Kira za cholerę nie potrafiła pojąć. Dla jednej osoby było to coś więcej, dla drugiej zwyczajnie przyjemny sposób na spędzenie kilku godzin. Nie każdy musiał patrzeć na to w ten sam sposób. Finch też nie zamierzała nikogo do tego przekonywać. Mogła co najwyżej wzruszyć ramionami i uznać, że niektóre rzeczy najwyraźniej były dla ludzi zdecydowanie zbyt skomplikowane. Albo odwrotnie - to inni niepotrzebnie je komplikowali.
Gawędziła sobie w najlepsze z panem żulem, kiedy ponad jego ramieniem dostrzegła menadżerkę. Dlaczego miała wrażenie, że była jakaś rozjuszona?
Co? — spojrzała na nią ze zdezorientowaniem. — Nigdzie nie wracam, bo powiedziałam, że poczęstuję pana papierosem, a nie jestem przecież gołosłowna — wskazała głową na menela. Jeszcze chwila i zostaną najlepszymi przyjaciółmi.
Nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy facet określił Daisy mianem jej matki. Nie miała pojęcia dlaczego, ale strasznie ją to rozbawiło. Trzeba jednak przyznać, że byłaby z niej hot mamuśka.
A nie, to jest moja koleżanka — sprostowała i spojrzała mętnym wzrokiem na Whitmore. — Nie dąsaj się, nie miał niczego złego na myśli. Prawda... — wróciła oczami do szanownego żula.
Doug — odparł wesoło i pokłonił się nisko. — Kierowniczki są bardzo pięknymi kobietami. Ja naprawdę nie chcę w niczym przeszkadzać. I jestem bardzo mocno za równością. Każdy zasługuje na miłość — dodał i wyciągnął rękę, czekając na obiecanego papierosa. Niewiarygodne, że nawet menel brał je za parę.
Finch przejęła od menadżerki paczkę, wyciągnęła z niej trzy szlugi i podała je Dougowi. Patrzcie ją, jaka była hojna!
Dobra, Doug. To idź sobie kupić sobie to piwko, co? Tylko ten, popraw sobie czapkę, żebyś wyglądał jak elegancki dżentelmen — zachęciła go uśmiechem, a on jak na zawołanie sięgnął do swojego kaszkietu, który najpierw zdjął, żeby znów się pięknie ukłonić. Ależ był z niego menel z klasą!
Dziękuję serdecznie i życzę paniom cudnego wieczoru. Całuję rączki — pożegnał się kulturalnie i oddalił w stronę sklepu na stacji.
Kira odprowadziła go wzrokiem i już miała umieściła sobie fajkę w ustach. Już miała ją odpalić, ale dostrzegła spojrzenie niezbyt przychylne spojrzenie Daisy, więc westchnęła tylko pod nosem i posłusznie wsiadła do samochodu.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może faktycznie zareagowała być niechętnie względem menela, ale z drugiej strony, jak miała zareagować? Trzeźwa była. Może gdyby jej organizm trwał w tak mocnym upojeniu jak ten Kiry, nawet zbiłaby mu piąteczkę i zapytała, jak tam połowy w śmietnikach tego pięknego wieczoru. Ale nie była. Była trzeźwiutka i wyjątkowo niechętna na zawieranie nowych znajomości z bezdomnymi, czego nie można było powiedzieć o Finch.
Nie dość, że stała sobie z gościem przy jej samochodzie jak z najlepszym ziomkiem, to jeszcze chciała częstować go fajkami. Przecież taki teraz za nic się od nich nie odczepi. Aż posłała blondynce karcące spojrzenie… trochę jak ta matką, za którą ją wziął. Może faktycznie pasowała swoją nadopiekuńczością na rodzicielkę? Może to by wyjaśniało, czemu w jej głowie kłębiły się już te czarne scenariusze, w których menel wskakuje im do samochodu, albo chce je okraść.
Chociaż trzeba było przyznać, że im dłużej tam stały, a on tak spokojnie się do niej odzywał i jeszcze kłaniał nisko, raczej nie sprawiał wrażenia niebezpiecznego. Nie zmieniało to jednak faktu, że Whitmore nie była zadowolona z towarzystwa. Przewróciła oczami na uwagę o tym jak to każdy zasługuje na miłość, bo czemu każdy brał je za parę? Kompletnie tego nie rozumiała, dlatego lekko nadąsana rzuciła w końcu paczkę czerwonych fajek w stronę Finch i obserwowała jak ta daje mu całe trzy papierosy.
Paaaani kochana!! — rzucił zadowolony, a oczy to zaświeciłyby mu się co najmniej jak dziecku podczas odpakowywania prezentów na gwiazdkę. — Rączki bym normalnie ucałował, ale zębów nie myłem od jakiś dwóch tygodni, więc mogę jedynie ukłonić się nisko — wtrącił z wielkim uśmiechem na ustach, ponownie wykonując dygnięcie. Tak się wygiął, że aż się zachwiał i odbił od dystrybutora. Diasy nawet w naturalnym odruchu chciała do niego sięgnąć i go przytrzymać, ale przecież typ się nie był pół miesiąca, wiec w ostatniej chwili zwątpiła. Całe szczęście poradził sobie sam.
Na uwagę Kiry poprawił kaszkiecik, a potem wcisnął papierochy do kieszeni obskurnej kurtki i oddalił się w stronę ławeczki, na której siedział równie obdarty gościu i patrzył w ich stronę. No pięknie. Whitmore już widziała oczami wyobraźni, jak zaraz drugi tu przyjdzie i będzie żebrać.
Niech wam to Bóg w dzieciach wynagrodzi!!! — krzyknął jeszcze na odchodne menel, a tamten w tym samym czasie wstał z ławki i skierował się w ich kierunku.
Jedziemy stąd — warknęła zdesperowana i z impetem odwróciła się w stronę Kiry, która… już miała w ustach papierosa. Daisy od razu sięgnęła do jej ust i muskając przy okazji jej wargi, szarpnęła za filter. — Zapalisz sobie pod domem, no dawaj — ponagliła ją. Naprawdę jeden bezdomny jak na jeden wypad im wystarczył, a poza tym, nawet nie było wiadomo, czy ten będzie tak miły jak poprzedni.
Upewniła się, że Finch znalazła się w pojeździe, po czym obiegła auto i załadowała się do auta. Gość przed maską przyśpieszył kroku i prawie na nie wpadł, ale Whitmore w ostatniej chwili wbiła wsteczny i z piskiem opon wycofała. Przyhamowała, przełączyła na jedynkę i ruszyła prosto w stronę wyjazdu ze stacji, dopiero teraz tak jak wcześniej prosiła ją Kira dając gaz do dechy.
Ale z ciebie magnes na meneli — rzuciła pod nosem, kiedy już jechały w stronę domu Finch, raz po raz zaglądając w jej kierunku. — Kupiłam ci tez chipsy i sok — wtrąciła, wskazując na deskę rozdzielczą, na którą walnięte leżały wszystkie zakupy.

kira :stickblep:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A to, że Daisy była trzeźwa jak świnia, nie było absolutnie winą Kiry. Mogła się przecież upić, to może wtedy też zawarłaby takie wspaniałe znajomości! Finch wychodziła z założenia, że ze wszystkimi trzeba trzymać sztamę, niezależnie od statusu materialnego. Każdemu mogła się przecież noga podwinąć, co nie? Może taki pan menel wiódł kiedyś piękne życie, dopóki nie roztrwonił oszczędności, nie zdradził żony i nie porzucił dzieci na pastwę losu? Różnie to w życiu bywało. Teraz miały jednak doskonały przykład na to, że nie ocenia się książki po okładce. Niby taki kocmołuch przypałętał się do niebieskiej Audicy, a tu proszę bardzo - chłop okazał się całkiem porządnym kawalerem. Tu się ukłonił, tam puścił oczko, a gdzie indziej uśmiechnął się, prezentując światu swój wybrakowany ząb na przedzie. Kira nie potrzebowała wiele więcej, żeby uznać, że człowiek był swój.
Żul pożegnał się kulturalnie z zamiarem zakupu piwka, na które Finch sypnęła mu trochę drobnych. Dałaby więcej, ale nie miała przy sobie gotówki. Może powinna z nim pójść i kupić mu bardziej luksusowy trunek? Może jakiegoś Jacka Danielsa? Facet pewnie oszalałby ze szczęścia i nie tylko chciałby ucałować jej rączkę, ale też o rękę ją poprosił.
Skrzywiła się trochę na okrzyk o dzieciach. A czemu im tak brzydko życzył? No tego, to się po nim szczerze nie spodziewała. Ale skąd mógł wiedzieć, że Kira nie lubi dzieci i nie chce mieć własnych? Nie mógł wiedzieć, bo Whitmore strasznie go pospieszała. I ją zresztą też, o czym świadczył wyrwany papieros z spomiędzy ust.
Ej! — żachnęła się, ale nie powiedziała już nic więcej. Po prostu usadowiła się wygodnie w fotelu pasażera i zapięła pas. Schowała papierosa z powrotem do paczki i zerknęła z ukosa na menadżerkę, która wycofała samochód i wyjechała z parkingu spod stacji na ulicę, która prowadziła do domu Finch. Sięgnęła do radia i wyszukała pierwszą lepszą stacji. Z głośników popłynęło Barbie Girl, a Aqua śpiewała o byciu Barbie w Barbie świecie.
Jestem magnesem na wszystkich — podkreśliła, wygrzebując z kieszeni telefon, żeby sprawdzić powiadomienia, ale bateria była kompletnie rozładowana. Westchnęła ciężko, odkładając go na kolana. — Dziękuję, jesteś najlepszą dziewczyną na świecie — powiedziała, od razu chwytając za sok. Zanim jednak odkręciła butelkę, zamrugała kilkakrotnie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziała. — W sensie kobietą. Człowiekiem. Tak, jesteś dobrym człowiekiem, Daisy — pokiwała entuzjastycznie głową i wystawiła palec przed siebie, wskazując na boczną uliczkę. — Jak pojedziesz tędy, to zaraz znajdziemy się pod moim domem. Nie, czekaj, jak skręcisz o tu — poprawiła się, wskazując na drugą stronę. Nic dziwnego, że jazda po alkoholu była kategorycznie zakazana, przecież nie szło tego ogarnąć.
Upiła kilka łyków soku i wgryzła się w hot-doga. Sos wyciekł z bułki wprost na jej koszulkę, ale Kira niespecjalnie przejęła się tym faktem. I tak zamierzała się przebrać w koszulkę, bo pachniała perfumami tamtej dziewczyny z baru, a ta woń jakoś drażniła jej nozdrza. Pewnie dlatego, że zapach był za słodki i sama nigdy nie spryskałaby się podobym.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widziała jej niezadowolenie.
To jak marszczyła śmiesznie nos i ściągała brwi do siebie, gdy tylko pace Whitmore wyszarpały jej spomiędzy palcy filter od papierosa. I może nawet uznałaby to za u r o c z e, ale nie było na to czasu. Nie kiedy jakiś menel spod ciemnej gwiazdy — a przynajmniej tak założyła Daisy — się do nich zbliżał.
Nie miała ochoty na kolejne rozmowy, kolejne dochodzenie się o dolarka na piwko, a rym bardziej częstowanie ich Bóg jeden wiedział czym. Trzeba było szybko załadować się do samochodu i odjechać. A tak też uczyniły zaraz po tym, jak Kira zapięła swój pas i była już w pełni bezpieczna w środku. I to wcale nie tak, że Daisy miała cokolwiek do żuli — niektórzy byli nawet całkiem okej — ale przecież nigdy nie wiadomo, tak? Finch po alkoholu może i kochała wszystich i chciała pokój na świecie, ale nie każdy łapał tak wielką miłość dla otoczenia jak ona. Ludziom nie można było ufać i Whitmore za punkt honoru postanowiła dowieźć ją do domu w jednym kawałku.
Czego nie mogła powiedzieć o swoim samochodzie. Oczami wyobraźni już widziała, jak Finch lada moment ubrudzi jej całe siedzenie pierwsze chipsami, potem sokiem, a na koniec jeszcze przyprawi sosem z hot-doga. Nawet miała jej zwrócić na to uwagę, ale wtedy Kira nazwała ją najlepszą dziewczyną na świecie i to nieco zbiło Whitmore z tropu. Czyli teraz co, nawet ona sama próbowała robić z nich parę? Spojrzała ukradkiem na dziennikarkę.
Mało ci, że wszyscy dookoła nas ze sobą parują? — rzuciła rozbawiona, przy okazji wyciągając rękę i sięgając po kilka chipsów z otwartej krzywo paczki. Tak się martwiła Kirą, a sama zrzuciła dwa, znam zdążyła złapać je do ust. — Kurwa — aż sobie przeklnęła z tego wszystkiego, bo upieczone ziemniaczki spadły jej po koszulce i prosto między nogi. Świetnie. Jeszcze tego brakowało, żeby tyłkiem rozgniotła to wszystko na siedzeniu i rozprowadziła po całym samochodzie. Przez głowę przeszło jej, żeby poprosić Kirę, czy mogłaby je wyciągnąć, ale… na samą myśl zrobiło jej się jakoś dziwnie ciepło, więc szybko porzuciła durny ten pomysł.
Jestem dobrym człowiekiem, bo kupiłam ci jedzenie? — prychnęła, wyjeżdżając na główna drogę. Całe szczęście pora była już późna, więc na trasie byłī praktycznie same. Można było faktycznie torcie przycisnąć po gazie. — Kurde, to następnym razem jak będziesz na mnie zła, kupię ci trzy paczki czipsów — wtrąciła niby dla żartu, ale na dóbra sprawę dobrze wiedzieć, ze Finch dało się przekupić jedzeniem. Każdy człowiek miał jakieś takie swoje soft spot, które od razu sprawiało, że był milszy dla otoczenia. Jak widać dla blondynki były to chipsy. No albo fajki. Taka możliwość też była na stole.
Nie było tam jednak miejsca na jakąkolwiek decyzje, bo kiedy Kira kazała Daisy skręcić w lewo, ta od razu szarpnęła kierownicą. Szkoda tylko, że okazało się, ze jednak trzeba było w prawo.
Zabijesz nas kiedyś — mruknęła pod nosem i przyhamowała. Spojrzała w prawo na twarz Finch i posłała jej karcące spojrzenie. A przynajmniej spróbowała, bo gdy tylko zobaczyła jak bardzo blondynka u b a b r a ł a się sosem, kąciki ust Whitmore mimowolnie uniosły się ku górze. Było to tylko TROCHE urocze. Westchnęła głośno i spojrzała na nawigacje. Lepiej akurat tego wieczoru było zaufać technologi niż pijanej Kirze, dlatego resztę trasy przemierzyła już z GPSem, kompletnie nie słuchając kierunków blondynki.
To tutaj? — spytała, gdy podjechały w końcu pod niewielki lecz piękny biały dom na wzniesieniu. Zaparkowała Audi tuż przed wjazdem do garażu i odwróciła się w kierunku Finch. Przez moment chciała pożegnać ją już teraz, w końcu stąd była już prosta droga po schodach, ale coś… nie pozwoliło jej tak po prostu odjechać. — Dobra, wysiadaj — zarządziła, jednak odpinając również swój pas. — Odprowadzę cie pod drzwi.

:zamyslon:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy była dobrym człowiekiem, ale straaaasznie nudnym. Przynajmniej w mniemaniu najebanej Kiry, która była złakniona jakiejkolwiek rozrywki. I nikotyny. Nie dane było jej jednak nawet zapalić, nad czym mocno ubolewała. Zazdrościła za to panu żulowi, który pewnie w tym momencie stał pod sklepem na stacji, zaciągał się papierosem i popijał zimne piwko. Taki to, kurwa, pożyje! Żadnych zmartwień, żadnych zobowiązań - tylko faja i browar! I pomyśleć, że Whitmore wzięła go za jakiegoś złodzieja, mordercę czy tam zboczucha, który tylko czyhał, żeby okraść Finch, zamordować ją, a potem zgwałcić. No, może niekoniecznie w takiej kolejności.
Pilnowała, żeby nie upierdolić tapicerki, ale jej własny t-shirt zdecydowanie się do niej nie zaliczał, więc nie zamierzała przejmować się ewentualną szkodą. Co prawda trochę nakruszyła chipsami, ale menadżerka też miała na sumieniu parę okruszków, na co Finch zareagowała cichym parsknięciem.
No i co z tego, że nas parują? — zapytała, jakby naprawdę nie widziała w tym absolutnie niczego niewłaściwego. — Kogo to właściwie obchodzi? — dodała, a kiedy dostrzegła, że kilka chipsów wylądowało między nogami Daisy, bez większego zastanowienia sięgnęła po nie ręką. Klepnęła ją wcześniej w udo, żeby ta rozsunęła nogi, po czym wyciągnęła zdobycz i bez najmniejszego skrępowania wpakowała ją sobie prosto do buzi. Naprawdę nie widziała w tym żadnej dwuznaczności. W jej pijanym umyśle był to po prostu najbardziej logiczny sposób na odzyskanie chipsów. I chyba to najbardziej świadczyło o tym, jak bardzo była już porobiona.
Jedzenie i papierosy — podkreśliła, zapijając chipsy sokiem. — I nie jestem na ciebie zła. Dlaczego miałabym być? — ściągnęła brwi, kompletnie nie rozumiejąc, o co Whitmore właściwie mogło się rozchodzić. Chyba nie sądziła, że wściekała się na nią za pomysł z wyścigami. Albo za to, że dawała się tłuc mężowi? No dobra, to drugie bardzo trochę ją wkurwiało, ale przecież nie było to jej życie. Co niby miała zrobić? Złoszczenie się na Daisy niczego tutaj nie zmieni.
Ale to ty prowadzisz — zauważyła, kiedy samochodem gwałtownie szarpnęło, a chwilę później zwolnił. — Dlaczego nie słuchasz? — dodała z wyraźnym zawodem, widząc, że menadżerka wolała korzystać z pomocy nawigacji, zamiast zdać się na nieomylność Kiry. Biednemu zawsze wiatr w oczy, chuj w dupę, nóż w serce i chleb masłem do ziemi.
Skinęła głową, kiedy Audi najpierw skręciło w lewo, potem w prawo i w końcu zatrzymało się przed bramą prowadzącą na jej posesję. Były na miejscu.
Obawiasz się, że nie dojdę do drzwi? — posłała jej rozbawione spojrzenie i odpięła pas. Wzięła wszystkie swoje rzeczy pod pachę i ruszyła w stronę metalowej furtki, którą otworzyła za pomocą zakodowanego breloka. I całe szczęście, bo gdyby przyszło jej teraz wpisywać jakiś kod, istniało spore prawdopodobieństwo, że do rana nie dostałaby się na teren własnej posesji. Albo przypadkiem otworzyłaby bramę sąsiadom.
Im bardziej zbliżały się do budynku, tym donośniejsze stawało się szczekanie.
To Nyx — wyjaśniła, chociaż wydawało jej się, że chyba już wspominała Daisy o swoim psie. Na pewno! Przecież rozmawiały nawet o wieczorku zapoznawczym dobermanki i buldożka francuskiego. Kira była niemal pewna, że taka rozmowa miała miejsce. Chyba że właśnie ją sobie wymyśliła? — Musisz ją zobaczyć — dodała, kończąc jeść swojego hot-doga.
Weszła po schodach i przekręciła klucz w zamku. Nyx natychmiast wsadziła łeb między drzwi a futrynę, próbując wydostać się na zewnątrz.
Spokojnie, to Daisy — uspokoiła suczkę, klepiąc ją po grzbiecie i zmuszając do cofnięcia się w głąb domu. Dobermanka jeszcze przez chwilę wpatrywała się w gościa podejrzliwie, ale ostatecznie ustąpiła. Kira odwróciła się do Whitmore. — Wejdziesz? Nie zjem tego wszystkiego sama — powiedziała, unosząc do góry ogromną paczkę chipsów, jakby właśnie tym argumentem zamierzała przekonać ją do przekroczenia progu.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dlaczego miałaby być na nią złą?
Cóż, w ostatnim czasie nazbierała się tego chyba całkiem pokaźna lista. Zaczynając od pojawienia się na nielegalnych wyścigach kompletnie niezaproszona, poprzez kłótnie o udział w jednych, a kończąc na całej, wielkiej aferze o siniaki i to, że Rowan nie do końca zawsze zachowywał się porządnie. Wisienką na całym tym pięknym torcie niedomówień mógł być również fakt, że zjawiła się w klubie i zgarnęła Kirę do domu, chociaż ta zdawała się bawić przednio. Nawet na cholernej stacji z menelem, a ona załadowała ją do auta i zawiozła pod samiuśki dom.
Nie powiedziała tego wszystkiego jednak na głos. Nie odpowiedziała jej na pytanie. Bo skoro Kira nie chowała względem niej żadnej urazy, to po co to teraz wyciągać? Lepiej było po prostu zignowoać istniejącą w jej głowę listę i ruszyć tyłek, by odprowadzić Finch pod same drzwi. Tego też nie musiała robić, ale… chciała.
Obawiam się, że te schody mogą cię pokonać — zaśmiała, gestem wskazując na całkiem pokaźne i po części kręte schody, prowadzące do altanki domu Finch. Z drugiej strony pewnie nie było to pierwsze rodeo Kiry jeśli chodziło o wracanie od domu najebana i pewnie poszłoby jej wybornie, jednak Daisy nie chciała ryzykować, że akurat na jej zmianie będzie ten jeden raz, kiedy się z nich stoczy.
Wyszła więc z auta, obeszła maskę i poczekała aż Kira również się wygramoli. Zakluczyła samochód i ruszyła z nią w stronę drzwi, przy okazji przejmując od dniej paczkę ciastek, tak żeby Finch miała chociaż jedną rękę, tak w razie czego, jakby musiała się podeprzeć. Całe szczęście droga do drzwi minęła bez szwanku, a zza ściany dało się usłyszeć głośne szczekanie.
Kira nie tylko wspominała jej, że posiadała psiaka, ale przecież nawet swego czasu pokazywała Daisy zdjęcia Nyx i faktycznie rozmawiały o tym, żeby poznać ją z Salamim, najpewniej u Finch w mieszkaniu. Cóż, szkoda, że Daisy swojego zostawiła w domu. Skinęła głową, gdy blondynka rzuciłą tym musisz ją zobaczyć.
No pewnie — odparła z entuzjazmem. Akurat na wizytacje z pieskami zawsze miała ochotę. Wcisnęła ciastka pod pachę i obserwowała, jak Finch na początku męczy się z zamkiem, by po chwili między drzwiami a framugą ukazał się piękny doberman. — Piękna — wtrąciła z uśmiechem na ustach, chociaż z początku trzymała się na dystans. Dobrze wiedziała, że psy pierwsze musiały się przyzwyczaić do gościa i nie czuły się komfortowo, kiedy ktoś od razu się na nich rzucał.
Cześć, Nyx — przykucnęła przy framudze, wyciągając dłoń do przodu i dając dobermanowi się powąchać. — Przyprowadziłam ci matkę do domu w jednym kawałku — rzuciła z uśmiechem, spoglądając z dołu na Kirę i puszczając w jej stronę oczko. Zaraz jednak wróciła pełną uwagą do psa. Nyx w końcu przysunęła się na tyle blisko ,że Daisy mogła podrapać ją za uszkiem. Pies zamruczał zadowolony i od razu zrobił jej miejsce, żeby weszła i się rozgościła, akurat w momencie, gdy Kira zaproponowała jej to samo.
Nie wiem, powinnam chyba wracać… — rzuciła chyba tak dla zasady, bo przecież… wcale nie musiała. Nie musiała i nawet nie chciała. Rowana nie było w domu, mieli jakiś wyjazd z klubem przed zakończeniem sezonu i jej dom stał pusty, więc gdzie ona musiała niby wracać. Podniosła się do góry i jeszcze raz spojrzała na Kirę, a potem na paczkę chipsów. — Dobra — powiedziała w końcu. — Ale to dlatego, że kocham chupki serowe — skwitowała, ściągając buty i jeszce głaszcząc dobermana. Nim jednak weszła głębiej jej wzrok zatrzymał się na koszulce Finch. — To chyba trzeba będzie zaprać — wskazała na wielką plamę po sosie, która no… nie wyglądała najlepiej.

kira finch
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, co wydarzyło się w ostatnim czasie, nie było wystarczającym powodem, żeby Kira mogła się złościć. Owszem, irytowało ją, że Daisy zachowywała się głupio i pozwalała się tłuc własnemu mężowi, ale na ten moment całkowicie o tym zapomniała. Była pijana, zjadła hot-doga, schrupała trochę chipsów i zapiła wszystko sokiem. Czy można było oczekiwać od życia czegoś więcej? I czy mogła oczekiwać czegoś więcej od Whitmore, która odebrała ją z baru i zawiozła prosto do domu? Gdyby nie ona, Kira pewnie schlałaby się jeszcze bardziej, a ostatecznie mogłaby wylądować u jakiejś laski na chacie. Czy byłoby w tym coś okropnego? Niekoniecznie. Zawsze jednak miło było obudzić się we własnym łóżku, zwłaszcza kiedy poprzedniego wieczoru podejmowało się decyzje, których rano można było już nie pamiętać.
Patrzyła z dumą, jak jej psia córa wita się z menadżerką. Na początku Nyx była trochę nieufna, bo jeszcze nie miała okazji z nią obcować, ale już po chwili zamerdała krótkim ogonkiem i z zaciekawieniem obwąchała jej rękę. Pewnie wyczuwała Salami. W sensie psa, nie kiełbasę. Chociaż z mięsa mogła co najwyżej wyczuć, że chwilę wcześniej Whitmore trzymała w dłoni hot-doga. Tyle że to akurat koło prawdziwego mięsa nawet nie leżało.
Mówiłam, że lubi kobiety — uśmiechnęła się szeroko i wskazała na siebie palcem. — Zupełnie, jak ja — dodała z jeszcze większą dumą niż wcześniej. Bo to był powód do dumy, okej? Już dawno wyszła z szafy, nie zamierzała włazić do niej z powrotem.
Nie musiała długo namawiać Daisy, żeby została. Oczywiście chciała wierzyć, że robiła to ze względu na nią, mimo że wspomniała o swojej słabości do serowych chrupek. Kira od razu ściągnęła buty i ruszyła do salonu, czekając aż menadżerka do niej dołączy.
Śmiało, rozgość się — gestem ręki zachęciła ją na swoje włości. Dom, który sprawili jej rodzice na spółkę z dziadkami był przestronny i urządzony w nowoczesnym stylu. Finch ceniła sobie wygodę i luksus. Zresztą jak każdy w jej rodzinie. — Czego się napijesz? — zapytała, nieco chwiejnym krokiem podchodząc do barku. Tak jakoś ją dziwnie zarzuciło, a przecież nawet nie wiało! — Mam whisky, gin i wino. Herbaty? — spojrzała na Whitmore, przypominając sobie, że ta przyjechała samochodem. Zawsze mogła wrócić Uberem, prawda? Albo zostać na noc. Kira miała w domu sypialnię gościnną, ale duża, narożna kanapa w salonie też nadawała się do spania.
Sama sięgnęła po butelkę whisky i napełniła nią pustą szklankę. Przez chwilę milczała, przyglądając się menadżerce spod przymrużonych powiek.
Czemu po mnie przyjechałaś? — zapytała, bo dalej nie do końca rozumiała, co skłoniło ją do tego, żeby odebrać ją z baru. Finch nawet o to nie prosiła. Ba, była dla niej w dodatku niezbyt miła podczas wymiany wiadomości tekstowych. Naprawdę dziwne, że zdecydowała się wsiąść w samochód i ruszyć pod lokalizację z pinezki. — Nie wierzyłaś, że potrafię wrócić do domu o własnych siłach? — upiła łyk alkoholu i sięgnęła do kieszeni po telefon, żeby włączyć jedną ze swoich ulubionych playlist. Bateria była jednak rozładowana. No tak. Nie zyskała mocy w żaden magiczny sposób i teraz Finch musiała znaleźć jeszcze ładowarkę, która była... cholera wie, gdzie ją zostawiła. Może gdzieś na piętrze? Zrezygnowała jednak z wycieczki na górę i podeszła do stolika, żeby wziąć pilot i uruchomić muzykę na telewizorze. Taka właśnie była ładna i cwana.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dom Kiry — jak każdy dom — miał przedpokój, kuchnie, jadalnie i całkiem pokaźny salon, który od razu rzucał się w oczy zaraz po wejściu. Co prawda Daisy zobaczyła go z lekkim opóźnieniem, biorąc pod uwagę, że pierwsze musiała zając się zapoznaniem z dobermanem. Priorytety, tak? Pierwsze zwierzątka, a dopiero potem dobra materialne. Te zaś, gdy w końcu dała im należytą uwagę, prezentowały się bardzo ładnie. Widać było, że Finch wystrój miała bardzo nowoczesny.
Przeszła za blondynką do kuchni i przysiadła sobie od razu na jednym z hokerów, kręcąc głową na pytanie Kiry czy chciała coś do picia, w pierwszej kolejności proponując same alkohole wysokoprocentowe.
Chyba koleżanka zapomniała, że przyjechałam autem — prychnęła, kręcąc delikatnie głową. Wsparła się na dłoni, łokieć opierając na chłodnym płacie i spojrzała na dziennikarkę. — Jakoś przecież musze wrócić — a wrócić musiała, bo przecież powiedziała swojemu mężowi, że wychodzi do pracy. Że to była jakaś kryzysowa sytuacja w redakcji, która za nic nie mogła czekać do jutra. Cóż, jakby tak lekko nagiąć prawdę i jakby na to nie spojrzeć, to Kira była częścią redakcji i odprowadzenie jej do domu nie mogło czekać do jutra, wiec było w tym kłamstwie ziarno prawdy. Chociaż nawet nie miała zamiaru tego tak prezentować, bo przecież wiedziała, jaka byłaby reakcja Rowana. Nawet nie chciała o tym myśleć. Skupiła się więc na Finch.
Herbata będzie okej — wydała w końcu ostateczny werdykt, czując, jak gdzieś pod nogą kręciła się je Nyx. Spuściła wolną rękę w dół, odszukując pokaźnych rozmiarów głowę, po czym drapnęła ją za uchem. — A ty może tez napiłabyś się herbaty? — zaproponowała, chociaż widziała, jak blondynka już sięga po whisky i zalewa jedną z pustych szklanek. Pewnie nie powinna jej tak matkować, a jednak z jakiegoś powodu nie potrafiła się powstrzymać. W końcu była w domu, bezpieczna, jeśli chciała się napić, Whitmore naprawdę nie było nic do tego.
Czemu po mnie przyjechałaś?
Momentalnie podniosła spojrzenie na jasne, szare oczy Kiry, unoszac przy okazji brwi ku górze w lekkim zdziwieniu. No cóż, to było świetne pytanie, serio. Szkoda tylko, że Daisy chyba nie miała na nie żadnej dobrej odpowiedzi.
Nie wiem — wiec postawiła na szczerość. Wzruszyła ramionami, próbując znowu zając się psem, jednak czując wzrok Kiry na sobie, poczuła, ze powinna powiedzieć cos jeszcze. — Bo się martwiłam? — była taka opcja, jak najbardziej. Bała się, że nie trafi do domu o własnych siłach, bo przez smsy wydawała się bardzo mocno najebana wstawiona. Pewnie bardziej niż faktycznie była. — A może bo chciałam cię zobaczyć — dodała, sama do końca nie wierząc w to, że powiedziała to na głos. Elektryzujący prąd przeszedł wzdłuż jej pleców, a serce momentalnie przyśpieszyło.
Nie powinna tego mówić.
Za żadne skarby te słowa nie powinny opuszczać jej ust.
A jednak to zrobiły. A przecież to było tak bardzo nie na miejscu. Tak bardzo nieprofesjonalne i nie miało najmniejszego sensu. Bo jak można chcieć kogoś zobaczyć o trzeciej w nocy? Do tego stopnia, żeby zrywać się z łóżka, kłamać własnego męża i przyjeżdząc do klubu, a potem tutaj. Do jej mieszkania.
Głupia.

kira :podnieta:
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”