ODPOWIEDZ
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie no, to się nie działo naprawdę. Nie mogło się dziać naprawdę. Takie rzeczy zwyczajnie jej się nie przydarzały. W żadnym, ale to absolutnie żadnym wypadku. Była aktywna seksualnie od… jjjjeeeeezu, jakichś dziesięciu lat, a teraz wystarczyło, że zdecydowała się zakochać w mężczyźnie, być z nim przez ledwie trzy miesiące i tylko jeden jedyny raz pękła im gumka, a ona jakoś tak zapomniała wziąć tabletki, żeby nagle spóźniał jej się okres? Nie no, bez jaj. To na pewno był stres związany z tamtym procesem. Albo ich sprzeczką. Ewentualnie tymi zwariowanymi godzinami, które ostatnio wyrabiała. Tak, to musiało być właśnie to. Przez stres spóźniał jej się okres. Nic więcej.

No i jeszcze te kwiatki, które rzekomo nie były od niego. Tylko co miała z nimi zrobić? Wyrzucić je do śmieci? Były ładne! Może faktycznie miała jakiegoś cichego wielbiciela, a cała ta sytuacja jedynie udowodni Aidenowi, jaka była cudowna i pożądana, skoro mimo zainteresowania innych nie widziała nikogo poza nim. HA! Właśnie o to chodziło. Na bank. Cieszyła się jednak, że jej ognik zajmował się zakupem testów ciążowych, bo ona sama zdecydowanie nie była w stanie się na tym skupić. Co jakiś czas podczas zmiany zerkała na swój brzuch, dyskretnie go dotykając i upewniając się, że przez ostatnie x minut nie zdążył przypadkiem urosnąć. A ten kilogram, który ostatnio przybrała? To na bank przez Wendy’s albo tę smaczną pizzunię, na którą chodzili przez ostatni tydzień, bo żadnemu z nich nie chciało się gotować. Jej wybuchy złości też o niczym nie świadczyły. To była wina hormonów przez spóźniający się okres, a nie dlatego, że mogła być w cccią... Tfu! W żadnym cholera wypadku! NIE, NIE i jeszcze raz NIE.

We are not claiming this negative energy.

Spojrzała na ekran telefonu, odczytując wiadomość, że czekał już pod jej miejscem pracy. Pożegnała się z dziewczynami z kolejnej zmiany, chwyciła bukiet kwiatów i wybiegła na zewnątrz. Wskoczyła do samochodu, zatrzasnęła za sobą drzwi i czym prędzej zapięła pas. - Jedź, jedź, jedź! Nikt nie może nas tutaj zobaczyć! - wyrzuciła z siebie przerażona, zupełnie tak, jakby wszyscy wokół doskonale wiedzieli, co zamierzali za chwilę zrobić, lol. Dopiero po chwili spojrzała na Aidena i uśmiechnęła się szeroko, - Och, cześć - rzuciła, po czym szybko przysunęła się do niego i pocałowała go czule. - Dobra, kochanie, nie mamy czasu do stracenia. Chcę mieć to już za sobą - westchnęła głośno, poprawiając pas, po czym uniosła trzymany w dłoniach bukiet i przyjrzała mu się podejrzliwie. - Serio ich nie kupiłeś?

daddy?
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Na palcach u jednej ręki potrafił wymienić takie sytuację jak ta — co prawda niekoniecznie wystąpienie realnego ryzyka jak teraz, ale różne wpadki podczas seksu się zdarzały. Nie był w poważnym związku od lat, ale to nie znaczyło, że zrezygnował z tej przyjemności. Teraz jednak sprawa miała się inaczej i Aiden był nieco zestresowany, booo… jednak nie myślał o potencjalnym byciu ojcem. Znaczy, może kiedyś, ale raczej wiedział, żę Vita nie miała ciągoty, aby zostać matką i szanował jej zdanie w stu procentach. To w końcu ona obarczona była wtedy największą odpowiedzialnością, podczas całego procesu i jej ciało, które przez dziewięć miesięcy musi odpowiednio zadbać o małą istotę, która rozwinęłaby się w niej. I jadąc do apteki naprawdę miał różne myśli. Zastanawiał się, jakby to było, gdyby rzeczywiście zdarzył się wypadek przy pracy, aczkolwiek to wszystko było… absurdalne. Pomijając już fakt, że znali się i spotykali od jakiś trzech miesięcy, a to nie był długi okres czasu. Wiedział, że ich uczucie było mocne i na zawsze, jednak wizja, w której z ich dwójki nagle robi się trójka… Czy oni w ogóle zdążyli się nacieszyć sobą sami, aby nagle pojawiła się w ich życiu kolejna osoba?!

Pojechał do sklepu i poprosił o najbardziej sprawdzony test, finalnie decydując się na trzy z różnych firm, jakby była potrzeba nie zaufać jednemu, choć zaczną od tego najlepszego, który nigdy podobno się nie mylił, a ta świadomość sprawiła, że był zestresowany. Cholera, ale czym? Przecież nic nie wyniknie. Vita zrobi test, on ją wesprze, pojawi się napis not pregnant i spędzą miło wieczór, oczekując na jej okres. Po drodze wszedł do kwiaciarni, kupując bukiet jej ulubionych kwiatów, żeby zapomniała o habaziach od jakiś obcych typów. Nieco zamyślony jechał w kierunku jej pracy, na światłach odpisując jej na wiadomości i podjeżdżając dał jej znać, że czeka. Odwrócił spojrzenie w kierunku drzwi pasażera, kiedy otworzyły się, a Holloway praktycznie wskoczyła do samochodu. Spojrzał na nią zaskoczony, marszcząc lekko brwi i nie ruszając pojazdu z miejsca, tylko przyglądając się swojej dziewczynie. Nawet nie chciał doszukiwać się jakichkolwiek oznak, że coś mogłoby być… inaczej. W końcu się z nim przywitała, czule go całując i nieco odwracając jego głowę od natrętnych myśli. Tęsknił za nią po całym dniu, więc krótko przedłużył pocałunek, na końcu krótko wzdychając, gdy się od niego odsunęła. — Cześć, ślicznotko — rzucił finalnie, kiwając głową i zaczynając wycofywać z uliczki. Jego spojrzenie padło na kwiaty. — Nie kupiłem ich — odpowiedział, sięgając rękę na tylne siedzenie i biorąc z niego kwiaty, które najbardziej lubiła. — Ale te już tak. Te obce są przystępne, ale przecież ja wiem, które są twoimi ulubionymi, zwłaszcza gdy masz gorszy tydzień — zauważył. Sam czasami wybierał jakieś inne, w końcu systematycznie obdarowywał ją świeżymi kwiatami; mógłby pomyśleć, że przyzwyczai się do tego i może będzie to dla niej tak oczywistego jak poranna kawa dla niego, a jednak za każdym razem cieszyła się tak samo, obdarowując go najpiękniejszym uśmiechem. — Masz jakiś cichych wielbicieli w barze. Roger cię nie pilnuje? — mruknął, wyjeżdżając na główną drogę. Vita mieszkała tak blisko swojej pracy, że to była kwestia chwili, aż dojadą do jej mieszkania. Ich mieszkania? Mieszkania tymczasowego? Cholera wie, jak je nazwać. — Jak się czujesz? — zapytał, kładąc dłoń na jej udzie i zaraz przejeżdżając nią na kolano dziewczyny. — Kupiłem trzy różne, jakby były wątpliwości — oznajmił, mając nadzieję, że dobrze wie, o co mu chodzi, bo jeszcze słowo ciąża czy test ciążowy, piekły go w język.

mommy?
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cały ten zbierający się w niej stres dosłownie wyparował w chwili, w której poczuła jego usta na swoich. Sposób, w jaki ją całował, zupełnie tak, jakby próbował ją uziemić i uświadomić, że nie musiała się spieszyć ani od razu wariować, bo w tym momencie liczyli się tylko oni, działał na nią wręcz uspokajająco. Uwielbiała to. Uwielbiała jego. Uśmiechnęła się pomiędzy pocałunkami i nagle cały ten strach związany z potencjalną ciążą, dzieckiem oraz faktem, że w życiu nie myślała o sobie jako o matce ani nawet o kimś godnym bycia czyjąś partnerką, na jeden króciutki, maciupeńki moment wyparował gdzieś w nicość. - Mm, coś ty taki słodki? - zapytała, z premedytacją akcentując jego ulubione słowo, którym raz po raz go opisywała tylko po to, żeby go zirytować. - Nie? - Zerknęła na kwiaty, które otrzymała w pracy, po czym wybuchnęła śmiechem. Ten szybko przerodził się jednak w szeroki uśmiech, gdy zobaczyła, że kupił dla niej ulubione tulipanki. - Aideeeeeen - przeciągnęła jego imię, przysuwając bukiecik do nosa, aby nacieszyć się jego zapachem. Po chwili ponownie nachyliła się w stronę płomiennowłosego i zostawiła czułego całusa na jego policzku. - Zdecydowanie te są lepsze. - Chwyciła pierwszy bukiet i bez większego zastanowienia rzuciła go gdzieś na tylne siedzenie. - Znasz mnie zdecydowanie za dobrze, vohnyku - mruknęła, układając tulipany na swoich udach.

- Roger jest zbyt zajęty komentowaniem, że ostatnio wręcz promienieję. Mówi, że pewnie dobrze się mną zajmujesz, ale staruszek uśmiecha się przy tym tak dwuznacznie, że nie wiem, co dokładnie ma na myśli… - westchnęła, po czym przyjrzała się Aidenowi podejrzliwie. - Myślisz, że przytyłam? Albo że moje piersi wydają się większe, kiedy ich dotykasz? I czy faktycznie promienieję, czy może to tylko pot? Powiedz mi, Aiden! - uniosła delikatnie głos, z nutką rozpaczy. Po chwili zaczerpnęła głęboko powietrza, próbując powstrzymać kolejną nadciągającą falę paniki. - Dobra, skup się na drodze. Rozmiar moich piersi sprawdzisz w domu! - oznajmila, wpatrując się już przed siebie.

Mijali kolejne budynki, a gdy wspomnial o trzech rodzajow kupionych testów, Vita jedynie przytaknęła głową. Przynajmniej w tej kwestii wszystko odpowiednio zabezpieczył XD. Na jego pierwsze pytanie odpowiedziała dopiero po chwili. - Nie wiem. Trochę się stresuję, co chyba doskonale widać - przyznała, zerkając na spoczywający na jej udach bukiet i modląc się w duchu, żeby cała ta sytuacja okazała się wyłącznie kolejnym przejawem jej overthinkingu. Po jakichś piętnastu minutach byli już w jej mieszkaniu. Przebrała się w wygodniejsze ubrania, a następnie stanęła w drzwiach łazienki, spoglądając na niego z wyraźnym przerażeniem,- To co… robimy to?

daddy?
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W najgorszym wypadku co może się stać? Cóż, zostaną rodzicami. Nawet jeśli to wszystko brzmiało absurdalnie i przerażająco, to Aiden miał świadomość, że razem podołają i stawią czoła przeszkodom, które będą mieć na swojej drodze. To był strach przed nieznanym, gdzie jak oswoją się z sytuacją to to wszystko stanie się zdecydowanie przyjemniejsze i pozwoli może choć przez chwilę uwierzyć, że przecież nie byli już dziećmi. Miliony ludzi mieli w ich wieku dzieci — i to czasami niejedno! Oni nie mieliby dać rady?

Zerknął na dziewczynę spod byka, kiedy nazwała go słodkim; bez zbędnych komentarzy, bo z pewnością sam wzrok wystarczył, aby dać jej do zrozumienia, że nie był taki, jak lubiła go opisywać. Za to ona? Była przesłodka. Jej rozciągający się uśmiech na widok tulipanów, dosłownie lekko zaróżowione policzki, kiedy przechwyciła od niego bukiet i niebieskie oczy, które mimo że od progu były nerwowe, teraz powoli i stopniowo się wyciszały. Jeśli ona nie potrafiła sama odpędzić dręczących ją myśli, to on musiał to zrobić — nawet jeśli sam miał milion wątpliwości, to priorytetem było uspokojenie dziewczyny, która miała poważniejsze problemy z overthinkingiem niż on, bo sam Aiden umiał siebie uziemiać i odróżnić rzeczywiste zmartwienia od gówno problemów wykreowanych przez jego mózg. — Cieszę się, że ci się podobają — odpowiedział zadowolony, uśmiechając się, gdy poczuł jej usta na swoim policzku. — Oczywiście, że znam bardzo dobrze. W końcu jesteś moją iskiereczką — rzucił z rozbawieniem, ale taka była prawda. Coraz rzadziej nazywał ją w ten sposób, bo nagle do ich słownika dotarło parędziesiąt nowych określeń, a zawsze myślał o tym z nostalgią, wspominając same początki. Naprawdę czuł się, jakby byli razem od trzech lat, a nie trzech miesięcy.

— Jak to nie wiesz. Skoro uśmiecha się dwuznacznie, to dobrze wie, dlaczego chodzisz taka zrelaksowana i z dobrym humorem — parsknął. Oczywiście, bywało różnie. Ten tydzień miała ciężki, a i tak wydawało mu się, że była mniej spięta niż bywała na początku ich znajomości. — Nie zauważyłem, żebyś przytyła, a co do piersi, to musiałbym przeprowadzić analizę — stwierdził z powagą, choć gdzieś jego głos drgnął z rozbawieniem, gdy przejechał dłonią w górę po jej nodze, lekko zahaczając o krawędź jej bluzki, kiedy zbeształa go, upominając, że skontroluje to w domu. A w domu to przecież zeżre ich stres!

— Nie stresuj się, będzie wszystko dobrze… niezależnie od wyniku — stwierdził, próbując dodać jej otuchy. Nie zostawi jej, nawet jeśli test wyjdzie pozytywny. Po prostu nieco… przeorganizują swoje życie. Dojechali do jej mieszkania, Aiden również przebrał się w dres i pierwszą lepszą bluzkę, ściągając z siebie sztywne ubranie, które niezmiernie go dzisiaj dusiło. Wlał kwiatom wody, po czym stanął naprzeciwko niej w progu łazienki. — Robimy. No chodź, raz dwa i będziemy mieć to z głowy — rzucił, cmokając ją krótko w czoło i układając dłoń na dole jej pleców, wszedł za nią do łazienki, przysiadając na krawędzi wanny i czytając instrukcję z opakowania. — No i teoretycznie po pięciu minutach powinno się pojawić coś — westchnął, przypatrując się swojej dziewczynie, gdy skończyła sikać na plastikowy patyk. Był niemalże pewny, że nic nie wyjdzie. W końcu los nie mógł z nimi aż tak poigrać, prawda? Podszedł do niej, z początku po prostu ją do siebie przytulając, a zaraz podniósł ją, sadzając na łazienkowym blacie i spojrzał na test, który jeszcze myślał nad ich wyrokiem. — A tak z ciekawości, miałaś już kiedyś taką chwilę grozy? — zapytał, chcąc ją zagadać i jeśli tak, to pokazać, że takie sytuacje się zdarzały, a oni po prostu zostali wystawieni na próbę. — Mnie raz laska chciała zatrzymać i zaczęła gadać właśnie, że jest w ciąży. Ale to była wariatka do kwadratu, to co ona odwalała… — pokiwał głową z dezaprobatą. Nie wiedział, skąd jej to przyszło, aby wręcz go zatrzymać na uwięzi, ale całe szczęście sytuacja rozwiązała się dość szybko, a nawet na drugi dzień, kiedy najebana wrzuciła zdjęcia z imprezy i… ahh, po co było wspominać z jednej strony stare czasy? Aidenowi rzadko zdarzało się gadać od czapy, bo w zasadzie rzadko kiedy się stresował. — Kocham cię i chciałbym zabrać od ciebie to zmartwienie. Nie mamy czym się przejmować. — Bo najważniejsza była siła manifestacji, prawda?

mama? mamacita
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

''W końcu jesteś moją iskiereczką.''

Oczywiście, że była jego iskiereczką i chyba już zawsze chciała należeć tylko do niego. O ile on nadal będzie tego chciał. Przerażała ją sama wizja, że mogłaby zatrzymać go przy sobie ciążą, która przecież wcale nie była planowana. Jako osoba, która już wcześniej miała problem z uwierzeniem, że ktokolwiek mógłby ją naprawdę pokochać, teraz z pewnością zacznie zadawać sobie jeszcze więcej niewygodnych pytań. Czy pozostanie przy niej dlatego, że tego pragnął? Czy może dlatego, że nagle poczuje się do tego zobowiązany? Wolała jednak nie zaprzątać sobie tym głowy, dopóki nie poznają prawdy. - Faceci - mruknęła pod nosem, marszcząc przy tym nos. - Jesteście wszyscy tacy sami. - Przewróciła oczami, ale chwilę później i tak parsknęła śmiechem. - Serio? Musimy ograniczyć te wszystkie pizze, bo niedługo będziemy zmuszeni kupować mi większe staniki - westchnęła, obserwując jego dłoń przesuwającą się po jej ciele. Przez kilka sekund pozwalała mu na tę wędrówkę zanim dostał upomnienie. Upsi. - Czy wszystko będzie dobrze, przekonamy się za jakieś pół godziny, kochanie.

Wzięła głęboki oddech i przymknęła oczy, gdy cmoknął ją w czoło. Serio, stresowała się coraz bardziej. Zdawała sobie sprawę z tego, że przecież miała tylko nasikać na jakiś pieprzony patyk, ale no kurde… tutaj w grę wchodziło całe ich życie. Nawet oficjalnie ze sobą nie mieszkali. Dopiero kilka tygodni temu zeszli się ponownie, tym razem już naprawdę na poważnie, a teraz? Teraz miała się zastanawiać nad tym, czy zamiast swojego ulubionego winka zacząć kupować gerberki? Ahhh, musiałaby tak wiele zmienić. O ile w ogóle zdecydowałaby się zatrzymać to dziecko, bo zdawała sobie sprawę, że Aiden wesprze ją w jakiejkolwiek decyzji, a przynajmniej miała taką nadzieję. W sensie… żadnego dziecka nawet nie było! I nie będzie. Na bank nie będzie. Musiała jedynie zrobić wszystko zgodnie z instrukcją, poczekać kilka minut, zobaczyć negatywny wynik i zapomnieć o całej sprawie. Easy, eh?

Siedziała więc już w miejscu specjalnie do tego przeznaczonym XD, ze spodenkami i bielizną opuszczonymi do kostek, przytakując, gdy Aiden tłumaczył jej, co powinna zrobić. W końcu poczyniła swoją powinność i odłożyła test na bok. Zamknęła klapę, spuściła wodę, dokładnie umyła łapki, a następnie odwróciła się do niego i niemal od razu wtuliła w jego ciało. Kiedy posadził ją na blacie, oplotła nogami jego pas, raz po raz zerkając w stronę testu, zanim ponownie skupiła się na jego abstrakcyjnych tęczówkach. - Na szczęście nie - mruknęła. - Chyba nigdy wcześniej nawet nie zdarzyło mi się, żeby gumka pękła podczas seksu, więc jesteś moim pierwszym i mam nadzieję, że ostatnim. - Przeskanowała wzrokiem jego twarz, a po chwili zaśmiała się pod nosem. - Och, tak? Może chciała cię przy sobie zatrzymać? - Uniosła podejrzliwie brew. - Znając ciebie, pewnie ją też traktowałeś wcale jak NIE dziewczynę. - Posłała mu całusa w powietrzu, zanim zdecydowała się sprostować swoją wypowiedź. - Dobra, dobraaa, oczywiście żartuję. MAM NADZIEJĘ, ŻE TYLKO W NASZYM PRZYPADKU TAK SIE ZACHOWYWAŁEŚ, bo inaczej śmiertelnie się na ciebie obrażę - zagroziła, przykładając dramatycznie wierzch dłoni do czoła.

No bo niby jakim prawem miał przed nią inne kobiety?
NO TOĆ TO BYŁO SKALANIE BOSKIE. NIESŁYCHANE. UGH.

Przysunęła się bliżej i oparła głowę o jego klatkę piersiową, - Też cię kocham, Aiden. I mam nadzieję, że masz rację - westchnęła, przymykając oczy. Po chwili jednak wyprostowała się i ponownie zerknęła na test. Jej oczy momentalnie się rozszerzyły. Zamrugała kilka razy, przekonana, że ze stresu zaczęła już widzieć rzeczy, których wcale tam nie było. Chwyciła test drżącą dłonią i przysunęła go bliżej twarzy, ale wyświetlony na niewielkim ekranie napis wciąż pozostawał tak samo wyraźny.

Pregnant.
Odepchnęła od siebie Aidena, niemal przepychając się obok niego, po czym rzuciła test na blat za siebie. - Nie, nie, nie, nie… - zaczęła wyrzucać z siebie coraz bardziej histerycznie. - To nie może być prawda. - Wsunęła obie dłonie we włosy, czując, że całe pomieszczenie zaczyna kręcić się przed oczami. Serce zaczęło łomotać tak mocno, że ledwie słyszała własne myśli. Cofnęła się o krok, wpatrując się w Aidena z czystym przerażeniem. - Powiedz mi, że to nie jest to, co myślę i źle to przeczytałam - wydusiła, czując jak glos zaczyna jej się łamać. - Aiden… proszę.

daddy?
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pod żadnym pozorem nie czułby żadnego przymusu, aby z nią zostać. Znaczy, gdyby jego uczucia i intencje nie były szczerze, to rzeczywiście, poczucie obowiązku i odpowiedzialności za swoje czyny z pewnością zmusiłyby go do trwania przy jej boku, jednak o taki obrót spraw nie musiała się martwić. Aiden nie był kochliwy, nie zakochiwał się na chwilę i szybko. Tyle lat czekał na odpowiednią osobę i wiedział, że w końcu ją znalazł. Kochał Vitę za to, jaka była, nawet jeśli czasami miała swoje humory i denerwowała go — ale czy ktokolwiek był idealny? No nie, sam miał swoje wady, a te jej zdecydowanie były przyćmione przez morze zalet, które pokazywała. To jak kochana i opiekuńcza była, to jak rozweselała go w najbardziej podły dzień, jak szanowała to, że czasami musiał siedzieć w domu nad pracą, a jak cieszyła się na każdą ich wspólną chwilę. Uwielbiał to, jak czuła się bezpiecznie będąc w jego ramionach, doceniał jak ufała mu i nie podważała jego wyborów, a także jak brała jego rady do serca, nawet jeśli czasami zdawało jej się zapomnieć o nich po pięciu minutach… no to już pomińmy! Najważniejsze było to, że nie miał zamiaru jej opuścić — z dzieckiem czy też nie, zaakceptuje jej każdy wybór i niezależnie od niego, pozostanie z nią z miłości, a nie z poczucia obowiązku. Chciał z nią stworzyć wspólną przyszłość, posiadając jedynie futrzastą rodzinę, więc skoro los zadrwił z ich wiadomości i postanowił dać im małego człowieczka… no cóż, tak miało chyba być?

Czekali na swój wyrok jak na skazanie. Położył dłonie na jej nogach, kciukami lekko gładząc jej skórę i próbując wyciszyć tym ją, ale również siebie. — No raczej, że ostatnim. Już nie uciekniesz — rzucił z rozbawieniem. Nie miała możliwości na drogę ewakuacyjną. Nawet nie zdawał sobie w tym momencie sprawy, jak bardzo byli już razem związani. Wzruszył ramionami, kiedy zasugerowała, że jego ons chciała go przy sobie zatrzymać. — Sama wiesz, że seks ze mną jest cudowny — zaśmiał się. — Nie traktowałem jej jak nie-dziewczyny, bo po prostu spaliśmy ze sobą dwa razy i nie chodziłem z nią na randki, jak z taką jedną — zauważył, posyłając jej pobłażliwie spojrzenie. RAZ, powtarzam, raz, zgodził się na coś takiego i patrzcie jak skończył; po trzech miesiącach stał ze swoją dziewczyną w łazience i robili test ciążowy, bo okres spóźniał jej się zbyt długo. Dzieciaka na wychowanie powinien oddać tym, którzy tak namawiali go na polecenie za nią do Las Vegas — Eleanor i Caspian, strzeżcie się.

Przeniósł swoje dłonie na jej lędźwiga, gdy przysunęła się i oparła głowę o jego klatkę piersiową. Kolistymi ruchami głaskał jej plecy. I potem się zaczęło — to nie mogła być dobra wiadomość, skoro jej oczy rozszerzyły się do tego stopnia, że miał wrażenie, jakby miały zaraz wypaść z oczodołów. Został odepchnięty i nim zdążył ją z powrotem złapać, wyrzuciła test na blat i przepchnęła się obok niego. Chwycił za plastikowy patyk i sam otworzył szerzej oczy, unosząc brwi do góry, kiedy zobaczył pozytywny wynik.

Kurwa.

Zdążył ugryźć się w język, żeby nie przekląć na głos. Zdążył głęboko odetchnął, odkładając test na blat, kiedy od boku słyszał panikę swojej dziewczyny. Odwrócił się w jej kierunku. Był w niemałym szoku, bo jednak do końca wierzył, że to wszystko to po prostu stres. Teraz dziewczyna wpadła w histerię, a mimo że jemu wywracał się w brzuchu obiad, to musiał być opanowany. Podszedł do niej szybko, nie dając się jej odsunąć i złapał za jej policzki, żeby spojrzała mu w oczy. — Vita, oddychaj spokojnie, proszę — rzucił, chociaż sam od środka był rozdygotany. — Możemy zrobić jeszcze jeden test, upewnić się… — zaproponował, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie, chociaż czy był po co mydlić sobie oczy? Obydwoje mieli świadomość, że zaczęli od tego najbardziej dokładnego. Głos jej się łamał i był przekonany, że w oczach widział pierwsze łzy. Miał powiedzieć, że to nie prawda? Okłamać ją? No po co? Dlatego po prostu przysunął ją do siebie, zamykając w szczelnym uścisku i za chwilę usłyszał jej szloch, przez co zaczął delikatnie gładzić ją po włosach. — Viciunia — zaczął cicho po chwili, nie odsuwając jej od siebie, a jedynie lekko nachylając się nad jej uchem. — Nie jesteś w tym sama, okej? To wiele zmienia i wiem, że gówno mam do gadania, skoro i tak ciebie to najbardziej dotyka, ale jestem przy tobie — wyszeptał, chcąc ją upewnić w tym, że nigdzie się nie wybierał, że był tutaj i będzie dopóki ona go nie odepchnie, a może nawet i dalej — bo nie po to już raz o nią zawalczył, żeby dać jej po prostu nagle odejść. Odsunąć się jedynie na tyle, aby spojrzeć zmartwionym spojrzeniem na jej buzię. W końcu teraz liczyło się jej dobro i samopoczucie.

future mamacita
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
wzmianka o aborcji
Zadziwiające było dla niej to, że świadomość, iż mogłaby być jego ostatnią, wcale jej nie przerażała. No bo chciała trwać u jego boku już zawsze. Chciała ogrzewać go swoim ciepłem, gdy czuł się samotnie albo gdy po prostu potrzebował mieć ją blisko. Wiedziała też, że mogła liczyć na niego, kiedy jej ognista temperamentność wymagała ostudzenia, zanim zrobi albo powie coś, czego może później będzie żałować. W jej oczach był po prostu i d e a l n y. Chociaż uwielbiał ją denerwować. Hah. - Nie mam zamiaru uciekać - uśmiechnęła się do niego, by chwilę później dramatycznie przewrócić oczami. - Już nie bądź taki pewny siebie. Seks ze mną też jest cudowny, phi! - Prychnęła pod nosem, zanim dodała z pełnym przekonaniem, - No to dziewczyna mogła nacieszyć się tylko tobą dwa razy, eh? Her loss. - Odparła to pewnie, bo taka była prawda. Teraz jednak musiała skupić się na tym, co miało potoczyć się dalej, a mianowicie sprawdzić co o ich życiu zadecyduje ten przeklęty patyk.

Nie no.

To nie działo się naprawdę. Nie mogło się dziać. Ona nigdy w życiu nie wyobrażała sobie siebie w roli partnerki, a co dopiero w roli matki. Jakikolwiek koncept jej własnej rodziny ją przerażał. Lata słów, które wychodziły z ust jej własnych rodziców. Najbliższych osób, na których non stop tylko się zawodziła, wryły się w nią za głęboko, żeby mogła teraz tak po prostu udawać, że wszystko było okej. Wiedziała, że miała przy sobie najwspanialszego chłopaka, o jakim mogła pomarzyć, ale strach, który rósł w niej latami, teraz wydawał się tak ogromny, że nie zostało jej nic innego, jak schować się pod własnymi niepewnościami i po prostu loose it. Nie chciała tego. Nie chciała, prawda? Nie mogła się na to zgodzić. Przecież to byłoby czyste szaleństwo. Już raz podjęła decyzję, która kosztowała ją wiele, a teraz? Miała zgodzić się na coś, co będzie miało wpływ na całe jej życie? Aiden już raz uciekł. Jaką miała pewność, że nie zrobi tego po raz drugi? Co, jeżeli wybierze po prostu inną drogę?

Nienienienie... Nie dawała rady. Starała się zaczerpnąć powietrza i jakoś uspokoić po tym, jak rzuciła w niego serią pytań. Spojrzała w jego oczy, gdy chwycił jej twarz w swoje dłonie. - Nn-nie mogę - wyrzuciła z siebie, próbując jednak złapać jakiś rytm oddechu. - Jeszcze jeden?! Czyli też to widziałeś, prawda? O Boże, Aiden… - Wyrzuciła to z siebie zrozpaczona, czując, jak łzy zbierają jej się w oczach. Wtuliła się w niego, zaciskając powieki i pozwalając łzom po prostu spłynąć po policzkach. W jego uścisku czuła się bezpiecznie. I właśnie to było najgorsze. Bo pomimo tego bezpieczeństwa, przez jej głowę dalej przebiegało tysiąc myśli, które próbowały wyprowadzić ją z jeszcze większej równowagi. Zacisnęła dłonie na materiale jego ubrania starając się nie stracić równowagi... a gdy się do niej odezwał, ścisnęła go mocniej, a po chwili uniosła twarz, kiedy delikatnie odsunął się od niej. Wiedziała, że mogła na niego liczyć. Ale… No właśnie.

Bała się. Bała się, że go straci... że jednak nie będzie chciał z nią być... Oh god, co jeżeli spojrzy na nią inaczej i pomyśli, że zrobiła to specjalnie, żeby go zatrzymać? Holy shit.. Chyba nie będzie myślał, że złapała go na to, co nie? Oczywiście, że nie. Nigdy. Ale nie potrafiła myśleć racjonalnie. - Aiden, ja tego nie zrobiłam specjalnie! - rzuciła przerażona, jakby musiała powiedzieć to od razu, zanim on sam zdąży pomyśleć o niej coś najgorszego. - Ja tego nie planowałam. My możemy… - przejechała wierzchem dłoni po oczach, rozmazując łzy po policzkach. - Możemy iść do kliniki i ja je usunę - wyrzuciła z siebie poważnie. - Nie chcę, żebyś czuł, że próbuję cię przy sobie zatrzymać. I ja nie nadaję się na matkę, zobacz na mnie. - Głos znowu jej się załamał. - Jestem wrakiem, Aiden. Ja tylko mu zaszkodzę. W dodatku piłam wczoraj! Jestem nieodpowiedzialna... - Pociągnęła nosem, odsuwając się od niego... jego bliskość bolała teraz jeszcze bardziej, zwłaszcza, gdy w głowie wyobrażała sobie scenariusze, w których zaraz mogło jej tego zabraknąć.

She was broken.
And she couldn’t allow herself to damage anyone else.


future daddy?
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Skoro obydwoje nie mieli zamiaru uciekać, to było to zdecydowanie ułatwienie całej sytuacji. Zaśmiał się zaraz rozbawiony tą całą rozmową. — Nie powiedziałem, że nie jest. Przyznaję ci w tym stu procentową rację — odpowiedział, pewnie jej przytakując; bo seks z nią był zupełnie czymś innym, czego nie mógł doświadczyć w przeszłości. Nic dziwnego, że czuli się obydwoje dobrze ze sobą, skoro ani jemu, ani jej nie brakowało pewności siebie… przynajmniej w większości czasu, bo teraz wchodzili na nieznany grunt, w którym tej cechy rzeczywiście nieco im zabrakło.

Strzelił sobie w kolano własną ucieczką — wiedział to. Wiedział też, że mógł to inaczej rozegrać. Od razu zagrać w otwarte karty, powiedzieć jej, że na obecną chwilę nie jest w stanie odwzajemnić tego uczucia. Spanikował i w tamtym momencie zignorowanie problemu i zignorowanie jej, wydawało mu się być najlepszym, a zarazem najłatwiejszym sposobem. Przez krótki czas zmieniło się naprawdę wiele, a dwa tygodnie bez niej pozwoliły mu dostrzec, że spotkał naprawdę wyjątkową kobietę i nie chciał tego zaprzepaścić. Nie ucieknie. Nie zostawi jej. Był w stanie dać jej każdą potrzebną obietnicę oraz gwarancję, ale naprawdę bardzo nie chciał jej przytłaczać zwłaszcza teraz, gdy działo się tak dużo.

Bał się o nią, bo wiedział, że miała problemy, aby uwierzyć w swoją wartość; że miała wiele lęków, które przytłaczały ją od środka i cholera miał świadomość, że z pewnością mówiła mu tylko o garstce tego, co ją dobijało. Widział też napis pregnant na teście, więc pokiwał lekko głową, nie będąc w stanie dać jej werbalnej odpowiedzi. Wryło go nieco, nie będzie udawać, że ta informacja była dla niego łatwa. Nie spodziewał się zostać ojcem w tym momencie, kiedy ledwo nacieszyli się sobą, a teraz będą uwzględniać w planach bobasa… chyba będą uwzględniać. Trzymał ją mocno w swoich ramionach, gładząc lekko i uspokajająco, dając jej się wypłakać w jego tors. Myślał o tym wszystkim, chociaż miał uczucie, jakby jego głowa była pusta. Czy istniało dobre rozwiązanie z tej sytuacji? Albo mogli pogodzić się ze swoim losem rodzicielstwa, albo…

Albo Vita zaraz zaczęła mówić o drugiej opcji. Jednak zanim oznajmiła mu swój potencjalny plan, to zaczęła mówić o obawach. I naprawdę to docenił. Cieszył się, że od razu podzieliła się swoimi spostrzeżeniami, a nie ukryła ich w mentalnym koszyczku nakręcając się, że źle o niej myślał. — Co? — zapytał w odpowiedzi, wpatrując się w nią bez zrozumienia. Dopiero po chwili połączył jej wypowiedź ze swoimi wcześniejszymi słowami. — Vita, przecież nawet bym nie pomyślał, żeby podejrzewać cię o coś takiego. To jest… usterka techniczna, za którą bardziej jestem winny ja niż ty — odpowiedział i mimo wszystko jej propozycja sprawiła, że przeszedł przez jego kręgosłup zimny dreszcz. Kurczę, ta cała sytuacja naprawdę wydawała się być absurdalna, ale miał wrażenie, że łatwiej było mu pogodzić się z ich nową przyszłością. Usunięcie tej ciąży było radykalne, ale jednocześnie rozumiał, że naprawdę mogła tego nie chcieć i nie mógł wymagać od niej inaczej. Dał jej dokończyć swoje myśli, pozwolił odsunąć się tylko nieznacznie, bo wcześniej splótł palce za jej plecami i teraz cieszył się o tyle, że nie miała jak mu uciec, jedynie tyle, na ile pozwalała mu jego długość ramion. — Nie czuję się tak. W żadnym momencie nie pomyślałem o tym, że mogłabyś to wszystko zaplanować — zaczął powoli, patrząc jej uważnie w oczy. — Patrzę na ciebie i widzę cudowną, kochającą kobietę, która nie docenia siebie przez spierdolonych rodziców. Przepraszam, że tak mówię o nich, ale trochę ich hejtuje przez to wszystko, co się o nich dowiedziałem — mruknął, delikatnie przyciągając ją z powrotem do siebie. Musiał wykorzystać swoje umiejętności mówcy i nieco przemówić jej do rozsądku. — Nie wiesz, że nie nadajesz się na matkę. Ja nie wiem, czy nadaję się na ojca, ale póki się o tym nie przekonamy, to się nie dowiemy. Nie chcę cię namawiać na zostawienie tego dziecka, bo decyzja finalnie należy do ciebie, to twoje ciało, ale mogę ci jedynie zadeklarować moje wsparcie, cokolwiek postanowisz, jednak… — urwał, przełykając ślinę. — Jednak jeśli nie masz stuprocentowej pewności, że chcesz usunąć to dziecko i wahasz się w choćby w małym stopniu to… możemy to przemyśleć — dodał cicho. Przeniósł swoje dłonie na jej policzki, ocierając kciukami łzy. — Kocham cię całym swoim sercem i chcę z tobą dzielić swoją przyszłość, bez znaczenia czy będzie w niej jakiś bobas, czy też nie. Pewnie nie znam cię jeszcze w stu procentach, w końcu nasza znajomość trwa od nieco ponad trzech miesięcy, ale na tyle ile zdążyłem już się przekonać to wiem, że jesteś przeciwieństwem tego, co myślą o tobie twoi rodzice, bo oni tak naprawdę ciebie nie znają. I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej i będę twardo stać przy swoim, żeby za każdym razem wyprowadzać cię z błędu i przeganiać te złe wyobrażenia. — Zakończył swoją wypowiedź, miękko całując ją w czoło. Spojrzał na nią i przez chwilę skupił się bardziej na jej osobie, a dokładniej na myśli, że właśnie ocierał łzy swojej ciężarnej dziewczyny i… to wszystko wydawało się być kompletnie odklejone, ale czy w ogóle mogli czuć inaczej, skoro nawet nie rozważali powiększania rodziny?

future mommy?
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nareszcie wszystko powoli zaczęło się jakoś układać. Myślała o zamieszkaniu razem z nim. Milo coraz bardziej przywiązywał się do płomiennowłosego, a sam fakt, że ostatnimi czasy bez większego problemu dawał mu się zaprowadzać do weterynarza, bo co chwilę coś tam mu było(a potem okazywało się, że był zdrów jak ta szprotka co tak się nimi zajadał), mówił sam za siebie. Zaczynał ufać Aidenowi. A teraz, jak na złość… Oczywiście, że jak na złość musiało się coś odwalić. Zachciało im się uprawiać seks niekontrolowaną ilość razy i teraz wyszło, jak wyszło. Spodziewali się małej fasolki, która miała urosnąć w prawdziwe dziecko. Jezu. To nie były simsy. To było prawdziwe życie. I can't believe this. Starała się jakoś opanować, ale presja tego, że czuła się, jakby uwięziła go ze sobą, wpływała na jej psychikę bardziej, niż chciała przyznać. - Nie jesteś winny, to też moja wina. Za bardzo się na ciebie wtedy rzucałam- pociągnęła nosem, chociaż wyrwało jej się ciche, rozbawione parsknięcie. I zaraz znowu w nią uderzyło, że hey… To przecież działo się naprawdę. I jednym rozbawionym zaśmianiem się TEN PROBLEM NIE ZNIKNIE.

...W żadnym momencie nie pomyślałem o tym, że mogłabyś to wszystko zaplanować - Nie? - zapytała, wpatrując się w jego oczy, chociaż kolejne słowa, które wypowiadał, docierały do niej, ale jakoś nie potrafiły dotrzeć do końca. Mówił o niej tak miło. Tak czule. A ona nawet siebie nie lubiła na tyle, żeby w to wszystko uwierzyć. Jej samoocena, rozjechana przez ciągłe teksty o tym, że nigdy nie będzie w stanie mieć swojej rodziny, że będzie taka sama jak własna matka, że prędzej czy później wszystko zrujnuje. Dopiero teraz, będąc z nim, powoli zaczynała odbudowywać to, co przez lata było w niej niszczone.. Kawałek po kawałku. Słowo po s ł o w i e. Jego dłońmi. Tym, jak na nią patrzył, jakby naprawdę widział w niej coś więcej niż chaos, którego sama tak bardzo się teraz bała. - Hejtuj ich za nas oboje, ja na razie się jeszcze troszkę boję - uśmiechnęła się delikatnie przez łzy i wtuliła się w niego.

Była przerażona.

Nie wyobrażała sobie tego, jak ich życie będzie wyglądało teraz, kiedy nie miała być już ich dwójka, a za kilka miesięcy będzie trójka. Nigdy też nie chciała mieć dzieci. Nie sądziła, że zakocha się w kimś na tyle mocno, żeby w ogóle rozważać taką opcję w swoim życiu. A jednak stała tutaj. Każde jego kolejne słowo ją uspokajało. Czuła, że ją rozumiał, a fakt, że byłby gotów wesprzeć ją w obojętnie jakiej decyzji, tylko uświadamiał jej, że naprawdę chciał z nią być, a ciąża nie zmieniała jego podejścia do ich związku ani jego zaangażowania. Ale nadal się bała. Tego, że mogłaby być dla niego balastem. Kanada, a przynajmniej w kwestii gastronomii, nie była najlepszym miejscem do macierzyńskiego. Marne kilkaset dolców na miesiąc. Jezu, jak ona miała z tego wyżyć? Jak miała pomagać Aidenowi z czynszem? Kolejna fala paniki przepłynęła przez jej klatkę piersiową. - Nie chcę usuwać. To znaczy… nie wiem, Aiden - odsunęła się na tyle, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. - Ja nie będę w stanie płacić ci mojej części. Ledwie starczy na moją część zakupów na miesiąc, a co dopiero jak urodzę? Jezu Aiden, za niecałe trzy tygodnie muszę się stąd wyprowadzić... Będzie na tobie za dużo presji. Nie, nie, nie. - Zaczęła kręcić głową. - Nie zgadzam się na to - wydusiła z siebie, starając się nie wybuchnąć płaczem. Czuła się tak cholernie b e z s i l n a.

Przysunęła swoją dłoń do jego dłoni, gdy ścierał kciukami łzy z jej policzków. Przymknęła oczy, wtulając się w ciepło jego dłoni. Po chwili otworzyła oczy, zarzuciła ręce za jego szyję i stanęła na palcach, żeby delikatnie musnąć jego usta. - Mówiłam ci już, że nie zasługuję na ciebie - wyszeptała prosto w jego usta. - Co, jak noszę w sobie mini wersję swoich własnych insecurities? Tylko skrzywdze to dziecko. - Westchnęła ciszej, już delikatnie uspokajając się w jego objęciach. - Kocham cię i dlatego nie chcę, żebyś czuł na sobie jakąkolwiek presję - szturchnęła swoim nosem ten jego, zanim odwróciła głowę, żeby spojrzeć na Milo i rzuciła w jego kierunku, - Będziesz miał rodzeństwo, staruszku. - to chyba było her way of telling him that she's okay to keep this baby?

future daddy?
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie uprawiali seksu od wczoraj, a jednak niespodziewanie wydarzyło się coś, czego każdy się obawiał — nastoletnia ciąża, chociaż nie byli już nastolatkami, a w zasadzie to było im coraz bliżej do trzydziestki. Niektórzy w tym wieku mieli już po kilkoro pociech, a tymczasem oni nie mogli zdecydować się, czy zbyt dużą odpowiedzialnością nie było zdecydować się na jednego bąbelka, który… rozświetlałby im codzienność? Ciężko stwierdzić, jak to wszystko będzie wyglądać. — Nie odpierałem szczególnie tych aktów rzucania się na mnie… — rzucił rozbawiony. — Obydwoje jesteśmy winni, tak? Więc nie biczuj się za to — przypomniał jej, bo naprawdę nie chciał, aby miała wyrzuty sumienia; aby siedziała i zamartwiała się, że postawiła go w takiej sytuacji. Mimo całej absurdalności… dokładał kolejny absurd, którym było to, że z minuty na minutę uspokajał się, żeby zaraz znowu zacząć się stresować i tak w kółko. Aż w końcu doszedł do wniosku, że to wszystko… wcale może nie było takie złe?

— Nie — odpowiedział krótko, przytakując na jej pytanie. Uważał ją za naprawdę dobrego człowieka i miał gdzieś z tyłu głowy zakodowane, że nie oszukałaby go w taki sposób lub nie naciągnęłaby na pieniądze, ani cokolwiek innego, co niektórzy mogliby nie odebrać jako zwykły przypadek i zrządzenie losu. Aiden zdawał sobie sprawę z tego, gdzie popełnili błąd — i tyle. Teraz musiał skupić się na naprawianiu swojej dziewczyny i sprawieniu, aby zaczęła wierzyć w te wszystkie miłe słowa. Żeby wiedziała, jak cudowna i wyjątkowa była; żeby czuła się piękna, chciana i potrzebna. Chciał jej i potrzebował jej; żeby swobodnie oddychać, żeby samemu czuć się dobrze, bo jednak miłość sprawiała, że człowiek wariował… miał wrażenie, że może nieco złagodniał, może spokorniał? Jednak nadal nie zabijał w sobie złośliwości czy temperamentu, który finalnie budowały jego osobowość. — Nie ma problemu, będę hejtować podwójnie. Tylko dlaczego się tego boisz? — zapytał. Zniszczyli jej psychikę, tu nie było co owijać w bawełnę. Musiał być miły dla swoich potencjalnie przyszłych teściów, a jednocześnie wiedział, że z chęcią będzie wbijać pojedyncze, mikro szpileczki, jeśli tylko będzie miał okazję ich spotkać.

Nie orientował się zbytnio, jak wyglądała kwestia macierzyńskiego. Znaczy wiedział, że to wszystko było porąbane, ale w szczegółach? Nie potrzebował wiedzieć i też nigdy nie miał potrzeby martwić się o pieniądze. Poczuł mocniejsze uderzenie swojego serca, gdy przyznała przez chwilę, że nie chciała usuwać ciąży… Czemu poczuł nadzieję? Zupełnie tak, jakby mu na tym zależało… A sam nie miał parcia, aby posiadać dziecko, jednak jeśli już taka sytuacja miała miejsce, to zaczynał to akceptować. I żeby nie było, nie bagatelizował jej obaw i problemów, słuchał uważnie jej kolejnych rozterek, jednak jak dotarło do niego, że tak bardzo przejmowała się finansami, to jego mózg się wyłączył. — To jest ostatnia rzecz, jaką powinnaś się przejmować — westchnął. — Wyprowadzasz się stąd za dwa i pół tygodnia, i super, bo nie będziemy płacić podwójnie za mieszkania, skoro jedno i tak stoi puste, bo mieszkamy i tak razem — przypomniał jej, jak prawdziwy, zdrowy rozsądek. — Kochanie, to nie jest żadna presja. W obecnej sytuacji nawet bym powiedział, że wspólne mieszkanie ułatwi nam to wszystko — odpowiedział. I tak płacił teraz czynsz. I tak robił zakupy. Koszta jego życia nie miały się drastycznie zmienić… chociaż utrzymywanie dziecka już było wydatkiem; ale zarabiał odpowiednio, aby nie musieć się o to martwić, a poza tym, po coś miało się oszczędności, tak? — A co jeśli powiem, że już postanowione? — zapytał, unosząc lekko brew, kiedy oznajmiła, że nie zgadzała się na to. Niestety, musiał zagrać chujka i nie brać pod uwagę jej zdania w tej sprawie, ale to wszystko dlatego, że po prostu nie chciał, aby się tym przejmowała. Niektórymi zmartwieniami mógł zająć się sam, prawda?

Delikatny, ale słodki pocałunek był jak zwieńczenie tego wszystkiego. Nie wyobrażał sobie, aby miał dzielić tę chwilę z kimś innym. Z pewnością nie zareagowałby w takim sam sposób, ale tutaj… uspokajał się. Dzielił ten moment z osobą, którą kochał, która miała być jego przyszłością. — Kto ma na mnie zasługiwać, jeśli nie ty? — wyszeptał w jej usta, jeszcze krótko muskając je w wolnym pocałunku. — Nie skrzywdzisz go, niepewności nie przekazuje się genetycznie. A zadbamy, żeby pewność siebie na pewno odzieczyło po rodzicach, to wtedy świat będzie stał przed nim otworem — rzucił z rozbawieniem, uśmiechając się lekko, kiedy poczuł, jak swoim nosem szturchnęła ten jego. — No to całe szczęście, bo nie czuję na sobie żadnej presji. Albo inaczej, nie czuję presji z twojej strony, bo zawsze znajdzie się coś innego, co będzie wywierać nacisk. — Albo jego rodzice, albo praca, albo obowiązki; ale nie fakt, że będzie mieszkać ze swoją miłością i jednocześnie oczekują na owoc tej właśnie swojej miłości. No okej, wpadli, ale nie w czymś, co było zwyczajnym rozładowaniem napięcia i spełnieniem pragnienia, ale czymś zdecydowanie głębszym. Popatrzył na kota, który mierzył go przymrużonym spojrzeniem, jakby chciał właśnie ocenić, co znowu odjebał, że jego pani płakała. — Niespodzianka? — zapytał i był wręcz przekonany, że na jej słowa i później na jego, kot wywrócił oczami. — Widziałaś to?! — rzucił, kiwając głową z niedowierzaniem. — Ja pierdziele, jaka pańcia taki kotek, no naprawdę. Dobrze, że Milo nie jest dziewczynką, bo jeszcze nagle w ciąży by był — mruknął rozbawiony, przenosząc na nią spojrzenie i patrząc w jej cudowne tęczówki, niebieskie jak ocean, chociaż nadal nieco zaszklone od niedawnych łez. A może zbierały się w nich kolejne? — Oj malutka, kto by mi takie wrażenia jak ty dawał? — zapytał ze śmiechem, łapiąc ją pod pośladkami, żeby podnieść ją i dając jej opleść nogi wokół jego bioder. — Kanapa czy łóżko? I życzy sobie pani podjechać do kuchni po jakieś przekąski? — dodał, wychodząc na korytarz, czekając na decyzję szefowej. No cóż, teraz musiał szczególnie o nią… a w zasadzie o nich dbać.

future mommy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”