22 y/o
For good luck!
156 cm
basistka i wokalistka w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
Love me till I get it wrong
Now I only feel alive
When you're looking at me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Właśnie dlatego od razu uznałam, że musimy się zaprzyjaźnić! — powiedziała entuzjastycznie, uderzając go łagodnie w ramię. — Wtyki na policji są bardzo ważne, jeśli trafi się do przestępczego świata. To znaczy, tak słyszałam — dodała niewinnie, uśmiechając się przy tym słodko. No, bo przecież co złego, to nie ona! Nora może i była dość wybuchowa, energiczna i bywały chwile, gdy nie potrafiła trzymać swojego języka za zębami, ale jak na razie nie wpadła nigdy w żadne poważne kłopoty, z których nie wydostałaby się w pojedynkę. Nie było więc chyba z nią tak źle, racja? Poza tym potrafiła zaświecić swoimi wielkimi, ciemnymi oczami, by odpowiednim osobom zmiękły serca i nogi. Co do jednego, Felix miał rację — Carter zawsze zdobędzie to, czego chce, niezależnie czego by sobie nie wymarzyła. Czasem może będzie potrzebowała kopa i motywacji, ale ostatecznie po wszystko wyciągnie swoje lepkie rączki. A co, trzeba dbać o swoją przyszłość i życie, skoro ma się tylko jedno.

— Uch, aż mnie ciarki przeszły. — Wzdrygnęła się na wspomnienie o romantyczności. Do tej pory, Nora raczej uciekała od takich rzeczy; strasznie żenowało ją trzymanie się za ręce, dostawanie kwiatów, wielka miłość od pierwszego wejrzenia i tak dalej. Nie ukrywała jednak, że za sprawą pewnej osoby, jej sposób odbierania niektórych doświadczeń, zaczął się zmieniać. Nie oznaczało to jednak nagle, że zapragnie miłości rodem z hollywoodzkich filmów. Nora lubiła przede wszystkim... naturalność i swobodę. Chciała, żeby wszystko szło swoim tempem i w swoim, specyficznym, wyjątkowym stylu. — Nic mi lepiej nie rób, bo najebię się przed wyjściem i tyle będzie ze mnie pożytku — parsknęła, wyciągając rękę przed siebie, jakby próbowała powstrzymać go przed głupimi pomysłami.

Basistka była naprawdę wdzięczna za to, że Carlson zdołał się przed nią otworzyć. Jego historia była zawiła i smutna, ale nadal nie było to coś, co według niej Felix mógł kontrolować. Brian był dorosłym człowiekiem, podejmującym samodzielne decyzje. Jasne, pewnie myślałaby podobnie jak on, przynajmniej na początku, obwiniając się o jego śmierć, ale nie chciała, żeby katował się za to do końca życia. Jeśli Shelby był jego przyjacielem, to na pewno wkurzyłby się, widząc swojego bliskiego w tym stanie.

— Nie masz co robić, tylko za wszystko się obwiniać? — zapytała niemal z wyrzutem. — Myślisz, że to przez ciebie nagle wszystko się zjebało? Jesteś jakimś cholernym bogiem, który ma wpływ na pogodę albo katastrofy naturalne? — rzuciła, uderzając go pięścią w udo, jakby chciała w ten sposób doprowadzić go do porządku. — Felix — syknęła, widząc łzy w jego oczach. Chwyciła go za policzki jedną dłonią, zmuszając go do tego, żeby spojrzał jej prosto w oczy. — To nie jest twoja wina — powtórzyła uparcie. — Byłaby, gdybyś go zepchnął, uderzył, podciął lub zrobił cokolwiek, co można wyjaśnić fizycznie. Wejście tam było jego decyzją. I musisz to zrozumieć, bo gdybym to była ja, to nawiedzałabym cię po śmierci ze złości, że się zatruwasz takimi myślami — powiedziała poważnie. — No widzisz — westchnęła, wypuszczając jego twarz ze swojego uścisku. Poklepała go pocieszająco po dłoni, choć wiedziała, że to nie przywróci jego bliskiego do życia. — Od tego jestem, Fel. Popić można zawsze, a porozmawiać od serca już niekoniecznie — parsknęła, kładąc głowę na jego ramieniu. Relacje ludzkie są kurewsko ciężkie i jak widać, niektóre nawet śmierć nie powstrzyma.

Felix
ODPOWIEDZ

Wróć do „#709”