ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
Minęło kilka dni, odkąd poznała chłopaka z tak intensywnie niebieskimi tęczówkami, w których mogła się dosłownie utopić. Przedstawiła mu się jako Bee. W sumie daleko nie odleciała od swojego prawdziwego imienia, ale jednak chciała zachować jakąś nutkę tajemniczości. Paryż jej w tym pomagał, dodawał pewności siebie, której w Toronto nigdy nie miała. No więc wracając…

Zanim pojawiła się nad Sekwaną, w wyznaczonym przez nich miejscu i o umówionej godzinie, co swoją drogą zalatywało troszkę jakimś staromodnym romansem, no bo nie wymienili się ani numerami telefonów, ani social mediami, dosłownie niczym, zastanawiała się, czy chłopak faktycznie pamiętał o ich spotkaniu. I, co gorsza, czy myślał o niej tak samo intensywnie, jak ona przez ostatnie kilka dni myślała o nim. No i zanim w ogóle wyszła z mieszkania, zdążyła jeszcze pokłócić się ze swoim narzeczonym o to, że nie chciała spędzić całego wieczoru, grając z nim w gry. Rozumiała, że dzieliło ich sześć godzin różnicy i że chciał spędzić z nią trochę czasu, ale ona nie zamierzała marnować swojego wyjazdu, tkwiąc w malutkim mieszkanku, kiedy mogła zwiedzać zupełnie nowe miasto. Nawet jeżeli miałoby to oznaczać 'samotne' włóczenie się po Paryżu późnym wieczorem.... z przystojnym towarzystwem.. anyways...

Po drodze minęła kilka budek z przepysznie pachnącymi krepsikami i kilka naprawdę ładnie wyglądających budynków, raz po raz rozglądając się po okolicy. Wyciągnęła telefon, żeby zerknąć na godzinę. Sama była tam kilka minut po czasie, bo oczywiście się spóźniła, ale jego jeszcze nie było… Hmm. O! Chyba jednak go zauważyła. - Zander! - machnęła ręką wysoko do góry, żeby na pewno ją zauważył, no bo mógł przecież zapomnieć, jak wyglądała, co nie? Podeszła do niego powoli i uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć, po czym wysunęła w jego stronę dłoń, żeby ją uścisnął. - quel genre de toast es-tu aujourd'hui ? - zapytała całkiem poważnie, po czym po chwili wybuchnęła śmiechem. - just kidding, je suis content de te voir.

zander
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Xander był naprawdę średnim romantykiem. Można by było rzecz, że mniej niż przeciętnym, a czasami zerowym. A jednak teraz poczuł się, jakby grał w jakiejś komedii romantycznej, bo kończąc imprezę nie wymienił się z nią niczym — ani numerem telefonu, ani social mediami, a jedynie krótką informacją, gdzie i o której spotkają się następnym razem. Zanotował sobie to w notatkach, a nie w kalendarzu, nie chcąc, aby ktokolwiek się tego kiedyś dopatrzył. Takie rozwiązanie pasowało mu najbardziej, bo nie utrzymywanie kontaktu z dziewczyną poza ich spotkaniami czyściło go ze wszelkich jakichkolwiek zarzutów… których nie miał. Póki co, choć na razie w ogóle nie przyjmował opcji, w której posunie się o kolejny krok do przodu.

Pamiętał o spotkaniu, nawet bez spoglądania na datę i godzinę zapisaną w notatkach. Myślał o niej. O jej czekoladowych oczach, rozbawionym spojrzeniu, szerokim uśmiechu i niewinnym, nieco nieśmiałym sposobie bycia. Jak słodko marszczyła nos i jak różowiły jej się policzki w niektórych momentach, zwłaszcza gdy podczas tańca po raz pierwszy byli siebie blisko. Przepadł — przynajmniej takie miał odczucie. Dzisiaj chwilę się zastanawiał, czy powinien pojawić się na tym spotkaniu, bo odczuwał ogromne przeczucie, że zobaczenie jej w innym świetle, innym, przede wszystkim trzeźwym spojrzeniem, całkowicie wywróci jego życie do góry nogami.

No i tak myślał myślał, aż wymyślił i ruszył biegiem w kierunku Sekwany i umówionego miejsca. Spóźnił się, nie mając takiego zamiaru, ale i tak musiała czekać na niego tylko kilka minutek. Nie wiedział, czy serce biło mu tak mocno przez to, jak szybko do niej leciał, czy przez to, że wyciągnęła wysoko rękę i machała mu, żeby ją na pewno zobaczył.

Była słodka, mała pszczółka, jak najsłodszy miodzik.

— Et quels toasts vous font arriver en retard? — zapytał rozbawiony. — Peut-être des toasts — dodał po chwili, kręcąc głową. Nawet jeśli powiedziała, że żartowała… on postanowił odpowiedzieć. — Jak wyskoczy za późno, to już się spali — dodał po angielsku, najprostszą formą i najbardziej podstawowym słownictwem, jaki był w stanie siebie wykrzesać. Bee mówiła wyraźnie i nawet wolno, a Xander brał dzisiaj udział w meetingu, gdzie nikt nie respektował angielskiego, a jedynie napierdzielali jak oszaleli po francusku, ignorując część pracowników ze Stanów i Kanady. Spojrzał na wyciągniętą dłoń i uśmiechnął się z rozczuleniem. — Ravi de vous voir aussi. Avez-vous mangé quelque chose? — dopytał, bo zrobienie pikniku nad rzeką również było iście filmowym kadrem.

bee
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądała mu się, starając się nie parsknąć śmiechem przez jego wymowę. Troszkę pomieszało mu się z toastem i tostem, ale poza tym naprawdę doceniała, że cały czas starał się komunikować z nią po francusku, no bo przecież zapewniła go, że jest z Francji! Oh, sacreble! Był naprawdę przeuroczy, a teraz, bez tego szumu muzyki i ludzi pchających się na nich, mogła naprawdę przyjrzeć się temu, jak dobrze wyglądał, co tylko i wyłącznie sprawiło, że zaczęła czuć różowiutkie wypieki na swoich policzkach. - Heureusement que je ne te laisserai pas te brûler à côté de moi ! Je te ferai pivoter au moment idéal, Zander - odparła, uśmiechnięta od ucha do ucha. Po chwili jednak zauważyła, że zerknął na wyciągniętą przez nią dłoń, uśmiechając się, ale jej nie uścisnął, więc wycofała ją jakoś tak niezręcznie, starając się coś z nią zrobić, i ostatecznie splotła obie dłonie za plecami. - oui - przytaknęła głową, uśmiechając się do niego, gdy zapytał, czy była głodna. - Je meurs de faim et, en venant ici, j’ai repéré une petite crêperie. Apparemment, elle est très bonne et le propriétaire est là depuis de très nombreuses années.

Spojrzała na niego i zaczęła iść powoli w kierunku owej budki, która znajdowała się dosłownie niedaleko Sekwany, więc bez problemu będą mogli później tam wrócić i wszamać mniami naleśniki w stylu francuskim z pięknym widoczkiem. Po kilku minutach spacerku w ciszy zerkała na niego co jakiś czas, lekko poddenerwowana i zestresowana tamtym faux pas w kwestii podania mu ręki, której nie uścisnął!

Nie no, umrę ze wstydu.

Rzuciła do siebie w myślach, a po chwili stali już przy budce, gdzie Yubi zamówiła dla nich cztery najpopularniejsze rodzaje crepes, dwa na słodko i dwa wytrawne. Była głodna, a Zander był mężczyzną, więc stwierdziła, że może też będzie miał apetyt?XD - Ça fera 40 euros - burknął sprzedawca, podając im krepsiki. Yubi wzięła dwa i podała je Zanderowi, a po chwili zmarszczyła brwi. - 40 ?! Mais ça ne devrait pas coûter plus de 20 euros ! - rzuciła zbulwersowana. - On voit à des kilomètres que tu traînes avec un Américain. Je ne vais quand même pas vous faire le tarif du quartier ! - Nie no, Yubi ostro się wnerwiła i sprzedała mu taką wiązankę, z której nigdy w życiu nie byłaby dumna, a na sam koniec rzuciła w niego trzydziestoma euro i dodała jeszcze po angielsku, - Jutro twoje imię wyląduje w sieci i splajtujesz w tydzień, ty stary żabojadzie! - krzyknęła, chwytając crepes. Tak szła chwilę i szła, zanim zbladła na twarzy, orientując się, co właśnie odwaliła. Uśmiechnęła się więc do niego głupkowato i zapytała, - alors, on mange ?

zander
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

I tak jego bilans rozmawiania prezentował się nienajgorzej. No może w wymowie pomyliło mu się, może chciał dzisiaj być toastem a nie tostem, tak? No, nie ważne. Była słodka, naprawdę słodka i patrząc na nią w jeszcze dziennym świetle, zastanawiał się, gdzie ukrywała się przez większość jego życia. Na drugim końcu świata? Niemożliwe, a jednak! Cóż, przynajmniej tak myślał i nawet nie podejrzewał, że znajdowała się praktycznie tuż pod jego nosem, ale los postanowił pchnąć ich w swoim kierunku dopiero jakieś pięć tysięcy kilometrów poza domem. — Tu me le promets? Si oui, je me sentirai en sécurité aujourd'hui — rzucił z rozbawieniem. Wiecie co jeszcze było zabawne? Że spojrzał się na jej rękę, uśmiechnął się głupio, a nie uścisnął jej. Jak największy gbur, chociaż bardziej pasowało określenie sima bez konkretnego polecenia, co poniekąd było określeniem w punkt. No tak czy inaczej, Xander też był dziwny; ciągnie jednego do drugiego i nie tylko przeciwieństwa się przyciągają. — Alors il faut absolument qu'on y aille. J'ai mangé des crêpes vraiment immondes récemment. — Bita śmietana, która obok ubitej śmietany nie leżała, jakieś stęchłe truskawki i tak jak nie lubił marnować jedzenia, tak połowę swojego posiłku wyrzucił, finalnie nieco obawiając się, że zamiast swojej francuskiej przygody to trzy dni spędzi w toalecie.

Czy cisza była czymś złym? Westhall podziwiał piękno natury, idąc obok innej piękności i to, że nie rozmawiali, nie było dla niego niezręczne. No może dlatego, że to nie ona skompromitowała jego? Zdecydowanie powinna odegrać się na nim za to wprowadzenie w dyskomfort. — Popatrz, kaczka — rzucił, zapominając o tym, że powinien mówić po francusku i podszedł na murek przy rzece, żeby obserwować pływające ptaki. Cała rodzina. — Même si je voulais le dire en français, je ne sais pas comment ça s'appelle — stwierdził po chwili, wzruszając ramionami. — Kwa kwa, czy coś — parsknął. Pewnie gdyby nie był w stanie jej pokazać, o co mu chodziło, to właśnie tak by musiał się z nią porozumieć — na migi albo wyrazy dźwiękonaśladowcze.

No kurde, czterdzieści euro to przecież dużo jak za zwykłe naleśniki, kto to widział! Normalnie złodziejstwo w biały dzień. Podziękował skinieniem i jedną ręką wyciągnął portfel, ale nagle rozpoczęła się kłótnia. Tylko przeskakiwał spojrzeniem między jednym a drugim, oniemiały intensywną wymianą zdań, aż nagle… Jutro twoje imię wyląduje w sieci i splajtujesz w tydzień, ty stary żabojadzie! No on chyba śnił! Spojrzał na nią oniemiały, posyłając jedynie krótkie spojrzenie w kierunku francuza, który prawdopodobnie nie zrozumiał co do niego powiedziała i machnął na nią ręką.

Czy francuzi znają takie słowa po angielsku? Splajtujesz? Żabojadzie? Poszedł za nią grzecznie, nie odzywając się przez chwilę, ale chyba nie było to dla niej nic dziwnego. — Jesteś dwujęzyczna? — zapytał, marszcząc nieco brwi. Kurde, skoro myślała po angielsku tak automatycznie, że w przypływie nerwów wykrzyczała sprzedawcy prosto w twarz… Jeszcze nie zaciągała z francuskim akcentem. — Nie brzmisz jak rodowita Francuzka. — Zmrużył oczy. — Bon appétit — rzucił, biorąc kęs swojego naleśnika.

Francuzka czy niekoniecznie?
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przysunęła dwa palce do czoła udając, że salutowała, po czym odparła podekscytowana, - Je te le promets! - była mega happy że zgodził się na pomysł naleśników, po czym ruszyła razem z nim w ich kierunku. - Dans ce pays, on ne plaisante pas avec les crêpes. J’espère que tu as survécu à ce fiasco - dodała, uśmiechając się delikatnie. Chociaż gdzieś w głębi wciąż czuła się odrobinę zawstydzona tym, że nie uścisnął jej dłoni. Była bardzo, bardzo weird w te rzeczy. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy to była randka, czy może zwyczajne spotkanie. Z zamyślenia wyrwał ją chłopak, który nagle podekscytował się…

k a c z k ą?

Uśmiechnęła się szeroko i podążyła za nim, śmiejąc się pod nosem, bo był przeokropnie uroczy. Stanęła obok niego, spoglądając najpierw na kaczkę, a potem na jego uradowaną buzię. Kurczę. Poczuła jakieś obce ciepło przechodzące przez jej klatkę piersiową, zanim czym prędzej odwróciła wzrok z powrotem na kaczkę. - canard - powiedziała, komunikując mu, jak poprawnie mówiło się to po francusku. Po chwili przysunęła się do niego odrobinę i uśmiechnęła szerzej, - j'aime kaczka mieux - dodała po czym parsknęła śmiechem, zanim skierowali się w kierunku tej budki z jedzonkiem.

Musiala się uspokoić, bo była teraz bardzo zdenerwowana tą wredną bagietą, a pytania Zandera wcale, ale to wcale nie pozwalały jej zapomnieć o tym, co przed chwilą się wydarzyło. Wzięła głęboki oddech i zerknęła na niego. - Au total, ça fait trois. Je parle aussi chinois - odpowiedziała. Chyba tego nie musiała trzymać w sekrecie, co nie? Poza tym, nie był ślepy. Nie była biała. Aczkolwiek już teraz wpadła jak śliwka w kompot przez swoje małe kłamstewko, więc wolała nie mówić mu, że znała jeszcze japoński albo wietnamski, bo potem jakimś cudem okazałoby się, że na nazwisko miał na przykład Nam i był fluent in Vietnamese. No też tak mogło być! - Je n’ai pas l’air de…? - zapytała, zanim wgryzła się w swojego naleśnika. Przeżuła kilka razy, przełknęła i dopiero wtedy spojrzała na niego z uniesioną brwią. - Hm, może dlatego, że jestem Kanadyjką? - odparła, starając się nie parsknąć śmiechem, ale też nie spalić ze wstydu. - Mieszkałam w Quebecu większość mojego życia, zanim się tutaj przeprowadziłam. Iii zanim zapytasz, dlaczego nie mam tego specyficznego francusko-kanadyjskiego akcentu, to dlatego, że przez wiele lat ćwiczyłam, jak się go pozbyć. - Odpowiadała już po angielsku, dalej kłamiąc, bo jednak wolała zachować dla siebie to, że mieszkała w Toronto.

Niby Kanada była przeogromna, ale podobało jej się to, że jakaś tam nutka dyskrecji wisiała między nimi... że nie wiedział o niej wszystkiego. - Przepraszam, że nie powiedziałam tego szybciej - dodała ciszej, uśmiechając się z lekkim rumieńcem. - Ale byłeś bardzo uroczy, odpowiadając na wszystko po francusku. - Wgryzła się znowu w naleśnika, po czym po chwili wysunęła go w jego stronę, czekając, aż stukną się nimi w ramach jakiegoś naleśnikowego 'na zdrowie'. - wybaczysz mi? - zapytała z nadzieją w głosie, po czym uśmiechnęła się szerzej. - Kwa kwa?

un charmant canadien
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kaczka na rzece była zjawiskiem godnym podziwu. Czy pływały one na jeziorze Ontario? No raczej nie! Albo Xander po prostu nie zwracał na nie uwagi, co też było bardzo prawdopodobne, bo jak jedno dobrze znane przysłowie mówiło — cudze chwalicie, swego nie znacie. Więc no, podziwiał Paryż, jakby Toronto było zapyziałą dziurą, w której nic się nie znajdowało, było brzydkie i nie posiadało żadnych atrakcji, a przecież rzeczywistość była inna! Ludzie jeździli zwiedzać Kanadę, a finalnie zapamiętywali tyle, że była to kraina syropem klonowym płynąca.

Nie podjął próby powtórzenia tego słowa, bo… nie. Już miał dość francuskiego, chociaż nie przyzna tego przecież na głos. Jeszcze zrazi tym swoją słodką towarzyszkę, a tego nie chciał. Dlatego pokiwał ze zrozumieniem głową i po kilkusekundowym podziwianiu kaczki, poszli dalej, bo brzuchy same nie napełnią się przepysznymi naleśnikami. Nie sądził jednak, że rozpocznie to moment, w którym pozna ją… najbardziej. Z zupełnie innej strony, bo nie dosyć, że podważał właśnie jej pochodzenie, to na dodatek ta urocza buźka potrafiła się zdenerwować i Westhall nie potrafił myśleć o niczym innym jak o tym, że naprawdę uroczo marszczyła nos, gdy się denerwowała, a małe zagłębienie pojawiało się między jej brwiami. Obserwował zamieszanie z fascynacją, a jednocześnie był nieco skonfundowany. — Chinois? — zapytał z podziwem. On sam znał angielski i francuski, w szkole liznął hiszpańskiego, ale przestał, bo właśnie plątał mu się on z językiem miłości. Robił podejścia do azjatyckich języków, ale koniec końców dochodził do wniosku, że znał dwa najbardziej mu potrzebne. Starczy, prawda? No i prawie wypadłby mu naleśnik z buzi! Prawie, bo właśnie go przełykał, kiedy postanowiła zdradzić mu swoje pochodzenie. No i nieco zakrztusił się nim; tym razem on. — Kanadyjką? Wow, jesteś bezlitosna — zacmokał. W końcu on już w pierwszych minutach spotkania zdradził swoją prawdę… częściową, bo potem zaczął wymyślać i przedstawił się imieniem swojego brata, zamiast swoim. — No dobrze, pytania póki co mi się skończyły — stwierdził, bo musiał najpierw przetrawić fakt, że nie musiał już się użerać z francuskim, a przynajmniej podczas spotkania z nią.

— Uroczy?! — zapytał z niedowierzaniem. — Bee, ja tu cierpiałem katuszę. Za każdym razem zastanawiałem się, czy przypadkiem się nie przejęzyczyłem i zaraz może zdzielisz mi w twarz, bo przypadkiem bym cię obraził, a nawet bym nie wiedział, co powiedziałem! — wytłumaczył, gestykulując jedną ręką, w której miał widelec z małym kawałkiem naleśnika, który zaraz… spadł. — Mamma mia — westchnął, przykuwając uwagę Francuza na rowerze, który zaczął coś narzekać pod nosem, że włosi to byli jednak śmieciarze. Nabił nowy kawałek naleśnika i przybił nim w tego jej, już chcąc się godzić na wybaczenie swojej nowej, słodkiej koleżance, dopóki nie odezwała się dalej.

Kwa, kwa.

Odłożył widelczyk na tackę, palcem wskazującym nabierając bitą śmietanę z góry placka i pacnął ją w nos, brudząc jego czubek. — Ja ci dam… — zaczął, marudzić, kiwając głową. — Teraz ewentualnie mogę ci wybaczyć — stwierdził z rozbawieniem. — To jakie sekrety jeszcze przede mną ukrywasz? — zapytał, jakby on wcale nie kreował teraz swojego wyimaginowanego życia, zatajając najważniejsze fakty jak swoje prawdziwe imię i to, że w domu czekała na niego narzeczona. — I serio? W takim razie, jesteś Kanadyjką, a ze wszystkich możliwości, zapytałaś się wtedy o syrop klonowy? Mogłaś mi bardziej zaimponować i nawet bym o tym wtedy nie wiedział! — zaśmiał się, chociaż czy musiała się bardziej starać? I tak go urzekła, a przynajmniej wystarczająco, żeby Xander zgodził się na kolejne spotkanie iii… prawdopodobnie będzie chciał jeszcze następne.

honeybee
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie planowała przyznawać mu się do tego, że była Kanadyjką. W żadnym wypadku! Podobało jej się, że wciąż tak wiele o sobie nie wiedzieli. Czuła się, jakby dzielili jakiś przeogromny sekret, i chciała się tego trzymać. Jednak jeżeli zdradzi mu o sobie coś, z czego później nie będzie musiała się wykręcać, to chyba nic strasznego się nie stanie, co nie? Uśmiechnęła się do niego i pokiwała głową. - Shì de, wǒ de kǒuyǔ fēicháng liúlì - rzuciła, po czym wybuchnęła śmiechem i dodała już po francusku,- Oui.

Przez chwilę przyglądała się jego reakcji, czując, jak jej policzki oblewają się różem. - Mhm, wiem, wiem. Bezlitosna to moje drugie imię oddd... - zerknęła na niewidzialny zegarek na swoim nadgarstku, śmiejąc się pod nosem, po czym ponownie skierowała na niego spojrzenie. - Jakichś kilku dni. Nie potrafię sprecyzować dokładnego momentu, w którym się poznaliśmy, ale szczerze przepraszam. - Powiedziała to tak na wpół szczerze, bo jednak nie miała najmniejszego zamiaru pozwolić mu się tak łatwo złapać. Naprawdę uważała, że był uroczy, a te drobne błędy i charakterystyczne zaciągnięcia zwyczajnie do niego pasowały. W żadnym wypadku jej nie przeszkadzały, bo bez problemu domyślała się, co chciał powiedzieć. Poza tym mógł sobie na niej poćwiczyć. - Bardzo uroczy - zaśmiała się. - Ale słuchaj, ja to wszystko rozumiem. Dzięki mnie poćwiczyłeś sobie francuski, który, jak widzisz, jest tutaj uznawany niemalże za świętość narodową. - Uśmiechnęła się, po czym spojrzała na jego dłoń. - It’s-a me, Mario? - parsknęła pod nosem, widząc jego przesadnie włoską gestykulację. - Quel Italien, d’ailleurs ? C’est un Français pur et dur! - zawołała w kierunku narzekającego faceta, który natychmiast poczerwieniał na twarzy, kopnął jeszcze ten nieszczęsny widelec i odszedł w siną dal. - Jak widzisz, są tutaj bardzo uprzejmi.

Cieszyła się, że jednak wzniosą ten naleśnikowy toast, kiedy nagle jego spojrzenie się zmieniło, a on odłożył widelec. Przyglądała mu się podejrzliwie, ale gdy zobaczyła, jak nabiera bitą śmietanę na palec, nie zdążyła nawet zareagować. Poczuła zimny krem na nosie i otworzyła usta z niedowierzaniem. - No chyba sobie... - spojrzała na niego spod byka, po czym parsknęła śmiechem, zgarnęła śmietanę z czubka nosa i oblizała palec. - Jakie sekrety? Hmmm... - Szła obok niego, zastanawiając się, co właściwie mogła mu powiedzieć. - Nie przepadam za moim życiem w Kanadzie, więc próbuję przeżyć tutaj coś na własnych zasadach. A ty? - uśmiechnęła się, zerkając na niego.

Taka była prawda. Chciała doświadczyć czegoś zupełnie nowego. Czegoś, czego nikt wcześniej nie rozpisał dla niej w jakimś wyimaginowanym dzienniczku, w którym musiała stawiać checkmark przy każdym odpowiednim zachowaniu. - Słuchaj, na moje usprawiedliwienie, było to jedno z najczęściej zadawanych mi pytań, więc dostałeś pytanie od samego źródła! - zaśmiała się i ugryzła kawałek naleśnika. Zrobiła kilka dłuższych kroków, przypominających bardziej podskoki, po czym odwróciła się i zaczęła iść tyłem, cały czas na niego patrząc. Po chwili zatrzymała się i przełknęła naleśnika. - Chyba nie myślisz sobie, że pozwolę ci spędzić resztę wieczoru u mojego boku bez... - Wbiła palec w bitą śmietanę pokrywającą jej naleśnika, stanęła na palcach i wyciągnęła dłoń ku jego twarzy. Najpierw umorusała mu jeden policzek, a później drugi. Tak, dla symetrii. - ...słodkiej zemsty - dokończyła z zadowolonym uśmiechem. - Widzisz? Teraz jesteś jeszcze bardziej uroczy.

słodki
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Coraz bardziej mi imponujesz — parsknął śmiechem, kiedy zaczęła mówić po chińsku. W zasadzie mogłaby go teraz obrazić, a on i tak dał jej komplement, że był naprawdę godny podziwu jej bycia poliglotką. To były małe szczegóły, które o niej wiedział, ale podobało mu się powolne odkrywanie siebie nawzajem albo nawet i częściowe. W końcu niektórych sekretów nie miał zamiaru jej zdradzać, nawet jeśli po miesiącu mieli się już nigdy nie zobaczyć — chociaż kto wie, skoro Bee również pochodziła z Kanady? Może ich los kiedyś połączy, gdy przyjedzie odwiedzić swoją rodzinę?

Zacmokał z dezaprobatą. Powinien jej wybaczyć? Była to sprawa ogromnej wagi. Strasznie męczył się z mówieniem po francusku, jednak mógł dopatrzeć się w tym dodatkowych zalet, bo przecież doprecyzowywał język i czuł się nieco bardziej komfortowo, bo dziewczyna cierpliwie go poprawiała gdy mówił głupoty i nie krzywiła się na jego niebywale niezgrabny akcent. — W ogóle Francuzi to świętość światowa. Szczerze jestem w szoku, jak to wszystko tutaj wygląda. Ci ludzie mają pierdolca czasami na punkcie swojego języka — przymarudził, bo teraz w końcu mógł to zrobić do osoby, która raczej powinna to wszystko rozumieć! Chociaż Bee, jako poliglotka, może zaraz zacznie bronić tego języka? Oby nie! Urocza to była dziewczyna, ze swoją buńczuczną postawą i opierdzielająca każdego, który miał śmiałość z nią dyskutować. Naprawdę rozczulało go to, bo na pierwszy rzut oka kompletnie nie sprawiała takiego wrażenia. — Prze-uprzejmi — parsknął; no drugiego tak miłego narodu raczej nie znajdzie!

I wyglądała jeszcze bardziej uroczo. I zabawnie jednocześnie; kiedy patrzyła na niego spod byka, w swoim metr pięćdziesiąt w kapeluszu i próbowała być groźna, choć bita śmietana na nosie odejmowała jej jakiejkolwiek powagi, którą chciała zachować. Miał wiele pytań do jej słów. Jak dawno wyleciała z Kanady? Dlaczego nie lubi swojego życia w ich rodzimym kraju? Co było tym impulsem, przez który postanowiła wyjechać? Tyle zagwozdek a zero odpowiedzi; ale to dlatego, że nawet nie chciał ich poznać. Nie o to w tym wszystkim chodziło. — Biorąc pod uwagę, że nie znamy się zbyt dobrze, to mamy przed sobą wiele sekretów. — A może po prostu nieznajomych faktów? Spojrzał na nią z zaintrygowaniem. — Nie wiem, czy to sekret, ale też chciałbym żyć tutaj przez ten miesiąc życiem, jakbym w Kanadzie nic nie miał. — Wzruszył ramionami. Jakby nie było żadnej narzeczonej, pracy, która oczekiwała skończonego projektu czy jakichkolwiek oczekiwań od innych. Choć na to ostatnie nie mógł narzekać, skoro jego rodzice dawali mu naprawdę dużą swobodę. — Więc najchętniej Francję potraktowałbym jako sekret — dodał, patrząc jej w oczy. — Sekret, o którym nie wiedziałby nikt. Ewentualnie jedna osoba. — Czemu patrzył się akurat na nią? Czy to na pewno tylko przez to, że akurat stała obok i była jego rozmówcą? Mógł utrzymać spojrzenie gdzieś na boku, wpatrując się w bezchmurne niebo i gdybać, a nie mówić do niej, jednocześnie coś sugerując.

Sugerując, że ona była idealnym materiałem na jego sekret.

Już od pierwszego spojrzenia miała w sobie coś innego. Coś przyciągającego, magnetycznego i zniewalającego. Chciał ją poznać bliżej, a jednocześnie mogła zostać słodkim wspomnieniem tego wyjazdu, skoro mieli inne, życiowe priorytety.

— Niech ci będzie — parsknął. — Może powinniśmy zbawić świat i szerzyć we Francji wiedzę na temat Kanady? Uświadomić ich, że nie mamy rzeki płynącej syropem klonowym? — dodał z rozbawieniem. Średnio widział się w roli geografa, jednak warto pomarzyć, że mogliby być jakimiś superbohaterami na misji. Zaraz jednak nastąpiła wojna. Może nie trzecia i światowa, ale może chociażby bitwa pod… naleśnikiem. Nawet nie do końca wiedział, gdzie się właśnie znajdował. Spojrzał na nią z powagą, odstawiając swój papierowy talerz z naleśnikiem na murek, wzdłuż którego spacerowali i zaraz to samo zrobił z jej tacką. Yubi mogła ledwo zorientować się, że miał jakiś nikczemny plan i jeśli chciała uciec, to zdążyła zrobić to na ledwo dwa kroki, nim Xander chwycił ją za nadgarstek, przyciągając do siebie i objął ją w talii, przytrzymując przy sobie. Wszystko po to, aby wytrzeć się swoimi policzkami brudnymi od bitej śmietany — najpierw swoim jednym policzkiem z jej jedno lico, a potem drugim w drugie. Tak dla symetrii. Zaśmiał się przy tym, nie puszczając jej od razu, a zamiast tego spojrzał na nią z tak bliska, przypominając sobie ich taniec na pierwszym spotkaniu oraz głębię czekoladowych oczu, które teraz się w niego wpatrywały. — Wyglądasz jak mój francuski sekret — rzucił cicho, uważnie otaksowując jej twarz, czując jej perfumy i nie zdając sobie sprawy, że powoli ginął w jej onieśmielającej aurze.

french secret?
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

and it's like snow at the beach
 weird but fuckin' beautiful
  flying in a dream, stars by the pocketful
you wanting me tonight... feels impossible
Imponowała mu?

No proszę. Już chyba nawet nie pamiętała, kiedy, i czy w ogóle kiedykolwiek, ktoś sprzedał jej taki komplement. Zander z każdą kolejną chwilą podobał jej się coraz bardziej. Był naprawdę uprzejmy, ale przy tym też trochę tajemniczy i zabawny, czyli najwidoczniej dokładnie takie połączenie, które działało jej na mózg bardziej, niż powinno. Może dlatego jakaś część jej cieszyła się również z tego, że wiedział o niej chociaż tyle, żeby mogli rozmawiać w tym samym języku i nie męczyć się z żadnymi barierami językowymi. Chociaż, tak szczerze, z komunikacją radził sobie naprawdę dobrze nawet bez tego. - Dzięki, Z - mruknęła z uśmiechem. - A co do Francuzów, to absolutnie masz rację. Serio są strasznie aroganccy, jeżeli chodzi o ich język i ogólnie kulturę. - Parsknęła pod nosem. - Dlatego możesz na mnie liczyć. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żebyś bezpiecznie przetrwał swój pobyt w Paryżu. Nie żeby coś, ale mój akcent jest już tak wyszlifowany, że biorą mnie za rodowitą paryżankę! - Puściła mu oczko, po czym uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Było to trochę zabawne, bo przecież on sam najwyraźniej nie miał żadnych obiekcji związanych z jej pochodzeniem.

Swoją drogą, tego wieczoru coraz częściej łapała się na tym, że przy nim naprawdę potrafiła wyluzować. Wszystkie te rzeczy, na które w Toronto normalnie zwracałaby uwagę, wszystkie gesty, słowa czy zachowania, które zwykle próbowałaby trochę przyhamować albo przemyśleć dwa razy...

Tutaj po prostu pozwalała sobie być.

Zdawała sobie sprawę, że powiedzenie mu o swoich odczuciach względem Kanady mogło być trochę ryzykowne. W końcu mógłby zacząć dopytywać, próbować wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji, a ona zdecydowanie nie była gotowa, żeby opowiadać mu o wszystkim. Ale kiedy usłyszała, że on właściwie chciałby przeżyć ten miesiąc w Paryżu dokładnie tak samo jak ona, kamień spadł jej z serca i w końcu mogła trochę odetchnąć. Czyli co? Będą zachowywać się jak jacyś undercover agents? Po prostu spotykać się, spędzać ze sobą czas i dzielić tylko tym, czym sami uznają za stosowne? Pasowało jej to. I to bardzo.

Nie potrafiła przestać wpatrywać się w jego błękitne tęczówki, a z każdym kolejnym słowem ulatującym z jego ust, przy dźwięku wody przepływającej niedaleko nich i ciepłym wietrze muskającym ich twarze, miała wrażenie, że jej ciało samo lgnęło coraz bliżej niego. Działał na nią jak magnes. Jak promienie słońca na rośliny stojące w domu przy oknie, które zawsze wyciągały się dokładnie w jego kierunku. Tak samo było teraz z nią. I było w tym coś cholernie niesamowitego, bo po tylu latach bycia w związku ze swoim narzeczonym, coś takiego poczuła dopiero pierwszy raz teraz. Tutaj. Z nim.

Przełknęła ślinę, uśmiechając się do niego nieśmiało. - Chętnie będę twoim sekretem, jeżeli ty będziesz moim - odparła niewinnie, choć doskonale wiedziała, że to, co robiła, nie było fair wobec jej narzeczonego, który został na miejscu. Tylko teraz... pierwszy raz od bardzo dawna myślała tylko i wyłącznie o sobie. Chciała choć raz przeżyć coś nowego, coś nieprzewidywalnego, bez zastanawiania się nad tym, co powinna, a czego nie. Po chwili zaśmiała się i dodała, - Dobrze, ale pod warunkiem, że spróbujesz tutejszych przysmaków. W tym ślimaków - uniosła brew, po czym ponownie parsknęła śmiechem, kontynuując ich małą walkę na śmietanę. Kiedy jednak spoważniał, przez sekundę miała nadzieję, że go nie zdenerwowała.. że nie powiedziała albo nie zrobiła czegoś, przez co zaraz nagle zakończy ich spotkanie. Wpatrywała się w niego, kiedy odłożył swój talerz, a chwilę później chwycił ten jej.

Nie no, cooo się...

Spojrzała na swój nadgarstek, który nagle znalazł się w jego dłoni, a później przeniosła swoje ciemne tęczówki prosto na jego twarz. Przyciągnął ją do siebie dosłownie w ułamku sekundy, przez co jej serce zaczęło walić jak oszalałe, kiedy próbowała zrozumieć, co właściwie zamierzał zrobić. Zaśmiała się głośno, czując, jak ociera swoimi policzkami o te jej, rozmazując na niich śmietanę. - Ejjjj, to nie fair! - mruknęła oburzona, marszcząc brwi i patrząc na niego spod byka. Tylko że chwilę później jej twarz złagodniała, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Czuła się cholernie onieśmielona. Odwróciła na moment wzrok, czując, jak jej policzki ponownie nabierają ciemnoczerwonego koloru, ale po chwili zebrała się w sobie i spojrzała mu prosto w oczy. - Et toi, tu es le mien - odpowiedziała cicho po francusku. I wtedy zrobiła coś, czego normalnie nigdy by nie zrobiła. Ba, nawet nie przyszłoby jej do głowy, żeby sama z siebie wykonać taki krok w stronę własnego narzeczonego, mimo że przecież byli w romantycznej relacji, a co dopiero wobec chłopaka, którego tak naprawdę ledwo znała.

Ale to było silniejsze od niej.
To uczucie.
Ta potrzeba bliskości.

Wysunęła dłonie niepewnie i ułożyła je na jego policzkach, po czym wspięła się na palce. Palce przesunęły się powoli za jego szyję, delikatnie przyciągając go niżej, bliżej niej. Przechyliła lekko głowę i musnęła jego usta swoimi, łącząc je w nieśmiałym, niemal badawczym pocałunku. Miękkość jego ust, zapach perfum i ta bliskość, którą nagle poczuła, były czymś, czego kompletnie się nie spodziewała. I jasna petronelko... chciała więcej. Tylko gdzieś z tyłu głowy nadal miała nadzieję, że go tym nie przestraszyła i że za chwilę nie odsunie się od niej i po prostu nie zniknie.

my sweet secret
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Musiał się mocno pilnować, aby nie poprawiać jej za każdym razem, kiedy mówiła do niego Z lub Zander. Nie rozumiał, dlaczego wybrał akurat imię swojego brata, skoro za dzieciaka strasznie denerwowało go to, gdy ktokolwiek mylił ich imiona. Na starość musiał stwierdzić, że nazywanie się podobnie jak jego starszy brat, przynosiło wiele korzyści, a przynajmniej tyle tysięcy kilometrów od domu, nikt nie oskarży go o tą niewinną kradzież tożsamości. Zaśmiał się krótko na jej słowa, ale nie mógł temu zaprzeczyć — przecież sam wpadł w pułapkę jej akcentu, który miała swoją drogą bardzo dobry; ale balans na świecie musiał być, prawda? Skoro przed chwilą powiedział jej komplement, to teraz, dla dobrej równowagi, musiał powiedzieć coś kompletnie przeciwnego. — Dobra, dobra, myślę, że z byle Hiszpanem mógłbym pomylić, gdyby ktoś mi zaczął mówić coś po francusku — żachnął, chociaż spoglądając na nią… miękło mu serce. Nie chciał jej tak brutalnie krzywdzić, tym bardziej że dziewczyna podobała mu się była miła i nie zasługiwała sobie na uszczypliwości. — Dobra, po prostu ty mogłabyś mi wszystko sprzedać — dodał zaraz lekko, aby wymazać wcześniejsze słowa o myleniu akcentu. No skubana była dobra, trzeba było to jej przyznać!

Potrzebował luźnej, niewymagającej relacji — a przynajmniej na tyle, że nikt nie będzie mieć względem niego oczekiwań. Nikt nie będzie przyglądać mu się w kryteriach dobrego narzeczonego czy przykładnego syna. Nikt nie będzie oceniać jego kompetencji w pracy, czy po prostu nie będą krzywo spoglądać, gdy potknie się na prostej drodze na ulicy. Gdzieś z tyłu głowy tliła mu się myśl, że Bee prędzej by się roześmiała niż go skrytykowała. Tym swoim słodkim, niewyuczonym śmiechem, który był naprawdę przyjemny dla ucha. Lubił to, że nie potrzebowała mu o sobie opowiadać, ale także że nie zaczynała wnikać w szczegóły jego życia w Kanadzie. Byli dla siebie poniekąd anonimowi — Xander nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo.

— Cóż, w takim razie, jesteśmy umówieni na wzajemny sekret — rzucił lekko, jakby to było nic; jakby wcale nie podpisywał z nią słownej umowy, że właśnie zdecydował się zdradzić własną narzeczoną. Tyle że póki co miało to dla niego charakter rozrywkowy, niewinnej, wakacyjnej relacji — skąd miał wiedzieć, że to wszystko tak szybko zacznie wymykać się spod kontroli? — Oszalałaś. Cofa mnie na samą myśl — odpowiedział bez cienia zawahania. Ślimaki działały na niego jak najlepszy środek wymiotny. Mógł wyobrazić sobie tego śliskiego zwierzaka przepływającego przez jego gardło… cztery razy nie. — Spróbuję innych rzeczy, które nie są jakąś żelką czy innym śluzem. Naprawdę nie chciałbym się zrzygać na twoich oczach i to pewnie jeszcze w jakiejś fikuśnej restauracji… chyba. Chyba że ślimaki sprzedają też na street foodach przy ulicy — parsknął. Może był to swego rodzaju fast food? Po jego plecach ponownie przeszły te nieprzyjemne ciarki. Nie, nie mógł o tym myśleć.

To była chwila, kiedy ta igraszka zamieniła się w coś o wiele bardziej gęstego i… niebezpiecznego. Widział, jak jej policzki robią się ciepłe i czerwone, i choć bardzo chciał zrzucić winę na pogodę, tak wiedział, że ta nagła bliskość mogła to sprawić. Wygodniej było przykryć jej lico bitą śmietaną i udawać, że wcale to nie miało miejsca. Jednak z bliska patrzył w jej czekoladowe oczy i czuł zapach jej perfum, walcząc z okropną ochotą odgarnięcia jej włosów za ucho. Trzymał swoje emocje w ryzach, jeszcze wtedy był wierny. Matko, jak to okropnie brzmiało. Był wierny swoim zasadom, jednej kobiecie, swoim przekonaniom, które przez lata były mu wpajane przez każdego i wierny uczuciom… które chyba nie do końca były jego.

Bo jak mógłby tak szybko odpuścić?

Poczuł miękki dotyk jej ust na swoich wargach i z początku sparaliżowało go. Dlaczego ona to robiła? Przeczytała w głowie jego myśli, które chwilami błądziły w złym kierunku? Czy może to napięcie między nimi nie było jego wydziwem i ona też to czuła? Pocałunek był nieśmiały, delikatny, jak ledwo wyczuwalne muśnięcie motylich skrzydeł. Nie odsunął się, ale walczył ze swoim chwilowym uporem, który szybko minął, ustępując emocjom, które szybko zburzyły zbudowane zasady, przekonania czy uczucia. Odwzajemnił ten pocałunek krótko, ale nieco go pogłębiając, naciskiem swój ust chcąc poczuć ją jeszcze bardziej. Ręką dosięgnął jej policzka, którego dotknął delikatnym muśnięciem, zaraz wplątując palce jednej z dłoni w jej włosy, dając jednocześnie sygnał, że nie chciał tego kończyć. Nie chciał, żeby się odsuwała, nie chciał, żeby odchodziła, nie chciał… żeby zapominała. A jednocześnie, przecież o to w tym wszystkim chodziło? Odsunął się od niej nieznacznie, dłoń wysuwając jej włosów i przejeżdżając nią w dół, zjeżdżając po jej ramieniu do ręki, gdzie swoim małym palcem zahaczył o ten jej. — To będzie zdecydowanie… pilny do strzeżenia sekret — powiedział w jej usta, opierając czoło o tej jej. To ciepło dziewczyny zadziałało na niego jak narkotyk, chciał się odsunąć, a jednocześnie nie mógł… chociaż, póki co nie musiał, prawda? Nie chciał tracić uczucia, którego pragnął na co dzień, a które znalazł w najmniej oczekiwanym momencie.

butterfly
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”