and it's like snow at the beach
weird but fuckin' beautiful
flying in a dream, stars by the pocketful
you wanting me tonight... feels impossible
Imponowała mu?
No proszę. Już chyba nawet nie pamiętała, kiedy, i czy w ogóle kiedykolwiek, ktoś sprzedał jej taki komplement. Zander z każdą kolejną chwilą podobał jej się coraz bardziej. Był naprawdę uprzejmy, ale przy tym też trochę tajemniczy i zabawny, czyli najwidoczniej dokładnie takie połączenie, które działało jej na mózg bardziej, niż powinno. Może dlatego jakaś część jej cieszyła się również z tego, że wiedział o niej chociaż tyle, żeby mogli rozmawiać w tym samym języku i nie męczyć się z żadnymi barierami językowymi. Chociaż, tak szczerze, z komunikacją radził sobie naprawdę dobrze nawet bez tego.
- Dzięki, Z - mruknęła z uśmiechem.
- A co do Francuzów, to absolutnie masz rację. Serio są strasznie aroganccy, jeżeli chodzi o ich język i ogólnie kulturę. - Parsknęła pod nosem.
- Dlatego możesz na mnie liczyć. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żebyś bezpiecznie przetrwał swój pobyt w Paryżu. Nie żeby coś, ale mój akcent jest już tak wyszlifowany, że biorą mnie za rodowitą paryżankę! - Puściła mu oczko, po czym uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Było to trochę zabawne, bo przecież on sam najwyraźniej nie miał żadnych obiekcji związanych z jej pochodzeniem.
Swoją drogą, tego wieczoru coraz częściej łapała się na tym, że przy nim naprawdę potrafiła wyluzować. Wszystkie te rzeczy, na które w Toronto normalnie zwracałaby uwagę, wszystkie gesty, słowa czy zachowania, które zwykle próbowałaby trochę przyhamować albo przemyśleć dwa razy...
Tutaj po prostu pozwalała sobie być.
Zdawała sobie sprawę, że powiedzenie mu o swoich odczuciach względem Kanady mogło być trochę ryzykowne. W końcu mógłby zacząć dopytywać, próbować wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji, a ona zdecydowanie nie była gotowa, żeby opowiadać mu o wszystkim. Ale kiedy usłyszała, że on właściwie chciałby przeżyć ten miesiąc w Paryżu dokładnie tak samo jak ona, kamień spadł jej z serca i w końcu mogła trochę odetchnąć. Czyli co? Będą zachowywać się jak jacyś undercover agents? Po prostu spotykać się, spędzać ze sobą czas i dzielić tylko tym, czym sami uznają za stosowne? Pasowało jej to. I to bardzo.
Nie potrafiła przestać wpatrywać się w jego błękitne tęczówki, a z każdym kolejnym słowem ulatującym z jego ust, przy dźwięku wody przepływającej niedaleko nich i ciepłym wietrze muskającym ich twarze, miała wrażenie, że jej ciało samo lgnęło coraz bliżej niego. Działał na nią jak magnes. Jak promienie słońca na rośliny stojące w domu przy oknie, które zawsze wyciągały się dokładnie w jego kierunku. Tak samo było teraz z nią. I było w tym coś cholernie niesamowitego, bo po tylu latach bycia w związku ze swoim narzeczonym, coś takiego poczuła dopiero pierwszy raz teraz. Tutaj. Z nim.
Przełknęła ślinę, uśmiechając się do niego nieśmiało.
- Chętnie będę twoim sekretem, jeżeli ty będziesz moim - odparła niewinnie, choć doskonale wiedziała, że to, co robiła, nie było fair wobec jej narzeczonego, który został na miejscu. Tylko teraz... pierwszy raz od bardzo dawna myślała tylko i wyłącznie o sobie. Chciała choć raz przeżyć coś nowego, coś nieprzewidywalnego, bez zastanawiania się nad tym, co powinna, a czego nie. Po chwili zaśmiała się i dodała,
- Dobrze, ale pod warunkiem, że spróbujesz tutejszych przysmaków. W tym ślimaków - uniosła brew, po czym ponownie parsknęła śmiechem, kontynuując ich małą walkę na śmietanę. Kiedy jednak spoważniał, przez sekundę miała nadzieję, że go nie zdenerwowała.. że nie powiedziała albo nie zrobiła czegoś, przez co zaraz nagle zakończy ich spotkanie. Wpatrywała się w niego, kiedy odłożył swój talerz, a chwilę później chwycił ten jej.
Nie no, cooo się...
Spojrzała na swój nadgarstek, który nagle znalazł się w jego dłoni, a później przeniosła swoje ciemne tęczówki prosto na jego twarz. Przyciągnął ją do siebie dosłownie w ułamku sekundy, przez co jej serce zaczęło walić jak oszalałe, kiedy próbowała zrozumieć, co właściwie zamierzał zrobić. Zaśmiała się głośno, czując, jak ociera swoimi policzkami o te jej, rozmazując na niich śmietanę.
- Ejjjj, to nie fair! - mruknęła oburzona, marszcząc brwi i patrząc na niego spod byka. Tylko że chwilę później jej twarz złagodniała, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Czuła się cholernie onieśmielona. Odwróciła na moment wzrok, czując, jak jej policzki ponownie nabierają ciemnoczerwonego koloru, ale po chwili zebrała się w sobie i spojrzała mu prosto w oczy.
- Et toi, tu es le mien - odpowiedziała cicho po francusku. I wtedy zrobiła coś, czego normalnie nigdy by nie zrobiła. Ba, nawet nie przyszłoby jej do głowy, żeby sama z siebie wykonać taki krok w stronę własnego narzeczonego, mimo że przecież byli w romantycznej relacji, a co dopiero wobec chłopaka, którego tak naprawdę ledwo znała.
Ale to było silniejsze od niej.
To uczucie.
Ta potrzeba bliskości.
Wysunęła dłonie niepewnie i ułożyła je na jego policzkach, po czym wspięła się na palce. Palce przesunęły się powoli za jego szyję, delikatnie przyciągając go niżej, bliżej niej. Przechyliła lekko głowę i musnęła jego usta swoimi, łącząc je w nieśmiałym, niemal badawczym pocałunku. Miękkość jego ust, zapach perfum i ta bliskość, którą nagle poczuła, były czymś, czego kompletnie się nie spodziewała. I jasna petronelko... chciała więcej. Tylko gdzieś z tyłu głowy nadal miała nadzieję, że go tym nie przestraszyła i że za chwilę nie odsunie się od niej i po prostu nie zniknie.
my sweet secret