ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To historia o tym, jak jedna wiadomość i zdjęcie potrafią wywołać burzę, której nikt się nie spodziewał. Wystarczył jeden przypadkowy klik. Coś, czego nie dało się już odzobaczyć. Ta złość popychała do słów, których później się żałowało, ale duma nie pozwalała ich cofnąć.
W pośpiechu spakowała wszystko, czego potrzebowała na kilka dni i zanim któryś z jej braci wrócił, wyszła, pozostawiając za sobą pomieszczenia spowite w mroku. Nie miała ochoty na żadną rozmowę. Na żadne wyjaśnienia, które już dawno powinny paść pomiędzy nimi. Skoro traktowali ją jak dziecko i nie dopuszczali jej do swojego życia, to dokładnie zamierzała się tak zachowywać. Zarzuciła fochem, jak przystało na księżniczkę i uciekła z domu przed rozmową, jak zbuntowana nastolatka, szukając pomocy u Cassie, która była jedyną racjonalną osobą w całym tym towarzystwie.
Nikogo nie interesowała samotna dziewczyna, ciągnąca za sobą różową walizkę na kółkach przez pół miasta. Nikt nie zważał na łzy, które pojawiły się w jej brązowych oczach, gdy telefon wciąż wibrował, informując o kolejnej wiadomości. Zrobiła coś bardzo złego. Wyrzuty sumienia gryzły, gdy uniosła dłoń, pukając do drzwi.
Azyl.
Bezpieczna przystań, do której uciekała za każdym razem, gdy natrętne myśli nie dawały spokoju.
- Przepraszam, że zwalam ci się na głowę. - od razu wtuliła się w ramiona przyjaciółki, licząc, że ta powstrzyma kolejną dramę, przemawiając do rozsądku jej najstarszemu bratu. - Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje. Wszystko się sypie, odkąd ta wywłoka się pojawiła, a Albi ciągle mnie zbywa. Jestem na niego taka zła! Zamiast być teraz razem i wspierać się w kolejną rocznicę śmierci ojca, to on odwala jakiś syf i nic z tego nie rozumiem. - pozwoliła sobie na ten upust negatywnych emocji. Widząc minę rudowłosej, nie potrzebowała żadnych zapewnień - ona również była rozczarowana zachowaniem młodego mężczyzny.
- Ciągle pije i zachowuje się jak skończony dupek. Nawet Dean nic nie wie. Chociaż napisał, że zapewne Albert coś do niej czuje. A jeszcze kilka dni temu on narzekał i mówił, że mam trzymać się z dala od tej dziewczyny. Co on sobie myśli?! Nie kupuję tej całej historii, że to nie on. Patrz! Jeszcze pod kolejnym zdjęciem do niej zagaduje, nazywając się kowbojem! Przecież to chore! - usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach, próbując cokolwiek zrozumieć z tego chaosu. I tak jak zawsze była w stanie usprawiedliwić każde gówno, które odwalali jej bracia, tak teraz miała pustkę. Nie chciała tam wracać. Słuchać kolejnych zbyć i tanich wymówek, po których każdy będzie uważał, że dyskusja została zakończona.
Nie tym razem.

Cassandra Wildbird
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cassandra była aktualnie prawdziwym koktajlem emocji. Czuła żal, rozczarowanie, smutek i gniew, które rozsadzały ją wewnętrznie. Nie rozumiała co kierowało Albertem, żeby zacząć się spotykać z osobą, która skrzywdziła go w tak niewybaczalny i potworny sposób. Jak mógł spotykać się z kimś, kto odebrał mu najlepszego przyjaciela, nie czując przy tym wyrzutów sumienia? Jak miała na to normalnie patrzeć, skoro to jej najlepszy przyjaciel wyprawiał takie głupoty, szczycąc się tym związkiem w internecie, w którym rzadko w ogóle cokolwiek umieszczał? Co na to wszystko powiedziałby Chris, gdyby widział jak daleko zaszły sprawy, które nie powinny mieć miejsca? Thallman nie powinien nigdy rozmawiać z tą dziewczyną, a tym bardziej nie powinien się do niej aż tak zbliżać. Czemu nie powiedział jej wcześniej, że coś zaczynało się dziać? Cass szybko wybiłaby mu ten pomysł z głowy, jednak on zamiast zwierzeń, po które sięgał w przeszłości, milczał, odpychając Wildbird. Dodatkowo kłótnia w smsowej potyczce również nie działała korzystnie i w tej chwili wiolonczelistka zwyczajnie nie chciała widzieć Alberta. Bolało ją serduszko, kiedy raz po raz czytała jego odpowiedzi i gdzieś nawet pojawiły się łzy, które szybko otarła. Przecież nie powinna płakać, prawda? Ostatecznie to on zachował się w nieprzyjemny sposób. Szkoda tylko, że to ona była tą wrażliwszą.
W chwili, w której napisała do niej Clem, nie wahała się ani chwili - zgodziła się, by młoda blondynka się do niej wprowadziła. Czuła, że dla siostry Albiego było to jeszcze trudniejsze, bo musiała na całość patrzeć z bliska. Czy zdawała sobie sprawę, że prawda kryjąca się za nową dziewczyną Alberta była jeszcze mroczniejsza?
-Kochanie, nie masz za co przepraszać. Będzie mi miło mieć towarzystwo, a i przynajmniej będę pewna, że ty sobie radzisz - powiedziała, obejmując przyjaciółkę, która wpadła jej w ramiona ledwo Cassie drzwi otworzyła. Widziała po jej minie, jak to wszystko potwornie ją gryzło. Czy ona wyglądała lepiej? ledwo łzy zdążyła osuszyć, bo nieprzyjemnie słowa przyjaciela wibrowały w jej głowie, hucznie o sobie przypominając. Nigdy nie była dobra w chłodnym ocenianiu sprzeczek pomiędzy nimi, bo chociaż Thallman często jej dogryzał, nigdy nie odnosił się do nie w aż tak chamski sposób. - Nie umiem ci na to odpowiedzieć, Clem. Też nie wiem, co się stało. Nie wiem czemu zdecydował się na coś podobnego i czemu nie powiedział nam osobiście, woląc publikować w sieci. Może nie własnymi rękami, ale miał w tym swój udział. Jestem rozczarowana, że w ogóle się z nią zadaje - westchnęła. I chociaż była zła na chłopaka, tak nie wiedząc ile właściwie jego siostra wiedziała, wykazała się lojalnością i nie powiedziała niczego konkretnego na ten temat. Dodatkowo nie chciała załamywać blondynki, bo jakby to brzmiało “Ej, bo właściwie twój brat spotyka się z morderczynią swojego najlepszego przyjaciela”. Na samą myśl w piersi zakuło ją serce.
-W głowie Alberta dzieją się rzeczy, o których nawet ja nie mam pojęcia i jest mi przykro z tego powodu. Chciałabym wierzyć, że miał powód, że jest jakieś wyjaśnienie, ale go nie dostrzegam - odpowiedziała, przeczesując włosy. Była rozdarta bo miała wrażenie, że jej najlepszy przyjaciel się od niej odsuwał, woląc szukać towarzystwa w samodestrukcji. - Zrobię nam gorącej czekolady - poklepała dziewczynę po ramieniu. - Chcesz z piankami i bitą śmietaną? - Słodkości były dobre na wszystko, więc musiały pomóc i tym razem.

Clementine Thallman
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jako mała dziewczynka marzyła, że jej brat poślubi Cassie i będą żyli w czwórkę, jak w tych wszystkich bajkach. Lata mijały, a nadzieja wciąż tliła się w jej serduszku. Nie rozumiała tego, czemu jej starszy brat, odpychał od siebie wszystkich na rzecz jakiejś dziewczyny, którą rzekomo nienawidził. Tak wiele pisał o tym, że cała rodzina powinna trzymać się z dala od tej kobiety, a sam wpychał jej język do ust i ślinił się na widok zdjęć z cyckami. To nie był jej Albi. Był jednak dorosły i dokonał swojego wyboru. Wolał dziewczynę od siostry. Zażarcie się kłócić i wymieniać kolejne emocjonalne wiadomości, zamiast przyznać, że dał dupy. Nie chciała rozmawiać. Wciąż słuchać tych samych słów i być oszukiwaną. Jej wiek traktowano jako wygodną tarczę i miała tego dość.
Czemu musiała tak emocjonalnie reagować na każdą kłótnię?
- Kim w ogóle jest ta dziewczyna? Jeszcze kilka dni temu, wieszali na niej psy. Mówili, jaka to wiedźma, a teraz... - bronił jej i jeszcze wykręcał się z tej sytuacji w tak pokraczny sposób. Bardziej jednak bolał ją fakt, że nie umiała mu w żaden sposób pomóc. Obserwowała z bólem serca, jak coraz więcej pił. Jak wracał późno do domu i tłumaczyła to próbą poradzenia sobie z przeszłością. Co jeśli wtedy z nią był? Co jeśli ta kobieta zmieniła go w ten sposób?
Nie wiedziała, co miała z tym zrobić. Każdy kazał jej się trzymać z daleka. A ona, jak zawsze tkwiła pomiędzy tym wszystkim, niczego nieświadoma. - Niczego nie przełknę. - sama żyła w przeświadczeniu, że słodycze były w stanie naprawić wszystko, ale nie tym razem. Żadna ilość czekolady, ani bitej śmietany nie była w stanie załagodzić jej nerwów.
- Ty wiesz coś, prawda? - zapytała cicho z tym smutkiem w głosie. Nie była idiotką. Znała Cass niemal od dziecka i od razu mogła wyczytać to z jej mimiki, że sprawa miała drugie dno. Nigdy jej to nie przeszkadzało. Ona i Albi mieli swoją historię, do której ona nie miała wstępu, ale dzisiaj... To bolało. Czuła się odsunięta na dalszy plan, przekonana, że dla każdego byłoby lepiej gdyby po prostu zniknęła. Gdyby przyjęła zaistniałą sytuację, tak jak się przedstawiała i nikomu nie truła dupy.
- Wiem, że mi nie powiesz. Chcę tylko wiedzieć, jak bardzo jest źle. Jak okropną osobą jest ta kobieta i czemu kręci się wokół mojego brata. On coś do niej czuje? - kolejne pytania padały, a z jej oczy popłynęły kolejne łzy. Przerastało ją to. Miała dość. Była taka samotna w tym wszystkim.
- Byłam tak zła na brata, że napisałam do Deana. Wysłałam mu coś, czego nie powinnam... - podała swój telefon przyjaciółce, nie mając ochoty tłumaczyć jej swojego czynu. Milczała, obserwując jedynie reakcję przyjaciółki.

Cassandra Wildbird
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kiedyś wydawało jej się, że rozumie swojego najlepszego przyjaciela. Że jest w stanie przewidzieć, co zrobi, jak się zachowa. Była pewna, że potrafi go zrozumieć, wspierając niemal zawsze czy to w sytuacjach kryzysowych, czy tych bardziej szczęśliwych. Potrafili godzinami rozmawiać o wszystkim nawet, jeśli z tej dwójki to właśnie Cassie była tą bardziej gadatliwą. Ile to razy leżeli w ogrodzie, dzieląc się informacjami ze swojego życia? Ile to razy Cass odwiedziła chłopaka tylko po to, żeby powiedzieć mu pierdołę, która przecież mogła napisać. Te krótkie spotkania były nieodzowną częścią ich wieloletniej znajomości i sprawiały, że byli na bieżąco ze swoim życiem.
W którym momencie zaczęło się to zmieniać? Kiedy przegapiła moment, w którym Albert zaczął mieć przed nią bolesne tajemnice, których ujawnienie potrafiło zniszczyć tak wiele? Nie podobał jej się stan, w którym aktualnie się znajdowała i nie podobało jej się, jak bardzo Thallman się od niej odsuwał. Czy przestała być dla niego wystarczającą przyjaciółką?
Poczuła, jak coś nieprzyjemnego ściska jej serce i zwyczajnie chce jej się płakać. Zbyt dużo emocji jak na jeden dzień i zbyt poważna kłótnia, żeby zbyć ją machnięciem ręki, przechodząc do porządku dziennego. Wildbird bowiem czuła się w pewien sposób zdradzona, jakby to właśnie panna, która zabiła Chrisa, okazała się być ważniejsza, niż przyjaciółka i siostra. Bo w tym całym burdelu cierpiała również Clem.
-Cholerną manipulatorką, która potrafi siać zamęt. Osobą, od której każdy powinien trzymać się jak najdalej, bo potrafi zniszczyć życie. Tym bardziej nie rozumiem, co kierowało Albertem. Przecież nigdy specjalnie się nie lubili - odpowiedziała, przeczesując włosy dłonią. Ile to razy marudził, że Chris nie powinien się z nią umawiać? Cass początkowo próbowała bronić dziewczyny, uznając, że najwidoczniej przyjaciel dostrzegł w niej coś, co mu się podobał, ale wszystko zmieniło się po tym, jak postanowiła go roztrzaskać w wypadku samochodowym. Teraz nie miała dla niej żadnych przyjemnych myśli i marzyła o tym, żeby całkiem zniknęła z życia Albiego.
-I tak zrobię. Najwyżej będzie czekać - powiedziała, podchodząc do aneksu kuchennego. Musiała zająć czymś ręce i myśli, które w tym momencie były negatywnie skierowane zarówno do Thalii, jak i Alberta.
Po pytaniu Clementine na chwilę zapadła pomiędzy nimi cisza. Tak, Cass wiedziała naprawdę sporo, chociaż teraz zaczynała kwestionować własne przekonanie. Może jednak nie znała Thallmana na tyle, jak podejrzewała? Może błędnie wykreowała ich przyjaźń, nadając jej kolorów, które nie pokrywały się z rzeczywistością? To nie była przyjemna myśl. Nadal jednak nie miała zamiaru go zdradzać niezależnie od tego, co robił.
-Tak, ale są pewne rzeczy, o których powinnaś usłyszeć od Alberta. Nie jestem odpowiednią osobą, by o nich mówić - odpowiedziała szczerze. Wiedziała, że przyjaciółka nie na taka odpowiedź liczyła, jednak Cassie nie umiała inaczej. - Mam nadzieję, że niczego nie czuje, bo to nie skończy się dobrze, tyle mogę ci powiedzieć. Jak okropną? Bardzo, Clem i naprawdę, gdybym miała teraz jedno życzenie, chciałabym, żeby zniknęła - skomentowała twardo, a w jej głosie dało się wychwycić nutkę złości i jawnej niechęci. Można było wybaczyć wszystko, ale nawet wszystko miało swoje granice.
Postawiła przed nimi dwa kubki z czekoladą, której zapach zaraz rozniósł się po mieszkaniu. Pogładziła Clementine po ramieniu, czując jak aktualnie obie współdzielą emocje. Zaraz jednak jej brwi powędrowały ku górze na widok zdjęcia, które zostało wysłane do największego ruchacza w miasteczku.
-On ci się podoba? Nie oceniam Clementine, chociaż nie jest najlepszym obiektem jeśli chodzi o związki - skomentowała, lekko brwi marszcząc. Czy znowu umykało jej coś u kolejnego Thallmana? Musiała być naprawdę paskudną przyjaciółką, że przeoczyła tak wiele.

Clementine Thallman
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kolejna historia, o której nie miała bladego pojęcia. Problemy w postaci kobiety, o której istnieniu niedawno się dowiedziała. Nie powinno tak to wyglądać. Nie oczekiwała, że bracia będą jej się tłumaczyć z każdej znajomości. Czasami nawet nie chciała słuchać o ich podbojach i momentach, które wzbudzały jedynie u niej odruch wymiotny. Uwłaczające było jednak to, że dowiedziała się o rzekomym związku brata z Instagrama. I to jeszcze z kimś, kogo kilka dni temu wyzywał i obgadywał. To było już zbyt wiele. I pierwszy raz miała już tego wszystkiego tak bardzo dość.
I mimo tego, że nie powinna, to obwiniała się. Czuła wyrzuty sumienia i wściekłość na całą sytuację, która nie była nawet jej winą. Śmiech wyrwał się spomiędzy jej ust na słowa przyjaciółki. Brzmienie własnego głosu przyprawiało ją o nieprzyjemne ciarki. Bo to nie był ten melodyjny, uroczy śmiech. Raczej coś, co brzmiało jak pogodzenie się z beznadziejną i przykrą chwilą.
- Od niego? On nawet nie jest szczery sam ze sobą. A ja nie umiem mu pomóc. Nawet nie chcę. Już nie. - bo ile można? Skoro ciągle ją od siebie odsuwali, to może w końcu nadszedł ten czas, żeby to właśnie zrobić? Zająć się sobą i swoim życiem. Czemu więc miała to dziwne wrażenie, że nawet gdyby to zrobiła, nikt by tego nie zauważył?
To było smutne.
- Chcę się wyprowadzić.
Zniknąć.
Uciec.
Po prostu się poddać.
- Najwidoczniej warto odsunąć od siebie rodzinę i przyjaciół dla tamtej kobiety. Jest dorosły, prawda? - nie mogły przecież wiecznie usprawiedliwiać Alberta. Wybrał. Martwiła się, ale ostatnio nie dogadywała się z braćmi. Nie było żadnej szansy na szczerą rozmowę. Dostałaby jedynie strzępki. Najwidoczniej Cassie też już nie miała na to siły. A skoro ona nie miała już wpływu na najstarszego Thallmana, to ona nie łudziła się, że byłaby w stanie cokolwiek zdziałać.
- Byłam zła. Tak mi wstyd Cassie. Zachowałam się jak głupia nastolatka, która chce zrobić na złość bratu. Myślisz, że tego nie wiem? To Dean. - a jego reputację każdy znał. A mimo to i tak to zrobiła. Wysłała mu zdjęcie i nie mogła już tego cofnąć. Ten dzień był pod każdym względem do dupy.
- Zróbmy sobie maseczki. Bo przez te nerwy, to zrobią nam się zmarszczki. Oni nas wpędzą do grobu. - bo Cassie była dla niej jak siostra. Obarczała ją wszelkimi dramami rodzinnymi, bo zawsze była blisko w ich życiu. Teraz nie było inaczej. A ona nie tylko potrzebowała w tej chwili siostry, ale też przyjaciółki. Innej kobiety, która wsparłaby ją w tym zdominowanym przez mężczyzn świecie. I pomogła jej uporządkować wszystkie te kobiece myśli i emocje.
Co miała teraz zrobić?
Iść za głosem serca czy poczekać, aż emocje opadną i rozsądek weźmie górę?

Cassandra Wildbird
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”