ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, i ubrań nie mają jak coś
Nie planowała się łamać.
Ostatnie czego chciała, to rozpaść się przed nim na milion kawałków.
A jednak to zrobiła.
Wraz z drugim, kurewsko intensywnym orgazmem, puściły jej nie tylko spięte do granic możliwości mięśnie, ale też emocje, które wcześniej chowała głęboko w sobie. Które zepchnęła na tyły własnej podświadomości i do których planowała już nigdy nie wracać. Wmawiała sobie, że one odeszły, że to całe cierpienie które potem przekuła w nienawiść było już tylko wspomnieniem. Jakiś pierdolonym sentymentem, smakiem dawnej miłości. Ale jego bliskość dostanie uświadomiła jej, jak bardzo się myliła. Jak to wciąż było w niej. I w jednej chwili wylała się z niej cała tęsknota. Cała pieprzona miłość, jaką do niego czuła. Serce waliło w zastraszającym tempie, a ona w mgnieniu oka zmieniła się z dorosłej kobiety… w nastolatkę. Tą samą, która uciekała z nim z Medellin. Która bała się co przyniesie jutro, która nie miała w sobie za grosz odwagi i umiejętności chowania emocji.
Szlochała mu prosto w rozgrzane ramię, raz po raz muskając wytatuowaną skórę wilgotnymi wargami. Nie chciała, żeby ją taką oglądał, żeby patrzył, jaka była słaba, ale już nie potrafiła się przed tym bronić. Ulało się jej. Pękła. I kurwa nie było co zbierać.
Czuła jego dotyk, bliskość. To jak dłonią przesuwał po jej nagim ciele. Jak szorstkie opuszki przesuwały się po udzie, biodrze, plecach, a potem włosach. Czuła jego oddech, kiedy przystawił policzek do czubka jej głowy i westchnął ciężko. Nie oczekiwała, że dla niego to będzie proste, przecież on sam przeszedł przez piekło. Zamknięty w czterech ścianach, kompletnie odcięty od świata. Odcięty od niej. Tam też musiało być okropnie, jak nie gorzej niż jej na wolności. A jednak on znalazł w sobie odwagę, by powiedzieć jej w wyjątkowo mądrych słowach, że czasu nie dało się cofnąć. Nigdy już nie naprawią tego, co stracili w pełni, nie odzyskają tych chwil, które mogli razem przeżyć, tak samo jak on nigdy nie zobaczy pierwszych korków swojej córki, nie usłyszy, jak pierwszy raz składa pełne słowa czy gdy po raz pierwszy się zaśmiała. Te rzeczy już na zawsze pozostaną jebanym wspomnieniem.
A przyszłość?
Ona też wcale nie wyglądała kolorowo.
Bo chociaż Pilar nie chciała wypuszczać go ze swoich ramion, to przecież wiedziała, że będzie musiała. Wiedziała to od samego początku, od pierwszej chwili gdy odwzajemniła jego pocałunek, który wychodziła mu naprzeciw biodrami, gdy jęczała jego imię, targana spazmami rozkoszy. Wiedziała, że to nie będzie trwało wiecznie. A on nie. On jeszcze złapał się tej nastoletniej nadziei, że będzie jak wtedy sześć lat temu. Tylko oni, na zawsze razem.
Drgnęła nerwowo, gdy powiedział, że chciałby być w ich życiu. Miała ochotę rozpłakać się jeszcze bardziej. Wyć, krzyczeć, kurwa wydzierać się ile tylko była w stanie na to, jak niesprawiedliwy był świat, jak bardzo zostali oszukani i jak teraz musieli podporządkować się systemowi.
Madox… posłuchaj mnie — rzuciła ledwo słyszalnie, powoli odsuwając się od jego ramienia, by móc spojrzeć mu w oczy. W te przepiękne, ciemne oczy, za które dałaby się pokroić. Za którymi tak bardzo tęskniła. Już chciała mu powiedzieć prawdę, zniszczyć wszystko, co właśnie budował w głowie, ale wtedy on znowu się odezwał. Znowu powiedział jej, że ją kocha. Że nigdy nie przestał i nigdy nie przestanie. I jak ona miała to teraz zepsuć? Jak? Aż zagryzła policzek od środka, czując, jak wszystko w niej buzuje. Nawet nie kontrolowała tego, kiedy rozpłakała się jeszcze bardziej.
Ja też cię kocham — wyznała w końcu, dociskając się do niego i wpijając bez opamiętania w jego usta. Mocno, agresywnie. Jakby chciała wyryć sobie na ciele w głowie tą chwilę, ten smak, gorzko-słony, kiedy ich smaki mieszały się z krwią i jej słonymi łzami. — Nawet nie masz pojęcia jak bardzo — dodała, już nie potrafiąc tego przed nim ukrywać. Przecież go kochała. Też nigdy nie przestała. Też wiedziała, że nigdy nie przestanie. Ale to wciąż nie było wystarczające. Bo czasem miłość nie wystarczyła. A oni nie mieli już po osiemnaście lat, by tak po prostu spakować się i uciec. Ona nie mogła uciec.
Szarpnęła za jego żuchwę, przesunęła paznokciami po jego skórze na szyi i ramionach, by w końcu jakimiś ochłapami samokontroli odsunąć go od siebie. By spojrzeć w jego oczy.
Ale to nie jest takie proste — głos jej się łamał, ale starała się ile tylko mogła, żeby zachować spokój. Pociągnęła nosem, odrzucając głowę w tył. Łapiąc kilka oddechów, bo kurwa nie mogło jej to przejść przez gardło, co chciała mu powiedzieć. Mógł widzieć, jak się męczy, jak nie jest to dla niej proste, jak kurwa cierpi. — Ja nie mogę go zostawić — wyznała po chwili, czując jak całe ciało ją pali, jak serce wali mocno, nieprzyjemnie w piersi, a żołądek ściska się do granic możliwości. — Jeszcze przez dwa lata — odsunęła się nieznacznie, chowając twarz w dłoniach i wplatając palce w gęste włosy. Nawet nie potrafiła na niego spojrzeć. Nie mogła kurwa pojąc tego, że wszystko jakoś się ułożyło i kolejne rzeczy sypały się jak pierdolony domek z kart. Zsunęła się na chłodną podłogę i podkuliła nogi.
Mam podpisaną umowę — powiedziała zgodnie z prawdą, wzdychając ciężko. Niby dwa lata w perspektywie tych sześciu wydawały się niczym, ale kurwa to wciąż były kolejne DWA lata rozłąki. Kto by coś takiego przeżył? Bo na pewno nie ona. — Przez to, że… odpierdalałam, jak byliśmy już zaręczeni… — mało powiedziane, biorąc pod uwagę, że prawie p o b i ł a głównego inwestora Northex tylko dlatego, że bez szacunku obnosił się od innej kobiety. — Jego ludzie od PRu kazali mi podpisać jakieś papiery, że jeśli będę go chciała zostawić lub zrobie cokolwiek, co zaszkodzi jego wizerunkowi, to kurwa… będę musiała zapłacić kare sześć baniek. Sześć pierdolonych milionów, Madox. Do tego on kupił sklep dla ciotki, założył Matiasowi warsztat i… — znowu złapała w płuca więcej powietrza, przenosząc w końcu na niego spojrzenie. — I jeszcze dał mi półtora miliona na fundacje, która wcale nie istnieje, bo wszystko poszło na twojego prawnika — wyznała, czując, że zaraz ją popierdoli od tego wszystkiego. Od natłoku emocji, od tego, co się działo i sameo faktu, że po raz pierwszy powiedziała to na głos. Że przyznała się kurwa, jak bardzo oszukiwała Galena. Jak go kurwa bezczelnie okradła na pieniądze, żeby Madox mógł wyjść z więzienia. A potem pieprzyła się z nim w jego gabinecie. Galen odkąd się poznali tylko jej pomagał, a ona… A ona była kurwa złym człowiekiem. Po prostu złym. I nie zasługiwała na nic dobrego w życiu.

:cri:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ten czas rozłąki dla żadnego z nich nie był łatwy.
Dla niej, bo została sama z dzieckiem, może i miała ciotkę i kuzyna, ale ojciec jej dziecka siedział w pace. Zabrali jej go, a przecież za dwa dni mieli się pobrać. Musiała sobie radzić, a do tego jeszcze zbierała pieniądze żeby mu pomóc. A Madox nic nie wiedział. Ale może to i dobrze, bo on tam i tak miał wiele powodów, żeby się zadręczać.
Więzienie to była pierdolona szkoła życia. Sami kryminaliści, a wśród nich ten pyskaty, narwany chłopak, który jeszcze wtedy miał marzenia, o tym, że mógłby żyć inaczej. Szybko je stracił, wiele razy dostał tak, że ledwo z tego wyszedł, bał się o życie. I chociaż usilnie do niej pisał, błagał o spotkanie, to w pewnym momencie, jeśli chciał z tego wyjść obronną ręką musiał trochę odpuścić...
Ale gdyby wiedział, że ma córkę. Że Pilar też nigdy nie przestała go kochać... może to wszystko wyglądało by inaczej?
Przecież on później też potrafił załatwić sobie różne rzeczy, złapał kontakty, zakręcił się tu gdzie trzeba. To wciąż było pierdolone piekło, izolacja, zamknięcie, w którym jego nieokiełznana dusza się po prostu dusiła, ale jednak zyskał pewną pozycję. A to już dawało mu możliwości. Przecież on kurwa kręcił z Haddie jeszcze za kratkami. Już stamtąd ustawiał sobie pewne rzeczy, kiedy Pilar wychodziła za Galena Wyatta, żeby go ratować.
Tylko czy było warte, skoro on zaraz na wolności poprzysiągł zemstę na swoim ojcu? I sam robił to co on?
Stał po tej złej stronie, zupełnie przeciwnej do tej, którą obrała Pilar.
Ale teraz kiedy trzymał ją w ramionach po raz pierwszy zastanowił się nad tym, czego on tak naprawdę chciał. Jej. Kurwa. Być z nią, dla niej i ich córki.
Bo czasu nie mogli cofnąć, ale mogli wykorzystać przecież to co jeszcze przed nimi. Budować wspólną przyszłość i brać z niej na maksa. Co kurwa stało im na przeszkodzie?
Przecież nie Carlos, jego Madox zamierzał załatwić, zemścić się na nim i był na dobrej drodze do tego. Znalazł popleczników, którzy też mieli dość starego Noriegi, a łącząc z nimi siły, wierzył w to, że mógł zadość uczynić za to wszystko, co zrobił mu jego ojciec, co robił przez całe życie z nim i z jego matką.
I może Madox też nie byłby dobrym ojcem, chujowym, ale kurwa. On by jej ten domek postawił na najwyższym drzewie. Amrze. I już zawsze oddawał jej kukurydzę ze swojej zupy i nauczył ją, że nie zawsze najważniejsza jest wygrana, a czasem po prostu dobra zabawa. I może sam też by się przy niej dużo nauczył?
Wbił spojrzenie w Pilar, kiedy kazała mu jej słuchać, ale gotowy był już jej powiedzieć, że ma w dupie to, że jest żoną Galena Wyatta, bo on ją porwie z tej willi. Ją i Amrę. Oparł wytatuowane place na jej policzku, kiedy odsunęła się tak, żeby na niego spojrzeć. I on też te ciemne tęczówki zawiesił na jej pięknych, dużych oczach. A zaraz... wyznawał jej miłość. Najprawdziwszą i najszczerszą na świecie.
Ja też cię kocham.
Ulżyło mu i mogła to na sobie poczuć, jak się rozluźnił, jakby jakiś ciężki kamień spadł mu z serca. Bo bał się, że nie.
I może to było kurwa idealistyczne podejście wierzyć, że miłość może pokonać wszystko, ale Madox tak wtedy myślał. Jakby znowu miał to osiemnaście lat i to było wszystko czego on potrzebował do życia, jej. Kochać ją. I czuć, że ona też kochała jego.
Całował ją zachłannie, dziko, przytrzymując przy sobie, wplatając palce w ciemne kosmyki na jej karku. Jego język spotkał się z tym jej w zmysłowym tańcu, nie w jebanej walce o dominację, w czymś innym. W jakiejś niemej obietnicy miłości i tego, że razem mogliby wszystko - wiem - mruknął w jej usta, między kolejnymi pocałunkami, bo przecież wiedział jak bardzo, bo on kochał ją tak samo. Do pierdolonej obsesji, do szaleństwa, na zabój.
Wyrwał się jeszcze do niej, kiedy szarpnęła go za żuchwę, kiedy odsuwała od siebie, bo nie chciał się dystansować. Ugryzł ją w palec - Pilar - układając na ustach jej imię. Złapał ją za nogę szarpiąc do siebie mocniej i dopiero kiedy zaparła się na jego ramionach odsuwając od niego. Dopiero kiedy w jej oczach widział znowu to, że coś jest nie tak, to się uspokoił, to spoważniał patrząc w jej piękne, czekoladowe oczy.
- Czemu? - zapytał, bo dla niego wszystko przecież zawsze było proste. Chcesz coś, to wyciągasz po to rękę i to bierzesz. Walczysz o to, albo giniesz próbując. I póki co jeszcze żył, chociaż po drodze oberwał wiele razy, ale nigdy się nie poddawał. Wbił w nią czarne spojrzenie, sięgnął do niej ręką, opierając ją na jej biodrze, sunąc nią na jej pośladki, wbijając palce w jej delikatną skórę, widział jej wewnętrzną walkę, ale tego nie rozumiał.
Ja nie mogę go zostawić.
Odruchowo cofnął rękę, pozostawiając na jej skórze chłód.
- Bo? - ciągnął ją za język, a kiedy mówiła dalej to jej słuchał. Patrzył jak się od niego odsunęła, jak skuliła na podłodze i mógł ją uderzyć ten chłód, w jego spojrzeniu, to jak skrzyżował ręce na torsie - dwa lata... - powtórzył po niej beznamiętnie. Przez chwilę patrzył na nią na tej podłodze, jak podciągnęła kolana pod brodę, jak wplątała smukłe palce w czarne zmierzwione kudły.
Powinien wstać i robić jej wyrzuty? Wyjść stąd zbierając po drodze swoje ciuchy. Wściec się... Przecież taki był Madox.
Ale zamiast tego doskoczył do niej, złapał ją za kostkę i już opierał sobie jej nogę na udzie - i chuj z tym, z jego umową - schylił się, żeby złapać jej spojrzenie, żeby palcami znowu sunąć po jej ciele, zostawiać na skórze gorąc i to przyjemne mrowienie, w miejscach, gdzie wędrowały jego szorstkie opuszki. Zatrzymał się, kiedy powiedziała o tych zaręczynach, nabrał w płuca więcej powietrza, bo... oni też byli. Może jedynie plastikowym, odpustowym pierścionkiem, pod wpływem chwili uniesienia na kamieniu na środku jakiegoś bajora, może niecały tydzień, ale byli...
- Niech spierdala. Zabiję go, jeśli powiesz tylko słowo, żeby się od ciebie odczepił - zrobiłby to, wszystko by dla niej zrobił. Przesunął palcami po jej nodze, a kiedy powiedziała o tych sześciu milionach, to znowu na moment się zawiesił, nie miał tyle kasy. Jeszcze nie teraz, ale... - zdobędę takie pieniądze i wtedy rzucisz mu nimi w twarz i każesz się pierdolić - złapał ją za podbródek, żeby teraz to ona na niego spojrzała. Jego czarne oczy wpatrywały się w te jej intensywnie - a za tego prawnika mogę mu oddać już, półtora bańki - tyle też nie miał, ale mógł załatwić. Wiedział gdzie.
Nie chciał jej słuchać, tego, że jakiś pierdolony Galen Wyatt będzie im teraz stał na przeszkodzie. A ona co? Będzie się zmuszała, żeby przez dwa lata być jego idealną żonką? Przecież by go popierdoliło, jakby wiedział, że tamten jej dotyka, że traktuje jego córkę jak swoje dziecko...
- Nie będziesz już więcej pokutować za to, że chciałaś mi pomóc - pokręcił głową i przyciągnął ją znowu do siebie bliżej - i nie będziemy już uciekać. Załatwimy Carlosa i załatwimy Galena i wszystko co stanie nam na drodze, niech kurwa spłonie... - bo dla niego świat mógłby nie istnieć, płonąć, liczyła się tylko ona. A reszta mogła się pierdolić. Na czele z Wyattem.
Złapał jej rękę, żeby przesunąć sobie jej palcami po piersi, po tatuażu z dzikim lwem, a potem po szyi i koronie na niej, żeby ułożyć ją sobie na karku, na tym napisie Romeo, który tam nosił. Bo może ich miłość też była nieszczęśliwa, ale kurwa... Była. I teraz to dla niego liczyło się najbardziej.
- Popierdoli mnie... Każdy kolejny dzień bez ciebie - przysunął się do niej bliżej, zaglądając jej w oczy - ale musisz dać mi trochę czasu i to załatwimy - przytulił szorstki policzek do jej ręki - i będziesz mogła porwać tą umowę, a ja na odchodne złamię mu szczękę - może nie powinien jej takich rzeczy mówić, ale to był Madox, wciąż ten dzikus, który nie potrafił się zatrzymać. Musnął wargami skórę na jej dłoni, każdy jeden jej palec - i będziesz tylko moja - zapewnił ją patrząc jej głęboko w oczy. Chociaż w tej chwili mogło się to wydawać obietnicami bez pokrycia, ale... Nie z takich sytuacji znajdowali wyjścia, nie z takimi przeciwnościami losu walczyli. I nigdy się nie poddawali, zwłaszcza jeśli chodziło o to drugie.

y serás solo mía 🫀❤️‍🩹<𝟑
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
I chuj z tym, z jego umową.
Chciałaby.
Chciałaby, żeby to było takie proste. Żeby mogła powiedzieć po prostu chuj z tym, wyprowadzić się i ruszyć dalej. Nie mogła. Cała jej rodzina była związana Galenem. Ciotka, której kupił sklep, który był przecież na jego nazwisko. Dokładnie tak samo jak warsztat Matiasa. Czasne za przedszkole dla Amry, umowa PRowa i kurwa fundacja, która nawet nie istniała. Pilar była z nim związana. Czy tego chciała, czy nie. Nie mogła tak po prostu sobie pójść.
Nie mogła też tego zrobić Amrze.
Kurwa, to było jeszcze dziecko. Jak jej wytłumaczy to, że nagle trzeba się było wyprowadzić Bóg wie gdzie, że Galen już nie będzie częścią ich życia, kiedy przecież był. I to dużą. Pomagał jej wychowywać dziecko. Miała u niego dług wdzięczności. Mogła go nie kochać, ale przecież szanowała go. Był dla niej ważny. Nie tak jak Madox, ale wciąż.
A on tego nie rozumiał.
Nawijał o tym, jak po prostu go zabije. Powinno ją to przerazić. To z jaką łatwością wymawiał te słowa, jak patrzył na nią z pewnością i pełną desperacją. Do tego stopnia, że ona naprawdę wierzyła w jego słowa. W to, że zabiłby Galena. Dla niej. Tylko po to, żeby mogli być razem.
Nikogo nie będziesz kurwa zabijać — warknęła na niego praktycznie od razu, pociągając nosem. Dłonie uniosła w górę, do jego żuchwy i zacisnęła na niej palce, zaglądając mu głęboko w oczy. — Słyszysz mnie? — nie była delikatna. Nie miała zamiaru. To akurat była kwestia niepodważalna. — Nie wrócisz kurwa do więzienia. Dopiero z niego wyszedłeś za morderstwo, którego nie popełniłeś. Nie pozwolę ci znowu tam trafić — mógł czuć, jak na nim zadrżała. Jak jej ciało spięło się w ułamku sekundy, a oczy znowu zrobiły się bardziej wilgotne. Kurwa. Sześć lat na niego czekała, sześć lat płakała za nim, tęskniła, leczyła złamane serce, a on znowu chciał się wpakować w kolejne gówno. Już naprawdę wolała przeboleć te dwa lata i wiedzieć, że on był na wolności niż znowu czekać na niego kolejne dwadzieścia, jak nie więcej. Dopiero co go odzyskała. I mógł to widzieć w jej oczach. To jak bardzo Pilar się o niego martwiła, jak nie chciała się z nim już rozstawać.
Skąd ty chcesz wziąć takie pieniądze? — prychnęła żałośnie na jego kolejne słowa. — To jest sześć milionów, Madox — ona pół dekady zbierała pieprzone dwa. I to z jakim skutkiem. Pierwsze dawał się ponizać i sobą poniewierać, a potem się sprzedała. Wyszłą za mąż dla pieniędzy, chociaż nigdy nie była materialistką. Całe życie podporządkowała temu, by wyciągnąć Noriege z więzienia, by zdobyć na najlepszego prawnika w całych stanach. I po co? Żeby znowu rozpocząć desperacką przygodę po pieniądze? Jakim kosztem? — Będziesz łamać jeszcze więcej prawa, żeby to zdobyć? Będziesz handlował jak twój ociec? Staniesz się nim? — nie chciała tego. Ani dla siebie ani tym bardziej dla Amry. Nie chciała, żeby jej córka zaznała tego całego bólu, niebezpieczeństwa i przede wszystkim cierpienia. Tego, że każdy dzień był niepewny, że nie znałyby dnia ani godziny, kiedy jej ociec nie zostałby znowu przyłapany, nie poszedł siedzieć. Teraz Pilar nie mogła patrzeć już tylko na siebie. Musiała jako matka zadbać o małą istostę, która nosiła w sobie ich geny. Była ich.
Zdajesz sobie sprawę z tego, że ja teraz idę w pakiecie z dzieckiem? — spojrzała na niego z niedowierzaniem. Nie mogła uwierzyć, że pomimo tych wszystkich lat on wciąż wierzył w to, że wszystko dało się załatwić ot tak. Że brak planu też był planem i to takim, który z powodzeniem można było realizować. Że zemsta była w stanie wszystko załatwić. — Chcesz ją narażać na niebezpieczeństwo? A co jak Carlos tym razem przyjdzie po nią? — bo dla niego to było takie proste: załatwimy Carlos i Galena i będziemy żyć długo i szczęśliwie. W której kurwa bajce? Na pewno nie tej, w której aktualnie żyli.
Patrzyła na niego nieustannie, gdy złapał jej dłoń i ułożył ją sobie na tatuażu z dzikim lwem, a potem przesunął po szyi i finalnie ułożył na karku. Pogładziła go mimowolnie. Drapnęła paznokciami, przyciągając bliżej. Serce waliło jej w piersi jak oszalałe. Czuła, jak każdy jeden mięsień w jej ciele spina się dzięki jego bliskości, jak nawet głowa wariuje, jak ją też popierdoli, jeśli będzie musiała z niego zrezygnować.
Już jestem twoja — wtrąciła pewnym siebie głosem. Co do tego nie miała żadnych wątpliwości. — Nigdy nie przestałam — mogła wmawiać sobie ile tylko chciała, że nie należała do nikogo. Że Madox był już tylko wspomnieniem, pierdolonym sentymentem, ale przecież dzisiaj wystarczająco uświadomiła sobie, że to był stek kłamstw. Że zawsze był w jej sercu i nawet na moment z niego nie wyszedł. Że jedynie schował się w cień, ryjąc jeszcze mocniej własne imię gdzieś pomiędzy komorami. — Nie chce, żebyś był daleko — wyznała, przysuwając się bliżej niego. Znowu się na niego kurwa rzucając, aż poleciał do tyłu. Wpiła się w jego usta mocno i zachłannie, ponownie kradnąc mu z płuc powietrze. Przyległa do niego na całej długości, mieszając gorąc ich ciał w jedno. — Nie chce cię z stąd już nigdy wypuszczać — wyszeptała gdzieś pomiędzy pocałunkami, sunąć słonia po jego króciutkich włosach i na ramiona, na których zacisnęła się mocniej. Dopiero po chwili odsunęła i spojrzała w jego ciemne oczy. — Ale tym razem musimy być ostrożniejsi — tylko o to go prosiła. O to, żeby tym razem mieli jakiś plan. Żeby nie szli na żywioł tak jak wtedy, nie odwracając się za siebie. Bo może gdyby to zrobili, gdyby się odwrócili, zobaczyliby jak blisko tuż za nimi skandal się Carlos ze swoim diabelskim planem. Ale nie widzieli. Byli zbyt zapatrzeni w siebie nawzajem, zbyt zakochani, nie przejmując się bożym światem. I to był ich błąd.
Błąd, który popełnili też tego wieczoru.

:stickcri:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zrobiłby to.
Wszystko by dla niej zrobił, dlatego, żeby mogli być razem, żeby nie musieli się już rozstawać, czekać na siebie kolejne lata. Dwa lata... Kiedy im nie dane były te dwa dni, które dzieliły ich od ślubu. A może gdyby wtedy nie czekali, gdyby się pobrali i ruszyli dalej, to wszystko inaczej by się ułożyło?
Dwa lata... Amra byłaby już duża, poszłaby do szkoły i chwaliła się dzieciom swoim ojcem, Galenem Wyattem, który przecież był bez skazy. Nie był kurwa bandytą, jak Madox.
Ułożył palce na jej dłoniach zaciśniętych na jego policzkach, szarpnął jej się, ale nie zrzucił z siebie jej palców, przesunął nimi po szorstkiej skórze.
- Nie trafię tam, już na to nie pozwolę - patrzył jej w oczy, a policzek przytulał do jej ręki - ale nie pozwolę też ci zostać z Wyattem - przysunął się do niej bliżej, zaczepił ją nogą - nie. Nie chcę - prosił ją, jak dziecko. Jakby nie rozumiał kompletnie, że nie miała wyjścia, bo przecież musiało być tak, jak on chciał - proszę cię - połasił się do jej ręki, a czarne tęczówki wbijał w jej piękne, czekoladowe oczy. Przesunął palcami po jej ramionach, na szyję, przysuwając się do niej jeszcze bliżej, tak, że już znowu wciągnął ją na siebie. Oparł skroń o jej czoło.
Nie wiedział skąd weźmie takie pieniądze, bo nie był pierdolonym prezesikiem jak Galen Wyatt, nie miał... Wróć. Miał bogatego starego, problem w tym, że ten pewnie nie wspomógłby go nigdy. Ale przecież wcale nie musiał robić tego świadomie.
- Od ojca, on je ma - powiedział spokojnie, ale wraz z kolejnymi słowami Pilar, szarpnął się jej, wbił w nią spojrzenie odchylając się do tyłu - przestań, nie będę jak on - mógł się zarzekać, ale... coraz bardziej był. Nieobliczalny, okrutny. A teraz zafiksowany na jej punkcie do tego stopnie, że mógłby za nią zabić. Porwać ją stąd, żeby nie była żoną Galena Wyatta. Jak jego ojciec. Wszystko by zrobił, żeby zdobyć te pieniądze. Spłacić Wyatta.
- Z naszym dzieckiem Pilar - przypomniał jej. Bo to nie była córka Galena Wyatta, on przecież nie miał żadnego prawa, żeby tak ją nazywać, żeby ją wychowywać. Miał tylko...
Był tylko... dla niej lepszą opcją. Bezpieczną. Stabilną.
Kurwa.
Do Madoxa dopiero teraz to docierało, wraz z jej kolejnymi słowami burzyła to wszystko, co on już budował w swojej głowie. Bo ona musiała teraz myśleć przede wszystkim o swojej córce. I on też powinien. A ile razy narażał Pilar przez własną głupotę?
A czy teraz miał prawo to samo robić Amrze? Co gdyby Carlos po nią przyszedł?
Cofnął się patrząc na Pilar z dystansu. Skóra zadrżała pod jej paznokciami, a Madox mimowolnie mruknął, kiedy sunęła nimi po jego wciąż rozgrzanej skórze. Wyszarpnął się jej, a potem znowu wyrwał do niej. I to idealnie obrazowało tą wewnętrzną walkę, którą teraz toczył. Chciał jej, jak kurwa niczego innego na świecie. Jej i Amry, wszystko by oddał, żeby tylko nie przegapić już żadnego kolejnego dnia. Ale kurwa... Co on mógł im zaoferować? Jej i temu dziecku?
Oprócz domku na najwyższym drzewie i niebezpieczeństwa czyhającego za rogiem. Z jednej strony był on, bez przyszłości, a z drugiej Galen, bezpieczna przystań.
- To czego ty ode mnie chcesz Pilar? Żebym zostawił was Galenowi Wyattowi? - zapytał, ale nie chciał słyszeć odpowiedzi na to pytanie, więc sięgnął wytatuowaną dłonią do jej ust, oparł ją na nich, na jej pełnych, gorących wargach - chcę, żebyś była moja - znowu to powiedział. Znowu tym tonem samolubnego dzieciaka, który nie znał życia. A zaraz zabrał rękę z jej twarzy i tym razem on się do niej szarpnął. Wtulił się w nią, opierając szorstki policzek gdzieś na jej dekolcie, splatając palce za jej plecami, objął ją ciasno ramionami.
Już jestem twoja.
Nigdy nie przestałam.

Czuł to przecież. Zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć. On też nie chciał już być daleko. A kiedy się do niego wyrwała, to walnął na plecy, na podłogę, z głuchym łoskotem, ale nawet na moment jej nie puścił. Zacisnął palce na jej pośladkach trzymając ją przy sobie, dociskając do siebie jeszcze bliżej - nie wypuszczaj - mruknął w jej usta między kolejnymi pocałunkami. Jego wargi szukały tych jej w dzikim tańcu. Nie chciał jej już wypuszczać z ramion, a przede wszystkim nie chciał jej oddawać Galenowi Wayttowi. Jego czarne spojrzenie odnalazło jej piękne, błyszczące oczy, kiedy się na nim zaparła, żeby na niego spojrzeć. A wytatuowane palce wciąż sunęły po jej rozgrzanej skórze - będziemy. Wszystko co tylko chcesz - spiął mięśnie na brzuchu, które zarysowały się pod skórą, żeby do niej sięgnąć, musnąć wargami jej pełne, słodkie usta - tylko mnie już... - nie dokończył, bo klamka w drzwiach poruszyła się nieznacznie, a potem za wrotami usłyszeli głos Mariany.
- Amra co tu robisz? - kroki zbliżyły się do drzwi, a klamka podniosła się do góry.
- Miałam zły sen i chciałam przyjść do Galena - odezwała się dziewczynka, tuż za drzwiami - on zawsze jak mam zły sen, to opowiada mi bajki - wyjaśniła.
- Ale teraz go nie ma kochanie...
- A kiedy wróci? Zadzwonimy do niego?
Madox spiął się pod Pilar, a kiedy kroki oddaliły się od drzwi, to wypuścił powietrze, które nieświadomie wstrzymał, prosto w jej zaróżowione policzki. Usiadł sadzając ją na sobie.
- Idź do niej - nie chciał, żeby szła. Nie chciał jej wypuścić, żeby go zostawiała. Ale kurwa... Nie mógł być takim egoistą, nie jeśli chodziło o ich córkę - kiedy Wyatt wraca? - zapytał, zaglądając znowu w jej piękne, czekoladowe oczy. Przesunął palcami po jej policzku, odgarniając z niego niesforny kosmyk, zakładając go jej za ucho. Serce znowu mu pękało na milion jebanych kawałków...
On. A z drugiej strony Galen Wyatt, który był idealnym ojcem, który opowiadał Amrze bajki, kiedy miała zły sen, do którego gabinetu szła rozespana szukając pocieszenia. Galen Wyatt, który mógł im zapewnić wszystko, na co zasługiwały. A on... On nie mógł nic.
Zabrał rękę, odsunął się od niej. Bo może tak byłoby lepiej. Bo oni nie mieli już wcale po osiemnaście lat, nie liczyło się to, co chcieli, bo teraz przecież najważniejsza powinna być dla nich Amra. Ich dziecko. Pierdolone połączenie dusz w postaci tej małej istotki, której śnił się może właśnie jakiś straszny diabeł. Taki sam, jak ten, który był jej prawdziwym ojcem.

ve a verla 𐙚⋆°。⋆♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Mówił, że już tam nie trafi.
Że nie skończy w więzieniu, jak przez ostatnie sześć lat.
Tylko skąd on mógł mieć tą pewność? Sam dobrze wiedział, w co się ostatnimi czasy pakował, jak na każdym kroku mieszał się w nielegalne interesy, jak duże przekręty rozbił związane z działalnością ojca. Nie był nietykalny. Nieuchwytny. Prawda była taka, że jeden niewłaściwy ruch mógł go zaprowadzić z powrotem za kraty i to w dodatku na o wiele dłuższy wyrok. Za czyny, które faktycznie popełnił i tutaj nie pomógłby nawet najlepszy na świecie adwokat, nie tylko ten z Nowego Yorku. Żadne pieniądze by go stamtąd nie wyciągnęły.
Madox tego nie widział, ale Pilar już tak.
Przecież ona od kilu lat łapała takich, jak on. Ludzi, który bawili się z prawem w kotka i myszkę. Widziała, jak ludzie niszczyli sobie życia, jak szczególnie w narkotykowym zostawiali na wolności całe rodziny, dzieci, kurwa szanse na lepsze życie i ona naprawdę nie chciała tego dla niego. Chciała go mieć blisko. Dlatego chociaż ją zapewniał, Pilar wciąż kręciła głową, wtulając policzek w jego szorstką lecz ciepłą dłoń. W niego całego się wtulała, bo kurwa odkąd wylądowali w tym pieprzonym gabinecie, nie potrafiła się nim nasycić. Jakby w półtorej godziny chciała nadrobić te wszystkie stracone lata.
Ja też cię proszę — spojrzała mu głęboko w oczy, dłonią błądząc po jego takim torsie. Na moment spuściła wzrok na jego tatuaże. Dużo ich przybyło odkąd ostatnim razem miała go tak blisko siebie. Wtedy pierś zdobił jedynie ten z dzielnym lwem, teraz była ich cała masa. Przesunęła pod nich palcami. Chciała zapytać o każdy jeden z nich, dowiedzieć się gdzie je robił i co dla niego znaczyły, czy któryś zrobił z myślą o niej.
Teraz jednak nie było na to czasu, na tak małostkowe rozmowy, bo przecież mieli wiele poważnych kwestii do przedyskutowania. Jak chociażby to, czego ona od niego oczekiwała. Chciała mu powiedzieć prawdę: że nie wiedziała. Nie miała kurwa pojęcia, co oni powinni w takiej sytuacji zrobić. Bo chociaż była już dorosła i miała łeb na karku, tak kurwa jeśli chodziło o niego, wciąż czuła się jak ta ślepo zakochana nastolatka. Otworzyła ust, jednak nim wydała z siebie jakiekolwiek dźwięki, on zasłonił jej wargi dłonią. Nie chciał wiedzieć.
Chciał, żeby była jego.
I będzie. Była. Cały czas przecież była, co zresztą mu już powiedziała, a w samej chwili nawet sięgnęła do jego pałcy zębami i nadgryzła delikatnie. Nie mogła się powstrzymać. Móc czuć go na swojej skórze, oddychać jednym powietrzem, patrzyć w jego oczy… kurwa to było pierdolone spełnienie marzeń. Rarytas. Produkt premium, deficytowy, do którego nie miała dostępu przez tak wiele lat. I jak ona miała go wypuścić? Jak mogła pozwolić mu odejść, kiedy nawet nie chciała pozwolić mu wstać z podłogi? Znowu się na niego rzuciła. Znowu wpiła się w jego usta zachłannie, kradnąc resztki powietrza. Czuła jak jego dłonie przesuwają się po pośladkach, kreśląc tylko sobie znane ścieżki, podczas gdy ona ponownie jęknęła prosto w jego rozchylone wargi.
Nigdy już… — one też nie dokończyła, dysząc mu prosto w twarz, bo tuż za drzwiami wybrzmiały głosy. Pilar zamarła w pół ruchu tuż na nim, przyklejona do rozgrzanego ciała, czując na sobie każde jedno uderzenie serca, które waliło mu w piersi.
Amra.
Spojrzała w ciemne oczy Noriegi, gdy oboje nasłuchiwali jak dziewczynka dyskutuje z Marianną. Faktycznie Galen czytał jej bajki na dobranoc, wtedy gdy Pilar nie mogła. Może i nie były tak ciekawe jak hisotria o rycerzu, który kochał mango, ale też z równie pięknymi morałami. Galen miał cierpliwość do dzieci. Z początku co prawda mocno go obrzydzały, ale dobrze sprawdzał się jako opiekun. To on w ich duecie był tym odpowiedzialnym i chyba nikogo to nie dziwiło. Pilar nie zliczyłaby, ile razy dostała opieprz za to, że organizuje dziecku niebezpieczne rozrywki, jak wyścigi alejkami w wózku sklepowym, czy właśnie strzelanie z procy. Amra była do niego przyzwyczajona. Lubiła go, może nawet kochała, tym swoim małym, dobrym serduszkiem. Wyatt nie zrobił nic złego, nie zasłużył na to, żeby po prostu zostawić go jednego dnia bez słowa. I właśnie dlatego z chwilą, w której Marianna odciągnęła Amrę, mówiąc że rano zadzwoni do Galena, Pilar wypuściła mocno powietrze w klatkę piersiową Madoxa. Schowała twarz w jego szyi, jeszcze raz zaciągając się jego obłędnym zapachem.
Idź od niej.
Chce zostać z tobą — mruknęła na jego słowa. Naprawdę nie chciała iść. Miała jakieś takie przeczucie, że jeśli znowu wypuści go i pozwoli odejść, już więcej mogą się nie spotkać, że znowu coś mogło wyjebać się po drodze. Bała się. — Chce cię ciągle czuć, dotykać, całować — błądziła dłońmi po jego ciele, gdy mówiła, usta przystawiając do rozgrzanej skóry i rozpoczynając wędrówkę pocałunkami w dół, prosto na jego umięśniony tors. Wiedziała, że pewnie powinna iść od Amry i zwolnić już Mariannę do domu, w końcu było późno, ale kurwa… jak ona nie potrafiła sobie go odmówić, to przecież było chore. Dopiero pytanie kiedy wraca Wyatt sprowadziło ją nieco na ziemie. Podniosła głowę, zaglądając w ciemne oczy.
Za dwa dni — odpowiedziała spokojnie, chociaż serce znowu łomotało jej w piersi. Kurwa, ile ona by dała, żeby wyjechał na dłużej, żeby miała więcej czasu zastanowić się, jak to wszystko rozegrać, jak załatwić… poukładać to sobie jakoś sensownie w głowie. Ale nie, mieli tylko dla dni. Usiadła na nim okrakiem i pociągnęła go w górę, zaglądając mu głęboko w oczy. — Powiedz, że coś wymyślimy — odezwała się ponownie, przesuwając dłońmi po jego ramionach. — Obiecaj mi, że mnie już nie zostawisz — potrzebowała tego. Kurwa jak bardzo ona potrzebowała tego zapewnienia. Po raz kolejny w swoim życiu miała zamiar wywrócić wszystko do góry nogami, dlatego musiała wiedzieć, że Noriega będzie po jej stronie. Że nie zostawi jej z tym samej, tak jak kiedyś. Głośny stukot tuż nad nimi dawał o sobie znać. Amra biegała po swoim pokoju, za nic nie chcąc pewnie załadować się do łózka, domagając się atencji do tego stopnia, że Pilar w końcu zeszłą z niego. Walcz z małym, ogromnym chłodem, jaki zawładnął jej ciałem, złapała za swoje ciuchy i niezdarnie je na siebie założyła, podczas gdy Madox robił to samo.
Kiedy znowu cię zobaczę? — spytała naiwnie, łapiąc jego spojrzenie z drugiego końca pokoju. Czy ona naprawdę była gotowa mieć kurwa r o m a n s za plecami swojego męża? Kurwa. A pomysleć, że zawsze kurewsko brzydziła się zdradą. Pierdolona hipokrytka. Tylko tutaj nie dało się mieć jakiegokolwiek sumienia, nie kiedy on stał po jebany oknem i ciągle ise na nią patrzył, rozbierał ją kurwa wzrokiem i chociaż Pilar podeszła już do drzwi, żeby wyjść, wrócić do swojej codzienności, tak jego jedno przedłużone spojrzenie sprawiło, że jeszcze odepchnęła się od ściany i znowu do niego podbiegła.
Kurwa — tylko tyle zdążyła z siebie wydusić, nim nie wskoczyła mu na biodra i nie wpiła się chaotycznie w jego usta. Ostatni raz. Na pożegnanie. Agresywnie, jakby jutro naprawdę było pod znakiem zapytania. — Kocham cię — wydyszała na raty, pomiędzy tym jak muskała i przygryzała jego wargi. — Kocham cię, Madox — i właśnie z takimi słowami na ustach go zostawiła, nim coś nie jebło na górze, a zaraz w domu wybrzmiał płacz Amry. Naprawdę musiała iść. Ostatni raz zagryzła jego wargę praktycznie do krwi, a potem odepchnęła się od niego i już nie odwracając się za siebie, wybiegła z pokoju. Nie mogła na niego spojrzeć, bo nigdy by nie wyszła. Serce waliło jej jak szalone, a ciało i głowa chyba po raz pierwszy poczuło w sobie… nadzieje. Bo może to faktycznie mogło się udać? A może to tylko skok endorfin i bajecznych orgazmów tak na nią działał.

te quiero, madox
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”