24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Halo! Jakie utopiłam?! - oburzyła się czym prędzej. - To ty zdecydowałeś się mnie prawie dźgnąć swoim przyrodzeniem, a później zostałeś wessany pod powierzchnię wody niczym złota rybka spływająca w wychodku! - odparła zdenerwowana i machnęła ręką. - Ale dobrze, powiedzmy, że zaufam ci w tej gestii i mam nadzieję, że nie będę tego żałować! - Uniosła wskazujący palec prawie grożąco, chociaż na jej ustach pojawił się nawet nikły uśmiech. Spojrzała na niego przez moment, słuchając go uważnie, ale za cholerkę nie potrafiła zrozumieć, jak niby jego rola miała być gorsza niż ta jej. W końcu nie żył tak jak ona w ubóstwie! - I powiedz mi, co niby takiego ciężkiego jest w twojej roli... życiu? - uniosła brew niezadowolona. - Na razie twoje życie dla mnie brzmi jak jedna z tych baśni, które opowiadają po zmroku przy palącym się ogniu. - Westchnęła cicho, marząc, żeby kiedyś i ją dotknęło coś tak cudownego.

Ahhh... dreams, eh?

Wpatrywała się w jego tęczówki przez dłuższą chwilę, czując niespotykane jej wcześniej ciepło przechodzące przez policzki. - Tak, proszę. Byłabym bardzo wdzięczna i bede twoją dłużniczką - uśmiechnęła się niemal czule w jego kierunku i ściskając jego dłoń, wypuściła z ust jego imię. - Lysander... - Uśmiechnęła się trochę szerzej. - Lys. Tak będę do ciebie mówiła - zaśmiała się pod nosem, zanim z całego zachwytu wiadomością, że jednak wybiorą się na tę wycieczkę, wylądowała prosto na jego klatce piersiowej. - Nie chcę! - mruknęła niezadowolona, unosząc buzię, żeby spojrzeć prosto w jego twarz, ale po chwili po komnacie rozniósł się pisk słodkiego konika morskiego, który... CO?! Podniosła się szybko, poprawiając sukienkę i wsuwając włosy za ucho, po czym czym prędzej ruszyła za nim. Nie będą się rozmnażać! W żadnym wypadku!

Dech zaparł jej w piersiach, kiedy tylko zobaczyła tyle cudownego jedzenia. Yubi wręcz rzuciła się do stołu i zaczęła kosztować różnych owoców, glonów i całej reszty tych dziwactw, których w życiu na oczy nie widziała. Po chwili podniosła coś, co przypominało grejpfruta, ugryzła skórkę i... Fu. Jakie gorzkie. Skrzywiła się okropnie, odkładając owoc czym prędzej, ale zaraz dorwała się do truskawek i wtedy już oczy jej się zaświeciły. - Lys, spróbuj! Jest mega pycha! - rzuciła uradowana, przystawiając truskawkę prosto do jego ust. Hmmm... Czy on właśnie naprawdę zaczynał być jej kompanem?

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Niczym nie miałem zamiaru cię dźgać! Nie wiem nawet skąd takie insynuacje! Zresztą chyba ci się podobało, skoro ręka sama ci na niego weszła - prychnął, bo jeszcze tego brakowało, żeby owa niewiasta wątpliwych obyczajów go o coś oskarżała. On to pamiętał zupełnie inaczej i jeśli będzie trzeba to przekona ją, że prawda leży po jego stronie! Bo co jak co, ale on nie atakował panien, które nie chciały! Miał swój honor rycerski nawet, jeśli rycerzem nie był. Ale mieczem umiał się posługiwać, różnego rodzaju, tak dla jasności. - Ja z pewnością nas nie zabije, bo mi zależy, żeby wrócić do domu. u ciebie najwidoczniej to kwestia dość sporna - odpowiedział, krzywiąc się. Trochę zapragnął w tej chwili zjeść tego sera żółtego z winogronami, o którym wcześniej wspominali, ale czuł, że a takie coś nie można było pod wodą liczyć. Toć to był prawdziwy rarytas! - Nie mogę robić tego, co chcę. Zasady, nakazy, panna, która zostanie mi ofiarowana. A co, jeśli ja bym się chciał zakochać z miłości, a nie dlatego, że tak nakazuje prawo i żeby było korzystnie dla mojej rodziny? - westchnął. Nie było mowy, aby ta wieśniaczka to zrozumiała, ale nie oczekiwał tego. Ludziom się wydawało, że życie bogatego było super i chociaż miało naprawdę wiele korzyści, jak częste kąpiele, ładne stroje no i dobre jedzenie, tak nie było idealnie! Wszystko miało swoją cenę, a on już wiedział, że jemu w udziale przypadnie ta pryszczata ciemnowłosa Giselle, która niedługo upodobni się do prosiaka, na którego wpadła wcześniej jego towarzyszka. Jak miał z nią dziedzica spłodzić, jak nawet jej dotknąć nie chciał?!
-Baśnią to będzie nasza przygoda, jeśli dotrwamy do końca! jeśli nie my, nikt jej nie opowie - zauważył, zerkając na nią. nie specjalnie, chociaż… nie, jednak specjalnie, b chciał trochę widok podziwiać, kiedy w tej sukni stała taka jasna i czysta, zupełnie do siebie niepodobna. - W takim razie da się załatwić, Yubi z rodu Wang - uśmiechnął się do niej. Trzeba przyznać, że jej dłoń była niebywale przyjemna i ciepła. - Lys… niech będzie, ale jak wrócimy do nas będziesz musiała mówić moje pełne imię, więc się za bardzo nie przyzwyczajaj! - ostrzegł ją. Bo zasady były i dobre wychowanie nakazywało. Co innego, że na dworze będzie musiała mówić Sir albo paniczu, ale o tym ją jeszcze poinformuje, jak już ją wkręci do roboty.
A kiedy tak na nim leżała! Ach, to było chyba najprzyjemniejsze uczucie jakiego doświadczył w ostatnim czasie. Niby miał na sobie wiele panien, ale kurczę, to było coś zupełnie innego i nie tylko cielesnego! Że też konik musiał się pojawić, biorąc ich na kolację. Mógłby ten czas zatrzymać na chwilę dłużej.
Zaczął zajadać się kulturalnie, nie to co Yubi, owocami morza, sięgając nawet po egzotyczne owoce, których ona pewnie nie znała biorąc pod uwagę jak wgryzła się w skórkę jednego z tych, które trzeba było najpierw obrać. Zaraz został zaatakowany truskawką, którą delikatnie zamknął w zębach, patrząc przy tym na dziewczynę.
-Aż tak mnie polubiłaś, że postanowiłaś mnie karmić? - zaśmiał się, chociaż był pewien, że jego policzki poróżowiały.
A kiedy się najedli i napili, konik morski oznajmił im, że jutro z samego rana ruszają na wyprawę, więc powinni się teraz porządnie wyspać, bo po drodze już nie będzie takich wygód.
-Nadal chcesz tam iść? - spytał, kiedy wrócili do komnaty. No teraz musieli rozwiązać ten problem spania, bo łóżko magicznie się nie rozmnożył.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta jego arogancja i pewność siebie doprowadzały ją do szału! No i co z tego, że on chciał wrócić do domu, a ona nie?! Jaka to niby była różnica? Starała się nie zapowietrzyć tam przed nim ze złości, tylko grzecznie wysłuchać do końca tego całego monologu, który w dzisiejszych czasach mógłby uchodzić za coś na miarę TED Talku. No ale anyways... stała więc i słuchała, a sam fakt, że ten imbecyl w ogóle wspominał o zakochaniu się, nieoczekiwanie ją poruszył. Przez krótką chwilę zrobiło jej się jakoś smutno i nabrała ochoty, żeby do niego podejść, objąć go i zapewnić, że jeszcze wszystko będzie dobrze. - Przykro mi. Mam nadzieję, że jednak będzie ci dane być z kimś, kogo naprawdę pokochasz - powiedziała, zerkając na niego uważniej. Dopiero po chwili zorientowała się, że jej ciało niemal samo lgnęło w jego stronę, zupełnie jakby naprawdę zamierzała go przytulić. Speszyła się tym nagłym odruchem, zwłaszcza że zrobiło jej się dziwnie gorąco gdzieś w podbrzuszu, a serce zaczęło bić zdecydowanie szybciej, niż powinno. Zestresowana własną reakcją odsunęła się do tylu o kilka kroków i odchrząknęła, próbując odzyskać rezon. - Tak, mam nadzieję, że to właśnie my będziemy głównymi bohaterami tej baśni - odparła, posyłając mu szeroki uśmiech, uradowana tym, że jednak zgodził się na ich małą eskapadę. - Dobrze, Lys! Postaram się pamiętać, że jednak posiadasz również tę dłuższą wersję imienia. - Zaśmiała się pod nosem i ruszyła razem z nim w kierunku jadalni.

Nie potrafiła ukryć ekscytacji na widok wszystkich owoców i innych pyszności, które znalazły się przed jej oczami. Dla kogoś, kto dziennie jadał kromkę chleba albo jedno jabłko, o ile w ogóle miał tyle szczęścia, ta ilość jedzenia wydawała się wręcz niewyobrażalna. Przecież mogłaby się tym żywić przez cały rok! Parsknęła śmiechem, gdy ugryzł kawałek truskawki. - Cicho. Będę cię lubiła przynajmniej na czas naszej wycieczki - zapewniła z nieznacznym uśmieszkiem. Przez chwilę wydawało jej się nawet, że na jego policzkach dostrzegła delikatny róż. Hm... wyglądał uroczo. Szybko odwróciła wzrok, próbując odgonić od siebie te niedorzeczne myśli, zanim ponownie zrobiłoby jej się gorąco...eh.

Po wejściu do komnaty zerknęła na niego, po czym bez większego skrępowania ściągnęła sukienkę i odłożyła ją na bok, pozostając w samej bieliźnie. - Tak, nie możemy zaprzepaścić takiej szansy! - oznajmiła pewnie, wdrapując się na łóżko i wsuwając nogi pod kołdrę. Spojrzała na niego wyczekująco, a na jej ustach pojawił się uśmiech. - Dołączasz?

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Powinien wcielić swój plan w życie - zostawić ją w tym niechlubnym miejscu, gdzie mogłaby sobie poszukać przyjaciół pośród stworzeń morskich, być może zostając Krabią Królową. Nie przejmując się jej losem, porzucić w miejscu, w którym z pewnością będzie jej lepiej niż w domu (bo nie był aż tak słaby na umyśle, aby nie wywnioskować, że niewiele ją tam trzymało), a samemu wrócić do luksusów, do których nawykł, a które znacznie odbiegały od noszenia używanych szat i rozmowy z Krabem, który mianował siebie Królem. Absurdalne!
A jednak przyłapał się na myśli, że wcale nie chciał aż tak szybko wracać. gdzieś zakorzeniło się przeświadczenie, że w końcu mógłby być wolny, chociaż na chwileczkę i zbadać świat, który wykraczał znacznie dalej, niż granice bezpiecznego królestwa. Brzmiało jak prawdziwa przygoda i jeśli miał ją dzielić z wieśniaczką, chyba cena była warta zapłaty?
-To musiałby być ktoś naprawdę wpływowy, z kim ślub okazałby się wyjątkowo wartościowy. No i moja aktualna wybranka musiałaby zemrzeć na czarną gorączkę, żeby nie wybuchła wojna - stwierdził, lekko brwi marszcząc. Nie rozumiał, czemu w ogóle jej o tym mówił, ale jakoś tak okazało się, że prowadzenie z nią rozmowy jest całkiem przyjemne pomimo jej braku w słowach. Prosty język też potrafił dać ukojenie. Może to przez otoczenie? Skoro znajdowali się w dziwnym miejscu to i dziwy wylatywały z jego ust!
Widząc jak do niego podchodzi, tak wolniutko, niepewnie, jakoś serce mu mocniej zabiło! Co to za czary rzucała, tak nim manipulując? Potrzebował od niej oddechu, chociaż w środku wiele krzyczało, że to kłamstwo. Ach, doprawdy, dziwy pełną parą! Bo wcale nie chciał, żeby się odsuwała. Chciał ją blisko siebie, tak na wyciągnięcie ręki.
Jak dobrze, że z tych rozważań wybawiła go uczta. Tam przynajmniej mógł skupić się na potrawach uważając mimo wszystko, co je. Nie chciałby, żeby później żołądek odmówił mu posłuszeństwa, bo nie sądził, żeby w tym miejscu znajdował się korzystny i zadbany wychodek, a on nawykł do tego, by jednak srać do złotego garnca.
-Tylko się nie zakochaj. Pamiętaj, że jestem obiecany innej - skomentował, uśmiechając się figlarnie. To dopiero byłyby niesnaski, gdyby jej serce zabiło mocniej na jego widok! Tylko czy faktycznie byłoby takie straszne? Na litościwego Boga, co to były za czarcie podszepty?!
Aż brwi uniósł zdziwiony, kiedy w komnacie tak ochoczo ściągnęła z siebie suknię, prezentując ciało w bieliźnie. Jak niestosownie, a jednak oczy cieszyło. To miejsce pełne było grzechu i kapłani pewnie już teraz odmawialiby modły, by udzielić rozgrzeszenia.
-To już ten etap znajomości, że zapraszasz mnie do łoża? Trochę nie przystoi damie, która podobno nadal jest w czystości - skomentował pewnie, samemu ściągając poszczególne części garderoby, zostając w kalesonach. Normalnie pozbyłby się i ich, ale nie chciał jej peszyć. Nawet, jeśli już go w ręce miała.
Położył się w łożu, zachowując bezpieczną odległość.
-Postaraj się w nocy nie wodzić po mnie rękami. To mogłoby się skończyć dla ciebie niebezpiecznie - uśmiechnął się, obracając na bok, plecami do niej. Ot, żeby nikogo nie kusiło. - Musimy się wyspać. Konik morski powiedział, że ruszamy rano - powiedział, zamykając oczy i licząc, że sen szybko nadejdzie.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten mężczyzna wypowiadał tak wiele przeróżnych słów, których momentami zwyczajnie nie rozumiała, a żeby nie wyjść w jego oczach na jeszcze bardziej przygłupią, to… starała się po prostu go słuchać i, no cóż, nie odzywać się zbyt wiele. I tak było jej już wstyd, że nie potrafiła czytać, ale była to umiejętność nauczana w domach, w których faktycznie rzucało się woreczkami z monetami, szylingami czy jakąkolwiek inną walutą obowiązującą w tamtej krainie, na stół… U niej w domu panowało ubóstwo, a otoczka bogatszego, bardziej prosperującego życia ukazywała się jej oczom właśnie teraz.

Podczas wielkiej uczty raz po raz zdarzało jej się zerknąć na niego odrobinę dłużej, niż powinna. Tak na dobrą sprawę, kiedy nie podnosił głosu i nie zachowywał się jak skończony patafian, całkiem przyjemnie spędzało się z nim czas i rozmawiało. Jednak gdy usłyszała ten tekst o zakochaniu się, o mały włos się nie zakrztusiła! - Nie martw się! Nie grozi mi zakochanie się w tobie - prychnęła pod nosem. - Ja natomiast muszę przestrzec ciebie, bo jestem idealnym materiałem, aby ktoś się we mnie zakochał. - Sapnęła teatralnie, odrzucając kosmyki włosów do tyłu.

Leżąc w łóżku, przyglądała mu się, przewracając oczami. - Nie kpij sobie ze mnie, moja czystość ma się wręcz idealnie i nawet przez moment nie czuję, abym była pokuszona twoją osobą - rzuciła niezadowolona pod nosem. Chociaż z każdą kolejną sekundą, przyglądając się temu, jak się rozbierał… Cóż… Może jednak nie mówiła do końca prawdy. A przynajmniej tak jej się wydawało. - Czekaj, nie chcesz nawet porozmawiać? - zapytała rozkojarzona, gdy odwrócił się do niej plecami. Jak on chciał, żeby zasnęła jak gdyby nigdy nic w zupełnie nowym miejscu?! Po chwili w komnacie nagle zapadła ciemność, a Yubi nie wiedziała, co ze sobą zrobić. - Lys… - mruknęła, a po chwili podniosła głos. - Lysander, śpisz? Boję się.

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, kiedy tak ochoczo zapewniała go, że wcale nie grozi jej zakochanie się w nim. Lysander śmiał w to wątpić, bo wiedział przecież, że jest raczej dobrej urody podobając się niewiastom, jak i niektórym paniczom, a na dodatek, czy zakazany owoc nie smakował najlepiej? Ludzie łaknęli do tego, czego nie mogli od razu mieć, więc był pewien, że gdyby tylko się postarał, serce Yubi wieśniaczki zabiłoby dla niego znacznie szybciej! Aż się speszył wewnętrznie na podobne myśli, bo zapragnął by faktycznie tak było. Przez jeden krótki moment, podszept szatana, uznał, że to byłoby całkiem przyjemne. Głupi on! Wystarczyło na chwilę opuścić gardę i jego umysł przez zło był atakowany! Niecne podszepty sił nieczystych.
-W takim razie zobaczymy, Yubi z domu Wang, kto w kim się pierwszy zakocha! - powiedział z wyzwaniem, urozmaicając tym samym ich przygodę. Musiała jednak wiedzieć, że nie nawykł do przegranych, więc to po jej stronie będzie się ona znajdowała.
Łoże, w którym się znajdowali, mogłoby idealnie nadawać się do wprowadzenia planu w życie - rozkochania w sobie tejże niewiasty, która tak zapewniała o swojej czystości. Och, Lysander mógłby ją bardzo szybko zabrudzić.
-Przekonamy się rano, panno Yubi. Noc jeszcze długa, chociaż do świtu zapewne pozostało niewiele. Ciężko ocenić, kiedy nie widzi się światła słonecznego - skomentował. Niestety, tu nie był w stanie ocenić, ile faktycznie mieli przed pobudką. Liczył, że konik morski trochę zaśpi, dzięki czemu zyskając kilkanaście minut więcej. - Jutro mamy wyprawę, będzie jeszcze czas na rozmowy - zapewnił, ziewając. Dopiero kiedy położył się na miękkim łożu dotarło do niego, jak bardzo był zmęczony. Na Boga Wszechmogącego, zasłużył na sen po tych przygodach.
Zaczął powoli odpływać, śniąc o latających koniach oraz przemawiających do niego drzewach, kiedy został obudzony głosem przyciągającym uwagę. Początkowo subtelny, z czasem wwiercał się w jego umysł.
-Teraz już nie. Obudziłaś mnie. Czy takie panują zasady w wieśniakowie? - mruknął markotnie.

yubi
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie no, on chyba sobie z niej jakieś głupie żarty robił. Nie było szans, żeby się w nim zakochała! Yubi z domu Wang nie bawiła się w takie rzeczy. Uczucie najbliższe miłości to może miała wtedy, gdy wgryzła się w tę truskawkę, którą im teraz serwowano, i poczuła, że coś faktycznie uwielbia. Ale miłość? Takie in M I Ł O Ś Ć? W stosunku do niego? EW. Spojrzała na niego przez moment, mrużąc oczy, po czym parsknęła pod nosem. - Powodzenia, Lysandrze. Uprzedzam cię, że tę bitwę na bank przegrasz - zaśmiała się cicho. Chociaż jej spojrzenie coraz częściej wędrowało w jego kierunku, jakby jakaś wyjątkowo zdradziecka część jej mózgu uznała, że warto jednak sprawdzić, czy nadal był przy niej. No i jej serce… jej serce chyba zrobiło fikołka czy coś, bo nagle zaczęło bić jej jakoś dziwnie. Za szybko. Zdecydowanie zbyt podejrzanie jak na kogoś, kto przed sekundą oficjalnie ogłosił, że w żadną miłość się nie bawil.

Nie mogła uwierzyć, że zasnął tak szybko. Serio? Nawet światło jeszcze nie zdążyło dobrze zgasnąć, a ten już sobie odpływał do krainy boga piasku mając kompletnie w czterech literach, że coś mogło ich zaraz zaatakowac. No właśnie. To niewdzięczne światło zgasło, a jakieś dziwne szmery zaczęły wydobywać się z zewnątrz, doprowadzając ją powoli do zawału i prawdopodobnego spotkania z przodkami. Więc oczywiście próbowała go obudzić. Raz. Drugi. Pięćdziesiąty szósty... Po tych wszystkich próbach nareszcie się odezwał. - No nareszcie, ile można na ciebie czekać?! - fuknęła niezadowolona, szturchając go w plecy. - Obróć się, boję się, Lys. Coś tutaj co chwilę wydaje dziwny dźwięk, a ja się boję sprawdzić! - Wyszeptała to doniośle XD i przysunęła się bliżej do niego. - Lyssssss - jęknęła ciszej, już mniej bojowo, a bardziej dramatycznie. - Przytulisz mnie??? Bo jak coś wyjdzie spod łóżka, to wolę, żeby najpierw zjadło ciebie. Ty jesteś większy, dasz mi kilka sekund przewagi.

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kiedy był zmęczony, nie potrzebował specjalnie wiele czasu, by zasnąć. U niego w domu nigdy nie było głośno, służba dokładnie wiedziała, jak ma się zachowywać, c jedynie sprzyjało odpłynięciu. Nie wiedział, jak działało to u biedoty i prawdę powiedziawszy nigdy nie przykładał do tego specjalnie wagi, rozkoszując się uciechami, które dawało mu pochodzenia. Zabawne, że w towarzystwie tej niewiasty punkt widzenia trochę mu się zmieniał i jakoś tak, zaraz przed całkowitym zaśnięciem zaczął rozważać, czy ona wogóle kiedykolwiek leżała na tak wygodnym łożu i na czym w ogóle spała? Zaraz jednak poszybował do tylko sobie znanej krainy, przeżywając w niej przygody. To czasu, aż nie postanowiła go zaatakować, z owego snu wyrywając. nic dziwnego, że zrobił się na chwilę markotny, musząc dojść do siebie. I jak miał zyskać energię na jutro, skoro na wieśniaczka zachowywała się niczym w oborze?
-Tyle ile trzeba. Jest noc, nawet w tej jaskini można to wywnioskować. Wy nie śpicie w nocy? - żachnął się, przeciągając. Miał ochotę ponownie oczy zamknąć, ale ta znowu mówić zaczęła. och, jak ona go denerwowała! Na równi z fascynacją, którą odczuwał wcześniej, a która aktualnie przestała istnieć. Może powinien jej usta zamknąć w tylko sobie znany sposób?
-Boisz się? Chcesz iść przez straszne miejsca, a boisz się leżeć w łóżku? Dziwna jesteś, Yubi z domu Wang. Tu nie ma niczego strasznego, konik morski nie jest krwiożerczy - odpowiedział, obracając się w jej stronę. Spojrzał w pół ciemności na jej błyszczące oczy i twarz, która faktycznie wyrażała przerażenie. No litości, no to mu się wspaniała kompanka trafiła. - Ty to jednak szukasz usilnie sposobu, żeby mnie dotknąć - westchnął, ale przytulił ją delikatnie czując jak drgają mu elementy ciała, które powinny być teraz uśpione. Jej wina, co miał poradzić. - Czy teraz możemy spać? Zostało naprawdę niewiele czasu - szepnął, zamykając oczy.
Pozwolił sobie spać, tuląc niewiastę do siebie. A kiedy się obudził, nic w ich pozycji nie uległo zmianie. No może poza położeniem jego gwardzisty, ale on każdego ranka stał na baczność!
Usiadł na łożu, zdając sobie sprawę, że ktoś dobija się do drzwi. Wysunął się spod kołdry, zerkając w dół. No nie opadnie tak szybko. Westchnął, otwierając wrota, wpuszczając do środka konika morskiego.
-Pora się szykować. Kąpiel jest już gotowa, prowiant przygotowany. Król daje wam godzinę - poinformował piskliwie stworek, zaraz wychodząc z pokoju.
-Ej, Yubi! Musimy wstawać - rzucił głośniej, ziewając. Zgarnął swoje szaty, udając się w kierunku łaźni, w której stała wielka wanna a gorącą wodą. Ciekawe, jak ją podgrzali.
Zsunął z siebie bieliznę, zanurzając się w kąpieli. Ach, jakie to było przyjemne!

yubi
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już miała mu odburknąć, że wcale nie szukała sposobu, żeby go dotknąć, bo halo, to był zwykły instynkt przetrwania, a nie żadne podejrzane zachcianki jej ciała? No chyba go powaliło... ale wtedy Lysander ją objął, przyciągnął bliżej i cała jej wielka przemowa, której tak na dobrą sprawę nie miała przygotowanej w głowie bo zdecyowała się pójść w kompletne impromptu... poszla się walić. - mhm - mruknęła tylko, wciskając twarz w jego pierś. - spijmy... ale jak coś mnie w nocy zje, to będę cię naiwedzać jako duch. - przysunęła się jeszcze odrobinę. Tak tylko, żeby nie zmarznąć, a po kilku minutach zasnęła wtulona w niego mocno.

Rano obudziło ją dopiero jego wołanie. Jęknęła w poduszkę, przewracając się na bok. - Nieee, ja jeszcze nie skończyłam umierać… - Dopiero kiedy zorientowała się, że naprawdę poszedł do łaźni bez niej, zerwała się z łóżka i poczłapała za nim zaspana. Na widok wielkiej wanny, parującej wody i koników morskich trzymających gąbki, zatrzymała się gwałtownie. - Okej. To jest… um... - zrzuciła z siebie ciuchy i wsunęła się ostrożnie do wody, od razu wydając z siebie ciche westchnienie ulgi. - Na brode merlina! Jak ja potem mam wrócić do mycia się w misce? - Jeden z koników podpłynął/podfrunął do niej i zaczął szorować jej ramię. - Czy ja właśnie jestem myta przez konika? Chyba śnię! - Koniki, niewzruszone jej kryzysem, zaczęły trajkotać o krainie, do której zmierzali. O księciu Xanderze, któremu żadna kobieta nie mogła się oprzeć, choć on nie chciał żadnej. I o drugim księciu, którego imienia aż strach było wypowiadać, bo podobno grzeszył z tą samą płcią. Panna Wang zamrugała kilka razy, po czym westchnęła i spojrzała na Lysandra. - Co jeśli jakimś cudem każdy z nich się w nas zakocha i będziemy mieszkali w jednym zamku? Wyobrażasz to sobie, Lys? Ty, ja, książę Xander i ten tajemniczy skandal na nogach? O ile miał nogi rzecz jasna! Brzmi jak coś czego byś nienawidził. Sign me up. XD

lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Trzeba było przyznać, że śpiąc z Yubi wtuloną w jego ciało, spało mu się znacznie lepiej i na dodatek rano wstał jakiś taki bardziej rześki, jakby faktycznie miała na niego zbawienny wpływ, pomimo niewielu godzin odpoczynku. Jasne, że nie miał najmniejszego zamiaru mówić tego na głos, bo jeszcze by się panna przyzwyczaiła, a spotkałoby ją rozczarowanie. Miał dobre serce i nie chciał łamać tego, które należało do niej. Tak to sobie wszystko tłumaczył!
Całe szczęście musiał porzucić owe rozmyślania na rzecz mycia się - a raczej bycia szorowanym przez rozgwiazdę wielkości koła od karocy (przecież to było niebywałe!). Nie było mowy, aby skupił się na czymś innym w momencie, kiedy jego ciało było poddawane higienicznej przyjemności przez kilka ramin? rąk? Co one właściwie miały?
Starał się oczywiście nie patrzeć na nagą dziewczynę, która zanurzyła się w tej samej co on wannie. To nie było po bożemu, musiała to wiedzieć! Zaraz jednak wpatrzył się, jak koniki morskie myją delikatnie jej ciało i cholera, to był naprawdę bardzo fajny widok. Jak dobrze, że teraz udało mu się gwardzistę opanować, bo nie chciał, żeby całe podwodne królestwo dowiedziało się, że nie radził sobie z tym i owym. Niby się nie wstydził, ale plotki na jego temat były zbędne!
-Pewnie pierwszy raz ktoś cię myje, co? - skomentował. Dla niego nie była to pierwszyzna, chociaż masaż serwowany przez rozgwiazdę był czymś, z czym nigdy nie miał do czynienia. Jego służące jakoś nie posiadły tej umiejętności, ale może Lysander zmieni to po powrocie nakazując im się nauczyć. Może do tego powinien zatrudnić Yubi?
Z owych rozważań wyrwał go jej głos, kiedy zaczęła jakiś wywód. Co tym razem, bo się kompletnie wyłączył. Zamiast jednak komentować na głos, pozwolił sobie uruchomić całą gamę komórek mózgowych i wyłapać to, co najważniejsze.
-A kto powiedział, że książe Xander by cię chciał? Co jeśli tak naprawdę jest szkaradny? Szkoda poświęcać mu uwagi - skomentował, lekko się krzywiąc. Halo, był tutaj, wyglądał znacznie lepiej. Nie to, żeby mu zależało na uwadze Yubi, co nie. - Czemu to mi chcesz sprzedać ten skandal, co? - skomentował, wychodząc z wanny, kiedy rozgwiazda skończyła. Zarzucił na siebie czyste ubrania (kiedy te małe nicponie zdążyły je wymienić?) i był gotowy na śniadanie - ostatnie w tym miejscu.
-Masz ostatnią szansę, żeby się wycofać - szepnął do niej, kiedy znaleźli się w jadalni. Dzisiaj było skromniej niż dnia poprzedniego, ale nie dziwił się - zaraz mieli ruszać.

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”