ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czuję się świetnie, dziękuję — zapewniła lekkim tonem. Wcale nie musiała udawać. Naprawdę wszystko było w porządku. Przestała przejmować się bolącym bokiem oraz widmem tego, że w każdej chwili mogą zginąć w wyjątkowo okrutny sposób. Zakładała, że wszystko pójdzie dokładnie tak, jak powinno, bo czemu niby nie? Dobrze, że nie poddawała się temu wszechobecnemu pesymizmowi, bo jakby cała czwórka snuła się po lesie w takich okropnych humorach, to na pewno spotkałaby je jakaś tragedia.
Vanberg mruknęła tylko cicho, zgadzając się ze Strauss dla świętego spokoju. Wyjaśnianie między sobą jakichkolwiek kwestii tej dwójce od dawna wychodziło wyjątkowo kiepsko. Wątpiła, że nagle miałoby się to odmienić. Obie najwyraźniej nie nadawały się do budowania tej relacji, a fakt, że z uporem maniaka próbowały tworzyć ją tak czy siak, był dla blondynki kompletnie niezrozumiały.
Zapominasz się przy mnie?odgryzła się od razu, wyraźnie tym rozbawiona. Najwyraźniej łapanie za słówka było tym, co łączyło Ślizgonki. Ich prywatne rozmowy muszą być wyjątkowo upierdliwe albo prowadzone wyjątkowo ostrożnie.

Stojąca przed kratą River nie mogła się doczekać, aż wreszcie będą mogły pójść omszałym tunelem w stronę nieznanego. Czy istniało coś bardziej ekscytującego niż zapuszczanie się w głąb ruin nieznanego pochodzenia? Cóż, pewnie tak. Na ten moment jednak to był dla niej absolutny numer jeden.
— Ha, to był tylko test! Zdałaś. Dobra z ciebie przyjaciółka. Oczywiście, że pójdziemy wszystkie razem. — River wyszczerzyła się zadowolona, jakby faktycznie ją na czymś złapała. Czy wcześniejsze pytanie faktycznie miało cokolwiek wspólnego ze sprawdzaniem serca Violki? Pewnie nie, ale nie potrafiła powstrzymać się od takiej uwagi. Nie musiała nawet zmyślać. Skoro Krukonka była gotowa pakować się na ślepo w nieznane, by ocalić Rue, to faktycznie musiała być wyjątkową osobą o wielkim sercu. Cross cieszyła się, że przeklęta miała w swoim gronie kogoś takiego.

Testy przyjaźni u drugiej pary ślizgońsko-krukońskiej nie szły tak dobrze. Atmosfera była ciężka i pozbawiona chęci do żartów. Vanberg sprawiała wrażenie bardziej spiętej, odkąd zostały tylko we dwie. Przynosiło jej to jakiś rodzaj dyskomfortu.
No tak. Mogłam się spodziewać, że sygnałów wysyłanych przez klątwę też nie jesteś w stanie odczytaćVanberg prychnęła niezadowolona. Współpracowanie z Prescott nie było proste. Powinna być bardziej użyteczna, skoro to o nią toczył się cały ten ambaras. Narażały życia za znaki zapytania? Kompletna głupota. Gdyby tak nie martwiła się o River nie zgodziłaby się na tę wyprawę za nic w świecie.

Znalazły się znów w jednym pomieszczeniu i wspólnie zaczęły zastanawiać się nad metodą przedostania się na drugą stronę kraty. River była gotowa ją zdemolować w najbardziej spektakularny sposób, jaki tylko przyszedłby jej do głowy, ale Krukonki szybko ostudziły jej zapał. No trudno. Zgodziła się na ich plan, bo przecież cel uświęca środki. Chciała ruszyć żwawym krokiem przed siebie, gdy tylko znalazła się po drugiej stronie, ale poczekała grzecznie na wszystkich. Dopiero kiedy krata opadła z powrotem na ziemię, skierowała się przed siebie, oświetlając sobie drogę różdżką. Ścieżka prowadziła kawałek w dół po chropowatej, kamienistej powierzchni. Przynajmniej nie powinny się tutaj poprzewracać. Nie miała pojęcia, jak głęboko zeszły, choć w pewnym momencie zrobiło się dość stromo. Dotarły wreszcie do rozszerzenia, które płynnie przeszło w ściany sporej rozmiarów sali. Znajdowały się na nich czarne, kamienne płyty bez żadnych opisów, a na samym środku zauważyły sporych rozmiarów drewniany właz. Czyżby musiały zejść jeszcze niżej?
— Dobra, to co, znowu unosimy zamiast demolować? — zapytała, obracając się w stronę swoich towarzyszek. Nie miały niestety zbyt dużo na decyzję. Za plecami Cross rozległ się wielki huk, kiedy kilka kamiennych płyt opadło na podłogę, odsłaniając wgłębienia, a raczej znajdujące się w nich szkielety. Szczęk kości poniósł się po pomieszczeniu echem, kiedy kościotrupy zaczęły niezgrabnie wychodzić ze swoich jam, kierując się prosto w stronę uczennic.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez cały czas Prescott rozważała w głowie, czym mógł być eliksir, który wypiła Ślizgonka. Myśli z eliksiru Gregory'ego powoli przesuwały się ku eliksirowi euforii, ale pewnie musiałaby jeszcze przez jakiś czas ją poobserwować, aby dokonać odpowiedniego rozpoznania. W każdym razie: nie przypuszczała, aby było to coś naprawdę przydatnego. Chyba, że dziewczyna chciała umrzeć szczęśliwa.
Tak po prawdzie, to Viol nie miała pojęcia, co właściwie było potrzebne do tego, aby te dwie w końcu się ogarnęły. Najwyraźniej Ruelle potrzebowała jakiegoś silnego impulsu, który uświadomiłby jej, co właściwie mogła czuć do niej Cross, a potem pewnie jeszcze silniejszego, aby zdać sobie sprawę czy czuła do niej coś choćby podobnego. No, ale pewnie wtrącając się w to wszystko narobiłyby z Vanberg jeszcze więcej szkód.
- Dopiero mogę się naprawdę zapomnieć jeśli chcesz - rzuciła, parskając śmiechem.
Ta jedna uwaga wypowiedziana przez blondynkę wystarczyła do tego, aby Strauss poczuła się nieco pewniej. Naprawdę powinna ją zaprosić na piwo, jeśli tylko uda im się przeżyć ten wypad. Na pewno był to wprost doskonały pomysł.
Niewątpliwie stan, w którym znajdowała się River wzbudzał pewne zaniepokojenie u obu Krukonek. Całe szczęście, że nie pchała się sama w różne podejrzane tunele, a była skłonna zaczekać za swoimi przyjaciółkami. To był już jakiś plus. Może nawet coś na kształt instynktu samozachowawczego? Trudno powiedzieć, ale pewnie o nim nie mogło być mowy.
Na pewno istniało milion lepszych testów przyjaźni niż wspólne wycieczki do Zakazanego Lasu w poszukiwaniu zaginionych magicznych artefaktów w nadziei na ściągnięcie zabójczej klątwy z jednej z osób. Powinny zamiast tego wypełnić jakiś psychotest w Psidwaczku, ale zamiast tego brnęły w takie szaleństwa. Tylko pogratulować pomyślunku.
Nie było jednak wątpliwości, co do tego, że Raven i Ruelle oblałyby wszelkie quizy. Miłości ani przyjaźni wyraźnie między nimi nie było i nie zapowiadało się na to, aby ten stan rzeczy miał wkrótce ulec zmianie. Chyba, że wydarzy się jakiś cud. Może spowodowany jakaś starożytną magią?
- Wybacz. Chcesz się zamienić? Jestem pewna, że tobie poszłoby lepiej - zapytała, przeszywając jeszcze Vanberg nieprzyjemnym spojrzeniem.
Byłaby w stanie bez problemu przekazać blondynce swoją klątwę, jeśli tylko twierdziła, że sama byłaby w stanie nią lepiej nawigować. Mogłaby się wykazać. Zresztą, ponuraki zwiastowały im obu rychłą śmierć, więc może przynajmniej w ten sposób dałaby dziewczynie nieco lepszą świadomość tego w jaki sposób ma się zakończyć jej żywot.
Mogły pewnie bez problemu wyrwać lub wysadzić kratę, ale żadna z Krukonek nie chciała jeszcze bardziej uszkodzić resztki budynku. W dodatku taki hałas mógłby zaalarmować coś, co mogłoby się kryć w pobliżu lub uruchomić jakiś alarm. Zapewne uniesienie żelastwa również mogło mieć taki skutek, ale z pewnością było dużo bardziej subtelne i niosło na pierwszy rzut oka nieco mniejsze ryzyko.
Wędrówka był stroma i ciągnęła się dosyć długo. Korytarz był ciemny i wilgotny, a przez pęknięcia w kamieniach, którymi był wyłożony przebijały korzenie rosnących w okolicy roślin. Część nich nawet wiła się w nieprzyjemny sposób i starała się sięgnąć do wędrujących pod ziemią uczennic.
W końcu jednak dotarły do czegoś na kształt otwartego pomieszczenia. Rozmieszczone na ścianach płyty raczej nie robiły zbyt dobrego wrażenia. Raczej były niczym zapowiedź nadciągającego niebezpieczeństwa. Zapewne dlatego dla wychowanek Ravenclawu nie było wielkim zaskoczeniem to, że nagle kamienie przesunęły się i opadły na podłogę. Ruelle niemal od razu uniosła różdżkę, aby cisnąć jedną z płyt w szkielet, który akurat zamierzał zaatakować Cross. Pod wpływem uderzenia kościotrup rozpadł się na kawałki i uległ deanimacji. Najgorsze jednak było to, że walcząc pod ziemią musiały ostrożnie dobierać zaklęcia, aby przypadkiem nie uszkodzić otoczenia i nie zakopać się żywcem w gruzie.
- Chyba nie obędzie się bez drobnej demolki - zauważyła jeszcze Violetta, zamrażając kamień pod stopami kilku nieumarłych, aby wpadły w poślizg.
Cokolwiek drzemało w tych ruinach: już to obudziły. Przynajmniej częściowo.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każda kolejna sekunda dyskusji z Prescott utwierdzała Vanberg w przekonaniu, że ta dziewczyna to była jakaś pomyłka. Jakim cudem miała wspierać przyjaciółkę w jej zauroczeniu, skoro wybrała sobie kogoś... takiego. Mało to było ciekawych osób w Hogwarcie? Takich bardziej poukładanych? Na przykład ta cała Gryfonka, która ugania się ciągle za Cross – jak jej tam? Blair?
Ja również jestem pewna. Niestety utknęłyśmy w takiej, a nie innej sytuacji. Postaraj się chociaż w tej kwestii dostrzegać cokolwiek poza czubkiem własnego nosa, bo inaczej wszystkie tu zginiemyodparła Raven. Nie miała zamiaru dać się zagiąć ani przegadać w tak prostacki sposób. Z przyjemnością wyrwałaby z niej tę klątwę i wsadziła ją w samą siebie. Albo ewentualnie w tę całą Violkę, która sprawiała wrażenie o niebo rozsądniejszej. Trzeba było jednak przetrwać sytuację, w której się znalazły.

Zwiedzały lochy, teraz mogły liczyć na pojawienie się jakichś smoków. Albo chociaż smoczego słowa do nauczenia się, które będzie wypisane na samym końcu takim świecącym tuszem. Chociaż nie. Dziwacznie działających tuszy im już wystarczy. River to wszystko się wyraźnie podobało. Nie była jeszcze nigdy w takim miejscu, a lubiła zbierać nowe doświadczenia. Wewnętrzny głosik cały czas powtarzał jej, że idą we właściwym kierunku i generalnie wszystko będzie dobrze, jeżeli tylko się przyłożą. Darował sobie teksty o sile przyjaźni, bo za to się jej przecież już oberwało.
Nie zakładała, że będą musiały walczyć w tym pomieszczeniu. Miała nadzieję, że to tylko przystanek, ale to nic. Trzeba wziąć się do roboty. Obróciła się w stronę, w którą Ruelle machnęła różdżką i uśmiechnęła się zadowolona, gdy zauważyła szkielet rozpadający się pod wpływem uderzenia. Spojrzała na Krukonkę i skinęła jej głową w ramach podziękowania. Dobrze, że cała czwórka była ambitna i nie miała zamiaru zostawiać pojedynkowania się pozostałym.
Walka ze szkieletami okazała się obrzydliwie satysfakcjonująca. Nie krwawiły, nie wrzeszczały, po prostu pękały. River mogłaby od razu uznać, że to perfekcyjna scena do narysowania, gdyby nie fakt, że jedno z tych paskudztw prawie wbiło jej pożółkłe palce w brzuch. Odskoczyła bokiem, dziwnie pewna, że właśnie tam powinna się znaleźć i posłała w jego klatkę piersiową zaklęcie, które rozerwało żebra z głośnym trzaskiem. Raven ustawiła się tak, żeby osłaniać bok River i metodycznie rozbrajała kolejne szkielety z kończyn. Gdzieś obok śmignęło zaklęcie jednej z Krukonek, zmuszając River do gwałtownego uchylenia głowy.
— To te we mnie? Kocham być w centrum uwagi — rzuciła rozbawiona, zanim wycelowała w stojący najbliżej filar i krzyknęła Confringo. Trafiła w popękaną posadzkę u jego podstawy. Kamień odprysnął, podrywając kurz i drobne fragmenty gruzu. Szkielety zachwiały się, a Raven natychmiast wykorzystała moment, żeby posłać je bliżej siebie zaklęciem przyciągającym. Dwa trafiły na siebie z głuchym stukiem czaszek, co wywołało u Cross głośny śmiech. Vanberg pokręciła głową z zażenowaniem, choć rysowniczka dostrzegła zalążek uśmiechu w kąciku jej ust. Dobrze, że miała do niej taką słabość.


Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jedyną rzeczą, która zdawała się je łączyć był fakt, że ponuraki się zainteresowały nimi w równym stopniu. Może jeszcze to, że z jakiegoś powodu obie obdarzane były przez Cross sympatią. Może i była ona nieco innej natury, ale to nie miało tutaj tak wielkiego znaczenia. Wszystko inne zdawało się je różnić. Cudem było to, że jeszcze się nie rozszarpały.
- Nie mam pojęcia za kogo mnie masz, ale skup się lepiej na tym, co robimy, a nie na mnie. Inaczej możemy zginąć - odpowiedziała, nie zamierzając dać się wciągnąć w tę durną dyskusję.
Nie miała pojęcia po co w ogóle Vanberg się tu znalazła. Pewnie tylko po to, aby pilnować River. No i po to, aby spróbować dosrać przeklętej Krukonce za każdym razem, gdy tylko znajdzie ku temu okazję. Innej możliwości zwyczajnie nie widziała. O ile milej byłoby, gdyby zeżarł ją ten bystroduch.
Miały to szczęście, że tym razem również nie natrafiły na wyjątkowo trudnych przeciwników. Nie były to w żadnym wypadku jakieś szalenie groźne inferiusy. Raczej zwyczajne nieumarlaki. Ślizgały się po potraktowanej galciusem podłodze i rozpadały się dosyć szybko pod naporem zaklęć lub fizycznych uderzeń. Wciąż jednak wyglądały groźnie, a dodatkowo było ich naprawdę sporo. To właśnie ich liczba zdawała się być ich największą siłą.
Musiały być skupione i stanowić zjednoczony front. Inaczej na pewno przeoczyłyby jednego z przeciwników, który mógłby wykorzystać ich moment rozproszenia lub luki w obronie.
Prescott nie zliczyła ile razy rzucała Protego, aby ochronić siebie lub którąkolwiek ze swoich towarzyszek przed nacierającymi wrogami. Widziała też jak Violetta złamała celnie wymierzonym zaklęciem kręgosłup jednego z kościotrupów. Przez moment kościane nogi jeszcze podrygiwały po podłodze i dopiero wtedy padłu bez... no cóż, nieżycia na posadzkę.
- Nie rozpraszaj się, Cross! - zawołała jeszcze do niej, aby Ślizgonka pozostała skupiona na tym, co działo się wokół niej.
Jeszcze tego brakowało, żeby River przez nieuwagę została śmiertelnie ugodzona przez pazurzyska jednego z trupów. Niech próbowałaby tylko zginąć, a Prescott osobiście odnajdzie te dwa ponuraki z Zakazanego Lasu, aby przekazać im, że pomyliły im się wychowanki Slytherinu. Blondynka bowiem była zdecydowanie tą, która więcej myślała, ale z drugiej strony: głupi miał zawsze szczęście. Być może dlatego właśnie Cross nie stało się nic strasznego.
Kościopył w końcu opadł. Nie dało się usłyszeć żadnego innego dźwięku niż przyspieszone oddechy zmęczonych tym starciem uczennic. Mimo wszystko musiały się wysilić, aby zutylizować te wszystkie ożywione szkielety.
- O ile nikt nie widzi innego wyjścia to chyba musimy zejść pod kratę - oceniła, rozglądając się po zdemolowanym pomieszczeniu.
Zerknęła jeszcze w stronę jednej z kolumn, która została podniszczona przez zaklęcie Confringo. Tyle dobrego, że nie było to nic poważniejszego i strop się nad nimi nie zawalił.
- Osadzona w ziemi. Bombarda odpada... Możemy spróbować Reducto - zaproponowała Strauss, która przyglądała się jedynej ścieżce, która prowadziła je na jeszcze niższy poziom.
Mogły się zgodzić z tym, że lepiej jest niczego nie wysadzać. Tak na wszelki wypadek. Zamiast tego o mądrzejszym pomysłem było powykrzywianie i powyłamywanie metalowych prętów, aby utorować sobie jakoś dalszą ścieżkę.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogły liczyć, że to jedyne okropieństwo, jakie spotka je pod ziemią, ale to chyba było zbyt optymistyczne nastawienie nawet jak ona obecny mental River. Może i czuła się zmotywowana i radosna, ale do reszty nie zgłupiała. Jeszcze. Kto wie, co będzie dalej? Do tego dalej trzeba jednak najpierw przeżyć. Przeciwnicy nie byli skomplikowani, po prostu było ich dużo. Na szczęście żadna z nich też nie zeszła tutaj sama. We cztery były w stanie sobie poradzić. Wszystkie ciskały zaklęciami w stronę szkieletów lub koleżanek, by atakować i bronić. Dobrze, że nikomu nie pomyliło się, co powinno lecieć w kogo. Szkoda, że nauczyciele ich teraz nie widzieli, a szczególnie River! Może wreszcie cała kadra spojrzałaby na nią przychylnym okiem. Cóż, pewnie nie, biorąc pod uwagę, gdzie się znajdowała. Czekające szlabany byłby gorsze od tych szkieletów.
Wywróciła oczami, kiedy Ruelle zwróciła jej uwagę. Znowu dramatyzowała. Cross liczyła, że chwila spędzona w towarzystwie stoickiej Raven jakoś ją ostudzi, ale to chyba nie zadziałało. Gdyby miała więcej czasu, to pewnie zaczęłaby się zastanawiać, o czym rozmawiały. Teraz jednak ważniejsza była walka, którą oczywiście miała zamiar przeżyć. Żadna z nich nie mogła przecież paść w takim miejscu, to byłoby czyste frajerstwo. Wiadomo przecież, że trzeba wytrzymać do walki z bossem, a nie wywalać się po drodze w ostatniej lokacji.
— To co, teraz my? — zaproponowała River, spoglądając na swoją przyjaciółkę. Skoro Krukonki poradziły sobie z poprzednią kartą, to teraz wypadałoby się zamienić. Raven spojrzała na nią rozbawiona tą koniecznością zabawy, ale cóż miała zrobić, jeżeli się nie zgodzić? River ostrzegała przecież od początku, że będą się zamieniać parami. Stanęły obie obok kraty i wycelowały w nią różdżkami. Spojrzały na siebie i machnęły w tym samym momencie. Ich głosy zlały się ze sobą, gdy skupiły się na zaklęciu. Można byłoby pomyśleć, że trenowały to bardzo długo. Krata zabrzęczała żałośnie, wydała stłumione pufnięcie i rozsypała się wreszcie w drobny pył. Ślizgonki spojrzały znowu na siebie, a Cross wyszczerzyła się zachwycona tym numerem.
Jesteśmy zajebiste — zauważyła nieskromnie, z czym Vanberg po prostu nie mogła się nie zgodzić. Na rozpływanie się nad sobą znajdą jeszcze czas później. Podeszły do krawędzi i spojrzały w dół głębokiego, okrągłego zejścia. Wzdłuż ścian przymocowano drewniane schody, które nie wyglądy aż tak źle. A przynajmniej nie tak, jakby miały się rozpaść po dotknięciu ich.
River oczywiście nie miała zamiaru czekać. Od razu ruszyła w dół. Stopnie zaskrzypiały cicho pod jej stopami. Nic się nie zawaliło, chyba były bezpieczne. Raven ruszyła od razu za nią, nie próbując się chwilowo kłócić. Zejście nie było aż tak głębokie jak to, którym dostały się do krypty. Wykonały półtora obrotu po obwodzie dziury i weszły w krótki korytarz. Na jego końcu znajdowała się kwadratowa sala zalana bladym, czerwonawym światłem. Nie było widać, skąd właściwie padało. Ściany wyglądały jak wilgotny kamień, ale pod cienką warstwą mchu pulsowały ciemne linie przypominające żyły. River weszła do środka ostrożnie, choć wszystko w niej chciało ruszyć prosto przed siebie biegiem. Na środku podłogi znajdowała się okrągła płyta z wyrytym symbolem oka, dłoni, ust i ucha. Przy każdym znaku leżał mały przedmiot: zamknięta muszla, kamienny język, srebrna igła i czarna świeca. Przejście dalej było widoczne, ale zasłonięte grubymi korzeniami, które zaciskały się na nim jak palce. Raven nachyliła się nad płytą, a River poczuła pod podeszwami ciche, rytmiczne drżenie, jakby całe pomieszczenie oddychało im pod nogami.
— To tam jest. Daję głowę, że to tam jest — mruknęła, wpatrując się w podłogę jak zahipnotyzowana. Wszystko w ciele i myślach sugerowało jej, że miała rację. Od artefaktu dzieliła je tylko jedna zagadka. Na pewno nie spadnie im przecież na łby nic krwiożerczego.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja mogłaby być bardziej niż krytyczna przy wielu okazjach, gdyby tylko nie postanowiły zajść do Zakazanego Lasu całą czwórką. Mimo wszystko wzajemnie się ubezpieczały i dbały o to, aby aby żaden przeciwnik, nieważne jak liczny, nie dopadł którejkolwiek z nich. Przynajmniej mogły pilnować praktycznie każdej ze stron w czasie tych wszystkich starć oraz łączyć ze sobą zaklęcia w takie kombinacje, które pojedynczemu czarodziejowi przyszłyby z trudem… O ile w ogóle się udały.
Nie mogła się powstrzymać od strofowania Ślizgonki, która robiła wszystko, aby zasłużyć sobie na taki rodzaj uwagi. No, ale gdyby tylko Cross wykazywała się nieco lepszym pomyślunkiem to już na pewno nie miałaby powodów do tego, aby co chwila atakować ją za to, że nie traktowała dostatecznie poważnie tego, co działo się wokół nich.
Obie Krukonki były gotowe, aby przystąpić do akcji, ale tym razem wyglądało na to, że koleżanki z domu Slytherina zapragnęły je zastąpić. Czy tak właściwie wyglądała prawdziwa współpraca? A może po prostu chciały pokazać, że również są w stanie posługiwać się nieco większym wachlarzem zaklęć. Tak czy siak: krata uległa dezintegracji i tylko to się liczyło. Aż dziw, że nie znajdowały się na niej żadne zaklęcia ochronne. Chyba, że ktoś sądził, że armia szkieletów to wystarczająco silna obrona przed intruzami.
- Jesteście - przytaknęła jeszcze krótko Strauss, a jej spojrzenie zatrzymało się głównie na postaci blondynki z jakiegoś niewyjaśnionego powodu.
Dziura w ziemi nie wyglądała zachęcająco, ale w razie, gdyby coś się stało to przecież miały różdżki i znajomość zaklęć. Pytanie tylko czy zaraz na dole nie czekało na nie coś, co było w stanie je pożreć, gdy tylko postawią stopę na kolejnym poziomie podziemi. Cross musiała rzecz jasna być tą, która jako pierwsza sprawdzi tę teorię.
Nie zamierzały zostawiać jej samej. Dlatego też pozostała trójka ruszyła za nią bez większego zastanowienia, a Ruelle zamykała cały pochód, który zmierzał w tej chwili ku nieznanemu.
Całe szczęście, że to nieznane okazało się być wyłącznie czymś na kształt zagadki. Prescott jeszcze przez chwilę trzymała się z tyłu. Czuła jak przez jej ciało przenika kolejna fala magii, która wywołała mdłości i sprawiła, że zakręciło jej się w głowie. Chyba były coraz bliżej... Czuła to. Wewnętrznie.
- To nie może być tak banalne, co nie? - usłyszała głos Viol, który zdawał się dochodzić jakby z daleka, chociaż dziewczyna znajdowała się jakieś dwa kroki od niej.
Obrzuciła ledwie przytomnym wzrokiem zarówno symbole jak i przedmioty, które miały przed sobą. Nawiązanie do zmysłów wydawało się być, aż zbyt oczywiste, ale może miało je to skłonić do przesadnego kombinowania?
- Ludzie często tę najprostszą opcję odrzucają, szukając bardziej skomplikowanych wyjaśnień - odparła i podeszła bliżej do całej tej wystawki.
Powoli przemykała po płycie, choć każdy krok wydawał się niczym swoista tortura. Długie szpile wbijały się w jej ciało i sięgały do samego centrum jej jestestwa. Starała się jednak tego po sobie nie dać poznać. Zamiast tego przełożyła figurki do innych symboli:
Świeca dla oka, aby oświecała to, czego inaczej wzrok nie dosięgnie.
Igła dla dłoni, aby ugodziła delikatne nerwy i wyciągnęła kroplę krwi z ciała.
Język dla ust, aby mogły mówić, gdy zajdzie taka potrzeba.
Muszla dla ucha, aby wychwyciło z niego najdelikatniejsze dźwięki.
Miała tylko nadzieję, że jednak ta kolejność była poprawna.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”