31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądała się uważnie, jak Kira zalewa dwa kubki herbatą i kiedy miała już okazać swój podziw z tego, że Finch w ogóle postanowiła jej posłuchać i odstawić alkohol… blondynka wtedy wolała sobie do herbatki wkładkę w postaci mocnych procentów ze szklanki. No pewnie. Mogła się tego spodziewać, biorąc pod uwagę siłę stanu upojenia Kiry.
Zadowolona?
Nawet jej nie odpowiedziała. Po prostu prychnęła pod nosem i przewróciła oczami. W sumie nie jej było oceniać to, jak inni ludzie, w żadne sposób z nią nie związani podejmowali decyzje, a już tym bardziej czy były one słuszne. Nie miała przecież prawa ingerować w to, czy Kira chciała sobie dowalić czy nie, szczególnie, że znajdowała się już bezpiecznie w domu.
Przejęła swój kubek z herbatką i dmuchnęła, kręcąc delikatnie głową. Para buchnęła jej prosto w twarz, aż Daisy musiała na moment przymknąć oczy. Stało się to akurat w momencie, gdy jej usta postanowiły podzielić się rąbkiem prawdy związanej z tym dlaczego przyjechała po Kirę w środku nocy. Dlatego kiedy je ponownie otworzyła, mogła podziwiać twarz Finch już o wiele bliżej swojej, nachyloną nad blatem i lekko zdziwioną słowami Whitmore.
No tak po prostu martwiłam — wzruszyła ramionami, zaczynając czuć się lekko zakłopotana. Przyłapana na gorącym uczynku, bo przecież w ogóle nie powinna mówić takich rzeczy, od tego zacznijmy. — Ty się czasami nie martwisz o ludzi? — głupie pytanie. Kira akurat wygląda na człowieka, który charakteryzował się szeroko pojętym wyjebanizmem. Istniało więc bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że faktycznie odpowiedź na jej pytanie mogła brzmieć nie. Tym bardziej w stanie upojenia, w jakim się aktualnie znajdowała.
Prychnęła, gdy Kira kompletnie przekręciła jej słowa i dodała własną narrację. Kto mówił cokolwiek o jakiejś tęsknocie? Wcale za nią nie tęskniła. Gówno prawda. No może trochę. Może minimalnie zastanawiała się, co robi i co u niej słychać. I może troszeczkę się rozbudziła, kiedy Finch napisała do niej wiadomość. Tak troszeczkę, że teraz siedziała u niej w domu, przy kuchennym blacie.
Kto powiedział, że się stęskniłam? — rzuciła w końcu, podnosząc niebieskie spojrzenie na to szare, należące do Kiry, a zaraz powiodła nim za jej dłonią, która bezczelnie i jak gdyby nigdy nic, zgarnęła samotny kosmyk blond włosów Whitmore i zarzuciła jej za ucho. Niby tak zwykła, trywialna czynność, a jednak niewielki prąd przeszedł po plecach Daisy na ten drobny gest. — Wmawiasz sobie, Finch. Po prostu chciałam ,żebyś w jednym kawałku dojechała do domu, żebym nie musiała szukać nikogo na twoje miejsce w robocie — wyjaśniła z cwaniackim uśmieszkiem na ustach, który jasno mógł sugerować, że celowo ją zaczepiała. Żartowała sobie, bo to był już chyba taki etap wiadomości, w którym mogły sobie na to pozwolić. A może nawet i na coś więcej? — Swoją drogą, to ty się chyba stęskniłaś, biorąc pod uwagę, że to TY zaczęłaś do mnie wypisywać w środku nocy — wypomniała jej, sama nachylając się nad blatem i wychodząc jej naprzeciw. Daisy może i była bardziej zdystansowana od Finch, ale swoje też umiała ugrać. Szczególnie kiedy ktoś pijany próbował ją zaczepiać. Ona tez umiała.

kira :nojaniewiem:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No tak, po prostu martwiłam.
Kolejne potwierdzenie tego, że Daisy była dobrym człowiekiem. Niejeden miałby w dupie, co stałoby się z Finch. Nawet Ravy zostawiła ją w barze, stwierdzając, że pierdoli i zawija się na chatę. Oczywiście nie tak, że nie próbowała wcześniej wyciągnąć stamtąd Kiry i odstawić jej Uberem w bezpieczne miejsce. To Finch uparła się, że zostanie i będzie balować do rana. Nie dała kumpeli nawet dojść do słowa, co dopiero pozwolić się przekonać do powrotu do domu.
Zamyśliła się na chwilę nad jej pytaniem. Czy ona nie martwiła się czasami o ludzi? W pewnym sensie trochę tak, ale niespecjalnie potrafiła to pokazywać. Na pewno martwiła się o siostry i znajomych. No i o Whitmore, chociaż robiła to w dość specyficzny sposób. Chociażby wypisując do niej po nocach, zalana w sztok, i dopytując, czy jej mąż znowu nie wpuścił jej wpierdol. Bardzo dziwny był to rodzaj troski, trzeba przyznać. W jej wykonaniu najwyraźniej martwienie się o kogoś polegało głównie na tym, żeby najpierw się najebać, a potem z odpowiednią dawką dramatyzmu wypytywać o jego życie osobiste. Niby mało subtelne, ale przecież liczyły się intencje. A Kira, jakby nie patrzeć, miała dobre.
O ciebie się martwię — odezwała się w końcu z lekkim opóźnieniem, ale za to mówiła szczerze. Naprawdę obawiała się, że menadżerka skończy kiedyś z czymś poważniejszym niż tylko siniakami na rękach. Bo co, jeśli któregoś razu Rowana poniesie, bo znowu przegra jakiś mecz i będzie potrzebował się wyżyć, a pod ręką będzie miał tylko swoją żonę? Finch nie chciała nawet myśleć, jak mogłoby się to skończyć.
Może i nie znała się na związkach, może sama miała dość specyficzne podejście do relacji międzyludzkich, ale chyba nawet ona potrafiła zauważyć, że jeśli ktoś regularnie dostaje wpierdol od własnego męża, to coś tutaj zdecydowanie nie gra. I nie trzeba było być żadnym geniuszem, żeby dojść do takiego wniosku. Uważała, że Whitmore powinna w końcu przestać pozwalać Rowanowi robić z siebie worek treningowy. Łatwo było jej mówić, skoro nie znajdowała się w takiej sytuacji, ale z jej perspektywy rozwiązanie wydawało się banalnie proste - skoro ktoś cię bije, to trzeba mu powiedzieć, żeby przestał. A jak nie przestaje, to można mu oddać. Ewentualnie znaleźć kogoś, kto odda za ciebie.
Nie wiem, ale przyszedł mi do głowy taki szalony pomysł, że może ty? — posłała jej rozbawione spojrzenie. — Niczego sobie nie wmawiam. Sama przed chwilą powiedziałaś, że chciałaś mnie zobaczyć. Gdybyś nie czuła jakiejś wewnętrznej tęsknoty, to nie miałabyś takiej potrzeby — wzruszyła lekko ramionami. Po coś Daisy chciała ją zobaczyć. Po co? Tego Kira nie potrafiła już stwierdzić, ale dla niej sama potrzeba spotkania była wystarczającym dowodem. Jeśli ktoś chciał zobaczyć konkretną osobę, to dla niej to wciąż było równoznaczne z tęsknotą. I nawet jeśli Wihitmore próbowała nadać temu jakieś inne znaczenie, najebana Finch była już święcie przekonana, że właśnie tak to wyglądało.
Cmoknęła na wzmiankę o wypisywaniu w środku nocy. Tak było. I nie miała niczego na swoją obronę. Trudno było wycofać się z wysłanych wiadomości, które menadżerka już dawno odczytała.
No popatrz, może to wynikało z troski? Chcesz, żebym przypomniała ci treść sms-ów? — uniosła wymownie brwi. Wiele z nich nawiązywało do Rowana. W jednym z nich nawet wystukała, żeby Daisy zostawiła swojego męża. Albo coś w tym stylu, zważywszy na to, jak gubiła niektóre literki i przeinaczała wyrazy.
Zagryzła dolną wargę i przeniosła wzrok z jej niebieskich oczu na pełne usta. Chyba do tej pory nigdy nie miała takiej ochoty jej pocałować. Podobnie czuła się wtedy pod cukiernią w Brantford, ale teraz było to zdecydowanie silniejsze. Przez krótką chwilę zastanawiała się nawet, co by się stało, gdyby po prostu się nachyliła i to zrobiła. Bez żadnego zastanawiania się, czy powinna. Ot, po prostu. Zamiast jednak zrobić jakikolwiek ruch, sięgnęła po kubek herbaty z domieszką whisky i upiła kilka łyków. Płyn był zdecydowanie za gorący, przez co natychmiast sparzyła sobie język. Skrzywiła się lekko, ale przynajmniej miała czym zająć usta. W tej chwili chyba właśnie tego potrzebowała.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O ciebie się martwię.
To przestań. To chciała jej powiedzieć.
Nie widziała absolutnie żadnego powodu, żeby się o nią martwić, a przynajmniej tak wybrała sobie wmawiać. Powtarzać ,że wszystko było okej. W końcu Daisy od dziecka lubiła widzieć szklankę do połowy pełną niż pustą. Szukała pozytywów w najbardziej patowych sytuacjach i chociaż nie zawsze udawało się je znaleźć, tak po prostu starała się czerpać z tego, co miała. A że życie z Rowanem, było jedynym, jakie znała, to chyba nic dziwnego, że trwała w tym ślepo zapatrzona w coś co było jedynie wspomnieniem zdrowego i szczęśliwego związku. Za nic nie potrafiła oddzielić tego grubą kreską i uświadomić sobie, że coś się zmieniło. Że już nie było tak kolorowo jak kiedyś i że ona w tym wszystkim wcale nie była szczęśliwa.
Bo chociaż głowa wciąż trwała w swojej delulu era, tak jej ciało już żyło własnym życiem. Reagowało bez pozwolenia na to, co się działo dookoła i kiedy Kira tak nachylała się nad blatem, lustrując ją wzrokiem, przez kręgosłup Daisy przeszedł przelotny dreszcz. Delikatny, niby nic specjalnego, ale przecież to już były pewne sygnały, że coś się zmieniło.
A zaraz jej oczy zatoczyły kółko, kiedy Finch znowu nawiązała do Rowana i tej swojej wielkiej troski. Kurwa. Czy one naprawdę nie miały o czym rozmawiać? Czy każda, jedna rozmowa musiała się sprowadzać do jej męża? Irytowało ją to. Przeszkadzało jej to. Zdecydowanie wolałaby poznać lepiej Kirę niż wiecznie jak zdarta płyta odbywać z dziennikarką tą samą rozmowę w kółko i w kółko. Przecież to szło oszaleć. I Daisy naprawdę była tego bliska, nie rozumiejąc kompletnie, że już sam fakt, że ją to irytowało, świadczył o tym, że coś było nie tak.
Możesz przestać? — warknęła w końcu, zrywając się z hokera na równe nogi. Aż Nyx leżąca gdzieś obok podniosła głowę i przekręciła ją na bok, jakby mogła wyczuć, że gość był zdenerwowany. — Wiecznie tylko jedno i to samo. Daisy to, Daisy tamto, wszystko z troski, jesteś głupia, martwię się o ciebie… — wymieniała po kolei, przechodząc wzdłuż wyspy i lądując tuż przed Finch. Nawet nie zwróciła uwagi na to, jak blisko do niej podeszła. A potem jak bezczelnie docisnęła ją biodrami do chodnej lady. Pewnie kawałek blatu wbijał się Finch w plecy, ale ona na tamten moment miała to gdzieś. Zaślepiona jakimiś własnymi wkurwami, które pewnie miałby wyjaśnić jedynie psycholog po głębszej analizie, nie miała zamiaru odpuścić. — O co ci chodzi, co? — spytała na jednym wdechu, ściągając brwi do siebie i przyglądając się jej uważnie. — Czego ty ode mnie chcesz, Kira? — nie powinna tak na nią naskakiwać, to nie było koleżeńskie zachowanie, a już na pewno nie powinna wodzić spojrzeniem po jej twarzy, jakby sama nie wiedziała, czy bardziej chciała ją rozszarpać, czy może jednak… nie. To drugie na pewno nie. A może? Może przemknęła jej przez głowa taka myśl — krótko i przelotnie. Może ciało wyrywało się do przodu, gotowe sprawdzić. A zaraz głowa odsunęła ten idiotyczny pomysł. No tylko szkoda, że sama Whitmore nawet nie ruszyła się z miejsca. Wyczekiwała.

:podnieta: :podnieta:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby można było tak po prostu przestać się o kogoś martwić, Kira z pewnością by to zrobiła. Nie lubiła utrudniać sobie życia bardziej, niż było to konieczne. Tylko im bardziej próbowała wmówić sobie, że nie ma powodu przejmować się Daisy, tym częściej wracała do tych samych myśli. A teraz, w stanie, w którym się znajdowała, jeszcze łatwiej było jej się do tego przyznać. Możliwe, że na trzeźwo nie przeszłoby jej to przez gardło. Wyśmiałaby samą siebie, obróciła wszystko w żart albo po prostu stwierdziła, że ma ważniejsze rzeczy na głowie. Tylko czy w redakcyjnej kuchni Daisy nie okazała wystarczająco jasno, że jednak się o nią martwiła? Przecież wystarczyło, że zauważyła siniaki na jej rękach, a od razu zwróciła na nie uwagę. Nie przeszła obok tego obojętnie. Naprawdę się przejęła. Emocje wzięły jednak górę. Zamiast podejść do tego spokojnie, rozjuszyła się i wkurwiła na Rowana. Nie rozumiała, że ktoś mógł potraktować Whitmore w taki sposób. Że mogła zostać skrzywdzona, a Kira nie mogła nic z tym zrobić.
Sama przestań — odparła natychmiast. — Jak długo jeszcze zamierzasz udawać, że zachowanie twojego męża jest normalne? — wyrzuciła ręce w powietrze, dalej nie mogąc pojąć, jak można tkwić w takiej bańce.
Opuściła je dopiero, kiedy Daisy znalazła się tak blisko, że Finch była zmuszona zrobić krok w tył. Tylko że menadżerka również ruszyła z miejsca, napierając na nią swoim ciałem i tym samym skutecznie odbierając jej możliwość dalszego cofania się. Kira wciągnęła powietrze przez nos, kompletnie zbita z tropu. Przez krótką chwilę nie bardzo wiedziała, co właściwie powinna zrobić. Odwrócić wzrok? Zażartować? Pozorować, że wcale nie zauważyła, jak niewiele przestrzeni zostało między nimi? Zdecydowanie najłatwiej byłoby zrobić to ostatnie. Ale jej pijany mózg najwyraźniej nie zamierzał współpracować. Zamiast znaleźć jakieś rozsądne rozwiązanie, zajął się analizowaniem odległości dzielącej ją od Whitmore, co było zdecydowanie najmniej potrzebną rzeczą, jaką mógł w tej chwili zrobić.
Czego ja od ciebie chcę? Czego ty, do cholery, ode mnie chcesz? — wypaliła, patrząc prosto w niebieskie tęczówki. — Jak gdyby nigdy nic odbierasz mnie z baru, przywozisz tutaj i... — urwała, usiłując znaleźć odpowiednie słowa. Tylko że chyba właśnie zdała sobie sprawę z tego, jak absurdalnie to wszystko wyglądało. Jeszcze niedawno siedziała w barze, pijana jak bela, a teraz stała w swoim domu Daisy i próbowała zrozumieć, dlaczego właściwie pozwoliła jej się tutaj przywieźć. I dlaczego w ogóle tak bardzo ją to wszystko ruszało.
Powiem ci, czego chcę, Daisy. Chcę, żebyś zostawiła Rowana, zanim wyrządzi ci jeszcze większą krzywdę. Chcę, żebyś mu się postawiła i w końcu o siebie zadbała. Chcę, żebyś przestała być taka ślepa na to, co się między nami dzieje. Chcę, żebyś... — znów zamilkła, kiedy wszystkie wcześniejsze słowa wyrzuciła z siebie właściwie na jednym wydechu. Zostało jej jeszcze jedno. Żebyś mnie wreszcie pocałowała.
Nie. Tego już nie dokończyła. Zacisnęła usta, jakby w ten sposób mogła zatrzymać resztę słów, zanim przypadkiem wydostaną się na zewnątrz. I chyba pierwszy raz tego wieczoru naprawdę zabrakło jej odwagi. Potrafiła wkurwić się na Rowana, potrafiła wygarnąć Daisy wszystko, co od dawna siedziało jej w głowie, ale wypowiedzenie tego jednego zdania nagle okazało się znacznie trudniejsze.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak długo zamierzasz udawać, że zachowanie twojego męża jest normalne?
Nie znała odpowiedzi na to pytanie.
Po pierwsze bo nie uważała, że to, co robił Rowan było aż tak odklejone i czymś, czego nie dało się racjonalnie wyjaśnić, a po drugie, bo zabrnęła w to wszystko już tak bardzo, że uświadomienie sobie, że coś jest nie tak wcale nie było takie proste. Nie, kiedy żyło się z kimś ponad połowę swojego życia. Kiedy jedna osoba byłaa jednym, co się znało, w co wierzyło i co kochało.
Nie oczekiwała, że Kira to zrozumie — nie miała ku temu żadnych podstaw. Nie dość, że nigdy nie była w poważnym związku, a co dopiero małżeństwie, to jeszcze patrzyła na to wszystko bez kontekstu. Nie znała ich wcześniej, nie wiedziała, jacy byli, jak Rowan czasami potrafił o nią dbać. Jak kiedyś przynosił jej kwiaty i robił z samego rana jajecznicę.
Tylko no właśnie… kiedyś.
I chociaż Daisy nie umiała tego przed soba przyznać, to chyba w ostatnim czasie jej serce naprawdę łaknęło nieco więcej spontaniczności. Cieszyło się wypadami z Finch, jej obecnością, tym jak można było być szczęśliwym tak po prostu, jak adrenalina szalejąca w żyłach umiała być przyjemna, jak… nie trzeba było się ograniczać. Cieszyła ją połowiczna wolność. Ciekawiło nieznane. Do tego stopnia, że pojechała po pijaną Kirę. Że dowiozła ją do domu, a teraz dociskała w dziwnym amoku do blatu, patrząc jej głęboko w oczy. Czując, jak serce mocno bije jej w piersi. Jakby zaraz miało wyrwać się do przodu, połamać wszystkie żebra i po prostu wydostać się na zewnątrz.
Słuchała jej uważnie, kiedy tak na nią krzyczała. Kiedy wypruwała się z siebie te wszystkie niedopowiedzenia i niewiadome, trochę niedowierzając, że to Finch oczekiwała od niej odpowiedzi. Że to ona chciała wiedzieć, czego Daisy od niej chciała. Szkoda tylko, że Whitmore nie znała odpowiedzi na to pytanie.
A skąd ja mam wiedzieć?! — ryknęła w końcu w odwecie, tracąc cierpliwość. Rzadko kiedy podnosiła głos, jednak tutaj po drodze zgubiła już wszelkie hamulce. Oparła dłoń na blacie tuż obok biodra Kiry, jakby tym chciała uniemożliwić jej ucieczkę, a spojrzenie niezmienne wbite miała w jej szare oczy. — Ja sobie świetnie żyłam dopóki się nie pojawiłaś — wytknęła jej z lekkim wyrzutem, absolutnie bezpodstawnym. — Z tą całą swoją beztroską, świetnym spędzaniem czasu, żartami i oczami jak z nieba — chyba nie tak oryginalnie planowała wytknąć Kirze, co było z nią nie tak, jednak to właśnie te słowa opuścili usta Whitmore. Nie do końca nad tym panowała, ale też dlatego, że z reguły była człowiekiem spokojnym, miała czas przemyśleć to, co chciała powiedzieć, przerobić w głowie i dopiero puścić na usta, a tu? Tutaj nawijała pierwsze, o czym pomyślała i właśnie takie były tego skutki.
Finch również nie oszczędzała na słowach, chociaż akurat ona mogła zwalić wszystko na swoje wyjątkowo wysokie upojenie alkoholowe. To jak stała za nią murem, jak się o nią martwiła… i jak mówiła o tym, co się między nimi działo i że chciała, żeby Whitmore…
No co? — znowu się uniosła, na początku nawet nie zdając sobie sprawy, jak blisko siebie były. Jak oddech Kiry odbijał się jej od policzków, a ich klatki piersiowe wychodziły sobie na przeciw, obijając się o siebie. Jej spojrzenie błądziło pomiędzy szarymi, błyszczącymi oczami, nawet nie wiedzieć kiedy, przenosząc się również na ust. Lekko rozchylone wargi, które teraz były tak blisko, marne kilka milimetrów… wystarczyło tylko po nie sięgnąć.
Wiedziała, że nie miała prawa tego robić.
Że będzie żałować.
Ale w tym samym czasie miała w sobie takie przeczycie, że jeśli teraz nie spróbuje już nigdy nie będzie mieć okazji. Że to była szansa jedna na milion, wybuch spontaniczności, którego Finch może nawet nie będzie jutro pamiętać. Więc postanowiła tylko s k o s z t o w a ć. W kompletnym amoku i przyćmieniu mózgu, nachyliła się do przodu i sięgnęła do ust Kiry tymi własnymi, napierając na nią.

:kira:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała ochotę nią potrząsnąć, żeby w końcu oprzytomniała i zrozumiała, że nie powinna dawać się tak traktować. To, co robił Rowan, było złe do szpiku kości. Dla każdego faceta, który podnosił rękę na swoją kobietę, powinno być specjalne miejsce w piekle. Nieważne, czy robił to, bo miał akurat taki kaprys, czy dlatego, że wyprowadziła go z równowagi. Finch spotykała na swojej drodze wiele furiatek, które w gniewie okładały ją pięściami, ale nigdy na żadnej się nie odwinęła. Ona, w przeciwieństwie do Daisy, zasłużyła sobie na to wszystko. Robiła je w chuja, okłamywała, a nawet dopuściła się zdrady. Dostanie w mordę zwyczajnie jej się należało. Ale Whitmore? Stała się workiem treningowym swojego męża tylko dlatego, że ten nie potrafił zapanować nad własną agresją po przegranych mistrzostwach. Jaki facet w ogóle tak się zachowywał?
Nie podnoś na mnie głosu, bo jak ja na ciebie krzyknę... — ostrzegła, przystawiając palec do jej klatki piersiowej. To nie na nią menadżerka powinna się wściekać. Kira rozumiała jej frustrację, ale nie zamierzała dawać sobą pomiatać. W szczególności, kiedy była pijana. Chciała jeszcze coś dodać, ale wtedy Daisy wyskoczyła z tym swoim monologiem. — A więc to moja wina, tak? — wykonała ruch, żeby wyswobodzić się z potrzasku, ale Whitmore blokowała jej drogę, zapierając się rękami o blat. — Przepraszam bardzo, że istnieję! Pragnę ci tylko przypomnieć, że nikt nigdy nie kazał ci się ze mną zadawać — prychnęła, jakoś dziwnie urażona faktem, że Whitmore próbuje odwrócić kota ogonem. Trzeźwa Finch skomentowałaby pewnie wzmiankę o oczach jak z nieba, ale ta najebana wolała mieć pretensje o... no właśnie, o co? O to, że Daisy lubiła spędzać z nią czas i wybornie bawiła się w jej towarzystwie? To głupie.
No co?
Zacisnęła usta w wąską linię. Nie, nie powie nic więcej. Nie powie jej, jak bardzo chciałaby ją pocałować i jak myślała o tym za każdym razem, kiedy się widziały. Nie ma chuja. Oddychała ciężko przez nos, nie spuszczając wzroku z niebieskich oczu Whitmore, które w tym świetle przypominały jej własne. Tylko po chwili okazało się, że Kira wcale nie musiała wspominać o pocałunku, bo menadżerka znienacka wpiła się w jej usta. Finch aż zesztywniała. Naprawdę miała wrażenie, że dostała jakiegoś paraliżu. Albo udaru. Wszystkie mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa. Wypuściła głośno powietrze w rozchylone wargi Daisy, odwzajemniając pocałunek. Najpierw trochę nieśmiało, zupełnie jak nie ona. Później trochę pewniej, zaciskając palce na jej biodrach i przyciągając ją do siebie. Łokciem trąciła puszkę z kawą, która przetoczyła się po blacie.
Whitmore smakowała herbatą i chociaż nie słodziła, miała najsłodsze usta na świecie. Nic dziwnego, że Kira momentalnie wytrzeźwiała. Czuła się tak, jakby dostała obuchem w łeb. Objęła ją jeszcze mocniej, wkradając się palcami pod materiał koszulki i bardzo delikatnie przesunęła paznokciami po nagiej skórze. Co się właśnie działo? Czy ona śniła? To musiał być sen. Straciła przytomność w barze i teraz leżała w szpitalu w komie. Ale pocałunek był bardzo namacalny i prawdziwy. Intensywny, ale jednocześnie tak cholernie miękki, że Finch przez chwilę zupełnie zapomniała, gdzie się znajdowały.
Daisy... — wyszeptała i odsunęła się od niej nieznacznie, ale tylko po to, żeby złapać jej spojrzenie. — Dlaczego to robisz? — zapytała i ujęła jej twarz w swoje dłonie. Tym razem to ona złączyła ich usta w czułym, ale krótkim pocałunku. Nie chciała jej odstraszyć. Nie chciała, żeby odskoczyła od niej jak oparzona, uświadamiając sobie, co właściwie się wydarzyło.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”