ODPOWIEDZ
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnie parę dni było prawdziwą nerwówką.[/akapit
Prescott była wdzięczna za to, że miała przynajmniej pracę w zakładzie pogrzebowym, bo ta zawsze pomagała jej się wyciszyć. Było dla niej coś uspokajającego w ciszy kostnicy oraz ciałach, które ją otaczały.
Powiedzmy, że w ciszy. Jak zwykle musiała mieć włączoną jakąś muzykę w tle. Zwykle było to coś z jej składanki, na której znajdował się głównie rock i metal, ale tym razem w głośnikach grała jej Chavela Vargas. Dlaczego? Było coś kojącego w hiszpańskojęzycznych przebojach, które leciały w tle.
Chociaż może nie powinna malować wielebnego Jenningsa do zawodzenia o La Lloronie? Nie obchodziło jej to. Najważniejsze, że praca jakoś jej szła. Może to była też to kwestia tych cudownych ciasteczek z dodatkiem marihuany, które sobie zajadała w ramach kolacji, bo nie miała nic lepszego na podorędziu. Na jej obronę: potrzebowała czegoś, co pomogłoby jej się rozluźnić. Nie stało za tym nic innego.
- To gdzie ty chciałeś mnie w końcu zabrać? - zapytała jeszcze, poprawiając podkład na twarzy nieboszczyka.
Frank stał gdzieś za nią. Ostatnim razem, gdy oglądała się przez ramię był oparty o ścianę kostnicy w pobliżu jej talerza z ciastkami. Wspaniałomyślnie chłopak wpadł po nią i był skłonny poczekać, aż zakończy swoje prace nad jednym ze zmarłych, a potem miał ją wyciągnąć na miasto. Albo do siebie... Nie pamiętała już. Wiedziała jednak tyle, że na pewno przyda jej się nieco czasu spędzonego w towarzystwie piłkarza. Zawsze była to jakaś odmiana od jej szarej codzienności... Chociaż może było to nieco nieodpowiednie słowo, skoro miała ostatnimi czasy spory pierdolnik w życiu prywatnym, o którym starała się nie myśleć.

franklin cosgrove
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
For good luck!
186 cm
prawy skrzydłowy w toronto fc
Awatar użytkownika
heaven can wait, we're only watching the skies hoping for the best but expecting the worst
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

2

do you wanna share a cookie and have fun, fun, fun?

{outfit}

Zwykle Franklin nie je ciastek. Nie z przekonania o słuszności diety sportowca, złożonej z ryżu, kurczaka, warzyw, owsianek i jego osobistej nemezis, czyli skyrów, ale dlatego, że te, które sprzedają w supermarkecie przerażają go ciągnącymi się na piętnaście linijek składami, a on sam nie ma czasu na stanie nad pięcioma różnymi miskami ani cierpliwości do lepiących się do palców mas. W sumie więc jedynymi ciastkami, po które sięga są te sprzedawane w Cafe Wanoka (ma gdzieś to, że słabość do japońskich słodyczy jest bardzo mainstreamowa) albo te, którymi raczą go jego przyjaciele.
Rue właściwie nie jest konwencjonalną przyjaciółką. Franklin mógłby zliczyć na palcach jednej ręki ich wymienione w przeciągu ostatnich czterech lat wiadomości (nie uwzględniając w tym konwersacji grupowej dla bliskich Roberta, którą założyła ta jej dziwna, nadpobudliwa koleżanka; Cosgrove stanął jej na drodze zupełnym przypadkiem, wracając z treningu, i do dziś nie rozumie jakim cudem przez ten jeden postawiony w złym kierunku krok został wciągnięty w pogrzeb szczura), ale wygląda na to, że ich obopólna oszczędność w słowa nie przeszkadza ani jemu, ani Ruelle. Gdy ponownie pojawił się w Toronto i mimochodem napisał do niej krótką wiadomość (wykorzystując ku temu fakt, iż akurat przejeżdżał obok grobu Roberta, który przypomniał mu o tej absurdalnej sytuacji sprzed lat), nie oczekiwał odpowiedzi. Ba, nie oczekiwał nawet, ze Prescott będzie go pamiętać, a jednak okazało się, że najwyraźniej oboje mają głowę do rzeczy, które zdrowiej byłoby sobie z niej wybić. Franklin nie jest pewien, czy powinien to przemilczeć, czy jednak zaproponować jej, żeby udali się na terapię grupową; nie dość, że na pewno wyszłoby to korzystniej cenowo to w dodatku przy okazji mogliby zrobić dobry uczynek i zgarnąć ze sobą tę śmieszną blondyneczkę, która czasami wciąż wysyła w konwersacji bliskich Roberta zdjęcia proszków do prania, prosząc o recenzje i opinie.
Gdy Rue wreszcie zadaje mu pytanie (przez ostatnie pół godziny ignorowała jego obecność, za bardzo skupiona na trupie), Franklin akurat sprawdza wynik meczu pomiędzy Vancouver Whitecaps a Montréalem. Na dźwięk głosu koleżanki jednak od razu podnosi wzrok znad telefonu.
Zaproponowałem ci jogę albo koncert, ale wysłałaś mi rzygającą emotkę, więc nie wiem co w końcu wolisz – mówi, a potem odrywa się od ściany, bierze do rąk jeszcze jedno ciastko (daje sobie rozgrzeszenie; przecież nie je ich codziennie) i podchodzi do Rue. Uznaje, że skoro ona pierwsza przerwała ciszę, nie potrzebuje już aż takiego skupienia. – Wow – wyrzuca z siebie. Trup leżący przed Prescott wygląda zadziwiająco… mało martwo. – Zmarli potrzebują jakichś specjalnych kosmetyków? – pyta, marszcząc brwi. – No wiesz, skoro są zimni – doprecyzowuje, a potem wpycha sobie ciastko do ust. Nie uważa się za specjalistę od makijażu, ale jego była dziewczyna, Emma, opowiadała mu czasami o podkładach, korektorach, bronzerach i innych skomplikowanych rzeczach, więc siłą rzeczy co nieco o tym wie. Nie ma jednak pojęcia, czy tych samych produktów można używać na trupach, toteż, przeżuwając ciastko, wbija wyczekujący wzrok w Ruelle. Jest gotowy na prelekcję.

Ruelle I. Prescott
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było to powiedzieć szczerze: Ruelle nigdy nie przypuszczała, że przypadkowe spotkanie pewnej blondynki będzie miało na nią tak silny wpływ. Dzięki niej poznała jednak masę osób zaproszonych na uroczysty potrzeb szczura Roberta. Najlepiej chyba dogadywała się z wujkiem Jimmym (milczącym ponurakiem, który pasował do niej aurą), jego szkolną miłością i Franklinem właśnie. Może i stracili kontakt na długi czas, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby odpisała mu na przypadkową wiadomość, którą napisał do niej skorzystawszy z tego, że oboje tkwili w groupchacie bliskich Roberta. Nie był on zbyt aktywny, ale czasem wpadały tam dziwne i śmieszne rzeczy.
Sama nie miała pojęcia dlaczego w ogóle się z nim spotkała. Chyba potrzebowała jednak czyjegoś towarzystwa. Dodatkowo był jeszcze skłonny spotkać się w kostnicy, bo wielu ludzi wolało unikać takich miejsc. Może po prostu był złakniony jej obecności? Bo na pewno nie chodziło o ciastka. Nie obiecywała mu przecież żadnych.
Wydała z siebie bliżej niezidentyfikowany pomruk, gdy tylko chłopak się odezwał. Faktycznie proponował jej te opcje. Zdążyła już w zasadzie wyrzucić je z głowy. Głównie ze względu na to, że jednak te odpowiedzi niekoniecznie ją przekonały. Czemu w ogóle piłkarz pomyślał, że to był odpowiedni pomysł?
- Wyobrażasz sobie mnie na jodze? - zapytała wprost, odwracając się w stronę chłopaka, bo naprawdę chciała się dowiedzieć czy widział ją w takim scenariuszu. - Przypomnij mi jeszcze czyj ten koncert to może się zastanowię.
To już brzmiało nieco lepiej, ale jeśli trafi na jakiś band czy piosenkarza, którzy jak najbardziej nie znajdowali się w jej guście to będzie się wyjątkowo męczyła. Musiałaby się wpierw na pewno nieco wstawić. Po kilku głębszych sporo rzeczy przestawało jej nagle przeszkadzać. Taka już była zbawienna moc alkoholu, która odblokowywała całkiem nowe możliwości.
- Jasne, że tak. Nie mają zwyczajnej temperatury ciała, więc potrzebują nieco innych produktów, które będą się dobrze trzymały na ich cerze - wytłumaczyła, bo przynajmniej w tej kwestii Frank się nie mylił.
- W ogóle... Nie przesadzasz z tymi ciastkami? Jeszcze za bardzo cię sieknie - ostrzegła go lojalnie, gdy tylko zobaczyła jak Cosgrove przeżuwa jeszcze jedno brownie.
Bo chyba mówiła mu, że wypieki były wzbogacone o hash... Prawda?

franklin cosgrove
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
For good luck!
186 cm
prawy skrzydłowy w toronto fc
Awatar użytkownika
heaven can wait, we're only watching the skies hoping for the best but expecting the worst
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Prawdę mówiąc, Franklin posiada na temat Rue bardzo niewiele informacji. Wie, że zajmuje się tanatopraksją (zwykle ludzką, szczury w pudełkach po crocsach lądują przed nią tylko od czasu do czasu), jest bardzo cierpliwa (musi być, skoro zadaje się z tak kolorową osobowością jak Juno, tą przesadnie energiczną blondyneczką o niezamykającej się nigdy gębie) i komunikuje się z ludźmi z taką samą efektywnością, co on (to znaczy – oszczędnie w słowach). To zaledwie trzy rzeczy. Ktoś na pewno uznałby je za niewystarczające, ale nie Franklin. Trzy informacje na temat Ruelle są dla niego podstawą do uznania ją za swoją prawie-przyjaciółkę; to zaś sprawia, że pojawienie się w zakładzie pogrzebowym, aby odebrać ją przed spędzonym wspólnie wieczorem wcale nie wydaje mu się dziwne.
Przekrzywia głowę, mierząc Prescott uważnym spojrzeniem. Nie, zdecydowanie nie wygląda jak ktoś, kto mógłby w ogóle rozważyć pomysł wzięcia udziału w czymś takim jak joga. Zamiast szerokich, lnianych dzwonów ma na sobie zwykłe jeansy, zamiast kwiatowej tuniki – czarną koszulkę i bluzę w takim samym kolorze. Przede wszystkim brakuje jej jednak gumowej opaski we włosach i dużych, plastikowych kolczyków, koniecznie w jakieś wymyślne wzory. To zdaniem Franklina jest największym atrybutem kobiet, które w wysiłku fizycznym szukają duchowości.
Hm, może na jakiejś satanistycznej – stwierdza w końcu, chociaż nie ma pojęcia, czy coś takiego jak satanistyczna joga w ogóle istnieje. – Uch… – Marszcząc brwi, wyjmuje z kieszeni spodni telefon. Wchodzi w internet, żeby odnaleźć oglądaną niedawno stronę z nadchodzącymi wydarzeniami kulturowymi w Toronto, ale ma w przeglądarce osiemdziesiąt trzy otwarte karty i zerowe pojęcie o tym, jak się wśród nich odnaleźć. – Nie pamiętam. Ale to chyba był jakiś zespół ludowy ze Słowacji? – pyta, jakby spodziewał się, że jakimś cudem Rue ma na ten temat więcej szczegółów niż on. – W sumie może z dwojga złego lepsza byłaby ta joga… – zastanawia się na głos, po czym wsuwa telefon z powrotem do kieszeni. Na pewno nie znajdzie w nim informacji, w których potrzebuje. Jest tego za dużo, a na dodatek dziwnie mieni mu się przed oczami. Wini za to dziwne oświetlenie w tej konkretnej części zakładu pogrzebowego. Właściwie większość światła skupia się na leżącym przed Rue trupem. To bardzo dekoncentrujące. W dodatku sprawia, że reszta pomieszczenia wygląda jakby nie istniała albo bugowała się na krawędziach.
Słysząc jej wyjaśnienia, Cosgrove kiwa głową, wciąż wpatrzony w nieboszczyka. Właściwie chciałby dowiedzieć się na ten temat trochę więcej, bo wydaje mu się, że poszerzona wiedza o kosmetykach mogłaby zaimponować dziewczynom na randkach. Ostatnio idą mu całkiem kiepsko. Franklin chyba wie dlaczego, ale mimo wszystko przekonuje się, że to tylko chwilowe. Jak tylko ponownie zadomowi się w Toronto, wszystko wróci na właściwe tory.
Energicznie przeżuwające ciastko usta nagle przestają się ruszać. Choć Cosgrove ma w buzi jeszcze sporo czekoladowej papki, jedno pytanie Rue wystarcza, aby zacisnęło mu się gardło.
Jak to – sieknie? – pyta zduszonym głosem, a potem szybko podchodzi do najbliższego kosza na śmieci i wypluwa do niego resztę trzymanego w ustach ciastka. Ląduje tuż obok zużytej gazy o obrzydliwym, żółto-zielonym kolorze. Na jej widok Franklin automatycznie zamyka oczy. Chociaż na co dzień nie jest człowiekiem, którego łatwo obrzydzić, tym razem robi mu się trochę niedobrze.

Ruelle I. Prescott
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno powiedzieć, aby mieli szczególnie dużo okazji, aby rozmawiać ze sobą na swój temat. Zapewne Rue mogłaby wiedzieć nieco więcej na temat Franklina, gdyby interesowała się ploteczkami na temat kanadyjskich piłkarzy, ale jakoś niespecjalnie ciągnęło ją do podobnych rozrywek. Nie musiała jednak szczególnie wiele wiedzieć na temat chłopaka, aby zechcieć spędzić z nim wieczór. Oczywiście, tuż po tym jak wielebny Jennings zostanie przez nią upiększony. Potem mogli iść na miasto.
Spodziewała się tego uważnego i analitycznego spojrzenia, które starało się ocenić czy faktycznie była jedną z tych dziewczyn, które chętnie udawały się na zajęcia z jogi, aby osiągnąć równowagę duchową, odnaleźć siebie lub po prostu skusiła je modna forma aktywnego spędzania czasu wybierana przez nadziane laski bez osobowości.
- Satanistyczna? Mielibyśmy leżeć w pentagramie zamiast robić jakieś klęczące zebry i wstające psy? - zapytała, gdy tylko Cosgrove w końcu zdobył się na swoją błyskotliwą odpowiedź. - Stać cię na więcej niż taki plan, Frank.
No, ale potem znowu wspomniał o tym koncercie, który znalazł właściwie nawet nie wiadomo gdzie. Może nie zdawał sobie sprawy z tego jakie możliwości oferowało Toronto? Było ich całe mnóstwo, ale akurat on musiał utknąć z jogą i zespołem folkowym ze Słowacji. Nie byłoby tak źle, gdyby jeszcze grali coś, co mogłoby się znaleźć w soundtracku Wiedźmina albo jakiegoś mrocznego fantasy/horroru osadzonego w słowiańskiej kulturze, ale spodziewała się raczej nieco zbyt promiennego zespołu pieśni i tańca z jakiejś podrzędnej wioski.
- Serio nie było nic lepszego? W tym mieście jest jakaś setka klubów, barów i innych miejsc pełnych rozrywki, a znalazłeś tylko te dwie opcje? - spytała raz jeszcze, a potem pokręciła głową, wracając do utrwalania makijażu zmarłego duchownego. - Nie wiem... Jakiś inny koncert? W desperacji możemy kupić butelkę rumu w bodedze na rogu i nauczysz mnie strzelać perfekcyjne karne.
Nie była znowu, aż tak wymagająca. Nie chciała zwyczajnie jakiś zajęć, które byłyby zwyczajnie krindżowe lub na tyle nudne, że dopuszczałyby do jej głowy zbyt dużą ilość myśli. Mogła za to się z nim spić i kopać piłkę na opuszczonym boisku. Nagle wydawało się to być idealnym planem na wieczór.
Nie miała nawet pojęcia przez co przechodził piłkarz w tym momencie. Sama nie czuła się zbytnio na haju. Może nieco rozluźniona, ale chyba zwyczajnie nie zjadła tyle ciastek, co on. W końcu była zajęta pracą, a Cosgrove bezczynnie stał obok jej zapasów i mógł się nimi do woli raczyć. Szkoda, że był nieświadomy tego, co tak naprawdę je.
Rozmowa o tanatokosmetologii musiała zaczekać. Nie sądziła, że Franklin wyrazi nią zainteresowanie, wle skoro już ją obserwował przy pracy to zapewne chciał z tego wszystkiego też nieco zrozumieć. Na pewno ten temat mógł być poruszony w bardziej naturalny sposób niż coś, co raczej nie miało dotychczas okazji przyjść im do głowy.
Odwróciła się tylko, gdy chłopak zdziwiony zadał jej pytanie odnośnie ciastek. Nie przypuszczała nawet, że mógł kompletnie nie zdawać sobie sprawy z tego, co właśnie przed chwilą konsumował.
- Ciastka doprawione ziołem. Powiedzmy, że... Ostatnio miałam sporo nerwów i musiałam się lekko odprężyć - powiedziała spokojnie, a potem przyjrzała się jak piłkarz wypluwa przemielone ciastko do kosza i dopiero wtedy coś kliknęło w jej głowie. - Czekaj... Nie mówiłam ci?
Mogłaby przysiąc, że to zrobiła, ale może była zbyt zaaferowana swoimi sprawami, że wypadło jej to z głowy. Albo nawet nie uznała tego za istotne, bo nie znała wielu ludzi, którzy reagowaliby w podobny sposób na takie produkty. Na jej usprawiedliwienie: zajadała się ciastkami jeszcze przed jego przybyciem, więc pewnie to one sprawiły dodatkowo, że trudno było jej spamiętać takie drobiazgi. Dość istotne drobiazgi.

franklin cosgrove
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
For good luck!
186 cm
prawy skrzydłowy w toronto fc
Awatar użytkownika
heaven can wait, we're only watching the skies hoping for the best but expecting the worst
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

W przyjaźni z ludźmi, którym nic nie mówi jego nazwisko, jest coś bardzo pokrzepiającego.
Franklin kocha piłkę. Spędza na boisku tyle czasu, że równie dobrze mógłby sprzedać swój dom i zamieszkać na stałe właśnie tam; może w szatni, a może w prowizorycznym schronie zrobionym w którejś z bramek? BMO Field jest na tyle duże, że na pewno znalazłby dla siebie jakieś wygodne miejsce. Mało tego – biorąc pod uwagę wszystkie znajdujące się na nim udogodnienia, takie jak stopiętnastocalowy telewizor, pokój gier wyposażony zarówno w PlayStation, jak i Xboxa, fotele z funkcją masażu i lodówki wypełnione napojami, wśród których są rodzaje nigdy niewidziane przez Franklina na własne oczy, zamieszkanie na stadionie brzmi wręcz jak co najmniej dwupoziomowe ulepszenie. Jeśli jeszcze mógłby liczyć na ciągłe towarzystwo swoich kolegów z drużyny, w ogóle robił się z tego raj. Rzecz w tym, że choć Franklin uwielbia piłkę nożną, bywaja momenty, że ma już dość ciągłego gadania o swoich wynikach, treningach, strategiach na kolejne mecze i innych klubach. Znajomość z osobami takimi jak Rue, kompletnie niewzruszonymi tym jak się nazywa, daje mu chwilę na oddech. Regenerujący jest nawet jeden wieczór spędzony poza presją, którą niesie ze sobą tytuł jednego z najbardziej obiecujących piłkarzy Kanady (jeśli wierzyć cholernemu OneSoccer, które nie może się zdecydować, czy Franklin Cosgrove jest przyszłością kanadyjskiej piłki nożnej, czy jednak zmarnowaną szansą; podejrzewa, że zależy to od autora artykułu, ale ci pseudo profesjonaliści jakimś cudem nigdy się nie podpisują).
On i Rue mogą więc (jeszcze) nie być najlepszymi przyjaciółmi, ale Frank i tak cieszy się na to spotkanie. Jest dla niego resetem. Poza tym, Rue jest naturalnie zabawna, nawet gdy wcale nie żartuje.
Słuchaj, to brzmi jak nowy, bardzo obiecujący kierunek w jodze – mówi równie poważnie. – Zdecydowanie powinniśmy w to iść. Może otworzymy własne studio? – proponuje, rzucając koleżance bardzo rzeczowe spojrzenie. Własny biznes to ryzyko, tak mówią, ale wydaje mu się, że z pomocą tej jej przesadnie krzykliwej koleżanki od Roberta, daliby sobie radę.
Nie spuszcza wzroku, gdy Ruelle daje mu do zrozumienia to, jak wielki zawód sprawił jej jego bardzo ubogi research. Dał z siebie wszystko, co miał. W innych okolicznościach nawet nie zajrzałby do internetu; po prostu poszedłby do centrum i miał nadzieję, że szczęście samo go odnajdzie.
Czułem, że wpadniesz na coś lepszego – chwali ją, słysząc pomysł wspólnego treningu po odurzeniu się alkoholem. – Ale na moje usprawiedliwienie, gdybym zaproponował jogę albo koncert po wyżłopaniu butelki rumu, pewnie też by się nam spodobało.
Po alkoholu ludzie rzadko kiedy utrzymują swoje standardy. Ludzie, to znaczy on. Dowodem na to są chociażby jego liczne ons-y z Belgii – coś, o czym woli nie myśleć. Zwłaszcza teraz, gdy malują się przed nim poważniejsze problemy.
Wciąż z zamkniętymi oczami opuszcza klapę kosza, która z trzaskiem odbija się od metalowego pojemnika. Odwraca się w kierunku Ruelle i dopiero wtedy otwiera powieki. Jest przygotowany na to, że będzie widzieć podwójnie albo przynajmniej zobaczy nad koleżanką stado tęczowych motyli, ale Prescott wygląda całkiem normalnie. Tak mu się wydaje.
Nie mówiłaś – zaprzecza, po czym bierze głęboki wdech. Patrzy na swoje ręce, żeby policzyć sobie wszystkie palce. Jeden, dwa, trzy, cztery… Boże, dlaczego nic mu nie powiedziała?! – Jezu, Rue! – Unosi dłonie do głowy i wplątuje je w krótkie, ciemne włosy. – Co teraz? Zjadłem ich… chyba trzy? – To wyplute do kosza było czwarte, ale Franklin nie może być pewien, czy THC nie przeniknęło do jego organizmu przez jamę ustną, bo nic nie wie o marihuanie. – To później wychodzi w testach? Wiesz, że mogą mi je zrobić kiedy im się zachce? A jak mnie wykopią z drużyny? – Kolejny bardzo głęboki wdech. – Nie, bez przesady, nie wykopią mnie. Nie za coś takiego. Nie za ciastka z ziołem. Prawda? – pyta, a potem wbija w nią wyczekujące spojrzenie. Skoro zajada się takimi smakołykami w pracy, musi wiedzieć o tym więcej niż on.

Ruelle I. Prescott
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
ODPOWIEDZ

Wróć do „White Lily Funeral Services”