Ich relacja jasno pokazywała mu, że potrafił jeszcze opiekować się drugą osobą. Co prawda, jakiekolwiek wątpliwości były kompletnie głupie, w końcu od lat troszczył się o własną siostrę, ale w jego mniemaniu było to coś zupełnie innego. Nawet jeśli polegało to na podobnych zachowaniach, to wszystkie emocje dotyczące dbania o bezpieczeństwo i komfort swojej dziewczyny były kompletnie inne. W zamian nie dostawał wywracania oczami lub komentarza, że był
nadopiekuńczym, starszym bratem — dostawał spojrzenie pełne miłości, wdzięczności i skoncentrowane tylko na tym, jaka była szczęśliwa, dzierżąc miejsce najważniejszej kobiety w jego życiu. No cóż, chyba Eleanor nieco spadła z piedestału, jednak skoro w jej życiu pojawił się chłopak, który najwidoczniej chciał zabiegać o względy jego siostry to… nie musiał się martwić? Co prawda nieco niepokoiło go to, że wpadł na chwilę do więzienia, ale liczył się fakt, że niesłusznie. A jeśli nie podoła jej wymaganiom, to będzie musiał wziąć go na przeszkolenie, żeby sprostał oczekiwaniom.
Spojrzał z lekkim zdziwieniem w jej niebieskie tęczówki i uśmiechnął się szeroko, słysząc to
nas. Chwyciło go to za serce, niesamowicie rozczulając i to chyba najwidoczniej pokazywało, że i Vita zaczynała nieco przyzwyczajać się do tego stanu rzeczy. Miał wrażenie, że adaptacja do tej sytuacji przyszła mu nieco szybciej, jednak nie miał do niej żadnych pretensji — wiedział, co wyprawiała jej rodzina, jak wjeżdżali jej na psychikę i twierdzili, że nie będzie mieć własnej rodziny. To było dla niego nie do pomyślenia, tym bardziej skoro sam stał przy jej boku od trzech miesięcy, gotowy pokonać wszystkie jej czarne myśli i zbudować wspólną przyszłość.
— Nie jest to normalne — mruknął, oczywiście komentując świra śledzącego ją całą drogę.
— Będziesz żegnać się ze swoimi świrami za dwa tygodnie? Będziesz musiała przyzwyczaić się do nowych — parsknął, chociaż wydawało mu się, że nie było ich zbyt dużo w jego okolicy… z drugiej strony, czy był obiektywny w tym? W końcu nie poruszał się dużo po swojej dzielnicy, skoro praktycznie wszędzie jeździł autem.
— Misiu… — zaczął, patrząc w dół na jej słodką, niewinną buźkę.
— Nie możesz aż tak ufać obcym ludziom. Jeśli chciałby cię o coś zapytać, to dlaczego nie zrobił tego od razu tylko cię śledził? — nie chciał jej stresować, jednak nie mógł całkiem udawać, że nic się nie stało. Rozczulała go ta jej ufność do świata, jednak musiał nieco nią potrząsnąć, żeby po prostu nie stała jej się krzywda.
— Liczę, że tak było — powiedział, lekko się uśmiechając, nie przecząc ani nie potwierdzając, że też widział tę osobę. Cholera, czuł napięcie w barkach, bo to wszystko stawało się coraz bardziej rzeczywiste. Najpierw kwiaty nieznajomego pochodzenia, później smsy, a następnie stalking. Zagranie na miarę Knoxa i przecież te wszystkie czynności były również krokami w sprawie jego klientki. Nawet nie chciał myśleć, co będzie następne; musiał skontaktować się z Calebem, żeby pomógł mu wcisnąć gościa za kratki. Bądź co bądź, jeśli tknie Vitę choćby opuszkiem najmniejszego palca, to i sam Aiden wyląduje w areszcie, bo prawdopodobnie nie wytrzyma.
Musiał się chociaż teraz uspokoić. Vita była w domu, razem z nim, cała i bezpieczna.
— Będziesz mogła — rzucił z rozbawieniem, krótko muskając czubek jej głowy.
— Zostaniesz moją asystentką, co ty na to? Chociaż nie wiem, czy to bezpieczne, bo wtedy nie skupię się na pracy — stwierdził ze śmiechem, chociaż taka była prawda — gdyby mieli razem pracować, Aidenowi ciężko byłoby się skupić.
— Hot? Mam nadzieję, że to ci wystarczy i już nie będziesz odczuwać potrzeby, żeby przychodzić na moje rozprawy? — zapytał, nawiązując do sytuacji sprzed tygodnia. Liczył, że już nie będzie mieć tego typu
niespodzianek. Nawet jeśli doceniał jej wsparcie, to jednak nie chciał go w takiej postaci. Teraz mierzyli się z konsekwencjami tego, chociaż dziewczyna nie była jeszcze tego świadoma. Odsunął się od jej ust na kilka centymetrów i zmrużył gniewnie oczy, kiedy zaczęła opowiadać o swoim sąsiedzie, z którym…
— Serio? — rzucił, nie odsuwając się od niej, a jedynie z bliska mierząc się spojrzeniami.
— Na pewno będzie tęsknić. W sumie fajnie, że będziesz mieszkać teraz u mnie. Poznasz moją sąsiadkę, z którą rok temu też ten no wiesz… — odpowiedział, bo oczywiście, że nie byłby sobą, gdyby nie odpowiedział na jej zaczepki. I w tym przypadku kłamał, bo nie sypiał ze swoimi sąsiadami, ale kto mu zabroni nieco przyaktorzyć?
— Ładnemu we wszystkim ładnie. — Cmoknął ją w czubek nosa, odsuwając się zaraz i ściągając całkiem krawat, odkładając marynarkę na oparcie i odkładając swoje szpargały na stół, żeby zaraz spojrzeć na swoją dziewczynę, kiedy wróciła przebrana, ubrana w jego za duży t-shirt, co zawsze cisnęło mu uśmiech na usta.
Machnął ręką. Robert czy Roger, kto by to wszystko spamiętał? Pokiwał lekko głową, kiedy powiedziała, że głupio było jej zaprzeczyć.
— A czemu miałbym się gniewać? — zapytał, patrząc na nią niezrozumiale.
— Przecież możesz mówić komu chcesz, a poza tym, Roger jest dość zaufaną osobą, żeby poinformować go o tym fakcie — odpowiedział, wzruszając lekko ramionami. Pochylił się lekko, gdy krótko musnęła jego usta, kładąc dłonie na jej biodrach, jednak z dalszą częścią pocałunku jego ręce przemieściły się, jedną gładząc na jej talię, a drugą zsuwając na pośladek, na którym lekko zacisnął palce. Żarliwie oddawał kolejne namiętne pocałunki, kompletnie stęskniony za nią przez cały dzień. Ta czuła pieszczota wręcz odebrała im tchu i odrywając od jej warg swoje, oparł czoło o to jej. Nie trudno byłoby im przejść do sypialni, w której zostaliby na chwilę dłużej albo nawet zostać na kanapie w salonie, na której również bez problemu mogliby się sobą zająć.
— Idź wstawić wodę na makaron, ja się przebiorę i zaraz przyjdę — rzucił w jej kierunku, dając jej na odchodne krótkiego buziaka i poszedł ubrać nieco swobodniejsze ubrania, wracając do kuchni, gdzie woda gotowała się, a Vita zaczęła coś kroić.
— To chyba nie jest makaron — stwierdził z rozbawieniem, przejmując z jej łapki nóż, który odłożył na deskę i delikatnie obrócił ją w swoim kierunku, zaraz łapiąc dziewczynę za uda, aby lekko ją unieść i usadzić na blacie obok niego, samemu przejmując to co zaczęła robić.
— To co? Kurczak po chińsku? Czy jakieś tagliatelle z czymś? — pozwolił jej wybrać, zanim zostanie prawdziwym szefem kuchni. Wymieniali się w gotowaniu, jednak dzisiaj szczególnie chciał ją odciążyć, skoro nie czuła się najlepiej. W międzyczasie wlał jej wody do szklanki, w drugiej rozpuszczając elektrolity, bo skoro wymiotowała to nie mogła mu się odwodnić.
— Musisz uzupełnić braki — dodał, zanim podjął dalszą rozmowę.
— I jaki masz plan? Nie możesz chodzić codziennie do pracy i kilka razy dziennie wymiotować, bo to niezdrowe dla was — zaczął rozmowę, której pewnie chciała uniknąć, ale w końcu musieli to przedyskutować, tak?
— I proszę cię, nie patrz na to, że chcesz jak najdłużej pracować, żeby mnie odciążyć — dopowiedział, patrząc na nią błagalnie. Nie chciał, żeby męczyła się i źle się czuła, denerwując się, że nikt nie będzie w stanie wziąć za nią nagle zmian.
my love