ODPOWIEDZ
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

4 września

Dzień, od którego oficjalnie, przynajmniej według ich własnych ustaleń, byli parą. Trzy miesiące przepełnione emocjami tak intensywnymi, że Holloway nigdy wcześniej nie miała okazji zaznać czegoś podobnego. Aiden wkroczył do jej świata, życia... w najmniej oczekiwanym momencie, bo na dobrą sprawę dopiero próbowała jakoś nawigować rozstanie ze swoim byłym mężem. Nie chciała się nikim interesować, a już tym bardziej poczuć do drugiego człowieka czegoś więcej niż zwykłą sympatię czy tolerowanie jego obecności przez dłużej niż jakies pięć minut. Może nie znajdowało się to również w planach samego O’Cahallana, ale najwyraźniej dwie osobowości, które nie pozwalały sobie w kaszę dmuchać, wcale nie musiały się wzajemnie pozabijać (no może czasami). Być może w ich przypadku właśnie idealnie szły ze sobą w parze?

Tego dnia wzięła wolne, bo bardzo chciała zrobić mu niespodziankę podczas jednej z jego rozpraw. Przez ostatni tydzień chodził wyjątkowo skupiony, wieczorami przesiadywał nad aktami, a niejednokrotnie zostawał też dłużej w pracy. Dlatego Vita zamierzała nie tylko zaskoczyć go swoją obecnością, ale również wyciągnąć później na obiad albo kolację, w zależności od tego, jak długo przeciągnie się cały proces. Pamiętała oczywiście, jak kilka tygodni wcześniej kategorycznie zabronił jej zjawiania się w miejscu jego pracy. Ale… no nie mogła tego odpuścić! Poza tym była ich miesięcznica. Pierwsza oficjalna, odkąd naprawdę byli razem, nie licząc tego, że samą datę rozpoczęcia związku ustalili trochę później.

Po drodze zajrzała do lokalnej kwiaciarni, bo chciała kupić mu niewielki bukiet. Oczywiście zamierzała wręczyć go dopiero po wyjściu z sądu. Po pierwsze, nigdy wcześniej nie dawała mu kwiatów i nie miała pojęcia, jak zareaguje. Po drugie, nie zamierzała robić tego w jego miejscu pracy, gdzie jakieś znajome twarze mogłyby później komentować ten moment i sie z niego naśmiewać. Po trzecie, kompletnie nie rozumiała, dlaczego wręczanie kwiatów mężczyznom wciąż uchodziło za coś dziwnego. Sama myśl, że większość z nich otrzymywała swój pierwszy bukiet dopiero po śmierci, cholernie ją smuciła. No ale anyways.... Kupiła kwiaty, wsiadła do tramwaju i mniej więcej trzydzieści minut później znalazła się przed budynkiem sądu. Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa podeszła do punktu informacyjnego i podała kobiecie nazwisko Aidena oraz godzinę rozpoczęcia rozprawy, którą udało jej się wcześniej dyskretnie od niego wyciągnąć.

Kobieta przez moment przeglądała dzienny wykaz spraw. - Rosevelt przeciwko Knoxowi. Proces karny. Adwokat O’Cahallan, prokurator Cosgrove. Sala trzynasta - poinformowała. Vita uśmiechnęła się pod nosem, podziękowała kobiecie, a następnie ruszyła wskazanym korytarzem. Kwiaty zostawiła w szatni, wyciszyła telefon, wsunęła go do torebki i weszła do środka jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia. Zajęła miejsce w jednym z tylnych rzędów galerii dla publiczności, pomiędzy kilkoma obcymi osobami. Nie było żadnej wyznaczonej strony oskarżenia ani obrony, więc usiadła tam, skąd miała całkiem dobry widok na przód sali, jednocześnie pozostając na tyle daleko, by Aiden nie zauważył jej od razu.

Po kilku minutach w końcu go zobaczyła. Wszedł na salę z grubą teczką dokumentów wsuniętą pod ramię, a Vita wyprostowała się odruchowo, obserwując go z zaciekawieniem i kurde, jezu... jaki on był seksowny, omg. Zaraz po nim pojawił się Crosgrove wraz z Knoxem, prowadzony na swoje miejsce, nagle odwrócił głowę w stronę galerii. Jego spojrzenie przesunęło się po zebranych, aż w końcu zatrzymało właśnie na niej. Trwało to zaledwie kilka sekund, ale Vicie wydawało się, że zdecydowanie za długo. Ciarki przeszły jej po całym ciele. Odwróciła wzrok dopiero wtedy, gdy urzędnik sądowy poprosił wszystkich o powstanie. Do sali wszedł sędzia, a kiedy zajął swoje miejsce, zebrani mogli ponownie usiąść. Dopiero podczas odczytywania zarzutów Vita zorientowała się, czego dotyczył proces. Knox został oskarżony o nękanie, napaść powodującą obrażenia oraz napaść seksualną. Według przedstawionych informacji przez kilka miesięcy miał śledzić pokrzywdzoną, pojawiać się pod jej domem i miejscem pracy, zasypywać ją wiadomościami, a ostatecznie zaatakować, kiedy wracała wieczorem do mieszkania... a gdy kobieta weszła później na salę, jedna z jej rąk nadal tkwiła w stabilizatorze, a na policzku widniała niewielka, choć wyraźna blizna. Vita poczuła, jak cała wcześniejsza ekscytacja ustępuje miejsca nieprzyjemnemu uciskowi w żołądku i w tamtym momencie zrozumiała dlaczego nie chciał, żeby odwiedzała go w pracy. Szkoda tylko, że na te wnioski było już za późno.

handsome lawyer
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pierwszy miesiąc minął niebezpiecznie szybko — w zasadzie nim Aiden zdążył się obejrzeć, tak już spoglądał w kalendarz i przypominał sobie o ich pierwszej, oficjalnej miesięcznicy. To co, że w teorii spotykali się od trzech miesięcy. Datę ustalili zdecydowanie później, więc nawet powinni nadrobić pominięte świętowanie. O’Cahallan nie był szczególnym romantykiem, a przynajmniej zawsze mu się tak wydawało. Poznając Vitę i tworząc z nią już coś o wiele bardziej poważnego, miał gdzieś wewnątrz siebie potrzebę, aby zaskakiwać ją drobnostkami i pamiętać o szczegółach, do których większość facetów nie przyznałaby się. Może to wszystko dlatego, że on nie był jak większość? Zwracał uwagę na pierdoły, o których mu opowiadała, chłonął wszystkie informacje, nawet jeśli zdawało się, że nie słuchał albo robił to wybitnie nieuważnie. Mógł z małą dozą skromności powiedzieć, że chyba był całkiem dobrym chłopakiem — a przynajmniej jego dziewczyna dobrze okazywała to, spoglądając w niego zahipnotyzowanym spojrzeniem i będąc tak szczęśliwą. Naprawdę realnie widział różnicę między tym, jak zaczęli się spotykać na ich niby-randki, a teraz, gdy już kilka miesięcy żyli obok siebie. Dałby sobie rękę uciąć, że Holloway z dnia na dzień stawała się bardziej beztroska.

Ich data nie-pierwszej miesięcznicy wypadała dość niefortunnie, bo w dzień, w którym odbywała się dla niego ważna rozprawa. Ważna i ciężka, nad którą siedział naprawdę wiele, analizował wszystko po kolei i prowadził długie burze mózgów ze swoim mentorem, żeby upewnić się, że to wygra. Z jednej strony nie lubił takich spraw, a z drugiej wiedział, że zrobi absolutnie wszystko, aby wrzucić gościa za kratki na możliwie najdłuższy okres. Dziadkowie wychowali i nauczyli go bezwzględnego szacunku do kobiet i respektowania ich granic — cholera, miał siostrę, która była jego oczkiem w głowie i teraz również dziewczynę, o którą dbał jak o swój najdroższy skarb. Skręcało go na myśl, że jakiś obrzydliwiec mógłby zachować się w podobny sposób właśnie wobec nich. Nie było takiej, kurwa, opcji.

Dlatego tak strasznie denerwował się, gdy Vita tak uparcie próbowała postawić na swoim, aby odwiedzić go w pracy i ze wszystkich możliwych dni oraz rozpraw, uparła się na tę. Potrafił zrozumieć to, ponieważ widziała, jak długo nad nią ślęczał. Rozumiał, że chciała być kochana i wspierać go w ciężkim dniu, ale nie teraz, nie z tym zbrodniarzem. Nie chciał, aby była chociażby w zasięgu jego wzroku i mogłaby stać się jego łatwym kąskiem, gdyby Aidenowi poślizgnęła się noga i przypadkiem nie wpierdzieliłby go za kratki. Wtedy musiałby ją wywieźć z Toronto — nie pozwoliłby jej chodzić tak beztrosko po ulicach, kiedy była narażona.

Ubrany w togę wszedł jako pierwszy na salę, zaraz za nim prokurator i oskarżony. Ofiara weszła chwilę później, przywitał się z dziewczyną i wiedział, że obawiała się tej konfrontacji; był przekonany, że aż drżała ze strachu przed mężczyzną siedzącym naprzeciwko nich. Uspokoił ją słowami, że nie groziło jej tutaj żadne niebezpieczeństwo i ledwo skończył zdanie, a musieli wstać — Sędzia wchodził na salę.

Pora rozpocząć zabawę.


Nie spoglądał na widownię i nie przyglądał się, kto na niej siedział — mało go to interesowało, chyba że potrzebował to do wyższych celów i wygłaszał poruszającą mowę, aby pobudzić serca nie tylko ławy przysięgłych, ale również osób postronnych. Był dobrym mówcą i w gruncie rzeczy również dobrym manipulatorem, chociaż rzadko kiedy pokazywał tę swoją broń. Podejrzewał, że jednak dzisiaj będzie musiał przyaktorzyć. Cała rozprawa wymagała od niego takiego wysiłku i podczas przesłuchiwania świadków, i podczas zadawania pytań własnej klientce, bo wiedział, że Cosgrove miał tendencje do sugestii, które wprowadzały ofiary w zakłopotanie. Kilka razy musiał zgłosić sprzeciw, czasami sąd hamował prokuratora, a Aiden miał naprawdę dość. Spojrzał na Knoxa w momencie, kiedy pod koniec sprawy utkwił wzrok w tłumie. Podążył za jego spojrzeniem i wtedy dostrzegł ją.

Vitę, jego kochaną dziewczynę, którą teraz miał ochotę zamordować. Średnio te myśli wypadały na tle sprawy, w której teraz uczestniczył, ale dziewczyna musiała wyczuć jego spojrzenie na sobie i zaraz nawiązali kontakt wzrokowy. Jego twarz zdecydowanie miała napisy i gdy tylko przeniósł wzrok z powrotem na Knoxa, ten z uśmiechem przeskakiwał między nimi spojrzeniem.

Kurwa.

Sprawa się skończyła. Bez wyroku, ale Aiden wiedział już od początku, że będzie to jedno z kilku jakże przyjemnych spotkań. Sędzia wyszedł, zaraz jako pierwszego wyprowadzono oskarżonego i adwokat widział, że patrzył się w kierunku Vitki. O’Cahallan zacisnął mocno szczękę, wymieniając kilka zdań ze swoją klientką i umówił się z nią na jutro do biura, aby omówić dzisiejszą sprawę. Wszyscy poszli przodem, Vita też musiała już wyjść przed salę, więc zgarnął akta i wszystkie papiery, wychodząc na korytarz, gdzie dojrzał dziewczynę, która uśmiechała się do niego. Cieszył się, że ją widział, ale… nie było mu do śmiechu. Podszedł do niej w kilku długich krokach, chwytając ją za nadgarstek — nie mocno, ale stanowczo, specjalnie nie splatając ich palców razem. Wszedł do pomieszczenia, które było jakimś pustym gabinetem i zamknął za nimi drzwi. — Czy możesz mi wyjaśnić, co ty tu do cholery jasnej robisz? — zapytał, siląc się na najspokojniejszy ton głosu. Nie chciał krzyczeć, mało kiedy to robił, bo nie czuł potrzeby, ale teraz był potężnie zirytowany. — Czego nie zrozumiałaś w zdaniu, nie przychodź na moją rozprawę? — dodał po chwili, zaplatając ręce na piersi i patrząc na nią wyczekująco. Wiedział, a przynajmniej spodziewał się, jaka będzie odpowiedź — dzisiaj jest ich rocznica, chciała go wesprzeć, ale Aiden zastanawiał się, czy miała świadomość, jak ważna to była sprawa. I jeszcze Knox spoglądający w jej kierunku…
…Jezu Chryste. troublemaker
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie było tak, że go nie słuchała albo ignorowała wszystko, co do niej mówił. Słuchała. I to uważnie. Brała sobie do serca jego opinie, feedbacki... tylko że już troszkę ciężej było jej z przyswajaniem tego wszystkiego do siebie. Tutaj chodziło oczywiście o kwestię tej przeklętej rozprawy. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie chciał, żeby po prostu przyszła go wesprzeć i pooglądać, jak pracował. Zdawała sobie sprawę, że o tremę na pewno tutaj nie chodziło, bo jej chłopak był nie tylko pewny siebie, ale też doskonale wiedział, co robił. Kalkulując więc w swojej dwujęzycznej główce wszystkie za i przeciw, doszła do wniosku, że jednak więcej miała tych za. Bo słuchajcie. Jeżeli tam pójdzie, to będzie mogła zobaczyć swojego faceta w akcji. Będzie go wspierała. Zobaczy go w ich miesięcznicę i, co równie ważne, będzie mogła pokazać, jak cudowną dziewczyną jest, skoro przyszła do pracy swojego mężczyzny. A przeciw? No miała w głowie tylko jeden argument.. że go wkurzy. No więc dodając cztery do jednego, wychodziło pięć, a ta liczba nie ma żadnego znaczenia w tej opowiastce, więc jak gdyby nigdy nic postanowiła się tam zjawić.

No więc siedząc tam na widowni w sali rozpraw, ze świadomością, że najprawdopodobniej nie będzie zadowolony na jej widok, obserwowała go uważnie. Pomiędzy jednym a drugim oddechem zachwycała się tym, jak atrakcyjnie wyglądał w tej todze i że chętnie by go tam… Dobra. Zbaczamy z toru... no więc obserwowała go. To, jaki był locked in w tym, co robił. W jaki sposób przesłuchiwał świadków. Z jaką dynamiką walczył o dobro swojej klientki. Vita przyglądała się temu wszystkiemu jak w obrazek, totalnie speechless, bo wiedziała, że był dobry, ale nie aż tak. Gdzieś w dalszym ciągu czuła na sobie to obrzydliwe spojrzenie, które doprowadzało jej ciało do gęsiej skórki. Zwłaszcza ten ostatni raz, gdy pod koniec sprawy oskarżony nie odrywał od niej wzroku, uśmiechając się pod nosem w sposób, od którego robiło jej się niedobrze. Spojrzała mu w oczy. I właśnie w tej samej chwili poczuła na sobie drugie spojrzenie. Powoli, prawie leniwie przesunęła wzrok, a jej niebieskie tęczówki zderzyły się z tymi abstrakcyjnymi jego. FUUUCK. Wiedziała, że miała przerąbane. - Cholera… - mruknęła pod nosem, szybko spoglądając w dół, żeby zakończyć tę walkę na to, kto mrugnie pierwszy.

Gdy wszystko dobiegło końca, szybko wyszła na zewnątrz razem z resztą publiki, układając sobie w głowie plan, jak udobruchać zezłoszczone serduszko swojego płomiennowłosego. Nie no. To będzie bułka z masłem. Izi pizi, co nie? Czemu ona się tak stresowała? Przecież to nie było nic takiego. Tylko odwiedziła swojego chłopaka w pracy. Tylko przyszła go wesprzeć. Tylko, no wiecie, absolutnie nie zignorowała jego jasnej prośby, żeby tego nie robić. To czemu patrzył na nią wtedy tak, jakby planował sto różnych sposobów na ukaranie jej? Fucking hell. No przejebała. Po kilku minutach jednak ujrzała swojego faceta. Uśmiechnęła się szeroko, unosząc dłoń, żeby mu pomachać, ale dosłownie sekundę później znalazł się przy niej niczym lightning mcqueen. Zacisnął dłoń na jej nadgarstku i pociągnął ją za sobą do pomieszczenia.

Okej.

Teraz już nie miała żadnych wątpliwości. Przerąbała sobie. Stała przed nim, zerkając na niego do góry i słuchała uważnie jego wnerwionych pytań. - Wszystko zrozumiałam. Powiedziałeś, żebym nie przychodziła, ale doszłam do wniosku, że miałam więcej za niż przeciw - powiedziała całkiem poważnie, wpatrując się w jego oczy. No bo miała. Cztery do jednego, co nie? - Chciałam ci zrobić niespodziankę - dodała trochę ciszej. Po chwili jednak podeszła do drzwi, chwyciła za klamkę i zerknęła na niego szybko. - Poczekaj, zaraz wrócę! - Nie dała mu nawet momentu na odpowiedź, bo wybiegła z gabinetu i poleciała do szatni po kwiatki. Wróciła zaraz, wysuwając je dosłownie pod jego nos. - Happy three months? Przepraaaszam - zatrzepotała rzęsami i zrobiła smutną minkę. Dobra. To nie tak, że go nie słuchała. Już do tego doszliśmy na początku posta. Ale teraz zrobiła kolejną kalkulację w głowie i były dwie możliwości. Pierwsza... zdenerwuje go jeszcze bardziej. Druga... jego serce zmięknie na widok kwiatków i jej słodkiej minki, po czym ją przytuli i wybaczy. Ahh, w sumie była jeszcze trzecia. Zamknie drzwi na klucz i przerzuci ją przez to biurko za nimi. Ale szczęście chyba aż tak się do niej nie uśmiechało. XD

kochanie
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Miał kilka argumentów przez które cieszył się, że ją widzi. Sam jej widok zawsze polepszał mu dzień, a cudowny uśmiech dziewczyny sprawiał, że Aidenowi robiło się się lżej na sercu. Czy ktoś pomyślałby, że wpadnie tak bardzo po uszy? Był zakochany na zabój, chociaż to było zbyt małe określenie uczuć, którymi ją darzył. Vita bez dwóch zdań była jego miłością życia; i można by pomyśleć, że nie powinien wynosić takiego wniosku po ledwie trzech miesiącach znajomości, ale takie rzeczy po prostu się czuje. Tyle lat odrzucał jakiekolwiek uczucia i zaloty innych kobiet, że jego obecne emocje były dla niego wbrew pozorom proste i oczywiste.

Oczywiste było również to, że chciał chronić kobietę, którą kochał.

Dlatego tak bardzo nie chciał, aby przychodziła na rozprawę mężczyzny, który okrutnie poturbował jego klientkę; który w jego oczach był przebrzydłą kanalią i robił wszystko, aby wpakować mężczyznę do pierdla i jednocześnie wynegocjować dla ofiary jak najlepsze zadośćuczynienie. Nie chciał, żeby Holloway jakkolwiek przykuła jego uwagę, żeby padło na nią choć jedno, najmniejsze spojrzenie tego zwyrola. Czy mógł przyciągnąć swoimi obawami nieszczęście? Knox patrzył na nią, uważnie lustrując ją, a później obserwując ich walkę na wzrok, którą Aiden wygrał.
Oczywiście, że wygrał, bo jego spojrzenie było nieustępliwe i mówiło jedno: Vita miała cholernie przerąbane.

Jednocześnie jednak była jego słabością. Stał z zaplecionymi na torsie rękoma i spoglądał na nią niedowierzając. — Więcej za niż przeciw? Ciekawe — mruknął niezadowolony. — Następnym razem może je skonsultuj ze mną? Jestem przekonany, że szybko zbiłbym twoje argumenty. — Dla niego nie było żadnych za, które przemawiałyby za tym, że miałaby tu dzisiaj się pojawić. Miał tylko nadzieję, że mężczyzna nie dostanie żadnej przepustki i będzie siedzieć w areszcie dopóki nie dostanie wyroku. Nie umiał się na nią gniewać. Zaciśnięta szczęka coraz mniej była spięta, a głębokie odetchnięcie jasno sygnalizowało, że powoli odpuszczał. — Vita… — zaczął, widząc ją przy drzwiach, jakby obawiając się, że poczuła się urażona i po prostu wyjdzie, obrażając się na niego, a ona kazała mu czekać.

Miał czekać.

W złości, milionie negatywnych emocji i napięciu. Co ona znowu wymyśliła? Oparł się o biurko, wyjmując telefon i krótko spoglądając na powiadomienia, chowając go od razu, kiedy wróciła do pomieszczenia z… bukietem kwiatów, które przysunęła je pod jego nos. Cholera, co ona z nim robiła? Spojrzenie złagodniało, a on tylko jedną dłonią chwycił od niej bukiet, drugą kładąc na jej biodrze i przysuwając ją do siebie, że stała teraz między jego nogami. — Oszaleję przez ciebie, Holloway — mruknął, nachylając się, żeby złożyć krótki, ale czuły pocałunek na jej ustach. — Dziękuję, słońce, ale przekupstwo nie jest legalne — zaśmiał się, szturchając swoim nosem ten jej. — Słodkiej miesięcznicy, życzę nam teraz trzystu miesięcy, choć to chyba zbyt mało wychodzi — zastanowił się, ale przecież wiadome i powszechnie znane było to, że Vita została uwięziona z nim na zawsze, tak? Aiden był teraz poważny adwokatem, nie mógł jej przerzucić przez biurko, choć patrząc na nią miał niewyobrażalną ochotę to uczynić. Musiało starczyć jej zaakceptowanie przeprosin i ewentualnie kontynuacja ich marzeń w domu.

≪ ◦ ❖ ◦ ≫


Przez tydzień wiele się zmieniło. Przede wszystkim, Vita była w ciąży. To była największa rewelacja, która miała zmienić ich najbliższe miesiące… cholera, całe życie. Już do końca swoich dni mieli mieć osobę, o którą będą dbać, troszczyć się i martwić. Mieli mieć dziecko, które było niezaplanowanym owocem ich miłości i mimo że początkowa wiadomość nieco ich zaskoczyła, tak z dnia na dzień zdawali się coraz bardziej akceptować zbliżającą się rzeczywistość. Czy mieli inne wyjście? W końcu zdecydowali się zachować fasolkę i dać jej za kilka miesięcy wyjść samodzielnie na świat.

Przez ten tydzień zmieniło się również to, że Aiden zaczął dostawać dziwne smsy i od razu stwierdził, że próba wyparcia i zignorowania będzie najlepsza. Nie podziałało, więc odpisał pomyłka, ale gdy już zaczął dostawać wiadomości ze szczegółami oraz sugerujące jakieś intymne myśli z jego dziewczyną… wiedział, kto za tym stał, bo wiedział, kto dostał warunkowe zwolnienie pod nadzorem — a jednak nadzór nie był zbyt skuteczny. Jechał do domu, kiedy Vita napisała do niego o tym, że czuła się śledzona. Kurwa mać. Z pewnością złamał z parę zasad ruchu drogowego, jadąc do niej na wariata. Zaparkował pod ich blokiem i od razu ruszył w kierunku kropki, którą miał na lokalizacji i wychodząc zza rogu ktoś na niego wpadł. Musiała naprawdę szybko iść, że nagle znalazła się przed nim i odruchowo chwycił ją w talii, aby przypadkiem nie upadła od lekkiego uderzenia w jego tors. — Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? — zarzucił ją pytaniami, przenosząc dłonie na jej policzki, aby spojrzeć na jej buźkę, po czym uniósł spojrzenie ponad jej głowę, aby dostrzec, jak mężczyzna w czapce z daszkiem odwraca się i idzie w drugim kierunku. Z profilu był przekonany, że był to Knox; ale czy powinien jej to wszystko mówić? Stresować ją i narażać na obawy oraz overthinking, a także naruszać spokój ich fasolki? Z drugiej strony wiedział, że powinna uważać, więc siedziały w nim dwa wilki, a jeden z nich uparcie szeptał mu, że wyrządza jej niewyobrażalną krzywdę, nie informując jej o tym wszystkim. Przeniósł na nią z powrotem spojrzenie, uśmiechając się lekko. — Chodźmy do domu — skwitował krótko. Oczywiście, że jego obecność odstraszyła natręta. Szybko odwrócił się na pięcie, mając nadzieję, że Aiden go nie dojrzy, ale niestety, tej ohydnej twarzy nie dało pomylić się z nikim innym.

my ideal girlfriend
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, wiedziała, że sobie u niego ostro przerąbała i pewnie dostanie po dupce, jak tylko nikt nie będzie patrzył, ale zrobiła to wszystko for the good cause, okay!? Nie zawsze obchodzili miesięcznice… a zwłaszcza tę trzecią! Stała przed nim, patrząc na niego najbardziej przepraszającym spojrzeniem, na jakie było ją stać. - Aiden, no nie bądź gbuuuur. Przepraszam, okej? - zatrzepotała rzęsami. - To nasza pierwsza oficjalna miesięcznica odkąd wyszedłeś, wiesz, po to mleko, zostawiłeś mnie samą i złamałeś mi serduszkooooo. - Dobra. Może nie powinna była tego mówić. Ale halo, w miłości nie zawsze grało się czysto, mkay?? - Więc chciałam to z tobą jakoś uczcić… nie bądź zły. Kochaj mnie - zrobiła słodki dzióbek, mając ogromną nadzieję, że właśnie wygrała tę bitwę. A potem przypomniała sobie jeszcze o kwiatkach. Pomknęła po bukiet, który dla niego kupiła, i po chwili wróciła, wręczając mu go z szerokim uśmiechem. Jeszcze bardziej rozpromieniła się, kiedy zauważyła uśmiech na jego twarzy i poczuła, jak przyciąga ją bliżej. - Ja już oszalałam przez ciebie, O'Cahallan - mruknęła poprzez pocałunek. Na jego kolejne słowa zrobiła teatralnie zamyśloną minę i przyłożyła palec do ust. - Nie jest legalne? Hmmmm… - przeciągnęła, - Będziesz musiał mnie za to jakoś ukarać czy tylko dasz mi upomnienie?- Uniosła brew i parsknęła śmiechem. Przymknęła oczy z rozczulonym uśmiechem, kiedy szturchnął jej nos swoim, po czym odparła, - Jak najwięcej. Muszę cię w końcu sobą wykończyć, no nie?

∧,,,∧
( ̳• · • ̳)
/ づ♡

W dalszym ciągu było dla niej dość surrealistyczne, że była w ciąży i na dobrą sprawę niedługo zamieszka z Aidenem nie tylko jako jego dziewczyna, ale jako jego ciężarna dziewczyna. Po tym małym załamaniu nerwowym, które miała na początku, zdążyła jednak trochę oswoić się z myślą, że naprawdę może na niego liczyć, no i byli w tym oboje, a nie tylko ona sama. Pierwszy raz od bardzo dawna, a może tak naprawdę od prawie dziesięciu lat, czuła, że faktycznie mogła stworzyć swoją własną rodzinę. Nie do końca na własnych zasadach, bo informacja o dziecku spadła na nich jak grom z jasnego nieba, ale mimo całego szoku była naprawdę cholernie szczęśliwa. Płomiennowłosy troszczył się o nią jak szalony, a nawet sam zaczął wysyłać do niej smsy! CO było, kurcze, jakimś miracle. No dobra, najwyraźniej żeby to osiągnąć, Vita musiała zajść w ciążę, ale pomińmy ten malutki szczegół, lol.

Tego dnia podczas zmiany od początku czuła się trochę nie tak, jak powinna. Mdliło ją praktycznie co chwilę, a każdy drink, który przygotowywała, sprawiał, że kilka minut później musiała biec do łazienki i wyrzucać z siebie wszystko, co wcześniej zjadła albo wypiła. Jej manager oczywiście nie był zachwycony, kiedy powiedziała, że chce wcześniej skończyć, ale Roger i kilku innych stałych klientów właściwie wymusili na nim, żeby ją puścił. Na szczęście udało jej się znaleźć kogoś na zastępstwo. Wiedziała, że Aiden ma dużo do ogarnięcia w pracy, więc nie chciała zawracać mu głowy. Wyszła z pubu i skierowała się na przystanek tramwajowy.

Już wtedy, kiedy pisała do swojego chłopaka wiadomość, miała dziwne wrażenie, że ktoś się na nią patrzył. Zerknęła w lewo i zauważyła mężczyznę w czapce z daszkiem. W momencie, w którym złapała z nim kontakt wzrokowy, natychmiast odwrócił spojrzenie. No nic. Może sobie coś wymyśliła. Wzruszyła ramionami i weszła do zatłoczonego tramwaju. Złapała się jednej z metalowych rur, próbując znaleźć sobie trochę miejsca pomiędzy ludźmi, i czekała na swój przystanek. Tylko że to dziwne uczucie bycia obserwowaną ani na chwilę nie znikało. W pewnym momencie zauważyła, że ten sam mężczyzna zaczął przesuwać się w jej stronę. Świetnie. Na szczęście właśnie wtedy tramwaj dojechał do jej przystanku, więc Vita praktycznie z niego wyskoczyła. Nie odwróciła się ani razu. Cała sytuacja trochę za bardzo ją creeped out, dlatego od razu ruszyła w kierunku bloku, pisząc kolejne wiadomości do Aidena.

Posłuchała jego rady i nie wchodziła do budynku. Trzymała się głównych ulic i nie skracała drogi żadnymi bocznymi przejściami, ale mimo wszystko dalej czuła na sobie to dziwne spojrzenie. W pewnym momencie znowu wyczuła czyjąś obecność za sobą. Przyspieszyła. Chciała jak najszybciej wyjść zza rogu bloku, kiedy nagle w coś, a raczej w kogoś, przygrzmociła i o mały włos nie straciła równowagi. - Auuu - jęknęła, unosząc wzrok. I dopiero wtedy zobaczyła przed sobą swojego chłopaka. - Aiden, jesteś. - Od razu się uśmiechnęła, kiedy położył dłonie na jej policzkach. - Taaak, jestem okej. Wszystko dobrze, nic mi nie zrobiłeś - zapewniła, kładąc własną dłoń na jego. Po chwili odsunęła ją tylko po to, żeby szybko wtulić się w jego ciało. - Mhm, chodźmy. - Chwyciła go za rękę i razem weszli do klatki. Dopiero kiedy znaleźli się w windzie, wypuściła powietrze z płuc i oparła się plecami o ścianę. - Kurde, chyba mam jakieś zwidy przez tę ciążę - westchnęła pod nosem. - Cały czas mi się wydawało, że ktoś mnie śledzi. Nawet przez całą podróż tramwajem. - Spojrzała na niego po chwili, marszcząc lekko brwi. - A ty czemu jesteś tak szybko? Myślałam, że jeszcze musisz popracować? - uniosła brew, wpatrując się w niego pytająco.

my protector ♡
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przejmował się bezpieczeństwem swojej dziewczyny. Nie chciał, aby spadł z jej głowy choćby najmniejszy włos, nie mówiąc o innych krzywdach, które ktoś mógłby jej wyrządzić. Im wyrządzić, bo jeszcze nie do końca przestawił się, że rzeczy, które dotykały Vitę, miały bezpośredni wpływ na dziecko, które rozwijało się pod jej sercem.
Jechał w kierunku domu, chociaż miał jeszcze trochę pracy, ale czy coś zabraniało mu nieco popracować ze swoich czterech ścian? Nie miał do analizowania papierów, bardziej sprawy kontaktowe z klientami, kilka e-maili, mało znaczące pisma, co mógł nawet zrobić wieczorem, jak dziewczyna będzie przysypiać — oczywiście, że wolał odhaczyć to od razu, bo mimo wszystko nie chciał odbierać sobie przyjemności z tego, aby móc się z nią położyć, przyciągnąć ją do siebie i rozkoszować się tym spokojem, kiedy ich oddechy wyrównywały się, a sen rozkosznie napływał. Miał nadzieję, że takich chwil będzie coraz więcej, że Vita nie będzie chodzić na późne zmiany albo że w ogóle pójdzie do lekarza po zaświadczenie, że jest w ciąży i nie powinna pracować. W końcu będzie coraz gorzej, prawda?

Cholernie zestresował się tym, że ktoś ją śledził. Z bliska przyglądał się jej twarzy, próbując odczytać większe zaniepokojenie, ale ku jego zdziwieniu, Vita musiała nie zwrócić na to wszystko aż tak wielkiej uwagi, a co ważniejsze, nie dostrzegła, kto był jej stalkerem. Czy może… nie powinien wstrzymać się? Zostawić ją jeszcze w niewiadomej otoczce, żeby czasami nie bała się wychodzić z domu? W obecnej chwili najważniejsze było to, że nic jej się nie stało. Nic nie bolało ją od wpadnięcia na niego i wyglądała beztrosko. — Jestem — potwierdził, kciukiem przejeżdżając po jej policzku. Był, jest i będzie — zawsze gdy będzie się bać, zwątpi lub zmartwi. Już wcześniej mówił, że będzie przy niej zawsze, a teraz tym bardziej nie miał zamiaru nigdzie się wybierać; nawet jeśli systematycznie przypominała mu o jego dwutygodniowej wycieczce po mleko. Poszli w kierunku bloku Vity, który już za dwa tygodnie powinni opuścić i sam nieco odetchnął z ulgą, kiedy stanęli w windzie. Spojrzał badawczo na Holloway, która odetchnęła głębiej. — Zwidy? — powtórzył za nią, a kolejne wspomnienie o tej sytuacji nieco go zmroziło. — Dobrze wiesz, ile świrów chodzi po ulicach Toronto — zaczął, lekko gładząc kciukiem wierzch dłoni, które mieli ze sobą złączone. — Musisz po prostu uważać, a w razie co pisać do mnie od razu, kiedy cię coś zaniepokoi. Zawsze cię uratuję — obiecał, bo nie wyobrażał sobie innego scenariusza. Bez znaczenia, czy była w ciąży, czy też nie, w każdym momencie dbałby o nią tak samo. Teraz musiał chronić dwie osoby, ale na obecną chwilę to był pakiet i liczył się jako jeden, tak? — Zwróciłaś uwagę, kto to mógł być? — zapytał, robiąc podchody, czy dostrzegła w mężczyźnie twarz Knoxa i czy w ogóle pamięta, jak wyglądał ten zbrodniarz. I zaraz padło pytanie; jak miał wytłumaczyć, że nawet gdyby chciał to nie dojechałby do biura, bo jej wiadomość szybko zmieniłaby jego kurs? — Zostały mi do zrobienia rzeczy, które nie wymagają mojej obecności w biurze — powiedział, w tym momencie nie zmieniając rzeczywistości. Poluzował jedną ręką nieco swój krawat, żeby zaraz szybciej rozebrać się z eleganckich ubrań. — Więc popatrz jak idealnie się składa, nie będziesz musiała siedzieć sama w domu. Możemy coś dzisiaj popakować do kartonów, jakieś mniej używane rzeczy. Musimy się pozwoli zabrać za przeprowadzanie ciebie — stwierdził, nieco odchodząc od tematu swojej pracy. Nie mógł przestać myśleć, że jego dziewczyna… nieco przez własną głupotę mogła stać się następna ofiarą. Musiał wyrzucić to z myśli. Podparł się o oparcie za jej plecami, pochylając się nieco w jej kierunku i składając na jej ustach krótki pocałunek. — Pięknie wyglądasz w tej sukience — skomplementował ją, chociaż niebieska sukienka dawała mu wspomnienia odnośnie tej obrzydliwej wiadomości. — Jak tam Robert? Chwaliłaś mu się nowinami? — zapytał, zastanawiając się, jak blisko była ze swoim najbliższym klientem. Czy dowie się wcześniej przed wszystkimi?!

you can feel safe
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Troska, jaką dostawała od Aidena, była czymś, czego nie potrafiła ani do końca opisać, ani w żaden sensowny sposób sobie usprawiedliwić. No bo w jej głowie przecież wcale na to nie zasługiwała. Na takie traktowanie. Na coś tak...

z d r o w e g o?

Miała wrażenie, że kiedy znajdowała się gdzieś w jego orbicie, cały świat na moment znikał. Wszystko, czym normalnie się przejmowała, traciło znaczenie, a ta szarość, do której zdążyła przez lata tak bardzo przywyknąć, przy nim w końcu zaczynała nabierać jakichś kolorów. I cholera, robiła się przez to coraz bardziej emocjonalna. Wzruszała się już na samą myśl o tym wszystkim, a jeszcze gorzej było w tych momentach, kiedy naprawdę do niej docierało, że ktoś mógł troszczyć się o nią w taki sposób bez żadnego ukrytego haczyka. Ahhh. To na pewno te hormony, eh?

Uśmiechnęła się szeroko na jego widok, a cały ten cholerny dyskomfort, który towarzyszył jej praktycznie przez całą drogę do domu, gdzieś zniknął w czeluściach jej umysłu w momencie, kiedy w końcu znalazła się w ramionach swojego mężczyzny. - Prawie nas zmiotłeś z powierzchni ziemi, O’Cahallan - zaśmiała się, ale po chwili sama zorientowała się, co właśnie powiedziała.

Nas.

Spojrzała w jego tęczówki, trochę zawstydzona własnymi słowami. Chyba ta cała kwestia ciąży powoli zaczynała zadomawiać się gdzieś w jej serduszku. Jeszcze nie do końca wiedziała, co z tym wszystkim zrobić, ale sama świadomość, że Aiden był przy niej, jakoś sprawiała, że wszystko wydawało się odrobinę mniej przerażające. Kiedy znaleźli się w windzie, parsknęła śmiechem na jego odpowiedź. - Wiem, wiem. Po prostu jestem przyzwyczajona do tych świrów z mojej okolicy, a nie do jakiegoś świra, który idzie za mną aż od pracy, wiesz? - uśmiechnęła się, zerkając na niego. - Ale wątpię, żeby to się powtórzyło, Aiden. Pewnie jakaś one-off sytuacja. Poza tym może mieszka gdzieś w okolicy i chciał mnie tylko o coś zapytać? - Przysunęła się do niego odrobinę bliżej, unosząc głowę, żeby lepiej widzieć jego twarz. - Nie mam pojęcia, kto to był, aleeee... może to był mój grand plan, żebyś szybciej wrócił do domu i wszystko sobie wymyśliłam, hm? - zaśmiała się pod nosem. Nie no. Aż takiego grand planu na bank by nie odegrała. Ale jakoś łatwiej było jej myśleć o tym w ten sposób niż dopuścić do siebie świadomość, że ktoś faktycznie mógł ją śledzić.

Uniosła brew, wpatrując się w niego, po czym zsunęła z nóg buty i wsunęła na stopy swoje domowe paputki. - A będę mogła patrzeć, jak pracujesz? - przysunęła się do niego odrobinę bliżej. - Wyglądasz wtedy tak hot. Tak jak teraz, z tym poluzowanym krawatem. - Uśmiechnęła się do niego, zanim opadła na kanapę - Nie mogę uwierzyć, że zaraz już się stąd wyprowadzę. Mieszkałam tutaj prawie dziesięć lat, dasz wiarę? - spojrzała na niego i odwzajemniła pocałunek, a po chwili jak gdyby nigdy nic dodała, - Fun fact, kilka pięter niżej mieszka taki sąsiad, z którym kiedyś ten no... wiesz. - Parsknęła śmiechem. - Ciekawe, czy będzie za mną tęsknił. - No co? Musiała troszkę poigrać z Aidenem, inaczej nie byłaby sobą. - Masz dobry gust, kochanie. Dostałam dużo komplementów na temat tej sukienki - uśmiechnęła się pod nosem, po czym skierowała do sypialni, żeby ją zdjąć, odwiesić i przebrać się w krótkie spodenki oraz jakąś luźną koszulkę Aidena. Bo była złodziejem, okej?

Kilka chwil później wróciła do niego już zdecydowanie bardziej comfy. - Roger, vohnyku - parsknęła śmiechem. - Umm... tak, to znaczy powiedział, że promienieję i że nigdy wcześniej nie krzywiłam się na widok alkoholu, więc jakoś tak połączył kropki. A mi było głupio zaprzeczyć! - Westchnęła głośno, przyglądając mu się przez moment trochę niepewnie. - Nie gniewasz się? - Podeszła bliżej i zarzuciła mu ramiona na szyję. - Głodna jestem. Zjadłabym coś - mruknęła, przysunęła się jeszcze bliżej i musnęła jego usta. Z początku krótko, tylko że po chwili pocałunek zaczął robić się coraz dłuższy i głębszy, bo no... stęskniła się za nim, okej???

my love♡
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ich relacja jasno pokazywała mu, że potrafił jeszcze opiekować się drugą osobą. Co prawda, jakiekolwiek wątpliwości były kompletnie głupie, w końcu od lat troszczył się o własną siostrę, ale w jego mniemaniu było to coś zupełnie innego. Nawet jeśli polegało to na podobnych zachowaniach, to wszystkie emocje dotyczące dbania o bezpieczeństwo i komfort swojej dziewczyny były kompletnie inne. W zamian nie dostawał wywracania oczami lub komentarza, że był nadopiekuńczym, starszym bratem — dostawał spojrzenie pełne miłości, wdzięczności i skoncentrowane tylko na tym, jaka była szczęśliwa, dzierżąc miejsce najważniejszej kobiety w jego życiu. No cóż, chyba Eleanor nieco spadła z piedestału, jednak skoro w jej życiu pojawił się chłopak, który najwidoczniej chciał zabiegać o względy jego siostry to… nie musiał się martwić? Co prawda nieco niepokoiło go to, że wpadł na chwilę do więzienia, ale liczył się fakt, że niesłusznie. A jeśli nie podoła jej wymaganiom, to będzie musiał wziąć go na przeszkolenie, żeby sprostał oczekiwaniom.

Spojrzał z lekkim zdziwieniem w jej niebieskie tęczówki i uśmiechnął się szeroko, słysząc to nas. Chwyciło go to za serce, niesamowicie rozczulając i to chyba najwidoczniej pokazywało, że i Vita zaczynała nieco przyzwyczajać się do tego stanu rzeczy. Miał wrażenie, że adaptacja do tej sytuacji przyszła mu nieco szybciej, jednak nie miał do niej żadnych pretensji — wiedział, co wyprawiała jej rodzina, jak wjeżdżali jej na psychikę i twierdzili, że nie będzie mieć własnej rodziny. To było dla niego nie do pomyślenia, tym bardziej skoro sam stał przy jej boku od trzech miesięcy, gotowy pokonać wszystkie jej czarne myśli i zbudować wspólną przyszłość.

— Nie jest to normalne — mruknął, oczywiście komentując świra śledzącego ją całą drogę. — Będziesz żegnać się ze swoimi świrami za dwa tygodnie? Będziesz musiała przyzwyczaić się do nowych — parsknął, chociaż wydawało mu się, że nie było ich zbyt dużo w jego okolicy… z drugiej strony, czy był obiektywny w tym? W końcu nie poruszał się dużo po swojej dzielnicy, skoro praktycznie wszędzie jeździł autem. — Misiu… — zaczął, patrząc w dół na jej słodką, niewinną buźkę. — Nie możesz aż tak ufać obcym ludziom. Jeśli chciałby cię o coś zapytać, to dlaczego nie zrobił tego od razu tylko cię śledził? — nie chciał jej stresować, jednak nie mógł całkiem udawać, że nic się nie stało. Rozczulała go ta jej ufność do świata, jednak musiał nieco nią potrząsnąć, żeby po prostu nie stała jej się krzywda. — Liczę, że tak było — powiedział, lekko się uśmiechając, nie przecząc ani nie potwierdzając, że też widział tę osobę. Cholera, czuł napięcie w barkach, bo to wszystko stawało się coraz bardziej rzeczywiste. Najpierw kwiaty nieznajomego pochodzenia, później smsy, a następnie stalking. Zagranie na miarę Knoxa i przecież te wszystkie czynności były również krokami w sprawie jego klientki. Nawet nie chciał myśleć, co będzie następne; musiał skontaktować się z Calebem, żeby pomógł mu wcisnąć gościa za kratki. Bądź co bądź, jeśli tknie Vitę choćby opuszkiem najmniejszego palca, to i sam Aiden wyląduje w areszcie, bo prawdopodobnie nie wytrzyma.

Musiał się chociaż teraz uspokoić. Vita była w domu, razem z nim, cała i bezpieczna. — Będziesz mogła — rzucił z rozbawieniem, krótko muskając czubek jej głowy. — Zostaniesz moją asystentką, co ty na to? Chociaż nie wiem, czy to bezpieczne, bo wtedy nie skupię się na pracy — stwierdził ze śmiechem, chociaż taka była prawda — gdyby mieli razem pracować, Aidenowi ciężko byłoby się skupić. — Hot? Mam nadzieję, że to ci wystarczy i już nie będziesz odczuwać potrzeby, żeby przychodzić na moje rozprawy? — zapytał, nawiązując do sytuacji sprzed tygodnia. Liczył, że już nie będzie mieć tego typu niespodzianek. Nawet jeśli doceniał jej wsparcie, to jednak nie chciał go w takiej postaci. Teraz mierzyli się z konsekwencjami tego, chociaż dziewczyna nie była jeszcze tego świadoma. Odsunął się od jej ust na kilka centymetrów i zmrużył gniewnie oczy, kiedy zaczęła opowiadać o swoim sąsiedzie, z którym… — Serio? — rzucił, nie odsuwając się od niej, a jedynie z bliska mierząc się spojrzeniami. — Na pewno będzie tęsknić. W sumie fajnie, że będziesz mieszkać teraz u mnie. Poznasz moją sąsiadkę, z którą rok temu też ten no wiesz… — odpowiedział, bo oczywiście, że nie byłby sobą, gdyby nie odpowiedział na jej zaczepki. I w tym przypadku kłamał, bo nie sypiał ze swoimi sąsiadami, ale kto mu zabroni nieco przyaktorzyć? — Ładnemu we wszystkim ładnie. — Cmoknął ją w czubek nosa, odsuwając się zaraz i ściągając całkiem krawat, odkładając marynarkę na oparcie i odkładając swoje szpargały na stół, żeby zaraz spojrzeć na swoją dziewczynę, kiedy wróciła przebrana, ubrana w jego za duży t-shirt, co zawsze cisnęło mu uśmiech na usta.

Machnął ręką. Robert czy Roger, kto by to wszystko spamiętał? Pokiwał lekko głową, kiedy powiedziała, że głupio było jej zaprzeczyć. — A czemu miałbym się gniewać? — zapytał, patrząc na nią niezrozumiale. — Przecież możesz mówić komu chcesz, a poza tym, Roger jest dość zaufaną osobą, żeby poinformować go o tym fakcie — odpowiedział, wzruszając lekko ramionami. Pochylił się lekko, gdy krótko musnęła jego usta, kładąc dłonie na jej biodrach, jednak z dalszą częścią pocałunku jego ręce przemieściły się, jedną gładząc na jej talię, a drugą zsuwając na pośladek, na którym lekko zacisnął palce. Żarliwie oddawał kolejne namiętne pocałunki, kompletnie stęskniony za nią przez cały dzień. Ta czuła pieszczota wręcz odebrała im tchu i odrywając od jej warg swoje, oparł czoło o to jej. Nie trudno byłoby im przejść do sypialni, w której zostaliby na chwilę dłużej albo nawet zostać na kanapie w salonie, na której również bez problemu mogliby się sobą zająć. — Idź wstawić wodę na makaron, ja się przebiorę i zaraz przyjdę — rzucił w jej kierunku, dając jej na odchodne krótkiego buziaka i poszedł ubrać nieco swobodniejsze ubrania, wracając do kuchni, gdzie woda gotowała się, a Vita zaczęła coś kroić. — To chyba nie jest makaron — stwierdził z rozbawieniem, przejmując z jej łapki nóż, który odłożył na deskę i delikatnie obrócił ją w swoim kierunku, zaraz łapiąc dziewczynę za uda, aby lekko ją unieść i usadzić na blacie obok niego, samemu przejmując to co zaczęła robić. — To co? Kurczak po chińsku? Czy jakieś tagliatelle z czymś? — pozwolił jej wybrać, zanim zostanie prawdziwym szefem kuchni. Wymieniali się w gotowaniu, jednak dzisiaj szczególnie chciał ją odciążyć, skoro nie czuła się najlepiej. W międzyczasie wlał jej wody do szklanki, w drugiej rozpuszczając elektrolity, bo skoro wymiotowała to nie mogła mu się odwodnić. — Musisz uzupełnić braki — dodał, zanim podjął dalszą rozmowę. — I jaki masz plan? Nie możesz chodzić codziennie do pracy i kilka razy dziennie wymiotować, bo to niezdrowe dla was — zaczął rozmowę, której pewnie chciała uniknąć, ale w końcu musieli to przedyskutować, tak? — I proszę cię, nie patrz na to, że chcesz jak najdłużej pracować, żeby mnie odciążyć — dopowiedział, patrząc na nią błagalnie. Nie chciał, żeby męczyła się i źle się czuła, denerwując się, że nikt nie będzie w stanie wziąć za nią nagle zmian.

my love
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”