ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ucieczka zwierząt z ZOO była wiadomością, którą żyło chyba całe miasto. I nie ma się czemu dziwić - nieczęsto człowiek widział galopujące po ulicach zebry czy żyrafy, ewentualnie pytony wyłaniające się w ubikacji, do której ktoś pognał za potrzebą. Jakie to musiało być bolesne, że w momencie fizjologicznego przyciśnięcia, człowiek musiał o życie walczyć, żeby go żaden wąż nie pożarł lub w dupkę nie pogryzł. Cassie nie chciała sobie nawet wyobrażać własnej reakcji na takie stworzenie w łazience, chociaż po wiadomości kolegi z pewnej odległości sprawdzała, czy w muszli aby na pewno nie pływa nic, czego nie powinno tam być.
I chociaż zdawać by się mogło, że w tym całym chaosie ogarniającym miasto, rudowłosa wiolonczelistka zachowa się racjonalnie, rzeczywistość okazała się zgoła inna. Po tym jak już nagrała filmik o kangurze bijącym się z kotem sąsiadów, zapragnęła pomóc w łapaniu i uznała, że najlepiej będzie zająć się zwierzętami kotowatymi. Sama miała w domu kociaka, więc wiedziała jak się z nimi obchodzić. Do takiego lwa trzeba było podejść w sposób rzeczowy - był po prostu większą wersją Arii. A co Aria kochała najbardziej? Kartony. Dlatego nie czekając, aż Danny ostatecznie do niej przyjedzie (bo tak naprawdę utknął gdzieś na ulicy zatrzymany przez rodziną kapibar) uznała, że podjedzie do księgarni, żeby zgarnąć największe pudełka jakie mieli na stanie i rozstawić je tam, gdzie ostatnio były widziane jakieś wielkie koty. Wtedy wystarczyło poczekać i Cass była pewna, że jakiś zmęczony biedaczek przyjdzie się zdrzemnąć.
Zarzuciła torbę na ramię, spakowała potrzebne rzeczy, w tym kilka batoników czekoladowych i paczkę orzeszków, założyła rolki i już jej w mieszkaniu nie było. Popędziła w stronę księgarni, mijając po drodze antylopę. Ciekawe czy chciałaby się z nią ścigać. Cóż to byłyby za emocje! Napęd na cztery koła w starciu z dwoma, zakłady proszę realizować u bukmachera.
Już miała skręcić w kolejną wąską uliczkę, chcąc w ten sposób skrócić sobie drogę, kiedy dostrzegła na jezdni dwie rzeczy w tym samym momencie - jakąś puchatą kulkę oraz rozpędzonego jeepa, którego kierowca zapewne był tak zaaferowany swoim światem, że nie widział przeszkody na asfalcie.
Niewiele myśląc popędziła w tamtym kierunku, wyjeżdżając na ulicę niemal przed maską samochodu (instynkt samozachowawczy level zero), szeroko rozstawiając ręce, jakby to miało jej pomóc w zatrzymaniu pojazdu. Pomogło, bo usłyszała pisk opon i poczuła lekkie stuknięcie w brzuch, które przesunęło ją kilka centymetrów. Oparła dłonie na masce, nachylając się do przodu, spoglądając przez przednią szybę na kierowcę.
-Dalej jechać nie można! - oznajmiła, niczym jakiś fanatyk ekologiczny, który buntował się przed ścięciem drzewa. Ewentualnie Gandalf, który nie chciał przepuścić Balroga przez most w Morii. Poniekąd stworzonko za nią było niczym taki Hobbit - malutkie i bezbronne. - To miejsce drzemki! - dodała poważnie.

Panda czerwona

niepoważny kierowca
25 y/o
ROZPISANA STONOGA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

what does the
red panda say?
Śpieszył się.
Już cztery dni temu obiecał Zaylee, że odbierze nowe stroje dla Sama do gry w piłkę i jeszcze tego nie zrobił. Dopiero dzisiaj siostra przypomniała mu, że mecz był już za kilka godzin, a młody nie miał nawet w czym iść. Miller oczywiście naściemniał, że ma WSZYSTKO GOTOWE w domu i zaraz jej podwiezie. Nie więc dziwnego, że zapierdalał nagle dwa razy ograniczenie prędkości, żeby się ze wszystkim wyrobić.
Lekko zamyślony, analizował w głowie, o czym jeszcze mógł zapomnieć, przy okazji delektując się starym, dobrym Geen Day’em grającym radiu. Aż dał głośniej regulator, nie dopuszczając do siebie żadnych bodźców zewnętrznych. Mało odpowiedzialne, ale przecież nikt nie mówił, że Lucas kiedykolwiek był rozważny.
Świetnie mu szło.
Do momentu, w którym nagle coś nie wyskoczyło mu przed maskę.
Słyszał o ucieczce zwierząt z zoo. Caldwell napisała do niego z samego rana, ale był przekonany, że te raczej uciekły na obrzeża, a nie bujały się po centrum. Jakieś było jego zaskoczenie, kiedy plackiem na masce jego czerwonego jeepa nie leżała żadna zebra ani małpa, tylko homo sapiens we własnej osobie. W dodatku rudy. I to właśnie masę bujnych loków w pierwszej kolejności zobaczył, gdy na dał po hamulcach.
Serce podeszło mu do gardła, płuca wstrzymały powietrze, a on tylko modlił się, żeby nikomu nie stała się krzywda. Chociaż biorąc pod uwagę, że dziewczyna zaczęła się do niego coś wydzierać, to chyba nie było z nią najgorzej. Miller oczywiście nic nie słyszał, bo radio miał odpalona na fulla. Dopiero gdy przyciszył, doszło do niego coś o miejscu drzemki. Nawet jej nie słuchał, bo już odpinał pośpiesznie pas i wyleciał z samochodu.
— Co ty kurwa robisz?! — wydarł się, nie szczędząc sobie łaciny. Dziewczyna leżała niczym rozwinięty naleśnik prosto na jego rozgrzanej masce, atakując mu samochód w biały dzień. — Zdajesz sobie sprawę, że mogłem cię potrącić? — warknął, podchodząc bliżej. Pomimo tego, że był wkurwiony i zestresowany, wciąż był Millerem, dlatego wyciągnął rękę, by złapać dziewczynę za ramię i pomóc jej zejść na asfalt. — Nic ci nie jest? — spytał, lustrując ją wzrokiem, próbując ocenić szkody. I właśnie wtedy tuż nad jej ramieniem zauważył kolejne zwierze… — Czy to jest kurwa panda?

Cassandra Wildbird
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W momencie, w którym w rudej główce Cassie pojawiła się jakaś wizja, ewentualnie umysł dziewczyny skupił się usilnie na jednej rzeczy, nie było możliwości, aby cokolwiek ją od tego odwiodło, pochłaniając ją do reszty i pozbawiając niemal zdrowego rozsądku, zastępując logiką, która logiczna wydawała się tylko jej. Tak było w tym przypadku, kiedy pędziła przed siebie zafascynowana leżącą na ulicy kulką, która się nie poruszała! Przynajmniej z tej odległości. Nikt nie mógł jej winić, że postanowiła zwierzę uratować przed śmiercią tragiczną pod kołami rozpędzonego samochodu. A to, że sama mogła stać się przy okazji ofiarą, jakoś jej umknęło, o czym świadczyło późniejsze lekkie zderzenie z maską pojazdu. Ważne, że udało jej się ochronić maleństwo, które nieświadome chaosu na około, smacznie drzemało.
Przeniosła wzrok z kłębka futra na kierowcę, na którego twarzy malowało się wiele emocji - na myśl przyszło jej, że wyjątkowo ciężko byłoby to odwzorować na papierze. Dostrzegła tam szok, niedowierzanie, obawę, ale również złość i irytację, które zapewne były ludzkim odruchem w takiej sytuacji.
-Ratuję zwierzaka! Mogłeś go przejechać, bo pędziłeś jak oszalały! ktoś musiał cię powstrzymać - zauważyła, patrząc na niego, gdy wysiadał z samochodu. Lekko zmarszczyła brwi, kiedy zdawał się być przepełniony agresją. A złość piękności szkodzi, więc powinien się powstrzymywać przed takimi aktami, jeśli nie chciał później pozbawić się pięknej buźki. - Nie musisz tak krzyczeć, wiesz? Stoję w całkiem bliskiej odległości, a słuch też mam dobry - dodała, bo wcale jej się nie podobało, że się wydzierał. Już pal licho z nią, ale mógł obudzić zwierzę, które leżało tuż obok. To nie byłoby dla niego przyjemne, mogłoby doznać szoku!
-Mnie? Nie, mnie byś nie potrącił. Jakbyś uderzył mnie mocniej pewnie pod wpływem uderzenia pojechałabym kawałek dalej - stwierdziła, bo to wydawało jej się nad wyraz logiczne. Przecież miała na sobie rolki, więc siłą rzeczy i fizyki po prostu zostałaby ładnie przesunięta. Tak właśnie wyglądało to w jej głowie.
Pozwoliła mu złapać się za ramię (i tak by z nim nie wygrała) i pewniej stanęła na płaskim podłożu.
-Nie, nic. To nawet nie bolało - stwierdziła, uśmiechając się do niego. Jak się nie wkurzał to był nawet ładniejszy. - Mhm, to jest właśnie panda, którą chciałeś zabić. Jej, nawet nie wiem czy żyje! Zobaczyłam ją z tamtej uliczki i musiałam ja ratować - wyjaśniła i obróciła się w stronę maleństwa. Podjechała kawałek, kucając. - Jak myślisz, powinnam go budzić? Bo chyba oddycha. Patrz jak jej się fajnie futerko na brzuchu unosi! - obróciła w jego stronę głowę, podekscytowana.

Lucas Miller
25 y/o
ROZPISANA STONOGA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył na nią jak na wariatkę.
Czy ona naprawdę miała do niego pretensje, że jechał po DRODZE? A co innego miał robić? Szczególnie na tak opustoszałym asfalcie. Aż się prosiło, żeby nieco bardziej przycisnąć na gazie! Nie wspominając o tym, że Green Day leciał mu w głośnikach, a to też dodawało plus dwadzieścia do całego doświadczenia zwanego jazdą. I może też trochę za głośno go słuchał, bo nawet nie zwrócił uwagi na to, że na początku krzyczał na dziewczynę. Chyba mu siadło na uszy.
— Sory — rzucił już o wiele ciszej, bo może faktycznie nie powinien się tak na nią wydzierać. Z drugiej strony, ona też mogłaby go przeprosić za to, że wleciała mu bezpośrednio na maskę. Bardzo to było nierozważne, biorąc pod uwagę, jak łatwo w tym przypadku było o tragedie. Do tego dziewczyna była drobniutka. Wyglądała, jakby dało się ją złamać jednym ciosem, a co dopiero wielkim, obszernym Jeepem. Chociaż ona twierdziła, że WCALE by jej nie potrącił, nawet gdyby zrobił to mocniej. Miller aż wywalił brew ku górze i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
— Chcesz sprawdzić? — tak sobie rzucił, bo przecież nie spodziewał się, że zaraz ruda stwierdzi, że jasne, przypierdol mi z Jeepa. I tak by tego nie zrobił, bo akurat był pewny, że nawet wrotki by jej tutaj nie pomogły i finalnie skończyliby na SORze próbując ratować jej życie, a nie wcale pandy, która smacznie spała sobie kawałek dalej na środku drogi.
Co ona tam robiła?
Miller nie miał zielonego pojęcia. Co prawda Indie wspominała mu o tym, że zwierzęta uciekły z zoo, nawet miał na balkonie papugę, ale kurwa panda? Na środku drogi? Jakim cudem ich jeszcze nie złapali? Wstrzymał powietrze w płucach, gdy rudowłosa stwierdziła, że chce ją uratować.
— A jak ty przepraszam chcesz to zrobić? Może trzeba gdzieś zadzownić? Na policje czy coś — no bo gdzie indziej? Gdzie się dzwoni, jak spotka się na drodze pandę? Na straż pożarną? Nie miał zielonego pojęcia. Ruda za to miała. Bo nie dość, że za punkt honoru postawiła sobie ratowanie zwierzęcia to jeszcze podjechała do niego bliżej, prawie na niego wpadając.
Myślisz, że powinnam go budzić?
— NIe, kurwa! — krzyknął, znowu się unosząc i aż podbiegł do niej, obchodząc zwierzaka dookoła. — Pojebało cię? A co jak się obudzi? — no tak Miller, jak dziewczyną ją obudzi, to w najgorszym wypadku panda się obudzi. To pytanie było tak błyskotliwe, że aż nadawało się do jakiejś księgi mądrych myśli. — Weź no, a co jak to się na nas rzuci? — tym razem spojrzał na dziewczynę. Wcale nie przeszkadzało mu to, że bał się bardziej od niej. Ta przed nim i tak była jakąś wariatką — przed chwilą nawet stwierdziła, że mógł ją mocniej pierdolnąć, więc co się dziwić. Zmrużył oczy, przyglądając się dziewczynie. — A ty jesteś jakaś zaklinaczka zwierząt czy co, ze tak bardzo chcesz się z nią kumplować?

Cassandra Wildbird
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cassie była z siebie dumna, że udało jej się uratować zwierzę przed rozjechaniem. Była skłonna postawić swoją całą wypłatę, która może i była marna, że gdyby nie wkroczyła do akcji, chłopak w porę nie zauważyłby, że coś znajdowało się na drodze. Panda była zbyt mała i trochę zlewała się z otoczeniem, zwłaszcza dla kogoś kto pewnie był ignorantem kolorystycznym i nie potrafił rozróżnić Navy od Dark Blue. Tym bardziej poczuła się odpowiedzialna za stworzenie.
-Kiedy indziej, teraz są ważniejsze rzeczy niż udowadnianie poprawności praw fizyki - odpowiedziała, uśmiechając się do niego. propozycja brzmiała nader kusząco i w innych okolicznościach, wbrew wszelkiej logice Cassie serio by się na to skusiła, ale teraz jej głowa była omotana przez ciemne futerko, które spało niedaleko ich nóg. - Gdzie ty chcesz dzwonić? Żeby przyszło wiele osób i ją zestresowało? - lekko oczy zmrużyła, przyglądając mu się uważnie, jakby chciała dostrzec czy żartuje. Nie ma mowy, żeby pozwoliła, by jacyś inni ludzie zabrali jej pandę. Jeśli już to ona będzie tą, która dostarczy ją do ZOO lub pobliskiego weterynarza. Na to jednak było jeszcze trochę za wcześnie. - Nie ma mowy, panda zostaje póki co z nami - zawyrokowała i nawet wzięła się pod boki, żeby mu udowodnić, że jest groźna i wcale nie żartuje. Co prawda wyglądała przy tym pewnie jak skrzat, ze swoim niewiele ponad metr sześćdziesiąt, ale starała się o tym nie myśleć. Nawet, jeśli musiała głowę zadzierać go góry, żeby na niego patrzeć.
- Słuchaj no, przystojniaku o uroczych falach na głowie. Zazwyczaj ludzi i zwierzęta budzi się po to, żeby się obudziły - pokręciła lekko głową. Co za głuptas z niego, żeby wygadywać tak oczywiste rzeczy. Może był na jakichś lekach? To by wyjaśniało jego dziwną zmienność humorów. - Rzuci na nas? Spójrz na nią, czy mogłaby być groźna? Jak to takie kochane jest. Więc już się nie bój, bo ty to jesteś znacznie straszniejszy od niej - skomentowała i ostatecznie wzięła na ręce pandę, jakoś wypierając z głowy, że to faktycznie mogłoby mieć wściekliznę. Przecież nawet w ZOO takie sytuacje się zdarzały, a teraz była na wolności. - Jaka milusia. Chcesz potrzymać? To takie włochate dziecko - skomentowała pogodnie, zbliżając się do kierowcy samochodu, który cofnął się nieznacznie. Czy on naprawdę chciał ją zmuszać, żeby za nim w kółko jeździła? - Mogę się zakumplować też z tobą, jeśli jesteś zazdrosny o pandę - wzruszyła lekko ramionami, przytulając delikatnie włochatą kulkę. Zaraz w jej głowie pojawił się pomysł.
-Ja wiem! Weźmiemy ją na wycieczkę. A później odstawimy do ZOO. Albo weterynarza - stwierdziła i zanim zdążył powiedzieć cokolwiek, już siedziała w jego samochodzie od strony pasażera. Mogła co prawda prowadzić, ale po pierwsze z pandą na rękach było to niewygodne, a po drugie blondyn miał kluczyki. - No wsiadaj! Muszę jeszcze zdążyć po kartony do księgarni, żeby złapać tygrysa! - zawołała do niego, pozbywając się ze stóp rolek, które umieściła z tyłu.

Lucas Miller
25 y/o
ROZPISANA STONOGA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział, co bardziej go przerażało — panda czy może jednak ruda dziewczyna, która z każda sekunda wydawała mu się coraz bardziej szalona. Już sam fakt, że nic nie zrobiła sobie z faktu, że ktoś prawie ją POTRĄCIŁ był major red flagiem, a co dopiero to, że nagle chciała w tych rolkach jeszcze iść budzić pandę, która smacznie spała sobie na środku drogi.
Miller jedyną stycznością ze zwierzętami tego pokroju jakie miał, to w ZOO, w dodatku pewnie w wieku piętnastu lat. Za nic nie wiedział, jak powinni się zachować. Zadzwonić gdzieś? Na policje? Na straż? PO EGZORCYSTE? Bo co z tego, że ta panda była mała i jakaś czerwona, przecież w środku tego drobnego ciała mógł siedzieć prawdziwy diabeł. A akurat o tym Lucas coś wiedział. Koleś pracował w kinie. Tam co druga stara baba niby malutka, niby bezbronna, a jak się im źle naliczyło zniżkę na popcorn, to kurwa potrafiły laską walić przez ladę i nie znać za grosz litości.
Bał się trochę, że z pandą będzie podobnie, co zresztą zaraz tłumaczył dziewczynie. Szkoda tylko, że ona nic sobie z tego nie robiła i jeszcze nazwała go straszniejszym od zwierza.
— No jasne — fuknął lekko oburzony. — O pająkach i wężach też tak się mówi, a wiesz ile razy zabiły człowieka?! — bo co to kurwa był za argument? To że coś było mniejsze, wcale nie znaczyło, że nie mogło zabić. On o tym wiedział, ale ona już nawet go nie słuchała, tylko podjechała do pandy i przykucnęła sobie przy niej, jak gdyby nic. Patrzył z dystansu jak ta wyciąga bladą dłoń w powietrze, a potem spokojnie wsuwa palce pomiędzy puszyste futerko. Od razu zmrużył powieki, czekając na jakiś skok… ale nic takiego się nie stało. Panda jedynie coś mruknęła pod nosem i dała się zabrać na ręce.
— O kurwa — rzucił, będąc NAWET pod wrażeniem tego niecodziennego zjawiska. — I co, nie dziabła cię? — podszedł nieco bliżej, wciąż oczywiście bezpiecznie, bo kurwa przezorny zawsze zabezpieczony, czy jakoś tak, ale sytuacja wydawała się nawet opanowana.
Do momentu.
Momentu, w którym ruda nie oznajmiła, że wezmą pandę na wycieczkę.
— Czekaj co? — poderwał się z miejsca, patrząc na nią jak na wariatkę. — Jaką wycieczkę? Dobrze się czujesz? — sam nie wiedział, po co jej pytał, jak dziewczyna EWIDENTNIE nie czuła się dobrze. Musiał ją walnąć chyba mocniej niż mu się wydawało. Może miała wstrząs mózgu? Może uszkodził jej głowę i żadne z nich wcześniej tego nie zauważyło? Kurwa, może zamiast na wycieczkę z panda powinien pierwsze podwieźć ją do szpitala? Nawet nie zdążył się ją o to zapytać, bo ona już… — Ej co ty robisz?! — władowała mu się do auta bez pytania. — Jak ty sobie to wyobrażasz co? — stanął przy drzwiach, otwierając je ponownie, po tym, jak dziewczyna je zamknięta. Spojrzał na nią z góry jak zatroskany rodzic, krzyżując ręce na piersi. — Gdzie ty chcesz wziąć taką pandę na wycieczkę? Przecież pewnie pracownicy zoo szukaja tych zwierząt. Nie można ich sobie chyba od tak przywłaszyć… I jakiego kurwa TGRYSA?! — otworzył szerzej oczy, patrząc na nią z niedowierzaniem.
Skąd ona się urwała?
Z księżyca?
Przerażony był. Serio. Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. I jeszcze to jak swobodnie rozgościła się w jego aucie, jakby byli już najlepszymi ziomkami, tak po prostu zdjęła rolki z nóg i wyjebała za siebie na tylne siedzenie. Pojebana. A najgorsze w tym było chyba to, że on… coraz bardziej się do tego przekonywał. Do tego stopnia, że…
— Dobra kurwa — westchnął w końcu ciężko. — Możemy ją wziąć w jedno miejsce. ALE TYLKO JEDNO! — zagroził jej palcem i przeszedł do drzwi od strony pasażera. Załadował się do środka, sporzał na ten absurdalny widok, jaki miał obok i odpalił silnik. — To gdzie mam jechać? — sam nie wierzył, że właśnie zadał to pytanie.

Cassandra Wildbird
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Artisans’ Alley”