26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył na stojącą przed nim dziewczynę, powoli oswajając się z ciszą, która zapadła w sali po wyjściu tamtego furiata. Przyglądał jej się z lekkim podziwem, którego oczywiście nie zamierzał okazywać. Facet rzucał jadem, a po Prescott to spłynęło. Sam czuł w środku irytację, musiał interweniować, a ona stała tu z chłodną obojętnością, z jaką pewnie codziennie rano parzyła sobie kawę. Zastanawiał się, zerkając za okno, co właściwie o niej wie. Prawda była taka, że praktycznie nic. Ojciec rzadko wtajemniczał go w sprawy personelu, a on sam przez ostatnie trzy miesiące tonął w papierach, próbując utrzymać ten biznes na powierzchni.
Wypuścił powietrze, widząc, że Ruelle ani myśli czuć się niezręcznie w jego obecności. Fakt, że do dzisiaj pewnie nawet nie kojarzyła jego twarzy, wcale mu nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie – dawał mu rzadki komfort bycia ocenianym za to, co robi teraz, a nie za nazwisko ojca.
Przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynę, przyłapany na zerkaniu przez szybę. Sam zdążył zauważyć, że ta praca wymaga odporności, której on jeszcze nie miał. Ojciec ją miał – potrafił przyjąć na klatę każdy wybuch klienta, a potem wracał do swoich zajęć, jakby nic się nie stało. Noe po jednej ostrzejszej wymianie zdań czuł jedynie irytację i niesmak.
- Żelazny autorytet? – powtórzył pod nosem, krzywiąc się lekko. – Nie mam na to zdrowia. Wystarczy, że nikt mi nie wmawia, że okradam ludzi na trumnach.
Włożył dłonie głębiej do kieszeni spodni, opierając się ramieniem o ścianę. Zastanawiał się, co trzeba mieć w głowie, żeby świadomie wybierać zaplecze i bycie tanatopraktorką zamiast użerania się z żywymi ludźmi. Dla niego praca z ciałami była koszmarem, przed którym uciekał przez całe życie, wywołując tym samym wieczne awantury z ojcem. Sam widok zmarłego budził w nim opór, którego do dziś nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć. - Zmarli przynajmniej nie kłócą się o rachunki - mruknął, a w kąciku jego ust pojawił się lekki, nieco cyniczny cień rozbawienia. - Zaczynam ci zazdrościć tego zaplecza. Ktoś jednak musi tu zbierać baty od żywych.
Przyznanie się przed Ruelle - dziewczyną, która na co dzień unikała tej części zakładu i wychodziła tylko wtedy, kiedy sytuacja tego wymagała - do własnej bezradności kosztowało go więcej dumy, niż chciałby przyznać. Zmierzył ją wzrokiem, starając się wyczuć, czy jego szczerość nie zostanie uznana za słabość. Nie zamierzał się jednak wycofywać ani pozwalać jej odejść z powrotem na tyły bez konkretnej odpowiedzi. Skoro podjął decyzję, że nie pozwoli tej firmie upaść, musiał przełamać własne obrzydzenie. Czekał na to, co odpowie, zastanawiając się, czy pierwsza prawdziwa lekcja, o którą właśnie poprosił, rzeczywiście będzie tak trudna, jak mu się wydawało.
Porównanie do wróżki zębuszki sprawiło, że wypuścił powietrze nosem, mocno rozbawiony. Dziewczyna była bezczelna w ten specyficzny sposób, który kompletnie go nie obrażał, a raczej zmuszał do zastanowienia. Miała rację. Przez te trzy miesiące siedział za biurkiem jak duch, zarządzając wszystkim z cienia, byle tylko nie konfrontować się z rzeczywistością tego miejsca.
- Może i tak - odpowiedział krótko, odrywając ramię od ściany. - Ale wróżka zębuszka przynajmniej lubiła swoją robotę.
Jej pytania, choć zadane bez drwiny, trafiały w coś, czego sam nie potrafił jeszcze nazwać. Nie było w tym łatwych pieniędzy ani nagłego powołania. Gdyby mógł, zostawiłby ten zakład pierwszemu lepszemu kupcowi. Trzymało go tu jedynie cholerne poczucie obowiązku wobec ludzi, którzy potrzebowali, żeby na koniec miesiąca przelewy się zgadzały.
Spojrzał na nią z ukosa, chowając dłonie z powrotem do kieszeni spodni. Jej bezpośredniość zaczynała mu się podobać o wiele bardziej niż sztuczne uprzejmości, którymi raczyli go inni pracownicy od czasu śmierci ojca. Skinął głową w stronę drzwi prowadzących na zaplecze.
- Masz tam teraz kogoś do przygotowania? - zapytał wprost, starając się, by w jego głosie nie było słychać cholernego oporu, który ścisnął mu gardło na samą myśl o przejściu przez tamte drzwi.

Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po tym jak klienci wyszli z zakładu, a Chris i inni potencjalni pracownicy zniknęli gdzieś w jego głębi, zapadła cisza, która przez niektórych pewnie mogłaby zostać nazwana niekomfortową. Tylko, że Ruelle ona w żadnym wypadku nie ciążyła. Nie sądziła też, aby Noe również odczuwał ten ciężar, bo był przecież zajęty szpiegowaniem przez okno furiata, który chyba całkowicie zniknął z okolicy. Nawet nie miała pojęcia dlaczego to robił. Obawiał się, że ten wkurzony rzuci w nich koktajlem mołotowa albo nasra na wycieraczkę? Prescott nie sądziła, aby jakikolwiek taki incydent miał miejsce. Facet musiał się zwyczajnie przewietrzyć i ochłonąć. Nie on pierwszy i nie on ostatni wpadł w podobny stan. Może i tanatopraktorka nie nawykła w takim stopniu jak inni do obcowania z żywymi klientami, ale nie miała powodów do przejmowania się jego zdaniem.
Dotychczas kojarzyła go raczej mgliście. Jasne, mijała się z nim parę razy na terenie White Lily, ale nigdy nie zainteresowała się nim szczególnie mocno. W końcu nie miała ku temu jakiegokolwiek powodu. Teraz jednak wpadli już na siebie i nie było większej szansy do tego, aby uciec od tej interakcji. Chociaż nie miała powodów do tego, aby próbować się od tego wszystkiego wykręcić w jakikolwiek sposób. Nie była też kimś, kto miałby się z jakiegokolwiek powodu czuć skrępowanym ze względu na obecność szefa tuż obok.
- Czyli nie masz takich zapędów ani ambicji? Rozumiem - przytaknęła, jakby godząc się z taką odpowiedzią jakiej jej udzielił.
Czy to w szpitalu czy to w zakładzie pogrzebowym: nie chciała użerać się zbytnio z żywymi. Byli zdecydowanie zbyt... Intensywni. Wolała ciszę, spokój i przestrzeń do tego, aby bez jakichkolwiek przeszkód wykonywać swoje zadania. Nie przeszkadzał jej w żaden sposób kontakt z ciałami. Odnajdywała się w tym. Właśnie dlatego postanowiła się zabrać za zajmowanie nimi. W końcu odkryła, że radzi sobie z tym całkiem nieźle.
- Zapraszam zatem do mojej pracowni. O ile nie będziesz przeszkadzał - rzuciła niezrażona tym, że przecież rozmawiała ze swoim przełożonym.
Nie sądziła, aby Noe w tym momencie jakoś szczególnie się przed nią otwierał czy obnażał ze swoich słabości. Zwyczajnie wyrażał to, co pewnie wielu osobom chodziło po głowie. Ci, którzy mieli bezpośredni kontakt z klientami zawsze najbardziej obrywali. Za każdy drobiazg. Nawet jeśli nie mieli na to wpływu. Tacy już byli ludzie. Mało kto lubił ten aspekt pracy, który był jednak nie był do przeskoczenia.
Być może była bezczelna, a może zwyczajnie nieskrępowana. Nie miała trudności z tym, aby zarzucić żartem, który jedynie ukazywał jej wyjątkowe poczucie humoru.
- Czyli zakładasz, że mała tajemnicza postać, która wykrada ludziom zęby spod poduszki musi lubić swoją pracę? - zapytała, bo sama jakoś nieszczególnie się nad tym zastanawiała.
Rodzice wciskali ciągle dzieciom, że ich ząbki zostaną wymienione na pieniążki przez wróżkę, ale czy nie było czegoś złowróżbnego w takiej wizji? Ale to ona była tą dziwną za to, że lubiła gotyckie klimaty. Ale czy ktokolwiek zapytał kiedyś po co wróżce zębuszce było to wszystko? Albo do czego mogłyby się posunąć dzieciaki, które desperacko pragnęły uzyskać bogactwa poprzez system, który ustanowiła i reprezentowała? Raczej nikt się tym nie interesował.
Powoli wyczuwała jakąś nerwową atmosferę, która pojawiła się pomimo jej całkiem udanego żartu. Było po prostu coś w Noe, co sprawiało, że wydawał się czuć nieswojo w tym otoczeniu. Na jego pytanie wyciągnęła z kieszeni telefon, aby sprawdzić czy nie ma na nim żadnych wiadomości.
- Jeszcze nie - odpowiedziała. - Czekam na jednego delikwenta, który zostanie przysłany od balsamisty, ale na razie jestem wolna. A czemu pytasz?
Zakładała, że czegoś od niej chciał. W końcu nie pytałby tak po prostu czy jest wolna. Musiała jednak poczekać na to, aż w końcu wykrztusi z siebie, co właściwie obecnie mu chodziło po głowie.

Noe Villeneuve-Scott
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W tym fachu wolał mieć oczy dookoła głowy. Ludzie napędzeni świeżym żalem i wściekłością bywają nieprzewidywalni. Widział już takich, którzy potrafili rzucić się z pięściami, bo emocje brały górę. Wolał się upewnić, że facet faktycznie poszedł w swoją stronę.
Odsunął się w końcu od szyby, poprawiając mankiety koszuli i przeniósł wzrok na Ruelle. Jej bezpośredniość, wręcz ocierająca się o bezczelność, była w przedziwny sposób odświeżająca. Większość pracowników w obecności przełożonego ważyła każde słowo, a ona traktowała go z taką samą obojętnością, z jaką zapewne podchodziła do ciał na stole do balsamacji.
- I tak, dobrze rozumiesz. Nie mam takich zapędów - dodał, nawiązując do jej wcześniejszego pytania o ambicje. Na chwilę uciekł wzrokiem w stronę korytarza, po czym znów spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. - Niektórzy rodzą się po to, by gonić za awansami, ja wolę spokój i robienie tego, co do mnie należy.
- Nie mam zamiaru przeszkadzać - odpowiedział, na wpół rozbawiony, na wpół zaintrygowany jej zaproszeniem do pracowni. - Żywi potrafią wyssać z człowieka całą energię, zanim w ogóle zdążysz zapytać ich o nazwisko. Martwi... cóż, martwi przynajmniej nie kłócą się o kolor obicia trumny - zażartował, puszczając do niej oko. Kiedy przeszła do tematu wróżki, nie potrafił powstrzymać szerokiego uśmiechu. Z miejsca podchwycił żart, opierając się o ścianę.
- Zakładam, że każdy, kto kolekcjonuje ludzkie kości, musi mieć w tym jakiś osobliwy cel albo pasję - rzucił, mrugając do niej znacząco - Jeśli tego nie lubi, to może buduje z nich zębowy zamek? Kto wie, w naszym biznesie widuje się dziwniejsze fetysze.
Atmosfera na moment zgęstniała, a Noe poczuł, jak narasta w nim lekkie spięcie. Nie wynikało ono z jej towarzystwa, wręcz przeciwnie, Prescott była na swój sposób magnetyczna w swojej gotyckiej, surowej aurze, ale z faktu, że cisza zakładu zawsze przypominała mu o rzeczach, o których wolałby zapomnieć.
Gdy wyciągnęła telefon i odpowiedziała, że wciąż czeka na dostawę od balsamisty, schował dłonie do kieszeni spodni. Przez chwilę ważył słowa, zanim w końcu wykrztusił z siebie powód tego podchodzenia do tematu jak pies do jeża.
- Pytam, bo... skoro masz jeszcze chwilę, pomyślałem, że mógłbym rzucić okiem na twoje królestwo – zaczął wolno, zniżając nieco głos. - A tak całkiem szczerze? W biurze zaraz utonę w papierach, a tu... tu jest przynajmniej święty spokój. No i chciałem zobaczyć, jak radzi sobie osoba, która jako jedyna w tym budynku nie boi się mówić mi prosto w twarz tego, co myśli.

Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogło być tak, że Ruelle nieco bagatelizowała zagrożenie, ale naprawdę nie widziała potrzeby, aby się przejmować tak mocno tym jednym awanturującym się klientem, który nic takiego nie wnosił do jej życia. W większości wypadków przecież nic takiego się nie działo. Nie widziała powodu, dla którego ten jeden facet miałby się stać kimś w rodzaju jej prześladowcy czy chuligana, który się odegra na zakładzie pogrzebowym za to, że zaproponowali mu opcjonalną płatną usługę.
Nie czuła potrzeby tego, aby gryźć się przy nim w język. Może i był jej szefem, ale nie sądziła, aby miał ją zwolnić za to, że pozwoliła sobie na taki czy inny żart. W końcu to nie tak, że w jakiś sposób mu ubliżała lub próbowała mu dokuczyć w inny sposób.
- Mądrze - podsumowała, bo zdecydowanie więcej osób powinno mieć podobne podejście.
W zasadzie to czy nie tacy ludzie powinni dostawać awanse? Właśnie ci, którym nie zależało na nich za bardzo, a skupiali się jedynie na jak najlepszym wypełnianiu swoich obowiązków. Nie przejmowali się oni zanadto opinią innych osób i po prostu poświęcali swoją energię na wypełnianie swoich obowiązków, a nie zadowalaniu ludzi wokół siebie.
- W takim razie nic nie stoi na przeszkodzie, abyś wpadł do środka - przyznała, bo skoro Noe miałby wpaść i tylko cicho obserwować jej pracę to jak najbardziej mógł się zjawić w pracowni tanatopraktorki.
W pełni podzielała jego opinię odnośnie żywych. Bywali naprawdę wyczerpujący i nieznośni. Dlatego właśnie nie zamierzała spędzać z nimi więcej czasu niż było to absolutnie konieczne. Ja do tej pory szło jej to całkiem dobrze.
- Czyli zakładamy, że robi to z własnej woli, a nie jest wysłannikiem jakiejś wyższej istoty? Może też w sumie nie lubić tego zajęcia, ale musi je wykonywać, by osiągnąć swój cel: niecny lub nie - powiedziała, poświęcając zdecydowanie zbyt wiele czasu na podobne rozmyślania.
W momencie, gdy tylko rozmowa umarła śmiercią naturalną, sytuacja stała się nieco niezręczna. Nie zawsze bowiem można było z kimś milczeć komfortowo. Przynajmniej mieli jeszcze pracę jako temat, który można było poruszyć.
- Sama zapraszałam chwilę temu, więc jeśli tego chcesz - wykonała zachęcający gest w stronę korytarza, na którego końcu znajdowała się jej pracownia. - Pozostali aż tak depczą wokół ciebie na paluszkach?
Domyślała się, że niektórzy z pewnością tak robili, ale nie potrafiła sobie w tej roli wyobrazić absolutnie każdego. Taki Chris wydawał jej się człowiekiem, który od razu wytknąłby komuś, że się na czymś nie zna.
W końcu jednak dotarli do drzwi położonych głęboko wewnątrz budynku. Temperatura była tam zdecydowanie niższa niż w innych pomieszczeniach, ale Ruelle już dawno przywykła do podobnego stanu rzeczy. Pomieszczenie było dosyć oszczędnie urządzone. W jego centralnym punkcie znajdował się stół, na którym zawsze kładziono denatów. Nad nim zwieszał się klosz lampy, która zawsze zapewniała odpowiednie i silne oświetlenie, w którym można było dostrzec wszelkie niedoskonałości cery umarlaka. Oprócz tego przy zimnym blacie znajdowało się siedzisko tanatopraktorki oraz niewielki stolik na kółkach, który zawsze mogła sobie przestawić w dowolny sposób, aby mieć potrzebne rzeczy pod ręką.
- Zrobiłam ostatnio spis materiałów, które mi się kończą. Chris ci go przekazał? - zapytała, bo musiała przejrzeć wszelkie zapasy, aby ocenić czy coś jej się przypadkiem nie kończy lub nie znajduje na skraju terminu ważności, który zdecydowanie wpłynąłby na jakość kosmetyków.

Noe Villeneuve-Scott
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe nie spierał się z nią, choć jego milczenie mogło być mylące. Dla niego świat rzadko działał w ten sposób. Wręcz przeciwnie, z jego perspektywy najgorsze scenariusze wyjątkowo często sprawdzały się w najmniej odpowiednich momentach. Nie zamierzał jej jednak prawić kazań.
Gdy skwitowała jego podejście do pracy, na jego twarzy nie drgnął ani jeden mięsień, choć w duchu przyjął to z chłodnym rozbawieniem. Ludzie, którzy nie dbali o opinie innych, rzadko byli pupilkami systemów. Zwykle byli po prostu skuteczni. I najwyraźniej to ich łączyło.
- Z własnej woli czy nie, każdy wykonuje jakąś robotę - skomentował jej wcześniejsze rozważania o wysłannikach wyższych istot, gdy szli w stronę pracowni. - Różnica polega na tym, czy robisz to z uśmiechem, czy z zaciśniętymi zębami. - Słysząc pytanie o resztę personelu, kącik jego ust uniósł się minimalnie, co mogłoby uchodzić za cień uśmiechu. - Chris ma specyficzny rodzaj instynktu samozachowawczego. Wie, kiedy ugryźć się w język, a kiedy może sobie pozwolić na więcej. Reszta... - zawiesił na chwilę głos, opierając się ramieniem o chłodną ścianę, z dala od jej stanowiska pracy, by nie przeszkadzać. - Reszta po prostu nie lubi niespodzianek. -
Gdy weszli do pomieszczenia, chłód uderzył w niego od razu, ale nawet się nie wzdrygnął. Rozejrzał się po wnętrzu, omiatając wzrokiem stół, lampę i starannie poukładane narzędzia. To było miejsce, w którym panowały jasne zasady. Martwi nie kłamali, nie zmieniali zdania i przynajmniej nie robili zbędnego hałasu. Dopiero gdy wspomniała o spisie materiałów, przeniósł na nią swoje uważne spojrzenie.
- Przekazał - odpowiedział, a jego głos zabrzmiał w pomieszczeniu wyjątkowo wyraźnie. - Przejrzałem to w samochodzie. Zamówienie poszło dzisiaj rano. Hurtownia twierdzi, że nowa partia kosmetyków i chemii będzie u nas najpóźniej we wtorek. Sprawdź, czy wszystko się zgadza z tym, co tam napisałaś, bo facet z magazynu marudził coś o brakach w barwnikach i musiał ściągać je z innej filii. - Skrzyżował ramiona na piersi, przyglądając jej się. - Masz tu wszystko, czego potrzebujesz na te kilka dni, czy mam załatwiać coś na cito? - zapytał z uśmiechem. - Jeśli do wtorku zabraknie ci płynów do balsamowania, zawsze możemy zacząć odmawiać klientom terminów i kazać im po prostu trochę poczekać. Choć wiem, że oni akurat nigdzie się już nie spieszą. -
Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”