39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Możesz też powiesić w szatni przy wyjściu na scenę. - wyszczerzył się do niej doskonale znając akurat ten rejon jej klubu.
Jak widać Arvel miał swoje momenty, kiedy pokazywał ten intelekt, który robił z niego całkiem dobrego detektywa. Gdyby tylko nie jego nałogi i słabości mógł naprawdę stać się kiedyś dumą swoich rodziców. Zamiast tego postanowił zakochać się w byłej striptizerce i, jak pewnie powiedziała by masa osób, zrujnować sobie życie. Bo jak inaczej nazwać fakt, że nie tylko definitywnie stracił swoją pracę, na którą mimo wszystko pracował te kilkanaście lat, ale również był oskarżony o wielokrotne morderstwo? Tego nie wymazuje się tak łatwo z papierów. Wątpliwe, że będzie mógł znaleźć sobie jakiś szanowany zawód. Ten problem zostawiał jednak na jakiś inny dzień. Na razie po prostu cieszył się, że chociaż to mu w życiu wyszło. Całkiem kochająca kobieta, której te słowa ciężko przechodziły przez gardło. Szczerze? Taką właśnie chciał. Taką potrzebował. Słodka księżniczka nie wytrzymałaby z nim długo. To musiał być ktoś, kto będzie próbować postawić go do pionu. Nawet jeśli tylko po to żeby później obróciło się to przeciwko niej w ten najbardziej przyjemny sposób.
- Spokojnie, mam jeszcze czas na kryzys wieku średniego. - uśmiechnął się nachylając do niej by odebrać swój niespieszny i jakże przyjemny pocałunek - Są już tylko jedne nogi w których jestem zainteresowany. - mruknął w jej usta nie pozwalając się tak szybko odchylić łapiąc ją wolną dłonią za koszulkę i robią z tego nieco bardziej namiętny i znaczący pocałunek - No, może usta też. - puścił jej oczko z figlarnym uśmiechem unosząc wzrok do jej tęczówek.
Nie dało się już ukryć, że był jej zakochanym kundlem. Kiedyś rozglądałby się jeszcze na boki, ale teraz? Nawet widząc ładną, młodą dziewczynę na ulicy ani myślał się obejrzeć. Taki sygnał w ogóle nie dochodził do mózgu. Chyba ani on ani ona nie wierzyli, że taki moment mógłby nastać kiedyś w jego życiu, a jednak. Dał sobie założyć obrożę, nawet smycz. Z osiedlowego burka zrobił się prawdziwy Doberman. Lojalny, niebezpieczny i wpatrzony w swoją właścicielkę. Kto by pomyślał, że dokona tego akurat Darcy. On na pewno by na to nie wpadł, gdyby ktoś zapytał go o to jak będzie wyglądać jego życie w tym momencie jakieś dziesięć lat temu. Tym bardziej, że uważał, że dobrze się starzeje i nadal miałby szansę na jakieś młode siksy.
- Bokserki i skarpetki są na święta. - przewrócił oczami teatralnie z rozbawionym uśmiechem - I wypraszam sobie. Nie jestem utrzymankiem. - żachnął się trochę udawanie, a trochę nie, miał w końcu jeszcze trochę swojego męskiego honoru.
Nawet jeśli w tym momencie był teoretycznie bezrobotny i nie zarabiał, nie był w swojej młodości finansowo upośledzony. Wręcz przeciwnie. Jego konta powinny pokazywać nadal całkiem zadowalające numerki. Dorobił się trochę na tych lewych interesach z kryminałem. Może nawet będzie musiał do tego jakiś czas wrócić. Niemniej do tamtych wakacji się dorzucił. Do tych nie zamierzał bo no... To jego urodziny!
- Wierzę w Ciebie. - uśmiechnął się całkiem beztrosko puszczając jej oczko.
Wiedział, że znała go na tyle, że nie będzie rozczarowany. Z resztą.. Mogłaby go zabrać do byle jakiego hotelu w byle jakim mieście. Tak długo jak wyrwą się stąd i codziennie będą mogli cieszyć się tym, że nadal mają na siebie taką ochotę, on będzie bardziej niż zadowolony.
- Darcy, nikt by Cię stąd nie wyrzucił... - na chwilę wróciło mu brawado, ale szybko się skończyło, kiedy próbował sobie odkaszlnąć i znów odezwały się jego żebra.
Na co lekarz po prostu wymownie spojrzał. Tak, potrzebował jeszcze trochę tu poleżeć, a Darcy zasługiwała na to żeby wyspać się we własnym łóżku. Dlatego przyciągnął ją jeszcze na jednego, szybkiego buziaka zanim pozwolił jej w końcu zniknąć na szpitalnym korytarzu. Cholera, to naprawdę mogło się udać.

Darcy Bowman

/koniec
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”