24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła nic poradzić na to jak reagowała na wspomnienie matek River robiła się nerwowa, a jeśli jeszcze je zestawić z Isabel? Wszelkie istniejące bóstwa powinny mieć ją w opiece. Nie była na to gotowa. Umarłaby śmiercią tragiczną, gdyby tylko ktoś wrzucił ją w ten wir socjalnych interakcji. River Cross naprawdę robiła jej zdecydowanie zbyt wielki bałagan w życiu i głowie, a jednak nie potrafiła jej się pozbyć.
- Nie wiem jak to będzie z moją dyspozycyjnością. Zobaczymy - odpowiedziała, starając się zachować obojętność.
Nie zamierzała zwyczajnie dać się w to wszystko wkręcić. Naprawdę nie powinna wtedy zabierać River do swojego domu. Lepiej byłoby gonić Caspara, aby oddał w końcu te klucze i odstawiłaby artystkę do jej mieszkania. Ewentualnie mogła ją od siebie wyrzucić bez tej zupy, która wszystko przeciągnęła. Wszystko byle tylko oszczędzić Cross spotkania z panią Prescott, które doprowadziło je do tego punktu.
Zdecydowanie nie powinna jej poznawać z babcią Tiną. To był najgorszy błąd jaki mogła popełnić w życiu. Zaraz po dopuszczeniu do tego, aby rysowniczka zetknęła się z córką rzeczonej Tiny. Może i Portorykanka znajdowała się w zaawansowanym wieku, ale Rue miała wrażenie, że to ona zostanie przez babkę wpędzona do grobu. Zwłaszcza, że jeszcze musiała zarzucić takim tekstem, który rzecz jasna rysowniczka od razu podłapała. Te dwie naprawdę nigdy nie powinny się spotkać.
- Oczywiście, że tak. Niczego innego bym się nie spodziewała po swojej krwi! - odparła pieszczotliwie, kładąc jeszcze dłoń na ramieniu wnuczki.
- Abuela, możemy, proszę, nie? - zapytała jeszcze w wielce wyszukany sposób, a Cristina jedynie zaśmiała się na tę prośbę.
Dla niej nie było kompletnie żadnego powodu do wstydu. No, ale ona miała swoje lata, a młoda Prescott była dziewczyną, która wolała trzymać swoje życie intymne z daleka od krewnych, którzy mogliby o nim głośno dyskutować.
Tanatopraktorka sama nie wiedziała czy to lepiej czy gorzej, że zostawia swoją rysowniczkę w towarzystwie babci. Z tego mogły wyniknąć kłopoty. Lepiej było je od siebie izolować, ale nie miała ku temu okazji, gdy została zagarnięta przez ojca do ceremonii z tortem.
Cristina w tym czasie korzystała z nowo nabytego wnuczęcia i z zadowoleniem obserwowała jak River sięga po widelec, aby zacząć zajadać się potrawami, które mogły być autorstwa całej rodziny. W końcu trochę tego wszystkiego było i niemożliwe, aby Isabel przygotowała to wszystko samodzielnie.
- Zarówno Isabel jak i Jonathan dbają o więzi rodzinne. Dlatego zawsze sporo osób się do nich zjeżdża - wyjaśniła krótko Tina, która dbała regularnie o to, aby każdy w pobliżu miał pełny talerz.
Kobieta nawet nie zwracała większej uwagi na fakt, że jej rozmówczyni właśnie bawi się swoim telefonem i wysyła coś do osoby, którą była jej osobista wnuczka.
- Taka jest właśnie Ruelle. Niezwykle skryta i zamknięta w sobie, ale jak już się zacznie otwierać to odkrywasz, że jest zupełnie inna niż stara się być - odpowiedziała Tina z dobrotliwym uśmiechem.
Obgadywana tanatopraktorka w tym czasie miała właśnie stać się gwiazdą całej imprezy. Nim się to jednak stało otrzymała jeszcze jedną wiadomość od swojej artystki, która nadeszła prędzej niż sądziła. Usłyszała szum krwi w uszach, gdy serce jej znacznie przyspieszyło na widok filmiku z udziałem rysowniczki. Cholera jasna. Musiała ją mieć. Musiała ją poczuć.
Ledwie udało jej się schować telefon przed odwracającym się do niej ojcem, któremu posłała niezręczny uśmiech. Zaraz też na scenę wjechał ogromny tort, który Isabel przetransportowała z kuchni, a wszyscy zgromadzeni na imprezie goście zaczęli zgodnym chórem śpiewać sto lat.
Najgorszy moment całej imprezy. Wiedziała, że Cross musi mieć ubaw z tego jak, niczym każda solenizantka, Rue stała obok piętrowego wypieku niepewna tego, co powinna robić. Powinna się kołysać do rytmu piosenki? Klaskać? Może przyłączyć się do śpiewania, licząc na to, że to nie jest zbyt narcystyczne? Dlatego tylko stała niezręcznie na środku ogrodu, walcząc z odruchem sięgnięcia po telefon, aby odpisać na wiadomość, która na zapętleniu odtwarzała się w jej głowie.
W końcu mogła dmuchnąć świeczki obecne na torcie: woskowe cyfry 2 i 4 oraz kilka mniejszych świeczuszek. Erupcja oklasków rozległa się w momencie, gdy każdy płomyk zgasł, a wkrótce zbędne ozdoby zostały usunięte, żeby Ruelle wraz z matką mogły pokroić tort dla wszystkich gości.
Była to naprawdę niewdzięczna praca. Odkrawanie każdego fragmentu wydawało się ciągnąć wieczność. W końcu jednak mogła usiąść na wolnym miejscu przy stole. Była wyczerpana psychicznie. Jednak nie na tyle, aby nie wyjąć telefonu, którym zaczęła bawić się pod blatem, by przygotować ukradkiem kolejną wiadomość dla ukochanej artystki.

Muza 💖
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Wiadomość...
River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poznanie babci zdecydowanie było najlepszym elementem tej imprezy. Gdyby wiedziała, że czekają ja takie atrakcje, to w ogóle by się nie stresowała spotkaniem z rodziną Ruelle. Znalezienie takiej sojuszniczki wśród pozostałych potencjalnie groźnych krewnych było bardzo cenne. Na pewno nie dostanie aprobaty ciotki Jak-Jej-Tam, ale ona nie sprawiała wrażenia zbyt istotnej dla Rue. Babcia to jednak coś innego. No i rodzice, wiadomo. Z tą dwójką szło całkiem dobrze. Może do tej pory rozmawiali dość krótko, ale przynajmniej było miło. Może te dwie rzeczy bezpośrednio się ze sobą łączyły? Nie no. Żadne z nich nie powinno mieć do River pretensji. Nie broniła przecież Ruelle mówić na ich temat w żadnym momencie i nie miała zamiaru na nich naskakiwać, póki będą zachowywać się w porządku wobec swojej córki. Dzisiaj wychodziło im to bardzo dobrze. Może to kwestia tego, że miała urodziny? Zasługiwała na więcej. Głównym celem Cross na dzisiaj też przecież było rozpieszczanie jej.
— A więc to u pań rodzinne? To wiele wyjaśnia. — Pokiwała głową ze zrozumieniem. Wiedziała, że ta rodzina musiała być równie pokręcona, co sama Rue. Nie była przecież jakimś błędem w Matriksie. Po kimś taka była. Mieszanka tych wszystkich genów stworzyła potwora ideał. Może i rodzinne rozmowy na tego typu tematy nie leżały w naturze jej modelki, ale artystka czuła, że miała podobny temperament, co babcia.
Spojrzała w stronę krzątającego się kawałek dalej Johnathana. Jakim cudem tej dwójce udało się wychować kogoś takiego? Albo jaka byłaby, gdyby wychowały ją matki River? A jaka byłaby River, gdyby wychowała się w tej kolosalnej rodzinie? To, co wyszłoby po takich podmiankach, byłoby pewnie nieco przerażające, ale urocze.
— Jest zdecydowanie dużo lepsza niż stara się być — zgodziła się z Tiną bez wahania. Rozumiała, co kobieta miała na myśli. Może i znały się od liceum, ale prawdziwszą wersję River miała okazję poznać dopiero niedawno. Ta powierzchowna również bardzo jej się podobała, ale doprowadzała ją też do ciężkiej kurwicy. Ta druga wpływała na Cross dużo lepiej i miała nadzieję, że przy niej zostaną.
Nie miała zamiaru pakować się na sam środek tej afery, ale z przyjemnością obserwowała spektakl z daleka. Sama nie czułaby się w tym momencie w żaden sposób zażenowana, ale potrafiła empatyzować z tymi, których absolutnie przy tym skręcało. Tanatopraktorka do takich należała. Nie powinno jej to wyrządzić żadnej większej krzywdy i spowodować traumy, więc River nie ruszyła jej na ratunek. Przeciwnie. Wyjęła telefon, ale tym razem, by zrobić kilka zdjęć. Dołączyła nawet do śpiewania sto lat z pełnym zaangażowaniem.
Nie miała zamiaru nawet zbliżać się do tortu. Domyślała się, że i tak w koncu w jakiś sposób do niej dotrze, bo talerze ruszą w ruch, ale po prostu nie podzielała entuzjazmu dzieciaków, które nagle wszystkie znalazły się u szczytu stołu, czyli tuż przy torcie. Wiedziała też, że chwilę sobie na powrót Ruelle poczeka, bo była dość istotnym elementem tego całego dzielenia się posiłkiem.
— Jest pani lojalna czy sprzeda mi pani jakiś sekret na temat Ruelle? — rzuciła do babci, odrywając wzrok od swojej modelki. — Mogę zapłacić — dodała szybko tonem, który znów nie wskazywał, czy żartowała, czy mówiła poważnie. Ale oczywiście, że mówiła poważnie. Nie była pewna, czy ma przy sobie gotówkę, ale jak będzie trzeba, to skoczy do bankomatu.
W końcu sięgnęła po telefon, gdy zawibrował po raz kolejny. Odczytała wiadomość i natychmiast poczuła przypływ fai gorąca. Nie zarejestrowała nawet, kiedy Rue gdziekolwiek usiadła, ale na szczęście teraz otrzymała na to najlepszy możliwy widok. Uśmiechnęła się, przygryzając dolną wargę i podniosła wzrok znad ekranu. Musiała sprawdzić, gdzie trafiła jej modelka. Zauważyła ją w końcu kawałek dalej, po drugiej stronie stołu.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Odłożyła telefon ekranem do dołu i skupiła się znowu na Prescott. Rozsiadła się wygodniej na krześle. Oparła łokieć o biały podłokietnik i wsparła policzek na dłoni. Cała jej uwaga skupiła się na Ruelle. Dziewczyna, nie pierwszy raz, stała się centrum jej świata. Wpatrywała się w nią intensywnie i bez żadnego skrępowania tym, że widzieli to też wszyscy inni. Byli przecież zajęci rozmowami. Niemniej jednak była pewna, że tanatopraktorka wyczuje wreszcie na sobie to spojrzenie, podąży za nim wzrokiem, a ich oczy wreszcie się spotkają. River była niemalże pewna, że w tym momencie dosłownie ją pochłonie do wnętrza własnego ciała i duszy, nawet mimo dzielącej je odległości.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno babcia Tina była jedną z wyjątkowych postaci w rodzinie Ruelle. Taką, która się wyróżniała na tle innych oraz podchodziła do wszystkiego z nadzwyczajnym wręcz luzem. Był to zupełnie drugi biegun w zestawieniu z tym, co prezentowała sobą ciocia Colette. Bardziej też rezonowała z tym, co przedstawiała sobą sama River. Od razu było wiadomo, że będą się ze sobą dogadywały i chyba po części tanatopraktorka się tego obawiała. W końcu nie miała pojęcia jaki będzie efekt tej dziwnej komitywy.
- Latynoska krew jest bardzo gorąca. Namiętność i emocje idą z nią w parze - odpowiedziała bliska roześmiania się.
Wydawała się być całkiem rozbawiona całą tą rozmową. Cristina była ewidentnie duszą towarzystwa, która najlepiej czuła się otoczona ludźmi ze wszystkich stron, a fakt, że mogła zdobyć kolejną przysposobioną wnuczkę najwyraźniej jej się wyjątkowo spodobał. Dlatego też postanowiła o nią zadbać i dopilnować, aby zjadła odpowiedni posiłek. W końcu nie mogła być przez cały czas taką chudziną.
Trzeba było przyznać, że na pewno otoczenie i rodzina wywarły w pewien sposób wpływ na to jak prezentowała się zarówno artystka, jak i jej modelka w swoim życiu. Czy miałyby inne zainteresowania? Podejście do życia? Czy to wpłynęłoby też na ich charakter? Można było jedynie na ten temat teoretyzować.
- To prawda. Prawdziwą siebie zachowuje dla wybranych. Skoro jednak ją znasz to znaczy, że musisz być dla niej istotna - dorzuciła jeszcze Tina z pokrzepiającym uśmiechem.
Zdecydowanie była jedną z tych osób, którym zależało na tym, aby rysowniczka poczuła się komfortowo w towarzystwie i mogła zaznać zwyczajnej, rodzinnej gościnności, co rzecz jasna objawiało się w nieskrępowanych żartach i ogromnej ilości domowego jedzenia wpychanego przez siłę na talerz. Pewnie to również w jakiś sposób tłumaczyło część zachowań młodej Prescott. Najwyraźniej dbanie o innych poprzez ugotowanie pożywnej zupy mogło wziąć się ze strony rodziny jej matki.
Nie było potrzeby, aby River pakowała się w to wszystko. Mogła zamiast tego dalej być męczona przez Tinę, która obecnie popijała jakiegoś drinka, rozmawiając co jakiś czas z kręcącymi się obok krewnymi. W kluczowym momencie jednak jej uwaga przeniosła się na wnuczkę, aby zaśpiewać dla niej urodzinowe życzenia. Ruelle nie wydawała się najszczęśliwsza w tym momencie. Nie odpowiadała jej taka forma bycia w centrum uwagi. Przynajmniej przez zwiększoną odległość Cross mogła zaobserwować jej cierpienie.
- Kochanie, sama i tak byś się z czasem dowiedziała tych wszystkich historii - zapowiedziała Tina, która najwyraźniej istotnie należała do tych, które chętnie sprzedawały historie o wnukach. - W młodości jak obejrzała "Króla Lwa" to stwierdziła, że fajnie wyglądały te robaki, które jedli Timon i Pumba. Też chciała spróbować. Skończyło się tylko na muszkach owocówkach.
Babcia nie brała jeńców. Od razu sięgała po ciężkie działa i te opowieści, które najbardziej mogły zawstydzić ich bohatera. Przynajmniej Rue nie znajdowała się obok, aby móc jej przeszkodzić lub oburzyć się na to, że postanowiła wyrwać akurat takie fakty z jej życia. W jakim to świetle ją stawiało? Całe szczęście, że nie miała pojęcia o tym, co właśnie się zadziało po stronie stołu, gdzie Cristina gawędziła z rysowniczką.
Tanatopraktorka była zobowiązana do tego, aby zjeść kawałek tortu w towarzystwie rodziny, która ją zagadała. Kątem oka zobaczyła na ekranie widok powiadomienia. Całe szczęście, że treść wiadomości była ukryta i nie wyświetlała się w komunikacie, który widniał na wyświetlaczu. Tyle dobrego. Odczekała chwilę tylko po to, aby w miarę możliwości bez wzbudzania niczyjego zainteresowania odpisać swojej artystce.

Muza 💖
nie jestem twoim psem, cross
chodź i sama je zdejmij
Wiadomość...
Podniosła wzrok znad ukrytego pod stołem telefonu, aby podłapać spojrzenie River. Obserwowała ją spokojnie. Czekała na ten moment, aż ta odczyta wysłaną wiadomość. Chciała dostrzec jej reakcję. Minęła chwila nim ponownie ich oczy spotkały się ponad ogrodowym stołem. Rzucała jej wyzwanie. Patrzyła wyczekująco na artystkę, a następnie podniosła się z miejsca i uśmiechnęła do krewnych.
Przeprosiła ich na moment i ruszyła do tylnych drzwi domu, upewniając się czy Cross widziała ją doskonale, aby móc podążyć w jej ślady.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poczuła przyjemne ciepło w klatce piersiowej, gdy tylko babcia zasugerowała, że musi być dla Ruelle istotna. To już druga kobieta z jej rodziny, która sugeruje coś takiego. Obie miały dość mgliste pojęcie o ich relacji, a mimo tego skłaniały się ku takim stwierdzeniom. Coś w tym musiało być. Naprawdę chciała, by Rue patrzyła na nią w taki sposób. Nie znała jeszcze niezawodnych metod, by ją otworzyć, ale szło jej coraz lepiej. Była święcie przekonana, że najlepiej zadziała, kiedy to ona otworzy przed Prescott serce i umysł, ale większość dotychczasowych wyznań jej modelka zbywała albo uznawała za nieprawdziwe. Uwierzyła w końcu swojej artystce, że była w niej zakochana, co uznawała za duży sukces. Reszta na pewno była kwestią czasu.
Pasowało jej miejsce, w którym była. Dziubała powoli postawione przez babcię jedzenie, bo właściwie nie czuła się aż tak głodna. Cieszyła się miłą rozmową z babcią i faktem, że bez towarzystwa Ruelle nikt specjalnie nie stara się zawracać jej głowy. Nie przeszkadzał jej fakt, że interesowała ich wyłącznie jako dodatek do solenizantki. To właściwie przynosiło pewną ulgę. Sama tanatopraktorka też na pewno będzie z tego bardzo zadowolona, bo to zmniejszało prawdopodobieństwo, że rysowniczka palnie coś nieodpowiedniego komuś, kto na pewno nie powinien tego słuchać.
— A śmiała się z marnej jakości moich posiłków w dzieciństwie. To była pewnie kwestia wrodzonej, naukowej ciekawości. — Pokręciła głową z rozbawieniem, wyobrażając sobie małą wersję Ruelle, która za wszelką cenę stara się znaleźć taki rodzaj przekąsek, jaki oferowała bajka. W środku Toronto byłoby to pewnie skomplikowane. Na szczęście od zawsze była wyjątkowo zaradna. Opowieści z dzieciństwa zdecydowanie ją ciekawiły. Ta wersja Prescott była dla niej kompletnie obca i do niedawna w ogóle się nad nią nie zastanawiała. Teraz jednak chciała dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Jakim dzieckiem była? Co ją tak naprawdę ukształtowało? Jak wiele opowieści, w których wychodziła na głupka, miała w zanadrzu babcia?
Obserwowała uważnie swoją modelkę, gdy odczytywała wiadomości i na nie odpisywała. Nie musiała nawet patrzeć na telefon, żeby wiedzieć, że nie otrzyma tego, czego zażądała. Widziała to po niej od razu. Akurat pod tym względem poznały się już całkiem dobrze. Dziewczyna ewidentnie próbowała z nią igrać. Nie odwróciła wzroku, gdy ich spojrzenia się spotkały. Wpatrywała się w nią jeszcze przez moment i dopiero, kiedy się podniosła, sięgnęła po telefon, żeby odczytać wiadomości.
— Przepraszam panią na moment. — Uśmiechnęła się przepraszająco do Tiny i wstała od stołu. Nie słuchała nawet odpowiedzi. Od razu ruszyła za solenizantką, sprawnie wymijając kręcącą się po ogrodzie rodzinę. Weszła tymi samymi drzwiami i przeskanowała szybko pomieszczenie, chcąc sprawdzić, jakie mają opcje. Znów miała ochotę po prostu wrzucić ją na kuchenny blat i od razu ją zerżnąć, ale to niestety nie wchodziło w grę. Zatrzymała się tuż przed swoją muzą, wciąż świdrując ją zniecierpliwionym spojrzeniem. Położyła dłoń na jej biodrze, wbijając w nie palce.
— Wiesz, jak mnie wkurwiasz, kiedy mi odmawiasz? — zapytała cicho, nachylając się, by móc ją pocałować. Zatrzymały ją jednak obce głosy dobiegające z korytarza. Męskie głosy zaśmiewały się gromko z jakiegoś żartu na temat piłki nożnej. A może chodziło o hokeja? River i tak nie odróżniała nazwisk sportowców.
To co, panowie? Może jakieś cygarko?Padła propozycja i od razu spotkała się z potwierdzającymi pomrukami. Problem w tym, że te wszystkie pomruki ewidentnie zmierzały do kuchni, a raczej do tylnego wyjścia na ogród. Rysowniczka mruknęła wyraźnie zirytowana. Złapała solenizantkę za rękę i pociągnęła ją za sobą w stronę pierwszych drzwi, jakie wpadły jej w oko. Zatrzasnęła je za nimi z hukiem, przez co liczne słoiki na półkach zadrżały niepewnie. Spiżarnia? Może być. Przyszpiliła dziewczynę do drzwi, napierając na nią ciałem tak bezczelnie, jakby chciała przecisnąć ją przez zamknięte drzwi, o które opierały się plecy Latynoski.
— W każdy inny dzień byłabym bardzo zawiedziona twoją postawą, ale dzisiaj... — wymruczała niskim tonem tuż przy jej uchu. Dłonie artystki ponownie znalazły się na biodrach dziewczyny. Odgarnęła fragment materiału sukienki, odsłaniając nogi i wilgotną bieliznę. Palce jednak zatrzymał się tuż przed materiałem. River odsunęła się na tyle, by móc spojrzeć swojej modelce w oczy. Kurwa, jak ona uwielbiała w nie patrzeć. Przepadała przez nie natychmiast. Nie była w stanie myśleć o niczym innym poza bolesną wręcz potrzebą zdobycia jej ciała. Nie przerywając kontaktu wzrokowego River uklęknęła przed nią na zimnych kafelkach. Bezczelnie powoli zbliżyła się do jej bioder. Złapała w zęby skraj bielizny dziewczyny i pociągnęła w dół. Pomysł, który podrzuciła wcześniej sama tanatopraktorka bardzo jej się spodobał.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami można było odnieść wrażenie, że inni znali tanatopraktorkę o wiele lepiej niż ona siebie samą. Przynajmniej pod pewnymi względami. Byli w stanie dostrzec w niej cechy, które jej umykały oraz stwierdzić pewne fakty nim osobiście doszła do jakichkolwiek wniosków. Może dlatego, że starała się do wszystkiego podchodzić tak pragmatycznie i wszystko racjonalizować? W końcu z ludzkim zachowaniem i psychiką nie do końca można było to zrobić.
Niezależnie od tego czy tanatopraktorka znajdowała się obok swojej towarzyszki czy też nie, River wciąż wzbudzała ogromne zainteresowanie familii. Niewątpliwie posyłane były jej liczne spojrzenia, a część nieznanych jej osób musiała szeptać między sobą na jej temat oraz obgadywać szczegóły jej związku z Ruelle, o którym nie mieli najmniejszego pojęcia. Nikt z nich nie miał jednak większego pretekstu, aby do niej podejść i zagadnąć, gdy nie było obok Rue. Najwyraźniej woleli obserwować ją z dystansu niż zainicjować kontakt z całkowitą nieznajomą, która najwyraźniej była tajemniczą partnerką solenizantki. Każdy pewnie też miał różne opinie na ich temat: lepiej, aby znalazła sobie miłego chłopca; a niech będzie z dziewczyną, ale już jakąś porządną; dobrze, że jednak kogoś ma... To zapewne była tylko część głosów, które mogły rozlegać się po kątach. Zarówno po angielsku, jak i po hiszpańsku.
- Oczywiście, że pewnie będzie próbowała się tego wyprzeć. Nie cierpi tej historii. Nas to jednak bawiło... Dalej bawi. Zwłaszcza, że nazywała je "rodzynkami" - dorzuciła jeszcze od siebie Tina.
Istniało też spore prawdopodobieństwo, że młoda Prescott zwyczajnie zamordowałaby osobę, która zaczęłaby rozprzestrzeniać tę opowieść, ale z jakiegoś powodu wydawało się, że akurat abuela miała specjalne przywileje, które chroniły ją przed tak okrutnym losem. Zapewne jakiś przeciętny kuzyn, który mógł znać ten fakt z jej życia mógłby już być rozszarpany żywcem na drobne kawałki.
Powszechną wiedzą było to, że babcie zawsze stanowiły prawdziwą skarbnicę wiedzy na temat rodziny i wszystkich jej członków, ale kto miałby czas na to, aby zgłębiać ten temat, gdy alternatywną rozrywką było zniknięcie na chwilę gdzieś razem z tanatopraktorką, która jeszcze chwilę wcześniej wysłała prowokującą wiadomość na telefon River?
Wiedziała, że nie będzie musiała na nią długo czekać. Dbała o to, aby rysowniczka widziała każdy jej ruch i nie miała wątpliwości, co do tego gdzie powinna skierować swoje kroki. Zdecydowanie nie podobało jej się to, że wszędzie kręciło się tyle osób, które tym samym zabierały im dostęp do prywatności. Mogłyby zrobić tak wiele, ale publika w postaci członków rodziny zdecydowanie jej nie odpowiadała. To nie był przepis na fantazję seksualną, a raczej na wyjątkowo niezręczne interakcje w czasie świąt i innych okazji oraz na zniszczenie relacji z krewniakami. Tego wolała uniknąć.
Spotkały się w kuchni. Blisko blatu, na którym ostatnio została posadzona. Wykorzystanie go nie wchodziło teraz w grę, ale na przyszłość mógł to być całkiem dobry pomysł. Poczuła od razu przyjemne gorąco rozprzestrzeniające się po jej ciele, gdy tylko palce Cross wbiły się władczo w jej biodra. Uwielbiała ją taką. Uwielbiała, gdy przemawiało przez nią pożądanie, które bez trudu mogła odnaleźć w jej oczach.
- Wiem, ale kręcisz mnie taka - odpowiedziała mrukliwym tonem, wbijając spojrzenie w jej ciemne oczy.
Chciała ją pocałować i przyciągnąć do siebie bliżej, ale powstrzymały ją od tego głosy gości dobiegające z pobliskiego korytarza. Wiedziała, że jeśli teraz miałaby jej dotknąć lub przylgnąć do niej ustami to nie byłaby w stanie się zatrzymać. Na pewno zapomniałaby się w przeciągu ułamku sekundy. Lepiej było się zatrzymać póki jeszcze mogła.
Przynajmniej River działała szybko i nie zamierzała pozwolić na to, aby ktoś im zakłócił ten moment. Natychmiast zaciągnęła ją do spiżarki, licząc, że w tym miejscu na nikogo nie wpadną. To był strzał w dziesiątkę.
Na pewno narobiły hałasu. Pobliskie półki się zatrzęsły, a słoiki i butelki zadźwięczały w jej uszach, gdy dziewczyna przycisnęła ją do wąskich drzwi pomieszczenia. Wsunęła dłonie pod materiał jej marynarki, szukając kontaktu z nagą skórą. Chciała ją poczuć jak najwyraźniej. Zwłaszcza po tym jak artystka się nią bawiła jeszcze chwilę temu.
- Przecież to uwielbiasz. Byłabym zbyt nudna, gdybym wypełniała wszystkie polecenia - odpowiedziała butnie, uśmiechając się cwanie.
Tak było ciekawiej. River nie mogła na nią narzekać. Może i ją wkurwiała, ale za to przynajmniej pozwalała jej się wykazać, stawiając przed nią kolejne wyzwania.
Czuła jej dłonie, które wsuwały się pod materiał sukienki, korzystając ze znajdującego się tam rozcięcia. Oddech na chwilę zamarł jej w gardle, gdy wyczekiwała jej dotyku. Zanim jednak to nastąpiło i zanim zdołała pochwycić jej wargi w pocałunku, River uklękła, padając na kafelki.
Ścisnęło ją w podbrzuszu, a krew zawrzała pompowana mocniej przez łomoczące serce. Prawie zamroczyło ją na ten widok. Uwielbiała ją widzieć przed sobą na kolanach. Mogłaby ją taką oglądać przez całą wieczność.
Wieczność też zdawał się ciągnąć ten moment, gdy rysowniczka pochylała się ku niej. Wplotła palce w jej ciemne włosy. W końcu zęby zscisnęły się na skraju jej majtek, a Cross zsunęła je w dół nóg swojej modelki.
- Dobra dziewczynka... - pochwaliła ją ściszonym głosem, zaciskając mocniej palce na jej włosach i przyciągając jej głowę bliżej do swoich ud. - Widzisz co narobiłaś? Powinnaś wziąć teraz za to odpowiedzialność.
Pewnie nie powinny się teraz zapędzać, bo mimo wszystko w każdej chwili ktoś mógł się znaleźć po drugiej stronie drzwi, ale w tym momencie trudno było jej myśleć o czymś innym niż o dziewczynie, która się znajdowała przed nią.


River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może gdyby była większą romantyczką, to potrafiłaby zaangażować się w rozmowę z babcią dużo mocniej. Dzięki niej zyskałaby nowy wgląd w duszę Ruelle. Na pewno nauczyłaby się czegoś przydatnego. Mogłaby nawet zakochać się jeszcze mocniej, kto wie. Problem w tym, że była przede wszystkim hedonistką. Duszę mogła poznać później, teraz miała ochotę na dupę. Nie musiała się zastanawiać, co z tego wyniknie. Na pewno zatraci się mocniej w wariactwie i miłości, bo działo się tak zawsze, gdy tylko Rue dopuszczała ją do swojego ciała. Musiała opuścić babcie i pomknąć bezpośrednio za swoją modelką, która kusiła ją od pierwszych sekund tego spotkania.
Posiadanie sporej rodziny miało najwyraźniej więcej minusów niż plusów. Nie dość, że było się zmuszanym do takich spędów, to jeszcze w ich trakcie nie można było się tak po prostu na chwilę odciąć bez ryzyka, że zaraz się z kimś zderzy. W mieszkaniu River miałyby upragniony spokój. W tej nowobogackiej rezydencji nie było na to szans.
Ruelle wiedziała o tym lepiej niż ktokolwiek inny, a mimo tego nakręcała swoją artystkę dużo bardziej niż powinna. Zamiast przyjmować grzecznie kolejne prezenty urodzinowe, które dla niej przygotowała, zaczęła odpowiadać swoimi. Nie mogła nie pomknąć za nią jak ćma za światłem. Jakby tego było mało, łechtała śmiało jej ego, doskonale zdając sobie sprawę, jak takie rzeczy działały na Cross. Igrała z nią z pełną premedytacja. Bezczelna dziewczyna.
Dobrze, że w tej wilii nawet słoiki mają osobny pokoik. River na pewnym etapie dzieciństwa nie miała własnego pokoju, ale słoiki u Prescottów? Nie ma problemu! Matko kochana, w co ona próbuje się wżenić? Pal to teraz sześć. Była wdzięczna tym dżemom za istnienie, bo dzięki temu błyskawicznie trafiły do pomieszczenia oddalonego od wścibskich spojrzeń. Zdaniem artystki mogłyby już stąd nie wychodzić.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Romantyzm czy zwykła ciekawość w ich przypadku nie mogły się równać ze zwyczajnym pożądaniem, które napędzało ich ciała. Powoli ogarniało zarówno organizm, jak i gnieżdżący się w nim umysł. To pragnienie potrafiło przyćmić wszystkie zmysły i sprowadzić człowieka na manowce. Możliwe, że kiedyś to wszystko je zniszczy, ale na ten moment chciały po prostu zatracić się w tym szaleństwie.
Naprawdę nienawidziła tych wszystkich przyjęć, które sprawiały, że po domu kręciło się więcej osób niż było trzeba, a one nie mogły się powstrzymać od tego, aby nie zatracić się w tym, co miały sobie do zaoferowania, a nic z tego nie nadawało się do prezentowania przed zebraną w ogrodzie rodziną.
Nie mogła się powstrzymać od tego wszystkiego. Zwłaszcza, że przecież rysowniczka poczyniała sobie dosyć śmiało, wystawiając ją tak na pokuszenie. Sama nie wiedziała czy była to forma prezentu urodzinowego czy może kara. W końcu jak miała normalnie funkcjonować, gdy widziała to wszystko? Nagle bycie przyłapaną miało jakieś takie mniejsze znaczenie.
Pewnie równie dobrze mogłyby spróbować się zabarykadować w pokoju solenizantki, ale spiżarnia też była dobrym pomysłem. Nie była tak oczywistym miejscem, w którym ktoś mógłby ich szukać. Z drugiej strony znajdowała się zbyt blisko miejsca, w którym potencjalnie ktoś mógł się kręcić. Powinny znaleźć może jakiś przytulny kąt gdzieś w głębi domu, ale jak mogły w ogóle myśleć o czymś podobnym, gdy potrzeba paliła od środka?
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”