ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czy ktoś tutaj zamawiał wino i fajne, meksykańskie towarzystwo? — zapytała, uśmiechając się dość subtelnie, gdy drzwi do mieszkania Pixie otworzyły się. Carmen spojrzała prosto w błękitne oczy dziewczyny, dopiero po chwili dostrzegając wszelkie detale, które nie były widoczne na pierwszy rzut oka przez Tindera. Miała tak ładne, kręcone włosy, że Torres nie potrafiła nie zastanawiać się, jakie to byłoby uczucie, gdyby mogła wsunąć palce w te jej loki. Cholera, chyba spędzała za dużo czasu z Ruelle, skoro przez jej głowę przechodziło tak wiele różnych, nieodpowiednich myśli na raz. A może po prostu to ten jeden wypity kieliszek wina, nieco rozluźnił jej zszargane ostatnimi wydarzeniami nerwy. Niezależnie, co by to nie było, Carmelka rzeczywiście zgodnie z obietnicą, przyjechała pod wskazany adres. To zabawne, nigdy wcześniej tego nie robiła — nie szukała sobie znajomości ani przelotnych romansów na portalach randkowych. A teraz stała tu, jak gdyby nigdy nic, czując się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, bo w końcu wyrywała się ze znajomych schematów, w których była od wieków uwięziona.

Jak na razie szło jej to całkiem dobrze. To znaczy to oddzielanie życia prywatnego od pracy i leczenie się z pracoholizmu, który zawsze tłumaczyła nieodłącznym elementem jej codzienności, bo przecież musiała się jakoś utrzymywać, tak? Początkowo wizja latania ze szkoły językowej do baru, zarywając większość dnia i niemal całe noce, nie wydawała jej się tak straszne, ale prawda była taka, że z czasem... stawała się ludzko zmęczona. Wypalona. Od chwili, gdy ukończyła studia, nie robiła nic innego jak ciągła praca; zaniedbała grę na gitarze, swoje ukochane maratony i znajomych, którzy przecież byli dla niej tak cenni. Czuła potrzebę zmiany, ryzykowania i odpoczynku. Chciała czuć, że żyje. Tak po prostu. I cóż, zdecydowanie wyraźnie to odczuła, gdy parę dni wcześniej, wracała z dodatkowej fuchy i została wciągnięta w uliczkę, zaatakowana przez kogoś wysłanego przez jej braci. Wszystko się komplikowało. Reset. Potrzebowała resetu.

— Jesteś ładniejsza niż na zdjęciach — stwierdziła, mierząc jej sylwetkę spojrzeniem, by ostatecznie powrócić łagodnym spojrzeniem do jej oczu. — I mam nadzieję, że masz obiecaną pizzę. Konam z głodu, jeśli mam być szczera — parsknęła, wsuwając butelkę prosto w jej dłonie. Torres była z natury towarzyską osobą, więc nie czuła zbędnego skrępowania. Poza tym dobrze im się pisało, więc czuła się, jakby już jakąś bazę miały. — Ach. Wyglądam na seryjnego mordercę? — zapytała, unosząc dłonie, by lekko obrócić się wokół własnej osi. Ostatecznie oparła ręce na swoich biodrach, czekając na werdykt. Pozory mylą, ale Carmen była dość ugodowym człowiekiem, dopóki ktoś nie grał jej na nerwach i nie musiała przypominać o swoim temperamencie, który siedział w niej cicho od przyjazdu do Toronto. No, musiała wpasować się jakoś w społeczeństwo, tak?

pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
008.
mucha ma oczy zbudowane z tysięcy drobnych elementów, dzięki czemu bardzo dobrze wykrywa ruch 🪰
Nie była pewna, czy założenie aplikacji randkowej to dobry pomysł, ale szybko okazało się, że jak najbardziej! Powymieniała wiadomości z fajnymi ludźmi i zdeterminowana, żeby umówić się na randki. Nie podejrzewała jednak, że jedna z nich nastąpi tego samego dnia. Nie mogła jednak powstrzymać się od zaproszenia Carmen do swojego domu. Rodzice wyjechali na weekend, a ona i tak umierała z nudów przed powrotem na uczelnię. Potrzebowała, żeby ktoś ją zabawił, a dziewczyna wydawała się bardzo urocza i zabawna. Spotkanie wyszło spontanicznie, ale czy właśnie nie tak powinny działać te apki?
Dopadła do drzwi, kiedy tylko usłyszała pukanie do drzwi i uśmiechnęła się szeroko na widok latynoski. Co prawda nie miała zbyt wiele czasu, żeby się wypindrzyć, więc dalej paradowała w szarym dresie, a włosy miała w lekkim nieładzie.
Tak jest! Dobrze panienka trafiła — ukłoniła się nisko i gestem ręki zaprosiła Carmen do środka. Gdzieś pod nogami kręcił się wspominany w wiadomościach kot państwa Fontaine. — No wchodź dalej, śmiało — ponagliła ją, przechwytując butelkę wina. Czy powinna przywitać ją nie tylko uśmiechem, ale też buziakiem? Nie no, na to chyba było trochę za wcześnie? Pixie nie umawiała się zbyt często na randki, więc nie wiedziała, jak powinna to ugryźć.
Rozpromieniła się na wieść, że była ładniejsza niż na zdjęciach. Dobrze, bo zawsze uważała, że nie była zbyt fotogeniczna, a fotki nie oddają całego jej uroku.
Ty za to jesteś tak samo śliczna — odwzajemniła komplement i zerknęła na telefon. — Pizza powinna być... — urwała, bo dokładnie w tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. — Już — dodała z nieznikającym z twarzy uśmiechem. Wyminęła Carmen i ponownie otworzyła drzwi. Przejęła od dostawcy dwa pudełka, rzuciła krótkie podziękowanie, a potem zamknęła za nim drzwi i odwróciła się do dziewczyny. — Nie napisałaś, co lubisz, więc musiałam improwizować — uniosła jedno z pudełek. — Ja nie jem mięsa, dlatego jedna jest capriciosa, a drugą wzięłam jakąś z papryczkami jalapeño. Założyłam, że skoro jesteś Meksykanką, to lubisz ostre jedzenie. To stereotypowe?— lekko się skrzywiła, bo dopiero wypowiadając te słowa na głos, zorientowała się, jak to właściwie zabrzmiało. Nie każdy Meksykanin musiał lubić pikantne żarcie. Tak samo jak nie każdy Włoch codziennie makaron, każdy Japończyk kochał sushi, a nie każdy czarnoskóry szybko zbierał bawełnę potrafił tańczyć.
Na pytanie o to, czy Carmen wyglądała jak seryjny morderca, Pix roześmiała się głośno i pokręciła burzą loków.
Ani trochę. Ale może to tylko pozory i próbujesz mnie zwieść? Chodźmy na górę — ruchem głowy wskazała na schody prowadzące na piętro, gdzie mieścił się jej pokój.

Carmen
bubek
nudy i braku zaangażowania
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Całe szczęście. To byłoby strasznie niezręczne, jakbym wparowała komuś przypadkowemu do mieszkania — parsknęła, sunąc uważnym spojrzeniem po jej buźce. Nawet w takiej domowej wersji, Pixie wyglądała naprawdę dobrze i Carmen nie uważała, aby czegokolwiek jej brakowało. Sama Torres lubiła się pindrzyć, szczególnie na wyjścia na miasto, ale przez notoryczny brak czasu, wypracowała sobie błyskawiczną rutynę, która zapewniała jej świeży i schludny wygląd. Poza tym wróciła od swojej przyjaciółki, więc jedynie przebrała bluzkę na coś milszego dla oka i praktycznie od razu porwała butelkę wina, by udać się pod wskazany adres. Generalnie zważywszy na jej ostatnie akcje, zachowała się trochę naiwnie i irracjonalnie. Fontaine mogła okazać się kimkolwiek, a jednak Carmen zdecydowała się zaryzykować i pojechać na to spotkanie. Nie chciała od tamtego dnia, żyć w ciągłym strachu i obawie, że każdy nowy człowiek, którego pozna będzie chciał ją porwać albo skrzywdzić. — O boże, czy to główna gwiazda wieczoru? — zapytała z fascynacją, oglądając kotka, o którym nie tak dawno rozmawiały. Kucnęła, żeby wyciągnąć w jego stronę dłoń i dając mu możliwość z ewentualnym zapoznaniem się; koty prowadziły przecież swój własny styl życia. — Hej, słodziaku — mruknęła z łagodnym uśmiechem.

Słysząc komplement, Carmen spojrzała na nią z wdzięcznością; zrobiło jej się ciepło na sercu, bo mimo wszystko, która kobieta nie lubiła słyszeć, że jest śliczna? Na dźwięk dzwonka do drzwi, Torres odwróciła się w tamtą też stronę. — Mam dobre wyczucie czasu — stwierdziła, zaglądając jej przez ramię na dwie pizze. — Szczerze mówiąc, zjem wszystko — zaśmiała się. Jeśli chodziło o jedzenie, Carmelka nie była zbyt wybrednym człowiekiem. — Trochę tak, ale w każdym stereotypie jest jakieś ziarno prawdy. Znikąd się to przecież nie wzięło — mruknęła. Sama zresztą wcześniej wspominała o latynoskim temperamencie, a to też można było uznać za stereotypowe. — Ja lubię ostre rzeczy — przyznała. — To znaczy jedzenie. Lubię ostre jedzenie — poprawiła się szybko, bo miała ostatnio dziwną tendencję do rzucania dwuznacznych tekstów. Ruszyła od razu za dziewczyną na piętro, wchodząc do jej pokoju. — Jak na fakt, że to wszystko to mogą być tylko pozory, to całkiem chętnie zapraszasz mnie do siebie — rzuciła z rozbawieniem.

Rozejrzała się po jej sypialni. Uwielbiała to robić, gdy była u kogoś po raz pierwszy. Pokoje dużo mówiły o tym, jakim jest się człowiekiem. W jej... Panował pewien chaos, ale to naprawdę dlatego, że brakowało jej czasu. Miała jakieś stare plakaty porozwieszane na ścianach i dziesiątki zdjęć z przyjaciółmi lub rodziną poukładane na komodzie. No i ubrania, walające się... wszędzie. Może to dobrze, że spotkały się akurat u Pixie? — Czy to ten moment, w którym pokazujesz mi swoje karaczany? — zapytała, przysiadając na jej łóżku. — Czy to za szybko jak na pierwszy raz? — zaśmiała się, otwierając butelkę wina, wysuwając ją w jej kierunku.

pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reakcja Carmen na kota strasznie ją rozczuliła. Już po tym mogła stwierdzić, że dziewczyna była dobrym człowiekiem, a nie żadnym zabójcą. Wiadomo, że nie ufa się ludziom, którzy nie lubią zwierząt. Od razu wiadomo, że z takim coś ewidentnie jest nie tak.
Lubi jak drapie się go pod szyją — podpowiedziała, kiedy Fuzzy obwąchał już gościa i obdarzył go wstępnym zaufaniem. No właśnie, zwierzęta podobno też wyczuwały, czy ktoś był w porządku, czy lepiej się do niego nie zbliżać.
O, czyli Pix trafiła jednak z tym jedzeniem! Fantastycznie. Trochę lipa, gdyby okazało się, że Carmen nie znosi ostrych smaków. Szybko też wyłapała przejęzyczenie, na które zareagowała rozbawionym spojrzeniem. Nie ma co od razu dopowiadać sobie sprośności, prawda? Fontaine przysięgłabym, że czuła, jak różowią jej się policzki, dlatego odchrząknęła i pokiwała głową.
Jakby pizza okazała się jednak zbyt pikantna, to zawsze możesz zjeść mnie — wypaliła, zanim zdążyła pomyśleć. — To znaczy moją. Taką bez mięsa — poprawiła się i podrapała po karku. Fajnie, że obie zaczynały od takich niezręczności. Przynajmniej Carmen nie musiała czuć się odosobniona w tamtym potknięciu, bo Pixie w niczym nie odstawała!
Przestała rozważać, czy dziewczyna za chwilę jej nie zamorduje. Jeśli coś takiego miałoby się wydarzyć, to przynajmniej ostatnim widokiem, jaki Pixie będzie miała przed oczami, pozostanie jej ładna buzia. Fontaine zawsze była optymistką i potrafiła szukać pozytywów nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach, więc również w perspektywie rychłej śmierci znalazła jakieś plusy. Poza tym chyba lepiej było przyjąć, że jeśli Carmen rzeczywiście zamierza ją zabić, to nic już na to nie poradzi, niż przez połowę wieczoru zastanawiać się, czy za moment nie poczuje noża między łopatkami. Ciągłe oglądanie się przez ramię było zdecydowanie bardziej męczące.
Pokój Fontaine nie wyróżniał się właściwie niczym na tle sypialni innych osób w jej wieku. Ściany zdobiły plakaty z ulubionymi zespołami i zdjęcia z polaroidu, do których Pixie pozowała wraz z przyjaciółmi. Było też duże łóżku, biurko z komputerem, na którym nie tylko pisała parce na zaliczenia, ale też grała w gry strategiczne. Na pewno w oczy rzucała się duża ilość kwiatów, więc pokój przypominał trochę małą dżungle.
Ułożyła pudełka z otwartą pizzę na komodzie i parsknęła zduszonym śmiechem, kiedy została zapytana o karaczany. Podeszła bliżej, przejęła od dziewczyny butelkę i złapała z niej porządny łyk. A kiedy wcisnęła ją z powrotem w dłonie Latynoski, nachyliła się w jej stronę.
Nie każdemu za pierwszym razem pokazuję swoje karaczany — wyszeptała tuż przy jej uchu, ale zaraz odsunęła się i podeszła do zasłoniętego kotarą regału. — Są tutaj — obwieściła pociągnęła za zasłonę. Na regałach stało terrariom z karaczanami i dwa formikaria z mrówkami. — Jak stwierdzisz, że to jednak obrzydliwe, to zaraz je zasłonię — zapewniła, bo większość ludzi reagowała na jej hodowle grymasem i głośnym "fuj". Nawet rodzeństwo krzywiło się na widok tych pięknych owadów, czego Pixie kompletnie nie powinna zrozumieć. Nie było w nich nic ohydnego i przede wszystkim nie były groźne.

Carmen
bubek
nudy i braku zaangażowania
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Myślisz, że zmieści mi się do torebki? — zażartowała, wskazując na swoją malutką portmonetkę, która co najwyżej zdoła wytrzymać wielkość jej telefonu i portfela. Korzystając z jej rady, Carmen subtelnie zsunęła palce pod szyję kotka, żeby pogłaskać go w ulubionym miejscu. Jak już Fuzzy ją zaakceptuje, to z Pixie też powinno pójść gładko... Prawda? Wbrew pozorom i zafascynowaniu względem zwierzaczka, Torres nie planowała go porywać, chociaż notorycznie obiecała sobie, że gdy w końcu znajdzie stabilniejszą pracę albo chociaż lepsze źródło zarobków, to też adoptuje jakiegoś kociaka. Szczególnie, że mieszkanie samej, mimo że w większości całkiem przyjemne i satysfakcjonujące, potrafiło być po prostu... przykre. Obecność kota na pewno wprowadziłoby więcej życia w jej puste mieszkanko.

Słysząc jej przejęzyczenie, Carmel zaśmiała się cicho pod nosem; przynajmniej nie była w tym sama. Całkiem nieźle się dobrały. — Dogadamy się — zażartowała, posyłając jej rozbawione spojrzenie. Podejrzewała jednak, że poradzi sobie z pikantną pizzą; jej matka zawsze gotowała mocno doprawione jedzenie dla domowników, a papryczka chili to niemal płynęła jej we krwi. Tak czy inaczej, Torres pomimo ciekawej historii, pozostawionej w Meksyku, nie była złą osobą. Nie myślała więc o tym, żeby zabijać Pixie — chyba, że swoim urokiem osobistym, który wyciśnie z siebie jak tylko cytrynkę.
Damn, ile żywych roślin — rzuciła z podziwem. I nie chodziło jej nawet o to, że rośliny były prawdziwe, po prostu w mieszkaniu Carmen... Usychały i umierały śmiercią naturalną. Torres po raz kolejny zwalała to na brak czasu, ale w tym wypadku, chyba nie miała po prostu do nich ręki i cierpliwości. — Jak ci się udaje o nie wszystkie tak dobrze zadbać? Wyglądają tak zdrowo — stwierdziła, przesuwając spojrzeniem po jej pokoju, zanim zatrzymała je na sylwetce Fontaine. — Moje kwiaty... — zaczęła, szukając odpowiedniego słowa, które nie przekreśliłoby jej jako człowieka. — ...niekoniecznie mnie lubią? — parsknęła, kręcąc przy tym głową. Okej, najprawdopodobniej to z nią było coś po prostu nie tak. Fair enough, nie można być dobrym we wszystkim.

Słysząc jej głos tuż przy swoim uchu, Carmen uniosła na nią dość migoczące spojrzenie. — Ach, jestem wyjątkowa? — zapytała, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie, dość zawadiacki sposób. Torres odłożyła butelkę na stolik nocy, podnosząc się z łóżka, by podejść bliżej i nachylić się w stronę owadów. — Nie są najpiękniejsze. I na pewno nie chciałabym, żeby któryś wszedł mi pod kołdrę — przyznała, parskając pod nosem, sunąc spojrzeniem za jednym z nich. — Skąd pomysł? — zagaiła, tym razem przenosząc wzrok na mrówki. Przez chwilę je obserwowała, po czym zerknęła na Pixie. — Nietypowe hobby — stwierdziła, splatając palce za swoimi plecami, uśmiechając się do niej łagodnie. — To byłby jeden z tych fun factów, które rzucałabym o sobie na imprezach, żeby zrobić na innych wrażenie — powiedziała lekko, błądząc wzrokiem po jej twarzy. — Choć wystarczy, że tylko na kogoś spojrzysz i już robisz mocne wrażenie — mruknęła, puszczając jej oczko, zanim powróciła do komody, by sięgnąć po butelkę słodziutkiego wina.

pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do torebki? Nie ma opcji, ale sama widzisz, że się do ciebie łasi. Na pewno nie stawiałby większych oporów, gdybyś chciała go uprowadzić — zaśmiała się, obserwując kota, który ewidentnie był zaciekawiony obecnością Carmen. Fuzzy był bardzo miziaty i lgnął do ludzi. Trochę jak pies! Może to było kotopies? Była kiedyś taka bajka na Nickelodeon.
Pixie z dumą obserwowała, jak jej randka podziwia roślinność w pokoju. Faktycznie kwiaty miały się doskonale. To pewnie przez dobre nasłonecznienie i dlatego, że Fontaine nie zapominała ich podlewać. A jak podlewała, to ich nie przelewała. Wiedziała, że sukulenty i kaktusy trzeba nawadniać ran na trzy tygodnie, a zimą nawet rzadziej. Z kolei rośliny wilgociolubne jak paprocie i fitonie co dwa - cztery dni, w zależności od temperatury.
Nie mam pojęcia. Może po prostu mam dobrą rękę do roślin? — wzruszyła lekko ramionami. — I dużo z nimi gadam. Wiem, to szaleństwo, ale wyczytałam w jakimś artykule, że warto to robić, bo dźwięki i fale akustyczne mogą korzystnie wpływać na ich rozwój. Tak, jestem trochę dziwna — wyjaśniła, ale z uśmiechem. To brzmiało o wiele lepiej niż miałaby określić się przemądrzałą, chociaż to też akurat była prawda. Wiele osób spostrzegało ją właśnie w taki sposób. Czy Pix jakoś to przeszkadzało? Nieszczególnie. Bardzo ceniła swoją inteligencję. — A podlewasz je według wytycznych? — dopytała jeszcze, kiedy Carmen stwierdziła, że rośliny za nią nie przepadają. Na pewno była dla siebie zbyt surowa!
Puściła do niej oko, przenosząc spojrzenie na terraria. Dziewczyna niewątpliwie była wyjątkowa. W końcu nie każdy z apki randkowej wbiłby na chatę Fontaine z butelką wina. Równie dobrze, to ona mogła być jakąś psychopatką, prawda? Gadała z roślinami i hodowała. Niejeden byłby przerażony, że Pixie naprawdę jest jakaś pierdolnięta niepoczytalna.
Spokojnie, są dobrze zabezpieczone. Dzisiaj na pewno żaden nie wejdzie ci pod kołdrę — zapewniła. Czy to była sugestia, żeby Carmen została na noc? Być może. — Studiuję entomologię, ale już jako dzieciak lubiła obserwować owady. Łapałam świetliki do słoika i robiłam polaroidem zdjęcia motylom. To są ciekawostki, które sprzedaje na imprezach, ale nie wszyscy podchodzą co tego zbyt entuzjastycznie — posmutniała trochę, bo niejednokrotnie była wyśmiewana przez swoje zainteresowania. Albo ludzie po prostu nie wierzyli w to, co im opowiada. Później robiło im się głupio, kiedy sprawdzali w internecie informacje, które - ku ich ogromne zdziwieniu - okazywały się prawdziwe.
Smutek szybko przemienił się w lekkie zawstydzenie, a to wszystko przez komplement, który sprawiła jej Carmen. Nie trwało to jednak długo. Pixie nie była przecież żadnym wstydziochem i wcale nie tak łatwo było ją wprawić w zakłopotanie!
No dobra, a co z tym językami? Uczysz ich na co dzień? Znasz tylko angielki i hiszpański, czy władasz biegle jeszcze jakimiś innymi? — zapytała, podchodząc bliżej dziewczyny. Poczekała aż ta weźmie kilka łyków wina i zaraz zrobiła to samo, przyciskając sobie butelkę do ust. Powinna zaproponować jakieś kieliszki? Nie no, chyba nie ma co podchodzić do tego spotkania aż tak oficjalnie!

Carmen
bubek
nudy i braku zaangażowania
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Może porwę cię, żeby mieć pretekst i znów zobaczyć się z twoją właścicielką — szepnęła w jego kierunku mało dyskretnie, zanim po raz ostatni (przynajmniej na razie), pogłaskała go w jego ulubionym miejscu. Fuzzy w pewien sposób szybko sprawił, że Carmen poczuła się tutaj komfortowo; podobnie jak Pixie, Meksykanka uważała, że źli ludzie nie lubią zwierząt. A przynajmniej nie traktują ich za dobrze, a ten kot zdecydowanie nie miał na co narzekać. A bajka była super, więc jak najbardziej kotopies na plus.

Te rośliny naprawdę robiły na niej mocne wrażenie, bo sama przez pewien czas, próbowała desperacko ożywić sobie nimi swoje mieszkanie. W którymś momencie zaczęła wierzyć, że kwiaty wyczuwają aurę osoby, które się nimi zajmują, bo nie rozumiała, co mogło pójść nie tak, że naprawdę każda roślina jej obumarła. Najpewniej nie była po prostu konsekwentna, ale szukanie argumentów, które oczyszczą ją z winy, nie było tak trudne. — Powinnaś mnie kiedyś odwiedzić. A wtedy pojedziemy na jakieś zakupy i doradzisz mi, co wybrać i co nie umrze zbyt szybko — parsknęła, już podświadomie zakładając, że jeszcze się zobaczą. No cóż, nawet jeśli z jakiegoś powodu, po spotkaniu rozejdą się w dwie różne strony... To przynajmniej wyjdzie z jakimiś pożytecznymi radami, racja? — Też o tym kiedyś słyszałam. I nie uważam tego za dziwne — stwierdziła. — Ja czasem, żeby nie zwariować mówię sama do siebie i to przez cały dzień. A potem dziwię się, dlaczego boli mnie gardło — parsknęła. — Więc myślę, że rozmowy z roślinami są znacznie ciekawsze. Przynajmniej ktoś cię słucha, nawet jeśli tylko w teorii — rzuciła, posyłając jej łagodny uśmiech. Słysząc jej pytanie, Carmen przeczesała palcami swoje włosy, jakby została przyłapana na gorącym uczynku. — Staram się? — mlasnęła, zaraz wzdychając ciężko. — To dlatego, że więcej mnie nie ma w domu niż jestem, przyznaję. — Na swoją obronę, uniosła obie dłonie w geście kapitulacji. Od teraz będzie zwracać na to większą uwagę.

Torres wyłapała tą łagodną sugestię, ale nie skomentowała jej, kiwając lekko głową. Nie miałaby nic przeciwko, żeby zostać dłużej. Rozmawiało się z nią nawet lepiej niż pisało. Carmen obracała butelkę w palcach, z uwagą wysłuchując Fontaine, bo była naprawdę barwną postacią. Dziewczyna nigdy wcześniej nie poznała nikogo o podobnych zainteresowaniach, więc cholernie ją to wszystko fascynowało. — Świetliki? Jak w filmach — powiedziała z pewnym rozmarzeniem. Jej dzieciństwo wyglądało trochę inaczej, więc mogła sobie tylko wyobrazić, jakie to uczucie.
— Nie znają się — parsknęła. — O czym oni mogą ci opowiedzieć? O tym, ile imprez za sobą mają albo jak głupia jest ich praca. Ich ciekawostki polegają na tak nudnych, płytkich i powtarzalnych rzeczach, że za którymś razem nie chce mi się już nawet słuchać tego samego — stwierdziła, zatrzymując na niej spojrzenie. — Ciebie za to chętnie bym posłuchała dłużej — dodała, odgarniając pasmo włosów za ucho. No jokes.

Torres poklepała miejsce obok siebie, jakby była w swoim mieszkaniu, a nie u Pixie i uśmiechnęła się na jej pytanie. — Uczę hiszpańskiego, ale sama biorę lekcje z francuskiego. Kocham uczyć się języków. To strasznie fascynujące i satysfakcjonujące — przyznała. — Jestem nauczycielką w szkole językowej dla dzieci. Moja głowa czasem wybucha, jak wychodzę na zewnątrz — zaśmiała się, dzieląc się z nią butelką wina, którego ciepło uderzało w jej policzki. — Ale mam nadzieję, że to nie będzie mój end game. Chciałabym uderzyć w dziennikarstwo — mruknęła, choć patrząc na jej sytuację życiową, było to raczej marzenie ściętej głowy.

pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc o pretekście do kolejnego spotkania. Ależ z tej Carmen był szczwany lis! Właściwie plan był całkiem sprytny. Rodzice na pewno zorientowaliby się, gdyby Fuzzy nagle zniknął i pewnie zaczęliby się niepokoić. No dobrze, może nie od razu wściekliby się na cały świat, ale z całą pewnością chcieliby wiedzieć, gdzie podział się ich ukochany kot. Wtedy Pixie musiałaby w ramach okupu oddać siebie. Ale czy naprawdę potrzebne było do tego całe uprowadzenie kota? Może mogłaby po prostu oddać się Carmen bez konieczności angażowania w to Fuzzy'ego? Ta szalona myśl przemknęła jej przez głowę.
Zapraszasz mnie na randkę do kwiaciarni? Na takiej jeszcze nie byłam — zaśmiała się, ale bez złośliwości. Naprawdę do tej pory nie pomagała wybierać nikomu wybierać kwiatów. Nie zwykła też chodzić na randki. Oczywiście spotykała się niezobowiązująco, ale były to raczej przelotne znajomości, a podczas spotkań nie dochodziło do niczego konkretnego. Trzeba było wziąć ich na rośliny! — Mówienie do siebie to standardzik. Warto czasem pogadać z kimś mądrym, nie? — zażartowała, chociaż akurat za mądrą to ona się uważała. Inteligencja Fontaine niewątpliwie była jej atutem i wcale nie zamierzała udawać, że tak nie jest. A i żarty miała całkiem niezłe, no niech Carmen sama przyzna. — Dobra, to wybierzemy ci takie rośliny, których nie trzeba podlewać zbyt często. Są też takie specjalne doniczki z miernikami. Jak wskaźnik spada, to wtedy wiadomo, że trzeba dolać wody — dodała, bo może to był właśnie klucz do sukcesu? Wtedy dziewczyna wystarczy, że raz na tydzień spojrzy na wskaźnik. Gorzej, jak o tym też zapomni.
Nie oczekiwała, że wszyscy wokół będą zachwycać się jej nietypowymi zainteresowaniami. Znała ludzi, którzy mieli własne, równie dziwaczne. Na przykład Itchy z jej roku - oprócz jarania się owadami - jeździł na lotnisko i obserwował lądujące samoloty. To miało nawet swoją nazwę! Planespotting. Z kolei kolega jej brata pasjonował się carvingiem, czyli precyzyjnym wycinaniem artystycznych wzorów w owocach i warzywach. Nawet brał udział w różnych konkursach!
Zakładasz, że nie lubię imprezować? — zapytała i zagryzła policzek od środka, kiedy Carmen odgarnęła jej niesforny kosmyk włosów za ucho. — Muszę cię zaskoczyć, ale lubię. I to bardzo — oznajmiła zgodnie z prawdą. Nauka i melanż wcale nie musiały się wykluczać. Trzeba było umieć to od siebie oddzielić.
Zanim zajęła miejsce na łóżku, zgarnęła z komody pudełka z pizzą i wyciągnęła z szuflady idealnie skręconego blanta. Oczywiście zamierzała podzielić się z Carmen, jeśli ta miała ochotę. A jeśli nie paliła, to nie będzie jej do niczego zmuszać.
Czyli uczysz tylko dzieciaki? One chyba szybciej przyswajają wiedzę, prawda? Dorośli nie chłoną już wszystkiego jak gąbka — stwierdziła, bo sama łapała się na tym, że z wiekiem nauka przychodziła jej nieco oporniej. A może to przez upalony łeb? Niewykluczone. — Dziennikarstwo jest mega interesujące. Mogłabyś wtedy połączyć jedno z drugim. No wiesz, pisać artykuły do hiszpańskich gazet. Albo przeprowadzać wywiady po hiszpańsku — powiedziała i sięgnęła po kawałek pizzy, jednocześnie przysuwając pudełko bliżej Carmen, żeby też w końcu się poczęstowała. Podobno umierała z głodu!

carmen
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”