ODPOWIEDZ
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na swoich przyjaciołach mógł liczyć jak na deszcz pośrodku pustyni, czyli wcale! No cholera, może i sam nie był pod tym względem lepszy, ale kiedy chodziło o wyśmiewanie go w kwestii Elenki, to zawsze byli pierwsi, a teraz? Mógłby sobie, kurwa, rękę uciąć, że jeśli akurat nie byli zajęci jakimiś laseczkami, to... nie, dobra, jednak byli. Zawsze chodziło o baby. K O B I E T Y, tfu, tfu. Najpiękniejsze stworzenia boskie chodzące po tej ziemi!!! Elenka sobie Caspiana tak wyszkoliła, że ten bał się już nawet przez moment pomyśleć o jakiejś kobiecie w nieodpowiedni sposób. CHOCIAŻ SIĘ STARAŁ, USILNIE... z marnymi skutkami....AH... Weźcie, pieprzyć takie coś! Czuł się jak jakiś udomowiony kotek, który siedział grzecznie pod drzwiami, czekając na swoją porcję karmy albo aż paniusia wróci z pracy i łaskawie go pogłaszcze.

Jezu, jak dobrze, że żaden z nich nie potrafił czytać mu w myślach.

Kelnerka przyniosła tacę z kuflami piwa i shotami, po czym poustawiała wszystko przed nimi. Cass sięgnął po jeden z kieliszków i uniósł go w ich kierunku. - To co, przyjaciele, za co pijemy? - spojrzał na obu. - Może za to, żebyśmy widywali się trochę częściej i żeby żadne kobiety nam w tym nie przeszkadzały? - Posłał Aidenowi najbardziej osądzające spojrzenie, na jakie było go stać, bo odkąd ten wrócił ze Stanów, był kompletnie missing in action, a następnie zerknął na Caleba. - A ty? Nie wiem, co ty tam w ogóle robisz. Zgubiłeś się w czeluściach Tindera czy co? Kurwa, dodzwonić się do ciebie jest trudniej niż do naszego byłego premiera. A uwierz mi, gdybym naprawdę chciał, to sama Katy Perry podałaby mi Trudeau do telefonu. - Machnął wolną ręką i parsknął śmiechem. - No ale anyways... na zdrowie, panowie?!- uniósł kieliszek, po czym wychylił shota jednym haustem i natychmiast się wykrzywił. Cholera jasna. To świństwo paliło jak skurwysyn.

świętoszek babyface
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, Caleb może rzeczywiście miał malutki problem z alkoholem.
No, ale co miał zrobić? Odmówić chłopakom, kiedy regularne spotkania sprawiały im tak wiele trudności? No przecież nie będzie siedział o suchym pysku jak jakiś frajer. Poza tym, co z oczu to z serca, a żaden z tych przygłupów, nie wiedział o tym, że przez ostatnie tygodnie, nie miał ani jednego trzeźwego wieczoru. No ale, żeby nie było... Codziennie rano grzecznie wstawał do pracy, nie sprawiał problemów i tylko w weekendy walczył z kacem. Porządny obywatel i prokurator, hm? Tak czy inaczej, Fairchild sięgnął po swoje piwo, gdy tylko pojawiło się na ich stoliku. Dzisiaj z umiarem i grzecznie; może przynajmniej szybciej wstanie? Może pobiega? Może przestanie myśleć o tym, jak bardzo podobało mu się całowanie Hazel? Anyway.

— Mi nikt w tym nie przeszkadza. To wy zachowujecie się jak pieprzeni pantoflarze — rzucił, przeczesując palcami swoje ciemne włosy. Teraz cieszył się swoją słodką wolnością i sypianiem z kim popadnie, ale paręnaście miesięcy temu, niczym się od nich nie różnił. Też latał z językiem na wierzchu za Chloe, dopóki nie zaczęli się tak bardzo kłócić. No, ale doznał oświecenia, tak? Był innym człowiekiem. Ponoć mądrzejszym. — Pracuję? Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty niż ganianie za jakimiś... Dobra, kogo próbuję okłamywać — zaśmiał się. — Pracuję i baluję, Cass. Tak to się żyje. Panny w kolejce stoją — cmoknął, wzruszając niewinnie ramieniem; nigdy szczególnie się nie ograniczał. Kiedyś mu się to zdecydowanie odbije; byle nie jakimś dzieciakiem. — Byłem na wyjeździe integracyjnym — dodał beztrosko. Na tym skończą się jego opowieści, racja? Nie wspomni im o tym... incydencie z Brooks. Caleb uniósł swoje piwo w ramach toastu, bo w chwili, gdy sięgnie po shota, nie zdoła się już najpewniej zatrzymać. Zamiast tego wychylił z pół kufla, śmiejąc się pod nosem z miny Marshalla. Zaraz jednak przeniósł spojrzenie na Aidena. — No i co? Jak w tym Las Vegas? — zapytał, stukając palcami w szkło.

przygłup drugi przygłup
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Potrzebował spotkać się z przyjaciółmi.
I to nie chodziło nawet o jakieś wyżalenie się czy wygadanie, po prostu potrzebował się z nimi zobaczyć i… no może wspomnieć o części wydarzeń, a przy okazji zaktualizować to, co działo się w ich życiach. W zasadzie nie widzieli się od miesiąca? Cholera, kiedy on był w tym Vegas? Na pewno od czasu wiadomości, w których doradzał się, co powinien uczynić i to nie była tylko jego winą, że nie znaleźli chwili nawet na jedno piwo — wszyscy wydawali się być niezwykle zajęci i siedzieli cicho jak myszki pod miotłą, nawet się nie odzywając! Całe szczęście, że Aiden przełamał to milczenie; bo bardziej niż wspólnie w trójkę, miał okazję widywać się z nimi z osobna. Z Calebem tym bardziej, bo jeszcze mieli szansę co jakiś czas minąć się w sądzie, zbić piątkę i chociaż upewnić się, że jeszcze żyje.

Zerknął na Caspiana, który przy okazji toastu posłał mu spojrzenie, które wyjątkowo mu się nie spodobało. — Co się gapisz? Spójrz w lustro, poleciałeś do tych Włoszech i zaginąłeś jak kamień w wodzie — wytknął mu, bo przecież nie da tylko sobie wciskać kit, że spędzał z Vitą dużo czasu… znaczy, no nie był to kit, bo zanim zamieszkali razem to faktycznie spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, ale dzięki przeprowadzce, może spotkania z przyjaciółmi zaczną być nieco bardziej systematyczne. — Czyli przynajmniej u jednego z nas nic się nie zmieniło. — Pokręcił z rozbawieniem głową, kiedy Fairchild określił swoją codzienność; pracowanie i balowanie, to jeszcze kilka miesięcy temu była jego maksyma. Może nie w takiej częstotliwości jak jego przyjaciel, ale często mu towarzyszył na różnych wyjściach. A teraz? Teraz musiał zaczynać robić research pieluchowy. — Na wyjeździe integracyjnym? I z iloma się integrowałeś? — parsknął, bo przecież to było logiczne, że z kimkolwiek się integrował, na pewno nie była to jednak osoba… kobieta. Cóż, nie bez przyczyny Aiden wkurwił się kiedyś, że Caleb zarywał do jego siostry; był babiarzem i była to wiedza powszechna. Wznieśli toast, wypili szota, Aiden zmarszczył brwi od alkoholu, chociaż Marshall swoją miną rzeczywiście odwracał uwagę i popił piwem ostry smak mocnego alkoholu. No i zaraz od razu pytanie o Las Vegas. Odłożył kufel, spojrzał na Caleba, potem na Caspiana — no gapili się jakby oczekiwali jakiejś rewelacji. No i miał rewelacje, ale chyba nie chciał tak szybko się nią dzielić… Przynajmniej teraz. Może był po prostu za trzeźwy na takie newsy? — A no dobrze. Poznałem już byłego męża swojej dziewczyny, spędziliśmy razem czas… nawet do Los Angeles pojechaliśmy na jeden dzień pozwiedzać. I wróciliśmy — streścił, pomijając szczegóły spędzania razem czasu i faktu, że niewątpliwie przyczyniło się do tego, że jego luba była właśnie gdzieś około w pierwszym miesiącu ciąży. — A ty co? Udał się wasz wyjazd? — przeniósł spojrzenie na Caspiana, chcąc odciągnąć od siebie temat.

flip flap
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wziął głęboki oddech i przewrócił oczami. - Jakie pieprzone pantoflarze? - mruknął niezadowolony. - Po prostu dojrzałem do tego, że lepiej skupić się na jednej kobiecie niż na kilku innych, które są wkurwiające z tymi wszystkimi wymaganiami. - Wzruszył ramionami. Cholera, sam nie spodziewał się, że faktycznie pozna kobietę, która nie tylko będzie dla niego zajebistą kochanką, ale też świetną przyjaciółką. I choć wiedział, że jeszcze długa droga przed nimi, to serio cieszył się, że ją miał. I miał nadzieję, że jeszcze długo będzie miał. - Słuchaj, pierwszy raz w życiu pytałem kobietę, czy zostanie moją dziewczyną. Sorry, że nie pomyślałem, żeby w trakcie wysyłać ci esemeski z live apdejtami - fuknął, wpatrując się w pomarańczowłosego XD. - Sam nie byłeś lepszy, ale dobra, już do tego wniosku doszliśmy. - Mogli sobie dogryzać ile wlezie, ale prawda była taka, że naprawdę się za nimi stęsknił.

Byli dla niego jak bracia.

Może czasami nie miał ochoty mówić im wszystkiego, bo najzwyczajniej w świecie było mu w chuj głupio, ale wiedział, że gdyby tylko się przemógł i faktycznie coś z siebie wyrzucił, to wsparliby go najlepiej, jak potrafili. Uśmiechnął się pod nosem, słuchając Aidena. - Jakiś taki rozpromieniony jesteś, O'Cahallan. Ta miłość jednak dobrze ci służy - zaśmiał się. - Ale z tym poznaniem byłego MĘŻA swojej dziewczyny to już trochę schizowa sytuacja. - Parsknął śmiechem, po czym znowu zerknął na Caleba. - No właśnie, Babyface, opowiadaj nam, jak tam integracja.

Upił trochę piwa i rozsiadł się wygodniej. Po chwili wychwycił wzrokiem barmankę i machnął w jej kierunku, wołając, żeby przyniosła im deskę inferno shotów. No bo dobra. Skoro już się spotkali, to trzeba było zrobić to jak należy. - A tak poza tym, to w chuj dawno z wami pożądnie sie nie napiłem. Elenka dzisiaj się ze mną nie widzi, więc można zaszaleć - rzucił, po czym spojrzał na Caleba. - Ty też wolny, rozumiem? - Przeniósł wzrok na Aidena. - A ty? Też możesz czy na smyczy cię trzyma? - Uniosł brew, a chwilę później zaczął zacierać dłonie ze złowieszczym uśmieszkiem, bo kelnerka właśnie zmierzała w ich stronę z deską wypełnioną shotami, które dosłownie płonęły. Hihi.

Let's burn this place down, baby.


babyface świętoszek
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Mm, jak to się teraz mówi? — Caleb uśmiechnął się złośliwie, dość teatralnie stukając się palcem wskazującym w skroń, jakby usilnie próbował coś sobie przypomnieć. — Ach, dojrzałe relacje, polegające na zaufaniu, wspólnej pracy nad związkiem i traktowaniem siebie nawzajem jako priorytet. Amen — rzucił, nie potrafiąc zapanować nad kpiącym tonem swojego głosu. Fairchild był najstarszy, ale zdecydowanie najbardziej zacofany z nich wszystkich, jeśli chodziło o relacje z kobietami. No albo po prostu był upośledzony emocjonalnie, co też nikogo by nie zdziwiło jakoś szczególnie, zważywszy na jego dotychczasowe znajomości i przelotne romanse. Well, w każdej grupie przyjaciół był ten jeden, który zachowywał się jak odklejeniec. W tym wypadku był to najwidoczniej Caleb, który miał swój świat i swoje poglądy, które do tej pory były niezachwiane. Ciekawe, jak długo takie pozostaną. — Żartuję, Cass. Cieszę się, że znalazłeś pannę — parsknął, klepiąc go po ramieniu. — Nigdy nie byłem jeszcze na kawalerskim, więc róbcie, co tam robicie, byle szybko. — Machnął ręką, jakby próbował ich obu pospieszyć. Ale się chłopaczek zdziwi, że Aiden to idzie do przodu, tylko tak trochę od dupy strony. Zaraz jednak roześmiał się, przysłuchując się ich dyskusji.

— Ja? Ja byłem grzeczny — skłamał. Tylko przelizałem się z laską, której cholernie nie znoszę, a dzień później, żeby zabić moralniaka, przespałem się z animatorką. Jakby na uciszenie swoich własnych myśli, Caleb podstawił piwo do ust, o wiele chętniej skupiając się na życiu jego przyjaciół. Wydawało mu się o wiele ciekawsze niż jego własne perypetie. Mógłby im jeszcze napomknąć o ruszeniu śledztwa w związku z Eleną, ale obiecał Javierowi, że to zostanie między nimi. Cholera, ale... Kumplom miałby nie powiedzieć? — Brzmi jak pierdolona Moda na sukces przyznał na wspomnienie o byłym mężu. — Żadnych problemów po drodze? — mruknął, spoglądając na rudego z zainteresowaniem; wszystko poszło zupełnie gładko?

— Ja bym się nie napił? — parsknął. — Najwyżej wezmę chorobowe — stwierdził, wzruszając lekko ramieniem. Z przyjaciółmi widywał się tak rzadko, że nawet jak popłyną, to znajdzie rozwiązanie na jutrzejsze bolączki. Widząc płonące shoty, Fairchild pochylił się z rozbawieniem w ich stronę. — Za was, gnoje — powiedział, wznosząc toast. — Za to, żebyście nigdy nie utracili swojej wolności — mlasnął, bo nie mógł przecież stracić swoich kumpli przez jakieś baby.

pantoflarz 1, pantoflarz 2
ODPOWIEDZ

Wróć do „SPIN”