zanim staliśmy się sobie obcy
lecz czy kiedykolwiek byliśmy sobie naprawdę bliscy?
STATUS: AKTUALNE | 04/10


#retrospekcje #drogadoprzeszłości #eksmałżonkowie
– Niełatwo się tu dostać – powiedział, poprawiając kołnierzyk marynarki. Celeste spojrzała na niego kątem oka. Nie poprawiał go przez gryzącą metkę, zagięcie materiału czy źle ułożony szew. Chodziło o coś zupełnie innego. Znała go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że w niezręcznych sytuacjach zawsze poprawiał coś przy karku. Kurtkę. Bluzkę. Koszulę. Marynarkę. Cokolwiek miał na sobie. Jakby uporządkowanie materiału mogło na krótką chwilę uporządkować również to, co działo się w jego głowie. Drobny, niemal niezauważalny odruch, który przez lata małżeństwa nauczyła się rozpoznawać szybciej niż słowa. – Podobno ciężko tu o stolik. Kiedyś próbowałem zarezerwować na roczni… – zawiesił się, łapiąc na niezręczności wynikającej ze wspominania przy byłej żonie o swojej obecnej żonie. Chrząknął i ponownie poprawił kołnierzyk. – …zarezerwować stolik i podali mi termin na za rok.
Celeste obróciła szkło między palcami. Masywna szklanka od szkockiej połyskiwała w przytłumionym świetle lamp, nadając alkoholowi ciepły, bardziej złocisty odcień. Lokal należał do tych miejsc, w których nic nie działo się przypadkiem. Ciężkie zasłony tłumiły rozmowy, stoliki ustawiono w odpowiedniej odległości od siebie, a obsługa poruszała się po sali z dyskrecją ludzi, którzy wiedzą, że najlepszym sposobem na obsługiwanie zamożnych klientów jest udawanie, że ich nie zauważa. W tle sączyła się spokojna muzyka, ledwie obecna ponad szmerem rozmów i brzękiem szkła.
Celeste nie pasowała do tego miejsca ani trochę mniej niż kiedyś. Właściwie pasowała do niego aż nazbyt dobrze.
– Rezerwowałam stolik wczoraj wieczorem – odparła bez cienia zainteresowania, unosząc szkło na wysokość wzroku. Obróciła je jeszcze raz, obserwując, jak światło przesuwa się po powierzchni bursztynowego trunku. – Widocznie mieli wolne.
Uśmiechnął się krótko, choć bardziej z niedowierzania niż rozbawienia. Przez chwilę siedzieli naprzeciwko siebie, oddzieleni szerokością stolika, dwiema szklankami i wszystkim tym, czego przez ostatnie lata nie powiedzieli sobie w odpowiednim momencie. Nie wyglądali jak byli małżonkowie, którzy przypadkiem spotkali się po latach. Wyglądali raczej jak ludzie, którzy kiedyś znali się na pamięć, a teraz musieli na nowo nauczyć się swoich twarzy.
On pierwszy zmienił pozycję na krześle. Celeste nawet nie drgnęła. Nie zaprosiła go tutaj z sentymentu. Przynajmniej tak mogłaby sobie powiedzieć. Był jednak jednym z niewielu ludzi, przy których nie musiała udawać, że pewne rzeczy nigdy się nie wydarzyły. Znał ją sprzed pieniędzy, przedmiotów z metkami, udziałów, nazwisk pojawiających się w gazetach i wszystkich decyzji, które z czasem nauczyła podejmować bez mrugnięcia okiem. Znał również kobietę, której już właściwie nie było.
I być może właśnie dlatego spotkanie po tylu latach wydawało się dziwniejsze niż powinno.
– Nadal pijesz szkocką? – zapytał, wskazując ruchem głowy jej szklankę.
Celeste uniosła brew.
– Nadal poprawiasz kołnierzyk, kiedy się denerwujesz?
Tym razem parsknął cicho śmiechem. Odruchowo dotknął materiału przy szyi, ale zatrzymał dłoń w połowie gestu.
– Czyli jednak pamiętasz.
– Niestety.
Powiedziała to spokojnie, niemal obojętnie, ale przez krótką chwilę na jej ustach pojawił się cień uśmiechu. I właśnie w takich drobiazgach tkwiło to, czego nie dało się łatwo wyjaśnić komuś z zewnątrz. Nie w wielkich wspomnieniach, nie w datach ani w powodach, dla których ich małżeństwo się skończyło. Raczej w tym, że po tylu latach nadal wiedziała, kiedy poprawia kołnierzyk ze stresu. On nadal wiedział, że Celeste nie dosładza kawy. Oboje pamiętali, jak drugie milczy, kiedy jest naprawdę złe. Jak odwraca wzrok, kiedy nie chce czegoś powiedzieć. Jak długo potrafi patrzeć przez okno, zanim zdecyduje się odpowiedzieć.
Pewnych rzeczy czas nie zabierał. Tylko przykrywał je kolejnymi warstwami życia. A ich życie od czasu rozwodu zdążyło się zmienić wystarczająco mocno, by każde z nich mogło przez lata udawać, że tamtego rozdziału już nie ma.
Teraz jednak siedzieli przy jednym stoliku. I pozostawało pytanie, po co właściwie się spotkali. Czy była to zwykła rozmowa po latach? Niedomknięta sprawa? Potrzeba wyjaśnienia czegoś, co nigdy nie zostało wyjaśnione? A może jedno z nich miało powód, o którym drugie jeszcze nie wiedziało? Celeste odstawiła szklankę na blat. Po raz pierwszy od chwili, gdy usiadł naprzeciwko niej, spojrzała mu prosto w oczy.
– Więc – powiedziała spokojnie. – Dlaczego zadzwoniłeś?
– Widziałem w internecie, co pisali na temat Mitchella… Ja… Musiałem sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku.
– Jest wybornie – rzuciła, a w jej głosie zabrzmiała ledwie wyczuwalna nuta goryczy.
Przez dłuższą chwilę milczał. Nie próbował jej pocieszać ani zaprzeczać. Znał ją zbyt dobrze, żeby uwierzyć w to jedno słowo.
– Wiem – powiedział w końcu cicho. – Właśnie dlatego chciałem usłyszeć to od ciebie.
✧ Do tego, by stać się człowiekiem, którym jest się dzisiaj, trzeba przejść pewną drogę. Czasem prostą, czasem pełną zakrętów, a czasem tak poplątaną, że trudno wskazać moment, w którym właściwie zaczęło się iść w złym kierunku. Celeste nie urodziła się zła ani wyrachowana. Nie obudziła się pewnego dnia jako kobieta emocjonalnie chłodna, zdystansowana i przyzwyczajona do tego, że wszystko można przeliczyć na zysk, stratę albo ryzyko. Kiedyś była kimś zupełnie innym. Jej ambicja kiedyś była zaletą, a pracowitość budziła podziw. Z czasem jednak te same cechy zaczęły obracać się przeciwko niej i ludziom, których kochała. I właśnie tę drogę chciałabym przejść WŁAŚNIE Z TOBĄ.
✧ Celeste poznała Tonny'ego (imię przyjęte roboczo) mając dwadzieścia lat. Wtedy jeszcze nic nie wskazywało na to, że kilka lat później będą potrafili zranić się bardziej niż ktokolwiek inny. Początkowo ich historia mogła wyglądać jak jedna z tych, które mają swój bezpieczny ciąg dalszy. Była młodość, ambicje, plany i przekonanie, że skoro dwoje ludzi naprawdę się kocha, to jakoś uda im się przejść przez wszystko. Przez pierwsze lata prawdopodobnie nawet w to wierzyli. Problem polegał na tym, że ambicja i pracowitość Celeste, które kiedyś były jednymi z rzeczy, za które ją pokochał, z czasem zaczęły zajmować w jej życiu miejsce wszystkiego innego. Praca, pieniądze, pozycja, potrzeba kontroli i nieustanne parcie do przodu powoli wypierały to, czego nie dało się zmierzyć ani zaplanować. Ich siedmioletnie małżeństwo nie rozpadło się przez jedną wielką katastrofę. Raczej przez setki mniejszych rzeczy, które z czasem zaczęły ważyć więcej niż wszystko, co ich wcześniej łączyło.
✧ Ta historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia. Jej zakończenie znamy od początku, bo wydarzyło się ono już dekadę temu. Ich małżeństwo skończyło się dawno, podobnie jak wspólne życie. Nie oznacza to jednak, że ich historia skończyła się razem z podpisaniem dokumentów rozwodowych. Chciałabym rozegrać właśnie te lata, które doprowadziły ich do tamtego momentu - od pierwszego zauroczenia, przez bycie razem, narzeczeństwo i małżeństwo, aż po powolne odkrywanie, że człowiek stojący po drugiej stronie stołu nie jest już tym samym człowiekiem, którego kiedyś wybrało się na całe życie. Chciałabym rozgrywać przede wszystkim retrospekcje, w których historia początkowo wydawała się usłana różami, a z każdym kolejnym miesiącem i rokiem coraz bardziej przypominała drogę przez ciernie. Bez jednego winnego. Bez prostego podziału na krzywdzącego i skrzywdzonego. Z błędami po obu stronach, przemilczeniami, decyzjami podejmowanymi zbyt późno i uczuciami, które nie zniknęły tylko dlatego, że przestało być dla nich miejsce.
✧ Zależy mi na tym, żeby spojrzeć na tę relację retrospektywnie i pozwolić obojgu zobaczyć ją z perspektywy czasu. Na to, by po latach spotkali się ponownie przy whiskey jako zupełnie inni ludzie i w pewnym sensie wystawili sobie nawzajem rachunek sumienia. Nie po to, żeby jeszcze raz otwierać stare rany dla samego bólu. Ani po to, by próbować jeszcze raz. Raczej po to, żeby wreszcie nazwać rzeczy, których wtedy nie potrafili albo nie chcieli nazwać. To ma być historia gorzka, niewygodna i pełna niedopowiedzeń. Taka, w której czas niekoniecznie leczy, a czasem tylko pozwala spojrzeć na bliznę bez dotykania jej palcem. Chciałabym, żeby między nimi nadal było coś trudnego do jednoznacznego określenia - niekoniecznie miłość, być może przywiązanie, żal, sentyment, gniew albo zwyczajna świadomość, że pewnych ludzi nie da się całkowicie wymazać z własnej historii.
✧ Szukam więc pana w wieku zbliżonym do Celeste, około 40–45 lat, który dziś może prowadzić życie zupełnie niepasujące do jej świata. Może mieć żonę, dzieci, psa i uroczy domek gdzieś za miastem. Może być wiecznym singlem, który nigdy więcej nie zdecydował się na podobne ryzyko. Może być kimkolwiek zechcesz. Nie zależy mi na konkretnym scenariuszu jego obecnego życia, bo właśnie tę część chciałabym zostawić Tobie. Ważniejsze jest to, kim był wtedy.
✧ Chciałabym, żeby był człowiekiem spokojnym, ułożonym, cierpliwym do granic możliwości - kimś, kto przez lata próbował dotrzeć do Celeste, zanim nauczył się, że nie wszystko da się uratować samą cierpliwością. Człowiekiem, który został przez nią zraniony naprawdę głęboko i być może do dziś nosi w sobie pewien żal. Ale jednocześnie kimś, kto znał ją najlepiej wtedy, kiedy jeszcze nie była kobietą, o której mówi się „pani prezes”, kiedy nie miała prywatnych posiadłości, ogromnych pieniędzy i nazwiska otwierającego drzwi. Znał Celeste sprzed tego wszystkiego. Dziewczynę, która dopiero próbowała znaleźć swoje miejsce, która potrafiła się śmiać, ufać i kochać bez kalkulowania, ile będzie ją to kosztować.
✧ Więcej szczegółów chętnie przedstawię na PW lub na discordzie: fern_flowerr