20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ostatnie dni były dla Oscara wyjątkowo ciężkie. O ile jakoś udawało mu się przeżyć na ulicy, tak niestety nie udało mu się znaleźć brata w czasie, który miał na to przeznaczony, tracąc nadzieję, że w ogóle mu się uda. Na domiar złego kończyły mu się pieniądze, które zdołał zarobić łapiąc się dorywczych prac typu koszenie trawników lub wyprowadzanie psów, a co za tym szło, nie był w stanie nawet opłacić hostelu, w którym miał nadzieję się zatrzymać, chociaż przez jakiś czas czując się normalnie sam ze sobą. To oznaczało jedno - musiał poradzić sobie ponownie w inny sposób. Spanie pod gołym niebem zdawało się nie być tak tragiczną myślą tym bardziej, że miał z tym już doświadczenie, poznając Toronto od niemal każdej strony. Miał już styczność z ćpunami, zbirami, innymi bezdomnymi. Nic nie było w stanie go zaszokować, chociaż rozwalona nadzieja bolała. Potrzebował ciepłego łóżka, a proszenie o pomoc Patricka nadal było dla niego cholernie trudne.
Najgorszą kwestią pozostało wyżywienie. Już teraz starał się jeść znacznie mniej, niż powinien, byleby tylko oszczędzić jedzenie, które udało mu się zdobyć. W jego kieszeni tkwiło dziesięć dolarów na czarną godzinę, zaoszczędzone głównie dzięki pomocy starszego chłopaka, którego spotkał w sklepie. Tłumaczenie się, czemu właściwie kupuje przecenione jedzenie nie było komfortowe, ale Oscar w swoim życiu nauczył się opowiadać kłamstwa. To pomagało mu przetrwać, więc posłużył się tym i teraz. Co prawda nie było mu z tym miło, bo jednak starszy chłopak już wcześniej okazał mu spore wsparcie, niemniej bezdomny zdawał sobie sprawę, że nie może powiedzieć mu wszystkiego. Co, jeśli ten postanowiłby zawiadomić kogoś z jego rodziny? Nie chciał wracać do domu, chciał odszukać brata i nie liczyło się dla niego nic więcej.
Spojrzał na reklamówkę, w której znajdowały się najważniejsze rzeczy. Było mu trochę wstyd, kiedy Patrick kupował mu to wszystko, ale nie mógł odmówić. To mogłoby ściągnąć na niego więcej pytań.
Zrobił sobie szybką kanapkę, resztę chowając do plecaka, z którym szwendał się po mieście czekając, aż zapadnie zmrok. Nie mógł iść od razu do parku bo to z całą pewnością wiązałoby się z pytaniami obcych. Młodo wyglądał, a to zawsze wzbudzało zainteresowanie różnej maści ludzi.
Wraz z nastaniem ciemności udał się na jedną z ławek położonych pod cieniem drzewa. Nie chciał rzucać się w oczy. Usiadł, rozglądając się. Toronto było ciche o tej godzinie, to było mu na rękę. Zaczął przyglądać się drzewem, które przyjemnie szumiały na wietrze. Zajął czymś myśli, a kiedy dopadła go senność, położył zwiniętą kurtkę na ławce, przykrywając się bluzą. Gorąco czy nie, wolał nie ryzykować. I tak czuł się wystarczająco podle, chociaż spędził na ulicy już kilka tygodni.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Często w jego myślach pojawiał się Oscar. Głównie dlatego, że chłopak był tutaj praktycznie sam, szukając brata. Głupio mu było każdego dnia pytać go o to czy to mu się udało. Będąc w jednym mieście chyba nie tak trudno na siebie wpaść, prawda? Nie wiedział jak mógłby mu z tym pomóc, nie robiąc z siebie przy okazji błazna, pytając przypadkowych ludzi o obcego faceta. Ale miał nadzieję, że Oscar szybko znajdzie zaginionego członka rodziny i będzie w końcu mógł znaleźć sobie miejsce.
Raz zaprosił go do siebie na jedzenie, a innym razem wpadli na siebie w sklepie. Był zaskoczony wyborami chłopaka, widząc w jego koszyku przecenione jedzenie, które zbliżało się do końca daty ważności. Chłopak miał na to swoje wytłumaczenie, ale zrobiło mu się strasznie głupio i zanim doszedł do kasy wrzucił trochę dodatkowego jedzenia do koszyka, po czym wręczył pełną reklamówkę chłopakowi zaraz po wyjściu ze sklepu. Domyślił się, że było mu wstyd przyznać się, że kończą mu się pieniądze, bo w końcu jeszcze nic nie mówił o tym, że znalazł pracę. Prędzej czy później fundusze musiały się skończyć.
Zadowolony, że zadbał o swojego nowego znajomego poszedł do pracy, gdzie spędził resztę dnia doradzając zajmując się zwierzętami. Tego dnia chyba koty uparły się na niego, bo zjawiały się w jego gabinecie jeden po drugim, niektóre z poważniejszym problemem, a niektóre z błachym jak zbyt długie pazury.
Po skończonym dniu wracał pieszo do domu przez park. Wyglądał pięknie, nawet w nocy oświetlony ciepłym światłem latarni.
I pewnie wróciłby do domu jak zawsze, położył się spać i tyle, gdyby nie rozpoznał w śpiącej na ławce osobie Oscara. Zdziwił się strasznie, będąc święcie przekonanym, że ten odpoczywa teraz wu brata, a zamiast tego znalazł go śpiącego na ławce w parku. Upewniwszy się jeszcze dwa razy, że to na pewno młody chłopak, którego wcześniej podwiózł do miasta, zdecydował się go obudzić.
- Ej, młody… wstawaj. Zasnąłeś. Chodź, odprowadzę Cię do domu. No już, nie powinieneś tu spać. - powiedział, delikatnie szturchając go w ramię.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To miejsce z pewnością nie było idealnym do spania. Nadal co prawda było wygodniejsze, niż jakieś kartonowe pudełka w ciemnych uliczkach, na których spał ostatnimi czasy aż za często, ale nie mógł się tu czuć w pełni bezpiecznie. Nie miał pewności, czy nagle nie podejdzie do niego jakiś podejrzany typ, który będzie chciał mu zabrać wszystko, co miał. Wiele tego nie było, ale mimo wszystko nie wyobrażał sobie teraz swojego dnia bez telefonu - jedynej naprawdę cennej rzeczy, której nie sprzedał, a który mógł ładować dzięki uprzejmości Patricka, który kupił mu ładowarkę po tym, jak Oscar skłamał, że zgubił swoją, a proszenie swojego brata jakoś nadal go krępowało. To kłamstwo ciągnęło się za nim podczas każdego spotkania ze starszym chłopakiem i Malone obawiał się, że w którymś momencie wyjdzie na jaw, a osoba, którą zdążył polubić, ostatecznie się od niego odwróci.
Zamruczał niespokojnie, uchylając powieki. Raz jeszcze rozejrzał się, czy aby na pewno w pobliżu nikogo nie było i przycisnął do siebie plecak. Może powinien następnym razem udać się gdzieś, gdzie nie będzie na widoku? Jakaś łódź wydawała się dobrym rozwiązaniem, ostatecznie było ich całkiem sporo w okolicy. Ewentualnie stajnia, czy obora, chociaż do nich miał kawałek, trzymając się bardziej centrum miasta. Niemniej jutro będzie musiał się nad tym poważnie zastanowić, bo ile można było wracać do kartonów Stellana?
Ponownie zamknął oczy zapadają w lekki sen. Wstrząsnął nim delikatny dreszcz oznajmiający, że coś złego zaczynało dziać się z jego ciałem. Zaburczało mu w brzuchu, ale było za późno na jedzenie. Zresztą musiał oszczędzać, nie chcąc stać się całkiem jak ci wszyscy bezdomni. Współczuł im jeszcze bardziej, niż do tej pory, samemu doświadczając tego, co przeżywali.
Zapadł w delikatny sen pozwalając, by temperatura jego ciała znacznie wzrosła. Nie był tego świadom, buszując gdzieś po krainie snów.
Wydał z siebie ponowny pomruk, kiedy ktoś nim szturchnął.
-Nie mam nic wartościowego, nie opłaca się mnie okradać - powiedział cicho, nadal znajdując się na pograniczu jawy a snu. Dopiero kolejne szturchnięcie sprawiło, że uniósł, z niemałym trudem, powieki dostrzegając znajomą twarz.- Patrick? Co ty tu robisz?

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy tak naprawdę nie zapytał chłopaka czy nie potrzebuje noclegu. Raz czy dwa powiedział, że może zawsze do niego przyjść, bo ma wolny pokój i to nie jest dla niego problem by mu pomóc. I nie była to wcale uprzejma propozycja, by ten z niej nie skorzystał. Naprawdę chciał chłopakowi pomóc w razie problemów. Lepsze to niż tułanie się gdzieś po mieście, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Dopóki nie znajdzie brata i razem czegoś sobie nie ogarną, nadal będzie się o niego martwił.
Zwłaszcza po tych nieszczęsnych zakupach po których widział, że coś jest nie tak. To mógł być jedynie brak pieniędzy ale i mogła to być grubsza sprawa, ale póki Oscar o tym nie mówił nie chciał o to wypytywać, by ten nie poczuł się źle przez jego podejrzenia. Był zdania, że ludzie powinni sami chcieć rozmawiać o problemach, a wtedy zawsze znajdzie się rozwiązanie. Bo co gdyby sobie coś wymyślił, przyszedł do chłopaka z planem, a u niego ostatecznie nic by się nie działo? Głupia sytuacja do której wolałby nie dopuścić.
Ale co teraz miał sobie pomyśleć, znajdując go śpiącego w parku?
- Okradać? - zdziwił się, patrząc na śpiącego chłopaka. Aż tak był zaspany, że nie wiedział co mówi? W sumie śpiąc na ławce w parku narażał się właśnie na to, że ktoś podejdzie i ukradnie mu plecak. Ale co mógł tam mieć? Pewnie nic wartościowego, bo według Patricka takie rzeczy zostawia się właśnie w domu. - Hej… wracam z pracy. A ty czemu tu śpisz? Powinieneś być teraz w domu. No chodź, pomogę Ci. - zaoferował się, pocierając lekko jego ramiona. Dalej uważał, że Oscar po prostu był zmęczony i niekontrolowanie mu się przysnęło w parku. Za cholerę nie domyśliłby się, że chłopak po prostu nie ma domu i to jest miejsce w którym śpi.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie był w stanie powiedzieć nikomu prawdy. Nie chciał współczucia ani litości. Niemal od zawsze radził sobie sam i był pewien, że tym razem będzie dokładnie tak samo. Znajdzie pracę, dzięki której będzie w stanie wrócić do hostelu i wszystko będzie tak, jak powinno być. Później odszuka brata i będzie idealnie. Nie brał pod uwagę innego scenariusza. To, co teraz miało miejsce, było jedynie niewielką niedogodnością, ale nadal nie było czymś z czym chłopak by sobie nie poradził, prawda? Miał za sobą spanie w szopach, opuszczonych budynkach, kartonach, magazynach, więc kilka kolejnych nocy w parku nie powinno być tragedią. Na to przynajmniej liczył.
Skąd miał wiedzieć, że po raz kolejny natknie się na Patricka, który miał zadziwiającą zdolność pojawiania się za każdym razem, kiedy z Oscarem się coś działo. Najpierw sklep, teraz park. Czy on miał jakiś radar, który mówił mu gdzie obecnie znajduje się młodszy chłopak? Jeśli tak, koniecznie będzie musiał mu go wyłączyć, bo to mogło doprowadzić do problemów.
Szkoda, że jego umysł póki co nie był na tyle trzeźwy, by cenzurować rzeczy, które chciał powiedzieć. Może gdyby najpierw pomyślał zdołałby się wykaraskać z własnych odpowiedzi. Zamiast tego brnął dalej, otumaniony nie tylko przez niedawny sen, ale chorobę, która rozwijała się w jego drobnych, wychudzonym ciele.
-Mhm. Niestety, ludzie kradną - mruknął, tuląc do siebie bardziej plecak, jakby przygotowywał się do walki, którą będzie musiał o niego stoczyć. Absurdalne, ale taka była właśnie jego pierwsza reakcja.
Serce zabiło mu niespokojnie, kiedy zorientował się z kim rozmawia. Jakoś łatwiej byłoby mu powiedzieć to wszystko do kogoś obcego, a zamiast tego prowadził konwersację z kimś, kogo teraz wolałby uniknąć. Zwłaszcza po tym, jak kupił mu jedzenie, które teraz znajdowało się w niewielkim bagażu Malone.
-Ja… zaczytałem się i trochę mnie zmogło, to nic takiego, naprawdę - uśmiechnął się do niego nie chcąc, by ten drążył. - Nie trzeba, naprawdę - zamrugał kilka razy, chcąc pozbyć się bólu głowy, który pojawił się w momencie, w którym usiadł na ławce. - Zaraz pójdę. Posiedzę jeszcze chwileczkę - dodał, jakby licząc, że tym razem Patrick odpuści i nie będzie chciał mu towarzyszyć.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze miał wygodne życie. Dostawał od rodziców wszystko czego chciał, potem zamieszkał sam i również na nic nie narzekał. Pozwalał sobie na wszystko, chociaż nie żył w nie wiadomo jakich luksusach, ale i tak na pewno wiele osób mogłoby mu pozazdrościć. Wkroczenie w dorosłe życie nigdy nie było łatwe na początku, a on poradził sobie naprawdę nieźle i wcale nie potrzebował do tego pomocy rodziców.
Zdawał sobie jednak sprawę, że nie każdy może mieć takie szczęście jak on. Każdy zaczynał w swoim tempie i na swój sposób. A niektórzy tak jak Oscar musieli zaczynać od zera w nowym miejscu. Wierzył, że jak znajdzie brata to wszystko się ułoży. We dwójkę na pewno będzie im łatwiej. Tylko gdzie on się podziewał? Raczej nie zapadł się pod ziemię, prawda?
- To prawda… - rzucił, patrząc zaskoczony jak ten tuli do siebie plecak. Miał tam coś ważnego, e nie chciał go oddać? Zwłaszcza kiedy był taki śpiący i jego wola walki raczej nie była zbyt duża. Wątpił czy nawet by zarejestrował, że ktoś zabrał mu plecak. Dobrze, że trafił na niego bo on nie zamierzał mu niczego zabierać. Ale nadal uważał, że nie powinien spać w tym miejscu. Park nigdy nie był bezpiecznym miejscem i nawet bezdomnym proponował nocleg w odpowiedniej placówce, zamiast zajmować jakąś ławkę w miejscu publicznym gdzie nie było zbyt wygodnie.
- Tak myślałem. - odparł, kręcąc głową. Pewnie i jemu by się to przytrafiło, ale na ogół unikał czytania na zewnątrz, zwłaszcza o tak później porze. - Nie wygłupiaj się. Odprowadzę Cię skoro już tu jestem. Gdzie mieszkasz? - zapytał, chcąc wiedzieć w którą stronę powinni się kierować. Nie miał tutaj samochodu, ale krótki spacer mu nie zaszkodzi. Oscar był młodszy od niego i źle by się czuł gdyby go tak samego zostawił o tak później porze. Pewnie nawet by nie mógł zasnąć nie wiedząc, czy ten dotarł bezpiecznie do domu.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jego umysł został postawiony przed ciężkim zadaniem, z którym musiał sobie poradzić, jeśli nie chciał mieć na karku widma powrotu do domu. Co z tego, że był pełnoletni i na dobrą sprawę mógł robić ze swoim życie co tylko mu się podobało? Wiedział, że gdyby tylko ktoś się zgłosił, gdyby powiedział, że wszystko już będzie inaczej, wróciłby tam naiwnie uważając, że faktycznie dom stanie się lepszy. Wyrwał się z niego i nie w smak był mu powrót. Tym bardziej musiał się skupić, aby wszystko to co mówił, zwłaszcza starszemu chłopakowi, brzmiało sensownie i tworzyło spójną całość. Kłamanie nie było miłe, ale zapominało się o tym w momencie, w którym stanowiło pewnego rodzaju walkę o przetrwanie. Dodatkowo Oscar chciał usilnie wierzyć, że wypowiadane słowa były prawdą. Nawet, jeśli tylko w jego głowie.
Udając jeszcze śpiącego, chociaż rozbudził się jakiś czas temu, kiedy serce zaczęło walić mu jak oszalałe, szukał sensownych zdań, które mógłby przekazać nowemu koledze. To miłe, że się o niego martwił, jednak w tej chwili Oscar zrobiłby wszystko, by się nim nie interesował. Nie potrzebował problemów, a rozmowa mogła do nich prowadzić. Był podejrzliwy, ale kto by nie był wiedząc, że ukrywał tak wiele.
-Przepraszam, nie chciałem zabierać ci czasu. Ale możesz już iść do siebie, ja zaraz też pójdę. Dobrze, że mnie obudziłeś - uśmiechnął się do niego, kłamiąc. Miłe słowa zawsze potrafiły skutecznie odwrócić uwagę od głównego tematu. Stosowanie tej taktyki już wiele razy uratowało mu tyłek, chociaż cichy głosik w głowie mówił mu, że akurat Patrick był na takie rzeczy odporny. Bo ile razy w ogóle Malone mógł mu w podobny sposób historyjki sprzedawać?
Zamyślił się na chwilę analizując, jak powinien z tego wybrnąć. Zdążył na tyle poznać chłopaka, że wiedział, iż tak łatwo nie odpuści. Musiał poradzić sobie w inny sposób sprawiając, że w przyszłości Patrick nie będzie więcej zadawał tego typu pytań.
-W jednym z pobliskich hosteli. Może warunki nie są takie, jak w pałacu, ale nie jest źle. Ale to tylko chwilowe, bo mój brat ma remont i powiedział, że chwilowo nie będę miał gdzie spać- skłamał szybko, oddychając głęboko. Poczuł się nagle wyjątkowo słaby. - Ale dobrze, możemy iść, jak chcesz - dodał. Liczył, że to, co pojawiło się w jego głowie było idealnym rozwiązaniem. Jasne, wiele rzeczy mogło pójść nie tak, ale uczeń miał zamiar dołożyć wszelkich starań, aby nic nie zaprzepaściło jego szans.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zachowanie chłopaka nie wydawało mu się dziwne. Uznał, że to po prostu wina drzemki i chłopak jeszcze się do końca nie rozbudził. Potrzebował chwili, żeby jego umysł jasno myślał, więc dał mu chwilę na dojście do siebie zanim będą mogli iść. W tym stanie mógłby przecież pomylić drogę albo pomieszać coś innego i mógłby nie trafić do domu, a o tej porze lepiej nie kręcić się samemu po okolicy. Zwłaszcza w tak dużym mieście jak Toronto.
- Daj spokój, to żaden problem. Nigdy nie wiadomo czy Cię ktoś nie zaczepi po drodze. Lepiej, żebym poszedł z Tobą. - stwierdził, nie dając za wygraną. Żadna siła nie przekona go, by zostawić chłopaka samego tak późno w nocy. Nie był dzieckiem, ale jednak wyglądał dość młodo i był strasznie drobny, więc ktoś na pewno obrałby go za swój cel. Nie miałby szans z grupką napastników gdyby był sam.
- Szkoda, że akurat trafiłeś na remont i nie możesz spędzać czasu u brata., ale najważniejsze, że masz gdzie się przespać. Już nie ważne jakie są warunki. - odparł, uśmiechając się. Chociaż i tak nie miałby problemu by go przenocować. Mógłby w ten sposób oszczędzić pieniądze, odwdzięczając mu się dobrym jedzeniem czy w inny sposób, dopóki nie znalazłby jakiejś pracy. Patrick nie robiłby mu żadnych problemów. - W takim razie chodźmy. Nie ma co tu siedzieć. - stwierdził, klepiąc go po plecach i powoli ruszyli w stronę hostelu, gdzie mieszkał aktualnie Oscar. - Nie porozmawialiśmy zbyt wiele w sklepie, więc opowiadaj. Znalazłeś już pracę? Bo w razie co mógłbym popytać znajomych czy nie mają czegoś dla Ciebie. Na pewno coś by się znalazło. Nie krępuj się zapytać jeśli czegoś potrzebujesz. - polecił mu, mając nadzieję, że w jakiś sposób skorzysta z jego pomocy. Nie chciał nic w zamian. Nie był taki. Chciał mu po prostu pomóc dopóki był sam.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Na słowa chłopaka aż się wzdrygnął, przypominając sobie swoje spotkanie z dryblasami, którzy omal go nie zabili. Przeżył wtedy dzięki Stellanowi, który pokazał mu trochę z ulicznego życia i chociaż starał się wciągnąć w narkotyki, Malone skutecznie się wzbraniał. To były rzeczy, od których trzymał się z daleka.
-Toronto zdaje się być całkiem bezpiecznym miejscem, przynajmniej z tego co zdążyłem się przekonać, ale to naprawdę miłe. Wiesz, że niedługo nie będę w stanie ci się odwdzięczyć w żaden sposób? - zaśmiał się. Narobi sobie długu, który będzie próbował spłacić do końca swoich dni. Nie lubił tego uczucia, że był coś komuś winien, dlatego w normalnych okolicznościach zdawał się tylko na siebie. Patrick jednak skutecznie umiał zaburzyć ten stan, trochę wpychając się do życia chłopaka. Jak miał z nim wygrać, skoro ten miał dziwny dar przekonywania (mentalnego zmuszania)? Poza tym okazałby się trochę niewdzięcznikiem, gdyby zbywał go w każdym możliwym momencie.
-Wychodzę z założenia, że zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gorzej. Przecież równie dobrze brat mógłby mnie całkiem wykopać - odparł. Gorzej jak chociażby on teraz, ale ostatnie na co miał ochotę, to narzekanie. Jutro znajdzie sobie znacznie lepszą miejscówkę i będzie miał pewność, że nikt znajomy na niego nie trafi. A prysznic może uda mu się wziąć na siłowni, jeśli ktoś raczy go tam wpuścić. Raz się udało, więc kto wie.
Przyjrzał się Patrickowi, który wyczekująco na niego spoglądał. Odetchnął, trochę się denerwując. Co, jeśli się nie uda? Nie, zdecydowanie nie mógł myśleć w taki sposób. Mimo wszystko był osobą posiadającą szczęście. Może nie jeśli chodziło o rodzinę, ale tej niestety się nie wybierało.
Trochę niepewnie, nie dając tego po sobie poznać, udał się w stronę hostelu, w planował jeszcze niedawno spać. Wydawał się być całkiem porządny, a na dodatek nie był taki drogi. Szkoda tylko, że nie miał hajsu nawet na jedną noc.

-Nadal szukam. Ciężko jest znaleźć coś co nie wymaga ode mnie mnóstwa lat doświadczenia oraz miliona przebytych kursów - westchnął. Już pomijał fakt, że potrzebowałby też jakiegoś miejsca zamieszkania bo nawet jeśli kasę dostawałby czekiem, nie chciał jej trzymać w kieszeni, a założenie konta bankowego było problematyczne bez stałego adresu. - Mógłbyś? Ale nikomu nie przeszkadzałoby, że jestem raczej świeżakiem na rynku pracy? Może jakaś kawiarnia? W takich miejscach chyba najłatwiej - odparł. Nie ukrywał, że przydałyby mu się pieniądze, nawet jakieś niewielkie, dzięki którym zapłaciłby za pokój. Tym bardziej nie miał zamiaru wybrzydzać z żadną pracą.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Niby tak, ale nigdy nie wiesz na kogo wpadniesz. Nawet w najbezpieczniejszym miejscu trafią się źli ludzie, którzy mogą Cię skrzywdzić. Nie możesz nikomu w pełni ufać. - odparł, kręcąc głową. Sam nigdy nie miał problemów, ale pewnie dlatego, że był wysoki i było po nim widać, że łatwo się nie da. Takie drobne osoby jak Oscar były łatwym celem. Sam pewnie z łatwością zabrałby mu plecak, ale nie zamierzał tego robić.
- Co jest przykre, ale niestety nie da się z tym nic zrobić. - westchnął. Wiedział, że nie da się każdemu pomóc. Zwłaszcza jeśli ktoś sobie tego nie życzył. Chciał pomagać ludziom, ale nie robił tego na siłę, nie chcąc nikogo urazić. Nikt nie chciał by ktoś wchodził mu z buciorami w życie. Nawet on kiedyś często prosił swoją matkę, żeby przestała zajmować się jego sprawami, bo chciał być samodzielny, aż w końcu przywykła i dała mu spokój.
Zamierzał chłopaka odprowadzić do hostelu, poczekać aż będzie bezpieczny w środku i dopiero wrócić do siebie. Normalna rzecz, kiedy się kogoś odprowadza.
- Rozumiem. Zwykle szukają kogoś na pełen etat, ale w niektórych miejscach szukają kogoś do pomocy na kilka godzin. Myślę, że zawsze coś się znajdzie. - odparł. Szukanie pierwszej pracy może być ciężkie, zwłaszcza bez doświadczenia. Nie wiedział jakie ma Oscar, ale każdy od czegoś zaczyna. - Pewnie. W końcu sam to zaproponowałem. I myślę, że właśnie w takich kawiarniach czy barach nie byłoby problemu. Wtedy jest największy ruch i każda para rąk się przyda. - zapewnił. Taka praca na początek nie była zła. Przynajmniej miałby pieniądze na mieszkanie i jedzenie, nawet jeśli byłoby tego niewiele. Oszczędności prędzej czy później się kończyły bez dodatkowej pracy. - Ale mam nadzieję, że brat daje Ci pieniądze na hostel, skoro na jakiś czas nie ma u niego miejsca dla Ciebie. - powiedział, przyglądając mu się uważnie, dalej nie rozumiejąc czemu Oscar wybrał takie miejsce zamiast wolnej sypialni w jego domu.

Oscar Malone
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”