ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
3
my boredom's bone deep
this cage was once just fine
am I allowed to cry?

Jeszcze raz uprzesz się przy tym odcieniu różu i przysięgam, że osobiście cię zaknebluję i wrzucę do lochu. To totalny przeżytek! — Natasha z obrzydzeniem odrzuciła katalog sukien, który Hana przed chwilą podetknęła jej pod nos.
W kwestii stylu rzadko to robię, ale tu muszę zgodzić się z Tashi — oświadczyła Amanda, w zabójczym tempie stukając w ekran swojego smartfona. — To był kolor roku Pantone, owszem, ale w dwa tysiące piętnastym, bestie. Nie założę tego.
Ani ja. Nawet na to nie licz.
Hana westchnęła; niezbyt ciężko, bo z Ciężkich Westchnień korzystała zwykle w samotności, gdy nikt nie mógł ich skomentować. Po prostu wypuściła ze świstem powietrze i bez słowa przysunęła sobie bliżej truskawkową matcha latte. Pociągnęła łyk, krzywiąc się tylko odrobinę mniej niż ostatnie dwa razy.
Na czubku nosa i ponad górną wargą została odrobina mlecznej pianki.
Była końcówka września. Powietrze zaczynało pachnieć zbliżającą się jesienią, liście na drzewach wrażliwszych na zimno zaczynały już nabierać barw, a do kawiarni lada moment miały powrócić uwielbiane przez wszystkim pumpkin spice i cynamonki. Lato minęło błyskawicznie, wypełnione dziesiątkami eventów, które Hana współorganizowała lub przy których służyła radą — prócz tego jednego najważniejszego wydarzenia, które nie doszło do skutku.
Wielki diament osadzony na pierścionku zaręczynowym jak zawsze niemal krzyczał, przykuwając wzrok. I pomyśleć, że w czerwcu miała dołożyć do niego złotą obrączkę, a do swojego nazwiska dodać kolejne…
Zdecydowanie powinnaś postawić na żywsze kolory, Hana — podjęła nagle Natasha, przeglądając dopiero co odepchnięty katalog i wskazując na mocno wydekoltowaną, krótką sukienkę w kolorze, dzięki któremu mogłaby cosplayować flaminga. — Już wystarczy, że bierzecie ślub w samym środku jesieni. Będzie plucha, brzydko, mokro, szaro… ten kolor doskonale zlałby się z błotem dookoła!
Wielki dzień Hany i Nate’a miał nastąpić w czerwcu, dokładnie w pierwszy dzień lata — ale jak zwykle coś okazało się pilniejsze. W tym przypadku była to niepowtarzalna okazja biznesowa, która wypchnęła Hayesa Juniora i Hayesa Seniora w kilkumiesięczną delegację aż na Florydę.
Pytanie o priorytety nigdy nie padło. Rozmowa nigdy nie doszła do skutku, chyba że można nią nazwać oświadczenie rzucone przez Nate’a między pakowaniem walizki a odpisywaniem na maile. „To wielka szansa dla firmy, możliwość jedna na milion, a ja jestem jednym z głównych udziałowców” — tyle musiało jej wystarczyć, gdy zamiast planować ostatnie szczegóły najpiękniejszego dnia w jej życiu musiała po raz kolejny schować głowę w piasek i przyjąć rzeczywistość taką, jaką była.
…słuchasz mnie w ogóle?!
Zamrugała. Spojrzała najpierw na jedną, a potem na drugą przyjaciółkę. Tego dnia nie było z nimi Blair, nie miała więc nawet w kim szukać sprzymierzeńca.
Tak w zasadzie — zaczęła powoli, czując, jak rośnie w niej irytacja — to nie, nie słuchałam. Wybacz — zreflektowała się natychmiast, widząc minę Tashi. — Powtórz, proszę.
Matcha nadal była paskudna.
A zielona plama na rękawie jej ulubionej białej koszuli nadal się nie sprała.

🌻 Misty Sloane 🌻
Ostatnio zmieniony wt wrz 22, 2026 10:14 am przez Hana Nilsinger, łącznie zmieniany 1 raz.
bruh
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

MAIN QUEST: This. Girl. Is. The. Nastiest. Skank. Bitch. I. Have. Ever. Met. Do. Not. Trust. Her. She. Is. A. Fugly. Slut.
[Save the Main Girl from Mean Girls — 0/1]
Misty nie planowała tego ranka.
Po nocnej zmianie na linii wsparcia miała w głowie ten charakterystyczny rodzaj zmęczenia, który nie pozwalał jeszcze zasnąć, ale odbierał ochotę na cokolwiek bardziej skomplikowanego niż kawa. Toronto dopiero się rozkręcało. Ulice były już pełne ludzi spieszących do pracy, ale poranek wciąż miał w sobie coś z ciszy między jednym dniem a drugim.
Szła pieszo, bo do domu nie było daleko. Po drodze chciała jeszcze zajrzeć do starego warsztatu lutniczego. Od jakiegoś czasu nosiła się z zamiarem zapytania, czy nie potrzebowali kogoś do drobnych napraw. Nie miała konkretnego planu. Raczej potrzebowała czegoś, co pozwoliłoby jej na kilka godzin przestać myśleć o cudzych problemach i swoich niedociągnięciach.
Przystanęła dopiero przed Baddies. Spojrzała przez szybę. Nie wyglądało na zatłoczone a to w zupełności wystarczyło jej do szczęścia. Chciała tylko kawę i coś słodkiego, aby dotrwać przynajmniej do południa. Nic więcej.
Zanim sięgnęła do klamki, przyłapała swoje odbicie w szklanych drzwiach. Omiotła wzrokiem pomarańczowy, sweterkowy top wciśnięty byle jak z jednej strony w luźne, czarne spodnie. Nie dbała przesadnie o zdanie innych, dopóki wiedziała, że ubrania są niepoplamione i nie śmierdzą przechodzonym tygodniem. Nachyliła się do odbicia i odruchowo poprawiła poszarpaną grzywkę. Włosy związane w dwie niewielkie kiteczki, sterczące charakterystycznie przy karku, najbardziej krzyczały dużym odrostem. Takowy nie był efektem żadnej szczególnie przemyślanej decyzji estetycznej. Po prostu od kilku tygodni nie miała ani czasu, ani pieniędzy, ani wystarczającej motywacji, żeby coś z nim zrobić.
Kiedyś pewnie by ją to irytowało. Teraz wzruszała ramionami.
Podeszła do lady, ziewając dyskretnie pod dłonią, i przez chwilę studiowała menu. Kawa. Cokolwiek z cukrem. Może coś, co da się zjeść jedną ręką podczas drogi do warsztatu. I właśnie wtedy usłyszała zza siebie:
O mój Boże, zobacz na jej odrost. Takiego koloru na pewno nie chcę widzieć na ceremonii.
Misty zamarła... nieznacznie. Tak, że sama prawie tego nie zauważyła. Nie odwróciła się od razu. Przez sekundę uznała, że może chodzić o kogoś innego. Kawiarnia nie była przecież pusta.
Jezu, faktycznie — odpowiedział drugi głos. — To chyba nie jest nawet odrost. To już osobny kolor włosów.
Misty zamknęła oczy.
Oczywiście.
Nie musiała się oglądać, żeby wiedzieć, że chodzi o nią.
Oparła dłonie na krawędzi lady i przez moment zastanawiała się, czy naprawdę chce się dowiedzieć, kto jest właścicielką tych głosów. Wtedy padło:
Czekaj… Hana, to nie jest przypadkiem ta twoja stara znajoma? Ta od kryzysu, jakim była twoja koszulka?
I dopiero wtedy Misty odwróciła głowę.
Tak! To ona!
Hana.
Przez kilka sekund patrzyła na nią bez słowa. Nie było w tym już tego pierwszego szoku z kawiarni sprzed miesięcy. Tamto spotkanie było przypadkiem, nagłym zderzeniem przeszłości z teraźniejszością, po którym obie wyszły z lokalu z obietnicą, że "trzeba się kiedyś umówić".
Nie umówiły się. Misty z początku kilka razy przypomniała sobie o tym w drodze do domu. Raz nawet pomyślała, żeby napisać. Potem przyszła kolejna noc na linii. Kolejny telefon. Kolejna naprawa. Kolejny dzień. I sugestia Hany zaczęła powoli obrastać kurzem razem z całą resztą niedokończonych rzeczy.
Nie oznaczało to, że o niej zapomniała. Wręcz przeciwnie — dlatego później zaczęła omijać Balzac's Coffee Roastery szerokim łukiem. Nie dlatego, że bała się Hany Nilsinger. Raczej dlatego, że nie chciała po raz kolejny znaleźć się w sytuacji, w której musiałaby decydować, czy jest gotowa rozmawiać. Teraz jednak Hana siedziała tutaj, kilka metrów od niej, a Misty wyglądała prawdopodobnie jak ostatnia osoba, którą ktokolwiek chciałby spotkać rano po nocnej zmianie: zmęczona, z odrostem sięgającym niemal połowy głowy i pomarańczowym topem, który zdecydowanie bardziej pasował do kogoś, kto miał jeszcze energię na życie.
Przez chwilę chciała się po prostu uśmiechnąć i udać, że nie słyszała komentarza o włosach. To jednak wymagałoby większego wysiłku, niż miała ochotę włożyć. Dlatego tylko skinęła głową a kącik jej ust drgnął słabo ku górze. Równie dobrze mógł być to tik nerwowy.
Cześć, Hana — powiedziała Misty. Jej głos był zachrypnięty od kilku godzin rozmów. Spojrzała na dwie kobiety siedzące przy stoliku, na katalogi rozwalone tak, że z drugiego końca kawiarni szło zobaczyć ich zawartość, a potem z powrotem na Nilsinger. — Od rana w pracy?

🍵 Hana Nilsinger 🍵
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W jaki sposób debata o kolorach sukienek dla druhen przeistoczyła się w debatę nad wielkością odrostów — tego Hana nie wiedziała. Już od miesięcy łapała się na tym, że chwilami nie nadąża za dyskusjami i ogólnie tokiem rozumowania swoich przyjaciółek, ale nie miała siły, czasu ani przesadnej ochoty, by się nad tym zastanawiać.
Nie miała też aktualnie ochoty uczestniczyć w ocenianiu czyichkolwiek włosów. Chciała, żeby dziewczyny zgodziły się na jej propozycję i żeby mogła umówić je na przymiarki do krawcowej, chciała wrócić do domu. wziąć leki i położyć się chociaż na moment, bo chociaż ranek dopiero się rozkręcał, a większość miasta dopiero się dobudzała, ona była już od kilku godzin na nogach.
I miała cholernie dość.
W pierwszej chwili nie skojarzyła, o czym one mówią; dopiero kiedy gdzieś nad jej głową rozbrzmiał znajomy głos, nie mogła dłużej udawać, że wcale nie uczestniczy w tej sytuacji.
Słaby uśmiech — o ile w ogóle można było tak nazwać grymas na wyraźnie zmęczonej twarzy Misty — sprawił, że wyrzuty sumienia momentalnie zalały Hanę potężną falą. Wstyd zaczął drapać ją w gardle, a rumieniec, pnący się w górę po zwykle bladej szyi, zdradzał nerwowość równie dobrze jak metodyczne obracanie pierścionków na palcach.
Ile czasu minęło? Hanie wydawało się, że to zaledwie tydzień temu zobaczyła w Balzac's ducha ze swojego dawnego życia sprzed cotygodniowych spotkań w najbardziej instagramowych kawiarenkach Toronto, udawania niemowy przy narzeczonym i jego wspólnikach oraz odbierania telefonów choćby w środku nocy.
Misty… ja… — zająknęła się, bo nie za bardzo wiedziała, co powiedzieć. Przecież nie bez powodu wzięła od niej numer telefonu, nie bez powodu wcisnęła jej też swój własny; naprawdę chciała się do niej odezwać. A gdy teraz przekalkulowała w głowie cały ten czas… minęły miesiące. Znowu bez słowa. — Co, w pracy…? Nie, nie, to są… — Słowo „przyjaciółki” jakoś nie mogło przejść jej przez gardło. Nie przy Misty, która jako jedna z nielicznych naprawdę kiedyś była żywą definicją tego słowa, zanim… no właśnie, zanim co?
Pokręciła głową, ale nie zdążyła dokończyć myśli. Jej towarzyszki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, po czym przeniosły je znowu na Misty. Uśmiechały się przesłodko, ale Hana, w ostatnim czasie wyczulona na ich paskudne zachowania, widziała doskonale, jak jest to nieszczere. Co gorsza — była pewna, że i Misty to dostrzega.
Tashi.
Mandy.
Miło nam cię poznać. Hana… wiele o tobie mówiła.
Nie kłam, Tash. Nie wychodzi ci to.
Ten ostatni komentarz padł bardzo cicho, poprzedzony lekkim szturchnięciem koleżanki łokciem, a towarzyszył mu przenikliwy, jadowity chichot; zupełnie, jakby ani Hana, ani Misty nie mogły tego słyszeć. Nilsinger miała jednak teraz inne zmartwienie niż ich chamskie odzywki.
Gdy raz układała w myślach wiadomość z zaproszeniem na nieco spokojniejszą kawę, zadzwoniła do niej koleżanka z pracy i jakiś wyjątkowo trudny do ugaszenia ślubny pożar zupełnie przesłonił jej towarzyskie plany. A potem…
Misty, może usiądziesz na chwilę z nami, co? Zanim znowu się rozpłyniesz… rany, dopiero teraz do mnie dotarło, że widziałyśmy się w maju. Obiecałam ci jeszcze jedną kawę, ja naprawdę… ale później wydarzył się ten cały bałagan z wyjazdem Nate’a, musiałam pociągać za wszystkie możliwe sznurki, żeby tylko nie stracić zaliczek i przesunąć termin… ale zaraz, zaraz! — Przerwała, patrząc na Misty z rosnącym szaleństwem w oczach. — No tak, przecież ty nic nie wiesz… pewnie słyszysz tylko bełkot.
Bo pleciesz trzy po trzy, jak zwykle, kiedy próbujesz powiedzieć więcej niż cztery słowa w jednym zdaniu. — Pospieszyła z uprzejmą uwagą Natasha.


🌻 Misty Sloane 🌻
bruh
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najpierw próbowała wyłapać rytm w chaotycznej mowie Hany. I prawie jej to wyszło. Prawie — Misty lekko nachmurzyła brwi. Uwaga Natashy, choć puszczona mimo uszu, zabrzmiała tak, jak wygląda kleks na tle starannego pisma: psuła szyk i klasę, do których, najwidoczniej, nie było jej po drodze.
Zamiast pomóc zrozumieć kierunek kolei losu, przysporzyła jedynie więcej zagwozdek. Nie inaczej postąpiła Hana. Nie mogła jednak jej winić. Siedząc w jej butach Misty najpewniej sama uznałaby, że rozpłynęła się. Bez ostrzeżenia.
Brzmi poważnie — wtrąciła Misty. Tashi i Mandy od razu spojrzały na nią, jak na ufoludka, więc dodała: — Kalendarium. I… to nic. — Wzruszyła ramionami. — Nie nastawiałam się aż tak bardzo na tę kawę. — Na końcu języka utknęło „byłaś zabiegana”, ale w ostatniej chwili przełknęła tłumaczenie cudzych zachowań. — Bez urazy.
Natasha momentalnie wyprostowała się w krześle z założonymi rękami.
Hana, nie żebym narzekała, ale nie mamy czasu na wspominki z dawnych czasów. — Łypnęła na stosik kolorowych zdjęć przed sobą. — Mamy wojnę do zaplanowania.
A wstawienie się w takim kolorze, to jak pójście na wojnę z Grenlandią w mundurze koloru zielonego, gdy dookoła panuje zima. — Mandy zawtórowała poważnie. Nagle zachichotała: — Ale mi to wyszło!
Wyszło, jak Hanie wybór dodatków. — Natasha głośno cmoknęła w kubek mango matchy na owsianym i skrzywiła się mocno. — To kolejna sprawa do obgadania. Bransoletki? — Machnęła ostro ręką. — Do wymiany. Miało być różowe złoto, nie białe. Wygląda jak srebro, a to już tanizna. Chcesz mieć tani ślub? Siostra cię zeżre. Starzy też.
Mandy zawtórowała jazzowymi pstryknięciami.
Nate tnie ci fundusze? To dlatego wybierasz tańsze odcienie i biżu?
Imię-klucz przywołało uwagę Sloane. Choć zmęczona, powoli rysujący się obraz Hany o poranku w Baddies zaczynał nabierać kształtów w jej głowie im bardziej śledziła przebieg rozmowy.
Co jak co, ale na druhnach się nie szczędzi.
Nie wyszłaś za mąż? — Wymsknęło się Misty. Odruchowo powiodła wzrokiem do jasnych dłoni Hany. Brakowało obrączki. — Dlaczego?
Szanowny pan młody uznał, że najpierw zarobi poważne pieniądze, aby wesele odbyło się z właściwą pompą — mruknęła Natasha. — I zarobił. To ja pytam: dlaczego szczędzisz kasę? Przecież już podpisali ten wielki deal. Racja, Mandy?
Racja.
W krótkim czasie, bez dodatkowych pytań asekuracyjnych, Misty zdążyła zrozumieć, co zaszło od czerwca do września. Choć nie wyjaśniało to milczenia Hany, nie mogła obyć się od wrażenia, że przełożony termin ślubu z powodu interesów Nate’a miał w sobie coś jeszcze. Coś, o co zahaczyły w Balzac’s tuż po matchowym incydencie.
Czy to jednak był jej problem?
Zastanowiła się.
Nie będę wam dłużej przeszkadzać — powiedziała cicho. — Wstąpiłam tylko po kawę. — Jej wzrok pospieszył ku kolorowym okładkom i krojom sukien, potem ku Hanie. — Ale ten kolor jest dobry na jesień. Chyba podobny był u mnie, gdy... — Przerwała. — Nieważne. Miłego. I powodzenia.

🍵 Hana Nilsinger 🍵
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co za katastrofa — nie dość, że z każdą sekundą irytacja na przyjaciółki rosła w tempie wykładniczym, to jeszcze robiła z siebie kompletną idiotkę. Znowu.
„Nie nastawiałam się aż tak bardzo na tę kawę” ubodło ją zdecydowanie bardziej, niż powinno w sytuacji, w której sama poniekąd zapomniała się odezwać. Chociaż „zapomniała” to chyba nie do końca dobre słowo… straciła poczucie czasu? Miała inne priorytety? Nie, to nadal nie brzmiało zbyt dobrze, karmiąc tylko rosnące poczucie bycia kompletną porażką na każdym polu.
N-nie, zaczekaj! — Zabrzmiało to bardzo dramatycznie; tym bardziej, że Hana odruchowo chwyciła dawną przyjaciółkę za rękę. — Możecie przestać? — spytała ciszej, nieznacznie odwracając głowę w kierunku Natashy i Amandy. Jak na komendę każda z nich uniosła prawą brew.
Ale o co ci chodzi, Hana? Masakrycznie żydzisz i tyle z tego wszystkiego wychodzi, że może ty będziesz wyglądać w miarę, ale twoje druhny to twoja wizytówka.
No wiesz — parsknęła Natasha, znowu unosząc swoją matchę do ust — hojna jesteś z tym „w miarę”. Powinnaś była zapytać nas o zdanie. Prawdziwe przyjaciółki mówią sobie takie rzeczy szczerze, ale uznałaś, że na wybieranie sukni zabierzesz kogoś innego.
Co…?
Jej dłoń nadal mocno obejmowała nadgarstek Misty.
Dobra, lepszego momentu nie będzie, Hannie. — Mandy uderzyła lekko dłońmi w blat stolika i poprawiła się na swoim miejscu.
Prosiłam, żebyście tak nie mówiły… drażni mnie to zdrobnienie… — powiedziała cicho, ale jej głos zginął w umiarkowanym gwarze wypełniającym kawiarnię, w której pojawiało się coraz więcej ludzi.
Żadna z nas nie chciała robić ci przykrości, ale… no wiesz, robisz sobie mega krzywdę swoją kiecką — oświadczyła Natasha, a Mandy pokiwała energicznie głową, choć na twarzy miała bardzo sztuczny wyraz troski. — Już ci mówiłyśmy, że powinnaś uważać na te swoje bajgle z łososiem, nie słuchałaś, to chociaż krój mogłaś wybrać jakiś taki… no wiesz, bardziej pasujący do twojej figury.
Pytający wyraz twarzy Hany zaczął się bardzo powoli wypłaszczać. Po prostu słuchała.
I wiesz, skoro tobie się tak podoba, no to spoko, możesz sobie wyglądać w sumie nawet jak pół dupy zza krzaka, ale wiesz, niektórzy naprawdę przejmują się swoim wyglądem, zwłaszcza w takim dniu. Przecież będzie fotograf, pewnie pojawią się jakieś pismaki, w końcu Nate i jego stary to niezłe szychy…
No, może jak my będziemy się dobrze prezentować, to nikt nie zwróci uwagi, że ci fałdy górą wystają. Ale nic nie obiecuję, skoro zamierzasz nas wciskać w ten babciny kolor, just sayin’.
O, no właśnie, ditto. Zastanawiałaś się, jak na mojej karnacji będzie wyglądać białe złoto?
Wiocha totalna.
Ktoś musiał ci to w końcu powiedzieć, kochanie, ale nie wiem, jak ty doradzasz innym ludziom z tak przaśnym gustem, ot co.
Hana wciąż uparcie milczała, a schludnie przycięte paznokcie musiały zostawić już ślady w skórze Misty.

🌻 Misty Sloane 🌻
bruh
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paznokcie wbijające się w skórę nadgarstka wyciągnęły Misty z resztek zmęczenia szybciej niż kawa, po którą właściwie przyszła. Nie szarpnęła ręką. Jeszcze nie. Najpierw spojrzała na dłoń Hany, potem na jej twarz. Na zaczerwienioną szyję. Na pierścionek obracany nerwowo między palcami. Dopiero później na Natashę i Mandy. Nagle rozmowa przestała być rozmową o sukienkach.
Misty znała ten ton. Słyszała go po drugiej stronie telefonu o drugiej nad ranem. U dzieci, które mówiły, że cała klasa "tylko się z nich śmieje". U ludzi, którzy tłumaczyli mobbing tym, że szef "ma trudny charakter". U tych, którzy mówili o partnerach: "on po prostu jest nerwowy". Znała mechanizm. Najpierw żart. Potem rada. Potem sugestia. Potem człowiek zaczyna przepraszać za to, że istnieje w niewłaściwym rozmiarze, kolorze, tonie głosu. Tyle że tym razem po drugiej stronie telefonu nie było obcego głosu, tylko Hana. Dziewczyna, którą kiedyś znała naprawdę dobrze.
Misty powoli odwróciła nadgarstek w jej dłoni. Zadbane paznokcie nie odpuściły, skóra lekko szczypała przy najmniejszym ruchu.
Hana.
Natasha prychnęła.
O Boże, tylko nie róbmy teraz sceny. Przecież nikt jej nie bije.
Właśnie — podchwyciła Amanda. — Mówimy jej prawdę. Ktoś musi. Ty najwyraźniej masz z tym problem.
Misty spojrzała na nią.
Z czym?
Z prawdą.
Z tym, że jej sukienka źle leży? — Mandy przewróciła oczami. — Czy z tym, że może wreszcie ktoś mówi jej rzeczy, których ty najwyraźniej nie miałaś odwagi powiedzieć?
Misty poczuła, jak coś zaciska jej się pod mostkiem. Nie odpowiedziała od razu. Szkolenie kryzysowe miało jasny przekaz — nie eskaluj. Nie odbieraj drugiej osobie sprawczości. Nie zakładaj, czego potrzebuje.
Tylko że drugi głos w jej głowie był znacznie prostszy w obsłudze.
Powiedz im, żeby się zamknęły.
Nie pytałam o wasze opinie — odezwała się w końcu.
Natasha uniosła brwi.
Przepraszam?
Ja też — dodała Amanda z przesadną słodyczą. — Nie wiedziałam, że właśnie dostałyśmy regulamin od byłej przyjaciółki Hany.
Nie dostałyście. — Misty przesunęła wzrok na Hanę. — Ale ona też nie prosiła was o to wszystko.
Hana nie musi prosić — wtrąciła Natasha. — Jesteśmy jej przyjaciółkami.
To słowo zatrzymało Misty na sekundę. Prawie poczuła gorzki uśmiech na ustach. Wdrapywał się i wgryzał pod skórą.
Ach, tak?
Natasha wyprostowała się i zmrużyła oczy podejrzliwie.
Masz jakiś problem?
Jeszcze nie wiem.
Amanda zawtórowała parsknięciem.
Oczywiście. Przyjechała znikąd, ledwo stoi na nogach i będzie teraz ratować Hanę.
Misty zerknęła na własne ubranie, potem na Mandy.
Nie planowałam.
Ale jednak to robisz.
Bo zmieniłyście zasady.
Jakie zasady? — Natasha pochyliła się nad stołem. — Że mamy być szczere? Że mamy powiedzieć Hanie, że wygląda źle? Że może przestać udawać, że wszystko jest świetnie?
Misty zamilkła. To ostatnie zdanie trafiło dokładnie tam, gdzie nie powinno. Może przestać udawać. Hana sama przecież nie powiedziała ani słowa. Popatrzyła na Nilsinger uważniej.
Nie wiem, czego chcesz — powiedziała cicho. — I nie zamierzam decydować za ciebie. — Jej nadgarstek pozostał w ścisku, ale rozluźniła mięśnie. — Ale wiem jedno. — Przeniosła spojrzenie na Natashę. — Jeżeli trzeba kogoś poniżyć, żeby przekonać go do zmiany sukienki, to problemem nie jest rzeczona sukienka.
Zapadła cisza.
Wow — Amanda pokręciła głową. — To naprawdę brzmi jak coś z poradnika.
Pracuję z ludźmi.
No właśnie. A Hana nie jest twoim przypadkiem.
Wiem. — Tym razem odpowiedź przyszła natychmiast. Misty znów spojrzała na Hanę. — Dlatego nie powiem ci, co masz zrobić. Powiem ci tylko, że możesz zawsze powiedzieć "nie". — Hana nadal trzymała jej nadgarstek. Misty nadal na to pozwalała. — Im. Nate'owi. Komukolwiek. — Głos nadal miała spokojny, ale coś w nim stwardniało. — I nie musisz najpierw udowodnić, że masz wystarczająco dobry powód. "Nie" jest finalne. Jeżeli tego nie rozumieją... to ich problem.

🍵 Hana Nilsinger 🍵
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie chciała robić sceny w Baddies, gdzie znały ją wszystkie pracownice i połowa stałych bywalców.
Naprawdę nie chciała tracić kontroli nad katalogiem eleganckich sukien, a czuła, jak wściekłość drapie ją coraz mocniej w gardło, jak zalewa ją fala gorąca.
Naprawdę nie podejrzewała, że jej obrończynią nagle okaże się Misty Sloane, która — choć sama wydawała się czuć zupełnie nie na miejscu — z kamienną twarzą odpierała kolejne drobne przytyki jej przyjaciółek.
A kim ty w ogóle jesteś, żeby nas pouczać, co?
Właśnie. I kim jesteś, żeby pouczać Hanę? Jej manikiurzystką? — Mina Amandy wskazywała na to, że znowu jest bardzo dumna ze swojego tekstu.
Zajmij się swoimi odrostami, zanim zaczniesz ludziom życie układać. Nie słuchaj, jej Hannie, bo przecież…
Zamknij się.
Przy stoliku zapadła nagła cisza. Wszystkie spojrzenia powoli skierowały się ku Hanie, która przez krótki moment wyglądała na równie zaskoczoną, co reszta.
Co proszę?
Dokładnie to, co usłyszałaś, Tashi. Zamknij. Się.
Natasha zaczęła się nadymać zupełnie jak rozdymka. Rumieniec oblał jej twarz tak błyskawicznie, że wyglądało to niemal tak, jakby ktoś malował ją niewidzialnym pędzlem. Niebieskie oczy niemal wyskoczyły jej z orbit, zanim dramatycznie siorbnęła łyk swojej kawy i odstawiła ją z hukiem na stolik. Powiększone wargi otwierały się i zamykały, ale zupełnie bezdźwięcznie, jakby słowa Hany zadziałały jak zaklęcie odbierające jej mowę.
I może to wszystko razem — przedłużająca się cisza, szok na twarzach przyjaciółek i jeszcze coś specyficznego w spojrzeniu Misty, które zdawało się wwiercać w jej duszę — dało Hanie kopa do tego, by w końcu po tygodniach, miesiącach a może i latach ignorowania własnej frustracji w końcu odrobinę z siebie spuścić.
Mam tego, cholera jasna, dosyć! — Huknęła własnym kubkiem, a resztka truskawkowej matchy rozprysnęła się po katalogach. Część kropelek spadła też na jasne ubrania Mandy i Natashy, które momentalnie zaczęły piszczeć.
Co ty wyprawiasz?![/i
To jest Gucci!
Widzę, Mandy, że to jest Gucci, to cholerne logo zajmuje cały kadr! Jakbyś mogła, to dupę byś sobie tym pewnie obkleiła, żeby tylko pokazać, że cię na to stać! Mam. Tego. Serdecznie. Dosyć!
Każdemu słowu towarzyszyło nie tylko uderzenie wolną ręką w zachlapany blat, ale i wzrok kolejnego bywalca kawiarni, który odwracał się w stronę dramatycznej sceny.
Ciągle tylko wbijacie mi szpileczki pod płaszczykiem troski. Zrezygnuj z bajgli, Hannie, przytyłaś, Hannie, nie do twarzy ci w tym kolorze, Hannie,to jest passé, Hannie, jesteś pieprzoną wieśniaczką, Hannie! — Głęboki wdech, po którym nastąpiła kolejna seria, jak z karabinu. Słowa zdawały się wylewać z miejsca, którego istnienie Hana bardzo długo starała się ignorować. — Widzicie wszystko, każde najdrobniejsze potknięcie czy niedoskonałość, nawet jeśli tak naprawdę to nic złego. Takie jesteście, cholera, spostrzegawcze, a jakoś żadna z was nie zauważyła, kiedy schudłam pięć kilo, bo ze stresu nie byłam w stanie jeść! Żadna z was nie widziała worków pod oczami po nieprzespanych nocach, jedyne co, to komentowałyście dobór moich okularów przeciwsłonecznych do pieprzonej torebki!
Ale Hannie, nie ma po co się tak piek-…
I przestań mówić do mnie Hannie! — ryknęła tak potężnie, że chyba znowu zaskoczyła samą siebie. — Rzygać mi się chce, jak to słyszę!
Zwariowała — rzuciła Natasha, wpatrując się wielkimi oczami to w Hanę, to w Amandę. — Dosypałaś jej coś do matchy? — zapytała, kierując podejrzliwy wzrok na Misty. Zanim ta zdążyła zareagować, Hana znowu uderzyła dłonią w stół. Prawdę mówiąc jej wnętrze zaczynało ją już od tego boleć, ale nie miało to teraz znaczenia.
Skoro uważacie, że jestem takim totalnym bezguściem, a mój ślub to wiocha, taniocha i cholera wie co jeszcze, to proszę bardzo. Czujcie się oficjalnie… odzaproszone!
Co…?
Nie chcę was tam widzieć!
Hanni-… znaczy, Hana, no co ty gadasz? — Natasha bardzo wyraźnie zbladła; momentalnie jej twarz z buraka zmieniła się w niedopieczoną tortillę.
To, co słyszałaś. W dupie mam takie druhny!
Ach tak? — Amanda uniosła brwi i wydęła usta. — Jeśli liczysz na to, że dostaniesz jakiś prezent ode mnie i misiaczka…
TWOJE PREZENTY TEŻ MAM W DUPIE!

🌻 Misty Sloane 🌻
bruh
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baddies”