ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kieran miał wrażenie, że ostatnimi czasy jego życie było prawdziwym rollercoasterem emocjonalnym , dostarczając mu wrażeń, na które wcale nie miał ochoty. Momentami tęsknił za spokojem i rutyną, którą znał do tej pory, a która zdawała się być jedynie odległym wspomnieniem. I chociaż nie każda zmiana, która nastąpił w jego życiu działała na jego niekorzyść, tak mimo wszystko sprawiała, że Burreau czuł się skołowany, nie potrafiąc uporządkować chaosu. Był mu nieznany, dopiero się go uczył i starał się, by stał mu się znacznie bliższy.
Nie pomagała mu w ponownym osiągnięciu kontroli napięta atmosfera w domu, w którym ojciec wydawał się być jeszcze bardziej poddenerwowany, niż do tej pory, czego młody student nie rozumiał. Nie rozmawiali nigdy o problemach - blondyn od dawna uczony był, że sprawy dorosłych takimi pozostawały, a jego mieszanie się w nie było zbędne i niepożądane. Dlatego nie ingerował, skupiając się na własnym rozwoju. Teraz jednak zachowanie starszego mężczyzny odbijało się na wszystkich domownikach, włącznie ze służbą. Kieran podświadomie unikał przebywania u siebie kiedy wiedział, że ojciec również tam był. Instynkt podpowiadał mu, że nie powinien się narażać, usuwając się w cień i spełniając oczekiwania, które miano względem niego.
Spojrzał na menu w kawiarni, do której wstąpił tuż przed umówionym spotkaniem, które było idealnym pretekstem, by z kancelarii nie wracać jeszcze do domu. Potrzebował oddechu, którego nie był w stanie dostać w czterech ścianach. Miał wrażenie, że przestały być tak przytulne i kuszące, jak wydawały mu się kiedyś. Jeszcze kilka miesięcy temu nie przywiązywałbym do tego szczególnej wagi, a prosty wystrój byłby nadal jego codziennością, do której nawykł. Teraz jednak przekonał się, że nawet sypialnia potrafi być miejscem ciepłym i z charakterem. Przestrzenią, do której chciało się wracać pomimo panującego w niej bałaganu.
Taka właśnie była jego.
Westchnął, odbierając zamówienie - dwie kawy plus jakieś słodkości, na które Valentin musiał się skupić. Ot, drobna zapłata za czas, który miał mu poświęcić.
-Mam nadzieję, że nie zamierzasz mnie uczyć jazdy na tym.. Skończyłoby się to sążną katastrofą - powiedział do mężczyzny, kiedy ostatecznie znalazł się obok niego, spoglądając przy okazji na dzieciaki jeżdżące na deskach. - Proszę, liczę, że nie zapomniałem jaka pijasz - podał mu kawę, uśmiechając się do starszego chłopaka.

Valentin Montclair
27 y/o
For good luck!
180 cm
Właściciel kawiarni The Little Nook
Awatar użytkownika
meow meow meow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

— Czekam, aż zaczniesz sikać mi do butów przez to, że poświęcam ci tak mało czasu. — Podrapał kota wtulonego w jego bok za uchem na co dostał odpowiedź w postaci miauknięcia i choć wolał żeby to nie było kocie tak to wcale nie winiłby jej za bunt przeciwko Valentinowi. W końcu praktycznie całe dnie przesiadywał poza domem. Dzisiaj jednak miał wyjątkowo rzadką możliwość do zrobienia absolutnie nic. Nie musiał pojawiać się w pracy, nikt nie czekał na niego z listą rzeczy do zrobienia, a telefon ku zaskoczeniu milczał. Powinien był więc go wyłączyć i odpocząć chociaż ten jeden dzień, zostać w mieszkaniu, ugotować coś dobrego.. może nawet przespać pół dnia. Problem polegał jednak na tym, że Valentin nie radził sobie dobrze z ciszą. Dla niektórych może była czymś najlepszym w życiu, jednak dla niego zbyt często stawała się zbyt głośna.
Dlatego kiedy Kieran odezwał się z popozycją spotkania, zgodził się niemal natychmiast. Nie potrzebował nawet konkretnego powodu. Burreau od dawna zajmował w jego życiu miejsce kogoś znacznie bliższego niż zwykły znajomy czy młodszy kolega. Valentin traktował go trochę jak młodszego brata(czasem z irytacją), ale przede wszystkim z troską. Jeśli Kieran czegoś potrzebował i tylko dawał mu znać, Valentin zwyczajnie się pojawiał. Poza tym obecność blondyna miała w sobie coś, co skutecznie pozwalało starszemu odciągnąć się od myśli w których nie chciał się zatracać. A tych miał w swojej głowie aż zbyt wiele.
Kiedy dostrzegł Kierana przy skateparku, uśmiechnął się pod nosem. Chłopak najwyraźniej zdążył już wrócić z zamówieniem z pobliskiej kawiarni na co Valentin zareagował teatralnym zmarszczeniem nosa. Oczywiście musiał wybrać inną kawiarnię. — Wiesz.. naprawdę zaczynam zastanawiać się czy ta relacja ma jeszcze jakąkolwiek przyszłość. — Odparł z udawanym wyrzutem, spoglądając na podawaną mu kawę a potem na Kierana z miną człowieka, któremu wyrządzano krzywdę. Ostatecznie jednak zabrał kubek, nie wytrzymując zbyt długo z poważną miną po czym upił pierwszy łyk, zerkając na chłopaka. — Tym razem ci wybaczę.. ale tylko dlatego, że kawa się zgadza. — Mruknął, po czym spojrzał w stronę dzieciaków i tak przez chwilę obserwował ich w milczeniu. Dopiero po chwili przeniósł wzrok na Kierana. — Przyznam, że przez moment rozważałem tę opcję. Dla własnej przyjemności. — Parsknął śmiechem po czym szturchnął go lekko ramieniem. — Poza tym wyglądasz jakbyś miał dzisiaj wystarczająco na głowie. Nie potrzebujesz jeszcze złamanej nogi. — Valentin potrafił rozpoznać, kiedy Kieran próbował odbiegać od problemów zwyczajną rozmową. Może dlatego, że Valentin sam przez lata robił dokładnie to samo. — Chodź. Usiądziemy gdzieś z boku. Opowiesz mi co tym razem się stało, ewentualnie porozmawiamy o czym innym, o pogodzie na przykład. — Nigdy nie naciskał chłopaka by ten zwierzał się z problemów, nie chciał być kolejną osobą która wymagała odpowiedzi nim chłopak był gotowy by ich udzielać. — A słodycze przyjmuję jako prośbę o wybaczenie za zdradę mojej kawiarni.


Kieran Burreau
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zwierzanie się z własnych problemów oraz szukanie towarzystwa, prosząc o nie drugą osobę, nie było dla Kierana niczym łatwym. Niemal przez całe życie radził sobie sam, nie przejmując się innymi, starając się znaleźć odpowiednie rozwiązanie nieprzyjemnych sytuacji. Nawet w dzieciństwie nie szukał na siłę przyjaciół, nie prosił się o atencję wychowany w wierze, że to właśnie ludzie odpowiadali za nasze własne porażki. Ojciec młodego prawnika często zaznaczał, że bliskie relacje nie przynosiły niczego dobrego, prędzej doprowadzając do katastrofy. Były jak pasożyty, których trzeba było się pozbyć jeśli tylko nadarzyła się okazja. Kieran przez wiele lat był przekonany, że tak właśnie było; że inni życzą mu zwyczajnie źle - ile to razy dostrzegał ukrytą zazdrość w oczach swoich kolegów, starając się wmówić sobie, że ten błysk był czymś zupełnie innym. Stał się trochę wyobcowany, ukojenia szukając w książkach, z którymi mógł godzinami toczyć intelektualna batalię.
Valentin był w tym wszystkim dziwnym przypadkiem - poznany w nietypowych okolicznościach, chociaż tak zwyczajnych, trwał w życiu Burreau nieprzerwanie, to pojawiając się to znikając, za nic mając ciężki i skomplikowany charakter prawnika. Zupełnie jakby wcale nie przeszkadzała mu chłodna bezpośredniość, liczne analizy poszczególnych słów czy zwyczajne nieobycie emocjonalne Kierana. Vee nie oceniał go przez pryzmat powierzchownej otoczki, dostrzegając coś więcej. Nigdy nie dał mu również odczuć, że zadawał się z nim tylko dlatego, że mógł ugrać coś materialnego, czerpiąc korzyści ze znajomości z kimś bogatym. Może właśnie to sprawiało, że Burreau nie dostrzegał w nim owego pasożyta, o których tak często wspominał ojciec.
-Chcesz ze mnie zrezygnować przez kawę? Zresztę, Valentin, musisz próbować wyrobów konkurencji, żeby upewnić się, że nadal trzymasz poziom. Nie chcesz przecież, by ludzie zaczęli mówić, że gdzie indziej jest lepsza - powiedział do chłopaka, uśmiechając się przy tym. Jego kawiarnia była miejsce, w którym spotkali się po raz pierwszy i coś w Montclaire sprawiło, że stał się interesującym pod względem obserwacji osobnikiem - obiektem idealnym do analiz ludzkich zachowań i emocji. Dodatkiem była kawa, która smakowała nad wyraz dobrze. - Zawsze mi wybaczysz, bo nigdy nie zrobię niczego złego specjalnie - poprawił go. Nie planował ranić ludzi. Było to o tyle łatwiejsze, że nie miał ich wcale tak wielu wokół siebie. Miał wrażenie, że do tego czasu był tylko Ethan, Valentine i Benjamin, który wparował w jego życie niczym taran, wywracając je do góry nogami, zostawiając trwały ślad w głowie Kierana.
-Jeśli chcesz się mnie pozbyć wybierz mniej oczywisty sposób, bo paragrafy z kodeksu cię zjedzą - zaznaczył, po raz kolejny lekko się uśmiechając. Kilka minut ze starszym chłopakiem i w głowie zaczęło układać się bardziej. Gdzieś zniknęły obawy związane z domem oraz niepewności z chaosem o przyciągającym spojrzeniu. Pojawiła się lekkość, której potrzebował. - A to nie jest czasami tak, że ból fizyczny jest znacznie lepszy od psychicznego? - stwierdził, udając się za nim do pobliskiej ławki, na której usiedli. Upił łyk kawy z papierowego kubka, przyglądając się spektakularnemu upadkowi w wykonaniu jakiegoś dziecka, które szalało na deskorolce. To nie wyglądało na bezpieczne. - Skąd przeświadczenie, że w ogóle coś się stało? - spytał, ale wiedział, że Vee dostrzegał rzeczy, których nie chciał pokazywać. Kłamstwo zdawało się nie mieć sensu. - Powiedz mi najpierw co słychać u ciebie? Jak interesy? Sądząc po tym, że nie ma cię w kawiarni podejrzewam, że całkiem dobrze - zerknął na twarz chłopaka skierowaną w jego stronę.

Valentin Montclair
27 y/o
For good luck!
180 cm
Właściciel kawiarni The Little Nook
Awatar użytkownika
meow meow meow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Valentin przez chwilę milczał, obracając kubek kawą między palcami. Kącik ust drgnął mu lekko usłyszawszy słowa Kierana. — Nie przesadzaj. Jeśli chodzi o moją kawę to mam o niej wystarczająco wysoką ocenę, nie potrzebuję dodatkowego potwierdzenia. — Odparł z rozbawienie, spoglądając kątem oka na chłopaka. — A jeśli ktoś kiedyś rzeczywiście będzie robił lepszą w okolicy, będę musiał zamknąć lokal i udawać, że nigdy nie istniał. To będzie tragiczny koniec mojej kariery. — Dodał z teatralnym westchnieniem po czym upił kolejny łyk. — Wiem, że nie robisz tego specjalnie. Dlatego nie mam ci czego wybaczać. To pretekst do zjedzenia większej ilości słodkiego. — Nie mówił tego dla pocieszenie, tylko po prostu stwierdzał fakt, że Kieran był dobrym chłopakiem no i że Valentin kochał słodkie.
Prychnął, słysząc uwagę o paragrafach. — Patrzcie go, jaka aura. Nie masz się czego obawiać, nie potrzebuję problemów i jeszcze prawnika siedzącego mi na karku. — Pokręcił głową, ale po chwili znów spoważniał. — Co do bólu.. może? Nie wiem. Fizyczny zwykle mija, a psychiczny nieźle potrafi namącić człowiekowi w głowie. — Przez chwilę patrzył przed siebie, obserwując skatepark, ale jego myśli skupione były na Kieranie. Nie zamierzał jednak ciągnąć tematu. Skoro chłopak nie chciał jeszcze mówić co takie zaszło, Valentin potrafił to uszanować. — Bo znam cię wystarczająco długo. — Wzruszył ramionami, opierając się wygodniej o ławkę. — Poza tym, normalnie po kilka minutach wygłaszałbyś wykład o tym, dlaczego dzieciaki na deskach nie powinny na nich jeździć, a teraz patrzysz na nie jakbyś zastanawiał się czy nie powinieneś napisać testamentu za tego dzieciaka. — Uśmiechnął się, wskazując skinieniem na jednego z małych dzieciaków bez kasku i ochraniaczy, który kolejny raz wywalił się na tyłek.
Na pytanie o własne interesy, wzruszył ramionami. — Jakoś leci. Nie zawaliło się nic, nikt mnie nie pozwał, a rachunki dalej się płacą. Można uznać, że jest fantastycznie. — Uśmiechnął się lekko, nie rozwodząc nad szczegółami. — Dzisiaj mam wolne, świat się przez to nie skończył kiedy nie było mnie w kawiarni, a żadne z moich pracowników zdaje się za mną nie tęsknić. To odkrycie może zmienić moje życie. — Z udawanym załamaniem, otarł niewidzialną łzę. — Mniejsza o mnie. Skoro ustaliliśmy, że nie będę zmuszał cię do mówienia, to przynajmniej powiedz czy zamierzasz wracać dzisiaj do domu. Bo jeśli nie masz ochoty tam wracać, możesz przenocować u mnie. Serio. Yomi przeżyje twoją obecność, najwyżej obrazi się na dwa dni. — Przez moment milczał po czym szturchnął go delikatnie ramieniem. — Ale jak znowu będziesz kwestionował wybór filmów, to wystawiam się od razu za drzwi. — Uśmiechnął się szerzej, próbując w jakiś sposób rozweselić blondyna.


Kieran Burreau
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Liczył, że rozmowa z Valentinem pozwoli mu na chwilę uciec od problemów. Czy to nie zabawne? Nigdy nie zdarzało mu się przed nimi cofać - niemal zawsze potrafił znaleźć trafne rozwiązanie, na spokojnie analizując sytuacje i kalkulując w głowie, co będzie najmniej destrukcyjne. A jednak teraz, za sprawą znacznych zmian w jego życiu, jak również pewnej utraty kontroli, czuł się zwyczajnie przytłoczony. Na tyle, by uciec przed tym, co mogło czekać go w domu.
-Nie pozwolę ci go zamknąć, Valentin. Jesteś dobry w tym co robisz i mam wrażenie, że nie czułbyś się nigdzie pewniej. Zastanawiałeś się co byś robił, gdyby nie własny lokal? - spojrzał na niego z zainteresowaniem. Nigdy go o to nie pytał. Miał wrażenie, że w ogóle pytał o niewiele rzeczy, teraz chcąc wiedzieć. Po tym, jak w jego bliskim otoczeniu pojawił się osobnik, który potrafił zasypywać go pytaniami, burreau sam zrozumiał, że chciał posiadać wszelkie informacje, nawet te z pozoru niepotrzebne, na temat każdego, kto miał dla niego znaczenie. - Cukrzycy dostaniesz, a ja się do tego przyczynię. Tylko mnie nie pozywaj, bo wtedy nie będę mógł zostać twoim prawnikiem - zaśmiał się cicho widząc, jak starszemu chłopakowi niemal oczy się świeciły, kiedy patrzył na słodkości. Prawnik zakodował w umyśle, by poprosić Inez o upieczenie tego pysznego ciasta, na które skusił się nawet blondyn. Kto wie, może Valentine mógłby je sprzedawać u siebie w kawiarni, przyciągając większą ilość klientów.
Lustrował przez chwilę profil mężczyzny, powtarzając w głowie tak dobrze znane sobie rysy. Widział je już tyle razy, że utrwaliły mu się w głowie podobnie jak na płótnie, które spoczywało w pracowni Kierana. Tej samej, o której nie wiedział praktycznie nikt.
-Zaczyna niepokoić mnie fakt, że nic się przed tobą nie ukryje. Chyba nie jestem aż tak dobry w maskowaniu swoich problemów, jak do tej pory sądziłem. Ewentualnie to ty jesteś za dobry w ich rozpracowywaniu - westchnął. Bywały chwile, w których wolałby, żeby Montclair znał go o połowę tak, jak znał teraz. Być może wtedy skuteczniej usuwałby z twarzy troski, którymi nigdy nie chciał nikogo obarczać wiedząc, że ludzie przytłoczeni problemami innych po prostu się od nich oddalali. - A jak w życiu poza pracą? Tym bardziej prywatnym. Nie mów, że też całkiem dałeś się pochłonąć pracy - uśmiechnął się po raz kolejny. Kieran był pracoholikiem i perfekcjonistą, który musiał spełnić odpowiednie oczekiwania swojej rodziny. Valentin natomiast mógł żyć na własnych zasadach, z czego powinien korzystać.
Zamyślił się na chwilę. Czy zamierzał wracać do domu? Zdał sobie sprawę z pojawienia się niepewnej myśli, która nieśmiało mówiła, że nie. Nie chciał, bo starcie z ojcem sprawiało, że tracił resztki pewności siebie.
-Chcesz oddać mi swoją kanapę? Hojnie. Na tyle, że może się okazać, że skorzystam. Mój ojciec ma ostatnio cięższy okres - wyznał w końcu. Nadal nie było to łatwe, ale gdzieś w środku coś napierało na niego wystarczająco, by zaczął mówić. potrzebował zrzucić z siebie ten ciężar, jeśli miał ponownie skupić się na rzeczach ważniejszych. - Jeśli tylko darujesz sobie filmy o robotach zamieniających się w samochody czy o oponach atakujących ludzi, to postanowię milczeć. nie mogę jednak pozwolić, żeby moja inteligencja spadła do poziomu tych produkcji. Sam musisz przyznać, że nie są wysokich lotów - odpowiedział, lekko unosząc brew.

Valentin Montclair
27 y/o
For good luck!
180 cm
Właściciel kawiarni The Little Nook
Awatar użytkownika
meow meow meow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Valentin przez chwilę przyglądał się Kieranowi z wyraźnym rozbawieniem, obracając w dłoniach papierowy kubek, jakby właśnie rozważał czy powinien potraktować jego słowa jako komplement, czy raczej ostrzeżenie przed potencjalnym bankructwem. Osatecznie, parsknął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Czy ty właśnie próbujesz mnie przekonać, że jestem niezastąpiony? Uważaj bo uwierzę, a wtedy ty bedziesz zmuszony znosić moje ego większe niż ten skatepark. — Szturchnął go lekko po czym na zadane poytanie, spoważniał. Odpowiedź była znacznie prostsza niż by tego chciał i w pewnym stopniu go to przerażało. Uśmiechnął się jednak bo nigdy nie chwalił się Kieranowi co działo się w jego życiu zanim się poznali. — Pewnie robiłbym coś równie głupiego, tylko w innym miejscu. Może otworzyłbym księgarnię, albo kupiłbym jakąś starą kamienicę i urządził w niej mieszkania. — Wzruszył ramionami. Prawda była taka, że pewnie byłby bezdomny i leżałby gdzieś zapijaczony gdyby w odpowiednim momencie nie wziął się w garść. Na wzmiankę o cukrzycy Valentin spojrzał na blondyna z miną człowieka śmiertelnie urażonego samą sugestią, że jego zamiłowanie do słodyczy mogłoby kiedykolwiek obrócić się przeciwko niemu. Następnie bez najmniejszego skrępowania sięgnął po jedno z ciastek, które Kieran przyniósł z kawiarni i ugryzł je z wyraźną przyjemnością. — Uważam, że warto zaryzykować. A ty musisz mi wybaczyć. — Mrugnął do niego, a kiedy Kieran przyznał, że coraz bardziej niepokoi go umiejętność Valentina w odczywtywaniu jego nastrojów uśmiech nie zniknął z jego twarzy, a wręcz się powiększył. Znał blondyna na tyle dobrze, by wiedzieć że pod jego sposobem bycia, kryło się więcej niż ten chciałby pokazać. Nie zamierzał mu jednak tego przesadnie wypominać. Chłopak nie potrzebował kolejnej osoby, która by go oceniała i analizowała. — Zdążyłem cię już poznać przez te kilka lat. — Ponownie szturchnął go lekko ramienie, uśmiechając się. — Nie dałem się pochłonąć pracy aż tak, ale nie będę ściemniać spędzam tam sporo czasu. Ktoś musi zarabiać na Yomi i jej zachcianki. — Zaśmiał się, kręcąc głową. Jego maine coon zdecydowanie pewnego dnia puści go z torbami.
Kiedy Kieran w końcu przyznał, że cięższy okres jego ojca odbijał się na całym domu, Valentin przestał się uśmiechać. Znał rodzinne realia Kierana na tyle by rozumieć, że określenie cięższy okres mogło oznaczać znacznie więcej niż sugerowały te dwa niewinne słowa. Nie zamierzał jednak dopytywać o szczegóły. Nie teraz, kiedy Kieran dopiero zdobywał się na to, by przyznać, że nie chciał wracać do własnego domu. — Moje łóżko jest do twojej dyspozycji i nawet nie próbuj się dochodzić. Kanapa jest cholernie niewygodna, a ja nie zamierzam odpowiadać za twoje problemy z kręgosłupem. Yomi i tak zajmie połowę materaca, więc i tak będziesz miał przekichane. A jeśli chodzi o twojego ojca.. — Zatrzymał się na chwilę. —Nie musisz mi niczego teraz wyjaśniać, nie będę cię wypytywał ani próbował naprawiać twojego życia na siłę. Możemy po prostu posiedzieć i pozamulać. Czasami nie ma nic lepszego. A jeśli potrzebujesz się czasami przekimać poza domem, drzwi są otwarte. — Wzruszył ramionami, uśmiechając się. Wiedział, że dla Kierana sama propozycja noclegu mogła znaczyć więcej, niż blondyn byłby gotów przyznać. — Przepraszam bardzo, ale nie będę tolerował takiego braku szacunku do moich filmów. Nie każdy jest w stanie docenić głębi przekazu że samochód może być jednocześnie samochodem oraz wielkim robotem. A opony arakujące ludzi? Nie mów mi że nie była to najbardziej interesująca rzecz jaką kiedykolwiek widziałeś. Poza tym, jeśli mam spędzić z tobą wieczór, musze mieć pewność że przynajmniej raz przewrócisz oczami i zaczniesz tłumaczyc dlaczego fabuła nie ma sensu. To już nasza tradycja, chłopcze. — Valentin dopił kawę po czym podniósł się, spoglądając na Kierana z lekko przekrzywioną głową i wyciągnął w jego stronę dłoń. — Chodź, zanim zacznę tutaj marznąć i oskarżę cię o próbę zamordowania mnie za pomocą niskiej temperatury. Po drodze możemy kupić coś do jedzenia, bo z tego co pamiętam, nie jesteś szczególnie dobry w przypominaniu sobie o regularnych posiłkach kiedy masz czym zaprzątać głowę. — Spojrzał na niego uważnie. — Wiem, że nie mówię tego często, ale mam nadzieje że wiesz, że możesz przyjść do mnie ze wszystkim. Nawet jeśli potrzebujesz tylko pomarudzić przez cały wieczór na moje filmy i udawał, że wcale się nie cieszysz kiedy je włączam. A teraz rusz tyłek. Obiecałem sobie dzień wolny i nie zamierzam go spędzić na odmarzaniu sobie tyłka na zimnej ławce.. no chyba że planujesz postawić mi kolejną kawę i ciastko, wtedy mogę to wszystko przemyśleć.

Kieran Burreau
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Beztroska w głowie Velentina sprawiała, że Kieran rozluźniał się z każdą kolejną chwilą pozwalając, by nieprzyjemne myśli zwolna opuszczały jego głowę, zastąpione znacznie przyjemniejszymi rozmyśleniami. Do tej pory często w sytuacjach stresowych pomagało mu recytowanie na głos Kodeksu Karnego i powtarzanie poszczególnych paragrafów, jednak przekonał się, zwłaszcza w ostatnim czasie, że rozmowa z drugim człowiekiem, jak również obecność osoby, która miała na niego pozytywny wpływ, były równie skuteczne. Czyżby aż tak bardzo się zmienił przez ostatnich kilkanaście tygodni?
-Właśnie tego ode mnie teraz oczekujesz? Że przypieczętuje to, co wcześniej powiedziałem? Tak, Valentin, jesteś niezastąpiony i potwierdzą to zapewne również twoim współpracownicy. Nie zwolniłeś nikogo w ostatnim czasie, prawda? - uśmiechnął się do niego. Nie zawsze potrafił jawnie odczytać o czym myślał lub co czuł mężczyzna, ale uczył się tej umiejętności za każdym razem, kiedy ze sobą rozmawiali uważając, że idzie mu coraz lepiej. Podobnie rzecz miała się z Benjaminem, chociaż on był chyba jeszcze bardziej skomplikowany, niż Montclair. - Jakoś sobie z nim poradzę. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żebym przestał chcieć cię znosić - dodał, spoglądając na niego jasnymi tęczówkami. Był jedną z naprawdę nielicznych osób, które do siebie dopuścił. Zniósł jego początkowe dziwactwa i te zdawały się nie przeszkadzać mu nawet teraz, ze co Burreau go pod pewnym względem podziwiał. Za wytrwałość i ostatecznie możliwość, że młody prawnik mógł na niego liczyć. Wszak nie często prosił o pomoc, samemu starając się rozwiązać problemy. Za to Valentin potrafił wcelować się w czas, kiedy blondynowi była ona potrzebna. Czy i jemu kiedyś uda się posiąść taką umiejętność społeczną?
-Równie głupiego? Daj spokój, prowadzenie kawiarni nie jest ani trochę głupie. w tych czasach ciężko jest utrzymać mały biznes, a tobie udaje się to idealnie. Nie umniejszaj sobie, Valentin - powiedział poważnie. I chociaż Kieran nie zastanawiał się nad szczęściem i przyszłością przypadkowych osób, ani tych, które ledwie znał, tak jeśli chodziło o bliskich, życzył im wszystkiego co najlepsze, zawsze skory pomóc. Nawet, jeśli tylko finansowo. - Księgarnię zawsze możesz wcisnąć w kawiarnię. Dwa biznesy w jednym, pomyśl o tym - rzucił. Wszak nie byłoby to taką złą opcją, prawda? Wymagałoby z pewnością więcej pracy, ale i tu Burreau mógł pomóc - znał osoby, które z chęcią przyjęłyby etat, ewentualnie jego pewną część.
Odchylił się na ławce, przyglądając dzieciakom, które szybowały na deskach, co rusz się wywalając.
-Jak ty ze mną wytrzymałeś? Jesteś niemal tak uparty jak oni, wiesz? - pokręcił lekko głową, śmiejąc się, gdy ten po raz kolejny go szturchnął. Nie znali się całego życia, nie wiedzieli o sobie wszystkiego. Ba, Kieran nie miał niemal żadnych informacji o przeszłości Montclaira, ale nie sądził, by było w tym coś złego. Rozpamiętywanie przeszłości było czynnikiem zbędnym, którego sam starał się unikać nie chcąc niepotrzebnie zaprzątać sobie umysłu. I nawet, jeśli ciekawiło go co kryło się za minionymi latami Valentina, tak nie dopytywał. Zdążył się nauczyć, że takie metody sprawdzały się jedynie w pracy z klientami oraz na sali sądowej, jednak w normalnym życiu niekoniecznie.
-Przecież wiesz, że nie przywykłem do spania obok kogoś. Zresztą wiercę się w nocy i tylko bym cię obudził. Koszmary nadal nie dają mi spokoju, więc zastanów się poważnie co mi proponujesz- westchnął. Ostatnią osobą, obok której leżał był benjamin i Kieran musiał przyznać, że to było wyjątkowo miłe. Nawet, jeśli w pierwszej chwili cholernie go speszyło. Lunatykowanie w czyimś domu było wyjątkowo niekorzystne.
Wysłuchał w milczeniu jego słów i nie umknęło jego uwadze jak dojrzały emocjonalnie był Valentin. Gdzie nauczył się tak rozpracowywać ludzi? Gdzie wyczytał, co powinien mówić w jakiej chwili, bo słowami trafiał wprost idealnie, niczym najznakomitszy strzelec. Kieran trochę mu tego zazdrościł - może wtedy on sam potrafiłby lepiej ludzi zrozumieć i odgadnąć, co kryło się za ich emocjami.
-Tradycja? Czyli już zdążyłeś się przyzwyczaić? Będę musiał zmienić taktykę - parsknął, po namyśle chwytając dłoń przyjaciela, który pomógł mu podnieść się z ławki. Otrzepał spodnie, chociaż wcale nie były brudne. Ot, przyzwyczajenie.
-Dziękuję, Valentin. Naprawdę to wszystko doceniam. Mam nadzieję, że to jedynie przejściowy okres, bo nawet mama się denerwuje. A ja nie wiem o co chodzi, bo tym razem nawet służba niczego nie wie. W ogóle Inez pytała, czemu nas nie odwiedzasz, bo niemal zapomniała co jest twoim ulubionym daniem. tata wyjeżdża w przyszłym tygodniu na delegację, więc może wtedy wpadniesz? - spytał. Nie miewał zbyt często gości. W ostatnim czasie odwiedziła go aż jedna osoba i to głównie dlatego, że Benjamin się upił i potrzebował by ktoś odstawił go do domu.
Udał się razem z chłopakiem w stronę jego domu, w którym znaleźli się niespełna czterdzieści minut później.
-Jesteś pewien, że twój kot nie będzie zazdrosny? - zaśmiał się i kucnął, żeby podrapać zwierzaka za uchem. Łaskawie do niego podszedł, więc Burreau wykorzystał okazję, by nacieszyć się miękkością futra. Szkoda, że jemu nie wolno było mieć w posiadłości zwierząt, z pewnością miałby zarówno kota jak i psa.

Valentin Montclair
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ashbridge Bay Skatepark”