Eric odnosił wrażenie, że czas przelatywał mu przez palce, szczególnie w tym roku, ponieważ wkrótce miał kończyć studia i czekał na informację związaną ze stażem. Bardzo mu zależało na tym stażu, ponieważ chciał już zacząć zarabiać i zdobywać doświadczenie, zwłaszcza że część jego znajomych już pracowała, a pozostali w najbliższych dniach mieli wejść na rynek pracy. Poza tym, nie mógł już słuchać gadania ojca, który tylko czekał, aż jego syn zacznie poważniej traktować życie, bo przecież do tej pory tylko się bawił. Pływanie? Zabawa. Znajomi? Zabawa. Siedzenie przy kompie? Z A B A W A. Nieważne, czy akurat robił projekt, czy oglądał gościa tłumaczącego coś z programowania, pan Stones był pewien, że to głupoty i marnotrawstwo czasu. Jedyne, czego nie komentował, to kiedy widział syna nad książkami - wtedy wszystko było FANTASTYCZNIE.
Kwiecień w Toronto był czasem, kiedy dochodziło do roztopów, a czasami zdarzały się powroty opadów śniegu, przelotnych deszczów, a także opadów deszczu ze śniegiem, dlatego kurtka była obowiązkową częścią garderoby. Dopiero maj był idealną porą na spacery oraz zwiedzanie miasta, aczkolwiek zapewne istniały osoby, którym nie przeszkadzała taka kwietniowa aura. Eric chociażby zdołał się już do niej przyzwyczaić, skoro mieszkał tu od około 15 lat.
15 lat dla jednych dużo, dla innych niewiele, natomiast Eric dochodził do wniosku, że więcej niż połowę życia przeżył właśnie w Kanadzie. Czasami brakowało mu rodzinnych stron, aczkolwiek, mimo iż Koreę odwiedził tylko kilka razy, jakoś lepiej się tam odnajdował niż na Litwie.
Poznanie Yeon było czymś interesującym. Od początku zwróciła jego uwagę, dlatego chętnie pomagał jej w nauce angielskiego, doskonale pamiętając, kto stał za tym, że potrafił tak płynnie porozumiewać się z innymi właśnie w tym języku - zawdzięczał to w głównej mierze przyjaciółce Shereen Winfield. Najlepszej przyjaciółce.
Yeon była idolką i Eric jej kibicował - kupił nawet albumy, a nawet coś z merchu - ale to nie był łatwy związek. Po pierwsze, był na odległość. Jasne, dzwonili do siebie, ale czasami… brakowało mu jej obok. Szczególnie, kiedy widział inne pary, spacerujące po parku, trzymające się za ręce lub spożywające posiłek w restauracji, gdzie jedno karmiło drugie i wycierało buzię serwetką. Rozmowa potrafiła go uspokoić, ale nie zastępowała fizyczności. Oprócz tego, skąd miał wiedzieć, czy ktoś jej nie podrywał? A! I warto także wspomnieć o różnych strefach czasowych - Toronto a Seul dzieliło 13 godzin, tzn. że kiedy w Toronto była 15, to w Seulu była 4:00 nad ranem następnego dnia.
2) Fani oraz inni idole, bo, jak wiadomo, visual niektórych mógł przypaść do gustu Yeon. Niektórzy fani uważali, że są drugą połową artystki, a fanmeetingi traktowali jako idealną okazję do spotkania i wyznania swoich uczuć - choć niektórzy STANOWCZO przesadzali.
Eric widział filmiki na Twitterze, jak fani potrafili się dosłownie rzucać na idoli, gdy ci manewrowali po lotnisku, co powodowało, że automatycznie łapał się za głowę. Totalnie nie pojmował, jak ludzie mogli nie szanować czyjejś przestrzeni osobistej. Jasne, Stones także miał swoich ulubionych wykonawców, takich jak Linkin Park, Skillet, David Guetta, Shakira, czy Twice i oczywiście, wiele by dał by otrzymać autograf lub wspólne zdjęcie, lecz nie wyobrażał sobie nagłego - dosłownie - rzucania się, bo takim zachowaniem raczej głównie by zirytował. Ostatnio też widział filmik, jak jeden z idoli uciekał przed fanem - który, notabene, nagrywał swój bieg - do wytwórni, a osoba biegnąca zaliczyła glebę.
Pewnie bolało. Nie dość, że ktoś przed nią uciekał, to w dodatku spotkanie z ziemią.
Ogólnie Eric poza wspieraniem poprzez zakup albumów lub merchu, wspierał Bambi także poprzez uczestniczenie (kiedy mógł) w jej transmisjach na żywo - nabijał jej tym oglądalność - i uśmiechał się do telefonu. Czasami nawet wysyłał pytania, typu czy wszystko w porządku albo wysyłał emotki - jak na
fana numer jeden przystało. Dobrze, że był zwykłym studentem informatyki z całkowicie innego państwa, to przynajmniej nie było podstaw, by ich ze sobą łączyć. Poza tym, Eric może i bywał lekkomyślny ale rozumiał powagę sytuacji i niejednokrotnie czytał o związkach idoli, które przez ssaesangi potrafiły się zakończyć. Dlatego gdy mieli się spotkać, dbał o zachowanie dyskrecji i unikał sytuacji, w których ktoś mógłby ich ze sobą skojarzyć. Zdawał sobie sprawę, że nawet do głupich zdjęć fani potrafili się przyczepić, bo wyłapywali jakieś szczegóły i łączyli kropki - bo zdjęcie w takich samych czapeczkach albo w tym samym miejscu było dla nich OCZYWISTYM dowodem, że coś mogło być na poważnie. Bawili go fani w roli Sherlocka Holmesa lub Inspektora Gadżeta.
Ale szczerze? Czasami świadomość, że on był tu, a ona tam, dawała o sobie znać. Żałował, że nie mógł tak po prostu wsiąść do samolotu i latać z nią - musiałby być chyba ochroniarzem, menedżerem lub kimś ze staffu. Szczerze? Przez krótką chwilę myślał, czy by nie zostać street dancerem, bo kiedyś widział całkiem spoko występ, ale ostatecznie jedynymi miejscami, gdzie inni mogli podziwiać jego dzikie ruchy, były kluby oraz imprezy typu domówki bądź urodziny z muzyką. Śpiewać śpiewał - podobno całkiem nieźle - ale skoro pływanie nie uzyskało aprobaty ojca Erica, to co dopiero mówić o śpiewaniu.
Miał ogarniać biznes. Poważny biznes i kropka.
No ale zamiast poważnego byznesu, będzie zabawa z kodami i pomaganie, gdy wystąpią problemy z komputerami. Już nie mógł się doczekać, aż zapyta kogoś:
a włączyłeś i wyłączyłeś?
Dostał się na staż, a kilka dni potem dowiedział się, że Bambi przylatuje do Toronto, tak więc jego radość była całkiem spora. Oczywiście, na początku głównie obserwował pracę innych, wdrażał się w firmowy system lub wykonywał jakieś banalne czynności typu przyniesienie kawy dla seniora albo przygotowanie zestawienia na podstawie otrzymanych danych. Domyślał się, że musiało minąć trochę czasu, nim zaczął go brać bardziej poważnie, ponieważ w pierwszych dniach był tylko płotką w oceanie pełnym rekinów.
Dostrzegając Yeon, uniósł kąciki ust, a następnie wziął ją w objęcia, unosząc nad ziemię i kręcąc dookoła, a oczy zaczęły błyszczeć, jakby właśnie zobaczył coś niesamowicie cennego. Pachniała jego ulubionymi perfumami. Po odstawieniu, wręczył jej bukiet kwiatów z ogródka swojej mamy.
- Tak? O, to koniecznie musisz mi pokazać. Sezon kwitnącej wiśni jest jednym z piękniejszych w Korei. - stwierdził, z uwagą słuchając swojej dziewczyny i mając wrażenie, że od ostatniego spotkania zrobiła się jakby nieco mniejsza?
A może tylko tak mi się wydaje? Kiedy Yeon obdarzyła Erica powitalnym pocałunkiem, tego jakby nieco zamurowało, choć przecież niejednokrotnie ich usta się ze sobą spotykały… Zaraz jednak umieścił dłonie na talii dziewczyny i najpierw dał jej buziaka w czoło, potem policzek - najpierw jeden, potem drugi, a potem zakończył swą podróż na miękkich ustach Han, którą potem jeszcze mocno przytulił.
- Ja za Tobą też, wiesz? Wiesz, totalnie się nie dziwię, w końcu nie leciałaś godzinę czy dwie. Poza tym masz za sobą trasę. Widziałem filmiki. Ludzie dobrze się bawili i czekają na więcej. - powiedział, będąc naprawdę dumnym ze swojej dziewczyny - bo jednak sama doskonale wiedziała, ile wysiłku ją to wszystko kosztowało - od prób choreografii, nagrywek po występy.
- Chodź. - machnął ręką i po tych słowach skierował swoje kroki do stojącego nieopodal samochodu. Otworzył Yeon drzwi, a potem sam usiadł za kierownicą. Nie mógł przecież być obojętnym na prośbę swojej dziewczyny, szczególnie kiedy posyłała mu tak słodkie spojrzenie.
- Nim tam pojedziemy, chcesz wstąpić do Maka albo na stację? - spytał, będąc bardzo ciekawym, co miała mu do opowiedzenia.
- A! Otwórz schowek. Powinny być tam dwa pudełeczka. - poinformował, przypominając sobie, że przecież miał dla Yeon powitalny upominek.
bambisia