ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

III.
Hours like minutes
Awakened madness


Kwiecień, 2023, Toronto

Wieczory bywały trudniejsze, odkąd wróciła do Toronto po kilku miesiącach nieobecności. Cieszyła się na ten moment, bo tęskniła za miastem, w którym zamieszkała po przeprowadzce z Seulu — choć za swoim krajem tęskniła najmocniej. Toronto nie przypominało Korei. Pod względem krajobrazu, kultury, języka. Wszystko było inne w Kanadzie, obce i przez pierwsze miesiące niemal nieosiągalne dla kogoś wychowanego w innym świecie. Tęskniła za krajobrazem, który znała od zawsze. Za gęsto zabudowanymi ulicami Seulu, światłami odbijającymi się w szybach wieżowców, ciasnymi zaułkami pełnymi małych restauracji i kawiarni, za górami majaczącymi na obrzeżach miasta. Za zapachem deszczu na rozgrzanym chodniku, za wilgotnym, ciężkim powietrzem lata i ostrym chłodem zimowych poranków. Za zapowiedziami w metrze. Brakowało jej również rzeczy, o których wcześniej nie myślała, że można za nimi tęsknić. Smaku jedzenia, który znała od dzieciństwa. Znajomych znaków na ulicach, których nie musiała tłumaczyć sobie w głowie. Języka, w którym żart był naturalny, a cisza między słowami nie wymagała zastanowienia. Ludzi, którzy rozumieli te same gesty, grzeczności i przemilczenia. Tęskniła za światem, który nie wymagał od niej, żeby codziennie uczyła się go od nowa. W Korei mogła po prostu być. Dlatego, gdy wyjeżdżała z Seulu po trasie koncertowej, gorzko płakała. Nie chciała żegnać się z rodziną, za budownictwem. Wzywało ją Toronto. Język angielski, który wciąż szlifowała i musiała się go uczyć. Agencja. Obowiązki. Praca. Wyjeżdżała z Korei z gardłem zaciśniętym od płaczu i żołądkiem splątanym w ciasny supeł.
Lotnisko w Toronto wydawało się szare i ponure. W Korei właśnie kończył się sezon beotkkot, kwitnących wiśni, które przez kilka tygodni rozjaśniały ulice delikatnym różem oraz bielą. Wyjeżdżała wraz z opadnięciem pierwszych kwiatów. Dla niej był to symbol powrotu do rzeczywistości, tęsknoty za domem. Tutaj, w Toronto przywitały ją szare chodniki i posadzone wzdłuż dróg liściaste drzewa, które nie miały w sobie zbyt wiele uroku. Były ładne, ale to nie to samo. Tęskniła, może nie do końca za miastem, co za ludźmi, których tutaj zostawiła.
Za chłopakiem, z którym od pewnego czasu się umawiała.
Nie wspominała nikomu o związku z Erikiem (wiedział o nim tylko Lian, który trzymał język za zębami) — nie chciała dodatkowych plotek, skandali. Gadania. Nie chciała burzyć mu życia ani wciągać go do tego świata, w którym prawdopodobnie nie potrafiłby się odnaleźć. Czuła się zmęczona tym ukrywaniem związku. Musieli spotykać się w miejscach, w których nie było zbyt wielu osób. Sama nie do końca wiedziała, po co wchodziła w tak poważną relację. Zdawała sobie sprawę z tego, że ich związek był relacją opartą na odległości. Harmonogram Yeon nie pozwalał jej na normalność, a jednak oczarowana wizją zdrowej relacji postanowiła się w nią zagłębić. Szkoda, że każdy jej wyjazd kończył się rozłąką, ale nie planowała rezygnować z bycia kimś dla relacji, która w każdej chwili mogła runąć. Korzystała z czasu, który dostawali.
O godzinie przylotu do Toronto uprzedziła wcześniej Erica. Pomyślała, że powinien o tym wiedzieć.
Zabawne, że Eric, który miał jej pomóc tylko z angielskim, został na dłuższą chwilę. I w przeciwieństwie do angielskiego, nie doprowadzał jej do załamania psychicznego. Wielokrotnie odsuwała materiały szkoleniowe i opierała czoło o stół, powtarzając zawzięcie, że i tak się nie nauczy. Stones potrafił posługiwać się jej ojczystym językiem, co znacznie ułatwiało naukę. Gdyby mieli rozmawiać tylko po angielsku, prawdopodobnie nie potrafiliby się dogadać — Yeon nauka języków przychodziła z ogromnym problemem. Mieszkała w Kanadzie od kilku lat, ale angielski był zbyt skomplikowany. Po przylocie do Toronto najpierw pojechała do wynajętego domu, w którym mogła zostawić rzeczy, wykąpać się, przebrać i przespać kilka godzin. Planowała spotkać się z Erikiem następnego dnia, po jego pracy.

Późnym popołudniem, gdy słońce wciąż połyskiwało na niebie, choć było już niżej, niemalże nad linią horyzontu udało jej się spotkać z Erikiem. Przywitała go z wylewną radością, którą odczuwała za każdym razem, gdy go widziała. Słońce przenikało przez blond włosy Yeon, wydobywając z nich rudawe tony — w promieniach wyglądały jak płynne złoto. Opadały ciężko na plecy i ramiona niewielkiej dziewczyny zaciskającej palce na ubraniach Erica. Mogłoby się wydawać, że Yeon z każdym powrotem ginęła w oczach, jakby za każdym razem brakowało jej kilku centymetrów. Tym razem zatrzymała się na wadze poniżej pięćdziesięciu kilogramów i nie planowała więcej zrzucać. Uznała, że w końcu udało jej się osiągnąć satysfakcjonującą wagę. Poza tym uczęszczała na terapię i, choć niewiele się zmieniło, wciąż pozostawała tą samą dziewczyną. Samą swoją obecnością, a także delikatnym zapachem kwiecistych perfum, potrafiła wnosić do pomieszczenia ciepło i miłość do ludzi, którymi zdawała się wypełniać całą przestrzeń.
— W końcu wróciłam, widzisz?! Udało nam się zakończyć trasę, zostanę na kilka tygodni. Wiesz, że Korea jest już obsypana kwiatami? Szkoda, że sezon już dobiega końca. Porobiłam sporo zdjęć, mogę ci później pokazać — powiedziała energicznie, odsuwając się od niego na krótką chwilę. Krótką, bo w następnej, zbyt rozemocjonowana, pozwoliła przejąć radości kontrolę nad swoim zachowaniem. Wspinając się na palce, złożyła czuły, delikatny pocałunek na ustach Erica. Wolała się z nim witać, niż żegnać. Ten pożegnalny był z reguły dłuższy, niosący za sobą ciężar rozstania. Ten powitalny dużo lżejszy, przepełniony pozytywnymi uczuciami, które chciała przekazać Ericowi.
— Strasznie się za tobą stęskniłam. Tak jak napisałam ci wczoraj ostatnią wiadomość chyba około siódmej wieczorem, tak później po prostu poszłam spać. Mam ci mnóstwo rzeczy do opowiedzenia. Cholera, nawet nie wiem, od czego zacząć… — przesunęła nieco zmieszana palcami po włosach, rumieniąc się delikatnie. Odniosła wrażenie, że od momentu zobaczenia Erica, nagle wszystkie ważne rzeczy wypadły jej z głowy. A przecież chciała mu powiedzieć jak najwięcej! Jak zwykle, zresztą.
— Pojedziemy nad klify nad Ontario? — zapytała, zerkając na niego prosząco. To było jej ulubione miejsce i naprawdę chciała spędzić tam trochę czasu z Erikiem.

Eric Stones
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Eric odnosił wrażenie, że czas przelatywał mu przez palce, szczególnie w tym roku, ponieważ wkrótce miał kończyć studia i czekał na informację związaną ze stażem. Bardzo mu zależało na tym stażu, ponieważ chciał już zacząć zarabiać i zdobywać doświadczenie, zwłaszcza że część jego znajomych już pracowała, a pozostali w najbliższych dniach mieli wejść na rynek pracy. Poza tym, nie mógł już słuchać gadania ojca, który tylko czekał, aż jego syn zacznie poważniej traktować życie, bo przecież do tej pory tylko się bawił. Pływanie? Zabawa. Znajomi? Zabawa. Siedzenie przy kompie? Z A B A W A. Nieważne, czy akurat robił projekt, czy oglądał gościa tłumaczącego coś z programowania, pan Stones był pewien, że to głupoty i marnotrawstwo czasu. Jedyne, czego nie komentował, to kiedy widział syna nad książkami - wtedy wszystko było FANTASTYCZNIE.
Kwiecień w Toronto był czasem, kiedy dochodziło do roztopów, a czasami zdarzały się powroty opadów śniegu, przelotnych deszczów, a także opadów deszczu ze śniegiem, dlatego kurtka była obowiązkową częścią garderoby. Dopiero maj był idealną porą na spacery oraz zwiedzanie miasta, aczkolwiek zapewne istniały osoby, którym nie przeszkadzała taka kwietniowa aura. Eric chociażby zdołał się już do niej przyzwyczaić, skoro mieszkał tu od około 15 lat. 15 lat dla jednych dużo, dla innych niewiele, natomiast Eric dochodził do wniosku, że więcej niż połowę życia przeżył właśnie w Kanadzie. Czasami brakowało mu rodzinnych stron, aczkolwiek, mimo iż Koreę odwiedził tylko kilka razy, jakoś lepiej się tam odnajdował niż na Litwie.
Poznanie Yeon było czymś interesującym. Od początku zwróciła jego uwagę, dlatego chętnie pomagał jej w nauce angielskiego, doskonale pamiętając, kto stał za tym, że potrafił tak płynnie porozumiewać się z innymi właśnie w tym języku - zawdzięczał to w głównej mierze przyjaciółce Shereen Winfield. Najlepszej przyjaciółce.
Yeon była idolką i Eric jej kibicował - kupił nawet albumy, a nawet coś z merchu - ale to nie był łatwy związek. Po pierwsze, był na odległość. Jasne, dzwonili do siebie, ale czasami… brakowało mu jej obok. Szczególnie, kiedy widział inne pary, spacerujące po parku, trzymające się za ręce lub spożywające posiłek w restauracji, gdzie jedno karmiło drugie i wycierało buzię serwetką. Rozmowa potrafiła go uspokoić, ale nie zastępowała fizyczności. Oprócz tego, skąd miał wiedzieć, czy ktoś jej nie podrywał? A! I warto także wspomnieć o różnych strefach czasowych - Toronto a Seul dzieliło 13 godzin, tzn. że kiedy w Toronto była 15, to w Seulu była 4:00 nad ranem następnego dnia.
2) Fani oraz inni idole, bo, jak wiadomo, visual niektórych mógł przypaść do gustu Yeon. Niektórzy fani uważali, że są drugą połową artystki, a fanmeetingi traktowali jako idealną okazję do spotkania i wyznania swoich uczuć - choć niektórzy STANOWCZO przesadzali.
Eric widział filmiki na Twitterze, jak fani potrafili się dosłownie rzucać na idoli, gdy ci manewrowali po lotnisku, co powodowało, że automatycznie łapał się za głowę. Totalnie nie pojmował, jak ludzie mogli nie szanować czyjejś przestrzeni osobistej. Jasne, Stones także miał swoich ulubionych wykonawców, takich jak Linkin Park, Skillet, David Guetta, Shakira, czy Twice i oczywiście, wiele by dał by otrzymać autograf lub wspólne zdjęcie, lecz nie wyobrażał sobie nagłego - dosłownie - rzucania się, bo takim zachowaniem raczej głównie by zirytował. Ostatnio też widział filmik, jak jeden z idoli uciekał przed fanem - który, notabene, nagrywał swój bieg - do wytwórni, a osoba biegnąca zaliczyła glebę. Pewnie bolało. Nie dość, że ktoś przed nią uciekał, to w dodatku spotkanie z ziemią.
Ogólnie Eric poza wspieraniem poprzez zakup albumów lub merchu, wspierał Bambi także poprzez uczestniczenie (kiedy mógł) w jej transmisjach na żywo - nabijał jej tym oglądalność - i uśmiechał się do telefonu. Czasami nawet wysyłał pytania, typu czy wszystko w porządku albo wysyłał emotki - jak na fana numer jeden przystało. Dobrze, że był zwykłym studentem informatyki z całkowicie innego państwa, to przynajmniej nie było podstaw, by ich ze sobą łączyć. Poza tym, Eric może i bywał lekkomyślny ale rozumiał powagę sytuacji i niejednokrotnie czytał o związkach idoli, które przez ssaesangi potrafiły się zakończyć. Dlatego gdy mieli się spotkać, dbał o zachowanie dyskrecji i unikał sytuacji, w których ktoś mógłby ich ze sobą skojarzyć. Zdawał sobie sprawę, że nawet do głupich zdjęć fani potrafili się przyczepić, bo wyłapywali jakieś szczegóły i łączyli kropki - bo zdjęcie w takich samych czapeczkach albo w tym samym miejscu było dla nich OCZYWISTYM dowodem, że coś mogło być na poważnie. Bawili go fani w roli Sherlocka Holmesa lub Inspektora Gadżeta.
Ale szczerze? Czasami świadomość, że on był tu, a ona tam, dawała o sobie znać. Żałował, że nie mógł tak po prostu wsiąść do samolotu i latać z nią - musiałby być chyba ochroniarzem, menedżerem lub kimś ze staffu. Szczerze? Przez krótką chwilę myślał, czy by nie zostać street dancerem, bo kiedyś widział całkiem spoko występ, ale ostatecznie jedynymi miejscami, gdzie inni mogli podziwiać jego dzikie ruchy, były kluby oraz imprezy typu domówki bądź urodziny z muzyką. Śpiewać śpiewał - podobno całkiem nieźle - ale skoro pływanie nie uzyskało aprobaty ojca Erica, to co dopiero mówić o śpiewaniu.
Miał ogarniać biznes. Poważny biznes i kropka.
No ale zamiast poważnego byznesu, będzie zabawa z kodami i pomaganie, gdy wystąpią problemy z komputerami. Już nie mógł się doczekać, aż zapyta kogoś: a włączyłeś i wyłączyłeś?
Dostał się na staż, a kilka dni potem dowiedział się, że Bambi przylatuje do Toronto, tak więc jego radość była całkiem spora. Oczywiście, na początku głównie obserwował pracę innych, wdrażał się w firmowy system lub wykonywał jakieś banalne czynności typu przyniesienie kawy dla seniora albo przygotowanie zestawienia na podstawie otrzymanych danych. Domyślał się, że musiało minąć trochę czasu, nim zaczął go brać bardziej poważnie, ponieważ w pierwszych dniach był tylko płotką w oceanie pełnym rekinów.
Dostrzegając Yeon, uniósł kąciki ust, a następnie wziął ją w objęcia, unosząc nad ziemię i kręcąc dookoła, a oczy zaczęły błyszczeć, jakby właśnie zobaczył coś niesamowicie cennego. Pachniała jego ulubionymi perfumami. Po odstawieniu, wręczył jej bukiet kwiatów z ogródka swojej mamy.
- Tak? O, to koniecznie musisz mi pokazać. Sezon kwitnącej wiśni jest jednym z piękniejszych w Korei. - stwierdził, z uwagą słuchając swojej dziewczyny i mając wrażenie, że od ostatniego spotkania zrobiła się jakby nieco mniejsza? A może tylko tak mi się wydaje? Kiedy Yeon obdarzyła Erica powitalnym pocałunkiem, tego jakby nieco zamurowało, choć przecież niejednokrotnie ich usta się ze sobą spotykały… Zaraz jednak umieścił dłonie na talii dziewczyny i najpierw dał jej buziaka w czoło, potem policzek - najpierw jeden, potem drugi, a potem zakończył swą podróż na miękkich ustach Han, którą potem jeszcze mocno przytulił.
- Ja za Tobą też, wiesz? Wiesz, totalnie się nie dziwię, w końcu nie leciałaś godzinę czy dwie. Poza tym masz za sobą trasę. Widziałem filmiki. Ludzie dobrze się bawili i czekają na więcej. - powiedział, będąc naprawdę dumnym ze swojej dziewczyny - bo jednak sama doskonale wiedziała, ile wysiłku ją to wszystko kosztowało - od prób choreografii, nagrywek po występy.
- Chodź. - machnął ręką i po tych słowach skierował swoje kroki do stojącego nieopodal samochodu. Otworzył Yeon drzwi, a potem sam usiadł za kierownicą. Nie mógł przecież być obojętnym na prośbę swojej dziewczyny, szczególnie kiedy posyłała mu tak słodkie spojrzenie.
- Nim tam pojedziemy, chcesz wstąpić do Maka albo na stację? - spytał, będąc bardzo ciekawym, co miała mu do opowiedzenia.
- A! Otwórz schowek. Powinny być tam dwa pudełeczka. - poinformował, przypominając sobie, że przecież miał dla Yeon powitalny upominek.

bambisia
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kilka tygodni — z pozoru niewiele, bo czas leciał jej naprawdę szybko, lecz wystarczająco, by zdążyła zapomnieć o tych chłodnych kanadyjskich wieczorach i popołudniach w kwietniu. W Seulu najniższą temperaturą, jaką zanotowała wieczorem, było dziesięć stopni. W ciągu dnia wartość ta wahała się między czternastoma a dwudziestoma stopniami. W Toronto w kwietniu temperatura nie spadała poniżej zera, lecz było dużo chłodniej. Strefa klimatyczna była inna, choć temperatury podobne; tutaj po prostu wiatr był silniejszy. Mocniej odczuwalny. I był pierwszą rzeczą, przez którą została powitana, gdy wysiadała z samolotu. Narzuciła na siebie przejściową kurtkę, lecz tej jednak bliżej było do wiosennej niż zimowej. No cóż, jej błąd, prawda?
Rozstania sprawiały jej przykrość, lecz starała się myśleć pozytywnie i nie chciała zatruwać głowy przytłaczającymi rozterkami. Każdy wyjazd traktowała jak nową przygodę i choć nie lubiła pożegnań, bo z tyłu głowy miała świadomość, że te kilka tygodni, z początku ciągnęło się w nieskończoność. Doskwierała jej samotność, choć mogłoby się wydawać, że przez zajęty harmonogram, miała niewiele czasu na rozmyślanie. To był błąd. Najgorsze w życiu, które aktualnie prowadziła było to, że nie mogła normalnie rozmawiać z bliskimi przez zbyt duże różnice czasowe. Trzynaście godzin. Z przyjaciółmi, którzy mieszkali w Toronto — albo akurat przebywali w jeszcze innej strefie czasowej — rzadko potrafiła rozmawiać dłużej, niż kilka minut dziennie. Między ośmioma godzinami spędzanymi na sali treningowej, trasami koncertowymi, reklamami i nowymi kampaniami, próbowała znaleźć trochę czasu dla swojego chłopaka. Zdarzało się, że nie rozmawiali dwa, trzy dni dłużej niż kilka minut, bo przykładowo Eric spał, gdy ona miała wolny wieczór. Godzina ósma wieczorem u niej, u niego była szóstą rano. Po prostu się mijali, co nie wpływało w pozytywny sposób na ich relację, która — jak wydawało się Yeon — była już wystarczająco napięta. Rozmowy nie zastępowały czułości, zwłaszcza te krótkie. Jego głos nie potrafił zastąpić ciepłych dłoni, a obecność mentalna bez kontaktu fizycznego, praktycznie nie istniała. Wchodząc w związek, myślała, że będzie łatwiej. Szczerze wierzyła w to, że przecież żadne kilometry, godziny, ani ludzie ich nie rozdzielą.
To było bardzo błędne założenie.
Musieli być ostrożni i trzymać ten związek w tajemnicy. Ona nie mogła nikomu, poza rodziną powiedzieć, że w ogóle z kimś się spotyka, a Eric? Nawet jeśli prywatnie był w związku, dla świata nie miał dziewczyny. Wspólne zdjęcia, wiadomości… Ciężko mówić o prywatności, gdy praktycznie przez cały czas jest się pilnowanym i zaczepianym przez nieznajome osoby. Odczuwała frustrację na myśl o tym, że nie mogła nacieszyć się spokojem. Funkcjonowała pod naciskiem społeczeństwa i niemałą presją. Nieraz miała dość i zastanawiała się, czy po prostu nie zerwać kontraktu… A później uświadamiała sobie, że naprawdę kochała muzykę i chciała wiązać z nią przyszłość. Drażnił ją system relacji paraspołecznych, w których musiała być dla wszystkich, ale nigdy dla siebie, lecz to dzięki niemu i tym zupełnie obcym ludziom, udało jej się w ogóle zaistnieć. Wdzięczność, jaką odczuwała wobec swoich fanów, była szczera i serdeczna, lecz byłaby dużo szczęśliwsza, gdyby ci sami ludzie krzyczący pod sceną, jak bardzo ją kochają, wykazali się odrobiną wyrozumiałości i wyrazili zrozumienie wobec tego, że Bambi była także Yeon, która mogła mieć prywatne życie.
Świat dla idolek był brutalny — gdyby ktokolwiek dowiedział się o jej w związku z kimś spoza branży muzycznej, hejt wylałby się najpierw na nią, a następnie na Erica, gdyby ktoś wystalkował jego social media. Nie chciała sprawiać mu kłopotów. Ludzie byli na tyle bezczelni, że potrafiliby bez kiwnięcia palcem wyciągnąć jego dane osobowe i udostępnić je w internecie.

Czy warto dla chwili przyjemności i poczucia bycia kochaną? Chcianą?

Najwidoczniej, skoro zdając sobie sprawę z konsekwencji swoich wyborów i decyzji, była w stanie spotkać się z Erikiem dzień po przylocie do Kanady. Przytulając się do niego, przymknęła oczy, oddychając zapachem jego ubrań do takiego stopnia, że zachciało jej się płakać. Stęskniła się za nim, tak cholernie mocno. Ułożyła dłonie na jego karku, gdy uniósł ją do góry i zaniosła się szczerym śmiechem. Drobna postura dziewczyny, wzrost nieprzekraczający metra sześćdziesiąt i waga odbiegająca lekko od normy sprzyjały takim gestom. Naprawdę niknęła w jego ramionach, gdy przygarniał ją do siebie — jak drobna kruszynka, którą instynktownie chciało się ochronić przed złem tego okropnego świata. Musiała wspiąć się na palce i zacisnąć palce wolnej dłoni ja jego ubraniach, by sięgnąć do jego ust i swobodnie go pocałować. W drugiej trzymała bukiet kwiatów, których listki zapewne łaskotały go po karku. Mama Erica miała rękę do kwiatów. Były naprawdę piękne, a ich widok sprawił, że uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż chwilę temu. Szczęście wypełniało każdą komórkę jej ciała.
— Pokaże ci wszystkie zdjęcia i nagrania, jakie mam. Jakbym miała wysłać ci wszystkie, to nie wystarczyłoby mi miejsca w wiadomościach — przyznała może nieco niepewnie, jakby właśnie zwierzała mu się z najskrytszych tajemnic, a nie z oczywistości. Yeon kochała swój kraj całym sercem. Zawsze jak jeździła do Korei, wracała zasmucona i szczęśliwa zarazem. Rzadko miała okazję widzieć się z rodziną.
— Ta trasa była świetna. Za każdym razem poznaje tak wiele nowych osób. I to bardzo różnych, wiesz? I większość jest na swój sposób fascynująca — podsumowała swoje słowa unosząc ręce do góry i wykonując obrót wokół własnej osi, jakby chciała tym gestem podkreślić ilość poznanych ludzi. — Niektórzy zadają bardzo trudne pytania i nie wiem jak na nie odpowiadać. Jedna dziewczyna zapytała, czy jeśli wezmę kiedyś ślub to zaproszę na niego swoje światełka, czy dowiedzą się o nim ze zdjęć — odwróciła się, kręcąc rozbawiona głową. — Nie wiem, skąd biorą te pytania, ale nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

Wsiadła do samochodu bez zbędnego przeciągania — chciała pojechać na te klify. To było jedno z jej ulubionych miejsc w Toronto i jedno z pierwszych, które odwiedzała po powrocie. Tym razem w towarzystwie Erica, co napawało ją dodatkowym optymizmem.
— A jesteś głodny? Bo ja no… Mogłabym w sumie tylko napić się wody — bo przecież nie chciała od razu mówić, że musiała się teraz pilnować z jedzeniem, bo jak zwykle przed comebackiem miała zwiększone treningi i ściślejszą dietę. Zapewne zacząłby niepotrzebnie analizować, martwić się, albo ją pouczać, a przecież nie chciała spędzać pierwszego wieczoru po tych długich tygodniach rozłąki akurat w ten sposób. W duchu podziękowała mu za zmianę tematu na prezent. Przechylając głowę nieco w bok, powtórzyła słowo pudełeczko i sięgnęła po nie, rozpakowując uroczy prezent. Prezent, który naprawdę jej się spodobał, bo był od Erica. Nachyliła się w stronę chłopaka, dotykając ustami jego policzka, w ramach podziękowania. Wolała, żeby skupił się na drodze.
Podczas jazdy samochodem, praktycznie cały czas mówiła, gestykulując przy tym energicznie. Opowiedziała o pobycie w Korei, o spotkaniu z rodzicami i młodszą siostrą, pokazując Ericowi zdjęcie z sześciolatką. Dziewczynka, widząc siostrę, za każdym razem powtarzała, że chciałaby być tak jak ona. Uchyliła nawet lekko szybę, totalnie ignorując bijący zza okna chłód. Po tylu godzinach w samolocie, zimny wiatr i zapach znajomego wnętrza samochodu, były niemalże kojące.
— Twoja kolej. W końcu możesz mi coś opowiedzieć. I nie musimy się martwić tym, że zaraz jedno z nas idzie do łóżka, albo wychodzi z domu — chciała wyciągnąć z niego jak najwięcej, chociażby po to, by po prostu posłuchać jego głosu.


Eryczek
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”