ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

01. The long way home


Studia miały tę szczególną właściwość, że potrafiły zmęczyć człowieka nawet wtedy, kiedy właściwie nic szczególnego się nie wydarzyło. Tego dnia nie było żadnego egzaminu, nie spędziła też połowy dnia w laboratorium ani nie musiała ratować świata przed kolejną katastrofą w klinice. Były wykłady, notatki, kilka godzin siedzenia w niewygodnej ławce i zdecydowanie zbyt dużo informacji, które trzeba było zapamiętać, zanim zdążyły ułożyć się w głowie. Niby nic wielkiego, a jednak kiedy wreszcie wyszła z budynku, miała wrażenie, jakby ktoś wyjął z niej baterie i zostawił ją zaledwie z rezerwowym paskiem energii.
Zarzuciła torbę na ramię i przez chwilę stała przed uniwersytetem, pozwalając, żeby chłodniejsze popołudniowe powietrze trochę otrzeźwiło ją po całym dniu. Powinna wrócić do domu. Właściwie nie tyle co powinna, ile miała rzeczy do zrobienia, materiały do przejrzenia, a gdzieś z tyłu głowy już układała sobie wieczór tak, żeby znaleźć jeszcze trochę czasu na naukę. Wszystko miało swoje miejsce, kolejność i mniej więcej przewidywalny przebieg.
Tylko że wyjątkowo nie miała ochoty tego wszystkiego robić.
Jej Tacoma stała dokładnie tam, gdzie zostawiła ją rano, trochę niepasująca do nowszych samochodów otaczających ją ze wszystkich stron. Rocznik 2002, ten sam co Mona, z wyblakłym lakierem, kilkoma zadrapaniami i niewielkim wgnieceniem, którego od lat nie zamierzała naprawiać. Mogła już dawno wymienić ją na coś nowszego, ale nie potrafiła się z nią rozstać. Samochód miał swoje lata i swoje humory, ale był jej.
W środku jak zwykle panował kontrolowany chaos: torba na siedzeniu pasażera, kurz na gumowych dywanikach, kubek po kawie w uchwycie i kilka drobiazgów, które mogły przydać się właściwie w każdej sytuacji. Na pace, zabezpieczone pod plandeką, wciąż leżały siodło i skrzynia ze sprzętem jeździeckim.
Mona od dawna nie jeździła.
Mimo to nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby je stamtąd zabrać.
Wsiadła, rzuciła torbę na siedzenie pasażera i odpaliła silnik. Przez chwilę siedziała bez ruchu, z dłońmi opartymi na kierownicy, jakby dawała sobie ostatnią szansę na powrót do pierwotnego planu. Zamiast tego sięgnęła po telefon.
Przez moment bezmyślnie przewijała ekran, aż w końcu zatrzymała się na jednym z kontaktów. Przygryzła lekko wewnętrzną stronę policzka i otworzyła rozmowę.
Masz coś dzisiaj po południu?
Przeczytała wiadomość jeszcze raz, po czym dopisała:
Bo pomyślałam, że możemy gdzieś pojechać.
Kciuk zawisł nad ekranem na sekundę. A potem wysłała wiadomość, odpaliła silnik starej Tacomy i nie czekając na odpowiedź, wyjechała z parkingu na ulicę.


pixie 🧚
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
007.
są owady, które spędzają większość życia jako larwy, a jako dorosłe osobniki żyją zaledwie kilka godzin lub dni 🐛
Powroty na uczelnię po wakacjach nigdy nie należały do najłatwiejszych. Pixie miała jednak poczucie, że nie przebimbała całego wolnego czasu i poza wyjazdami ze znajomymi zrobiła też całkiem sporo pożytecznych rzeczy. Na przykład przygotowała projekt do badań nad pasikonikami. Pomogła też odplewić mamie ogródek, jednocześnie pilnując, żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy zniszczyć mrowiska na tyłach domu. Mogła więc śmiało stwierdzić, że wypoczęła. Chociaż nie pogardziłaby jeszcze tygodniem wolnego. A najlepiej dwoma.
Jesienny semestr miał jednak tę zaletę, że na początku wszystkie zajęcia były dość luźne i bardziej wstępnie przygotowywały studentów do tego, co czekało ich przez najbliższe kilka miesięcy. Dla Fontaine oznaczało to zdecydowanie za mało informacji. Miała nadzieję, że zaczną już wprowadzenie do entomologii sądowej i nauki o określaniu czasu zgonu na podstawie owadów nekrofagicznych. Albo chociaż akarologię, czyli naukę zajmującą się roztoczami i kleszczami. Ale nic z tych rzeczy! Pixie, jak na prawdziwą kujonkę przystało, trochę nad tym ubolewała. Większość studentów pewnie cieszyłaby się, że początek semestru jest spokojny i nie trzeba od razu tonąć w notatkach i zaliczeniach. Fontaine najwyraźniej nie podzielała ich entuzjazm.
Dziś wyjątkowo przyjechała na uczelnię komunikacją miejską, bo jej Vespa była na kontrolnym przeglądzie. Poza tym wielkimi krokami zbliżała się jesień, a wraz z nią plucha, a później zima ze śniegiem po kolana. Skuter i tak pójdzie wtedy w odstawkę, a Pixie będzie zmuszona poruszać się metrem. Całe szczęście, że komunikacja w Toronto była całkiem dobrze zorganizowana!
Czując wibrację na nadgarstku, automatycznie spojrzała na smartwatcha. Na widok wiadomości od Ramony uśmiechnęła się szeroko i od razu wyciągnęła telefon, żeby odpisać.
Właśnie wyszłam z uczelni. Chętnie gdzieś się z tobą wybiorę. Kupimy po drodze coś do jedzenia? Nie jadłam nic od śniadania, a chodzi za mną jakiś dobry wegański burger. Podjedziesz po mnie?
Wysłała wiadomość, ale zaraz sobie o czymś przypomniała.
Mogę też sama dojechać w umówione miejsce, żaden problem! Tylko daj znać, gdzie mam się stawić. Na końcu dodała jeszcze szeroko uśmiechniętą emotkę, która miała być potwierdzeniem tego, co napisała.
Fakt, że studiowały na różnych uczelniach, trochę komplikował sprawę, ale nie na tyle, żeby robić z tego większy problem. O tej porze nie powinno być przecież aż takich korków. Nie chciała jednak być kulą u nogi Mony. Są tramwaje, da se radę! To już i tak bardzo miłe, że chciała spędzić z nią czas. Ostatnio nie miały zbyt wielu okazji, żeby się widywać, mimo że pozostawały w ciągłym kontakcie. Czym byłby dzień bez wysyłania sobie głupich memów?

Mona Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odpowiedź przyszła, kiedy Mona była już kilka ulic dalej. Zerknęła na telefon przy najbliższym czerwonym świetle i przeczytała wiadomość od Pixie, a potem drugą, która pojawiła się chwilę później. Na widok propozycji, że mogłaby przecież sama dojechać, uniosła lekko brwi. Oczywiście, że mogła. Pixie prawdopodobnie byłaby w stanie zorganizować sobie transport przez pół Toronto.

Mona nie zamierzała jej na to pozwolić.

Z Pixie miała tę rzadką dla siebie relację, w której nie musiała się szczególnie zastanawiać nad tym, co wypada, a co nie. Znały się wystarczająco długo, żeby ich spotkania nie potrzebowały wielkich planów ani szczególnych okazji. Wystarczała wiadomość wysłana między zajęciami, spontaniczna kawa, wspólny lunch albo zwyczajne „masz czas?” i już po chwili jedna z nich pojawiała się u drugiej. Przez ostatnie kilka tygodni życie skutecznie jednak rozciągnęło między nimi więcej obowiązków niż zwykle – zajęcia, nauka, praca, własne sprawy. Pozostawały w kontakcie, oczywiście. Wysyłały sobie wiadomości, zdjęcia, głupie rzeczy znalezione w internecie i komentarze do wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu dnia. Ale to nie było to samo co siedzenie obok siebie i rozmawianie o wszystkim i o niczym. Chyba właśnie dlatego dzisiejsza wiadomość wysłała się tak łatwo.

Brakowało jej Pixie zajmującej miejsce na siedzeniu obok niej z nogami na desce rozdzielczej, jej faktów o owadach i spontaniczności, jaką dodawała jej życiu.
Nawet nie próbuj wsiadać do tramwaju Pix, już jadę.
Dopisała po chwili:
A burger brzmi świetnie. Daj mi jakieś 20 minut?
Wysłała wiadomość, odkładając telefon na miejsce jeszcze zanim światło zmieniło kolor na zielone. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że właściwie nie miała pojęcia, dokąd dokładnie jadą. Plan kończył się jak dotąd na gdzieś. Wyobraziła sobie, że znajdą jedzenie po drodze, może Harvey’s albo A&W, a potem po prostu będą jechały przed siebie, dopóki któraś z nich nie uzna, że wystarczy.
Skręciła w stronę uczelni Pixie, pozwalając starej Tacomie spokojnie pokonywać kolejne ulice. W radiu grała przypadkowa piosenka z kasety, której zupełnie nie pamiętała wypalać, a popołudniowe światło odbijało się od szyb samochodów stojących w korku. Toronto, jak zwykle, było wystarczająco zatłoczone, żeby dwadzieścia minut stało się raczej orientacyjną sugestią niż konkretną obietnicą.



pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była już w połowie drogi na przystanek, kiedy przyszła wiadomość zwrotna. Posłusznie przystanęła w miejscu, a po chwili zawróciła na parking przed uczelnią, żeby Mona mogła zgarnąć ją z miejsca, w którym bez problemu dałoby się wykręcić samochodem. To naprawdę niesamowicie miłe z jej strony, że chciało jej się tutaj jechać. Przecież mogła po prostu powiedzieć, gdzie mają się spotkać i Pixie sama jakoś by dotarła. Od razu wysłała jej pinezkę z dokładną lokalizacją i dodała, że nigdzie się stąd nie ruszy.
Jesteś aniołem. I pamiętaj, żeby wziąć coś dla siebie!
Napisała kolejną wiadomość, po czym przysiadła na krawężniku i zajęła się scrollowaniem telefonu. Dwadzieścia minut minęło zaskakująco szybko i zanim zdążyła się obejrzeć, samochód Delacroix zatrzymał się tuż przed jej nosem. Fontaine poderwała się na równe nogi i od razu dopadła do samochodu, ładując się na fotel pasażera.
— Mówiłam ci już, jak bardzo cię uwielbiam? — zapytała i nachyliła się, żeby w ramach powitania cmoknąć Ramonę w policzek. — Przysięgam, że jesteś najlepsza na świecie. Ile ci przelać za burgery? — ruchem głowy wskazała na papierową torbę, w której zapewne znajdowało się jedzenie wraz z napojami. Podejrzewała, jaka będzie odpowiedź, ale Fontaine nie lubiła wisieć nikomu kasy. Nawet jeśli ktoś robił jej coś miłego, nie oznaczało to przecież, że nagle mogła zacząć korzystać z cudzej hojności jak z darmowej karty płatniczej. Najwyżej odstawi się w drodze powrotnej i zabierze Delacroix na jakieś ciastko oraz mrożoną kawę. To powinno wystarczyć jako uczciwa wymiana przysług.
Zapięła pas i zabębniła palcami o deskę rozdzielczą, cały czas przyglądając się uważnie dziewczynie. Była bardzo ciekawa, jaki plan zrodził się w jej głowie w związku z tą podróżą.
— To dokąd jedziemy? — zapytała w końcu i ściągnęła z nadgarstka gumkę do włosów, żeby związać jasne loki w kucyk. Dopiero kiedy włosy przestały wpadać jej do twarzy, spojrzała na Ramonę z jeszcze większym zainteresowaniem. Pix lubiła niespodzianki, ale tylko wtedy, kiedy przynajmniej wiedziała, czy niespodzianka obejmuje jedzenie. W tym przypadku akurat była już całkiem spokojna. Reszta mogła pozosta słodką tajemnicą, chociaż na pewno zacznie zżerać ją ciekawość.
— Jak zajęcia? U nas na razie straszna nuuuda — jęknęła przeciągle, osuwając się wygodniej po oparciu fotela. Wyrzuciła nogi na deskę rozdzielczą, jak to miała w zwyczaju. Miała pewność, że Mona nie będzie miała jej tego za złe. Znały się przecież wystarczająco długo, żeby obie doskonale wiedziały, jakie mają przyzwyczajenia i dziwactwa, które trzeba było po prostu zaakceptować. Właśnie na tym polegała przyjaźń, prawda? — Niby wiedziałam, że na początku niewiele będzie się działo, ale takie wykłady powinny być nieobowiązkowe — pożaliła się, bo przecież mogłaby spożytkować ten czas zdecydowanie lepiej. Chociażby na szukanie nowych karaczanów do swojego terrarium. Albo przeglądanie artykułów naukowych, co i tak było ciekawsze niż siedzenie przez półtorej godziny i słuchanie rzeczy, które znała już z pierwszych stron podręczników.

Mona Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ramona uśmiechnęła się pod nosem, kiedy Pixie niemal od razu zaczęła urządzać się na siedzeniu pasażera. Pocałunek w policzek, który wyciągnęła w jej stronę kiedy wiadała do środka, pytanie o pieniądze za burgery, nogi lądujące na desce rozdzielczej, a chwilę później jasne loki związane w kucyk – wszystko wydarzyło się tak szybko i znajomo, że przez moment miała wrażenie, jakby nie widziały się nie przez kilka tygodni, tylko jeszcze wczoraj.
– Tak, i nie musisz mi nic przelewać – powiedziała, sięgając po papierową torbę i przesuwając ją nieco bliżej Pixie. Sama sięgnęła po jeden z dwóch plastikowych kubków ze słomką umiejscowionych w konsoli między nimi i wzięła małego łyka. – To tylko burger wariacie.
Przez chwilę jeszcze obserwowała ją kątem oka, zanim ponownie skupiła uwagę na drodze. Nie miała potrzeby tłumaczyć, dlaczego po nią przyjechała. Chciała ją zobaczyć. To właściwie wystarczało.
Dopiero pytanie o cel podróży uświadomiło jej, że cały plan nadal był zaskakująco ogólnikowy, wcale nie jak na nią przystało. W głowie miała dotąd tylko kilka luźnych punktów: jedzenie, samochód, jezioro i trochę czasu poza domem. Reszta miała się jakoś ułożyć po drodze.
– Scarborough Bluffs – odpowiedziała w końcu. – Pomyślałam, że możemy pojechać nad jezioro. Trochę się przejść, przeszukać ścieżki w poszukiwaniu żuków albo innych żyjątek, posiedzieć. Zobaczymy.

Nie potrzebowała bardziej szczegółowego planu. Przez ostatnie tygodnie każda wolna chwila zdawała się mieć jakieś przeznaczenie. Powrót na uczelnię, zajęcia, praca, obowiązki, rzeczy, które trzeba było zrobić przed kolejnym dniem. Tym razem nie musiała niczego odhaczać. Mogły po prostu pojechać przed siebie.
Mona zerknęła na Pixie, kiedy rozmowa zeszła na uniwersytet, i przez chwilę słuchała jej z tym samym rozbawieniem, które pojawiało się u niej zawsze, gdy entuzjazm przyjaciółki zaczynał wykraczać poza to, co większość ludzi uznałaby za normalne zainteresowanie nauką. – Ty naprawdę jesteś jedyną osobą, którą znam, która potrafi narzekać na to, że na uczelni jest za mało nauki. – Pokręciła lekko głową, po czym wróciła wzrokiem do drogi.
– Podobnie. Dużo siedzenia, dużo notatek i dużo rzeczy, które powinnam pamiętać, zanim zdążę zapomnieć, po co właściwie zaczęłam je zapamiętywać. – Kącik ust drgnął jej lekko. – Czyli standard!

Za szybami samochodu Toronto przesuwało się powoli, popołudniowe światło odbijało się od szyb zaparkowanych samochodów, a ruch z każdą kolejną ulicą robił się coraz gęstszy. Stara Tacoma radziła sobie z tym wszystkim bez większego pośpiechu, a Mona położyła wygodniej dłoń na kierownicy.
Nie przeszkadzało jej nawet to, że prawdopodobnie utkną w korkach na dłużej, niż zakładała. Nie miały przecież żadnej godziny, na którą musiały gdzieś zdążyć.



pixie fontaine
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak właśnie myślała, że Mona nie będzie chciała nawet słuchać o zwrocie pieniędzy. To nic, Pixie i tak nie pozostanie jej dłużna. Może chociaż zatankuje jej samochód, skoro już woziła jej tyłek. To też jakaś opcja.
— To nie jest tylko burger. To jest aż burger — wymierzyła w nią palcem. — Właśnie ratujesz mnie przed rychłą śmiercią od głodu. No dobra, to nieprawda, człowiek może przeżyć bez jedzenia nawet czterdzieści dni, ale i tak ratujesz mnie przed ględzeniem. Wiesz doskonale, że kiedy jestem głodna, to staję się nie do zniesienia — wyszczerzyła się do niej szeroko i na znak swojej dozgonnej wdzięczności, puściła do niej oko. To na razie musiało wystarczyć. Jak się gdzieś już zatrzymają, to Pix wyściska przyjaciółkę najmocniej na świecie.
Delacroix równie dobrze mogła nie mieć żadnego planu. Mogły po prostu pojeździć po mieście albo jechać cały czas przed siebie i zobaczyć, gdzie to je zaprowadzi. A jednak, kiedy usłyszała o tym, że jadą na klify, pod którymi rozciągało się jezioro, to podskoczyła niekontrolowanie.
— Serio? Nie byłam tam całą wieczność! — podekscytowała się trochę niezdrowo. — Chcesz szukać ze mną żuków? To strasznie słodkie — stwierdziła zgodnie z prawdą. Niewiele osób chciało podążać z nią śladami owadów. Na szczęście przyjaciółka już dawno zaakceptowała dziwne hobby Fontaine. I wcale się z niej nie naśmiewała? Może tylko czasami, ale czym byłaby przyjaźń bez wzajemnych docinków?
Zawsze wiedziała, że z siostrami Delacroix trzeba żyć dobrze. I chociaż były zupełnie różne, zaprzyjaźniła się z obiema. Pixie ciężko było wyobrazić sobie codzienności bez Mony i Neii. O ile z tą drugą zwykle chodziła na imprezy, na których jarały zielsko, to przy tej pierwszej jej głowa odpoczywała od wszelkich trosk.
— Lubię jak coś się dzieje, okej? Wkurza mnie taka bezczynność. No sama powiedz, nie lepiej byłoby, gdyby połowa z tych wykładów została zorganizowana online? W trakcie mogłabym zrobić sobie pranie i zrobić jakieś porządki — westchnęła ciężko w przekonaniu o swoich racjach. Uwielbiała się uczyć, ale czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym?
Spojrzała przez okno na mijane budynki. Miała świadomość, że zanim zostawią metropolię w tyle, to najpierw będą musiały przecisnąć się przez korki. Jeżdżąc vespą nie musiała martwić się o zatwardzenie w mieście, bo zwykle przeciskała się skuterem między samochodami.
— Jak będziesz potrzebowała pomocy w ogarnięciu notatek, to daj znać. Mogę ci je ładnie przepisać czy coś — zaproponowała. Sporządzanie notatek było dla Fontaine odstresowujące. Zwłaszcza, kiedy mogła robić je na tablecie, bo zwykłe zeszyty już dawno odeszły do lamusa. No i zawsze lubiła czuć się przydatna. Może ich kierunki studiów trochę od siebie odbiegały, ale obie uczyły się, jak dbać o stworzenia.

Mona Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mona uśmiechnęła się pod nosem, słuchając Pixie mówiącej o burgerach, głodowaniu i tym, jak bardzo wykłady powinny zostać przeniesione do internetu. Właściwie trudno było powiedzieć, czy bardziej bawiły ją same argumenty, czy sposób, w jaki Fontaine potrafiła przedstawić każdą, nawet najbardziej absurdalną rzecz, jak kwestię wymagającą poważnej dyskusji.
– Czterdzieści dni? – powtórzyła, zerkając na nią kątem oka. Usta drgnęły jej lekko, kiedy znów spojrzała na drogę. – Ale dobrze wiedzieć, że burger uratował ci właśnie życie. Będę mogła wpisać to sobie do CV.
Tak naprawdę nigdy nie przeszkadzały jej te wszystkie dziwactwa Pixie. Nie śmiała się z jej zainteresowań, nawet jeśli nie wszystkie owady wzbudzały w Monie choćby cień podobnego entuzjazmu. Niektóre były po prostu… owadami. Małymi, zbyt licznymi i zdecydowanie bardziej interesującymi dla kogoś, kto potrafił spędzić pół godziny na opowiadaniu o ich zachowaniu. Mo jednak lubiła słuchać, zwłaszcza kiedy Pixie naprawdę czymś się fascynowała. Wtedy mogła nie pamiętać połowy nazw, nie rozpoznawać jednego chrząszcza od drugiego i zupełnie nie rozumieć, dlaczego akurat ten konkretny okaz zasługiwał na zdjęcie wysłane jej o pierwszej w nocy, a mimo to potrafiła słuchać jej bez znużenia. Fascynacja przyjaciółki miała w sobie coś zaraźliwego.
– Mogę szukać żuków, kiedy tylko chcesz. – Spojrzała na nią z rozbawieniem. – Tylko nie każ mi ich potem dotykać.

Chwilę później pokręciła głową, słysząc o wykładach, które Pixie najchętniej odbywałaby podczas robienia prania.
– Wiesz, że jeśli zaczniesz robić pranie podczas wykładu, to w końcu zapomnisz, że je włączyłaś? – zauważyła. – A potem będziesz miała dwie godziny mokrych ubrań w pralce i kolejny problem do rozwiązania. – Nie brzmiało to jak szczególnie przekonujący argument przeciwko nauce online, ale Delacroix była niemal pewna, że Pixie i tak znalazłaby sposób, żeby go podważyć. Na propozycję przepisania notatek uniosła brwi, po czym zerknęła na nią z lekkim rozbawieniem.

– Nie musisz. Naprawdę. Chociaż jeśli masz jakiś magiczny sposób, żeby moje notatki przestały wyglądać jak zapis walki z długopisem, to jestem zainteresowana.
Przez kolejne kilka minut rozmowa płynęła między nimi bez większego wysiłku, przerywana tylko tymi momentami, kiedy Mona musiała skupić się na drodze. Toronto nie zamierzało ułatwiać im wyjazdu z miasta. Samochody przesuwały się powoli, światła zmieniały się z czerwonych na zielone i z powrotem, a każda kolejna ulica przynosiła następny rząd kierowców, którzy mieli dokładnie ten sam pomysł na popołudnie. Stara Tacoma sunęła między nimi niespiesznie, a dziewczyna nie przejmowała się specjalnie tym, że ich przewidywany czas dotarcia na klify przesuwał się coraz bardziej. Mogły dojechać na miejsce za pół godziny albo za godzinę i w obu przypadkach było to w porządku.
Może właśnie dlatego, kiedy korek zaczął wreszcie odpuszczać, Mona przypomniała sobie o czymś, co od kilku dni krążyło gdzieś na obrzeżach jej myśli. Przesunęła dłonią po kierownicy, przez chwilę patrząc przed siebie z odrobinę zbyt dużym skupieniem, zanim odezwała się tonem, który miał zabrzmieć zupełnie zwyczajnie.
– A tak w ogóle… ściągnęłam maplindera. – Powiedziała to niemal mimochodem, ale sama doskonale wiedziała, że nie była to informacja, którą zwykle dzieliła się z ludźmi przy okazji rozmowy o wykładach i praniu. Przez moment zerknęła na Pixie, po czym znów skupiła wzrok na drodze. Prawdopodobnie większość osób, które ją znały, nie spodziewałaby się po niej czegoś takiego. Rodzina najpierw zareagowałaby zdziwieniem, a potem zasypała ją pytaniami. Znajomi zapewne uznaliby to za równie zaskakujące, bo Mona zdecydowanie bardziej kojarzyła się z kimś, kto ma plan na wieczór, niż z kimś, kto przesuwa palcem po ekranie w poszukiwaniu osoby, z którą być może pójdzie na kawę. Sama jeszcze niedawno powiedziałaby, że aplikacje randkowe nie są dla niej.
Tymczasem jedna z nich rzeczywiście była na jej telefonie. I, co chyba najbardziej zaskakujące, Ramona Delacroix nadal jej nie usunęła.

– Nie wiem jeszcze, co o tym myślę. – Dodała po chwili, jakby potrzebowała od razu zabezpieczyć się przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków. – Na razie tylko… sprawdzam. – Kolejne światło zmieniło się na zielone. Mona ruszyła wraz z resztą samochodów, a za szybami powoli zaczęło zmieniać się otoczenie. Gęsta zabudowa ustępowała niższym budynkom, potem coraz częściej pojawiały się drzewa, a między nimi coraz więcej nieba. Kiedy w końcu droga zrobiła się luźniejsza, Tacoma mogła nabrać trochę więcej prędkości, a Mona pozwoliła sobie na niewielki uśmiech.
– I zanim zapytasz, nie, nie mam tam zdjęcia z koniem. – Wtrąciła luźniejszym już tonem. – Uznałam, że to byłoby zbyt przewidywalne.


:slodziaczek:
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czterdzieści dni bez jedzenia. To byłaby prawdziwa katorga. Pixie kochała jeść, no bo kto nie lubił? Nie miała co prawda żołądka bez dna (a szkoda!) i jadła tyle, co kot napłakał, ale chyba by ją poskręcało już w pierwszej dobie bez żarcia.
— Koniecznie to wpisz! Świat będzie ci za to wdzięczny, kiedy już zostanę znaną entomolożką — pokiwała z aprobatą głową. Bo taki był właśnie plan. Właśnie po to tak pilnie się zakuwała, żeby kiedyś stać się naukowczynią. Chciała, żeby wspominano o jej pracach w książkach i żeby przyszłe pokolenia marzyły o tym, żeby zostać drugą Fontaine. Ambitnie, ale przecież Pix była ambitna i miała wystarczająco samozaparcia, żeby osiągnąć wyznaczone cele.
W przyjaźni chodziło o to, żeby akceptować wzajemnie różne dziwactwa. Można było ich nie rozumieć, ale na pewno nie można było nikogo zmuszać do porzucenia zainteresowań. Fontaine na przykład trochę bała się trochę koni, którymi opiekowała się Mona. A może to przez wypadek, którego doznała przyjaciółka? Trudno stwierdzić. W każdym razie nie ufała za bardzo zwierzętom większym niż takim sięgającym do połowy łydki. Mogła sobie na nie patrzeć z daleka, ale bez konieczności zbliżania się na jakąś mniejszą odległość.
— Nie musisz ich dotykać. Ja też ich nie chcę zbierać, ale chciałabym zrobić im ładne zdjęcia — obwieściła takim tonem, jakby żuki były najlepszymi modelami na świecie. Pixie potrafiła uwiecznić owady w ciekawych kadrach, co później publikowała w social mediach.
Pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że ona absolutnie o żadnym praniu nie zdołałaby zapomnieć. Miała doskonałą pamięć i chłonęła wszystko jak gąbka. Poza tym pralka po skończonym wirowaniu wydawała tak głośne dźwięki, że zbudziłaby nawet umarlaka. I nie przestawała pikać, dopóki nie przekręciło się pokrętła.
— A próbowałaś używać tabletu? Tam są takie opcje, które poprawiają charakter pisma na różne fonty — podsunęła jej pomysł, bo wystarczyło tylko przepisać notatki albo wrzucić ich zdjęcie i tablet przy pomocy specjalnego oprogramowania sam je przerabiał. Technologia!
Nie przeszkadzało jej stanie w korkach. Nawet pomachała przez szybę do jakiegoś dziecka, które w odpowiedzi wystawiło w jej kierunku język. Bezczelny bachor! W pierwszym odruchu Pix chciała pokazać mu środkowy palec, ale w porę się powstrzymała. Słowa Delacroix sprawiły, że zamrugała i spojrzała na nią z szerokim uśmiechem.
— Naprawdę? Ja też mam. Aż dziwne, że jeszcze nas nie sparowało — westchnęła ciężko, bo najwyraźniej algorytm nie zamierzał podsunąć jej przyjaciółki do pary, pomimo że z Neią znalazły się tam właściwie od razu. — Na razie tylko piszę z ludźmi, ale z nikim się jeszcze nie umówiłam. W sumie nawet nie wiem, czy chcę. Zawsze istnieje obawa, że ktoś okaże się jakimś seryjnym mordercą — spoważniała natychmiast, ale wcale nie mówiła poważnie. Przynajmniej nie aż tak. Nie każdy korzystający z tej apki musiał być od razu typem spod ciemnej gwiazdy.
Już miała dopytać o zdjęcie z koniem, ale Mona oczywiście ją uprzedziła.
— A dlaczego? Przecież kochasz konie! One są jakby częścią ciebie, nie? Nie chcesz dać się poznać od tej strony? — ściągnęła brwi w zastanowieniu, co właściwie kierowało Delacroix. I czemu uznała, że fotka z koniem jest zbyt przewidywalna. Fontaine nie zamieściła na maplinderze zdjęć mrówek i z karaczanami tylko dlatego, że większość ludzi insekty obrzydzały ludzi. Zwłaszcza dziewczyny.

Mona Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Bluffs”