29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
4
"I feel the adrenaline moving through my veins
spotlight on me and I'm ready to break..." l a w,
because I'm gonna take you on a craziest ride, babyboy

Jeśli Effie Granger miałaby wymienić jedną rzecz, która utrzymywała ją przy zdrowych zmysłach po całej akcji z paparazzim, łażącym sobie samopas po jej domu, to zdecydowanie byłyby to jej szalone sidequesty. Znaczy… z tym szaleństwem to może nie do końca tak było, ale dla niej chwytanie się różnych dorywczych prac naprawdę było odskocznią od codzienności i pozwalało wyrwać się z domu, w którym nawet mimo zapewnień łowców duchów i Yonaki nie czuła się do końca bezpiecznie.
Co prawda każde wyjście zwiększało szanse na to, że ktoś potencjalnie się do niej znowu włamie, ale nie mogła przecież podporządkować swojego życia strachowi. Nie żeby już się to nie wydarzyło…
W każdym razie to wczesne poniedziałkowe popołudnie wydało jej się idealne, żeby trochę rozruszać swojego Dodge’a, który przez kilka dni stał zaparkowany pod kościołem nieopodal sklepu ezoterycznego Yonaki. Co zabawne, tuż obok zaparkował proboszcz, który jak się okazało również jeździł Dodgem Challengerem, tylko że czarnym.
Ustawiła w apce gotowość do kursu w okolicach Downtown i zaparkowała sobie gdzieś w mniej zatłoczonej uliczce. Z głośników jak zawsze leciały Killer Kittens, w tym przypadku — punkrockowy cover „I’m a slave 4 U”. Effie nuciła sobie pod nosem, wykonując też te elementy choreografii, które mogła, siedząc rozwalona w fotelu kierowcy, kiedy nagle w szybę po stronie pasażera ktoś intensywnie zapukał.
— Co ty, kurwa, robisz, chłopie?! — ryknęła, wyskakując z samochodu. Momentalnie syknęła z bólu — kozaczki na obcasie nie były najlepszym wyborem tuż po kontuzji stopy, ale Effie nie była mięczakiem, więc postanowiła nie rezygnować ze swojego charakterystycznego stylu nawet kilka dni po tym, jak wyjęła sobie ze śródstopia czterocalowy kawałek brudnego szkła. — Jak zarysujesz to cacko, to przecież cię wypatroszę!
Dopiero teraz zwróciła uwagę na wygląd chłopaka. Wyglądał na dziwnie rozbitego; wzrok miał jakiś rozbiegany, wory pod oczami zdradzały, że za nim była albo bardzo długa i ciężka noc, albo nieszczególnie przyjemny poranek — albo oba z powyższych. Przyciskał do piersi plik kartek, z których jedną podał bez słowa blondynce.
Wystarczyło jedno spojrzenie na ogłoszenie, żeby Effie momentalnie zmiękło serduszko.
— Szyszka to twój piesek? — spytała ze współczuciem, mierząc zdjęcie wzrokiem. — Ostatnio zgubiłam mojego boa, także wiem, jaki to stres.

ta dziwna przyprawa w płynie
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Miał kaca tak potężnego, że przez kilka ładnych minut tuż po przebudzeniu nie wiedział jak właściwie się nazywa i gdzie się znajduje. Dopiero cisza w domu, która z miejsca powinna być dla niego niepokojąca sprawiła, że podniósł się z łóżka zażenowany, że zasnął w ubraniach. Nie pamięta wszystkiego, co miało miejsce poprzedniego wieczora, ale jednego był pewien (przynajmniej na kilkanaście dni) - nigdy więcej nie pozwoli namówić się Ricky’emu na spontaniczne picie piwa, które miało osiem procent. Równie dobrze mogli załatwić się tanim winem.
Poczłapał do łazienki ignorując czerwone światełko, które uparcie próbowało zwrócić na nie jego uwagę. Coś jawnie nie grało, ale póki co potrzebował prysznica - walił gorzej niż stary alkohol wsiąknięty w dywan podrzędnej speluny.
Odżył dopiero po kilkunastu minutach i wtedy, wchodząc do salonu uświadomił sobie równocześnie dwie rzeczy - Ricky zmył się bez słowa o dziwo sprzątając po sobie oraz to, że nie było szyszki. Nie przywitała go, nie piszczała o spacer. To właśnie brak psa odpowiadał za przerażającą ciszę.
Jedne spojrzenie w stronę drzwi wejściowych by zorientować się, że są otwarte. I Maggio naprawdę nie myślał tutaj o tym, że ktoś mógłby go zabić we śnie albo ukraść wszystko, co miał. Znacznie bardziej martwił się o swojego psiaka, który korzystając z okazji musiał wylecieć Szekspir jeden wie gdzie.
Niewiele myśląc wybiegł przed budynek, nawołując Szyszkę. Zero odzewu. Pokręcił się jeszcze po okolicy, a kiedy nie znalazł zguby, wrócił, wydrukował ulotki i znowu wyszedł na zewnątrz, wciskając przechodniom kartki i pytając, czy nie widzieli jego psa. Ba, zaatakował nawet samochód, który się zatrzymał. Kto wie, może kierowca zauważył pięknego psa, który szwendał się bez opieki.
-Uciekła dzisiaj rano, kiedy pewien wątpliwej inteligencji rzezimieszek postanowił zostawić otwarte drzwi - westchnął dramatycznie, a jego oczy otworzyły się szerzej, kiedy usłyszał o Boa. A co, jeśli ten postanowił zjeść jego psinę? - Pomożesz mi go szukać? Masz samochód… - zauważył inteligentnie. Może jeśli pokręcą się po okolicy, rozszerzając pole poszukiwań, znajdą w końcu zgubę. - Ja zapłacę. Cena nie ma znaczenia. Ja muszę ją znaleźć - wyrzucił z siebie błagalnie.

wieża w Paryżu
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biedny chłopak nie mógł trafić lepiej — biorąc pod uwagę szaloną miłość, jaką Effie darzyła zwierzaki zarówno futrzaste, jak i nieopierzone, mógł liczyć na jej pełne wsparcie. Oczywiście jeszcze tego nie wiedział, ale kobieta powzięła szczery zamiar, że nie wróci do domu, dopóki pies poznanego minutę wcześniej człowieka nie znajdzie się bezpiecznie w ramionach właściciela.
— Nie martw się — pocieszyła go, widząc te wielkie oczyska na samo wspomnienie o wężu. — Udon już się znalazł, a nawet jeśli, to jest najedzony. Widzisz, miałam mały problem z szopami w piwnicy… no, nie będę się wdawała w drastyczne szczegóły, ale problemu już nie mam, a wąż bezpiecznie trawi w swoim terrarium. — Pokiwała z przekonaniem głową, po czym raz jeszcze spojrzała na zdjęcie psiaka.
Niestety, ale kiedy krążyła po okolicy to żaden czworonóg nie wpadł jej w oczy, a była ogromną ich fanką i nie mogła przejść obok nich obojętnie. Każdego małego psijaciela musiała skomentować pełnym ekscytacji „Ojej, piesek!” i w miarę możliwości wygłaskać. No chyba że była to jakaś rozwrzeszczana chihuahua, której bliżej było do szczura niż do psa. Effie niezbyt lubiła takie hybrydy. Szczury spoko, psy spoko, ale szczuropsy? Hell nah.
Wylogowała się z aplikacji, zanim ktokolwiek zdążył zamówić kurs jej wściekle różowym autkiem. Błysk w oku Effie nie zdradzał jeszcze, na co chłopak się pisze; mógł wyglądać po prostu jak wyraz przyjaznego nastawienia i gotowości do pomocy.
— Wskakuj, mały! — Granger poklepała nieznajomego gdzieś w okolicy łokcia, bo wyżej niestety nie sięgała. Jej kozaczki może i miały szpilki, ale niezbyt wysokie. — Zrobimy sobie przejażdżkę i jestem pewna, że twoja Szyszka się znajdzie.
Z tymi słowy zawinęła na pięcie, obeszła auto z przodu i wskoczyła zgrabnie na miejsce kierowcy, a chłopak po chwili władował się na fotel pasażera. Wyglądał dość śmiesznie, kolana miał prawie pod brodą, bo fotel wysunięty był za bardzo do przodu, za to oparcie było niemalże na płasko.
— Tam masz takie pokrętła, weź sobie dopasuj. I odsuń się trochę, bo garb ci zostanie i będziesz potem chodził jak Quasimodo. No, gotowy? To zapinaj pasy. Uwierz mi — uśmiechnęła się zadziornie, poprawiając własny pas na biodrach — mogą się przydać.
Sekundę później ruszyli z piskiem opon i prędkością, która oboje wgniotła w fotele.

taki polski sos sojowy
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Była jego nadzieję! Serce podpowiadało mu, że jeśli ktoś miał przyczynić się do odnalezienia Szyszki, to właśnie nieznajoma dziewczyna, która swoim wyglądam nijak nie wyglądała na profesjonalnego kierowcę i właściciela dobrego samochodu. Pozory jednak potrafiły mylić jak nic innego i Maggio starał się nie oceniać, chociaż nie ukrywał nawet sam przed sobą, że jego wzrok delikatnie, bez lubieżnego akcentu, przesunął się po jej ciele od kozaczków w górę, ostatecznie spoczywając na twarzy, jak przystało na porządnego mężczyznę bez niecnych zamiarów.
Odetchnął słysząc o wężu. Znalazł się. Niczego nie zjadł. Szyszka była bezpieczna. Przynajmniej pozornie, bo zażegnanie jednego niebezpieczeństwa nie stanowiło o zażegnaniu potencjalnych.
-Spadłaś mi z nieba, niewiasto najdroższa! - uradował się niezmiernie, że przystała na jego błagania bez zbędnych ceregieli i kolejnym namowom. Czas odgrywał tutaj sporą rolę, a im szybciej na poważnie zacznie szukać psa, tym większe prawdopodobieństwo, że czworonóg nie będzie się wałęsał biedny nocą.
Wsunął się do samochodu na fotel pasażera, zaraz tego żałując. Żołądek mu się ścisnął i poczuł, że pomimo wczorajszych ekscesów z wymiotowaniem, nadal nie zwrócił wszystkiego. Jęknął jedynie, poprawiając ustawienia tak, by mdłości nie powróciły. Ostatnia rzeczą, jakiej teraz pragnął było zabrudzenie samochodu osoby, która była w jego oczach bohaterem nawet, jeśli póki co niczego konkretnego nie zrobiła. Sam fakt, że zgodziła się mu pomóc świadczył, że była kimś o dobrym sercu.

Nie znałaś mnie, a jednak dłoń podałaś
Swoją pomoc w poszukiwaniach ofiarowałaś
Gdy o futrzastą zgubę serce drżało
A Twe wsparcie mnie uspokajało

W momencie, w którym ruszyli Maggio poczuł, jak momentalnie trzeźwieje. Nie było już widma wczorajszej zabawy. Nie było bólu głowy, mroczków przed oczami i zmęczenia. Teraz jego myśli zaczynały pracować na obrotach podobnych do obrotów silnika - walczył o życie.
-Trochę… szybko jedziesz - zauważył, kiedy kobieta ostro wjechała w zakręt o dziwo idealnie utrzymując samochód w swoim pasie. To była wyższa szkoła jazdy, bez wątpienia. - Jeśli będziemy jechać za szybko możemy ją przegapić - spróbował z innej strony - bardziej racjonalnej.

podróba Hermiony
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy tylko siadała za kierownicą swojego ukochanego autka, zamieniała się w prawdziwego rajdowca. Effie uwielbiała szybką jazdę (historia jej mandatów zresztą to dosadnie potwierdzała), a że potrafiła też całkiem nieźle panować nad maszyną, która pod maską kryła siedemset koni mechanicznych, to skrupulatnie z tego korzystała. Po mieście nie mogła szarżować tak jak po bezdrożach poza Toronto, ale i tak kiedy tylko miała wolną drogę — wciskała gaz w podłogę.
Musiała jednak przyznać, że był pewien przewrotny sens w słowach chłopaka. Jeśli za szybko przemknie przez dzielnicę, to możliwe, że wcale nie zauważą zaginionego psiaka, a przecież właśnie to było celem — znalezienie Szyszki. Więc chcąc, nie chcąc — Effie zwolniła.
To też zrobiła gwałtownie — na tyle gwałtownie, że oboje na moment zawiśli w pasach, a żołądki przykleiły im się do kręgosłupów.
— Mówiłeś, że jak masz na imię? — rzuciła Effie, patrząc przez dziesięć procent czasu na drogę przed sobą, a dziewięćdziesiąt procent — rozglądając się przez boczne szyby w poszukiwaniu zguby. — Bo chyba nie wyłapałam. Ja jestem Effie — dodała jeszcze, żeby nie wychodzić na gbura, co się nie przedstawia. Z radia poleciała kolejna, tym razem autorska, piosenka Killer Kittens i to przykuło jej uwagę. Momentalnie zaczęła nucić i wystukiwać rytm palcami na kierownicy, zupełnie jakby trącała struny gitary basowej.
Nagle jej wzrok przykuło jakieś czworonożne stworzenie po prawej stronie. Korzystając z wolnego pasa, momentalnie dała gazu, by jak najszybciej znaleźć się na tej samej wysokości. Zmieniała biegi jak w jakimś transie, nawet przez moment nie patrząc na dźwignię.
— To nie ona, co? — Oczywiście, że to nie mogła być Szyszka, bo był to jakiś cały zaśliniony buldog, na dodatek na różowej smyczy trzymanej przez jakąś starszą panią, która dziwnie przypominała królową Elżbietę. — Nie, definitywnie nie. Miała jakąś obrożę czy w domu nie nosi? Jest szansa, że ktokolwiek znajdzie ją i zadzwoni? Masz w ogóle telefon, czy zapomniałeś w tych nerwach?
Zarzucała chłopaka pytaniami nie po to, by go zdenerwować, tylko żeby uzyskać jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie. Problem był jednak taki, że Effie potrafiła pluć słowami jak z karabinu i część z nich chyba się ze sobą zlała.

wingardium leviosaaa
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był pewien, że w chwili ostrego hamowania zrobił się cały zielony na twarzy. Miał wrażenie, że powtarza swoją wczorajszą walkę z mdłościami - pijąc z Rickym i wpychając w siebie jedzenie pod korek, również musiał panować nad tym, by za szybko nie opróżnić własnego żołądka. Teraz, kiedy czuł się jak na lekcji latania z profesor Hooch, misja zdawała się być jeszcze trudniejsza.
-Maggio - powiedział ciesząc się, że to właśnie słowa opuściły jego usta, a tapicerka nadal pozostawała czysta. Nie był dzisiaj przygotowany na takie przygody i chociaż normalnie szybka jazda nie była mu obca, tak teraz był przewrażliwiony. - Miło poznać - dodał jeszcze, żeby czasem nie zabrzmieć jak gbur w stosunku do osoby, która poświęcała mu swój czas, rezygnując z zapewne bardziej dla niej wartościowych i kreatywnych rzeczy. Po wszystkim, w ramach podziękowania, wybierze jej jakiś ładny bukiet kwiatów - kobiety to lubiły, a sam Winters lubił je im dawać.
-Ma czip. Obrożę zakładam jej tylko jak wychodzimy na spacer. Jest jednak na tyle piękna, że obawiam się, że komuś może spodobać się za bardzo - westchnął. Ludzie potrafili być okropni, kradnąc cudze własności. A taki pies - zadbany, zdrowy - był łakomym kąskiem dla osób, którym nie chciało się pofatygować do schroniska.
Pozwolił zawieźć się w stronę kolejnej przecznicy, bacznie lustrując okoliczne chodniki.
-A co, jeśli poszła do parku? Lubi się tam bawić, więc to dla niej znajome otoczenia. Może tam ją znajdziemy - rzucił niespodziewanie widząc majaczące kawałek dalej skupisko drzew. Wiele razy szedł z nią, by porzucać jej patyk, więc może tam na niego czeka wierząc, że się domyśli. Ach, jakże by chciał, by te własne myśli okazały się rzeczywistością.
Ku jego uldze dziewczyna zajechała na parking, a on mógł wyjść z samochodu, z ulgą witając świeże i orzeźwiające ce powietrze. ten spacer i jemu będzie potrzebny.
-Idziesz ze mną, czy czekasz w samochodzie? - zerknął na nią. I tu po raz kolejny pojawiła się nadzieja, że pójdzie. Ostatecznie co dwie pary oczu do szukania, tym większe prawdopodobieństwo, że zadziała. - Lubi jak woła się na się SzySzy - rzucił do niej jeszcze.

Riddikulus
Ostatnio zmieniony śr wrz 23, 2026 8:17 pm przez Maggio Winters, łącznie zmieniany 1 raz.
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Decyzja zapadła już dawno — no dobrze, w zasadzie było to zaledwie kilkanaście minut temu, kiedy Maggio pokazał jej zdjęcie zaginionego psa, ale nadal się liczy — i Effie nie zamierzała po prostu czekać z założonymi rękami. Zaoferowała chłopakowi pomoc i choćby miała razem z nim zajrzeć pod każdy krzaczek w Toronto, nie spocznie, dopóki Szyszka się nie znajdzie.
Co prawda kontuzjowana stopa odzywała się w najmniej odpowiednich momentach, ale i na to była rada. Całe szczęście w bagażniku Dodge’a Effie zawsze trzymała awaryjną parę sportowych butów. Białe airforce’y nie wyglądały w połączeniu z dżinsową mikrospódniczką i skórzaną kurtką tak dobrze, jak kozaczki z wężowej skóry, ale były o niebo wygodniejsze, zwłaszcza kiedy miało się na nodze gruby opatrunek.
— Jeśli nie park — zagadnęła go, kiedy szli w kierunku terenów zielonych — to przychodzi ci może jakieś inne miejsce do głowy? Może jakiś wasz spot, ulubiony sklep osiedlowy, najlepszy hydrant do obsikania? Zwierzęta są mega mądre, na pewno gdzieś na ciebie czeka.
Nie chciała dodawać, że „czeka, jeśli ktoś jej faktycznie nie porwał”. Niestety zdawała sobie sprawę, że i taki obrót sprawy trzeba było potencjalnie brać pod uwagę. Pół biedy, jeśli ktoś znalazł błąkającego się psa i zabrał go do weterynarza lub schroniska, bo po odczytaniu danych z czipu łatwo będzie się skontaktować z Maggio i oddać mu zgubę. Ale jeśli jakiś dobry Samarytanin zgarnął psa bez obroży z ulicy i postanowił go po prostu przygarnąć do siebie… to już mógł być kłopot.
Effie jednak nie zamierzała martwić się na zapas, a tym bardziej stresować zaniepokojonego Maggio. Skupienie się na celu pomagało na nerwy, zawsze to sobie powtarzała przez występami.
— SzySzy! Szyszka!
Ich głosy to nakładały się na siebie, to rozbrzmiewały jeden po drugim w dość chłodnym, wrześniowym powietrzu. Inne pieski na moment unosiły głowy, strzygły uszami, a ich właściciele popatrywali w ich kierunku ze współczuciem, dobrze się domyślając, co się wydarzyło. Niestety, szybko okazało się, że żaden z futrzaków bawiących się tego dnia w parku nie był tym jednym jedynym.
Granger widziała, że Maggio wyraźnie posmutniał. Poklepała go pocieszająco po plecach — do ramienia nie sięgała.
— Nie bój żaby, znajdziemy ją.

glutaminian monosodowy
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Toczył podwójną walkę - z własnym żołądkiem oraz emocjami, które zaczynały go przepełniać. Pozwolił nawet, żeby tak wiele nieprzyjemnych obrazów zawitało do jego skołowanej głowy - a to w niczym nie pomagało!
-Las nieopodal. Uwielbia tam ganiać króliki. Nie patrz tak na mnie, nie pozwalam jej ich zjadać ani zabijać. po prostu wiem, że wtedy czuje się naprawdę wolna, bo zbyt wiele dźwięków i innych psów ją stresuje - skomentował, przypominając sobie plątaniną wysokich drzew, pomiędzy którymi płynął leniwie strumyk, w którym tak wiele razy Szyszka się kąpała. Może tego potrzebowała? Z tym, że to było kawałek od jego domu, więc musiałaby tam pobiec niemal od razu jak uciekła. Może coś ją wystraszyło? Jeśli przykładowo zaatakował ją inny pies, w desperacji mogła chcieć schować się właśnie tam. To napawało nadzieją, chociaż w pierwszej kolejności chciał sprawdzić, czy jednak nie zaszyła się w parku, ganiając za piłka, która wcale nie była rzucona dla niej.
Spędzili chwilę na wołaniu pas, ale niestety, nie przyniosło to rezultatu, którego oczekiwał. Zaczynał tracić tę nadzieję, którą nowa koleżanka, jak zaczął ją w głowie nazywać, starała się w niego wpompować.
-Czy możemy do tego lasu?- spojrzał błagalnie, chcąc ją znowu wykorzystać. Ach, jakie to było mało dżentelmeńskie.
Był jej wdzięczny, że się zgodziła i nawet postarał się nie wydawać z siebie niepokojących dźwięków, kiedy pędziła z prędkością, której powstydziłby się Kubica, driftując na zakrętach. Na więcej pozwoliła sobie w momencie, kiedy opuścili ruchliwe tereny, a ona mogła dosłownie stać się królową szosy. Tutaj Maggio nawet oczy zamknął bo wolał nie wiedzieć zbliżającego się drzewa, o które z pewnością się zabiją.
-To tutaj - wskazał na pobocze. Dojechali szybciej, niż zakładał, ale skoro jego kierowcą był rajdowiec kaskader nie powinien się dziwić.
-SzySzyyyyy! - zawołała, ponownie przepełniony nadzieją. No przecież jeśli się tutaj nie znajdzie, to on już pomysłów nie miał i jak nic będzie musiał założyć, że mu psa uprowadzono.
Weszli w krzaki, odnajdując odpowiednią ścieżkę.
-Tu zaraz będzie jaki strumień, który bardzo lubi - powiedział do dziewczyny, której obuwie z pewnością nie nadawało się na leśne schadzki.

effenement społeczny
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała powodu, żeby się nie zgodzić na wycieczkę do lasu — chociaż szczerze wątpiła w to, że Szyszka (sic!) właśnie tam się znajdzie. Jeśli Effie dobrze łączyła fakty, to wcale nie minęło aż tak wiele czasu od jej zniknięcia, a taka wyprawa musiałaby ją sporo kosztować. Obiecała jednak pomóc, a akurat słowności nie można jej było odmówić. No chyba że wywiązanie się z danej obietnicy nie leżałoby w jej interesie, ale długotrwałe szukanie obcego psa mogło co najwyżej dać jej poczucie spełnionego obowiązku obywatelskiego, a nie jakieś kłopoty.
Chyba że Maggio okazałby się psychopatą-mordercą, a pies jedynie wytworem jego chorej wyobraźni…
W przerwach między nawoływaniem Szyszki a przeklinaniem na nierówne podłoże Effie zdążyła wysnuć już kilka scenariuszy, w których chłopak z maniakalnym spojrzeniem przykłada jej nóż do gardła i oświadcza, że teraz to ona będzie jego psem. Układała sobie nawet w głowie plan ucieczki, totalnie zapominając o tym, że w sumie to Maggio był zdany na jej łaskę, bo byli tu przecież jej samochodem!
Przez moment nawet przyszło jej do głowy, żeby chłopaka sprankować i udawać psycholkę, a to zdecydowanie leżało w zasięgu jej możliwości. Po dłuższym zastanowieniu uznała jednak, że nie będzie mu już dokładała stresu. Wydawał się szczerze zaaferowany zaginięciem Szyszki, więc chyba nie był psycholem.
— Jest tu tak spokojnie i cicho, że gdyby Szyszka tu była, to na sto procent by nas usłyszała już przybiegła — uznała Effie, przedzierając się przez gęste poszycie. Nie wiedziała, że jej słowa już za chwilę przestaną być prawdziwe.
Już kiedy z piskiem opon ruszali z parkingu pod parkiem, słońce schowało się za chmurami, a temperatura momentalnie spadła o kilka stopni, jednak rozgrzani poszukiwaniami i poczuciem misji Maggio i Effie chyba tego nie zauważyli. Teraz, kiedy znajdowali się na łonie natury i nic nie odwracało ich uwagi, mogli między koronami drzew przyjrzeć się ciemniejącym chmurom, które wydawały się teraz aż ciężkie i nabrzmiałe od deszczu.
— Cholera — mruknęła Effie, obciągając nieco spódniczkę. — Zaraz lunie jak się patrzy!
Biedna Szyszka, gdziekolwiek była. I biedni oni.
Nie trzeba było długo czekać — wkrótce liście zaszumiały charakterystycznie, a kilka sekund później pierwsze krople dopadły dzielnych poszukiwaczy.

maggia zimy



gdzie jest Szyszka?!
Ostatnio zmieniony śr wrz 23, 2026 9:51 pm przez Effie Granger, łącznie zmieniany 1 raz.
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Poruszanie się po lesie bez Szyszki było wyjątkowo smutne. Niemal zawsze mu towarzyszyła i to właśnie było ich takim wspólnym miejscem, w którym mogli skupić się tylko na sobie. Pies był jego przyjacielem i nie wyobrażał sobie, by nagle miało go zabraknąć tylko dlatego, że jakieś chłopię zapomniało zamknąć drzwi. Maggio w duchu obiecał sobie, że kiedy tylko wróci do domu, napisze do Ricky’ego przypominając mu jak ważne jest, żeby owe drzwi zamykać! A jeśli ostatecznie psa nie znajdą, trafi do więzienia niczym bohater tragiczny, osądzony za mord w przypływie nieokiełznanych emocji.
Leśne poszukiwania nie na wiele się zdały - psa nigdzie nie było widać i Effie miała rację co do jednego - gdyby faktycznie tu przebywał, już dawno by do nich podbiegł usłyszawszy głos właściciela.
-Nie mam więcej pomysłów poza porwaniem. Nie chcę dopuszczać do siebie tej myśli, ale sama widzisz, że to szukanie jak igły w stogu siana, a skoro nie było jej nigdzie indziej, musi być u kogoś u kogo nie powinna - westchnął żałośnie tak właśnie się czując. Serce mu się krajało, chociaż już dawno zostało sponiewierane. Ciężki był los bohatera tragicznego.
Zerknął na niebo, które nagle zrobiło się bardziej szare, niż powinno. Miało to swój urok, któremu chłopak na chwilę się poddał. Kiedy jednak poczuł na twarzy pierwsze krople jesiennego deszczu, oprzytomniał. Nie mógł być chory i z pewnością chora nie mogła być Szyszka.
-Jesienna pogoda ma to do siebie, że potrafi płatać figle znacznie większe, niż nadworny błazen - skomentował, pospiesznie kierując się w stronę samochodu. Raz słońce, raz deszcz. Raz ciepły wiatr, raz chłód. Jak w tej plątaninie zróżnicowania człowiek miał się odnaleźć?
Niespodziewanie zadzwonił telefon chłopaka. Zmarszczył brwi, dostrzegając numer jednego z sąsiadów, któremu czasami pomagał w zakupach.
-Tak, panie McKay? Słucham?! Ale jak to?! Naprawdę?! Tak się cieszę, że pan zadzwonił, proszę ją przypilnować, już jadę! - krzyknął do telefonu, rozłączając się. - Uwierzysz? Szyszka jest pod blokiem, właśnie dzwonił mój sąsiad! - wyrzucił z siebie, zwyczajnie uradowany. Teraz nie przeszkadzała mu nawet jesienna pogoda i deszcz, który ze sobą przyniosła. - Musimy tam jechać, jak najszybciej, Pani Kierowco! - ponaglał ją, jakby zapomniał, że jeszcze chwilę wcześniej omal się nie pochorował od jej jazdy.

effort
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Distillery District”