ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
170 cm
zawód życiowy
Awatar użytkownika
I don’t feel the pain, no I only feel the cold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
VIII.
Let’s make a bad decision

Decyzję podjęła niemalże od razu. Właściwie w jej przypadku samo słowo decyzja brzmiało zbyt poważnie, jakby wybór miejsca spotkania wymagał jakiejkolwiek głębszej analizy. Nie była przecież osobą, która godzinami rozważała wszystkie możliwości, zastanawiając się, która z nich okaże się najbardziej rozsądna. Rozsądek od dawna znajdował się gdzieś na końcu jej listy priorytetów, a jeśli los podsuwał jej kilka drzwi, zazwyczaj wybierała te, na których wisiała tabliczka z napisem nie wchodzić. Robiła na przekór tym, którzy uważali się za ważnych na tyle, by dyktować innym warunki i mówić, jak mają żyć. Nie było kurwa nawet takiej opcji. Zbyt wiele razy próbowano na nią wpłynąć i przekonać ją do zmiany podjętej decyzji — Isobel była nieokrzesana, nie pozwoliłaby się podporządkować. Musiała mieć ostatnie zdanie, którego zawsze broniła.
Warehouse rave pasował więc idealnie. Już sama myśl o miejscu przyprawiała ją o ten charakterystyczny, lekko złośliwy uśmiech, który pojawiał się na jej twarzy zawsze wtedy, gdy wpadała na pomysł mogący skończyć się albo świetną zabawą, albo kolejnym problemem. Betonowe ściany, metalowe konstrukcje, przytłumione światła przecinające ciemność i muzyka tak głośna, że po kilku minutach człowiek przestawał słyszeć własne myśli. Trudno było wyobrazić sobie coś lepszego. Nie chciała restauracji, w której musiałaby siedzieć naprzeciwko Leviego przy stoliku i udawać, że spotkanie ma jakikolwiek normalny charakter. Nie potrzebowała eleganckiego baru ani miejsca, w którym każde spojrzenie można było zinterpretować jako początek poważnej rozmowy. Chciała chaosu. Czegoś wystarczająco głośnego, brudnego i nieprzewidywalnego. Zabawne, że umówiła się akurat z Levim. W dodatku przez aplikację randkową. Na seks. Jakby to było coś nowego i niesamowitego. Shelby ją denerwował i nieraz miała ochotę zrobić mu krzywdę — dawno nie spotkała takiego kretyna, który nie potrafił się podporządkować.
Może właśnie dlatego czuła do niego coś na wzór sympatii — w pewnym sensie byli do siebie podobni.


Przesunęła kciukiem po ekranie telefonu, jeszcze raz sprawdzając szczegóły wydarzenia, chociaż doskonale wiedziała, co tam znajdzie. Nie potrzebowała dodatkowych informacji. Potrzebowała jedynie pretekstu, żeby jeszcze przez chwilę nie pisać do Leviego. Sama nie wiedziała dlaczego, ale perspektywa wysłania mu wiadomości wywoływała w niej coś na kształt rozbawienia. Może dlatego, że od początku ich rozmowy wszystko miało ten sam irytujący rytm. Jedno z nich rzucało zaczepkę, drugie odbijało ją z jeszcze większą bezczelnością, a później żadne nie zamierzało zrobić pierwszego kroku w tył. Isobel zdecydowanie nie zamierzała być tą osobą. Cofanie się nigdy nie należało do jej ulubionych strategii.
Zaczęła pisać, ale po chwili skasowała pierwszą wersję. Brzmiała zbyt normalnie. Druga była jeszcze gorsza, bo prawie uprzejma. Skrzywiła się na samą myśl, że mogłaby wysłać coś w rodzaju zwyczajnego wybrałam miejsce, spotkajmy się tutaj. Brakowało tylko miłego wieczoru na końcu, żeby całkowicie odebrać sobie resztki godności. Ostatecznie westchnęła cicho i z tym samym bezczelnym uśmiechem, który pojawiał się zawsze, gdy postanawiała zrobić coś na przekór zdrowemu rozsądkowi, wystukała wiadomość.
Psycholka
Warehouse rave. The Junction, od razu poznasz ten magazyn.
Jeśli się spóźnisz to nie będę na ciebie czekać, znajdę sobie ciekawszą rozrywkę.
Wiadomość...
Odłożyła telefon dopiero wtedy, gdy upewniła się, że wiadomość została wysłana, i oparła się o chłodną ścianę. Jak zwykle umiejętnie potrafiła rozmawiać z ludźmi i całkiem nieźle wychodziło jej niewydawanie poleceń. Nawet nie próbowała z tym walczyć czy zmieniać swojego postępowania tylko dlatego, że ktoś mógłby poczuć się urażony. Poza tym Levi sam nie należał do świętych, więc jeśli zacząłby narzekać, śmiało posądziłaby go o hipokryzję. Zamiast tego posądzała pogodę o bycie niesprawiedliwą, bo wieczór był naprawdę nieprzyjemny. Lubiła jesień i ten ponury klimat, ale było jej chłodniej niż zwykle. Oczywiście, może sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby zamiast krótkiej spódnicy, porwanych na kolanach rajstop i glanów — chociaż akurat w nich chodziła zarówno jesienią, jak i zimą — założyła na siebie coś innego. Uroku tej dziewczynie z wymalowanym na twarzy znakiem ostrzegawczym dodawały falowane, nierówno przycięte włosy, tworzące artystyczny nieład, oraz ciemny, wyraźny makijaż. Nie ubrała się w ten sposób ze względu na Leviego — podkreślała swoją niezależność. Jeśli miała zostać oprawiona w ramkę, to chociaż w czarną, a nie złotą.

Lubiła działać na własnych zasadach.
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ The Junction”