ODPOWIEDZ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

018
drinking colorful cocktails
Noe właściwie sam nie wiedział, po co to robił. Jeszcze niedawno zarzekał się, że Tinder nie jest dla niego. Potem jednak przyszło kilka gorszych dni, trochę za dużo siedzenia samemu ze swoimi myślami i w końcu znowu odpalił aplikację. Z Mal zaczęło się całkiem zwyczajnie. Kilka wiadomości, trochę żartów, trochę flirtu. Bez wielkich deklaracji i bez udawania, że szukają właśnie miłości życia. To akurat mu pasowało.
Po ostatnich miesiącach miał serdecznie dość skomplikowanych relacji. Najpierw wróciła Gabriela, która przez sześć lat praktycznie nie istniała w jego życiu, a potem w kilka tygodni zdążyli przejść przez chyba wszystkie możliwe poziomy katastrofy. Wyznanie uczuć, które skończyło się odrzuceniem, później sytuacje, których wolałby nie pamiętać, i jakby tego było mało, okazało się, że Gabi jest w ciąży, a po badaniach wyszło, że to właśnie on jest ojcem.
Tego już chyba nie dało się bardziej skomplikować.
Zwłaszcza że zamiast normalnej rozmowy dostał od niej porcję wyzwisk, a ich przyjaźń ostatecznie się skończyła. Wtedy też coś w nim po prostu zdechło. Przestał się łudzić, że między nimi może jeszcze coś być. Charly również nie została. Kiedy dowiedziała się o całej sytuacji, uznała, że podjął za nią decyzję, ukrywając przed nią to, co się działo. I trudno było jej się dziwić. Nie miał nawet specjalnie czym się bronić. Dlatego Tinder wydawał mu się chyba najprostszą opcją. Bez historii, bez pytań o przyszłość, bez konieczności tłumaczenia się z własnego życia.
Tyle że pierwszy raz też nie poszedł zgodnie z planem. Miał się spotkać na szybki seks, a skończyło się na piwie, buziaku i wspólnym stwierdzeniu, że jednak nie ma sensu niczego na siłę ciągnąć. Mimo wszystko nie usunął aplikacji. I tak właśnie poznał Mal.
Tym razem, zanim wyszedł z domu, kilka razy sprawdził telefon, chociaż przecież nie było czego sprawdzać. Mieli się spotkać na szoty i tyle. Nie ubrał się przesadnie. Jeansy, zwykła koszulka i kurtka. Nie zamierzał wyglądać tak, jakby wybierał się na pierwszą randkę. Zresztą sam nie wiedział, czy w ogóle powinien nazywać to randką.
Kiedy dotarł na miejsce, rozejrzał się za dziewczyną. Przez chwilę stał z telefonem w dłoni, po czym schował go do kieszeni. Nie chciał pisać, że już jest. Skoro mieli się znaleźć, to prędzej czy później się zauważą. Rozejrzał się jeszcze raz, poprawiając rękaw kurtki. Trochę się stresował, chociaż nie chciał się do tego przed sobą przyznać. W wiadomościach łatwo było być zabawnym i pewnym siebie. Na żywo trudniej było udawać, że wszystko ma się pod kontrolą.
Telefon zawibrował mu w kieszeni, ale nie wyciągnął go od razu. Spojrzał w stronę wejścia i zauważył kobietę, której wcześniej nie widział. Przez chwilę zastanawiał się, czy to właśnie ona. W końcu ruszył powoli w jej stronę. Zatrzymał się krok przed nią, i uniósł lekko kącik ust.
- Mam nadzieję, że nie jesteś bardzo rozczarowana tym, że wyglądam jednak tak jak na zdjęciach - rzucił na powitanie z rozbawieniem, mrużąc lekko oczy.

Maelle Lennox
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don’t call it nothing when we both know how this goes:
You give me room, then come a little closer, then act like you don’t know.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Co ją podkusiło do założenia Tindera? Maplindera? Jak zwal tak zwał? Otóż – nie koleżanka. Szybciej jakaś smutna desperacja i impuls niż świadome, odpowiedzialne zachowanie. Ale trudno, stało się. Wybierała się właśnie na spotkanie, w duchu modląc się, aby nowopoznany kolega nie okazał się ani zwyrolem, ani zboczeńcem. Albo starym dziadem.
  W drodze na spotkanie przypomniała sobie, ile rzeczy zdążyła już naopowiadać Noemu. Był poranny jogging, wysokobiałkowe śniadanie i sprzątanie domu na błysk – ha, ha. Co prawda żadnej z tych rzeczy nie powinien był potraktować poważnie – jak większości z tych z internetu i szemranych apliakcji, ale gdyby ją teraz zapytał, którędy biegała, mogłaby powiedzieć, że owszem – biega. Od łóżka do lodówki. To też wymagało wysiłku szczególnie rano.
  Pod wybrany przez siebie lokal dotarła kilka minut przed czasem. Podniosła wzrok znad ekranu wyciągniętego chwilę wcześniej telefonu, akurat dostrzegając sylwetkę, którą po chwili rozpoznała i skojarzyła. Zdjęcia oddawały twarz Noego całkiem wiernie, Kiedy ruszył w jej stronę, zdążyła schować telefon do torebki, po czym natychmiast uformowała z dłoni lornetkę i udawała, że go wypatruje. Zajebiście. Jeszcze nie powiedziała ani słowa, a już zachowywała się jak jaskiniowiec czy inny piwniczak, który pierwszy raz wyszedł z domu.
  Zabierzcie ją stąd zanim narobi sobie jeszcze więcej wstydu, że nawet koleżanka od niej ucieknie.
  — W sumie wiesz... no trochę jestem — odpowiedziała, przyglądając mu się z udawanym oburzeniem na twarzy. — Na zdjęciach nie wyglądałeś na kogoś, kto zmusza dziewczynę do komplementowania go już na powitanie. — Uśmiechnęła się, zanim zdążył wziąć tę uwagę na poważnie. — Ale tak, to ty. Idealnie jak z obrazka! — Ze zdjęcia. Idealnie jak ze zdjęcia profilowego. Przynajmniej nie padła ofiarą catfishowania. — Cześć, Noe. O ile naprawdę się tak nazywasz!
  Była ciekawa, czy na żywo też będzie tak łatwo go zaczepiać. W zasadzie to nie musiała się zastanawiać nazbyt długo, aby zrozumieć, że nie. Że najwyraźniej jest tym przykrym przypadkiem, o którym się mówi kozak w necie, pizda w świecie. Czuła to już po dziwnej tremie, która wtargnęła pod jej skórę. Co było głupie, bo przecież oficjalnie nie u m ó w i l i się tylko po prostu: umówili się. A może na tym polegał jej etap healingu, że nagle cofnęła się do ustawień dzikusa, który bał się tego, jak wypadnie przed ludźmi. Przed facetem.
  — Chodź, bo jeszcze pomyślisz, że cała ta promocja była tylko podstępem, żeby cię tu zwabić — powiedziała, otwierając drzwi. — Podstępem oczywiście była — dodała konspiracyjnym szeptem; niczym rasowy złoczyńca — Promocja na szczęście jest realna, więc nie możesz się na mnie za długo gniewać.

Noe Villeneuve-Scott
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe parsknął śmiechem, kiedy Mal zrobiła z dłoni prowizoryczną lornetkę. Przez moment zastanawiał się nawet, czy powinien pomachać jej jak jakiś idiota, ale ostatecznie darował sobie ten pomysł. Wystarczyło, że oboje najwyraźniej mieli ochotę zrobić z tego spotkania mały kabaret. Chociaż musiał przyznać, że jej poczucie humoru całkiem mu odpowiadało. Przynajmniej nie musiał się zastanawiać, jak zacząć rozmowę, żeby nie wyszło sztywno i niezręcznie.
- No widzisz, a ja specjalnie ćwiczyłem przed lustrem, żeby dobrze wypaść na tym pierwszym spotkaniu - odpowiedział z udawaną powagą, po czym pokręcił głową z rozbawieniem. - Ale dobra, komplement przyjęty. Nie będę cię już więcej zmuszał. Przynajmniej przez najbliższe pięć minut.
Właściwie trochę mu ulżyło. Nie żeby spodziewał się po niej czegoś złego, bo przecież zdążyli już trochę popisać i wiedział, że dziewczyna ma dystans do siebie. Tyle że wiadomości to jedno, a spotkanie na żywo to zupełnie inna sprawa. Zwłaszcza kiedy człowiek nie do końca wiedział, czego właściwie oczekuje od takiego wyjścia. Na szczęście Maelle wyglądała na równie skłonną do wygłupów, co w internecie, więc przynajmniej pod tym względem nic go nie zaskoczyło.
- Naprawdę Noe. Tylko uprzedzam, że arki nie mam, więc jak zacznie padać, to będziemy musieli sobie radzić inaczej - rzucił, wzruszając lekko ramionami. Przyzwyczaił się już do podobnych żartów, chociaż sam uważał, że rodzice mogli wykazać się odrobinę większą kreatywnością. Albo mniejszą, bo zwykły Adam też by mu przecież wystarczył. Nie zamierzał jednak narzekać na własne imię podczas pierwszych pięciu minut znajomości.
Kiedy dziewczyna otworzyła drzwi lokalu, uniósł brwi na jej kolejne słowa i spojrzał na nią z udawanym podejrzeniem. No pięknie. Dał się wyciągnąć z domu na kolorowe drinki, a teraz jeszcze dowiadywał się, że padł ofiarą jakiegoś starannie zaplanowanego podstępu. Z drugiej strony, jeśli rzeczywiście mieli tam dobrą promocję, to chyba nie było na co narzekać.
- Wiedziałem, że te kolorowe drinki to zbyt piękna historia, żeby była prawdziwa - westchnął teatralnie, mijając ją w drzwiach. - Ale skoro promocja istnieje, to najpierw sprawdzę, czy warto było dać się porwać.
Wszedł do środka i rozejrzał się po lokalu, szukając wolnego stolika. Nie miał szczególnych wymagań. Byle nie siedzieli przy samym wejściu, gdzie co chwilę ktoś będzie im zaglądał przez ramię, ani bezpośrednio pod głośnikiem.
- Dobra, to teraz najważniejsze pytanie tego wieczoru - odezwał się, odwracając się do niej. - Bierzemy po jednym i testujemy smaki czy od razu zamawiamy kilka różnych i robimy degustację? Bo przypominam, że mieliśmy sprawdzić, czy ta promocja faktycznie jest czegoś warta. - Uśmiechnął się do niej, wskazując głową jeden z wolnych stolików. - Tylko uprzedzam, że jak wybierzesz coś paskudnego, to nie będę udawał, że mi smakuje. Nawet jeśli będzie różowe, miało parasolkę i kosztowało połowę normalnej ceny.
Maelle Lennox
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Entertainment District”