30 y/o
For good luck!
183 cm
detektyw wydziału zabójstw i zaginięć Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I've lost my goddamn mind, it happens all the time; I can't believe I'm actually meant to be here; trying to consume, the drug in me is you and I'm so high on misery, can't you see?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ricky przetrwałby wszystko — krwiożercze rośliny-ludojadów, stado wściekłych kapibar, rozpadający się most wiszący nad przepaścią, a nawet w ostateczności powrót do obozu bez odnalezienia skrzyni ze skarbem, którą spodziewał się napotkać w ruinach świątyni, do której właśnie zmierzali. Przynajmniej miał nadzieję, że do niej zmierzają, bo pewności zdecydowanie mieć nie mógł. Tak, zniósłby to wszystko raz jeszcze bez mrugnięcia okiem, ale kiedy zobaczył szczątki owada na dłoni Maggio, momentalnie zbladł.
— Nie… — wyszeptał grobowym tonem, widząc jak twarz chłopaka nabiera innego wyrazu dosłownie w ciągu kilku sekund. — Wesołek hajówkowy… no to chuj.
W jego głosie naprawdę pierwszy raz tego dnia można było dosłyszeć realną rezygnację, a zaraz później jeszcze Maggio zaczął odwalać szajs i Ricky miał ochotę usiąść i się popłakać.
Zamiast tego jednak zaczął się histerycznie śmiać, kiedy ewidentnie naćpany jadem egzotycznego owada Winters zaprosił go do tańca. O’Hara wiedział, że ma jakieś półtorej godziny na znalezienie antidotum. Najpierw euforia i zwidy, potem psychoza, zachowania niebezpieczne, a na końcu zapaść i śmierć. To właśnie czekało Maggio — nie śmierć we własnym pokoju przy rozgrzanym piecu, a tutaj, w sercu dżungli i to nie z ukochaną kobietą u boku, a z mentorem…
No, to akurat pewnie by mu nie przeszkadzało, ale O’Hara wcale nie zamierzał pozwalać, żeby młodszy chłopak umierał!!!
— Ja też cię uwielbiam, Winters, ale spróbuj się teraz opanować, dobrze? Pamiętasz kim jesteś? I kim ja jestem? I czemu tutaj jesteśmy? — Maggio nie pamiętał, ale doskonale się bawił, goniąc niewidzialne motylki i rozbijając nieistniejące bańki. — Mieliśmy odnaleźć starożytny artefakt, pierścień z wyrytym sokołem… no dobrze, widzę, że nie słuchasz. Jasna cholera, jeśli dobrze pamiętam, to ta lecznicza roślina…
Urwał, myśląc intensywnie. Jedyne antidotum na jad wesołka hajówkowego stanowiła bardzo rzadka wytrzeźwiałka amazońska. Rosła głównie na podmokłych, niedostępnych terenach strzeżonych przez krwiożercze kajmany, a jej łodyga pokryta była kolcami, broniącymi dostępu do niebieskich kwiatów.
— Niebieski kwiat i kolce… — mruczał Ricky, rozglądając się wokół. Okazało się, że po drugiej stronie mostu teren znacznie się obniżał, kilkanaście metrów dalej zrównując się z poziomem wąwozu, który dopiero co przekroczyli, a przez który płynął wartki strumień. — Może akurat…

Maggio Winters
gangsta bimbo
nie lubię schizy, nudy i braku akapitów, ukocham za poprawną składnię i pchanie fabuły do przodu
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Świat był wspaniały, przynajmniej oczami Maggio, który widział teraz znacznie wyraźniej, niż do tej pory. Dostrzegał kolorowe bańki, które migotały mu przed oczami, jak również ciekawe plamki, które układały mu się w przeróżne kształty, próbując mówić obrazami. Zaraz, czy to przypadkiem nie była żaba? Ach, jakże fajnie byłoby mieć taką w szklanym terrarium - był pewien, że każdy pozazdrościłby mu tak kolorowego okazu.
-Kim ja jestem? Ależ to żadna tajemnica! Jestem pana wielkim fanem i jestem tu, żeby pana wielbić, niczym boga starożytnego! - uśmiechnął się, kierując w jego stronę twarz. Zaczynał robić się lekko czerwony na policzkach, co było oznaką, że niestety narkotyki, którymi uraczył go owad, działały na niego coraz bardziej. zaczynały się kolejne etapy, które nie wróżyły niczego dobrego!
Zaczął się kręcić wokół własnej osi, czując usilną potrzebę bycia w ciągłym ruchu. Chciało mu się śmiać, tak naprawdę, tak szczerze i wiecie co? w tamtym momencie wcale nie chciał rezygnować z tego stanu, bo wydawał mu się najbardziej właściwy?
-O panie Ricky, czy to nie truskawka? - rzucił, dostrzegając gdzieś w gąszczu jakiś ładny, soczysty owoc. Całe szczęście, że mężczyzna powstrzymał go przez zjedzeniem go, bo niechybnie dostałby rozwolnienia, a wypróżnianie się w takim miejscu było mało pochlebne.
-Tam idziemy? - uśmiechnął się, łapiąc mężczyznę za rękę, przywołując do siebie również kapibarę, która patrzyła na niego tak, jakby chciała go zjeść. jej oczy, zdaniem Maggio, wyglądały jak czarna fasola i było w tym stwierdzeniu coś przerażającego. - Ona mnie chyba nie lubi - szepnął do swojego kompana, dając się poprowadzić w stronę mniej zalesionego terenu. Oczywiście, że się potknął i zaliczył glebę, ciągnąc za sobą Ricky'ego. Przeturlali się kawałek, zatrzymując głównie drzewu, które znalazło się na ich drodze. Winters, który wylądował na klacie blondyna, nadal był nieświadomy, ze trucizna zaczyna go trawić. Usiadł na nim okrakiem, rozglądając się na około.
-Jakże tu pięknie! Powinniśmy zrobić sobie zdjęcie na pamiątkę. To jak, ma pan aparat, panie O’Hara?! - zaintyeresował się, zaraz z niego schodząc, bo chyba mu przygniótł to i owo. - KAAAPIBAAARO ŁER AR JU?! - krzyknął, zapewne tym samym dając znać innym drapieżnikom, gdzie się znajdują.

Ricky O'Hara
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”