33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Misty poniekąd liczyła, że wyjście na zewnątrz rzeczywiście przyniesie ulgę. Jeżeli w pomieszczeniu robi się za gorąco lub duszno — uchyla się okna, otwiera na oścież drzwi lub po ludzku, i ta logika przemawiała do niej najbardziej, wychodzi się. Nie było w tym filozofii. Ani zbytecznego kombinatorstwa. Tymczasem wkradający się za sweterkowy top chłód poranka ani łagodził, ani przeszkadzał. Zupełnie, jakby utknęła w zawieszeniu atmosfer.
Gdy Hana spuściła wzrok, ona uniosła twarz ku słońcu. Ciepłe promienie dopiero zaczynały rozgrzewać zmarznięte jestestwo. Pierwsze przymrozki topniały, podobnie do Hany Nilsinger.
Misty odetchnęła cicho. Podziękowania były na miejscu, uwaga — osobliwa. A ciężar na jej barkach wcale nie zelżał.
— Znam to uczucie — powiedziała, obejmując dłońmi szczelnie kubek. Gorące. Odczekała chwilę, porównując słońce i kawę. Promienie nie parzyły tak dobrze. — Tak należało… postąpić — dodała, unosząc kubek do ust. Zatrzymała. Chwilę zastanawiała się, aż wymamrotała w białe wieczko: — A one wydadzą fortunę w pralni chemicznej.
Sparzyła język. Skrzywiła się i odruchowo zwinęła dolną wargę do środka. Czy z gorąca, czy z goryczy i której — kawy lub cierpkich słów — nawet gdyby chciała, nie powiedziała.
Skorzystała z chwili ciszy wiszącej między nimi. Obserwowała mężczyznę po drugiej stronie ulicy. Wychodził z klatki schodowej bloku, ale zanim postawił nogę na chodniku, przytrzymał drzwi i przepuścił kundelka na smyczy. Dopiero, gdy zwierzę zeskoczyło pierwsze, ruszył za nim, ziewając i świecąc pełnym uzębieniem. Drzwi trzasnęły a zamek automatyczny zablokował głucho przejście. Zniknęli tuż za rogiem przecznicy.
Mówienie o zajściu w kawiarni nie miało już — zdaniem Misty — najmniejszego sensu. Opowiadanie o sobie uznała zaś za zbędne. Potrzebowała neutralnego gruntu, choć nie czuła potrzeby ciągnięcia rozmowy na siłę. Nie była w pracy.
Zerknęła dyskretnie na męczącą się z kawą Hanę. Wtedy coś do niej dotarło. Przeprosiła ją cicho i zniknęła ze swoim kubkiem we wnętrzu Baddies. Wróciła równie szybko. W wolnej uprzednio ręce trzymała kilka serwetek zwiniętych w luźny rulon. Bez słowa podała je Hanie. Po odsłonięciu zawiniątka Nilsinger ukazało się bambusowe, ekologiczne mieszadełko oraz trzy paczki cukru trzcinowego.
Misty potaknęła dla zachęty. Trochę skromnie, może odrobinę nieśmiało...
— Może się przydać — oznajmiła a wraz z tym mieszadełko między zębami podskoczyło zabawnie.
Usiadła na miejscu obok. Ściągnęła pokrywkę i wyciągnęła z kieszeni spodni pomarańczową saszetkę cynamonu.

🍵 Hana Nilsinger 🍵
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzrok Hany zatrzymał się na saszetkach z cukrem, a kąciki ust mimowolnie uniosły się nieco ku górze.
— Dzięki. Aż tak widać, że nie lubię niesłodkiej kawy?
Nie potrzebowała odpowiedzi od Misty; przyzwyczajona do słodkich napojów kawopodobnych, nie była chyba w stanie bez marudzenia wypić po prostu mocnej, czarnej kawy, a owo marudzenie nie musiało wcale przybierać formy zwerbalizowanej, by być zrozumiałym dla otoczenia. Krzywienie się i parskanie przy każdym łyku z pewnością wystarczyły.
Dobrze było poobserwować coś innego, niż nabierającą czerwonego odcienia twarz Natashy lub niedowierzanie i pogardę, wyraźnie pobłyskujące w oczach Amandy. Drobny wir, który tworzył się na powierzchni kawy podczas jej mieszania (wsypała wszystkie trzy saszetki cukru, co do ostatniego ziarenka) wydawał się teraz niesamowicie zajmującym zjawiskiem.
Cisza przeciągała się.
Nie była jednak ciężka. Hana nie czuła potrzeby, by ją zbyt szybko przerywać, wpatrzona w brązowy płyn wirujący wokół bambusowego mieszadełka. W tamtym momencie tyle jej wystarczyło. Coś ciepłego do picia, słońce nieśmiało ogrzewające świat po nocy, poranny gwar budzącego się do życia West End… i cicha, nienachalna obecność obok kogoś, kto zdawał się nie mieć wobec niej żadnych oczekiwań. Było to… dziwne. Nowe. W pewien sposób — uwalniające. Hana Nilsinger bardzo rzadko mogła pozwolić sobie na to, by po prostu istnieć.
— Nate na pewno się wścieknie — odezwała się nagle, podnosząc wzrok. Nie spojrzała jednak na Misty, a na własne odbicie w witrynie po przeciwnej stronie ulicy. Powoli kręciła głową, jakby dopiero teraz do niej docierało, że faktycznie popełniła jakiś błąd. Nie znała jeszcze tylko ostatecznego ciężaru konsekwencji. — Nie chodzi nawet o dziewczyny… a o Dereka, chłopaka Natashy. Możliwe, że nawet go kojarzysz z widzenia. Oni wszyscy obracają się w podobnych kręgach.
Oni wszyscy — zupełnie jakby sama nie była wcale częścią tej skiśniętej śmietanki towarzyskiej, z której Misty wypisała się lata temu.
— Derek ma naprawdę szerokie znajomości. Nate raczej się nie ucieszy, kiedy mu powiem, że w taki sposób wycofałam zaproszenie go na nasz ślub. Nie przyzna tego, ale jest tak zapatrzony w tego nadętego bubka, że buty by mu wylizał i jeszcze podziękował.
Ostatnie zdanie nie pasowało do Hany tak bardzo, że chyba nawet ona sama się zdziwiła, że wyszło z jej ust. Nakryła je dłonią w wyrazie zakłopotania, a za chwilę zajęła się na powrót swoją kawą, tym razem już zdatną do wypicia nawet dla niej.
— Nie powinnam tak mówić.

🌻 Misty Sloane 🌻
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzy saszetki cukru znikające w czarnej kawie były informacją wystarczająco jednoznaczną, żeby nie trzeba było zadawać kolejnych pytań.
Misty cicho zachichotała. Nie był to rozbawiony śmiech. Raczej drobny, mimowolny ślad satysfakcji. Nie dlatego, że Hana cierpiała — tego nie chciała widzieć. Chodziło o coś znacznie prostszego.
Powiedziała "nie".
Bez pytania czy może. Bez sprawdzania, czy ktoś się nie obrazi. Bez dopisywania na końcu zdania usprawiedliwienia. Naprawdę to zrobiła. I kropka.
W czasie szkolenia starsi konsutltanci powtarzali Misty, że właśnie to jest najważniejsze: nie wyręczać człowieka, tylko pomóc mu odzyskać możliwość działania we własnym imieniu. Wyglądało na to, że Hana właśnie zaczęła.
— Nie — odezwała się w końcu Misty. — Nie powinnaś. — Hana spojrzała na nią z lekkim zaskoczeniem, a ona upiła łyk swojej kawy. — Nie powinnaś tak mówić, jeśli nie chcesz. Ale jeśli naprawdę tak uważasz... — Wzruszyła ramionami. — To chyba nie jest to największym problemem tego poranka. Właściwie... nie jest nim wcale.
Zza rogu rozległo się szczeknięcie. Jej wzrok przesunął się na ulicę. Ten sam kundelek, co wychodził z bloku, napotkał dostojnego przedstawiciela rasy dalmatyńczyk. Jego właściciel zbił piątkę z ziewającym, (nie)rannym ptaszkiem.
Derek. Nate. Znajomości. Kolektyw.
Misty znała tę konstrukcję aż za dobrze. Kiedyś też obracała się w podobnym towarzystwie, choć nie dlatego, że szczególnie tego pragnęła. Po prostu Daniel znał odpowiednich ludzi, bywał w odpowiednich miejscach, a ona z czasem nauczyła się, że w niektórych pomieszczeniach lepiej nie mówić za dużo. Że pewne żarty należy przeczekać. Że czyjaś opinia może być ważniejsza od własnego komfortu, bo przecież "tak działa świat".
I właśnie dlatego imię Dereka zatrzymało jej uwagę na odrobinę dłużej.
— A Nate? — zapytała. — Mówiłaś, że się wścieknie. — Nie zabrzmiało to jak wstęp do przesłuchania, ale trąciło próbą poruszenia tematu, który dopiero zaczął ją dziwnie interesować. — O co dokładnie? — Misty odłożyła kubek i podciągnęła jedną nogę pod siebie na ławkę. — O samo odwołanie zaproszeń? O to, że Gucci i Prada wyleciały z wesela? Czy o to, że zrobiłaś to bez konsultowania z nim, bo są twoimi przyjaciółkami? — Przez chwilę patrzyła na Hanę, jakby miała wyczytać odpowiedzi z jej skonfundowanej miny. — Bo to... to są trzy różne rzeczy. — Potem uśmiechnęła się lekko. — I nie musisz odpowiadać od razu.
Znów pozwoliła ciszy wrócić między nie.
Słońce wyszło już prawie na dobre zza budynków. Jasne światło rozlewało się po witrynach i chodniku, wydobywając z miasta coraz więcej szczegółów. Poranny gwar również przybierał na sile, jakby Toronto powoli otrząsało się z nocnego snu.
Misty oparła brodę na kolanie. Jedną dłonią cały czas ściskała kubek. Gorąc parzył i zakotwiczał w teraźniejszości, jednocześnie przypominając, że podjęła rękawicę tego dnia. Powiedziała "a", może też przejść przez "ą" oraz "b" do "c" i siostrzanego "ć".
— A co do ślubu... — Zawahała się. To, co przyszło jej do głowy, było chyba najbardziej oczywistym zdaniem na świecie, a mimo wszystko wymagało powiedzenia. — Nie jesteś nikomu winna dobrej zabawy nawet na swoim własnym weselu. — Przykuła uwagę do żółtej, spranej plamy udającej jej włosy w odbiciu szyby naprzeciwko. — Ani Natashy, ani Mandy, ani Derekowi, ani nawet Nate'owi. — Szukała reakcji Nilsinger po drugiej stronie lustra. — Najbardziej jesteś winna ją sobie.
Nie dodała nic więcej. Nie musiała. Przez ostatnie kilka lat sama uczyła się dokładnie tego samego, z trudem łącząc koniec z końcem pod brazylijskim słońcem i nad afrykańskim brzegiem RPA. Jej Odyseja znalazła swój finał w Toronto. Tylko... czy to już Itaka?

🍵 Hana Nilsinger 🍵
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O co dokładnie wścieknie się Nate?
Cholera… pewnie o wszystko.
O to, że bez konsultacji z jego matką nim ingerowała w listę gości. Że bez konsultacji z jego matką wybierała krój i kolor sukienek dla druhen. Że wybrała sama dodatki. Że wykopała z wesela nie tylko Natashę, ale przede wszystkim jej wpływowego faceta. Że oddychała za głośno, że miała jakieś zdanie na temat swojego ślubu, a czasami Hanie zdawało się, że nawet samo jej istnienie w przestrzeni jest problematyczne.
Westchnęła ciężko.
Wargi i język już zaczęły się układać do pięknych tłumaczeń. Hana była świetna w wielu rzeczach, choć nie zawsze to dostrzegała, ale niestety to pisanie usprawiedliwień dla swojego narzeczonego — i tak naprawdę wszystkich dookoła — opanowała do perfekcji.
I chociaż świat wrócił już do swojego naturalnego porządku, chociaż nerwy opadły, rumieniec zbladł, a w głowie przestało jej huczeć od wyzwisk, które chciałaby wykrzyczeć prosto w twarz swoich pożal się Boże przyjaciółek, to coś się jednak zmieniło. Nikt jeszcze nie mógł przewidzieć, czy była to zmiana na stałe, ale w tamtym momencie była realna i niemal namacalna, a na pewno słyszalna.
Bo w miejscu, w którym normalnie wybrzmiałoby kulturalne załagodzenie sprawy i zgrabne usprawiedliwienie czyjegoś zachowania, pojawiła się przeciągająca się cisza.
— Wiesz, Misty, to już nawet nie chodzi o dobrą zabawę — powiedziała w końcu Hana, kołysząc swoim kubkiem z kawą. Obserwowanie ich odbić okazało się bardzo ciekawym zajęciem, a patrzenie na tę drugą Misty — odleglejszą, bardziej bezpieczną — było prostsze w ten sposób. Przed nią nie czuła potrzeby, by opuszczać wzrok i trzy razy zastanawiać się nad każdym słowem, które padało z jej ust. — Prawdę mówiąc to nawet nie liczę na to, że będę się dobrze bawić. W tym momencie… chyba po prostu chcę, żeby było już po wszystkim.
Zabrzmiało to dużo bardziej gorzko, niż Hana planowała, i wyrzuty sumienia momentalnie uderzyły jak niszczycielska fala, ale Nilsinger stawiła jej czoła. Przełknęła gorycz, przetarła twarz dłonią i podjęła temat znowu.
— Nate się wścieknie, bo na pewno chciał wykorzystać dobry humor i potencjalną nietrzeźwość Dereka do ugrania czegoś dla firmy — oświadczyła dość sucho. — A Derek miał przyjść jako plus jeden Natashy, nie jest naszym bliskim znajomym, więc jego zaproszenie było trochę naokoło. Skoro wywaliłam z listy Natashę, to wywaliłam i jego. Rozumiesz… wtrąciłam się w jego plany. Och, oczywiście, nie powiedział mi o nich, ale ja naprawdę nie jestem taka głupia… — prychnęła pod nosem, gwałtownie pociągając łyk kawy. Rozległo się głośne siorbnięcie, które Hana skwitowała krótkim chichotem. Chyba potrzebowała tego głupiego przerywnika, by znowu wyrwał ją z niewesołych rozmyślań.
— Wiesz co?
Misty nie wiedziała.
— Chrzanić to wszystko. — Hana dopiła kawę, po czym gniewnie zgniotła kubek; dramatyczny wydźwięk tego gestu trochę popsuło to, że plastikowa pokrywka odskoczyła i kobieta musiała ją gonić. — Masz jakieś plany na piętnastego listopada?
— Musiałabym sprawdzić…
— To już masz — oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu, ciągnąc Misty za ramię, by podniosła się z ławki. — Będziesz świetną druhną. Nie patrz tak na mnie! Idziemy ci wybrać sukienkę.

🌻 galopujący odrost 🌻
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ale ja…
— Kolor sukni będzie idealnie ci pasował! — Hana z łatwością weszła w skowronki. — Jak tak spojrzę, to jest bardzo zbliżony do twojego sweterka!
— Ale Hana…
— Cały czas się głowiłam nad tym, co powinnam zrobić. Najwidoczniej potrzebowałam odrobiny spontaniczności i cholernej wojny matchowej!
— Hana…
— I inspiracji! Tak!
— Zaczekaj! — Misty momentalnie zatrzymała się w miejscu, choć od ławki nie zrobiły więcej niż parę kroków. — Poczekaj, proszę... — Wysupłała ramię z chwytu Hany bardziej odruchowo, niż zamierzenie. — Nie tak szybko…!
W okamgnieniu postawa Misty Sloan zmieniła się z pozornie luźnej w uprzejmie zdystansowaną. Jej brwi delikatnie wystające spod postrzępionej grzywki ułożyły równanie konsternacji, a usta, lekko przyprószone cynamonem z kawy, wygięły się krzywo. Za szybko i za blisko. Ona nawet nie przytulała się już do rodziców, gdy ich odwiedzała raz na tydzień.
Odsapnęła cicho i skubnęła lewą kitkę wolną ręką. Jej nietęgie spojrzenie natychmiast prześlizgnęło się ku witrynie Baddies. W środku kelnerka i baristka zdążył posprzątać stolik po chaosie Morning Matcha Club.
— Nie możesz… — zaczęła cicho. Pokręciła głową z dezaprobatą. — Nie możesz tak robić. — W jej głosie na próżno Nilsinger szukałaby pretensji. — Nawet nie dałaś mi podjąć decyzji. — Spojrzała na Hanę. — Zdecydowałaś za mnie.
Nie musiała dodawać: „jak one”. Po minie Hany widziała, że zrozumiała, do czego Misty piła.
Zerknęła na swój kubek, na palce sztywno trzymające wyjątkowo sztywne ścianki; na zaczerwienione paliczki i rozprzestrzeniający się róż po bladych śródręczu. Swędzenie, pieczenie, niewygoda.
— Poza tym… — Zmarszczyła mocniej czoło. — Czemu? — spytała. Jej kąciki ust opadły, brwi uniosły się. — Nie umówiłaś się ze mną na kawę, a chcesz, żebym stała przy twoim ołtarzu. Czy jest jakiś sposób w tym… No…
Przełknęła w porę „szaleństwie”, stawiając na skonfundowane wzruszenie ramion. Nic z tego nie rozumiała.

🍵Hanka "Hej, do przodu!" Nilsinger 🍵
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak szybko odzyskany dobry humor i zapał zaczęły stopniowo wyparowywać.
W takich chwilach jak ta Hana zastanawiała się, czy kiedykolwiek w ogóle się zmieniła. Od dziecka była impulsywna, a nowe pomysły bez reszty ogarniały jej umysł, kiedy tylko się w nim pojawiły. Tak jak teraz — skoczyła wprost od złości na Natashę i Mandy do ekscytacji tym, że oto ma przecież obok kogoś, kto jest z pewnością wart więcej niż tuzin takich, jak one. W końcu stanęła po jej stronie, chociaż wcale nie musiała. Powiedziała im do słuchu i poparła Hanę, gdy ta w końcu była gotowa wykrzyczeć swoje zdanie. Przez krótką chwilę była jej sojuszniczką, więc dlaczego teraz… aż tak się wycofała?
Hana niczego z tego nie rozumiała. Przecież to był taki doskonały pomysł!
— Misty, przecież ci mówiłam, że jakoś wypadło mi to z głowy — zaczęła, lekko marszcząc brwi. — Były wakacje, co tydzień inne wesele, setki telefonów i maili, pilnowanie wszystkiego, a w tym wszystkim pilnowanie też własnego ślubu… naprawdę bardzo chciałam się z tobą umówić, posłuchać o tym, co działo się u ciebie, ale nie miałam czasu nawet o tym za bardzo pomyśleć. Dla mnie te trzy miesiące minęły jak co najwyżej tydzień. Ba… wydaje mi się, jakbyś to wczoraj oblała mnie matchą w Balzac’s. — Uśmiechnęła się, ale kąciki ust powędrowały szybko z powrotem ku dołowi, gdy dostrzegła, że Misty zupełnie nie podziela tej reakcji.
Sloane mocno ściskała kubek z kawą i wyglądała tak, jakby właśnie rozważała najbardziej uprzejmy sposób na wykręcenie się z tej sytuacji. Nawet Hana mogła to dostrzec, a nie była przecież zbyt biegła w czytaniu ludzi.
— Okej, masz rację — westchnęła ciężko, a jej palce automatycznie odnalazły pierścionki. Jeden obrót, dwa obroty, trzy obroty, powrót. — Pospieszyłam się, przepraszam.
I w zasadzie na tym Hana mogłaby zakończyć, pozwolić zakłopotanej Misty odejść, a sama — spalić się ze wstydu tu i teraz, w blasku wrześniowego słońca i w powietrzu pachnącym kawą i drożdżówkami z Baddies, ale nie byłaby sobą, gdyby nie powiedziała jeszcze czegoś. W końcu Misty pytała o metodę… a ta w przypadku Nilsinger bywała bardzo nieoczywista.
— Po prostu… tam w środku, z Tashą i Mandy… stanęłaś po mojej stronie i chyba to kazało mi myśleć, że… — Trochę plątała się we własnych słowach, potykała o nie i krztusiła, bo nie była teraz już pewna, co może faktycznie powiedzieć. Impulsywnie wyrzucane myśli eksplodowały, niszcząc relacje i wprawiając w zdziwienie, może więc trzeba było znowu nałożyć jakiś filtr? — No wiesz, to było tak, jakbyśmy przez chwilę znowu były przyjaciółkami. Tak się poczułam i… tak jakoś wyszło.
— „Tak jakoś wyszło” nie powinno być wytłumaczeniem na wszystko, Hana.
Odwróciła się tak gwałtownie, że chyba coś przeskoczyło w jej szyi. Z kawiarni, w której dopiero co przecież siedziały, wyszła postać wyglądająca jak wykrojona z żurnala. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne gestem hollywoodzkiej gwiazdy (a może tak tylko wydawało się Hanie, która nagle jakby skurczyła się o kilka centymetrów) i zmierzyła wzrokiem dwie kobiety.
— Inari? A co ty tu robisz?
— Aktualnie? Wstydzę się za ciebie.

🌻 odrost stulecia 🌻 i kanadyjski smok, Inari Nilsinger
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Inari Nilsinger to osoba, o której krążyło wiele pogłosek w ich — Misty i Hany — wspólnej przeszłości. Gdzieś w opowieściach o rodzinnym domu tej drugiej majaczyło widmo tak straszne i tak potężne, że na samo wspomnienie włos jeżył się na głowie. Imię potrafiło zmrozić krew w żyłach równie skutecznie, co obrzydzić słodką kawę, bez której Hana nie potrafiła funkcjonować.
 Misty jednak spodziewała się ujrzeć monstrum, a nie kobietę w dopasowanej, chabrowej garsonce. Dopasowanej nad wyraz. Patrząc z boku, odniosła wrażenie, że każde zagięcie materiału jest zrobione pod wymiar. Dodatki — niekrzykliwe, ale ciężkie, jak skórzana aktówka — lśniły w słońcu. Ciemne awionetki zdradzały gust do drogich, ale prostych rzeczy. W gruncie rzeczy starsza Nilsinger emanowała nastawieniem nijak łatwym do rozgryzienia — choć aparycja nieskazitelna, twarz kobiety pozostawała niewzruszona i na próżno szukano objawów sugerujących lubienie, bądź nielubienie odbiorcy.
 Inari Nilsinger to przeciwieństwo Hany Nilsinger, a jednak coś znajomego biło od starszej kobiety, kiedy tylko stanęła obok młodszej wersji. Misty nie potrafiła jeszcze określić, co to takiego, ale widziała “na pierwszy rzut oka”.
 Inari ściągnęła okulary powoli i zaczepiła o kieszonkę na piersi. Lekko przekrzywiła głowę, świdrując Hanę wzrokiem równie nieodgadnionym, co zawartość jej parującego kubka. Sądząc jednak po dyskretnej woni — coś cynamonowego. O ile to nie jej perfumy.
 — Co to w ogóle było? — spytała Inari. — O ile nie połknęłaś własnego języka po wybuchu, to raczej masz dobrą wymówkę dla tragedii, jaką jest twoje towarzystwo. — Stonowane spojrzenie przesunęło się po Hanie i zatrzymało na koszulce ze śladem po matchy. — Doprawdy. Co by powiedział ojciec?
 Sloane rozchyliła usta, aby coś powiedzieć, gdy padło:
 — A matka? — Starsza Nilsinger pokręciła głową. — Masz szczęście, że nie musieli tego widzieć. Potrzymaj. — Bez pardonu wcisnęła Hanie swój kubek i aktówkę. — To niedopuszczalne. W dodatku masz upstrzone plamy.
 — Przepraszam, ale… — zaczęła cicho Misty.
 Chabrowa marynarka przeleciała między nimi, jak kurtyna zamykająca scenę. Inari wyrównała klapy i rękawy na barkach Hany. W jej towarzystwie wszystko było odmierzone, co do miliimetra, niby element wielkiego schematu kreślonego dla kolejnych przestrzeni użytkowych Toronto.
 — Chcesz się kłócić, nie rób tego w emocjach. Ile razy ci to powtarzałam? Zachowaj twarz dorosłej. Nie jesteś już dzieckiem. — W paru krótkich ruchach Inari poprawiła ubranie, włosy oraz zabrała awionetki. Błyszczące okulary wetknęła za kołnierz czarnej koszuli. — Nie pozwala się wchodzić sobie na głowie pasożytom. — Podparła się pod boki i jeszcze raz omiotła Hanę wzrokiem. — Gnidy ciężko się wyczesuje. Jako żywe, tak i martwe.
 Misty patrzyła, jak dłonie Inari dobierają się do łańcuszka Hany i korygują go na koszulce. Doświadczenie obecności Kanadyjskiego Smoka to jedno, ale ujrzenie jej siły wpływów, wobec których Hana zdawała się być albo obojętna, albo zbita z pantałyku, to kompletnie inny wymiar.
 — Szczęście, że ona była w okolicy. — Dopiero teraz Inari spojrzała na Misty. — Bardzo przepraszam, że ogarnięcie dorosłej kobiety spadło w twoje odpowiedzialne ręce. — Prawie ukłoniła się, ale w porę przypomniała sobie, że nie jest już na Czedżu z ojcem, i tylko lekko skinęła głową. — Dziękuję, że pomogłaś się pozbyć złego towarzystwa, zanim moja siostra zbłaźniłaby się do końca.
 — Huh? — Oczy Misty zrobiły się wielkie jak pięć złotych. — Ja… nic nie zrobiłam. — Odchrzaknęła, imitując kaszlnięcie, gdy usłyszała, jak łamie jej się głos. — A Hana się nie zbłaźniła i…
 — Nonsens.
 Pytająca mina Misty wywołała drobny uśmiech na twarzy Inari. Lisi wyraz, który mógł oznaczać wszystko i nic. Ścisnęła mocniej dłoń na kubku. Nie parzył. Jak miała się teraz przywołać do porządku? Uciekła wzrokiem ku witrynie Baddies i uśmiechnęła się krzywo.
 — Ale to… to naprawdę jej zasługa. Mandy i Tashi… — Wkradło się krótkie wywrócenie oczyma Nilsinger. — …są dość trudnymi charakterami.
 — Ekwiwalent gówniarzy z drugiej klasy podstawowej, co namawiają dobre dzieciaki do palenia.
 — Chcę powiedzieć, że Hana poradziła sobie. — Zrobiła krok w stronę Hany. — I zrobiłaby to też beze mnie.
 Przez chwilę Misty mierzyła się z ciężarem, jaki nakładała na jej barki uwaga Inari. Panująca między nimi przerwa zdawała się ciągnąć, jak długi makaron nawijany na uszy. Niewygodna i gęsta. Misty chciała wrócić do domu, tymczasem wpadła w sam środek afery rodzinnej jeszcze przed dziesiątą rano.
 Inari zabrała Hanie aktówkę.
 — Jeżeli masz problem z druhnami, trzeba je wymienić. Jeżeli to Nate — pozbądź się go. Rodzice ci tego nie powiedzą, ale nie musisz robić nic pod publiczkę. Nie jesteś aktorką z Hollywood. Ani księżną angielską. Twój ślub nie jest wydarzeniem roku.
 Misty wcisnęła wolną dłoń do kieszeni spodni. Natychmiast odnalazła samotny kawałek nitki do skubania. Skubała i skubała, i... zgadzała się z Inari.
— Ale dla niej to ważne...

🙉 Hanka w opałach Nilsinger 🐉
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez całą tę absurdalną wymianę zdań zdawało się, że Hana jest gdzieś obok, nie do końca świadoma tego, co się do niej mówi i co się z nią dzieje. Poddawała się bez dyskusji wszelkim zabiegom Inari, patrząc jedynie przed siebie i słuchając połajanki bez najmniejszej reakcji — ani słowa, ani drgnięcia mięśni, zupełnie jakby skamieniała.
Nie było to nawet aż tak dalekie od prawdy — w końcu w obliczu Kamiennego Smoka, jakim była Inari Nilsinger w oczach młodszej siostry, nietrudno było po prostu zamienić się w żywy posąg i próbować przeczekać do momentu, w którym strumień ognia się skończy, a ona straci chwilowe i zapewne przypadkowe zainteresowanie czymś innym niż liczby, wykresy, tabelki i szkice.
Hana często czuła, że uwaga jej siostry skupia się na niej tylko w dwóch momentach. Kiedy robiła coś źle i Inari widziała w tym swoją szansę na interwencję, lub kiedy działanie Hany — lub jego zaniechanie — w jakikolwiek sposób kolidowały z jej planami czy wyobrażeniem danej sytuacji. Poza tym młodsza Nilsinger tak naprawdę mogła nie istnieć, a przynajmniej tak się z tym wszystkim czuła.
I chociaż to nie Inari zapoczątkowała całą kampanię porównywania sióstr między sobą, chociaż winą o nią obarczać można było jedynie rodziców, to… też niczego nie zrobiła, by ją przerwać. Czy wygrała jej wrodzona ambicja, chęć zaimponowania ojcu czy coś innego, tego Hana nie wiedziała. Nie musiała tego wiedzieć, by w momentach krytycznych gubić przy Inari rezon.
— Na ślubie będzie dużo kontrahentów Nate’a — odezwała się w końcu cicho. Zdawało się, że cały jej wcześniejszy zapał do pyskówek wyparował, ale gdy wreszcie podniosła wzrok na siostrę, w ciemnych oczach coś błyszczało i nie były to łzy. — A z druhnami już sobie poradziłam, dziękuję ci bardzo. I ciekawe od kiedy to nie muszę robić niczego pod publiczkę? Nawet cholerne obiady z rodzicami są u nas pod publiczkę…
— Przestań się unosić, już ci coś na ten temat powiedziałam. Znowu chcesz zrobić scenę?
— A co? — Hana wyprostowała się nagle i zdmuchnęła z czoła niesforny kosmyk. — Groźny kamienny smok boi się odrobiny niechcianej uwagi przechodniów?
— Zachowujesz się śmiesznie. I mówiłam wielokrotnie, żebyś mnie tak nie nazywała, nie jesteśmy już dziećmi — powtórzyła Inari, a tylko lekka zmarszczka między brwiami była odchyleniem od jej obojętnego wyrazu twarzy. — Sama chyba już nie wiesz, o co ci chodzi, Hana. Mówiłam to wielokrotnie, ale chyba trzeba powtórzyć. Dorośnij.
— W tej chwili chodzi mi tylko o to, żebyś przestała komentować moje zachowanie. Dasz radę się chociaż raz powstrzymać?
Inari odpowiedziała twardym spojrzeniem i chyba odruchowo wygładziła nieistniejące zagniecenie na swoim rękawie.
— Mogłabym przestać, ale będzie to ze szkodą dla ciebie. Sama wyraźnie nie potrafisz się zachować. Ba, nie potrafisz nawet wybrać, czy chcesz grać według zasad, czy wyjść przed szereg.
— A teraz do czego niby pijesz, co? — Rumieniec złości zaczął wracać na bladą szyję i okrągłe policzki Hany.
— Usprawiedliwiasz tę szopkę ze ślubem tym, że będą na nim partnerzy biznesowi Nate’a. Jednocześnie marudzisz na performatywny charakter rodzinnych obiadów. Kompletny brak koherencji. Więc czego chcesz?
Na kilka sekund, dłużących się jak całe godziny, zapadła cisza. Misty wciąż stała z ręką w kieszeni i taką miną, jakby bardzo chciała stamtąd zniknąć, Hana mierzyła gniewnym spojrzeniem Inari, która jako jedyna wciąż zdawała się kompletnie nieporuszona.
— Nie wiem — odparła w końcu młodsza z sióstr Nilsinger, przenosząc pełną uwagę na Misty. — Przede wszystkim chyba chcę końca tej rozmowy. Misty, nie musisz zgadzać się na moją wcześniejszą propozycję — zaczęła ostrożnie, robiąc pół kroku w jej stronę. Stały już znowu na wyciągnięcie ramienia. — Ale proszę, po prostu… chodźmy stąd.

🌻 Misty "confused as fohk" Sloane 🌻
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prośba Hany była prosta. Może nawet zbyt prosta jak na wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatniej godziny. "Po prostu chodźmy stąd" — bez deklaracji, bez kolejnego tłumaczenia się, bez próby naprawienia w pięć minut czegoś, co najwyraźniej psuło się znacznie dłużej.
Misty przesunęła wzrok z Hany na Inari. Starsza Nilsinger stała obok nich z miną kogoś, kto już dawno podjął decyzję, ale nie zamierzał wykonywać za innych żadnego ruchu. W tym było coś zaskakująco znajomego. Misty znała ludzi, którzy całe życie próbowali urządzać cudze, a mimo to Inari — przy całej swojej bezpośredniości — właśnie zostawiła Hanie wybór. To wystarczyło.
Skinęła głową. Nie powiedziała nic. Po prostu odwróciła się i ruszyła z powrotem w stronę Baddies. Dopiero przy drzwiach przypomniała sobie o kawie.
Jej kubek wciąż pozostawał pełny. Baristka zdążyła już zebrać katalogi, które ucierpiały w matchowej wojnie, i wcisnąć je do przezroczystej foliówki. Torebka Hany nadal leżała przy krześle.
— Ja to wezmę — mruknęła Misty, bardziej do siebie niż do kogokolwiek. Podniosła torebkę, zarzuciła ją sobie przez ramię, a foliówkę wsunęła pod pachę. Przy okazji zamierzała pozbyć się swojego kubka.
Kawa była nadal gorąca. Kierowana przekonaniem, że skoro dłoń zdążyła już przywyknąć do temperatury, to zawartość kubka również powinna być zdatna do spożycia, upiła większy łyk. Natychmiast pożałowała.
— Cholera. — Odchyliła kubek od ust, zaciskając powieki. Język zapiekł ją niemal równie mocno, jak wcześniej palce. Przez moment stała z miną osoby, która właśnie została osobiście obrażona przez napój.
Baristka popatrzyła na nią z drugiego końca lady.
— Wszystko w porządku — zapewniła Misty, zanim kobieta zdążyła zapytać. Nie było, ale nie zamierzała robić z tego kolejnego wydarzenia tego poranka. Podchodząc do kasy, sięgnęła po portfel. — Dwie kawy. Tę moją i…
— Już zapłacone.
Misty zatrzymała się.
— Co takiego?
Baristka skinęła głową w kierunku Inari tłumaczącej coś naburmuszonej Hanie. Misty powoli odwróciła głowę. Starsza Nilsinger nawet nie wyglądała, jakby uważała to za coś wartego odnotowania.
— Nie musisz wszystkiego robić sama — rzuciła tylko do młodszej siostry, choć jej spojrzenie na moment przesunęło się ku Misty przez szybę. — To nie jest oznaka słabości.
Sloane przez chwilę przyglądała się kobiecie. Potem zerknęła na własny portfel, który wciąż trzymała w dłoni.
— Okej — powiedziała cicho. — To… dziękuję. — Wyciągnęła z przegródki pięć dolarów i wrzuciła do słoika na tipy.
Baristka uśmiechnęła się szeroko.
— Życzę miłego dnia i do zobaczenia.
Misty nie wiedziała, czy Inari właśnie jej pomogła, czy po prostu wyeliminowała kolejną pozycję z listy rzeczy do zrobienia. Podejrzewała raczej to drugie.
Wyszła przed kawiarnię i dopiero wtedy odetchnęła pełniej. Słońce rzeczywiście wyszło już prawie na dobre. Poranek nie miał w sobie nic z ciężkiej atmosfery sprzed kilkunastu minut. Toronto zaczynało się rozkręcać; samochody przesuwały się ulicą, ktoś po drugiej stronie chodnika prowadził psa, a w drzwiach Baddies minęła grupkę nastolatków, którym bardziej zależało na lajkach niż nauce w pobliskim liceum.
Misty poprawiła pasek torebki Hany.
— Dobra. — Spojrzała na młodszą Nilsinger. — Pokaż mi swoją suknię.
Hana chyba potrzebowała chwili, żeby przetworzyć te słowa.
— Teraz? — padło z wyraźnym niedowierzaniem.
— Tak. Teraz. — I zanim zdążyła się rozmyślić, Misty złapała ją za rękę. Krótkie, uprzejme skinięcie w stronę Inari był wszystkim, na co znalazła w tej chwili czas. — Do widzenia.
— Powodzenia — odpowiedziała starsza Nilsinger. — I napisz do matki, Hana!
Misty ruszyła przed siebie. Dopiero po kilkunastu krokach dotarło do niej, że właściwie nie ma pojęcia, dokąd idzie. Ciało najwyraźniej wybrało trasę do domu automatycznie. Znało ją zbyt dobrze, by pytać o zgodę głowę. Do mieszkania było jednak jeszcze sporo drogi, a Misty właśnie maszerowała chodnikiem z cudzą torebką na ramieniu, foliówką pełną przemoczonych katalogów pod pachą i kubkiem kawy w drugiej dłoni.
Jej język nadal piekł. Jej palce nadal miały czerwone ślady. A mimo wszystko po raz pierwszy od bardzo dawna nie czuła, że musi wiedzieć, co będzie dalej. Wystarczyło, że szła.


🏃‍♀️Hana Nilsinger🏃‍♀️
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie było wcale tak, że Hana nie znosiła swojej siostry.
Ilekroć jednak Inari pojawiała się na obrazku, to zawsze po to, by w mniej lub bardziej oczywisty sposób udowodnić Hanie, że ta coś robi, zrobiła lub dopiero zrobi źle. Nie inaczej było teraz, a przynajmniej tak się jej właśnie zdawało; i uczucie to nie minęło jeszcze przez kolejne minuty, kiedy postać w perfekcyjnie dopasowanej garsonce dawno już zniknęła z radaru, a Hana nagle zdała sobie sprawę, że Misty ciągnie ją za rękę gdzieś przed siebie.
— Misty… — zaczęła słabo, ale kobieta chyba jej nie usłyszała. — Misty, idziemy w złym kierunku…
Dopiero ta informacja — chociaż rzucona tak nieśmiało, jakby Hana bała się przerywać ten Wielki Marsz — zmusiła Sloane do zatrzymania się na moment. Ich spojrzenia spotkały się ponad wciąż splecionymi w mimowolnym uścisku dłońmi. Misty z wolna poluzowała chwyt, a Nilsinger delikatnie oswobodziła rękę, jakby nie była pewna, czy powinna to robić.
— Dziękuję, że pomogłaś mi zwiać od Inari, ale… — Pokręciła głową z lekkim zażenowaniem. — No, już jej z nami nie ma. Pewnie spod Baddies też już poszła, a ja, no wiesz, zaparkowałam tam w okolicy. Więc jeśli to był sprytny wybieg, żeby już odejść, to mogę odwieźć cię do domu. Albo nie — dodała jeszcze szybko, niepewna, na ile może sobie pozwolić.
Niczego już nie była pewna z Misty Sloane. Może dawna przyjaciółka wcale nie chciała jej zdradzać, gdzie mieszka. Może podwózka do domu byłaby przekroczeniem granicy tak samo jak nagłe zaproponowanie zostania jej druhną?
— Ale jeśli naprawdę chcesz zobaczyć tę suknię, to też musimy pojechać w inną stronę — dopowiedziała po chwili, wracając wzrokiem do żółtych kiteczek, a potem do bladej twarzy i błyszczących zmęczeniem oczu.
Kilka sekund ciszy wydawało się trwać wieczność.
— Chcę zobaczyć.
I lekki, zachęcający uśmiech. Słaby, ale zdecydowanie bardziej obiecujący, niż wcześniejszy uprzejmy, pełen dystansu grymas, jaki jej zaserwowała pod Baddies.
— Okej. W takim razie musimy zawrócić. Chyba skorzystam z okazji i wezmę sobie jeszcze karmelowe latte. Nie żebym krytykowała twój gust, ale ani matcha, ani americano, nawet słodzone, to nie moja bajka.

***

White Toronto wyglądało dokładnie tak, jak można było wyobrazić sobie każdy ekskluzywny salon sukien ślubnych. Wszechobecna biel, eleganckie meble z giętymi nogami, dopracowane kwiatowe detale i estetyczne zdjęcia w dużym formacie, przedstawiające największe hity sprzedażowe ostatnich lat, ujęcia z pokazów mody albo postacie ze świata showbiznesu, które nosiły stroje od współpracujących z tym butikiem projektantów.
— To chwilę potrwa, zanim pani Nilsinger się ubierze. Suknia wymaga jeszcze poprawek, więc może pani na spokojnie sobie usiąść, pani…?
— Zastanawiam się, jak to jest, Hazel, że miałam mieć ślub w czerwcu, a we wrześniu moja suknia dalej nie jest gotowa — padło zza przesuwanych drzwi do garderoby. Hazel, na oko dwudziestokilkuletnia dziewczyna, zrobiła przerażoną minę, ale ton Hany wcale nie wskazywał na przyganę. Był raczej żartobliwy.
— Bo pani poinformowała nas o zmianie daty i aż tak się nie spieszyłyśmy…
— Zauważyłam, inaczej nie musiałabyś zbierać nadmiaru materiału klipsem. Mogłam wam wcale nie mówić o tej zmianie…
— Ale pani Nilsinger, proszę pomyśleć o tym inaczej! Jeśli będą jakiekolwiek… no wie pani, f l u k t u a c j e pani wagi, to wciąż mamy dużo czasu, żeby wszystko dopasować. Między czerwcem a listopadem bardzo dużo może się wydarzyć w takich kwestiach…
W garderobie zapadło ciężkie milczenie.
Hazel tego nie wiedziała, ale dotknęła czułego punktu; chociaż Hana na co dzień nie była aż tak przeczulona w kwestii swojej masy ciała, tak uszczypliwe komentarze byłych koleżanek wyraźnie odcisnęły ślad na jej umyśle. Reszta przymiarki — a ta faktycznie trwała długo — mijała raczej w ciszy.
— Jest pani gotowa? — spytała w pewnej chwili Hazel, wychylając się zza drzwi i zerkając na Misty, siedzącą cierpliwie na białej (oczywiście) atłasowej sofie. — Oczywiście kiedy dojdzie fryzura, makijaż, biżuteria to obraz będzie pełniejszy, ale sama sukienka również jest zjawiskowa… Danielle Frankel nigdy nie zawodzi, to mogę pani powiedzieć.
Kilka sekund później ekspedientka odsunęła się z drogi i stanęła usłużnie z boku, a z części garderobianej wyszła wreszcie jeszcze panna Nilsinger.
Jedwabna suknia miękko opływała ciało Hany, otulając i podkreślając jego krzywizny. Długie, lekko rozkloszowane rękawy stanowiły udany kontrast dla stosunkowo niskiej linii drapowanego dekoltu i mocno wyciętych pleców. Choć z tyłu nadmiar materiału był w kilku miejscach zebrany dużymi, złotymi spinaczami, z przodu kreacja prezentowała się… nienagannie.
Ciężko było dopatrzeć się miejsca, w którym cokolwiek miałoby się rolować, wypływać czy generalnie — nie pasować.
— I… jak? Naprawdę jest aż tak źle? — spytała nerwowo Hana, skubiąc krawędź długiego, opadającego na dłoń rękawa. Rzuciła tylko krótkie spojrzenie w lustro, ale, spłoszona, prędko wróciła oczami najpierw do Misty, a potem do rozlewającej się pod nią kałuży jedwabiu.

🌻Misty Sloane🌻
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baddies”