ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
172 cm
siedzę w zarządzie w firmie ojca
Awatar użytkownika
„In the business of life, the people who don't take risks generally lose.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pozbądź się problemu.
Zerwij z nim.

Te słowa towarzyszyły jej przez całą podróż z Dubaju do Toronto. Spotkanie z ojcem nie przebiegło zbyt dobrze. Rozkaz. Powinna się sprzeciwić, chociaż ten jeden raz. Nie potrafiła. Potulnie spuściła głowę, a jej myśli krążyły wokół tego, jak spełnić swoją powinność i nie stracić mężczyzny, który był jedynym powiewem normalności w jej życiu.
Nie mogła go stracić.
Balansowała na cienkiej linii kłamstwa, uznając, że w ten sposób go chroniła. Przed rodziną, dla której liczyły się jedynie rezultaty i pieniądze. Usprawiedliwiała każdy swój czyn, bo tak było wygodnie. Wciąż ta sama wymówka - praca. Nie spotkała się z nim po powrocie. Ani przez kilka najbliższych dni. Planowała. Tyle, że na każdym krańcu tej drogi... W każdej symulacji za i przeciw jasno wynikało, że nie była lepsza od Hussaina Sajwaniego. Bo żeby być na samym szczycie i nie spaść w dół, musiała stać się takim samym potworem, co jej ojciec. Jeśli chciała zaskarbić sobie jego przychylność i uznanie, musiała odłożyć na bok własne emocje i poświęcić relację, którą pielęgnowała od dwóch lat.
Tylko nie dzisiaj.
Jutro.
Może. Będę wieczorem. U ciebie?
Krótka wiadomość. Stukot obcasów na długim korytarzu, gdy z uśmiechem na ustach podeszła do drzwi. Zawsze, gdy tutaj przychodziła jej mięśnie się odprężały, a po jej twarzy od razu było widać szczęście. Atmosfera w mieszkaniu jej chłopaka przypominała dom. Taki z prawdziwego zdarzenia. Było tutaj inaczej niż u niej, bardziej przytulnie.
Ściągnęła długi płaszcz, który powiesiła na haczyku i poprawiła obcisłą sukienkę, wchodząc do salonu. - Stęskniłam się. Wzięłam wino czerwone wytrawne, będzie pasować? - pocałowała na przywitanie chłopaka, który wyszedł z kuchni, wycierając swoje dłonie o ściereczkę. Zarzuciła mu dłonie na szyję, żeby przeciągnąć tę chwilę czułości. - A ty? Tęskniłeś? Mam dla ciebie kilka upominków z Dubaju. Mój ojciec żałował, że nie mogłeś przylecieć ze mną. - kłamstwo gładko opuściło jej usta, gdy trzymając się za dłonie, ruszyli w kierunku kuchni. - A teraz skupmy się całkowicie na tobie. Jak w pracy? Co dzisiaj gotujemy? - oparła dłonie o ladę i zaśmiała się widząc, że na blacie leżały już różne produkty. Nawet nie wiedziała, skąd on to miał. Ona nie chodziła na zakupy spożywcze. Nie gotowała. Wyjątkiem były te chwile spędzone z nim. Przynajmniej jej brak umiejętności w tej dziedzinie nieraz rozbawiał Maggio, który porównywał ją do Kendall Jenner ze słynnej sceny z krojeniem ogórka. Jej pierwsza próba nie wyglądała lepiej. Podpisywanie milionowych kontraktów zdecydowanie było prostsze niż robienie sałatki.

Maggio Winters
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie powinien odczuwać spokoju i wolności, kiedy był sam. Powinien tęsknić, zasypując swoją dziewczynę milionem wiadomości, w których zapewniałby ja o uczuciu, jakim ja darzył. Wysyłać zdjęcia, którymi dzieliło się ze sobą tak wiele par. Problem w tym, że Maggio nie miał zielonego pojęcia czym dokładnie było to, co odczuwał w stosunku do Elviry. Byli już ze sobą jakiś czas i chociaż początkowo uważał, że ich relacja była dobrym wyborem, pozwalając mu wrócić do normalności po wszystkim tym, co miało miejsce w Szkocji, tak z czasem zaczynał kwestionować sam siebie. Szanował ją, podobała mu się jej bliskość jak również towarzystwo, kiedy odwiedzała go, spędzając u niego kolejne dni. Nie wyobrażał sobie chwili, w której nagle miałoby jej obok niego nie być, a jednak czuł, że jego serce nie jest jej w pełni oddane. Nie biło w rytm jej, zupełnie gubiąc wspólną nutę. Nie odczuwał motyli ani nieopisanego uniesienia. Nie wyczekiwał jej z utęsknieniem, które doprowadzało do szaleństwa.
Czy powinien to zakonczyć?
Takie myśli pojawiały się w jego głowie, chociaż wcale ich nie chciał. Nie chciał jej od siebie odsuwać, nie chciał z jej rezygnować. Miała wyleczyć jego serce, a on miał jej je oddać już w pełni poskładane. Czemu więc nadal brakowało elementów, których nigdzie nie było widać?
-Przecież ją kocham - powiedział do Szyszki, która stała obok niego w kuchni. Dostał wiadomość, Elvira miała dzisiaj przyjść po kolejnym pracowniczym wyjeździe. Często jej się zdarzały, a Winters przypłapywał się na tym, że wyczekuje tych dni, jakby wcześniej się dusząc. Nie przez nią - przez siebie, bo nie był pewien, czy jest w stanie dać jej wszystko, na co zasługiwała. Była cudowna, nigdy w to nie wątpił. Co więc z nim było nie tak?

Serce me tęskni, choć milczy uparcie,
Wspomnienie jej nosi przegrywając to starcie
Każdy mój oddech ku niej się rwie,
Bo tylko przy niej me serce być chce

Uśmiechnął się na jej widok, jakby wcześniejsze myśli nie miały znaczenia. Kiedy była obok świat wyglądał zupełnie inaczej. Znikały wątpliwości, czając się jedynie w kącie, gotowe zaatakować, gdy tylko wróci do siebie.
-Już myślałem, że o mnie zapomniałaś. Jeszcze chwila, a moje serce zwiędłoby z tęsknoty. Pięknie wyglądasz - powiedział, prześlizgując się spojrzeniem po jej ciele. Była zjawiskowa, niczym postać z dzieł sztuki, którymi ludzie powinni się zachwycać. - Będzie idealne - skinął głową, obejmując ją i mocno do siebie przyciskając. Patrzył w te znajome oczy - czemu nie potrafił oddać im całego siebie?
-Kiedyś go odwiedzę, możesz mu to przekazać. Teraz mam za dużo pracy, mam nadzieję, że nie jesteś o to zła - rzucił, składając na jej ustach kolejny pocałunek, chcąc sprawdzić, czy nadal smakowała tak samo. - Tęskniłem - skłamał, czując do siebie pogardę. Wpił się ponownie w jej usta, chcąc przekonać zarówno siebie, jak i ją. - Nie mówmy teraz o mojej pracy, chcę się nacieszyć tobą i twoimi wrażeniami z podróży - uśmiechnął się, gładząc ją po policzku, niemal w uwielbieniem.
Spojrzał na rzeczy porozkładane na blacie. Wspólne gotowanie, czy było coś bardziej romantycznego w zaciszu mieszkania?
-Dzisiaj, Moja Piękna, zrobimy potrawkę warzywną z faszerowanymi klopsikami. Liczę, że się uda, bo nie mam planu awaryjnego - zaśmiał się, podając jej fartuch. Szkoda byłoby ubrudzić sukienkę, którą miała na sobie, chociaż wizja ściągnięcia jej z niej była kusząca.

Elvira Sajwani
26 y/o
For good luck!
172 cm
siedzę w zarządzie w firmie ojca
Awatar użytkownika
„In the business of life, the people who don't take risks generally lose.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Stali naprzeciwko siebie, tak blisko, a jednak bez świadomości tego, co miało kiedyś nadejść. Wielu myślało, że miłość musiała mieć tę całą otoczkę fajerwerków i różowych okularów. Oni zbudowali to piękne uczucie na przyjaźni i spokoju. Czy aby jednak na pewno? Brakowało tych porywów namiętności. Szalonych decyzji, gdy kochankowie na przekór wszystkiemu biegli w swoją stronę. Zawsze myślała, że ich racjonalność była atutem. Że to coś między nimi zostało zbudowane na solidnych filarach, których czas nie złamie. Czegoś brakowało. Czuła to. Może dlatego nie sprzeciwiła się rozkazowi ojca? Gdybanie nie rozwiązywało niczego. Lawirowała na cienkiej granicy kłamstwa, szukając rozwiązania, które pozwoliłoby jej spełnić oczekiwania, a jednocześnie zachować ten stan rzeczy.
Bo mimo wszystko nie była w stanie odejść od niego.
Bo gdy spoglądała w jego oczy i ten uśmiech, to wierzyła, że są w stanie przetrwać każdą burzę. Kochała Go. W ten pewien wyjątkowy sposób, ale czasami sama miłość była niewystarczająca. Nigdy nie pytała o przeszłość. Interesowała ją jedynie przyszłość i to może był błąd.
- Ta różnica czasu niemal mnie wykończyła. Teraz zostanę na dłużej. Obiecuję, że jeszcze będziesz miał mnie dość. - uśmiechała się, ale tym gestem starała się ukryć oszustwo. Cel, przez który miała teraz więcej czasu spędzać w Toronto. Biznes był drogą usłaną wieloma trupami. Wiedziała o tym, ale zawsze sądziła, że swoją wiedzą i doświadczeniem ujmie ojca za serce. Że tym sposobem nie stanie się marionetką, która będzie musiała wykorzystywać swoje kobiece względy, żeby uwieść mężczyznę.
To w tych ramionach odczuwała spokój. Powinna o to walczyć z całych sił. Czy uda jej się wygrać to rozdanie kart bez żadnych strat?
- Zanudziłbyś się. Przez całą kolację potrafi mówić tylko o giełdzie i planach na nowe nieruchomości. Nawet ja przysypiałam. Cieszę się, że w końcu udało nam się dopasować grafik. - kolejny pocałunek. Czuły gest, który poznała przy nim. W końcu coś, co było bezcenne, nie dało się tego wycenić.
- Kocham Cię. - wyszeptała pomiędzy pocałunkami i przejechała palcami po policzku ukochanego. Oddałaby wszystkie klejnoty i pieniądze tego świata, żeby zatrzymać go przy sobie. Życie matki jednak było cenniejsze.
- Przecież co chwilę wyjeżdżam. - zaśmiała się uroczo i przejechała noskiem po jego szyi, gdy podał jej fartuszek. Wielu zabiłoby za ten widok. Za uśmiechniętą kobietę sukcesu w sukience szytej na miarę od projektantów i fartuszku. To zderzenie dwóch światów zawsze wprawiało ją w osłupienie. Jak wiele nie wiedziała i straciła żyjąc w swojej złotej klatce. Również zazdrościła poniekąd tego życia, lgnąc do tego. Mimo to miała szansę na życie, którego niewielu doświadczyło.
- Brzmi skomplikowanie. Masz przepis? - była wzrokowcem. Łatwiej było jej się odnaleźć, gdy miała coś już zapisane. - Przestań tak na mnie patrzeć, bo zaraz będziemy w samych fartuchach! Od czego zaczynamy? Od farszu czy od wina? - specjalnie go próbowała rozkojarzyć. Przesunęła palcami po ramiączku sukienki, zsuwając je z ramienia.

Maggio Winters
ODPOWIEDZ

Wróć do „#42”