ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Uwielbiał swoje dotychczasowe życie, powinien się według ojca ustatkować, ale miał w nosie to co mu mówił na temat przyszłości, Diego był niczym wieczne dziecko, które potrzebowało bodźców. Dość szybko nudził się w Toronto dlatego wpadał na szalone pomysły, jak krótkie wycieczki swoim prywatnym samolotem chociażby na jakąś fajną plażę. Bardzo lubił zwiedzać, czuł się wtedy wolny i niczym się nie przejmował a impreza po prostu trwała do białego rana.
Lubił otaczać się także wyjątkowymi ludźmi, dla których skoczyłby po prostu w ogień, wprawdzie miał ich niewielu i mógł policzyć ich na palcach jednej ręki, ale jedna osoba miała dla niego szczególne miejsce. Rudowłosa urzekła go swoją zaciętością i temperamentem, dość szybko złapali wspólny język jeśli chodzi o styl życia i to ją najchętniej zabierał na wycieczki.
Zanim jednak postanowił do niej napisać, że zaraz szofer pod nią podjedzie sprawdził czy latanie samolotem jest bezpieczne w ciąży. Gabriela była w ciąży… nadal nie mógł w to uwierzyć, ale cieszył się, że zostanie wujkiem i na pewno będzie rozpieszczał tego małego brzdąca, nie ważne jakiej będzie płci. Po części traktował dziewczynę jak swoją rodzinę, a ona była dla niego najważniejsza w życiu, nawet gdy nie dogadywał się z ojcem.
Wyciągnął telefon wystukując wiadomości do Gabi i uśmiechnął się lekko chowając go z powrotem do kieszeni spodni.
najseksowniejszy przyjaciel
Cześć mała, chcesz się wyrwać na chwilę z Toronto?
Mój szofer będzie po Ciebie za 15 minut.
Weź ze sobą coś ładnego i niezbyt ciepłego, zabieram Cię gdzieś.
Wiadomość...


Na płycie lotniska czekał już na niego prywatny samolot, była to jedna z pierwszych rzeczy, którą sobie kupił za hajs swojego ojca marząc o podróżach, często odwiedzał Hiszpanię, ale ten trip był zbyt długi dla Gabrieli, dlatego postanowił, że polecą w inne miejsce.

Oddał swoją walizkę stewardessie, rzucając jej oczko na co ona się zarumieniła i przesunął lekko spojrzeniem po okolicy zerkając na zegarek, Szofer powinien być pod drzwiami Gabi za dziesięć minut, zawsze był punktualny pod tym względem, więc oczekiwał, że pojawią się tutaj w ciągu parunastu minut i będzie mógł ją znowu zobaczyć i uściskać.
Oparł się o swój samochód, czekając na dziewczynę. Sam marzył o tym, żeby wyrwać się na stałe z tego miasta, które jak miał wrażenie po prostu go dusiło. Tęsknił za słoneczną Hiszpanią, za klimatem i ludźmi z którymi imprezowało mu się najlepiej, może jeszcze w tym miesiącu odwiedzi swoich dziadków? Mógłby także kiedyś zabrać tam rudowłosą, żeby ich poznała, chociaż Ci zapewne by uznali, że nareszcie znalazł sobie dziewczynę.
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

outfit

Żeby życie miało smaczek... Raz plaża, a innym razem maczek.
Stabilne życie było przereklamowane. Diego był jej bratnią, nieposkromioną duszą. Nie wyobrażała sobie, żeby ten wariacik był kiedyś poukładanym obywatelem tego kraju. Był zepsuty do szpiku kości. Nie znał słowa odpowiedzialność. Był tym złotym chłopcem, który nie znał wartości pieniądza. Uwielbiała go za tą rozrzutność. Spontaniczność, która objawiała się w tych szalonych nocach, które spędzali nieraz wspólnie. W tych wyjazdach, które miały trwać weekend, ale przedłużały się, bo żadne z nich nie chciało wracać. Oboje kochali wydawać hajs jego starego. Zero skrupułów, więc dziś widząc wiadomość od niego, to nie było mowy, żeby odpowiedź brzmiała inaczej.
My single lady
A gdzie jakieś hej? Pocałuj mnie w dupę?
15 minut?!
Powiedz mu, że już schodzę!
Wiadomość...
Piętnaście minut. Dobre sobie. Jak połowę tego czasu spędziła na wyborze butów. Szpilki czy coś wygodnego? Białe adidaski jednak wygrały, bo uznała, że jak coś to na miejscu zaliczą kilka sklepów i dorzuci do swojej kolekcji kolejną parę. Nie miała czasu na wielkie pakowanie. Nawet nie zaczynała tracić tych cennych minut na wyciąganie walizki, a zamiast tego wcisnęła do torebki w razie czego strój kąpielowy i kilka najpotrzebniejszych rzeczy. W końcu kobieca torebka, to była studnia bez dna. Można było w niej znaleźć dosłownie wszystko i była niemal pewna, że kilka rzeczy będzie musiała wyrzucić przy odprawie.
Bo jak poinformował ją szofer, zmierzali właśnie w kierunku lotniska. Mogłaby się przyzwyczaić do takiego życia. Do ludzi, którzy chodziliby za nią jak wierne pieski i czekali tylko na jej skinienie paluszka. Bawiła się przyciskami na podłokietniku, sprawdzając, jakie funkcje były dla niej dostępne. Jeden przycisk nawet otwierał mini lodówkę. Cudo. Zgarnęła wodę, która pewnie była z jakiegoś lodowca i kosztowała fortunę. Smakowała jak zwykła woda, ale i tak była fancy.
Z żalem pożegnała więc swoją nową zabaweczkę, ale zaraz na jej ustach pojawił się uśmiech, bo już tam na nią czekał Diego. Który od razu pochwycił ją w swoje umięśnione ramiona. Raj. Mogłaby go macać całe południe i nie znudziłoby jej się to. Doceniała efekty jego poświęcenia na siłowni.
- Hola, guapo. ¿A dónde me llevas? - szybki buziak w usta i już się rozglądała, jakby najmniejsza pierdółka mogła jej zdradzić ich cel. Hiszpania? Loty były najgorsze. Nie znosiła tak długiej bezczynności, ale dla pewnych widoków była w stanie się poświęcić.
I tak jak myślała. Kilka rzeczy musiała pożegnać. Bla... Bla... Bla... Ryzyko. Procedury bezpieczeństwa... Bla... Coś tam Bla...
Żenada.

Diego Sullivan
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On i poukładany obywatel? Nigdy w życiu! Diego był jego totalnym przeciwieństwem, wpadał na głupie pomysły i nawet w środku nocy był w stanie zadzwonić na lotnisko, że potrzebuje swój prywatny samolot bo wylatuje, najczęściej to pakował się w pośpiechu zapominając wielu rzeczy, ale zawsze mógł je kupić na miejscu. Załoga jego samolotu nauczyła się, żeby zaopatrzyć w niektóre rzeczy, które mogłyby być mu potrzebne, tak więc w samolocie czekały już na niego ubrania na wszelkie okazje, gdyby zupełnie przypadkiem (czasami ma sklerozę, ok?) zapomniał ich zabrać. Mieli także dobrze zaopatrzony bar, który podobał mu się najbardziej i także na rzecz ciężarnej rudowłosej sprowadzili najlepsze zero procentowe trunki.
Czyżby po prostu nie zadbał o wszystko?.
Kącik jego ust drgnął lekko na widok jej wiadomości, schował z powrotem telefon do kieszeni i czekał na jej przybycie.
Lubił spędzać czas z Gabrielą, podzielała jego zamiłowanie do wydawania pieniędzy jego ojca, który nie oszczędzał ich na wycieczki, może to właśnie dlatego ją najbardziej lubił zabierać ze sobą i rozpieszczać. Miała charakter, który mu się podobał, więc nic dziwnego, że tak dobrze się dogadywali.
Byli w pewien sposób do siebie podobni a jednocześnie tak różni.
Odetchnął lekko gdy na płycie lotniska pojawił się znajomy samochód, wyprostował się i wyszedł parę kroków w stronę dziewczyny, żeby ją powitać, kiedy tylko podeszła do niego to objął ją mocno obracając w powietrzu dookoła, dopiero potem postawił ją na ziemię.
— Nie mogę zdradzić celu naszej podróży, ale nie jest on daleko, więc się nie martw — kącik jego ust rozszerzył się lekko w uśmiechu kiedy skierowali się w stronę czekającego na nich samolotu, jak zawsze Diego został dobrze przywitany. Na pokładzie pilot podał mu rękę, a stewardessa uśmiechała się do niego.
— Oczywiście musiałem zaciągnąć opinii znajomego lekarza czy w Twoim stanie możesz latać, ale nie ma żadnych przeciwwskazań — wyrzekł jak już zajęli miejsca w swoich wygodnych skórzanych fotelach, a barman za barem zaczął mu robić drinka bez żadnego uprzedzenia.
Po chwili dwie identyczne szklanki stały przed nimi na małym stoliku pomiędzy siedzeniami.
— Twój oczywiście jest bez alkoholu, ale na pewno zadbali o to, żeby smakował jak normalny drink — puścił jej oczko.
Gabriela w ciąży, ja pierdolę co się na tym świecie wyrabia?
Na szczęście miała takiego przyjaciela jak Diego, który zabierze ją na niespodziewane wycieczki z dala od rzeczywistości gdzie będzie mogła po prostu wypocząć. Wygodniej rozsiadł się w swoim fotelu rzucając jej lekkie spojrzenie.
— Opowiadaj co u Ciebie, mi preciosa

Gabriela R. Blais
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Miała mentalność milionerki. Nieraz miała na koncie spore sumy, które normalny człowiek zainwestowałby na giełdzie, w nieruchomości, a nawet w krypto. Była cwana. Wykorzystywała bogaczy i opychała im jakieś obrazy po absurdalnie zawyżonych cenach, ale jeśli był popyt, to była i podaż. Problem polegał na tym, że uwielbiała roztrwaniać swój majątek i przede wszystkim cudzy. Gdyby ktoś kiedyś nagrywał film dokumentalny o tym, jak milionerzy w chwilę stawali się bezdomnymi, to dostałaby główną rolę. Kochała jego głupie pomysły. A jeszcze bardziej możliwość ich realizacji za pieniądze jego starego, który teraz pewnie siedział i zarabiał na ich zachcianki. Mogłaby się przyzwyczaić do takiego życia. Do spontanicznych wypadów do Paryża na croissanta. Do spacerów na plaży i tych długich lotów, gdyby ktoś dał jej kartę z unlimited hajsem. Niestety nie wygrała na tej loterii życia, ale przynajmniej miała kogoś takiego, jak Diego.
To było entuzjastyczne i dość ckliwe przywitanie, które zakończyła delikatnym kuksańcem i opierdolem. Bez tego nie mogło się obejść, bo Sullivan ostatnio dość rzadko się do niej odzywał. Wsiąkał chuj wie gdzie, a potem się pojawiał z wiadomością, że miała być gotowa za kilka minut. Cieszyła się, ale nie byłaby sobą, gdyby tego mu nie wypomniała.
- Ja się nie martwię. Dałabym się porwać nawet do Honolulu. Bardziej moi kuzyni się dopytują. Wiesz, przejmują się ciążą i pewnie tym, ze znowu mnie wywieje. Raz poleciałam do Włoch i wróciłam po sześciu latach. - mroczne czasy. Rok żyła odizolowana od najbliższych przez faceta imieniem Marco. Straciła miłość swojego życia - Williama - przez to, że uwikłała się w mafijne sprawy. Zostawiła za sobą syf. Odwyk i strach przed powrotem, bo ludzie Marco szukali zemsty za to, co zrobiła ich szefowi. Jak widać karma była suką, bo gdy po latach zaczęła sobie uwijać ładne gniazdko w Toronto, to przeszłość zapukała do jej drzwi. Zawsze mogło być gorzej. A i tak przeczuwała, że ten spontaniczny wypad z Diego zostanie w pewien sposób skomentowany przez jej prześladowcę. Taki Marco już był.
- Jak ty o mnie dbasz. Pytałeś też może, jakie pozycje możemy zaliczyć przez ten weekend? - uniosła sugestywnie brwi i cicho się zaśmiała, gdy rozłożyła się niczym księżniczka w swoim fotelu. Wypas. Drineczki i tyle miejsca na nogi. Normalnie Las Palmas. Mogłaby tu zamieszkać.
- Bez truskawek? - zapytała, bo ostatnim, czego teraz potrzebowała był szpital. Miała koszmarną alergię na te owoce, a barmani uwielbiali dodawać tego typu likiery i owoce do alkoholu. Upiła łyk, gdy barman zapewnił ją, że drink był bezpieczny. Diego, jak zawsze o wszystkim pamiętał. Aż dziw, że tak nieodpowiedzialny ktoś jednak potrafił na ostatnią chwilę wszystko zaplanować co do joty.
- Nawet nie wiesz, jak nie mogę się doczekać dnia, gdy będę mogła ruszyć w tango. Zaliczę wtedy najbardziej epicką imprezę życia. Tydzień będę odchorowywać kaca. Wydam krocie na narko i będę zaliczała najlepsze dupy w mieście. - na razie mogła jedynie pomarzyć o tym. Przez najbliższe kilka miesięcy. - Myślałam jednak, że życie w trzeźwości będzie gorsze. Wiesz, ile atrakcji jest w Toronto? Mamy nawet taki Pixel Room z grami. - bo odkąd unikała używek, to znajomi głównie zabierali ją w miejsca oznaczone etykietą family content, żeby jej nie kusiło.
- Lepiej ty mów, co to za zaręczyny. Ładna dupa z tej twojej narzeczonej. Nie wpierdoli mi, że poświęcasz mi czas? - tęskniła za tymi ploteczkami z życia bogaczy.
Jakoś musieli nadrobić stracony czas i przeczekać lot. Przez chwilę patrzyła przez małe okienko w samolocie, niczym dziecko, gdy ruszyli, a miasto stawało się coraz mniejszą plamką tam w dole. A potem wrócili do plotek.

Diego Sullivan
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedyś ta sielanka się skończy i Diego będzie musiał zadbać sam o siebie, wiedział, że prędzej czy później ta chwila nadejdzie, ale nie miał zamiaru się tym martwić, dla niego liczyło się tu i teraz, łapał życie w dłonie i robił z nim co tylko chciał. Bawił się na całego, trwonił hajs swojego ojca bo tak było mu po prostu lepiej i przede wszystkim wygodniej. Nie musiał się o nic starać w swoim życiu bo zawsze wszystko miał podane pod nos na złotej tacy. Ojciec popełnił wielki błąd wychowując go właśnie w taki sposób, pokazując mu, że niewielką pracą mógł spełniać swoje zachcianki, nic więc dziwnego, że kiedy przeszedł nastoletni bunt postanowił zacząć wydawać jego pieniądze.
Teraz gdy ten podstawił mu kobietę, która miała zostać jego narzeczoną to robił to z większą przyjemnością, chociażby dlatego, żeby zrobić mu na złość, częściej bywał w innych krajach niż w progu własnego apartamentu czy w rodzinnym domu, nawet gdy matka do niego wydzwaniała, żeby przyjechał bo się za nim stęskniła.
Nie chciał spotkania z ojcem, nie chciał z nim żadnych rozmów i pogadanek, że powinien się ustatkować a nie było mu pstro w głowie.
Nie miał czasu dla swoich przyjaciół o czym wiedział, ale jego życie kręciło się wokół dobrych imprez i poznawania ładnych kobiet z którymi najczęściej to lądował po prostu w łóżku niewiele pamiętając z minionej nocy, dzisiejszego dnia postanowił jednak jej wynagrodzić swoją nieobecność, jeszcze nie wiedziała dokąd lecieli.
— Możesz ich zapewnić, że ze mną jesteś bezpieczna, nikt Cię nie dotknie, nikt na Ciebie nawet krzywo nie spojrzy bo przywalę mu w mordę — zaśmiał się lekko na jej słowa, kiwając głową gdy usadowił się na swoim fotelu wygodniej opierając głowę o zagłówek i wbił w nią uważne spojrzenie.
— Słuchaj, nie byłbym sobą gdybym nie zadał tego pytania, więc tak… wiem jakie pozycje możemy zaliczyć, o to się nie martw — uśmiechnął się lekko w jej stronę. Gabriela miała specjalne miejsce w jego sercu, była dla niego czymś więcej niż tylko przyjaciółką, czasami sprawiała rolę pocieszycielki czy kochanki, więc nic dziwnego, że tak dobrze się dogadywali a on uwielbiał jej dogadzać pod każdym względem. Zerknął na barmana, który zapewnił, że nie było żadnych truskawek w drinku i kiwnął delikatnie głową, zapamiętując, że tego owocu lepiej przy niej nie dodawać do swojego menu.
— Mogę się jedynie domyślać, że dla takiej osoby jak Ty jest to trochę ciężkie, ale musisz wytrzymać moja droga, dla dobra siebie i tego bąbla, który w Tobie rośnie — uśmiechnął się lekko sięgając po swojego drinka, upijając z niego łyk, odstawił z powrotem szklankę na stolik i wbił w nią spojrzenie.
— Będzie miał najlepszą matkę na świecie, no i wujka Diego, który będzie go rozpieszczał — zaśmiał się jeszcze, to było oczywiste, że pomoże jej we wszystkim czego będzie chciała odnośnie dziecka, już je pokochał prawie jak swoje. Będzie miał dwie istoty do rozpieszczania w swoim życiu a nie tylko jedną.

Na jej pytanie o zaręczyny machnął lekko ręką.
— Mój ojciec ma bzika na punkcie ustatkowania się przeze mnie, uważa że powinienem nareszcie wziąć żonę i spłodzić potomka bo on wiecznie młody nie będzie, jak to powiedział — wyrzekł przy tych słowach układając palce w cudzysłowu w powietrzu i parsknął delikatnie śmiechem.
— Tak naprawdę to jej dobrze nie znam, poznałem ją na rodzinnym obiedzie, który zorganizował mój ojciec i obwieścił, że bierzemy ślub, tak jakby mówił o pogodzie, wyszedłem stamtąd szybciej niż wszedłem przez te drzwi i od tamtego czasu go unikam — westchnienie wyrwało się z jego ust na samo wspomnienie tego fatalnego wieczoru.

Gabriela R. Blais
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Uwielbiała go za to. Zarobić można było na wiele sposobów. Dupą. Kręceniem dupą. Kreatywnością. Pasożytnictwem. A nawet i jakąś wiedzą. Życie było zbyt krótkie, żeby liczyć każdy grosz. Nieraz wylądowała w obcym Państwie bez grosza przy duszy. Nie zawsze było kolorowo, ale to co przeżyła, to było jej. I jedynie Alzheimer mógł jej odebrać te wspomnienia. Znacznie wygodniej jednak podróżowało się prywatnym samolotem, gdy drineczki były podawane według jej preferencji. Chuj wie gdzie. Ważne, że traktowano ją jak królową i to bez żadnych przykrych obowiązków.
- Prędzej, to ja komuś przywalę. Może boją się o ciebie? - zaśmiała się i zabrała ze szklanki kawałek pomarańczy służący za ozdobę. Wrzuciła owoc do środka i wymieszała zawartość szklaną słomką. Bogactwo. Żadnych papierowych gówien, które po minucie były rozmokłe, tak że nie dało się tego używać.
- Tak? To może podzielisz się ze mną swoją wiedzą? Wiesz pewnie więcej niż ojciec tego dziecka. A mówiłam ci o tym, że to będzie syn? Nadal nie wybrałam imienia. Może jak będziesz odpowiednio pijany, to mi podsuniesz coś? - w sumie, to nawet nie przeglądała żadnego spisu imion. Wiele i tak odpadłoby na samym starcie, bo nienawidziła sporo ludzi. Kto by się spodziewał.
- Odkrywam inne strony życia. Od lat nie byłam tak długo na detoksie. I wiesz co? Jednak to prawda. Można żyć bez używek, ale co to za życie. - pokazała mu język, który już zdążył się zabarwić na różowo od użytego syropu przez barmana. Cholerstwo było dobre. Problem polegał na tym, że był to wytwór bez alkoholu. A tego wynagrodzić w żaden sposób się nie dało.
- Przysięgam, że jak kupisz jakieś grające gówno, to wyrzucę cię przez okno. - uśmiechnęła się niewinnie, dalej sącząc swojego drinka, jakby przed chwilą nie groziła mu brutalną śmiercią.
- Gdybym pochodziła z wyższych sfer i miała gwarancję, że nie zbada genów, to moglibyśmy mu wmówić, że to nasze dziecko. Dostałby zawału? - poruszyła brwiami w ten znaczący sposób. - Brzmi kurewsko sztywno. Chociaż ładna? Rozmawiałeś z nią? - ciekawość jednak wygrała. - Może nie jest taka zła. Położy się jak kłoda, ty zrobisz swoje. Ona urodzi, a ty tylko będziesz miał obrączkę na palcu. A ja będę twoją kochanką. Tylko ona nie jest, wiesz córką jakiejś gangsty? Bo jak tak, to przemyślę bycie kochanką. - oboje wiedzieli, że nawet pistolet przy skroni jej nie powstrzymałby.
- To gdzie lecimy? Zdradź mi w końcu! Plaża?! Góry?! Biwak?!

Diego Sullivan
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”