Yonaka uniosła wzrok znad kubka i przez chwilę przyglądała się Effie z miną człowieka, który właśnie został zaskoczony czymś tak oczywistym, że aż trudno było przyznać drugiej osobie punkt.
—
Punkt za spostrzegawczość.
Nazwisko samo w sobie nie miało dla niej szczególnego znaczenia. Levin było po prostu Levin. Podobieństwo do nazwiska wokalisty Maroon 5 było jednak na tyle wyraźne, że trudno było odmówić Effie spostrzegawczości. Najwyraźniej po całej nocy Granger nadal dysponowała wystarczającą ilością energii, żeby wyłapywać takie drobiazgi.
—
Ale niestety nie dostajesz za to drugiej kawy. — Kącik ust drgnął jej lekko, zanim sięgnęła po telefon leżący na blacie. Na ekranie miała już wiadomości, których potrzebowała. Przesunęła palcem po wyświetlaczu, upewniając się jeszcze raz co do godziny i miejsca spotkania. Potem wygasiła ekran. —
Najpierw komisariat. Nie ten, na którym byliśmy wczoraj. Spotykamy się z Gary'm. — Podniosła wzrok na Effie. —
To znajomy z czasów mojej współpracy mundurowej.
—
Tajne przez poufne sprawy oku... kultystyczne?
Yonaka zmilczała. Na tym skończyła. Charakter znajomości zawisł między nimi na moment, ale Yonaka nie rozwinęła tematu ani jednym słowem. Brzmiało to niemal tak, jakby celowo ominęła środek zdania, zostawiając wyłącznie początek i koniec. Zamiast tego wróciła do telefonu, sprawdzając jeszcze raz godzinę. — Możesz mu powiedzieć wszystko.
Tym razem nie było w tym żadnej obietnicy ani próby przekonania Effie, że wszystko pójdzie łatwo. Po prostu pewność, że po drugiej stronie będzie ktoś, komu sama Yonaka ufała.
Podniosła się od stołu i sięgnęła po okulary. Założyła je dopiero przy przedpokoju. Bez nich świat nadal miał irytującą tendencję do pozostawania rozmytą plamą, a dzisiejszy dzień zdecydowanie nie był dobrym momentem na sprawdzanie, ile można zignorować własnego organizmu.
—
I zanim wyjdziemy — leki. — Rzut oka na Effie wystarczył.
Nie zamierzała robić z tego ceremonii. Sprawdziła jeszcze klucze, telefon i portfel. Przy okazji rzuciła krótkie spojrzenie w stronę kuchennego blatu, jakby upewniała się, że niczego nie zostawiła, po czym wsunęła telefon do kieszeni.
Zatrzymała się na moment przy drzwiach wyjściowych.
Dom wyglądał zupełnie zwyczajnie. Poranne światło wpadało przez okna, kawa stygnęła na stole, a na blacie zostały drobne ślady po śniadaniu. Trudno było pogodzić ten spokojny obraz z tym, jak wyglądała poprzednia noc.
Yonaka przekręciła zamek i zeszła na dół. Na schodach zwolniła, bardziej z ostrożności niż potrzeby. Głowa przypominała jej o sobie przy gwałtowniejszych ruchach, a rozmazujące się momentami krawędzie rzeczy tylko utwierdzały ją w przekonaniu, że prowadzenie samochodu byłoby dzisiaj wyjątkowo kiepskim pomysłem.
Przed budynkiem zamówiła Ubera, choć dyskusja z Effie, która oznajmiła, że mogłaby poprowadzić Kujirę, przyjrzawszy się w świetle dnia reliktowi lat siediemdziesiątych, prawie zakończyło fiasko. Kiedy samochód podjechał, Yonaka odsunęła się, robiąc Effie miejsce, a potem sama zajęła siedzenie obok. Przez pierwsze kilka minut nie mówiła nic.
Dzień dopiero się rozpędzał. Ludzie z kubkami kawy znikali za drzwiami sklepów i biurowców, autobusy sunęły ciężko przez skrzyżowania, a światło odbijało się od szyb samochodów. Za oknem wszystko przesuwało się w spokojnym, jednostajnym rytmie, zupełnie niepasującym do tego, że jeszcze kilka godzin wcześniej Yonaka przeczesywała własne mieszkanie, upewniając się, że nikt się do niego nie włamał.
Oparła głowę o zagłówek. Okulary poprawiła dopiero po chwili, kiedy kolejny znak przy drodze okazał się odrobinę mniej wyraźny, niż powinien. Nie komentowała tego. Zamiast tego utkwiła wzrok w mijanych budynkach i pozwoliła myślom uporządkować kolejność rzeczy, które miały wydarzyć się po przyjeździe. Policja, Gary, zeznania. Zdjęcia i kamery — dokładnie tak. Tym razem nie chodziło już o to, czy ktoś uwierzy w historię o nawiedzonym domu. Nie musieli zaczynać od duchów ani demonów. Mieli człowieka, który wszedł do domu, aparat i fizyczny ślad po całym zdarzeniu. Resztę można było poukładać później.
Yonaka zerknęła na Effie. Wydawała się zdenerwowana, ale żywsza po śniadaniu.
—
Gary cię wysłucha. — To wymagało powtórzenia. Poczekała aż Effie zwróci się ku niej. —
Jeśli przekonałaś mnie, on też da ci mówić. Powiedz to po swojemu.
Nie dodała, dlaczego była tego pewna. Może właśnie dlatego, że znała go z tamtej sprawy. Może dlatego, że wiedziała już, jak reagował na rzeczy, których inni woleli nie dotykać. A może zwyczajnie dlatego, że skoro sama zdecydowała się wciągnąć go w tę historię, brała za to odpowiedzialność.
Samochód zatrzymał się na światłach. Yonaka przesunęła kciukiem po krawędzi telefonu, po czym schowała go z powrotem. Resztę zostawiła już ciszy. Przez boczną szybę obserwowała odbicie własnej twarzy. Zmęczonej, nadal trochę zbyt bladej, schowanej za okularami. Potem przeniosła wzrok na ulicę.
Samochód ruszył. W głowie nadal miała kilka niewygodnych pytań, ale żadne z nich nie nadawało się na rozmowę przed komisariatem. Zwłaszcza Nangari.
Nie teraz.
So, get away