ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

#2
Wolny dzień. Niby miała czas dla siebie, a i tak od rana zerkała na telefon i sprawdzała rzeczy, które spokojnie mogły poczekać do poniedziałku. Aurora chyba zwyczajnie nie umiała odciąć się od pracy. W końcu zamiast siedzieć w domu pojechała do Yorkdale, bo przynajmniej było tam co robić. Kawa, ciasto, trochę sklepów. Brzmiało całkiem nieźle. Przed wyjściem narzuciła na siebie czarne, krótkie szorty z wysokim stanem, dopasowany czarny top i luźną czarną koszulę, której rękawy podwinęła niedbale do łokci. Do tego jakieś zwykłe Conversy, mała torebka przewieszona przez ramię, drogi zegarek i kilka drobnych rzeczy, bez których i tak nie ruszała się z domu. Wygodnie, ale nadal po jej myśli. Przez chwilę nawet faktycznie odpoczywała, siedząc w kawiarni z kawałkiem brownie i pierwszą kawą. Obserwowała ludzi, ich zachowanie i to jacy są szczęśliwi. Westchnęła ciężko na myśl o tym, że gdyby nie jej ambicja i ojciec to mogłaby teraz bezproduktywnie siedzieć i gadać o czymś, co zapomni za kilka chwil.
Potem oczywiście zaczęła przeglądać papiery, raporty pisemne na temat zwierząt. Robiła notatki i zapisywała do kogo powinna się przysrać gdy tylko wejdzie do zoo. Dużo nieścisłości i bałaganu. Zirytowana, postanowiła że opuści to miejsce, ale też musiała zamówić drugą kawkę. Americana na wynos, dokumenty pod pachę i można było iść dalej. Zmienić miejsce, może na jakieś „otwarte” miejsce, gdzie będzie inaczej. Telefon miała w drugiej ręce, kilka wiadomości nie może przecież poczekać pięciu minut, prawda? Przecież potrafiła robić kilka rzeczy naraz.
No, jak widać nie.
Szła środkiem jednej z alejek, kompletnie zapatrzona w ekran. Przeczytała jedno zdanie, potem drugie i już zaczynała się zastanawiać, co odpisać, kiedy nagle coś, a właściwie ktoś, znalazł się prosto przed nią. Nawet nie zdążyła podnieść głowy. Zderzenie było konkretne, kubek przechylił się w dłoni, kawa wylała się na na nią, na dokumenty a część kartek poleciała na podłogę. Aurora odruchowo zacisnęła palce na telefonie, żeby go nie upuścić. Ustała równo na nogach, chociaż ją zachwiało. Przez chwilę stała jak wryta, patrząc na mokrą kartkę wystającą spod pachy.
- Ja pierdole... - syknęła pod nosem. Spojrzała na kawę, z której wieczko wyskoczyło na ziemię, a napoju została raptem połowa. Później na dokumenty, jeszcze raz na kubek. No pięknie. Po prostu zajebiście. Wolny dzień, spokojna kawa i oczywiście musiała sobie go sama spierdolić.
Dopiero wtedy spojrzała na kobietę, z którą się zderzyła. Twarz Aurory od razu zrobiła się dużo bardziej nerwowa. Schyliła się po jedną z kartek, ale kiedy zobaczyła wielką plamę po kawie, aż prychnęła pod nosem.
- Czy ty w ogóle patrzysz, gdzie idziesz?! - wypaliła, podnosząc głos. Nawet przez sekundę nie pomyślała o tym, że sama przed chwilą szła z nosem w telefonie. Do ewidentnie była jej wina, ale przecież nie mogła pokazać tego, że jest w błędzie. Teraz liczyły się dokumenty. JEJ dokumenty.
- To są ważne papiery! - podniosła mokrą kartkę, pokazując ją kobiecie przed nosem.
- Naprawdę ważne, a nie jakieś gówno, które można sobie wyrzucić i wydrukować jutro
Przerzuciła wzrok na kolejne kartki leżące na podłodze.

- I tak pewnie nic z tego nie rozumiesz...- urwała, zaciskając usta. Była wściekła, serio. Dała się ponieść emocjom i to zdecydowanie aż za bardzo. Robienie scen czasem się jej zdarzało, ale na tę sytuację, na kawę, na dokumenty i chyba najbardziej na fakt, że właśnie miała ochotę zrobić komuś awanturę nie miała wpływu. To szło samo, od serca.
Podniosła kolejną kartkę i otrzepała ją, chociaż niewiele to dawało.

- Wiesz w ogóle, co zrobiłaś? - rzuciła, patrząc już prosto na nieznajomą.
- Mam teraz zalane dokumenty, rozlaną kawę i pewnie będę musiała pół tego gówna robić od nowa. Super. Naprawdę super.
Poprawiła nerwowo włosy, wsunęła telefon do kieszeni i spojrzała na kolejną mokrą stronę.

- I nawet nie mów mi, że „to tylko kawa”, bo to nie jest tylko kawa.
Pokręciła głową, wyraźnie oburzona całą sytuacją. Na przeprosinach się nie skończy. Nie zostawi tak tego.


Connie Ainsleigh
kotlet schabowy w jasnej panierce
25 y/o
For good luck!
170 cm
operatorka projektora w fox theatre
Awatar użytkownika
Defending her britishness with a cup of yorkshire tea at the time
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Connie nawet nie zdążyła zareagować, kiedy Aurora wpadła na nią jak rozpędzony wagonik z taśmami filmowymi. Najpierw poczuła szarpnięcie, potem ciepło rozlanej kawy na przedramieniu, a na końcu zobaczyła, jak dokumenty, te nieszczęsne dokumenty rozpryskują się na podłodze jak źle zmontowany film, w którym ktoś zapomniał o ciągłości ujęć. Aurora odpaliła od razu, jakby ktoś nacisnął play na scenie pełnej krzyku i pretensji. Connie stała przez moment w ciszy, próbując ogarnąć, co właściwie się wydarzyło.
A przecież to miał być jej wolny dzień. Pierwszy od dawna. Cały tydzień w kinie był jednym wielkim pasmem drobnych katastrof, które składały się na coś większego, zmęczenie, które czuła w kościach. W poniedziałek przyszła do pracy wcześniej, bo kierownik poprosił ją o sprawdzenie projektora w sali numer cztery. „Coś się zacina”, to „Coś” okazało się zużytą rolką, którą musiała wymienić, zanim pierwsza grupa szkolna wpadnie do kina jak stado rozkrzyczanych wróbli. Zrobiła to, oczywiście, ale cały dzień był już przez to spóźniony, poszarpany, jak źle zsynchronizowany dźwięk.
We wtorek miała trzy seanse pod rząd, a każdy wymagał pełnej koncentracji. Connie lubiła swoją pracę ale naprawdę lubiła, tylko czasem miała wrażenie, że kino żyje własnym życiem. Projektory potrafiły być kapryśne, jakby miały humory. Jednego dnia działały idealnie, a następnego nagle zaczynały brzęczeć, jakby chciały powiedzieć: „Dzisiaj nie”. Tego dnia jeden z nich właśnie tak zrobił. Musiała wejść na górę, otworzyć panel, poprawić prowadzenie taśmy. Widzowie nic nie zauważyli, ale ona była już spocona i zirytowana. Środa była jeszcze gorsza. Premiera filmu, pełna sala, a ona musiała dopilnować, żeby wszystko było perfekcyjne. To był ten rodzaj dnia, kiedy człowiek nie ma czasu nawet na łyk wody. Kiedy film ruszył, Connie poczuła ulgę, ale tylko na chwilę bo w połowie seansu ktoś z obsługi przyszedł do kabiny z informacją, że w sali obok dźwięk jest za głośny. Musiała zejść, poprawić ustawienia, wrócić, sprawdzić ostrość. Cały dzień był jednym wielkim biegiem.
Czwartek? Piątek? Kolejne seanse, kolejni ludzie, kolejne drobne problemy. Sobota? Zmiana, która miała trwać sześć godzin, a trwała jedenaście, bo „coś się stało z projektorem w sali numer dwa”. Connie wróciła do domu tak zmęczona, że nawet nie pamiętała, jak zdjęła buty.
Dlatego niedziela miała być jej dniem. Jej chwilą. Jej oddechem. Yorkdale było idealne, duże, jasne, pełne ludzi, ale takich, których nie musiała obsługiwać ani pilnować. Kupiła kawę, usiadła w kawiarni, zjadła kawałek brownie. Przez chwilę naprawdę odpoczywała. Patrzyła na ludzi, na ich uśmiechy, na to, jak rozmawiają o rzeczach, które nie mają żadnego znaczenia. I to było piękne. Proste. Normalne.
A potem Aurora wpadła na nią jak błyskawica. Kiedy zaczęła na nią krzyczeć, Connie poczuła, jak coś w niej się napina. Nie złość przynajmniej nie od razu. Raczej zmęczenie. Takie głębokie, które siedzi pod skórą i czeka na moment, żeby wyjść na powierzchnię. Spojrzała na mokrą plamę na swojej koszulce, potem na dokumenty Aurory, a na końcu na samą Aurorę całą w nerwach, w złości, w tym swoim perfekcyjnie skomponowanym stroju, który teraz wyglądał jak reklama katastrofy.
Connie wzięła głęboki oddech. – Serio? – powiedziała spokojnie, choć w jej głosie było zmęczenie całego tygodnia. – Naprawdę chcesz mnie ochrzaniać za coś, co sama zrobiłaś? - Connie nie dała jej wejść w słowo. – Patrzyłaś w telefon. Widziałam to. I nie, nie musisz mi tłumaczyć, jakie te papiery są ważne. Wiem, jak wygląda praca, która człowieka zżera. Wiem, jak to jest mieć tydzień, w którym nawet nie masz czasu pomyśleć.
Podniosła jedną z kartek, ostrożnie, żeby nie rozerwać mokrego papieru. – Ale wrzeszczenie na mnie niczego nie cofnie. Kawa się wylała. Dokumenty są mokre. I obie wiemy, że to nie dlatego, że ja „nie patrzę, gdzie idę”. - kontynuowała, tym razem łagodniej: – Jeśli chcesz, mogę pomóc ci je ogarnąć. Serio. Mam wolny dzień, mogę poświęcić chwilę. Ale nie będę stała i słuchała, jak robisz ze mnie idiotkę tylko dlatego, że jesteś wkurzona na siebie. - Connie poprawiła koszulkę, odgarnęła włosy za ucho. – I nie, nie powiem ci, że „to tylko kawa”. Bo wiem, że dla ciebie to coś więcej. Ale dla mnie to też coś więcej. To był mój jedyny spokojny dzień. I właśnie zamienił się w awanturę w środku centrum handlowego. Spojrzała na Aurorę uważnie, bez złości, ale też bez uległości.
– Więc może po prostu… przestań krzyczeć. I zdecyduj, czy chcesz naprawić sytuację, czy tylko się wyżyć.


Aurora B. Swan
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Naprawdę to usłyszała? Te całe oskarżenia i mądrości, które wskazywały, że ta kobieta ma racje?Owszem, Swan wpadła na nią, ale to nie powód by mówić wprost że to jej wina. Chyba, że się przesłyszała, bo bardzo ciepła kawa podgrzała jej temperaturę na tyle, że zaczęła słyszeć dziwne głosy. Zaś spokojny ton kobiety wcale jej nie uspokoił. Wręcz przeciwnie. To „serio?” i późniejsze tłumaczenie, że przecież sama patrzyła w telefon, tylko bardziej ją podrażniło. Zerknęła na mokrą kartkę trzymaną w dłoni, potem na plamę po kawie na własnym topie i skrzywiła się z irytacją.
- Tak, serio. Nie odwracaj teraz kota ogonem. - rzuciła, wskazując palcem na leżące na podłodze dokumenty.
- Ty we mnie wpadłaś. Szłam swoim tempem, miałam rzeczy przy sobie, a nagle ktoś wlatuje mi prosto pod nogi i jeszcze próbuje mi tłumaczyć, gdzie patrzyłam. Niedorzeczne.
Sama doskonale pamiętała, gdzie patrzyła kilka sekund wcześniej. W telefon. Z całą uwagą. Tyle że ta informacja nie miała zamiaru wyjść z jej ust. Aurora była zbyt wkurzona, żeby teraz nagle robić sobie rachunek sumienia na środku Yorkdale. Szczególnie przy losowej osobie, która już jej podpadła.

Schyliła się po kolejną kartkę i obejrzała ją pod światło, jakby samym patrzeniem mogła sprawić, że papier wyschnie. Plama tylko bardziej rzucała się w oczy. Ludzie w okolicy obserwowali rozwój sytuacji, ale jakoś nikt specjalnie nie chciał pomóc. Kanadyjskie społeczeństwo ewidentnie wzięło sobie wolne w kwestii „pomocy bliźniemu” na dzisiaj.
- Właśnie o to chodzi. Ty sobie możesz mieć wolny dzień. Możesz sobie kupić kawę, usiąść, odpocząć i mieć wszystko gdzieś. Ja mam tutaj dokumenty, które muszę potem odtworzyć, sprawdzić i poukładać. - wcisnęła mokrą kartkę między pozostałe, chociaż doskonale wiedziała, że to niewiele da. Jej notatki trochę się rozmazywały. Zaś sama Aurora też miała dzień wolny, a to że postanowiła pracować to już inna kwestia.
- Daruj sobie to całe „obie wiemy”. Nie, nie wiemy. Ty wiesz tylko tyle, że się zderzyłyśmy. Reszty nie znasz.
Ton z każdym zdaniem robił się bardziej zaczepny. Aurora nawet nie próbowała już udawać, że chodzi wyłącznie o dokumenty. Wkurzała ją sama rozmowa, sposób, w jaki ta obca kobieta próbowała ją pouczać, a najbardziej chyba to, że zamiast zwyczajnie przeprosić, zaczęła jej tłumaczyć, co zrobiła źle. Nie odpuści jej, nie ma szans. Nawet jeśli skończy się to sprawą cywilną w sądzie.

Wyprostowała się, poprawiając koszulę, która przykleiła się lekko do mokrego materiału. Czuła się paskudnie w tym, a wzrok ludzi nie pomagał w przekonaniu, że wygląda idealnie. Spojrzała na Connie od góry do dołu, zatrzymując wzrok na chwilę na kawowej plamie na jej ubraniu.
- Co teraz? Mam ci jeszcze podziękować za to, że możesz mi pomóc sprzątać bałagan, który zrobiłaś? — prychnęła cicho.
- Naprawdę świetna oferta.
Na moment zacisnęła usta, po czym wskazała na rozsypane dokumenty. Skoro się zaoferowała to skorzysta, bo ciągłe schylanie się czy wypinanie tyłka do publiczności nie było w jej repertuarze.
- Podnieś te kartki. Natychmiast. Skoro już narobiłaś bałaganu, to przynajmniej pomóż mi go zebrać. Potem zobaczymy, co da się z tym zrobić.
Nie czekała na zgodę ani nie zamierzała wdawać się w kolejną dyskusję. Dla niej sprawa była prosta. Zderzenie, kawa na dokumentach, problem do naprawienia. To, że rzeczywistość wyglądała trochę inaczej, chwilowo zupełnie jej nie interesowało. Musiała wygrać i mieć rację.
Aurora jeszcze raz spojrzała na telefon, ale tym razem go nie odblokowała. Przetarła go kawałkiem suchego materiału z koszuli. Jej mina ewidentnie była zniesmaczona. Nie dość, że brudna to jeszcze będzie śmierdzieć kawą. Wsunęła smartfon do kieszeni szortów i zebrała kilka kolejnych kartek, otrzepując je nerwowo z płynu. Wyglądały tragicznie.
- Następnym razem patrz przed siebie. To naprawdę nie jest trudne. - rzuciła już trochę spokojniej, choć w głosie nadal było słychać pretensję i presję, którą sobie sama narzuciła. Dopiero po chwili dodała, zerkając na kobietę znad mokrych dokumentów:
- Bo jak jeszcze raz usłyszę, że to ja patrzyłam w telefon, to chyba naprawdę stracę cierpliwość.

Connie Ainsleigh
kotlet schabowy w jasnej panierce
25 y/o
For good luck!
170 cm
operatorka projektora w fox theatre
Awatar użytkownika
Defending her britishness with a cup of yorkshire tea at the time
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Connie przez kilka sekund po prostu patrzyła na Aurorę. Nie przerywała jej ani razu. Słuchała kolejnych oskarżeń, kolejnych uszczypliwości i coraz bardziej absurdalnych prób zrzucenia całej winy na kogoś innego. Gdzieś pomiędzy "to ty we mnie wpadłaś" a groźbą utraty cierpliwości poczuła nawet coś na kształt rozbawienia.Nie dlatego, że sytuacja była śmieszna, a dlatego, że Aurora tak desperacko próbowała udowodnić światu, że ma rację, iż momentami sama sobie przeczyła.
Connie westchnęła cicho i schyliła się po kilka kartek. Nie dlatego, że dostała rozkaz. Nie dlatego, że Aurora kazała jej to zrobić. Dlatego, że dokumenty faktycznie leżały na ziemi, a dalsze kłócenie się nie sprawi, że nagle staną się suche. Zebrała kilka stron i wyprostowała się. – Niesamowite...-powiedziała pokojnie i bez złośliwości. – Naprawdę niesamowite.- Przesunęła wzrokiem po mokrych notatkach, po plamach kawy, a później wróciła spojrzeniem do Aurory. - Nie przeprosiłaś ani razu.- To nie było oskarżenie ze stronny Connie, bardziej stwierdzenie faktu.
- Wpadłaś na mnie, oblałaś mnie kawą, rozrzuciłaś własne dokumenty po całym centrum handlowym i od pięciu minut słucham, jak tłumaczysz mi, że to właściwie ja jestem problemem.- Kącik jej ust drgnął lekko po czym oddała jej część kartek.. – Muszę przyznać, że to całkiem imponujące. I nie. Nie będę się z tobą licytować, która z nas miała gorszy tydzień albo ważniejszą pracę. Mam trzydzieści seansów tygodniowo, projektory psujące się w najmniej odpowiednim momencie i klientów, którzy potrafią zrobić awanturę o źle posolone popcornowe frytki. Uwierz mi, widziałam już ludzi przekonanych o własnej racji bardziej niż ty. - wypaliła i przez chwilę przyglądała się kobiecie uważnie. Im dłużej patrzyła, tym bardziej dochodziła do wniosku, że problemem wcale nie były dokumenty. Ani kawa. Ani nawet samo zderzenie. Aurora wyglądała jak ktoś, kto od tygodni funkcjonuje wyłącznie na stresie i złości.
Jak człowiek, który nie potrafi usiąść spokojnie nawet podczas własnego dnia wolnego.
– I wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze? – odezwała się w końcu, przerywając na moment ciszę, która zapadła między nimi. Jej głos nie był podniesiony. Nie było w nim złości ani chęci odwetu. Było jedynie zmęczenie. Takie prawdziwe, głębokie zmęczenie człowieka, który przez ostatnie dni miał już wystarczająco dużo problemów i naprawdę nie potrzebował dokładania sobie kolejnego.
Schyliła się po następną kartkę, ostrożnie podnosząc ją z podłogi, jakby wciąż miała nadzieję, że kawa nie zdążyła jeszcze całkowicie zniszczyć zapisanych na niej notatek.
W normalnych okolicznościach prawdopodobnie odpyskowałaby już dawno. Być może odpowiedziałaby równie kąśliwie albo po prostu odwróciła się na pięcie i zostawiła Aurorę samą z jej awanturą. Teraz jednak nie miała na to siły. Cały miniony tydzień zdawał się ciążyć jej na barkach, a ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, była kolejna bezsensowna walka o to, kto ma rację.
Powoli wyprostowała się i spojrzała na kobietę stojącą naprzeciw niej. – Szczerze mówiąc... jest mi cię trochę szkoda. - Nie powiedziała tego z wyższością. Nie brzmiało to jak przytyk ani próba upokorzenia jej. Wręcz przeciwnie. W jej spojrzeniu pojawiło się coś na kształt współczucia, jakby pierwszy raz od początku tej wymiany zdań spojrzała na Aurorę nie jak na rozzłoszczoną nieznajomą, ale jak na człowieka. – Bo od dobrych kilku minut walczysz ze mną tak, jakbym była twoim osobistym wrogiem. Jakbym specjalnie postanowiła zepsuć ci dzień, wylać ci kawę na dokumenty i urządzić scenę na środku centrum handlowego. - dodała Connie podając jej kolejną kartkę.
– A prawda jest taka, że jestem zwyczajnie zmęczoną kobietą, która chciała napić się kawy, przejść po kilku sklepach i chociaż przez jeden dzień nie słyszeć od nikogo pretensji. - Przez krótką chwilę przyglądała się twarzy Aurory, jej napiętej szczęce, nerwowym ruchom dłoni i sposobowi, w jaki ściskała mokre dokumenty. I właśnie wtedy wyrwało jej się to nieszczęsne zdanie.
– A ty wyglądasz tak, jakbyś za chwilę miała pozwać własny kubek za zdradę stanu.- Kilka osób stojących nieopodal parsknęło śmiechem a Connie od razu pożałowała tych słów. Widziała reakcję Aurory niemal natychmiast. Kolejne napięcie w ramionach. Jeszcze większą irytację pojawiającą się w spojrzeniu. Przymknęła oczy i westchnęła ciężko. – Dobra... to było niepotrzebne. Naprawdę nie powinnam była tego mówić.- tym razem nie próbowała się tłumaczyć ani obracać wszystkiego w żart.
– Przepraszam. Ale jednocześnie nie pozwolę zrobić z siebie jedynej winowajczyni tej sytuacji. -


Aurora B. Swan
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Swan słuchała z udawanym stoickim spokojem tego, co mówi do niej Connie. Słowa trafiały do Aurory, ale nie pozwalała po sobie poznać, że jest aż tak źle. Była zdenerwowana, a wykłady wcale nie działały na nią pozytywnie. Mało tego jej teksty, drwina i próba pokazania się w towarzystwie (tak, Aurora tak to widziała!) sprawiły, że aż jej brewka drgnęła. Najbardziej chyba zatrzymało ją to nieszczęsne zdanie o pozwaniu kubka. Kilka osób rzeczywiście się zaśmiało i właśnie to wystarczyło, żeby poczuła, jak coś nieprzyjemnie ściska ją w żołądku. Nie lubiła, kiedy ktoś robił z niej pośmiewisko, a już szczególnie jakiś przypadkowy człowiek, którego widziała pierwszy raz w życiu. Spojrzała najpierw na ludzi dookoła, potem znowu na Connie. Szczęka lekko jej drgnęła.
- Bardzo zabawne. Skończyłaś już?
Zapytała spokojniej, ale ten spokój był chyba gorszy od wcześniejszego krzyku. Odgarnęła włosy z twarzy i jeszcze raz zerknęła na mokre dokumenty.

- Bo jeśli tak, to możemy wrócić do tego, co faktycznie się wydarzyło. Ty we mnie wpadłaś, moje rzeczy są zalane, kawa jest na ubraniu, a teraz jeszcze robisz sobie ze mnie żarty. Naprawdę uważasz, że to jest odpowiedni moment?
W ogóle nie dopuszczała do siebie przeproszenia Connie, a także zignorowała to, że dziewczyna wycofała się ze swoich słów. Aurora czuła, że z każdą kolejną sekundą coraz bardziej ją nosi. W normalnych warunkach pewnie już dawno odwróciłaby się i poszła, ale Connie miała w sobie coś, co działało jej na nerwy wyjątkowo skutecznie. Ten spokojny ton. To patrzenie prosto w oczy. Brak wycofania. No i jeszcze to całe współczucie, którego Aurora zdecydowanie nie potrzebowała. „Trochę mi cię szkoda”. Świetnie. Jeszcze tego jej brakowało. Zrobiła krok bliżej, nie na tyle, żeby naruszyć przestrzeń kobiety, ale wystarczająco, by zaznaczyć, że rozmowa jeszcze się dla niej nie skończyła.

- A ty w ogóle kim jesteś, żeby mnie oceniać? Znasz mnie... właściwie to „widzisz”, od pięciu minut. Wpadłaś na mnie, narobiłaś bałaganu, a teraz próbujesz mi urządzać wykład o tym, jak powinnam się zachowywać. To naprawdę robi się coraz lepsze.
Prychnęła, kontynuując zbieranie kartek. Najgorsze było to, że gdzieś z tyłu głowy Aurora wiedziała, że Connie ma argument. Widziała telefon. Wiedziała, że sama szła zapatrzona w ekran. Tyle że nie zamierzała teraz tego przyznawać. Zwłaszcza że im dłużej Connie była spokojna, tym bardziej Aurora miała wrażenie, że robi to specjalnie. Jakby dokładnie wiedziała, które słowa powiedzieć, żeby ją jeszcze bardziej podjudzić. Spokojna, grzeczna, niby rozsądna. Jasne. Taki typ ludzi był czasem gorszy od tych, którzy od razu zaczynali krzyczeć. Z nimi przynajmniej wiadomo było, na czym się stoi.

- Nie próbuj robić ze mnie jakiejś wariatki tylko dlatego, że jestem wkurzona. Mam prawo być wkurzona. Mam zalane papiery i nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało tylko dlatego, że ty masz dzisiaj wolne.
Zabawne, bo kłóciły się jak dzieci w szkole. Argumenty, ciągłe wracanie do tej samej sytuacji. Wyglądało to naprawdę źle, ale ludzie w nerwach często się powtarzają i robią te same rzeczy, nie zważając na innych. Swan nie była świadoma tego, że jedna i druga robią z siebie pośmiewisko.

Przez moment milczała, po czym spojrzała na kawową plamę na swoim ubraniu. Skrzywiła się i westchnęła ciężko.
- Najgorsze jest to, że zamiast zwyczajnie powiedzieć „przepraszam”, stoisz tutaj i próbujesz mi wmówić, że to ja powinnam przeprosić ciebie. Naprawdę jesteś aż tak przekonana, że niczego nie zrobiłaś?
Spojrzenie Aurory zatrzymało się na twarzy kobiety. Tym razem już bez krzyku, ale zdecydowanie bardziej zaczepnie.

- Bo zaczynam mieć wrażenie, że zrobiłaś to specjalnie.
Oczywiście nie miała żadnego powodu, żeby tak sądzić. Po prostu jej się to nie mieściło w głowie, że ktoś mógł być tak spokojny, kiedy Aurora robiła mu awanturę. A skoro nie reagowała tak, jak Aurora oczekiwała, to najwyraźniej musiała coś kombinować.

Schowała niektóre mokre kartki pod pachę i poprawiła koszulę, próbując doprowadzić ją do porządku. Nie wychodziło. Kawa zdążyła już wsiąknąć w materiał, a zapach tylko bardziej ją drażnił.
- Dobra. Chcesz być pomocna? To przestań mnie pouczać. A potem kupisz mi kawę. Nie. Czekaj. Sama ją sobie kupię. Będziesz mi towarzyszyć i pogadamy.
Mówiąc to patrzyła prosto na twarz Connie, przeszywając ją wzrokiem. Żeby nie było – do Aurory dotarły słowa na temat tego jak ciężko w życiu ma dziewczyna. Wywnioskować można było, że pracuje w kinie albo kręci porno. Jedno z dwojga się nie wyklucza, ale na pewno jej praca nie była tak zła jak samej Swan. Tak, wracamy do punktu, gdzie wytykamy sobie kto ma gorzej!


Connie Ainsleigh
kotlet schabowy w jasnej panierce
ODPOWIEDZ

Wróć do „Yorkdale Shopping Centre”