39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

– Tym już nie musisz się martwić. To raczej on powinien się martwić o to, co stanie się z jego jedynym synem, więc lepiej módl się, żeby coś wymyślił – odparł beznamiętnie, jakby mówił o czymś zupełnie błahym. Nie interesowało go, w jaki sposób Malone zdobędzie pieniądze. Dług był jego problemem. Oscar natomiast stał się problemem Mikhaila i zamierzał się nim odpowiednio zająć. Mógł zostać tutaj miesiąc, rok, a nawet całe życie. Iwanow nie zamierzał się spieszyć. Zwłaszcza że jego ojciec nie sprzedał ani jednej rzeczy, by choć minimalnie zmniejszyć swój dług. Tylko skąd brał pieniądze na dalsze, tak wystawne życie? Tego Misha zamierzał się dowiedzieć. Prędzej czy później.
– Bądź grzeczny, a cała posiadłość stanie przed tobą otworem. Może nawet zabiorę cię na wycieczkę. Ale musisz mnie słuchać – powiedział spokojnie, muskając kciukiem jego brodę. Nie potrzebował podnosić głosu, żeby pokazać, kto tutaj decydował. W jego głowie pojawiło się kilka myśli o tym, co mógłby zrobić z tym niewinnym chłopcem. Szczególnie intrygowało go, jak długo Oscar będzie próbował stawiać opór i kiedy w końcu zrozumie, że tutaj nie miał nic do powiedzenia. Był też ciekawy, czy miał już swój pierwszy raz za sobą.
– Coś słabo ci idzie dotrzymywanie słowa – roześmiał się, mrugając do niego. Urocze. Naprawdę urocze, że Oscar wciąż próbował mu się przeciwstawiać, jakby ta walka miała jakikolwiek sens. Misha wręcz lubił obserwować jego drobne próby odzyskania kontroli. Była to dodatkowa rozrywka po ciężkim dniu, w którym wiecznie robił to samo. Spotkania za spotkaniami, przypominanie ludziom o długach, odzyskiwanie pieniędzy, czasem w brutalny sposób, a na końcu tortury, gdy trafiał się ktoś wyjątkowo oporny. Oscar był jednak ciekawszy. Nie dość, że potrafił poprawić mu humor, to jeszcze mógł okazać się całkiem użyteczny.
Tak jak teraz, kiedy Misha zabierał go na spotkanie. Niech wyrwie się chociaż na chwilę z tego pokoju. Pozna nowych ludzi, zobaczy trochę świata poza czterema ścianami, może nawet się zabawi. A jeśli będzie grzeczny, dostanie nagrodę. Oczywiście nie zamierzał mu powiedzieć jaką. Misha lubił niespodzianki. Szczególnie te, w których tylko on znał zasady.
– Nawet o tym nie myśl. Ten jest tylko mój – mruknął, posyłając wspólnikowi lodowate spojrzenie i mocniej przyciągając Oscara do siebie.
Mógł mu grozić, straszyć go oddaniem na łaskę grupki napalonych mężczyzn, którzy zrobiliby z niego krwawą miazgę, ale nie zamierzał tego spełniać. Takie rzeczy były zarezerwowane dla wrogów. Oscar należał do niego. Był jego gościem, jego problemem i jego własnością – przynajmniej tak długo, jak Misha uznawał to za stosowne. Jeśli więc ktoś miałby przekroczyć granicę i go dotknąć, nie zamierzał tego tolerować. Nie dlatego, że Oscar potrzebował ochrony. Po prostu nikt nie dotykał tego, co należało do Iwanowa.
Uśmiechnął się pod nosem, widząc zazdrość w oczach większości mężczyzn. Zwłaszcza jednego, którego będzie musiał mieć na oku. Nie znosił nieposłuszeństwa. Jeszcze bardziej nie znosił, kiedy ktoś próbował sięgać po rzeczy, które uważał za swoje. Oscar był wyjątkowy. Przypominał mu dawną miłość, o której mimo upływu lat nadal nie zapomniał. Może właśnie dlatego pozwalał mu na więcej niż komukolwiek innemu. Misha potrafił kochać. Problem polegał na tym, że jego miłość nigdy nie była czymś bezpiecznym. Zdarzyło mu się to tylko raz.
– Chcesz się czegoś napić? Albo zjeść? – zapytał cicho, jakby chwilę wcześniej wcale nie rozmawiał o tym, co mogłoby spotkać Oscara. Dalej przysłuchiwał się wszystkiemu, co jego ludzie mieli mu do powiedzenia, jednocześnie nie spuszczając z chłopaka wzroku.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oscar wpatrywał się w niego przez dłuższą chwile bez słowa, jakby chciał odczytać, czy żartował czy mówił poważnie. Za nic nie potrafił rozgryźć tego człowieka i nijak mu się to nie podobało, bo bardziej tylko rozwijało jego poczucie bezradności i całkowitej utraty kontroli. Na nic zdawało się buntowanie czy sprzeciwianie - Mikhail miał na niego własny pomysł, który wcale Oscarowi się nie podobał! Chciał stąd uciec, chciał odzyskać wolność, która tak brutalnie mu odebrano. Był pewien, ze gdyby tylko jego ojciec nie znalazł pieniędzy na wykupienie syna, tak ten znajdzie sposób, żeby stąd uciec. Jedyne, na co nie mógł sobie pozwolić to bezgraniczne uwierzenie w jakiekolwiek zapewnienia i słowa starszego mężczyzny, który raz próbował być dla niego miły, by zaraz pokazać się z demonicznej strony grożąc mu. I dziwić się, ze Malone zaczął mieć sieczkę w mózgu.
-Czyli na takiej zasadzie to działa, tak? Jak będę twoja posłuszna zabawka, to spotka mnie nagroda. Wprost zajebisty układ, nie ma co. Z tym, ze ja nie mam najmniejszego zamiaru słuchać i spełniać twoich fantazji! - skomentował, prychając. Zaczynał robić się zły bo ten usilnie próbował go sobie podporządkować. Owszem, Oscar nie był debilem i wiedział, ze jego sprzeciw nie na wiele się zda, ale nie było mowy, żeby tak łatwo się poddał! Siła nie grzeszył, ale uporem i owszem.
Wzdrygnął się, zaraz tężejącą, kiedy poczuł na brodzie kciuk mężczyzny. Jakim prawem ten zboczeniec w ogóle go dotykał? Czy w ten sposób próbował mu pokazać, że mógł z nim zrobić cokolwiek chciał? Na samą myśl chłopakowi zrobiło się niedobrze. Nie chciał nawet wyobrażać sobie jego dłoni na swoim ciele. Poza tym Malone był hetero i nie było możliwości,by pozwoli się dotknąć jakiemuś facetowi w ten intymny, seksualny sposób!
-Pierdol się! - warknął do niego. Miał go serdecznie dość. Dość niesprawiedliwości, złości, bezsilności. Totalnie wszystkiego! Jedyne, czego aktualnie pragnął to spokój. Nawet tego nie mógł otrzymać ze strony mężczyzny, bo w jego głowie pojawily się kolejne chore pomysły, do których najwidoczniej potrzebował biednego Oscara. Może powinien go teraz kopnąć w jaja i uciec? Brzmiało jak plan prawie idealny. Gdyby tylko wiedział, jak wielu ochroniarzy było za drzwiami być może nawet by się pokusił, aby wcielić go w życie.
Spotkanie, na które zostały zabrany, wcale mu się nie podobało. Nie podobały mu się te spojrzenia, pełne pożądania i łakomstwa, jakby chłopak był jakimś smakowitym kąskiem. A co, jeśli to był plan Mikhaila? Oddawać mu go kolejno każdej zebranej osobie? Serce zaczęło mi walić jak oszalałe, kiedy wodził wzrokiem po twarzach mężczyzn, próbując rozszyfrować, co siedziało im w głowach. Nie trzeba było jednak być geniuszem, aby wywnioskować, ze wielu z nich miało fantazje tak niecenzuralne, ze nie były przeznaczone dla każdego.
Spiął się bardziej słysząc słowa mężczyzny, na kolanach którego siedział. Był jego. Wcale nie! Oscar nie należał do nikogo! Nie był własnością, nie był zabawka. Cholera jasna, był człowiekiem, prawda?! A jednak w tym momencie Mikhail starał się go uprzedmiotowić, co było uwłaczające.
-Nie jestem twój - powiedział cicho, z nuta buntu w głosie. Te słowa były przeznaczone jedynie dla Iwanowa; reszta zebranych nie musiała brać w tym udziału. Ba, on nawet nie chciał by zwracali na niego jakąkolwiek uwagę. Nie chciał widzieć tych obleśnych spojrzeń, które wodziły po jego drobnym ciele, jakby już teraz każdy z nich chciał go rozebrać. Zadrżał, kiedy ten sam starszy mężczyzna zatrzymał się wzrokiem na miejscach, na których miał nadzieję położyć swoje łapska. To nie było normalne; nie w świecie, w którym wychował się Malone.
-Nie chce. Chce stąd iść. Nie lubię ich - rzucił cicho, jakby błagalnie, mając nadzieję, ze te jedną prośbę Mikhail będzie w stanie spełnić. - Nie podobają mi się ich spojrzenia - dodał i głos mu się zatrząsł. I chociaż wcześniej pewnie nienawidziły siebie za taką słabość, tak teraz nie miało to większego znaczenia - miał na głowie poważniejsze problemy. - Proszę - dodał jeszcze ciszej, zaciskając dłonie na materiale spodni swojego porywacza.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mikhail nienawidził nieposłuszeństwa, choć zwykle nie musiał wkładać wiele wysiłku w jego zwalczanie. Ludzie szybko uczyli się, że lepiej z nim nie zadzierać i znacznie łatwiej po prostu spełnić jego żądania. Każdy wiedział, do czego był zdolny, a ci, którzy nie wiedzieli, zazwyczaj prędzej czy później mieli okazję się o tym przekonać. Oscar natomiast wciąż się stawiał. W oczach Iwanowa wyglądał przy tym raczej jak mały, bezdomny kociak, którego zwykle widywało się gdzieś na ulicy - nastroszony, przestraszony i gotowy zaatakować każdego, kto spróbuje się do niego zbliżyć. Mógł na niego krzyczeć, próbować go atakować i pokazywać pazury, ale wciąż wyglądał przy tym uroczo. I właśnie dlatego Mikhail ani przez chwilę nie zmienił zdania. Nadal zamierzał zatrzymać go tylko dla siebie. Nauczyć go własnych zasad. Wychować dokładnie tak, jak sam tego chciał, a kiedy Oscar w końcu przestanie się opierać i nauczy się swojego miejsca, rozpieszczać go do granic możliwości. Może nie miało to być łatwe zadanie, ale Iwanow należał do ludzi wyjątkowo cierpliwych, jeśli tylko coś naprawdę go zainteresowało. Nawet gdyby miało mu to zająć rok, to co z tego? Miał czas. A pieniądze od pana Malone zapewne i tak nie pojawiłyby się zbyt szybko na jego koncie. Kto miałby mu zabronić rozkochać w sobie Oscara, tylko po to, by później porzucić go w najmniej oczekiwanym momencie? Mógł wszystko.
Nie skomentował słów chłopaka. Nie było takiej potrzeby. Oscar był jego, nawet jeśli sam jeszcze tego nie wiedział. W tej chwili całe jego życie należało do Iwanowa i Mikhail nie zamierzał tak łatwo go oddać. Mógł robić z nim, co tylko zechciał, bo co ten młody chłopak mógł tak naprawdę na to poradzić? Uderzyć go w twarz? Oddałby. Nie pozwoliłby sobie przecież na taki brak szacunku. Ugryźć go? Prawdopodobnie tylko zaśmiałby mu się w twarz. Kopnąć go w krocze? Wtedy dopiero pokazałby mu, na co naprawdę go stać. Zwykle opanowany, po podobnych rzeczach potrafił poczuć tę dziwną, niepokojącą przyjemność, którą znał aż za dobrze z czasów tortur. Uzależniające uczucie, które w jego przypadku było wyjątkowo niebezpieczne. Kiedy zaczynał je odczuwać, nigdy nie było wiadomo, gdzie właściwie się zatrzyma. A prawda była taka, że Mikhail Iwanow nie posiadał zbyt wielu hamulców.
Mimo wszystko dalej prowadził spotkanie, spokojnym tonem poruszając kolejne kwestie dotyczące interesów. W nosie miał to, że Oscar prawdopodobnie nie powinien ich słuchać. Teoretycznie mógł przecież zapamiętać część informacji i kiedyś spróbować wykorzystać je przeciwko niemu. Tyle że Mikhail wcale się tego nie obawiał. No bo co Oscar mógł zrobić, zamknięty w jego domu? Zadzwonić na policję? Prawie parsknął śmiechem na samą tę myśl.
Poczuł jednak, jak ciało chłopaka nagle dziwnie zesztywniało. Zacisnął mocniej palce na jego biodrze, tym razem nie po to, by przypomnieć mu, kto tutaj decydował, ale próbując go uspokoić. Na twarzy Iwanowa nie pojawił się nawet najmniejszy ślad niepokoju czy zdenerwowania. Doskonale domyślał się, co sprawiło, że Oscar tak zareagował. Widział te spojrzenia. Widział, jak niektórzy z jego gości bezczelnie przesuwali wzrokiem po ciele chłopaka. Jak oblizywali wargi, prawdopodobnie wyobrażając go sobie nagiego na tym samym stole, przy którym jeszcze chwilę wcześniej omawiali interesy. Ale Oscar znajdował się teraz w jego ramionach. A tam był bezpieczny. Przynajmniej przed nimi.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę. Zaraz skończymy. A ich się nie obawiaj — szepnął mu do ucha, muskając wargami skórę jego policzka - Stracą ręce, zanim zdążą Cię chociaż dotknąć - docisnął jego drobne ciało mocniej do siebie, zmuszając go tym samym, by na niego spojrzał. Dopiero wtedy delikatnym ruchem dłoni pomógł mu oprzeć brodę na swoim ramieniu. Dzięki temu Oscar nie musiał dłużej patrzeć na obleśne spojrzenia jego towarzyszy. Zabawne. Mimo że wszyscy doskonale wiedzieli, jak bardzo powinni obawiać się samego Iwanowa, najwyraźniej nie mieli żadnych oporów przed tak jawnym okazaniem zainteresowania jego nową zabawką. Według Mikhaila w tej chwili zwyczajnie pragnęli własnej śmierci. Bo jak inaczej miał to nazwać?
Po kilku kolejnych minutach spotkanie wreszcie dobiegło końca. Iwanow, nie tracąc czasu na zbędne pożegnania, praktycznie wygonił wszystkich z salonu. Z przymrużonymi oczami obserwował każdego z gości, wyraźnie czekając tylko na moment, w którym któryś z nich odważy się jeszcze raz spojrzeć w stronę Oscara, kulącego się na jego kolanach. Na szczęście każdy z nich w porę poszedł po rozum do głowy.
- Już ci lepiej? - zapytał cicho, przesuwając wolno dłonią po jego plecach. I dopiero wtedy dotarło do niego, jak dziwnie znajome było to uczucie. Jakby po raz kolejny trzymał w ramionach swoją dawną miłość. Drobne ciało Oscara pasowało do niego niemal idealnie. Nawet jego zapach przywodził Mikhailowi na myśl kogoś, kogo dawno już nie powinien pamiętać. Przez krótką chwilę niemal dał się oszukać temu podobieństwu. Charakter mieli jednak zupełnie inny. I być może właśnie dlatego Oscar interesował go jeszcze bardziej.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Drażnił go i przerażał jednocześnie. Wcale nie podobało mu się, że miał nad nim taką władzę, usilnie przypominając mu o tym na każdym kroku. A już z pewnością nie podobał mu się fakt, że chciał z niego zrobił posłusznego pieska. Do tej pory Oscar żył na własnych zasadach, dostając to, czego sam chciał i kontrolując sytuację. Teraz tracił wszelkie oznaki panowania, zostając zmuszonym do rzeczy, których nie chciał. Buntowanie się nie przynosiło rezultatu, bo chociaż mógł się krzywić, mógł krzyczeć, tak nie miał szans w starciu z silnym Mikhailem, który pozostawał niewzruszony na jego odmowy. Widział, kiedy za każdym razem, gdy starał się być nieposłuszny, mięśnie na twarzy oprawcy drgały niebezpiecznie. Każdy normalny człowiek już wtedy poddałby się bezgranicznie, ale Malone potrzebował złapać się czegokolwiek, co dałoby mu nadzieję, że nie ulegnie. Nie chciał i nie mógł wiedząc, że straciłby do siebie szacunek. Nadal żył nadzieję, że nie stanie mu się poważna krzywda, bo przecież inaczej pieniądze przepadną. Tylko czy faktycznie chodziło tylko o nie? Może był wiadomością, że nie pogrywa się z osobami, które rządzą półświatkiem. Ta wizja jedynie sprawił, że zadrżał, podążając obok mężczyzny, który prowadził go na jakieś powalone spotkanie, do którego chłopak nie był mu potrzebny. Bo co, miał poznać sekrety by ostatecznie dać mu pretekst do strzelenia mu w łeb? Idealnie, właśnie tego potrzebował na rozluźnienie.
Siedząc na kolanach mężczyzny walczył ze sobą, by nagle nie wyrwać się i nie uciec. Już wcześniej dokładnie zlustrował pomieszczenie doszukując się wyjścia, które mogłoby stanowić o jego wolności i szybko doszedł do wniosku, że były tylko dwa - oba dobrze strzeżone przez potężnych ochroniarzy, którzy w mig udaremniliby jego plan. Dlatego trwał niemal w bezruchu, starając się nie reagować na kolejne ruchy dłoni na jego plecach, która gładziła go delikatnie. Nie chciał być przez niego dotykanym w żaden sposób, a już z pewnością nie na oczach napalonych facetów, z których niemal każdy ślinił się na widok młodego ciała Malone. To było tak obrzydliwe, że zrobiło mu się niedobrze na myśl, że ktokolwiek z nich mógłby się do niego zbliżyć chociażby na krok.
Zadrżał czując na policzku delikatne muśnięcie jego warg, pozwalając by przez jego drobne ciało przemknął dreszcz. Obrzydzała go własna reakcja, ale nie spodziewał się podobnego gestu ze strony Mikhaila, który do tej pory ograniczał się jedynie do gładzenia dolnej części jego pleców.
-Wcale ci nie wierzę. Specjalnie mnie tu przyprowadziłeś, żeby widzieli we mnie swoją zdobycz - odpowiedział cicho, patrząc z bliska w jego oczy. Były mroczne, zapewne tak samo jak jego dusza. I gdyby tylko nie przerażały go tak bardzo, Oscar uznałby, że są ładne. Nie chciał jednak w taki sposób o nim myśleć - daleko było mu do jakiegokolwiek piękna. - Chyba, że im mnie oddasz. Taki masz plan? - przełknął ślinę. Nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie, bo już sama myśl go przerażała i sprawiała, że serce biło mu niekontrolowanie szybko. Dlatego nie oponował, kiedy mężczyzna oparł podbródek chłopaka o swoje ramię - przynajmniej nie widział natrętnych spojrzeń oraz lubieżnych grymasów na twarzach pozostałych. Przymknął oczy, starając się wyobrazić sobie, że jest w miejscu zupełnie innym. Chociażby w ogrodzie, w którym tak lubił przesiadywać. Albo w bibliotece pełnej ciekawych książek. Te wizje były znacznie przyjemniejsze od rzeczywistości.
-Lepiej?! To ma być jakiś chory żart, prawda?! O to ci chodziło, co nie? Żeby mi pokazać co się ze mną stanie jeśli nadal będę się buntował! Wcale nie jest mi lepiej! - wyrzucił z siebie, kiedy wszyscy już wyszli z pomieszczenia, a strach opuścił chłopaka, ustępując miejsca rozżaleniu oraz wściekłości. - Jesteś powalony! Nie będę brał udziału w tych chorych fetyszowskich grach z udziałem jakichś starych zboczeńców! - warknął, starając się wyrwać z jego uścisku. Nie chciał już dłużej siedzieć na jego kolanach, nie chciał być nawet blisko niego. - Jesteś taki sam jak oni! Nie wiem co ty masz w tej pochrzanionej głowie, ale ja się nie dam! - skomentował, uderzając go w tors.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Nikomu Cię nie oddam. Możesz być o to spokojny - odparł, czując ciepło ciała Oscara, gdy ten oparł się o niego. Czasami miał wrażenie, jakby rozmawiał z dzieckiem, które na dodatek nie rozumie angielskiego. Mógł powtarzać mu kilka razy to samo, ale słowa i tak zdawały się nie docierać do jego głowy. Może powinien mu to wszystko napisać? Albo zlecić przygotowanie prezentacji, jak w szkole, żeby na obrazkach zobaczył, że przy nim jest bezpieczny. Tylko czy wtedy na pewno zrozumiałby zamiary Iwanowa? Przecież do tej pory nawet nie próbował go zgwałcić. Owszem, raz dał mu do zrozumienia, że mógłby zrobić z nim, co tylko zechce, ale Misha nie odczuwałby żadnej satysfakcji z robienia tego pod przymusem. O wiele większą przyjemność czerpał z obopólnej zgody.
- Dlaczego szukasz w tym drugiego dna? Chciałem po prostu zabrać Cię na zebranie, żebyś zobaczył, jak to wszystko wygląda. Oni wszyscy nie mieli z tym nic wspólnego - odparł, śmiejąc się cicho. To on chciał pokazać im wszystkim, że Oscar jest jego własnością i nikt nie ma prawa rościć sobie do niego żadnych praw. Nie mieli prawa dotknąć go nawet opuszkiem palca, jeśli nie chcieli stracić całej dłoni albo ręki aż po samo ramię. Wszystko zależało od humoru Iwanowa. - Myślisz, że mam taki fetysz? Że lubię, kiedy wszyscy mnie obserwują, jak zabawiam się z moją nową zabawką? - zapytał, powoli tracąc cierpliwość. Był dla niego taki dobry. Nawet go objął, żeby Oscar nie musiał znosić spojrzeń jego ludzi, a ten w zamian zachowywał się tak, jakby Iwanow właśnie próbował zrobić mu krzywdę.
Skrzywił się, czując uderzenie w tors. Misha w mgnieniu oka chwycił Oscara za nadgarstki, podniósł się razem z nim i pchnął chłopaka na stół. Docisnął jego złączone dłonie do blatu, uniemożliwiając mu dalsze wyrywanie się. Z mrocznym błyskiem w oku nachylił się nad jego drobnym ciałem, przesuwając językiem wzdłuż jego szyi, a biodra mocno docisnął do jego pośladków.
- Naprawdę za takiego mnie masz? Czekałeś, aż położę Cię na tym stole, rozbiorę i wezmę na oczach moich ludzi, a potem pozwolę im się przy Tobie wymieniać? Jeśli chcesz, mogę ich jeszcze zawołać - szepnął mu do ucha, otulając jego szyję ciepłym oddechem. Gdyby tylko nie miał tak silnej woli, Oscar już dawno leżałby nagi na tym stole, pieprzony wbrew swojej woli. Ale to nie było to, czego chciał. Chłopak miał oddać mu się z własnej woli. Sam miał go pragnąć. Dopiero wtedy Iwanow czerpałby z tego prawdziwą satysfakcję. Chciał, żeby Oscar sam go pragnął, a wtedy Misha z przyjemnością ofiarowałby mu wszystko, czego ten zapragnie.
Nagle puścił Oscara i odsunął się od niego. Przyglądał mu się beznamiętnie, gdy chłopak dopiero zaczynał rejestrować to, co właśnie się wydarzyło. Rosjanin poprawił marynarkę, dając mu chwilę na dojście do siebie.
- Musisz mnie słuchać, rozumiesz? Jeśli mówię, że żaden z nich Cię nie dotknie, to moje słowa są święte. Mogą sobie patrzeć, ale jeden zły ruch i nie zawahałbym się przed strzeleniem któremuś prosto w oko. Czy to jasne? - mruknął, wzywając jednego ze swoich ludzi, by odprowadził Oscara do sypialni. Sam zaś wyszedł do ogrodu. Potrzebował chwili spokoju i miał wiele do przemyślenia.



Dwa dni później ponownie zjawił się w sypialni Oscara. Celowo dał mu tyle czasu na ochłonięcie. Chciał, żeby to, co dla niego przygotował, wywarło jeszcze większe wrażenie.
- Mam coś dla Ciebie. Ale najpierw powiedz mi, czy zrozumiałeś moje ostatnie słowa? - zapytał, opierając się o komodę naprzeciwko łóżka.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był cały spięty, nie potrafił inaczej. Czy jednak ktoś na jego miejscu by się dziwił i zachował inaczej? Był pewien, że wiele osób dostałoby zawału, zaczęło się szarpać, albo zwyczajnie bić człowieka odpowiedzialnego za to wszystko. Oscar również miał na to ochotę powstrzymując się tylko dlatego, że już kilka razy Mikhail zademonstrował mu swoją siłą oraz fakt, że był zdolny do niemal wszystkiego - nawet do zbrukania jego ciała dotykiem, którego Malone nie pragnął, a który zwyczajnie sprawiał, że robiło mu się słabo. Nie chciał go blisko siebie, a jednak zdawało się, że nie ma wyboru, uzależniony całkowicie od woli i zachcianek starszego mężczyzny, który na dodatek miał dziwne fetysze prezentowania swoich więźniów chorej radzie napalonych oblechów. Zupełnie, jakby mieli go oceniać i zadecydować czy się nadawał do spełniania fantazji.
-Nie interesuje mnie, jak to wszystko wygląda. Nie interesuje mnie nic, co jest związane z tym miejscem i twoimi chorymi interesami. Kto normalny zabiera przypadkowe osoby na takie… na takie zgromadzenie? - wyrzucił z siebie. Był zły, oczywiście, że tak. Czuł się w pewien sposób upokorzony i zmolestowany spojrzeniami starszych od siebie osób, które ani na chwilę nie spuszczały z niego wzroku. To nie było przyjemne i zalęgło się w jego pamięci. Zwłaszcza te jedne oczy, które buszowały nieprzerwanie po całym jego ciele.
Jego oczy szeroko się rozszerzyły, kiedy został pchnięty na stół, a serce momentalnie zaczeło bić jak oszalałe. Przerażenie zaczynało wypełniać jego ciało, kiedy pomimo prób uwolnienia się nadal podległy był woli Mikhaila. Poczuł jego język na swojej szyi i zadrżał mimowolnie. To było obrzydliwie. podobnie, jak obrzydliwa była jego bliskość, kiedy poczuł go blisko swoich pośladków. Naprawdę miał zamiar go tutaj wziąć? Ta myśl sprawiał, że zrobiło mu się niedobrze.
-Nie - wyszeptał drżącym głosem. Nie chciał niczego, o czym mówił - ani jego, ani facetów, którzy jeszcze chwilę wcześniej znajdowali się w sali.
Wypuścił głośno powietrze, kiedy się od niego odsunął, oddając mu wolność. Wolno, jakby zamroczony cała sytuacją, wyprostował się, przeczesując loki, które opadły mu na twarz. Unikał spojrzenia mężczyzny - patrzenie na jego twarz sprawiało, że czuł się jeszcze mniej pewnie, niż wcześniej. Po raz kolejny przekonał się, kto ma tutaj faktyczną władzę.
Skinął jedynie głową, idąc do pokoju z jednym z ochroniarzy, cały czas ze wzrokiem wbitym w podłogę. Chciał, żeby ten koszmar już się skończył.
Dlaczego jego tata nawet się nie starał?

Nie wiedział ile minęło. Dni zaczęły wyglądać dla niego tak samo, zlewając się w jedno. Spał, jadł i przesiadywał w tej klatce zwanej sypialnią, wyglądając co jakiś czas na ogród. Marzył, żeby po nim pochodzić - dotknąć twarzy i powąchać kwiatów o chyba wszystkich kolorach. Nie miał jednak zamiaru w tym wszystkim płaszczyć się przed Mikhailem.
-Nie jestem głupi i znam angielski - odpowiedział jedynie, unikając jego spojrzenia. W jego głosie nie było już jednak tej twardej nuty buntu, jaka pojawiła się na początku. teraz dopadała go bezsilnosc. - Nie chcę od ciebie żadnych prezentów - dodał jeszcze. - Po co ty to wszystko robisz? Bawisz się ze mną w jakiś chory sposób. Jednego dnia niemal mnie gwałcisz, by chwilę później być dla mnie przesadnie miłym - wypalił, tym razem unosząc spojrzenie na niego, a mężczyzna mógł w nim dostrzec rezygnację. Przestawała mu zupełnie zależeć nad tym, co się z nim stanie. Czuł się zmęczony próbą przekonywania siebie, że jakoś się ułozy. nie ułozy - nikt go nie wykupi, a on na zawsze będzie uwięziony w tym budynku, póki Mikhail ostatecznie nie postanowi strzelić mu w łeb.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Oczywiście, że Oscar nie chciał być przez niego dotykany. Misha czuł to po jego spiętym ciele, kiedy ten tak przylgnął do niego na stole. Rosjanin nigdy się tym nie przejmował, biorąc to, na co miał ochotę. A chciał zobaczyć nagie ciało pod sobą, dotykać go i sprawiać mu przyjemność, ale młody chłopak jeszcze nie był na to gotowy. Musiał być w pełni świadomy tego, co robił. Jego ciało samo powinno błagać o dotyk Rosjanina, który tylko na to czekał. Coś jednak go przed tym blokowało, choć sam jeszcze nie był świadomy co.
Dlatego tak łatwo odpuścił, pozwalając młodemu chłopakowi odejść do przydzielonej mu sypialni, gdzie mógł czuć się bezpiecznie, a sam wyszedł do ogrodu, by zapalić papierosa.
Mało kto wiedział, że na samym końcu ogrodu znajdowało się wyjście, przez które często znikał z posiadłości z Fabianem – swoją dawną miłością. Wymykali się tamtędy na pobliskie wzgórze, które Misha mógł widzieć ze swojej sypialni. To właśnie tam znajdował się pomnik wybudowany dla Fabiana, ale nie było tam jego ciała.
Doskonale pamiętał chaos, w którym jego dawny wspólnik zabił najważniejszą dla niego osobę. Zanim Misha zorientował się, co się działo, jego ludzie siłą wyprowadzali go na zewnątrz, by wywieźć go w bezpieczne miejsce. Nikt nie byłby w stanie sobie wyobrazić, że z gardła tak opanowanego i zimnego człowieka wydobywały się krzyki bezradności, kiedy jego ukochany został tam na pastwę ludzi, do których później pałał czystą nienawiścią. Żądza zemsty tak bardzo go wtedy opanowała, że nie pamiętał kolejnych tygodni, podczas których mordował każdego, kto nawinął mu się pod rękę.
Westchnął cicho, gdy wspiął się na owo wzgórze i przykucnął przy pomniku, dotykając opuszkami palców czarno-białej fotografii Fabiana. Taki piękny, taki młody, taki pełny życia, które mu odebrano, ponieważ Misha był uważany za zagrożenie. Chcieli go złamać i osiągnęli swój cel, ale nie zdawali sobie sprawy, że Iwanow potrafił być jeszcze gorszy niż wcześniej.
Swoją łagodną stronę pokazywał tylko Fabianowi, którego kochał ponad własne życie. I którego cechy teraz dostrzegał w młodym Oscarze, który tak bardzo go nienawidził.


Zdawał sobie sprawę z tego, co działo się w głowie Oscara. Umiał czytać z ludzi. Widział bezsilność w jego oczach, której tak oczekiwał. Gdyby Oscar wcześniej zrozumiał, że z Iwanowem nie ma sensu dyskutować, już dawno żyłby tutaj w o wiele lepszych warunkach, niż mógłby się spodziewać.
– Nie zgwałcę cię. Gdybym chciał, już dawno bym to zrobił. Wiem, że czasem posuwam się za daleko, ale nie zrobiłbym tego wbrew twojej woli – odparł, przyglądając mu się uważnie. Przy każdej innej osobie pewnie miałby gdzieś, co ona sobie myśli i czego chce. Oscar przypominał mu jednak kogoś, kto kiedyś był dla niego ważny i pomimo wcześniejszych myśli o tym, by zabawić się jego kosztem, teraz odczuwał dziwną potrzebę zaopiekowania się nim. Było to bardzo dziwne uczucie, od którego dawno temu się odzwyczaił.
– Chcę, byś czuł się jak mój gość. Dlatego wymagam przestrzegania pewnych zasad, których chciałbym, żebyś przestrzegał, aby uniknąć dalszych konsekwencji. I właśnie dlatego… – zaczął, podchodząc do drzwi sypialni, które otworzył. Podniósł z ziemi kartonowe pudełko i skierował się z nim na łóżko, na którym znajdował się Oscar. Usiadł ostrożnie, zachowując pewien dystans, by nie wystraszyć chłopaka. – Pomyślałem, że potrzebujesz towarzystwa, żeby mieć czym się zająć i jakoś umilić sobie ten czas w moim domu – dokończył, otwierając pudełko, z którego wyciągnął małe, białe kociątko. Pogładził dość delikatnie malucha po główce, zerkając z ciekawością na Oscara.
– Znalazłem go na drodze. Myślę, że zgubił mamę i potrzebuje kogoś, kto się nim zaopiekuje, a ja jestem zbyt zajęty, żeby to robić. Mogę ci zaufać, że będziesz o niego dbał? – zapytał, przytulając malucha do swojej piersi. To musiał być dość zabawny widok dla kogoś, kto znał Mikhaila od tej najgorszej strony. Ale zawsze uważał, że zwierzęta są lepsze od ludzi i zasługują na wszystko, co najlepsze.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zaczynał się zastanawiać, czy to wszystko miało w ogóle sens. Ten jego upór, kategoryczny sprzeciw, bunt. Bywały chwile, w których naprawdę chciał odpuścić, jednak coś nie pozwalało mu tego zrobić - dziwna świadomość, że wtedy mężczyzna, który go porwał, wygra. To poczucie sprawiało, że Oscar zachowywał się w sposób irracjonalny zapewne dla każdego. Ostatecznie ludzie znacznie bardziej pragnęliby się przypodobać swojemu oprawcy, zwiększając tym samym być może swoje szanse na przeżycie. Malone działał odwrotnie i później za to płacił w sposób, który odcisnął się na jego psychice. W nagrodę za każde negatywne słowo otrzymywał upokorzenie, z którym sobie nie radził. Otrzymywał pokaz siły, który wewnętrznie przerażał go bardziej, niż był skłonny pokazać na zewnątrz. Nic z tego mu się nie podobało, więc może czas odpuścić, skoro jako upór nie przynosił odpowiedniego rezultatu?
Nie skomentował jego kolejnych słów. Nie wierzył mu - tak po prostu. Jasne, mógłby go mieć tu i teraz, zapewne nawet się nie męcząc, kiedy by go obezwładniał i chociaż póki co trzymał się teoretycznie daleko z łapskami, tak Malone nie chciał się oszukać myślą, że w którymś momencie nie nadejdzie chwila, w której Mikhail spełni to, co już kilka razy zaznaczył - że gdyby tylko chciał, będzie miał wszystko.
Patrzył na niego z pewną rezerwą już bez tej wyzywającej iskierki. Czuł się zmęczony na tyle, że najchętniej połozyłby się na łóżku i zasnął, więcej nie budząc. Jeśli mężczyzna chciał go wpędzić w stan bezsilności, poczucia beznadziejności i niemal depresji, to proszę bardzo, udało mu się, więc mógł sobie pogratulować.
-Jasne gość, ta, tak. Słyszałem to już wiele razy. Posłuszeństwo za przejawy człowieczeństwa, fantastyczny biznes, nie ma co - odpowiedział, siadając po turecku na łóżku, jak najbliżej kąta. Zupełnie, jakby to miało mu w jakikolwiek sposób pomóc zachować dystans przed mężczyzną. - Tylko widzisz, nie każdy jest do kupienia. Ty nie kupisz mnie, mnie nie kupi mnie mój ojciec. I tak koło się zamyka, bo hajsu nie dostaniesz - wzruszył ramionami, opierając się plecami o chłodną ścianę. Najcieńsza bariera jaka pomiędzy Oscarem a światem zewnętrznym. Bardzo pocieszające.
Patrzył za nim uważnie, kiedy podchodził do drzwi sypialni. w pierwszym momencie poczuł, jak zalewa go zimny dreszcz, a fala niemiłych obrazów kręciła się w głowie - co, jeśli przyprowadził tu tych kolesi z ostatniego spotkania? Może tak chciał mu pokazać, że ma nad nim władzę absolutną, a on musi odpracować dług, który zaciągnął jego ojciec. Zadrżał na samą myśl, a serce omal mu nie stanęło.
Na twarzy pojawiła się ulga, kiedy ten sięgnął zaledwie po pudełko. Tym razem obawa została zastąpiona ciekawością, co znajdowało się w środku. Tęczówki niemal pojaśniały, kiedy dostrzegł zwierzaka - mały kotek. Uwielbiał koty, zawsze marzył o swoim własnym i tata obiecał, że kiedyś go dostanie. Niestety, była to kolejna obietnica bez pokrycia.
-Teraz takie sztuczki stosujesz? Chcesz wpłynąć na mnie wzbudzając we mnie litość? - prychnął, nie spuszczając wzroku z bezbronnej kulki. A co, jeśli on postanowi go zabić? Oscar nie mógł na to pozwolić. - Teraz chcesz mojego posłuszeństwa za kota? Wyrachowane - powiedział, krzywiąc się przy tym. - Na pewno będę o niego dbał bardziej, niż ty o swoich gości - dodał, przyglądając się Mikhailowi. wyglądał nader dziwnie i nawet całkiem normalnie, kiedy nie emanował siłą i wyższością, zamiast tego zachowując się jak człowiek. Coś w tym widoku sprawiło, że oscar poczuł uczucie, którego nie chciał teraz znać - rozczulenie. - Co mam zrobić, żebyś mi go dał? - spytał, niemal kapitulując. Wszystko dla kota.

Mikhail Iwanow
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”