ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

80.
Nie spieszył się specjalnie. Plecak ciągnął go za jedno ramię, bo jak zwykle wrzucił do niego wszystko byle jak, a pod pachą trzymał książkę, którą miał oddać po lekcjach do szkolnej biblioteki. Kompletnie wyleciało mu to z głowy. Zatrzymał się jeszcze przy chodniku, żeby poprawić pasek.
— Sam?
Usłyszawszy swoje imię, spojrzał przez ramię. Facet stał kilka metrów dalej, przy samochodzie zaparkowanym po drugiej stronie ulicy. Nie wyglądał szczególnie dziwnie. Zwykła kurtka, zwykłe spodnie, żadnej kominiarki ani niczego, co w filmach od razu oznaczałoby kłopoty. Uśmiechał się nawet całkiem sympatycznie.
Chłopiec zmarszczył brwi, próbując przypasować jego twarz do kogoś znajomego. Mężczyzna podszedł bliżej, ale zatrzymał się w bezpiecznej odległości.
— Twoja mama prosiła, żebym cię odebrał — powiedział, wyciągając do niego rękę.
— Która? — dopytał ostrożnie dziesięciolatek.
Facet lekko się zawahał.
— No... mama.
— Mam dwie.
Uśmiech mężczyzny natychmiast zrobił się odrobinę mniej pewny. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Przez moment tylko patrzył na chłopca, jakby próbował wymyślić coś na poczekaniu.
— Obie — sprostował w końcu, kiwając zachęcająco głową.
Sam poczuł, że coś tu nie gra. Nie potrafił jeszcze powiedzieć dokładnie co. Może to, że nieznajomy mówił o jego mamie, ale nie wiedział nawet, o której z nich. Może to, że żadna nie wspominała o tym, że ktoś po niego przyjedzie. A może po prostu sposób, w jaki mężczyzna wypowiedział jego imię. Niby zwyczajnie, a jednak coś w tym brzmiało dziwnie.
Automatycznie cofnął się o pół kroku.
— To gdzie są?
— Czekają na ciebie kawałek dalej. Chodź, pokażę ci.
Młody spojrzał w stronę szkoły. Przy wejściu kręciło się jeszcze kilkoro dzieciaków. Nauczyciel stał przy drzwiach i rozmawiał z jakąś kobietą, a kawałek dalej dwóch chłopaków przepychało się dla żartu.
— Nie mogę — odparł w końcu.
— Dlaczego? — zdziwił się nieznajomy.
— Bo muszę oddać książkę — chcąc potwierdzić swoje słowa, uniósł do góry szkolną lekturę. Właśnie skończyli omawiać na angielskim pierwszą część cyklu Opowieści z Narnii. Na okładce widniał tytułowy lew.
— Sammy, naprawdę, nie mamy czasu. Twoja mama...
— Żadna z nich nie powiedziała mi, że mam z panem iść — zastrzegł, przyciskając mocniej książkę do piersi.
Tym razem mężczyzna już się nie uśmiechnął. Chciał coś jeszcze powiedzieć i nawet otworzył usta, ale Sam nie zamierzał czekać, aż wymyśli kolejną odpowiedź. Nie wiedział, czy powinien się bać. Nie wiedział nawet, czy ten facet rzeczywiście chciał zrobić mu coś złego. Wiedział tylko, że nie powinien z nim nigdzie iść. Odwrócił się na pięcie i ruszył prosto w stronę wejścia do szkoły.
— Hej, Sam! Sammy! — nawoływał facet, ale Samuel nawet się nie obejrzał. Szedł coraz szybciej, mocniej zaciskając palce na książce. Serce zaczęło mu walić o żebra, kiedy usłyszał kroki. Dopiero kiedy znalazł się przy grupie innych dzieci, odważył się zerknąć przez ramię.
Nieznajomy już za nim nie szedł. Stał przy chodniku i patrzył. Sam odwrócił się natychmiast i wszedł do szkoły.


Kiedy Zaylee zobaczyła Młodego, od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Nie dlatego, że płakał, bo akurat za wszelką cenę próbował tego nie robić. Stał przy wejściu do szkoły z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię, wpatrując się w chodnik i przecierając rękawem policzek za każdym razem, gdy spod powiek wymknęła mu się kolejna łza. Dolna warga zadrżała mu niespokojnie, a chwilę później już biegł w jej stronę. Miller ledwo zdążyła rozłożyć ramiona, zanim Sammy wpadł jej w objęcia tak mocno, że aż zachwiała się na piętach.
— Hej, hej... — przycisnęła go do siebie. — Co się stało? — zapytała troskliwie, głaszcząc go po jasnych włosach.
Sam nic nie odpowiedział. Wcisnął twarz w jej prochowiec i rozpłakał się na dobre. Nie cicho, nie pojedynczymi łzami, które można było szybko wytrzeć rękawem, tylko tym dziecięcym, rozpaczliwym płaczem, który najwyraźniej powstrzymywał w sobie od dłuższego czasu. Zaylee poczuła, jak coś zaciska jej się w żołądku.
— On... — Sam próbował złapać oddech. — On znał moje imię.
— Kto? — zapytała od razu.
Sam odsunął się na tyle, żeby móc odpowiedzieć.
— Jakiś pan — wymamrotał cicho.
— Jaki pan? — drążyła nieustępliwie Miller.
— Nie wiem. Chciał, żebym z nim poszedł.
— I poszedłeś? — dopytała, marszcząc brwi.
Chłopiec spojrzał na nią z wyraźnym oburzeniem, jakby właśnie usłyszał najbardziej absurdalne pytanie na świecie.
— Nie! — zastrzegł natychmiast. Zaylee pokiwała spokojnie głową, choć w środku cała wrzała. Najchętniej ruszyłaby w pościg za tym człowiekiem, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to nie był najrozsądniejszy pomysł.
Wiedziała jednak, że nie może tego tak zostawić. Powinna poinformować Evinę i poprosić, żeby - w miarę możliwości - jak najszybciej wróciła z komisariatu do domu. Potem trzeba będzie ustalić, co dokładnie się wydarzyło i przede wszystkim dowiedzieć się, kim był mężczyzna, który znał imię ich syna.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jakiegoś powodu czuła w kościach, że musiało się stać coś niedobrego. Nie miała pojęcia skąd to przeświadczenie się wzięło. To nie była paranoja tylko coś innego. Może instynkt? Zrzucała to jednak na karb pracy. W końcu miała sporo stresu w związku z pewnym świeżakiem, któremu pomagała. Nienawidziła ich niańczyć, ale nie mogła kompletnie nic poradzić na to, że przydzielono jej to niewdzięczne zadanie.
Nie spodziewała się tego telefonu od żony. Sprawił on jednak, że momentalnie się spięła. Niby usłyszała zapewnienie o tym, że Samowi nic nie jest i właśnie jadą do domu, ale wciąż skręcało ją wewnętrznie z przerażenia. Martwiła się. Cholernie się martwiła, ale przynajmniej miała pewność, że fizycznie nic nie dolegało. W końcu Zaylee na pewno sprawdziła stan chłopca. Była jej wdzięczna, że zadzwoniła dopiero, gdy odebrała Sama ze szkoły, a nie wcześniej… Wtedy na pewno już by ją roznosiło z niepokoju.
Rzuciła wszystko tak szybko jak mogła. Nagły wypadek losowy. Świeżak musiał radzić sobie sam. Powiedziała tylko Jerry’emu, którego mijała przy wychodzeniu z biura, że nikt nie ma jej szukać, bo wraca do domu. Sloan musiał to zaakceptować. Zresztą nie sądziła, aby przełożony czegoś od niej chciał.
Zdecydowanie przekroczyła dozwoloną prędkość, gdy jechała do domu. W końcu jednak znalazła się na podjeździe. Musiała sobie przypomnieć czy na pewno zaciągnęła ręczny, gdy już zaparkowała. Nie miała pojęcia czemu, ale była całkowicie roztrzęsiona. Być może dlatego, że sprawa dotyczyła jej syna, który prawdopodobnie rozminął się z ogromnym niebezpieczeństwem.
Starała się nie dać po sobie niczego poznać, gdy wchodziła do domu. Wolała się uśmiechnąć lekko i kroczyć spokojnie, aby nie zestresować Samuela, który siedział na kanapie w salonie razem z koronerką. Przynajmniej teraz mogła się upewnić, że naprawdę by cały i zdrowy. Przynajmniej na ciele.
- Wróciłam - oświadczyła łagodnie, a jej spojrzenie powoli przesunęło się z dziesięciolatka na małżonkę jakby chciała chciała odczytać jakąś zaszyfrowaną wiadomość z jej twarzy oraz postury.
Sammy poderwał się z kanapy i rzucił w jej kierunku, aby wtulić się w nią mocno, gdy tylko znalazł się blisko. Objęła go natychmiast i przycisnęła do siebie. Czuła jak drżał. Wciąż był roztrzęsiony po tym, co się działo pod szkołą. Nie mogła go za to winić.
- Hej, młody… W porządku… - zapewniła go w miarę lekkim tonem, schylając się jeszcze na tyle, aby ucałować czubek jego głowy.
Wydawało jej się, że słyszy głuche odgłosy szlochu. Czyżby ulga? Nie miała zielonego pojęcia. Zapomniała już nieco jak funkcjonowały małe dzieci. Pozwalała mu na to, aby wciskał twarz w jej bluzę i powoli się uspokajał pod wpływem ciepła i znajomego zapachu. Naprawdę tego potrzebował.
- No już…Wszystko w porządku? Nikt ci nic nie zrobił? - zapytała krótko, a chłopczyk odsuwając się nieco wpierw skinął, a potem pokręcił głową.
Na razie chyba bał się otworzyć usta, aby się w pełni nie rozpłakać. Raz jeszcze Swanson powiodła spojrzeniem do małżonki i zaczęła podprowadzać ich syna z powrotem do kanapy, aby usiadł komfortowo między nimi dwiema.
- Wybaczcie, że tak późno… Rozmawialiście już? - zapytała, kierując głównie pytanie do Zaylee.
Nie miała pojęcia czy ta dwójka już zdołała się rozmówić na temat tego całego incydentu czy może czekali specjalnie na nią. Nie chciała też nadmiernie stresować Sama, każąc mu powtarzać raz jeszcze te niewątpliwie traumatyzujące dla dziecka zdarzenia. Chociaż przy odrobinie szczęścia to szybko się po tym pozbiera.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znała swoją żonę na tyle dobrze, żeby nie niepokoić jej bez potrzeby. Zwłaszcza kiedy była w pracy. Obie miały wystarczająco dużo na głowie i nie było nic gorszego niż wybijanie drugiej z rytmu niespodziewanym telefonem z informacją, że wydarzyło się coś złego. Tym bardziej że w tym przypadku nic tak naprawdę się nie stało. Sammy był bezpieczny. Nikt nie zrobił mu krzywdy, chociaż z tego, co opowiadał chłopiec, jakiś mężczyzna próbował namówić go, żeby poszedł z nim pod pretekstem spotkania z jedną z matek. Młody okazał się jednak na tyle rozsądny, żeby nie dać się nabrać i wrócił do szkoły. Zarówno Zaylee i Evina, jak i wychowawczynie z sierocińca oraz nauczyciele w szkole wielokrotnie wpajali mu do głowy, że nie wolno rozmawiać z obcymi, a już szczególnie nigdzie z nimi iść. Tym razem ta lekcja zadziałała dokładnie tak, jak powinna.
Po powrocie do domu przygotowała Młodemu kakao, a w oczekiwaniu na Swanson włączyła mu Przygody młodych Jedi. Znajoma bajka zadziałała, bo dziesięciolatek z każdą kolejną minutą trochę się uspokajał. Miller nie próbowała wypytywać go o nic więcej. Nie chciała zmuszać go do ponownego przeżywania całej sytuacji, zwłaszcza zanim Evina wróci z pracy. Wolała, żeby najpierw ochłonął. Czuła się podle ze świadomością, że odciąga żonę od obowiązków, ale sytuacja była zbyt poważna, żeby po prostu machnąć na nią ręką. Ktoś znał imię ich syna, wiedział, że ma dwie matki, a następnie próbował namówić go, żeby poszedł z nim pod pretekstem spotkania z nimi. To nie wyglądało na zwykłe zagadanie przypadkowego dzieciaka. Obie powinny się tym zainteresować. I przede wszystkim spróbować ustalić, kim, do cholery, był ten mężczyzna.
Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że Sam drgnął lekko, ale kiedy w salonie pojawiła się Swanson, natychmiast poderwał się z kanapy, żeby się w nią wtulić. Znów pociągnął nosem, powalając sobie na cichy płacz. Najwyraźniej tego potrzebował, a w ramionach Eviny czuł się bezpiecznie. Była policjantką, więc dla niego to oczywiste, że na pewno namierzy tego nieznajomego, który go zaczepił.
Zaylee podniosła się z miejsca i podeszła do żony, żeby musnąć ustami jej policzek.
— Nic mu nie jest — zapewniła, posyłając jej lekki uśmiech. Dostrzegła zdenerwowanie na jej twarzy, mimo że detektywka próbowała się maskować. — Jest tylko trochę rozemocjonowany — wyjaśniła, gładząc chłopca po jasnych włosach. — Czekaliśmy na ciebie — dodała, dając jej do zrozumienia, że nie próbowała wyciągać z Młodego niczego bez jej obecności.
Usiedli całą tróją na kanapie. Miller wyłączyła telewizor, a Sammy podciągnął nogi pod samą brodę i objął je mocno ramionami. Koronerka spojrzała niepewnie na małżonkę, nie do końca wiedząc, od czego powinny zacząć.
— Może opowiesz nam wszystko od początku, hm? — zaproponowała, kładąc chłopcu rękę na plecach, żeby dodać mu otuchy.
Chwilę potrwało, zanim Młody zebrał się w sobie. Wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze przez nos.
— Najpierw usłyszałem, że ktoś mnie woła, więc się zatrzymałem. To był taki wysoki mężczyzna. Wyższy od was. Może taki wysoki jak wujek Lucas — zaczął, a trzeba było mieć na uwadze, że najmłodszy z braci Zaylee miał prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu. — Miał ciemne włosy, ale nie całkiem czarne. Powiedział, że mama chciała, żebym z nim poszedł, a jak zapytałem która, to nie potrafił odpowiedzieć. Wyjaśniłem mu, że mam dwie, to wydawał się zaskoczony. Potem dalej mnie namawiał, żebym z nim poszedł, ale przecież żadna z was nie mówiła mi, że odbierze mnie dzisiaj ktoś inny. Pobiegłem do szkoły i schowałem się w bibliotece, dopóki nie przyjechała Zaylee — bardzo skrupulatnie streścił przebieg całego zdarzenia, starając się nie pominąć żadnego szczegółu, który mógłby okazać się istotny. Zaylee pokiwała głową, słuchając go w skupieniu, a następnie zerknęła na żonę.
Sam zachował się dokładnie tak, jak powinien. Nie poszedł z obcym, nie próbował przekonać się, czy mężczyzna rzeczywiście mówił prawdę, tylko wrócił w miejsce, w którym znajdowali się inni ludzie. Mimo wszystko Miller nie potrafiła pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, że ktoś wcześniej musiał zdobyć informacje o ich rodzinie.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja skończyła się szczęśliwie dzięki prawidłowej reakcji chłopca, któremu istotnie nic się nie stało, ale Evina zdecydowanie nie zamierzała ignorować zagrożenia, które mógł stwarzać nieznajomy mężczyzna. Nie miały pojęcia, jakie miał intencje, ani kim właściwie był. Sprawa była naprawdę poważna i była naprawdę wdzięczna żonie, że jednak ściągnęła ją szybko do domu. Sam powinien teraz być z nimi i poczuć się bezpiecznie. W końcu to wydarzenie mocno nim wstrząsnęło. No, ale nie tylko nim. W końcu miały już za sobą chociażby przeprawę z Anthonym Blythe’em. Zawsze jakiś inny psychopata mógł chcieć się do nich dobrać przez chłopca, który stanowił ich słaby punkt.
Przynajmniej otrzymał odrobinę komfortu. Dostrzegła od razu miękki koc na kanapie i kubki ze śladem kakao przy brzegu. Znajome głosy dobiegały z telewizora i wszystko było nastawione na to, aby tylko go uspokoić nim będzie mógł opowiedzieć o całym tym wydarzeniu. Sama postąpiłaby podobnie. To było w tej chwili najważniejsze. Ustalaniem faktów zajmą się później.
Przyciskała go mocno do siebie, dając mu się uspokoić. Oderwała od niego jedną z rąk jedynie po to, aby krótko objąć żonę, gdy ta się z nią witała i zaraz powróciła do matczynego uścisku, który musiał działać cuda. Może i chłopiec nie uspokoił się całkowicie, ale na pewno wystarczająco roluźnił, a emocje powoli z niego schodziły z wysokiego pułapu na ten akceptowalny. Dopiero wtedy mogli usiąść do rozmowy.
- To nic złego. Każdy czasem może się nieco zdenerwować - odpowiedziała w miarę spokojnie.
Dobierała ostrożnie słowa. Tak, żeby go pokrzepić i pokazać, że już nie ma czego się bać, ale jednocześnie nie bagatelizować sytuacji. W końcu nic złego się nie stało, ale to raczej dzięki temu, że zastosował się do wszystkiego, co dorośli mu wpajali na temat zachowania ostrożności przy obcych.
Przytaknęła na informacje, że wyznania Sammy’ego czekały na to, aż zasiądą całą rodziną do tej opowieści. Chciała jej wysłuchać z ust dziesięciolatka, a obie wolały oszczędzić mu zbytniego rozpamiętywania tego zdarzenia. Miller mogła mieć ogromną pamięć do detali, ale nie była ona w stanie zastąpić bezpośredniego kontaktu z Samuelem.
- Widziałeś już kiedyś tego pana w pobliżu szkoły albo gdzieś indziej? - zapytała, a chłopiec potrząsnął głową, zapewniając głośno, że nigdy. - Zaczepił cię zaraz przy wyjściu ze szkoły?
- Na chodniku przed szkołą - odpowiedział krótko, pociągając jeszcze nosem.
Swanson namierzyła szybko pudełko chusteczek i podała mu jedną, aby wydmuchał się w nią, a jej dłoń znalazła się między łopatkami syna. Myślała intensywnie nad tym, co powiedział. To, że Sammy nigdy nie widział tego mężczyzny nie znaczyło, że go nie było wcześniej w pobliżu. Mógł obserwować dzieci w dyskretny sposób, nie rzucając się w oczy. Może słyszał kiedyś jak któryś z kolegów wołał Sama po imieniu i je zapamiętał. Jeśli miały wystarczająco wiele szczęścia to nieznajomy zaczepił go w zasięgu kamer, które obejmowały wejście przed szkołą ze względów bezpieczeństwa. Przypuszczała, że dyrekcja nie miałaby nic przeciwko udostępnieniu im nagrań, biorąc pod uwagę okoliczności. Mogły spróbować ustalić tożsamość mężczyzny z nagrania, powołując się na parę przysług.
- Zachowałeś się naprawdę wzorowo, Sammy. Jesteśmy z ciebie dumna - zapewniła go, a dolna warga chłopca zadrżała niekontrolowanie po czym wtulił się mocno w jej bok. - Wiesz, że nigdy nie przysłałybyśmy po ciebie kogoś obcego, kto nie jest wujkiem lub ciocią. Zawsze byłby to ktoś, kogo dobrze znasz.
Całe szczęście, że nawet jeśli obie nie byłyby w stanie odebrać skądś młodego to zawsze miały choćby rodzeństwo Zaylee. Zwykle ktoś z tej trójki był dostępny. Zawsze pozostawały też dzieci Swanson z pierwszego małżeństwa, ale nie chciała przerzucać na nich tej odpowiedzialności. To było zdecydowanie nieodpowiednie, skoro nie potrafiła być dla nich matką, gdy jeszcze była z ich ojcem, a potem także po rozwodzie.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wraz z powrotem Eviny chłopiec wyraźnie się uspokoił. Przy Zaylee siedział spięty i chociaż próbował skupić się na bajce, co chwilę zerkał w stronę okien i drzwi, jakby spodziewał się, że nieznajomy w każdej chwili może pojawić się pod domem. Miller oczywiście tłumaczyła mu, że nic takiego się nie wydarzy i że jest bezpieczny, ale jej słowa najwyraźniej nie wystarczały, żeby całkowicie pozbyć się tego lęku. Dlatego postanowiła poczekać z dokładniejszą rozmową do powrotu żony. Jak się okazało, była to dobra decyzja. Sama obecność Swanson nwystarczyła, żeby Sammy wreszcie poczuł się pewniej. Przestał nerwowo rozglądać się po pomieszczeniu i zaczął spokojniej opowiadać o tym, co wydarzyło się przed szkołą. Starał się przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów dotyczących mężczyzny. Opisywał jego wzrost, włosy i sposób, w jaki się do niego odezwał. Niektóre rzeczy musiał sobie przypominać po kilka razy, ale Zaylee nie poganiała go ani nie podsuwała odpowiedzi. Chciała, żeby wszystko powiedział własnymi słowami. Był tylko dziesięciolatkiem, który tego dnia zrobił dokładnie to, czego obie go nauczyły. Nie poszedł z obcym, nie dał się przekonać, wrócił do szkoły i znalazł bezpieczne miejsce, w którym poczekał na przyjazd koronerki.
Uśmiechnął się lekko, kiedy jego zachowanie zostało pochwalone. Pokiwał głową, rozumiejąc, że żadna z matek nie przysłałaby do niego kogoś, kogo wcześniej osobiście nie poznał. Po chwili jednak na jego twarzy znów pojawiło się wyraźne zmartwienie.
— Bałem się, że mnie zabierze. Jak kiedyś Zaylee — wymamrotał cicho, wciskając policzek w ramię Eviny.
Miller skrzywiła się ostentacyjnie. Nie miała pojęcia, że to, co zafundował jej Caleb Foster, odcisnęło na psychice dziesięciolatka aż tak duże piętno. Młody nie znał szczegółów jej uprowadzenia, ale doskonale wiedział, że wtedy stała jej się wielka krzywda. Po jej powrocie ze szpitala sprezentował jej nawet własnoręcznie zrobioną laurkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Najwyraźniej zapamiętał z tamtego okresu znacznie więcej, niż Zaylee początkowo przypuszczała.
— Sam, nic takiego się nie wydarzy — zapewniła, głaszcząc go po miękkich, jasnych włosach. — Nie pozwolimy, żeby stała ci się jakakolwiek krzywda. Wiesz o tym, prawda? — zapytała, a chłopiec lekko skinął głową, mocniej wtulając się w Evinę.
Miller wymieniła z żoną porozumiewawcze spojrzenie. Na pewno pomyślały dokładnie o tym samym. Musiały poprosić szkołę o udostępnienie nagrań z dzisiejszego dnia i dokładnie przyjrzeć się człowiekowi, który zaczepił ich syna.
— Jesteś pewny, że nigdy wcześniej nie spotkałeś tego mężczyzny? — dopytała spokojnie. Gdyby nie obecność Młodego, pewnie już dawno oszalałaby ze wściekłości. — Nie był to nikt, kogo wcześniej gdzieś widziałeś? Na treningach albo u nas w pracy? — podsunęła, bo zdarzały się sytuacje, w których musiały na chwilę zabrać go ze sobą na komisariat.
— Nie. Na sto procent. Ani żaden z tatów moich kolegów — wyjaśnił, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Był absolutnie pewien, że tamtego mężczyzny nigdy wcześniej nie widział.
Nie mógł się mylić. Obie wiedziały, że Samuel, choć był energiczny i potrafił być roztrzepany, miał wyjątkowo dobrą pamięć wzrokową. Zauważał detale, które czasami nawet Zaylee nieopatrznie przeoczała, a to już o czymś świadczyło.
— Zadzwonisz do szkoły i poprosisz o udostępnienie monitoringu? — zwróciła się do żony. Może placówka będzie w stanie przesłać im nagrania w chmurze, dzięki czemu będą mogły przeanalizować je bez konieczności wychodzenia z domu. Zabieranie ze sobą Sama w takim stanie zdecydowanie nie było najlepszym pomysłem. Zwłaszcza że chłopiec tak mocno uczepił się ramienia Swanson, że na ten moment nie było nawet mowy, żeby ją puścił.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sam mógł teraz odetchnąć. Miał obie matki obok siebie. Ani im, ani jemu nie groziło żadne niebezpieczeństwo. W końcu chłopiec spędził przy nich wystarczająco dużo czasu, aby zdawać sobie sprawę z tego, że nie prowadziły całkiem spokojnego życia. Widział je już w naprawdę kiepskim stanie, a takie obrazy tym bardziej mogły podsuwać młodemu umysłowi różne najczarniejsze myśli. W tym ogromnie wyolbrzymione. Wystraszył się dosyć mocno i nic w tym dziwnego. Miał prawo do odrobiny paranoi, a one miały zapewnić go, że wszystko jest w porządku.
Żadna z nich nie próbowała się nadmiernie wtrącać. Nie zadawały mu pytań, które mogłyby mu coś zasugerować, aby nie wpłynąć na wspomnienie z całego zajścia, które mogło zostać zmodyfikowane pod wpływem jednego nieostrożnego słowa. Tyle wystarczyło, aby zasugerować mu odpowiedź. Zamiast tego mogły jedynie zachęcać go, aby coś sobie przypomniał, uspokajać i dawać drobne pytania pomocnicze odnośnie tego mężczyzny.
Żadna z nich nie miała pojęcia w jaki sposób wydarzenia z ich życia wpływały na syna. Wcześniej łatwiej było im ukrywać przed nim pewne rzeczy. Nie mieszkał z nimi, ale teraz, gdy widywał je na co dzień? To zadanie stawało się o wiele trudniejsze, a kolejne wypadki na pewno odcisną się jeszcze bardziej na jego psychice. Evina uniosła jeszcze spojrzenie na żonę jakby chciała wyczytać z jej twarzy, jakie podejście było w tej sytuacji odpowiednie. Całe szczęście nie musiała się nadmiernie nad tym zastanawiać, bo koronerka już wkroczyła do akcji.
- Zaylee ma rację. Nie pozwolimy, żeby coś ci się stało… A nawet jeśli coś miałoby się wydarzyć to zrobimy tak, żeby zaraz wszystko było w porządku - zapewniła go dodatkowo, ale doskonale obie zdawały sobie sprawę, że nie mogą być wiecznie przy nim i ochronić go przed wszystkim.
Mogły się starać robić, co w ich mocy, ale czasami licho potrafiło i tak znaleźć słaby punkt i uderzyć tam, gdzie się to liczyło. Mogła mieć tylko nadzieję, że faktycznie była to jednorazowa sytuacja, a wzmożona czujność na przestrzeni kolejnych tygodni będzie jedyną konsekwencją tego dnia.
Wiedziały, że Sam w żaden sposób nie kłamie. Miał doskonałą pamięć do ludzi. W dodatku na pewno nie byłby tak zaalarmowany, gdyby mężczyzna wydał mu się chociaż w jakimś stopniu znajomy. On był jednak całkowicie obcy i właśnie to było najbardziej przerażające Żadne z nich nie wiedziało nic na jego temat.
- Jeśli kiedyś jeszcze go zobaczysz to natychmiast zgłoś to jakiemuś dorosłemu - poinstruowała go.
Nieważne czy miałby to być ktoś z pracowników szkoły, inny rodzic czy choćby przypadkowy przechodzień. Sam był dzieckiem. Wielu dorosłych zrobiłoby wszystko, aby uchronić go przed nieznajomym, który mógł mu zagrażać. Przynajmniej zakładała, że ludzka znieczulica nie była, aż tak silna.
Przytaknęła na pytanie Zaylee i zaraz sięgnęła po swój telefon. Całe szczęście dosyć szybko znalazła numer do sekretariatu, gdzie poprosiła o połączenie z dyrektorką. Wystarczyło, aby się przedstawiła, a sekretarka zdawała się już wiedzieć o co może chodzić.
- Dyrektor Wells? Tak, dzień dobry - przywitała się, wciąż przytulając do siebie przejętego syna, gdy w słuchawce pojawił się głos drugiej kobiety. - Cieszę się, że nie muszę wyjaśniać… Trochę roztrzęsiony, ale nic mu nie jest…
Spojrzała jeszcze na chłopca. Informacje o zdarzeniu szybko się rozbiegły po całym personelu i każdy wydawał się być naprawdę zmartwiony całym zajściem. Nie mogła ich za to winić.
- Właśnie w tej sprawie. Chciałyśmy z żoną to załatwić w miarę możliwości bez robienia większego zamieszania. Zastanawiałyśmy się czy byłaby możliwość udostępnienia nam nagrania z kamer przed szkołą w czasie tego zajścia - tłumaczyła dalej spokojnym tonem, a głos po drugiej stronie mówił z przejęciem. - Nie mamy pojęcia kto to, ani jakie ma intencje. Myślę, że najlepiej byłoby uczulić innych rodziców oraz uczniów, aby uważali.
Dialog trwał jeszcze krótką chwilę. Zakończył się podziękowaniami Swanson, która następnie się rozłączyła i skupiła na swojej rodzinie. Na moment przeniosła spojrzenie głównie na postać żony, która zapewne była ciekawa efektu tej rozmowy.
- W ciągu godziny lub dwóch powinnyśmy mieć wszystko na mailu - odpowiedziała, bo zyskała zapewnienie, że odpowiedni materiał zostanie im przekazany, gdy zostanie pozyskany z serwera. - Wiem, że miałam dziś robić obiad, ale… Może coś zamówimy?
Ostatnio fast foody były w ich domu coraz większą rzadkością. W końcu miały dbać o zdrowe odżywianie Sama. Miała nadzieję, że ta propozycja dodatkowo poprawi chłopcu nastrój i oderwie jego myśli od tego wszystkiego, co miało miejsce przed szkołą.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie dość, że Sam spędzał z nimi coraz więcej czasu, a wkrótce miał zamieszkać z nimi na stałe, to z każdym miesiącem był też coraz starszy i coraz więcej rozumiał. Najwyraźniej wspomnienia związane z uprowadzeniem koronerki zakorzeniły się w głowie dziesięciolatka znacznie mocniej, niż obie przypuszczały. Nigdy o tym nie rozmawiali. Sammy wiedział, że to, co się wtedy stało, było dla jego matek trudne. Zaylee nie miała jednak zamiaru udawać, że tamto zdarzenie nigdy nie miało miejsca. Zwłaszcza że Młody sam go niego nawiązał. Bał się, że nieznajomy może zrobić z nim to samo, co kiedyś zrobiono jej. Uśmiechnęła się do żony, dając jej do zrozumienia, że wszystko było w porządku. Musiały teraz przede wszystkim zapewnić synowi poczucie bezpieczeństwa, a nie wracać do dawno zabliźnionych ran. W tej chwili to jego komfort był sprawą pierwszorzędną.
Żadna z nich nawet przez moment nie podejrzewała, że chłopiec mógłby kłamać. Nie wymyśliłby czegoś takiego. Poza tym był okropnym kłamcą, a obie znały go wystarczająco długo, żeby bez większego problemu rozpoznać moment, w którym próbował naginać rzeczywistość. Teraz nie musiały się nawet szczególnie przyglądać. Wszystko było wypisane na jego twarzy. Sam był w tym momencie znacznie bardziej rozchwiany emocjonalnie niż ponad rok temu, kiedy stał się świadkiem morderstwa w lesie. Możliwe, że wtedy nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że jemu również groziło niebezpieczeństwo. Widział coś strasznego, ale niekoniecznie rozumiał, jak łatwo tamta sytuacja mogła skończyć się również dla niego. Teraz było inaczej. Tym razem to on znalazł się w centrum wydarzeń.
— Powinienem od razu komuś powiedzieć? — zerknął niepewnie na Evinę, trochę przestraszony, że jednak nie postąpił tak, jakby sobie życzyły.
— Tylko, jeśli to się powtórzy. Teraz zrobiłeś wszystko tak, jak należy — zapewniła go od razu Miller. Nie chciała, żeby syn pomyślał, że w jakiś sposób nie spełnił ich oczekiwań, bo nie powiadomił nikogo dorosłego. Zaylee zjawiła się na miejscu zaledwie pół godziny później. Gdyby nie korki, dojechałaby znacznie wcześniej.
Ponownie pogładziła chłopca po włosach, kiedy Swanson wykonywała telefon do szkolnej dyrekcji. Oczywiście, gdy tylko koronerka odebrała syna, natychmiast postawiła cały personel na nogi. Nie zamierzała robić awantury dla samej zasady, ale nie omieszkała wspomnieć, że powinni zdecydowanie większą uwagę zwracać na to, co dzieje się przed szkołą. Bo jakby nie patrzeć, Sam wciąż znajdował się na terenie placówki.
Przysłuchiwała się całej rozmowie. Dyrektor Wells wydawała się naprawdę przejęta tym, co spotkało Samuela. Oczywiście zapewniła, że poproszą rodziców i nauczycieli, żeby przypomnieli dzieciom, jak powinny zachowywać się w podobnych sytuacjach. Nikt nie chciał przecież, żeby doszło do jakiejś tragedii.
— Tak szybko? — zapytała, kiedy żona zakończyła połączenie. Nie spodziewała się, że nagrania zostaną im udostępnione w tak ekspresowym tempie. Właściwie zakładała, że dyrektorka zacznie zasłaniać się jakimiś przepisami, procedurami i innymi cudami biurokracji, ale nic bardziej mylnego. — Świetnie. W takim razie faktycznie możemy coś zamówić — pokiwała głową. Młody nie wyglądał, jakby zamierzał odstąpić Evinę nawet na krok, więc o gotowaniu mogły tego wieczoru zapomnieć. — Na co macie ochotę? — zapytała, sięgając po telefon. Chłopiec wzruszył jedynie ramionami. — Nie uwierzę, że nie jesteś głodny. Pizza? A może jakiś dobry makaron? — podsunęła, ale żadna z propozycji nie spotkała się z przesadnym entuzjazmem.
Miller westchnęła i spojrzała na żonę, szukając u niej wsparcia. Po traumatycznym spotkaniu z obcym facetem nawet perspektywa pizzy nie była wystarczającym argumentem, żeby uspokoić Sama.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na ich nieszczęście to właśnie te traumatyczne wspomnienia łatwiej zakorzeniały się w umysłach oraz pamięci. Czasami nawet pozostawały uśpione w podświadomości. Człowiek nawet nie miał pojęcia, że coś może nim sterować lub wpływać na jego życie. Miały tylko nadzieję, że przez kontakt z nimi Sammy nie nabawi się zbyt wielu traum i za kilkanaście lat nie będzie tego wszystkiego rozpakowywał na kanapie u terapeuty. Na razie prognozy nie wyglądały najkorzystniej.
Czuła, że czeka je naprawdę trudna rozmowa. Taka, na którą żadna z nich nie była przygotowana. W końcu jak, którakolwiek z nich mogłaby przypuszczać, że kiedykolwiek się znajdzie w podobnej sytuacji? Żaden rodzic nie spodziewał się czegoś podobnego. Jeśli wiedziałby, że coś takiego może grozić jego dziecku to trzymałby je przy sobie, aby nie wystawiać go na niepotrzebne niebezpieczeństwo.
Kłamstwo z pewnością nie wchodziło tu w grę. Po pierwsze nie było zwyczajnie w typie Sama, a po drugie to musiałby posiadać oscarowe zdolności, aby sprzedać im to wszystko. Nie był w stanie udawać tak przekonująco tych emocji, które się z niego wylewały. Był autentycznie przerażony. Czegoś takiego nie dało się udawać. Młody zdawał sobie sprawę, że groziło mu przez moment niebezpieczeństwo. To nie działo się gdzieś dalej. Nie był to film czy gra, ale realne życie.
- Dokładnie. Chcemy, żebyś był czujny. Na wypadek, gdyby ten pan znowu się pojawił. W takim razie natychmiast powiedz o tym komuś dorosłemu. Większość osób z pewnością pomoże ci, jeśli wyjaśnisz sytuację - powiedziała tak łagodnie jak tylko była w stanie.
Evina również była wyjątkowo podenerwowana tą sytuacją, co z pewnością nie umykało jej żonie. Znały się na tyle dobrze, że wychwycenie emocji czy nastoju tej drugiej bywało banalnie proste. Jak wszędzie trafiały się wyjątki, ale na dobrą sprawę znały się wzajemnie praktycznie na wylot.
Można było być pewnym, że szkoła w najbliższym czasie będzie żyła w zasadzie jedynie tym wydarzeniem. Może nie będą przekazywane nazwiska, ale była to swego rodzaju sensacja. Tragiczna, ale jednak. Z pewnością nie chciała tego, aby do dzieci dotarła informacja, że główną postacią w tej opowieści był Sam. Nie potrzebował takiej uwagi. Na pewno gadanoby za jego plecami, pokazywano palcami, a pewnie i dzieciaki miałyby do niego masę pytań. Tymczasem Sam zasługiwał na spokój.
Rozmowa była w miarę krótka. Głównie dlatego, że poruszona dyrektorka była wyjątkowo chętna do współpracy. W innym wypadku pewnie niewiele udałoby jej się osiągnąć. Pomogło jej w tym także to, że rozmówczyni zdawała sobie sprawę z tego czym trudni się Swanson. Nie chciała dodatkowych komplikacji.
- Pomógł jej fakt, że rozmawiała z policją - wyjaśniła. - Wolałaby to załatwić w miarę spokojnie. Raczej nie chce kręcących się po korytarzach funkcjonariuszy… Postarają się wyodrębnić odpowiedni fragment nagrania.
Wciąż jednak nie miały pojęcia czy na nagraniu było coś istotnego. Równie dobrze mogło nie przedstawiać sobą żadnej wartości, bo mężczyzna stanął akurat poza zasięgiem kamery lub jego twarz nie byłaby dobrze widoczna. Z pewnością jednak musiały spróbować.
- Oddam je do Paula. Może uda mu się ustalić tożsamość. Wisi mi jedną przysługę - rzuciła jeszcze, bo w końcu znała się ze specami od nagrań, którzy potrafili wyczyniać z nimi cuda.
Wizja pizzy ani makaronu wydawała się w żaden sposób nie wpływać pozytywnie na humor młodego, ale czy można było mu się dziwić w tej kwestii? W końcu miał za sobą traumatyczne przeżycia, które niejednego dorosłego by załamały.
- Weźmy dużą pepperoni. Z podwójnym serem - zdecydowała za żonę, spoglądając na nią ponad głową dziesięciolatka, którego wciąż przyciskała mocno do siebie, bo nie chciał jej puścić za nic w świecie. - Rozłożymy kanapę i pooglądamy tę bajkę, którą ostatnio zaczęliśmy… Chyba, że chcesz jeszcze z nami o czymś porozmawiać Sammy.
Przez moment w salonie panowała cisza. Dopiero po dłuższej chwili chłopiec wydusił z siebie jedno, dwuwyrazowe pytanie:
- On wróci?
Swanson zamarła, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Nie chciała go okłamać, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że ta prawda mogła go zniszczyć. Nie miały pojęcia. Jeśli mężczyzna miał jakieś motywy, aby upodobać sobie właśnie jego to… było to możliwe.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”