ODPOWIEDZ
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie miał najlepszych doświadczeń z konfrontacjami, które rozpoczynały się od zwrotów w stylu „Musimy porozmawiać ”. Nie przypominał sobie również, by sam kiedykolwiek przejmował inicjatywę, zwykle w sytuacjach, w jakich Milo wyczuwał w wiszące w powietrzu napięcie, po prostu pakował się w plecak i rejterował. To było głupie, teraz to wiedział, infantylne wręcz - ale na tamten czas konieczne, bo myśl o rozczarowaniu lub potencjalnym odrzuceniu wyrażonym na głos sprawiała, że nie mógł oddychać.
Teraz wcale nie było lżej, znajomy ciężar w żołądku i znajome mrowienie w karku zdawały się przypominać, że wciąż nosił to co najważniejsze w jednej, lekkiej torbie i w każdej chwili mógł zniknąć jak to miał w zwyczaju.
Tylko teraz miał znacznie więcej do stracenia odchodząc oraz nic, co mógłby tym szczeniackim manewrem zyskać.
一 To nie jest... oh 一 głos uwiązł mu w gardle gdy Gauthier, zamiast machnąć ręką i zbyć go kolejnym żartem, wyprasował mu zmarszczkę na czole ciepłym, rozwleczonym pocałunkiem, na co Rivera nie miał żadnej stosownej odpowiedzi. Spuścił tylko na chwilę wzrok, by zaledwie sekundę później panicznie uciec nim w stronę przedniej szyby, jednak kiedy dotarło do niego, że przy mżawce zmieszanej z gęstym dymem panoszącym się w ich dzielnicy ktoś musiałby się do niej przykleić by zobaczyć cokolwiek poza dwiema niezbyt wyraźnymi postaciami siedzącymi w samochodzie, odetchnął z ulgą. 一 Tak czy inaczej, mogłem się domyślić. Wynagrodzę ci to, zabiorę cię jutro na wybrzeże, okay? Żadnych walących się budynków i skakania, słowo. 一 Dla efektu wykreślił sobie nawet palcem wzór krzyża na piersi, choć nigdy nie był szczególnie wierzący.
Jego palce poruszyły się znów nerwowo na nadgarstku Dylana, po to aby zaraz już bardziej świadomym gestem przesunąć pieszczotliwie opuszkami po odsłoniętej kostce. Pomimo tych kilku miesięcy wciąż nie był przyzwyczajony do tego, że w każdej chwili miał na wyciągnięcie ręki człowieka, którego mógł dotknąć w przypływie nagłej fanaberii.
Chwilę później parsknął niekontrolowanie śmiechem na wspomnienie wielkiego kojota i obrócił głowę; musiał ukryć usta w kurtce na ramieniu, a razem z nimi czubek nosa. W tym samym momencie wszystkie podjęte tego dnia decyzje zemściły się na nim i miejsce, w którym niecałą godzinę temu doktor Marlow wbiła się bez litości igłą odezwało się obrzydliwym, szczypiącym w mięśniu bólem. Zemdliło go na krótko, wydał z siebie dziwny dźwięk - coś pomiędzy czkawką a stęknięciem - po czym wypuścił ciężko powietrze nosem.
W tym stanie dosięgnęło go pytanie o Diego i Milo miał ochotę wgryźć się we własną rękę, byle przestało pulsować tym paskudnym odrętwieniem.

一 Zamierzam, pewnie, tylko... 一 przerwał i wziął głęboki oddech w płuca, by przytrzymać je tam przez moment. Niechętne spojrzenie padło znów na przednią szybę i Rivera przechylił się by przyjąć jakąś wygodniejszą pozycję. Oparł dyskretnie łokieć na kolanie Dylana i odchylił głowę starając się zebrać myśli w coś posiadającego logiczny początek i koniec. 一 Tylko nie wiem jeszcze jak. Mógłbym wyskoczyć do niego z mordą, ale wtedy nic mi nie powie. Załatwię to jakoś, może uda mi się go złapać jeszcze dzisiaj, zobaczymy. Nie łam się nad tym za bardzo, okay? Diego to mój problem, załatwię to.
Nie miał ochoty ciągnąć tego tematu, zwłaszcza że nie uśmiechało mu się angażować Gauthiera w coś, czego sam do końca nie rozumiał. Bo według rachunków i ustaleń jakich dotąd pospiesznie dokonał, Milo nie potrafił połączyć kropek i stwierdzić z jakiego powodu Camarena mógł wozić ze sobą broń wraz z dokumentami, których jak dla jednej osoby było zdecydowanie za dużo. Istniało jedno podejrzenie, które od jakiegoś czasu nieśmiało wypływało na wierzch, jednak Rivera uparcie topił je z powrotem pod warstwą innych możliwych wyjaśnień.
Przez parę minut siedzieli w przyjemnej, kojącej ciszy mąconej łagodnym stukaniem deszczu w dach i szybę, a chociaż głowa Milo była ciężka od pozbawionych właściwych przegródek myśli, poczuł że zaczyna powoli odpływać.

一 No nic, trzeba wracać 一 oznajmił uroczyście, choć wciąż przyciszonym głosem, jakby chciał jeszcze przez moment zachować nieoczekiwanie komfortową atmosferę, jaka wypełniła samochód pomimo nieprzystająco ciężkiego kalibru tematów prowadzonej do niedawna rozmowy. Kolanem stuknął udo Dylana, obrócił głowę w jego kierunku, po czym posłał mu zmęczony uśmiech z rzadkiej kategorii tych świadczących o pełnej kapitulacji wobec wszystkiego, co mogło na nich czekać na zewnątrz. Nie minęło parę sekund jak umarszczył znów brwi, głowa drgnęła mu kiedy próbował przyjrzeć się twarzy Gauthiera dokładniej, po czym wydał z siebie kolejne cierpiętnicze westchnienie.
一 Czasami naprawdę chciałbym rozumieć dlaczego postanowiłeś utknąć akurat ze mną. Jesteś nawet wyględny, dobrze gotujesz, masz... pewne inne pożyteczne cechy, a jednak? Nie ogarniam.


Cisza jaka zastała ich w mieszkaniu nie przypominała tej do jakiej przyzwyczaił ich samochód i pusta ulica. Czuć było, że dom śpi, oddycha i żyje, chociaż chwilowo mniej barwnie, ciszej niż w ciągu dnia, a mimo to nadal zdawał się witać ich w progu tak, jakby od zawsze przynależeli.
Każde skrzypnięcie stopnia sprawiało, że człowiek zwalniał, nasłuchiwał i dopiero gdy nic nie wskazywało na to by ktoś zwrócił uwagę, podejmował dalszą wspinaczkę na górę. Przyświecające im światło z telefonu wystarczyło by doprowadzić ich na piętro, gdzie Milo wyjątkowo zgodził się wziąć wspólny prysznic bez dyskusji. Szpital naprawdę musiał wyssać z niego resztkę energii, bo w innym wypadku upierałby się przy swoim do upadłego.
一 W sumie pytanie mam 一 zaanonsował, gdy obydwaj zamknęli się w łazience i rzucili dresy na pusty taboret przy umywalce. 一 Wiesz jak zrobić komuś zastrzyk? Dostałem cztery porcje szczepionki i mam je przyjmować co kilka dni, a nie wiem czy sam dobrze trafię. Trafisz w ramię?


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O ile sugestia by zostawił temat Camareny w spokoju była sensowna, nie zmieniała dla Dylana absolutnie nic. Tak czy siak nie planował pakować się w to z butami, jakby chodziło o członka jego rodziny także wolałby wziąć to na siebie, w tym wypadku raczej chciał wiedzieć co o tym wszystkim myślał Milo i co planował z tymi rozważaniami zrobić, więc na ten moment informacja o braku konkretnego planu działania wystarczyła by odpuścił zamęczanie mężczyzny dalszymi pytaniami. Dodatkowo pomogła mu w tym nadzwyczajna lista komplementów, która rozbawiła go dostatecznie by przejąć jego uwagę na czas drogi przez klatkę schodową i ciemne mieszkanie. Jeszcze na dole skomentował to prostym "Nie musisz, ważne że ja ogarniam." i przelotnym pocałunkiem w policzek na zwieńczenie przyjemnej chwili odpoczynku w zaciszu zaparkowanego samochodu zanim nadszedł czas na powrót do rzeczywistości.
Potrzebował tego, tych kilku minut pauzy, nieinwazyjnego dotyku tylko dla samego kontaktu, wspólnego odwieszenia na bok trosk i całego chaosu, w którego centrum się znajdowali. Wędrując za światłem latarki z telefonu Milo, podczas gdy sam starał się nie obić unieruchomionej ręki o wyrastające z ciemności ściany, miał znacznie spokojniejszy i uporządkowany umysł, jakby stresowe kwestie z jakimi próbował poradzić sobie w pojedynkę zostały przejęte przez dodatkową parę rąk. Każde niespodziewane wydarzenie, problem, potknięcie i przyszłe konsekwencje były czymś wspólnym i dobrze było otrzymać to przypomnienie.
Pomimo znajdowania się daleko od domu, zamykając drzwi do znajomej łazienki poczuł się jakby finalnie dotarli do końca wyjątkowo męczącej podróży. Po zrzuceniu z siebie usyfionych niezidentyfikowanymi substancjami spodni i rozpinanej bluzy, zabrał się za żmudny proces ostrożnego wydostawania się z koszulki z użyciem jednej sprawnej ręki.
- Trafię ci nawet w żyłę jak chcesz - zaoferował, jedynie na wpół skupiony na temacie rozmowy. Resztę jego uwagi przejmował złośliwy materiał kotłujący się i niewygodnie czepiający się brzegu stabilizatora, na co sapnął zrezygnowany, kiedy proces za bardzo się przedłużał. - Pomożesz? - mruknął w kapitulacji, darując sobie przekonanie, że ze wszystkim poradzi sobie sam. - Kiedy moja matka wylądowała na opiece domowej przeszedłem szybki kurs pielęgniarstwa - podrzucił w ramach wyjaśnienia i uzasadnienia swoich kompetencji. Ilość czasu, jaki spędził w szpitalu obserwując pracę lekarzy i pielęgniarek, powinna od ręki zapewnić mu lata stażu jakby kiedyś odbiło mu dość by iść na faktyczną medycynę.
Dopiero po wyswobodzeniu się z t-shirtu miał okazję rzucić okiem na Milo, najpierw przelotnie, co szybko zmieniło się w pełne skupienia wodzenie wzrokiem po opatrunkach na jego ciele. Nie widział jego ran, nie miał okazji obejrzeć ich przed gorączkową podróżą do szpitala, jednak sama ilość bieli odcinającej się od jego skóry ponownie wybudziła troskę uśpioną po opuszczeniu izby przyjęć.
- Jak źle jest? - dopytał, odrzucając resztę ciuchów na rosnącą górkę i puszczając wodę by trochę się rozgrzała, cały czas wracając spojrzeniem do Rivery. - Mogę ci je zmieniać, bark ciężko opatrzyć samemu - dorzucił do oferty, tym razem mówiąc z czystego doświadczenia. Ilość bandaży, z jakimi musiał się użerać po wypadku, wykończyłaby go gdyby nie miał pod ręką kogoś do pomocy. - I spróbuj ich za bardzo nie moczyć. A... właśnie - wymamrotał w nagłej świadomości, że sam także o czymś zapomniał. Wypuścił krótki, zrezygnowany śmiech i zabrał się za odpinanie ortezy. Minęły lata od kiedy ostatnio musiał uważać na cokolwiek innego niż kolano i już łapał się na próbach używania pokrzywdzonej dłoni jakby absolutnie nic mu nie było.
- Zobaczymy czy umiem robić masaż głowy jedną ręką - dodał w ramach zachęty, wstępując pod strumień wody, który szybko rozpłaszczył mu włosy na czole. Oczywiście, że możliwość wpakowania rąk we włosy Milo była pierwszym o czym pomyślał jeśli chodziło o potencjalne utrudnienia codziennego funkcjonowania.

Milo Rivera
tucha
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Kolejne przypadkowe szturchnięcie łokciem uzmysłowiło mu, że bez jego pomocy Gauthier prędzej udusi się własną koszulką niż samodzielnie rozbierze. Sam był w połowie zrzucania z siebie kurtki, rękaw złośliwie skręcił mu się w zgięciu ręki, więc szarpnął mocniej z narastającą irytacją. Tak, jakby sam bandaż wpijający mu się krwiożerczo w skórę w paru miejscach nie wystarczał.
一 Jasne. Chodź, tylko nie ruszaj się bo mnie popierdoli.
Kurtka wylądowała na pralce, zrolowane skarpetki trafiły do bębna, a Milo obszedł Dylana powoli, zastanawiając się z której strony zacząć. Najwłaściwszym wyborem wydawała mu się ta strona posiadająca większą ruchomość, więc uczepił się prawej.

一 Podnieś 一 poinstruował, gdy podwijał mu t-shirt. Jego spojrzenie zdawało się być uparcie skupione na pracy własnych rąk, ale sporadycznie zbaczało w stronę tego, co już odsłonięte. Mięśnie Dylana stanowiły nieustannie źródło specyficznego zainteresowania po stronie Milo, po pierwsze dlatego, że nie miał pojęcia kiedy się ich dorobił - zazwyczaj spał kamiennym snem, gdy Gauthier odbębniał swój poranny jogging - a po drugie, nigdy nie miał okazji przyjrzeć się innemu ciału z bliska. Doświadczenia z Ross nie liczył do tej puli; był zbyt zestresowany, w łazience było zdecydowanie zbyt ciemno, a alkohol wytłumił potrzebę prowadzenia skomplikowanych analiz. Innymi słowy, niewiele z tego co pamiętał nadawało się do przywołania wiarygodnego obrazu.
Obserwacja rozległych blizn z wieczora ich spontanicznej wylewności zaspokoiła częściowo pragnienie poznania tego, czym Rivera nie interesował się na co dzień, jednak odkąd Dylan pozwolił mu przyjrzeć się z bliska, zapragnął skupić się na czymś nowym. Czymś poza perłową arterią szram, chociaż nawet w tym momencie nie odmówił sobie zachciejstwa i dotknął palcami krawędzi tej, która przebiegała wzdłuż żeber.

一 Przykro mi, że zmuszam cię do odświeżenia tej wiedzy 一 mruknął pod nosem, wiedząc że Gauthier i tak usłyszy. W łazience było cicho, nie licząc wody kapiącej w równych interwałach z kranu. 一 Czekaj, uważaj na głowę 一 dodał, bo właśnie pomagał podnieść mu obie ręce i zebrał w dłoniach cały materiał. Naturalność całego procesu uśpiła jego paranoiczne narowy, zwykle nie pchał się do pozbawiania go ubrań, prawda, ale z drugiej strony Dylan też o to nie prosił. Jeżeli sądził, że żartem i sugestią był w stanie go do tego przekonać, musiał rozczarować się wielokrotnie w ciągu ostatnich miesięcy.
Samo oswobodzenie ręki z ortezą zajęło zaledwie parę sekund gdy koszulka zeszła z reszty ciała, a rozpędzony powodzeniem i poniekąd rozkojarzony porą, zmęczeniem i nagłym rozpędzeniem dynamiki ich relacji podczas tego wyjazdu, zupełnie naturalnie i bez zawahania chwycił za szlufkę w spodniach. Ledwo poluźnił pasek kciukiem, przeplótł go przez klamrę, odpiął odważnie guzik i... ach, zorientował się. Zacisnął mocniej wargi i uniósł pospiesznie obie ręce do góry, w geście wyrażającym oddanie mu steru.
Idiotyczne, zważywszy na to, że obydwaj zamierzali lada moment wpakować się pod ten sam prysznic.

一 Chcesz... sam? 一 zapytał jakoś koślawo i czując narastającą w sobie niezręczność, dłońmi naprostował sobie koszulkę z przodu. Zassał policzek od środka, uciekł spojrzeniem w bok i obrócił się tyłem, przemrukując coś niekomunikatywnie, po czym już z mniejszą delikatnością ściągnął sobie t-shirt i wrzucił go od razu do pralki.
Jego bark wyglądał gorzej przez ilość bandaża jakim owinęli go w szpitalu. Z tego co zrozumiał, chodziło o utrzymanie znajdującego się pod spodem opatrunku bo tak jak uczulił go Dylan - nie powinien był go zanadto moczyć. To stwarzało pewne trudności.
Na lewym barku dostał dwa szwy na jednym z głębszych śladów po kocim ataku, na udzie trzy, tam gdzie mruczek postanowił wspiąć się po nim jak po drabinie. Bandaż pokazał się po tym jak Milo zrzucił z siebie spodnie, ale miał widoczne opory przed rozstaniem się z bokserkami w rakiety. Włożył tylko z przyzwyczajenia palce za gumkę w pasie i na tym się zatrzymał.
Trwało to ledwie chwilę zanim dotarło do niego, że zachowuje się irracjonalnie. Wyprostował plecy - łopatki zbiegły się ze sobą na chwilę ciasno - i starając się nie naruszyć opatrunku, ściągnął bieliznę do kostek. Do zabrania głosu zachęciła go propozycja powtórki z poranka; wychodziło na to, że Milo miał wybitną słabość do dłoni wcierających mu szampon, tak długo jak nikt nie ciągnął go za włosy.
Z zawstydzeniem przestąpił z nogi na nogę i obejrzał się przez ramię.

一 Może lepiej, jak tym razem to ja się tym zajmę? Twoimi też? Daj spokój, nie chcę tu siedzieć do rana.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja w jakiej się znaleźli była jednocześnie nowa i całkowicie naturalna. Ich relacja dotychczas charakteryzowała się ograniczonym kontaktem fizycznym, co raczej nie miało diametralnie ulec zmianie, swoistym dystansem i już zaniechanymi granicami w kwestiach dzielących ich warstw ubrań. Dylan nie miał problemu z bieganiem po domu bez koszulki, poza domem także, jednak ze względu na ostrożne stąpanie w strefie intymnej Milo wcześniej nie zdarzyło mu się zaoferować mu czynnego udziału w tym konkretnym procesie. Tym razem wynikało to bardziej z konieczności, niemniej nie musiał się nawet zastanawiać i, poza próbami dostosowania się do jego poleceń i ułatwienia mu roboty, nie zawiesił się szczególnie na fakcie, że jak nigdy był rozbierany przez swojego chłopaka. Przez cały ten czas w głowie Dylana nie było najmniejszej wątpliwości, że w dowolnym momencie w ciągu ostatnich kilku miesięcy Rivera wyjąłby go z ubrań jeśli sytuacja by tego wymagała albo dostatecznie ładnie by poprosił.
Dopiero dotyk sięgający jego żeber zwrócił większą uwagę Gauthiera jako dość świeży element szybko zyskujący sobie jego sympatię. Poza drobnym drgnięciem kącików ust za materiałem przeciąganej przez głowę koszulki nie pokazał po sobie zbędnych reakcji. Chciał by takie drobne gesty stały się między nimi normalną częścią codzienności, aby Rivera mógł komfortowo zwiedzać jego ciało bez wahania, a zbytnia ekspresyjność mogłaby mieć odwrotny efekt.
- Mi nie. Wolę to niż jakbyś miał dźgać się sam - zapewnił, mentalnie kopiąc się za własny dobór słów, który mógł zasugerować negatywne podejście do tematu. Bynajmniej nie zamierzał dać mu wrażenia, że wsparcie z zastrzykami będzie z jego strony poświęceniem. Wspomnienie o matce uznawał bardziej za swoje referencje.
Zaoferowanie pomocnej dłoni ze spodniami bez potrzeby wyrażenia potrzeby słownie dało radę zaskoczyć go mniej-więcej w tym samym stopniu co nagłe przerwanie zajęcia i odwrócenie się do niego tyłem.
- Nieszczególnie. Wiesz... Możesz ściągać ze mnie ciuchy kiedy ci się to żywnie podoba - zapewnił w ramach wyklarowania na przyszłość, pomimo słyszalnego w głosie uśmiechu nie przekraczając granicy żartu. Wbrew pozorom nie chciał zmienić tego w zdrożną sugestię, ot zwykłe otwarte pozwolenie. - I teraz tym bardziej doceniłbym pomoc - dodał, odchodząc od ogólnikowego podejścia do sprawy. Brak pełnej sprawności dopiero do niego docierał i w ciągu ostatnich kilku minut otrzymał namacalny dowód na to, jakim ułatwieniem była obecność Milo. Nie było to do końca łatwe, skapitulowanie i przyznanie się do niezdolności poradzenia sobie z problemem, zwłaszcza tak codziennym. Sprawiało mu to trudność od kiedy pamiętał, przez lata, aż do teraz, bagatelizował kontuzję kolana by nie okazać słabości i porzucenie tego podejścia na czas gojenia nadgarstka nie miało być prostsze. A jednak sam na sam w małej łazience na poddaszu darował sobie bezsensowną walkę z faktami.
Chociaż w pierwszej chwili utrata widoku twarzy mężczyzny na rzecz tyłu jego głowy niekoniecznie mu się podobała, miejsce w pierwszym rzędzie podczas reszty procesu zrzucania ubrań było już mile widziane. Bezwstydnie podążył spojrzeniem w dół, śledząc podróż materiału bokserek, podczas gdy sam stał dalej w rozpiętych do połowy spodniach, czekając aż ten dokończy to co zaczął. Błękitne tęczówki podskoczyły z powrotem w górę dopiero, kiedy właściciel kosmicznej bielizny spojrzał na niego przez ramię.
- Hm..? A, pewnie - mruknął rozproszony na propozycję, robiąc pół kroku w przód by oprzeć palce zdrowej ręki na odkrytym biodrze, po upewnieniu się, że nie ma na nim dodatkowych, przegapionych wcześniej zadrapań. Musnął ustami napięte pod skórą mięśnie wykręconej szyi, celując kawałek nad krańcem opatrunku i idealnie w środek zostawionej tam wcześniej malinki. - Jak dobrze się mną zajmujesz... Chyba muszę częściej coś skręcać - zauważył cicho, gdy prostując się trącał nosem otoczony miękkimi lokami płatek ucha. Ciepła, komfortowa intymność towarzysząca im od szczerej rozmowy w samochodzie cały czas mu się udzielała, a łatwość z jaką Milo zaczynał sięgać w jego stronę zachęcała do korzystania z niej po swojemu. Wiele stłumionych instynktów wychylało się śmielej, ciągnęło do częstszego trzymania go w zasięgu dłoni, do niekoniecznie przyjacielskich gestów, do drobnych zaczepek bez konkretnego celu, a po prostu dlatego, że mógł.

Milo Rivera
tucha
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”