25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie miał najlepszych doświadczeń z konfrontacjami, które rozpoczynały się od zwrotów w stylu „Musimy porozmawiać ”. Nie przypominał sobie również, by sam kiedykolwiek przejmował inicjatywę, zwykle w sytuacjach, w jakich Milo wyczuwał w wiszące w powietrzu napięcie, po prostu pakował się w plecak i rejterował. To było głupie, teraz to wiedział, infantylne wręcz - ale na tamten czas konieczne, bo myśl o rozczarowaniu lub potencjalnym odrzuceniu wyrażonym na głos sprawiała, że nie mógł oddychać.
Teraz wcale nie było lżej, znajomy ciężar w żołądku i znajome mrowienie w karku zdawały się przypominać, że wciąż nosił to co najważniejsze w jednej, lekkiej torbie i w każdej chwili mógł zniknąć jak to miał w zwyczaju.
Tylko teraz miał znacznie więcej do stracenia odchodząc oraz nic, co mógłby tym szczeniackim manewrem zyskać.
一 To nie jest... oh 一 głos uwiązł mu w gardle gdy Gauthier, zamiast machnąć ręką i zbyć go kolejnym żartem, wyprasował mu zmarszczkę na czole ciepłym, rozwleczonym pocałunkiem, na co Rivera nie miał żadnej stosownej odpowiedzi. Spuścił tylko na chwilę wzrok, by zaledwie sekundę później panicznie uciec nim w stronę przedniej szyby, jednak kiedy dotarło do niego, że przy mżawce zmieszanej z gęstym dymem panoszącym się w ich dzielnicy ktoś musiałby się do niej przykleić by zobaczyć cokolwiek poza dwiema niezbyt wyraźnymi postaciami siedzącymi w samochodzie, odetchnął z ulgą. 一 Tak czy inaczej, mogłem się domyślić. Wynagrodzę ci to, zabiorę cię jutro na wybrzeże, okay? Żadnych walących się budynków i skakania, słowo. 一 Dla efektu wykreślił sobie nawet palcem wzór krzyża na piersi, choć nigdy nie był szczególnie wierzący.
Jego palce poruszyły się znów nerwowo na nadgarstku Dylana, po to aby zaraz już bardziej świadomym gestem przesunąć pieszczotliwie opuszkami po odsłoniętej kostce. Pomimo tych kilku miesięcy wciąż nie był przyzwyczajony do tego, że w każdej chwili miał na wyciągnięcie ręki człowieka, którego mógł dotknąć w przypływie nagłej fanaberii.
Chwilę później parsknął niekontrolowanie śmiechem na wspomnienie wielkiego kojota i obrócił głowę; musiał ukryć usta w kurtce na ramieniu, a razem z nimi czubek nosa. W tym samym momencie wszystkie podjęte tego dnia decyzje zemściły się na nim i miejsce, w którym niecałą godzinę temu doktor Marlow wbiła się bez litości igłą odezwało się obrzydliwym, szczypiącym w mięśniu bólem. Zemdliło go na krótko, wydał z siebie dziwny dźwięk - coś pomiędzy czkawką a stęknięciem - po czym wypuścił ciężko powietrze nosem.
W tym stanie dosięgnęło go pytanie o Diego i Milo miał ochotę wgryźć się we własną rękę, byle przestało pulsować tym paskudnym odrętwieniem.

一 Zamierzam, pewnie, tylko... 一 przerwał i wziął głęboki oddech w płuca, by przytrzymać je tam przez moment. Niechętne spojrzenie padło znów na przednią szybę i Rivera przechylił się by przyjąć jakąś wygodniejszą pozycję. Oparł dyskretnie łokieć na kolanie Dylana i odchylił głowę starając się zebrać myśli w coś posiadającego logiczny początek i koniec. 一 Tylko nie wiem jeszcze jak. Mógłbym wyskoczyć do niego z mordą, ale wtedy nic mi nie powie. Załatwię to jakoś, może uda mi się go złapać jeszcze dzisiaj, zobaczymy. Nie łam się nad tym za bardzo, okay? Diego to mój problem, załatwię to.
Nie miał ochoty ciągnąć tego tematu, zwłaszcza że nie uśmiechało mu się angażować Gauthiera w coś, czego sam do końca nie rozumiał. Bo według rachunków i ustaleń jakich dotąd pospiesznie dokonał, Milo nie potrafił połączyć kropek i stwierdzić z jakiego powodu Camarena mógł wozić ze sobą broń wraz z dokumentami, których jak dla jednej osoby było zdecydowanie za dużo. Istniało jedno podejrzenie, które od jakiegoś czasu nieśmiało wypływało na wierzch, jednak Rivera uparcie topił je z powrotem pod warstwą innych możliwych wyjaśnień.
Przez parę minut siedzieli w przyjemnej, kojącej ciszy mąconej łagodnym stukaniem deszczu w dach i szybę, a chociaż głowa Milo była ciężka od pozbawionych właściwych przegródek myśli, poczuł że zaczyna powoli odpływać.

一 No nic, trzeba wracać 一 oznajmił uroczyście, choć wciąż przyciszonym głosem, jakby chciał jeszcze przez moment zachować nieoczekiwanie komfortową atmosferę, jaka wypełniła samochód pomimo nieprzystająco ciężkiego kalibru tematów prowadzonej do niedawna rozmowy. Kolanem stuknął udo Dylana, obrócił głowę w jego kierunku, po czym posłał mu zmęczony uśmiech z rzadkiej kategorii tych świadczących o pełnej kapitulacji wobec wszystkiego, co mogło na nich czekać na zewnątrz. Nie minęło parę sekund jak umarszczył znów brwi, głowa drgnęła mu kiedy próbował przyjrzeć się twarzy Gauthiera dokładniej, po czym wydał z siebie kolejne cierpiętnicze westchnienie.
一 Czasami naprawdę chciałbym rozumieć dlaczego postanowiłeś utknąć akurat ze mną. Jesteś nawet wyględny, dobrze gotujesz, masz... pewne inne pożyteczne cechy, a jednak? Nie ogarniam.


Cisza jaka zastała ich w mieszkaniu nie przypominała tej do jakiej przyzwyczaił ich samochód i pusta ulica. Czuć było, że dom śpi, oddycha i żyje, chociaż chwilowo mniej barwnie, ciszej niż w ciągu dnia, a mimo to nadal zdawał się witać ich w progu tak, jakby od zawsze przynależeli.
Każde skrzypnięcie stopnia sprawiało, że człowiek zwalniał, nasłuchiwał i dopiero gdy nic nie wskazywało na to by ktoś zwrócił uwagę, podejmował dalszą wspinaczkę na górę. Przyświecające im światło z telefonu wystarczyło by doprowadzić ich na piętro, gdzie Milo wyjątkowo zgodził się wziąć wspólny prysznic bez dyskusji. Szpital naprawdę musiał wyssać z niego resztkę energii, bo w innym wypadku upierałby się przy swoim do upadłego.
一 W sumie pytanie mam 一 zaanonsował, gdy obydwaj zamknęli się w łazience i rzucili dresy na pusty taboret przy umywalce. 一 Wiesz jak zrobić komuś zastrzyk? Dostałem cztery porcje szczepionki i mam je przyjmować co kilka dni, a nie wiem czy sam dobrze trafię. Trafisz w ramię?


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O ile sugestia by zostawił temat Camareny w spokoju była sensowna, nie zmieniała dla Dylana absolutnie nic. Tak czy siak nie planował pakować się w to z butami, jakby chodziło o członka jego rodziny także wolałby wziąć to na siebie, w tym wypadku raczej chciał wiedzieć co o tym wszystkim myślał Milo i co planował z tymi rozważaniami zrobić, więc na ten moment informacja o braku konkretnego planu działania wystarczyła by odpuścił zamęczanie mężczyzny dalszymi pytaniami. Dodatkowo pomogła mu w tym nadzwyczajna lista komplementów, która rozbawiła go dostatecznie by przejąć jego uwagę na czas drogi przez klatkę schodową i ciemne mieszkanie. Jeszcze na dole skomentował to prostym "Nie musisz, ważne że ja ogarniam." i przelotnym pocałunkiem w policzek na zwieńczenie przyjemnej chwili odpoczynku w zaciszu zaparkowanego samochodu zanim nadszedł czas na powrót do rzeczywistości.
Potrzebował tego, tych kilku minut pauzy, nieinwazyjnego dotyku tylko dla samego kontaktu, wspólnego odwieszenia na bok trosk i całego chaosu, w którego centrum się znajdowali. Wędrując za światłem latarki z telefonu Milo, podczas gdy sam starał się nie obić unieruchomionej ręki o wyrastające z ciemności ściany, miał znacznie spokojniejszy i uporządkowany umysł, jakby stresowe kwestie z jakimi próbował poradzić sobie w pojedynkę zostały przejęte przez dodatkową parę rąk. Każde niespodziewane wydarzenie, problem, potknięcie i przyszłe konsekwencje były czymś wspólnym i dobrze było otrzymać to przypomnienie.
Pomimo znajdowania się daleko od domu, zamykając drzwi do znajomej łazienki poczuł się jakby finalnie dotarli do końca wyjątkowo męczącej podróży. Po zrzuceniu z siebie usyfionych niezidentyfikowanymi substancjami spodni i rozpinanej bluzy, zabrał się za żmudny proces ostrożnego wydostawania się z koszulki z użyciem jednej sprawnej ręki.
- Trafię ci nawet w żyłę jak chcesz - zaoferował, jedynie na wpół skupiony na temacie rozmowy. Resztę jego uwagi przejmował złośliwy materiał kotłujący się i niewygodnie czepiający się brzegu stabilizatora, na co sapnął zrezygnowany, kiedy proces za bardzo się przedłużał. - Pomożesz? - mruknął w kapitulacji, darując sobie przekonanie, że ze wszystkim poradzi sobie sam. - Kiedy moja matka wylądowała na opiece domowej przeszedłem szybki kurs pielęgniarstwa - podrzucił w ramach wyjaśnienia i uzasadnienia swoich kompetencji. Ilość czasu, jaki spędził w szpitalu obserwując pracę lekarzy i pielęgniarek, powinna od ręki zapewnić mu lata stażu jakby kiedyś odbiło mu dość by iść na faktyczną medycynę.
Dopiero po wyswobodzeniu się z t-shirtu miał okazję rzucić okiem na Milo, najpierw przelotnie, co szybko zmieniło się w pełne skupienia wodzenie wzrokiem po opatrunkach na jego ciele. Nie widział jego ran, nie miał okazji obejrzeć ich przed gorączkową podróżą do szpitala, jednak sama ilość bieli odcinającej się od jego skóry ponownie wybudziła troskę uśpioną po opuszczeniu izby przyjęć.
- Jak źle jest? - dopytał, odrzucając resztę ciuchów na rosnącą górkę i puszczając wodę by trochę się rozgrzała, cały czas wracając spojrzeniem do Rivery. - Mogę ci je zmieniać, bark ciężko opatrzyć samemu - dorzucił do oferty, tym razem mówiąc z czystego doświadczenia. Ilość bandaży, z jakimi musiał się użerać po wypadku, wykończyłaby go gdyby nie miał pod ręką kogoś do pomocy. - I spróbuj ich za bardzo nie moczyć. A... właśnie - wymamrotał w nagłej świadomości, że sam także o czymś zapomniał. Wypuścił krótki, zrezygnowany śmiech i zabrał się za odpinanie ortezy. Minęły lata od kiedy ostatnio musiał uważać na cokolwiek innego niż kolano i już łapał się na próbach używania pokrzywdzonej dłoni jakby absolutnie nic mu nie było.
- Zobaczymy czy umiem robić masaż głowy jedną ręką - dodał w ramach zachęty, wstępując pod strumień wody, który szybko rozpłaszczył mu włosy na czole. Oczywiście, że możliwość wpakowania rąk we włosy Milo była pierwszym o czym pomyślał jeśli chodziło o potencjalne utrudnienia codziennego funkcjonowania.

Milo Rivera
tucha
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Kolejne przypadkowe szturchnięcie łokciem uzmysłowiło mu, że bez jego pomocy Gauthier prędzej udusi się własną koszulką niż samodzielnie rozbierze. Sam był w połowie zrzucania z siebie kurtki, rękaw złośliwie skręcił mu się w zgięciu ręki, więc szarpnął mocniej z narastającą irytacją. Tak, jakby sam bandaż wpijający mu się krwiożerczo w skórę w paru miejscach nie wystarczał.
一 Jasne. Chodź, tylko nie ruszaj się bo mnie popierdoli.
Kurtka wylądowała na pralce, zrolowane skarpetki trafiły do bębna, a Milo obszedł Dylana powoli, zastanawiając się z której strony zacząć. Najwłaściwszym wyborem wydawała mu się ta strona posiadająca większą ruchomość, więc uczepił się prawej.

一 Podnieś 一 poinstruował, gdy podwijał mu t-shirt. Jego spojrzenie zdawało się być uparcie skupione na pracy własnych rąk, ale sporadycznie zbaczało w stronę tego, co już odsłonięte. Mięśnie Dylana stanowiły nieustannie źródło specyficznego zainteresowania po stronie Milo, po pierwsze dlatego, że nie miał pojęcia kiedy się ich dorobił - zazwyczaj spał kamiennym snem, gdy Gauthier odbębniał swój poranny jogging - a po drugie, nigdy nie miał okazji przyjrzeć się innemu ciału z bliska. Doświadczenia z Ross nie liczył do tej puli; był zbyt zestresowany, w łazience było zdecydowanie zbyt ciemno, a alkohol wytłumił potrzebę prowadzenia skomplikowanych analiz. Innymi słowy, niewiele z tego co pamiętał nadawało się do przywołania wiarygodnego obrazu.
Obserwacja rozległych blizn z wieczora ich spontanicznej wylewności zaspokoiła częściowo pragnienie poznania tego, czym Rivera nie interesował się na co dzień, jednak odkąd Dylan pozwolił mu przyjrzeć się z bliska, zapragnął skupić się na czymś nowym. Czymś poza perłową arterią szram, chociaż nawet w tym momencie nie odmówił sobie zachciejstwa i dotknął palcami krawędzi tej, która przebiegała wzdłuż żeber.

一 Przykro mi, że zmuszam cię do odświeżenia tej wiedzy 一 mruknął pod nosem, wiedząc że Gauthier i tak usłyszy. W łazience było cicho, nie licząc wody kapiącej w równych interwałach z kranu. 一 Czekaj, uważaj na głowę 一 dodał, bo właśnie pomagał podnieść mu obie ręce i zebrał w dłoniach cały materiał. Naturalność całego procesu uśpiła jego paranoiczne narowy, zwykle nie pchał się do pozbawiania go ubrań, prawda, ale z drugiej strony Dylan też o to nie prosił. Jeżeli sądził, że żartem i sugestią był w stanie go do tego przekonać, musiał rozczarować się wielokrotnie w ciągu ostatnich miesięcy.
Samo oswobodzenie ręki z ortezą zajęło zaledwie parę sekund gdy koszulka zeszła z reszty ciała, a rozpędzony powodzeniem i poniekąd rozkojarzony porą, zmęczeniem i nagłym rozpędzeniem dynamiki ich relacji podczas tego wyjazdu, zupełnie naturalnie i bez zawahania chwycił za szlufkę w spodniach. Ledwo poluźnił pasek kciukiem, przeplótł go przez klamrę, odpiął odważnie guzik i... ach, zorientował się. Zacisnął mocniej wargi i uniósł pospiesznie obie ręce do góry, w geście wyrażającym oddanie mu steru.
Idiotyczne, zważywszy na to, że obydwaj zamierzali lada moment wpakować się pod ten sam prysznic.

一 Chcesz... sam? 一 zapytał jakoś koślawo i czując narastającą w sobie niezręczność, dłońmi naprostował sobie koszulkę z przodu. Zassał policzek od środka, uciekł spojrzeniem w bok i obrócił się tyłem, przemrukując coś niekomunikatywnie, po czym już z mniejszą delikatnością ściągnął sobie t-shirt i wrzucił go od razu do pralki.
Jego bark wyglądał gorzej przez ilość bandaża jakim owinęli go w szpitalu. Z tego co zrozumiał, chodziło o utrzymanie znajdującego się pod spodem opatrunku bo tak jak uczulił go Dylan - nie powinien był go zanadto moczyć. To stwarzało pewne trudności.
Na lewym barku dostał dwa szwy na jednym z głębszych śladów po kocim ataku, na udzie trzy, tam gdzie mruczek postanowił wspiąć się po nim jak po drabinie. Bandaż pokazał się po tym jak Milo zrzucił z siebie spodnie, ale miał widoczne opory przed rozstaniem się z bokserkami w rakiety. Włożył tylko z przyzwyczajenia palce za gumkę w pasie i na tym się zatrzymał.
Trwało to ledwie chwilę zanim dotarło do niego, że zachowuje się irracjonalnie. Wyprostował plecy - łopatki zbiegły się ze sobą na chwilę ciasno - i starając się nie naruszyć opatrunku, ściągnął bieliznę do kostek. Do zabrania głosu zachęciła go propozycja powtórki z poranka; wychodziło na to, że Milo miał wybitną słabość do dłoni wcierających mu szampon, tak długo jak nikt nie ciągnął go za włosy.
Z zawstydzeniem przestąpił z nogi na nogę i obejrzał się przez ramię.

一 Może lepiej, jak tym razem to ja się tym zajmę? Twoimi też? Daj spokój, nie chcę tu siedzieć do rana.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja w jakiej się znaleźli była jednocześnie nowa i całkowicie naturalna. Ich relacja dotychczas charakteryzowała się ograniczonym kontaktem fizycznym, co raczej nie miało diametralnie ulec zmianie, swoistym dystansem i już zaniechanymi granicami w kwestiach dzielących ich warstw ubrań. Dylan nie miał problemu z bieganiem po domu bez koszulki, poza domem także, jednak ze względu na ostrożne stąpanie w strefie intymnej Milo wcześniej nie zdarzyło mu się zaoferować mu czynnego udziału w tym konkretnym procesie. Tym razem wynikało to bardziej z konieczności, niemniej nie musiał się nawet zastanawiać i, poza próbami dostosowania się do jego poleceń i ułatwienia mu roboty, nie zawiesił się szczególnie na fakcie, że jak nigdy był rozbierany przez swojego chłopaka. Przez cały ten czas w głowie Dylana nie było najmniejszej wątpliwości, że w dowolnym momencie w ciągu ostatnich kilku miesięcy Rivera wyjąłby go z ubrań jeśli sytuacja by tego wymagała albo dostatecznie ładnie by poprosił.
Dopiero dotyk sięgający jego żeber zwrócił większą uwagę Gauthiera jako dość świeży element szybko zyskujący sobie jego sympatię. Poza drobnym drgnięciem kącików ust za materiałem przeciąganej przez głowę koszulki nie pokazał po sobie zbędnych reakcji. Chciał by takie drobne gesty stały się między nimi normalną częścią codzienności, aby Rivera mógł komfortowo zwiedzać jego ciało bez wahania, a zbytnia ekspresyjność mogłaby mieć odwrotny efekt.
- Mi nie. Wolę to niż jakbyś miał dźgać się sam - zapewnił, mentalnie kopiąc się za własny dobór słów, który mógł zasugerować negatywne podejście do tematu. Bynajmniej nie zamierzał dać mu wrażenia, że wsparcie z zastrzykami będzie z jego strony poświęceniem. Wspomnienie o matce uznawał bardziej za swoje referencje.
Zaoferowanie pomocnej dłoni ze spodniami bez potrzeby wyrażenia potrzeby słownie dało radę zaskoczyć go mniej-więcej w tym samym stopniu co nagłe przerwanie zajęcia i odwrócenie się do niego tyłem.
- Nieszczególnie. Wiesz... Możesz ściągać ze mnie ciuchy kiedy ci się to żywnie podoba - zapewnił w ramach wyklarowania na przyszłość, pomimo słyszalnego w głosie uśmiechu nie przekraczając granicy żartu. Wbrew pozorom nie chciał zmienić tego w zdrożną sugestię, ot zwykłe otwarte pozwolenie. - I teraz tym bardziej doceniłbym pomoc - dodał, odchodząc od ogólnikowego podejścia do sprawy. Brak pełnej sprawności dopiero do niego docierał i w ciągu ostatnich kilku minut otrzymał namacalny dowód na to, jakim ułatwieniem była obecność Milo. Nie było to do końca łatwe, skapitulowanie i przyznanie się do niezdolności poradzenia sobie z problemem, zwłaszcza tak codziennym. Sprawiało mu to trudność od kiedy pamiętał, przez lata, aż do teraz, bagatelizował kontuzję kolana by nie okazać słabości i porzucenie tego podejścia na czas gojenia nadgarstka nie miało być prostsze. A jednak sam na sam w małej łazience na poddaszu darował sobie bezsensowną walkę z faktami.
Chociaż w pierwszej chwili utrata widoku twarzy mężczyzny na rzecz tyłu jego głowy niekoniecznie mu się podobała, miejsce w pierwszym rzędzie podczas reszty procesu zrzucania ubrań było już mile widziane. Bezwstydnie podążył spojrzeniem w dół, śledząc podróż materiału bokserek, podczas gdy sam stał dalej w rozpiętych do połowy spodniach, czekając aż ten dokończy to co zaczął. Błękitne tęczówki podskoczyły z powrotem w górę dopiero, kiedy właściciel kosmicznej bielizny spojrzał na niego przez ramię.
- Hm..? A, pewnie - mruknął rozproszony na propozycję, robiąc pół kroku w przód by oprzeć palce zdrowej ręki na odkrytym biodrze, po upewnieniu się, że nie ma na nim dodatkowych, przegapionych wcześniej zadrapań. Musnął ustami napięte pod skórą mięśnie wykręconej szyi, celując kawałek nad krańcem opatrunku i idealnie w środek zostawionej tam wcześniej malinki. - Jak dobrze się mną zajmujesz... Chyba muszę częściej coś skręcać - zauważył cicho, gdy prostując się trącał nosem otoczony miękkimi lokami płatek ucha. Ciepła, komfortowa intymność towarzysząca im od szczerej rozmowy w samochodzie cały czas mu się udzielała, a łatwość z jaką Milo zaczynał sięgać w jego stronę zachęcała do korzystania z niej po swojemu. Wiele stłumionych instynktów wychylało się śmielej, ciągnęło do częstszego trzymania go w zasięgu dłoni, do niekoniecznie przyjacielskich gestów, do drobnych zaczepek bez konkretnego celu, a po prostu dlatego, że mógł.

Milo Rivera
tucha
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Chciał powiedzieć, że wiedział, ale głos uwiązł mu w gardle kiedy zdał sobie sprawę z tego, że owszem - miał świadomość takiej możliwości, natomiast ani się nad tym nigdy nie zastanowił ani z tej oferty nie korzystał. Dylan funkcjonował w jego otoczeniu jako stały element codzienności, ale z jakiegoś powodu Milo założył, że sama akceptacja jego obecności i współegzystowanie jest wystarczająca i jako taka wpisywała się w znaną mu definicję związku. Była wystarczająca - prawda - ale była wystarczająca dla niego. Gauthier mógł mieć zupełnie inne potrzeby, pech chciał, że poza nietrafionymi sugestiami i żartami nie próbował przekonać go w żaden bardziej dosadny sposób do ich zauważenia. Kilka szarych komórek podpowiadało mu, że Dylan robił to z jakiegoś cierpiętniczego poczucia odpowiedzialności, może strachu, albo po prostu sam uwierzył, że dopasowanie do dziwnych charakterologicznych narowów Rivery będzie łatwe.
Z pewnością nie powinno być konieczne.
Przez kilka sekund Milo sterczał pośrodku łazienki z własnymi bokserkami u stóp i zastanawiał się, czy nagły przypływ empatii i domyślności był skutkiem ubocznym szczepienia i jak długo potrwa efekt.
一 Właściwie to... hmm, czekaj. Co? Aha. 一 Pozbawiony faktycznej treści monolog urwał się wraz z wargami wspinającymi się wzdłuż barku, niebezpiecznie blisko szyi i nadwrażliwego karku. Milo z przyzwyczajenia miał ochotę osyczeć go z miejsca, ale ugryzł się w język i jedynie zesztywniał jakby popieścił go prąd. Ze wzrokiem wbitym tępo w pęknięte kafelki przed sobą pozwolił, by palce Gauthiera zbadały mu biodro i zaczynał odczuwać swoją nagość na kilka zupełnie nowych, trudnych do zignorowania sposobów. 一 Nie uważasz, że to dziwne? Że nie próbowaliśmy jeszcze... że pierwszy raz kiedy dobieram ci się do spodni to wynik kontuzji? I że... sio! 一 Zjeżył się momentalnie kiedy czubek nosa znalazł się za blisko potylicy i dreszcz jaki spłynął mu wzdłuż kręgosłupa sztywno go wyprostował. Nie było to nieprzyjemne - nie do końca - mimo to Rivera posiadał swoje momenty tykalności i po całym dniu wrażeń z pewnością nie był to ten moment.
Po przepędzeniu go od siebie przyjął, że najlepszym sposobem na utrzymanie Gauthiera na dystans bez ryzyka awantury będzie zajęcie się nim i dlatego zamiast ciągnąć bezsensownie dyskusję, Milo obrócił się na pięcie, pominął półśrodki w postaci dodatkowych pytań, po czym rozpiął mu zamek w spodniach tak sprawnie, jakby dobierał się do jednego ze swoich urządzeń. Te były prostsze w obsłudze. Nie wierciły się, na przykład. Sygnalizowały problem jasnymi komunikatami, a jego palce zdawały się dokładnie wiedzieć co robić nawet wówczas, gdy przypadek był nowy. Dylan był... ludzki. Pełen niezrozumiałych odruchów, pozbawionych jednoznaczności reakcji (w subiektywnym odczuciu Milo) i żywy, a więc ewentualna pomyłka mogła wymagać napraw do jakich Rivera nie był przeszkolony. W jakimś stopniu przerażała go ta świadomość. Z drugiej strony, Dylan był również ciepły gdy wpełzał mu czasami pod kołdrę by się dogrzać, słuchał jego trajkotania o rzeczach, z których nie rozumiał przynajmniej połowy i dbał o to, co Milo pomijał albo przez własną nieuwagę albo z lekkomyślnego niechciejstwa. Tego nie był w stanie zapewnić mu żaden mechanizm.
Przykucnął na jedno kolano starając się mieć na uwadze swoje szwy na udzie, zdążył jeszcze zgarnąć kilka sklejonych przy czole loków przedramieniem i usiłując zachować bezemocjonalny wyraz twarzy, opuścił mu bieliznę udając, że widok był mu tak znajomy, że aż obojętny.
Kącik warg drgnął mu jednak zdradziecko, więc pochylił głowę pozorując absolutną konieczność przejrzenia mu kieszeni nim trafią do pralki. Włosy zasłoniły mu litościwie twarz, więc Rivera wierzył, że Gauthier nie dopatrzył się śladu bladego rumieńca.

一 Wejdziesz pod prysznic? Sprzątnę i dołączę.
Czuł się dziwnie gdy obydwaj bezczynnie tkwili w bezruchu kompletnie nago, zwłaszcza, że nie potrafił określić czy był tym faktem bardziej poddenerwowany czy rozbawiony.
Przestał przetrząsać mu spodnie dopiero gdy Dylan odszedł w kierunku prysznica i usłyszał znajomy szum wody, mimo to zanim wykonał jakikolwiek ruch, Milo zerknął znacząco w bok by sprawdzić, czy łydki i bose stopy zniknęły mu z zasięgu wzroku. Jeansy trafiły wówczas do bębna, a Rivera dźwignął się na nogi, podtrzymał pralki i spojrzał na szybko zachodzącą parą kabinę. Zanim wszedł do środka przygasił górne światło zostawiając tylko to przy lustrze, czując się o wiele bardziej komfortowo, gdy noc pozostawała nocą i nie udawała dnia. Było zbyt jasno.

一 Masz bardzo ładne plecy 一 wypalił na wydechu swój klejony od kilku ostatnich minut komplement. Był to fakt, Milo rzeczywiście uważał, że Gauthier miał ładnie zbudowane barki, nie miał również tak odstających łopatek jak on, a podłużnie biegnące wzdłuż kręgosłupa mięśnie dodawały poczucia stabilności gdy patrzyło się na niego od tyłu. Czuł się przy nim jak zapałka, co niekiedy drażniło w nim jakiś nerw.
Sięgnął po gąbkę udając, że nie miał chęci pogapić się dłużej. To miał być szybki prysznic, bez namakania i bez ryzykowania przemoczeniem opatrunków.

一 Ręka w górze, Dylan.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie jako mało istotny pyłek we wszechświecie stanowiło chaotyczny, wiecznie zmieniający się proces. Nie dało się ułożyć go pod siebie co do najmniejszego szczegółu, w każdej chwili wszystko mogło niespodziewanie ulec zmianie i zostawało jedynie dostosować się do skutków. Między tym wszystkim znajdowały się jednak nieliczne, przewidywalne elementy codzienności. Napięcie w powietrzu pozwalało spodziewać się nadchodzącej burzy, szaleńczy pośpiech gwarantował przynajmniej jedno czerwone światło, różowy zachód słońca przynosił dobrą pogodę, a spontaniczna czułość miała wysoką szansę przegonienia przez Milo.
Ciche parsknięcie śmiechem Gauthiera dowodziło, że w pełni spodziewał się takiej reakcji i świadomie naciągał jego struny. O ile przyjąłby z otwartymi ramionami większą akceptację kontaktu fizycznego, możliwość okazywania uczuć w pełni po swojemu zamiast racjonowania czułości po najniższej linii oporu i pilnowania by nie zirytować Rivery za bardzo dla dobra ich obu, widział na co się pisze już od pierwszych tygodni związku. Nawet wcześniej - spędzając z nim czas po przyjacielsku poznał go dostatecznie by pojąć ich różnice w codziennym funkcjonowaniu. Przez te kilka miesięcy, nawet jeśli nieśpiesznie, oboje zmieniali się by małymi kroczkami wyjść sobie na przeciw. Nocna rewolucja na materacu w dawnym pokoju Milo zachęcała do odważniejszych prób badania gruntu, a jeszcze przed nią Dylan musiał nauczyć się zwolniać, wyhamowywać i czytać nastroje mężczyzny swojego życia by nie ciągnąć za bardzo w swoją stronę. Ich relacja była swoistym wyzwaniem, przynajmniej w porównaniu z tym co znał wcześniej, jednocześnie dając mu szansę na odkrycie i rozwinięcie innych znaczących elementów bliskości z drugim człowiekiem. Wsparcie, jakie wcześniej zaoferowałby przytuleniem, aktualnie potrafił przekazać na tuzin innych sposobów ograniczających naruszanie przestrzeni osobistej, od kubka herbaty i szczerej rozmowy, przez cichą obecność, do podstawiania talerza z obiadem pod zamknięte drzwi pokoju. Cały czas się go uczył, coraz lepiej rozumiał, a mile widziane dołączanie do równania fizyczności, odbywające się w konwencji dwóch kroków w przód i jednego w tył, miało dużo niższy priorytet od komfortu obu stron.
Ulegle zostawił go w spokoju by tym razem nie zarobić sobie nowego śladu po zębach i przytrzymując kontuzjowaną rękę na wskroś klatki piersiowej w milczeniu przyjął pomoc z pozbywaniem się spodni. Pomimo nagromadzonego przez cały dzień stresu i prób przebrnięcia przez ostatnie etapy przed położeniem się do łóżka w sposób możliwie neutralny, bez zbędnych incydentów, dopiero co odblokowana możliwość oglądania Milo w tym wydaniu cieszyła zarówno jego umysł jak i ciało. Stąd też niechętnie pozbawił się tego widoku, kiedy kierował się do kabiny prysznicowej.
- I nie, nie sądzę, że to dziwne. Za to sądzę, że znowu próbujesz przyrównać nas do jakiegoś nieistniejącego standardu - zauważył, ustawiając temperaturę wody i zerkając przez ramię na grzebiącego mu w spodniach Milo zanim ostrożnie wszedł do środka, bardzo starając się nie poślizgnąć. W tym wypadku mogło mieć to tragiczne zakończenie. - Zapewniam, że nie masz z czego mnie okraść - wtrącił z rozbawieniem, kiedy znikał za powoli zbierającą parę szybą. Odetchnął i pozwolił by ciepła woda spłynęła po jego ciele, poza potem i pyłem zbierając także spięcie z mięśni.
- Dziękuję, mon cœur. Staram się specjalnie dla ciebie - przyznał z uśmiechem wznoszącym kąciki ust, ucieszony niespodziewanym komplementem. Uprawiał sporty całe życie, czuł się niekomfortowo podczas zbyt długich przerw od wysiłku fizycznego, niemniej poza bieganiem i koszykówką miał dodatkową motywację by regularniej bywać na siłowni właściwie od pierwszego razu kiedy złapał Milo patrzącego na swoją klatkę piersiową. Upomniany podniósł lewą rękę, jako że ponownie kompletnie zapomniał o zaleceniach. Czekało ich wesołe kilka tygodni wzajemnego pilnowania swoich urazów.
- W sumie nie żebym miał mieć coś przeciwko, ale jakbyś jeszcze w domu nagle zaczął mi grzebać przy pasku to czułbym się zobowiązany, no, sprawdzić czy wszystko gra - wyznał, ciągnąc temat zaczęty jeszcze poza kabiną. Aktualnie sytuacja miała się nieco inaczej, po ich rozmowie, badaniu blizn i odbarwień oraz ochrzczeniu biurka przebili się przez kilka murów i spodziewał się, że od teraz nagość stanie się kolejnym naturalnym elementem ich związku. - I czego nie próbowaliśmy? - pociągnął urwany wcześniej temat, z braku zajęć dla rąk znajdując coś do roboty dla języka.

Milo Rivera
tucha
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Przez większość swojego życia Milo starał się dopasować. Efekt był oczywiście mierny, a po kolejnej nieudanej próbie sprostania uniwersalnym standardom, poddał się i uznał, że najwidoczniej w jego przypadku niedostosowanie było faktem z jakim należało się pogodzić zamiast z nim walczyć, skoro i tak nie prowadziło to do innego rezultatu.
Zdolność analitycznego myślenia, silna potrzeba porządkowania świata po swojemu, odnajdywanie się wśród sztywnych zagadnień i wzorów oraz szczególna predylekcja do rozpoznawania regularności tam, gdzie inni widzieli wyłącznie chaotyczną gromadę pozornie niepowiązanych ze sobą danych sprawiały, że Rivera był pożądany i trudny do zastąpienia - o ile akurat sytuacja wymagała człowieka kierującego się chłodną kalkulacją i logiką. Sam dbał zresztą o to, by jego zaangażowanie było lub wydawało się niezbędne, czasami wynikało to z faktycznej ekspertyzy w danej dziedzinie, czasami z tego, że zdarzało mu się celowo konstruować schematy, pisać kody i produkować użyteczne programy w taki sposób, aby ktoś grzebiąc w nich w przyszłości nie miał bladego pojęcia jak się w nich odnaleźć. Milo często zostawiał sobie furtki traktując je jak długoterminową inwestycję.
Z relacjami było... cóż, znacznie trudniej.
Przyjaźnie nie opierały się na przewidywalnych regułach, emocje nie reagowały na żaden firewall, a on sam czuł się tak, jakby jego software był pisany innym językiem. Relacje romantyczne? Jego system był niekompatybilny i brakowało mu sterowników. Kiedy Gauthier pojawił się początkowo jako niegroźna znajomość, z czasem rozwinięta do małej, stojącej w miejscu obsesji, Milo obserwował tylko kolejne komunikaty o błędzie i żałował, że nie posiadał przycisku ani komendy, które mogłyby wymusić na nim twardy reset.
Nieoczekiwanie okazało się, że nawet jeżeli nie wszystko dało się ze sobą pogodzić, byli względem siebie na tyle responsywni aby przynajmniej spróbować i chociaż nie istniała żadna instrukcja mogąca przeprowadzić go bezpiecznie przez cały proces, postanowił podejść do tego eksperymentu z pełnym zaangażowaniem. To, że niekiedy przypominało to bardziej klepanie na oślep w klawiaturę z nadzieją, że przypadkowy ciąg znaków odblokuje jakieś nowe funkcje nie ostudziło jego zapału.
一 Nie próbowałem cię okraść 一 zaprotestował z lekko ściągniętymi brwiami; właśnie pienił rumiankowy żel pod prysznic na gąbce i patrzył uparcie w tył jego głowy. 一 Nie chcę ci wyprać spodni ze słuchawkami, nie będę ich znowu naprawiał 一 upomniał, wciąż mając mu za złe incydent z zeszłego miesiąca. Koniec końców naprawił mu ulubione Marshalle, ale wymiana kabla i lutowanie cienkich jak włos przewodów nie znalazły się na jego liście faworyzowanych planów na wieczór.
Gąbka trafiła Gauthiera między łopatki i przez parę długich sekund Milo zastanawiał się w jaki sposób umyć drugiego człowieka. Czy istniały jakieś niepisane zasady, o których wiedzieli wszyscy poza nim? Czy w ogóle było się nad czym zastanawiać?
Nigdy wcześniej tego nie robił, więc tak jak to było w przypadku innych pozornie zwykłych czynności wykonywanych przez niego po raz pierwszy, szorował w skupieniu, a z czasem zaczął nawet brzęczeć sobie pod nosem zasłyszaną wcześniej w radiu piosenkę. Skoro nie miał nic do powiedzenia, potrzebował w tym momencie przynajmniej wydawać dźwięki.
Okazało się, że w samej czynności nie było nic skomplikowanego, więc po umyciu mu pleców Milo przeszedł do wyszorowania mu karku. Gąbka zostawiała za dużo piany, więc w pewnym momencie przestał nucić, cmoknął cierpko i namydlił sobie ręce. Skóra ślizgała mu się pod palcami kiedy prowadził dłonie po obu stronach jego szyi, niektórych miejsc dotykał po raz pierwszy ale z podejściem stricte zadaniowym łatwiej było mu nad tym przeskoczyć. Równie gładko poszło mu pod pachami, zignorował Dylana bredzącego coś o łaskotkach gdy sięgał żeber. Poruszał się płynnie i pracował nad nim tak precyzyjnie, jakby miał do czynienia z kolejnym mechanizmem wymagającym jego uwagi i prawdopodobnie w wyobrażeniu Milo Dylan chwilowo tym właśnie był - urządzeniem posiadającym części, które wymagały konserwacji i to pozwalało mu działać skutecznie.

一 Nie próbowaliśmy wielu rzeczy, tak sądzę 一 stwierdził, gdy po aż nazbyt dokładnym wyszorowaniu mu klatki piersiowej i opłukaniu piany z miseczek obojczyków, zupełnie naturalnie przykucnął by poświęcić więcej uwagi jego udom, łydkom i stopom. 一 Jak to u ciebie wyglądało wcześniej? W sensie, jak długo czekałeś, żeby...?


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- To było tylko raz - wytknął w ramach samoobrony z pełną świadomością, że ta sytuacja niewątpliwie powtórzy się jeszcze parokrotnie. Porządek w jego życiu był w większości pozorny - trzymał rękę na pulsie dostatecznie by sobie poradzić i nie utonąć w nurcie dorosłości, podczas gdy na co dzień miał tendencję do gubienia rzeczy, odkładania ich na jeden stosik, w którym później ciężko było się ogarnąć, pakowania ważnych dokumentów w tymczasowe skrytki, tylko by zapomnieć o przełożeniu je w odpowiednie miejsce zanim ponownie okazały się być potrzebne. W ciągu życia poza tradycyjną porażką w formie wyprania chusteczki higienicznej i obsypania wszystkich ubrań papierowym śniegiem, zdarzyło mu się zostawić w kieszeniach klucze, słuchawki, kasę, a raz nawet telefon. O tym Milo nie musiał widzieć, przynajmniej na razie, kiedy wciąż wypominał mu ten jeden incydent. - I nawet jakbym bardzo ładnie poprosił? - upewnił się, szczerze wątpiąc by Rivera faktycznie odmówiłby mu serwisowania tak niezbędnej na co dzień elektroniki w razie wypadku.
Otoczony szumem ciepłej wody i cichym nuceniem zza pleców przymknął oczy i pozwolił sobie na relaks jak w prywatnym spa. Początkowo gąbka, a później palce Milo wytyczające ścieżki na jego skórze stanowiły przyjemną odmianę, nietypowe poczucie opieki i oddania komuś kontroli w tak trywialnej kwestii. W pewnym momencie nawet westchnął zadowolony na gładzący szyję dotyk przypominający bardzo łagodny masaż. Szybko doszedł do wniosku, że gdyby zostali tam na dłużej i prysznic nie miał z założenia być krótki, byłby w stanie przysnąć na stojąco.
- Się z kimś przespać? Różnie. Ale... nie brałbym moich doświadczeń za wyznacznik - odparł, marszcząc czoło, gdy sięgał myślami do tych prostych relacji międzyludzkich, w jakie pakował się wcześniej. - Większość zaczynała i kończyła się w łóżku. Albo zaczynała się tylko po to by skończyć się na seksie i podchody były tylko dla pozorów, to trwało może kilka tygodni - wyznał, odgarniając mokre włosy z oczu zdrowym nadgarstkiem. - Wcześniej nie celowałem w nic długoterminowego - dodał, wyznaczając tym samym jasne odróżnienie tego co było, od tego z czym miał do czynienia teraz. Milo zawrócił mu w głowie inaczej niż ktokolwiek inny, chociaż zaczęło się od czysto fizycznego zainteresowania, już po kilku pierwszych spotkaniach przestał widzieć go jako opcję na jedną ze swoich szybkich i nic nie znaczących przygód. Wtedy uznawał jeszcze, że jest szansa zostać z nim na poziomie przyjaźni tylko by zachować go w swoim życiu - aktualnie ta myśl wydawała mu się tak absolutnie absurdalna. Nie potrafił zrozumieć jakim cudem wytrzymał tak długo bez posiadania tego, co udało im się zbudować od września.
- Najdłuższa była ta akcja w poprzedniej pracy, ta z kelnerami i... Opowiadałem ci to kiedyś? - upewnił się, zbaczając z toru rozmowy na wspomnienie swojej najbardziej spektakularnej porażki. Na ten moment widział to bardziej jako zabawną anegdotkę, wtedy cała akcja wstrząsnęła nim na tyle by przemyślał całe swoje życie i podejście do relacji międzyludzkich.

Milo Rivera
tucha
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie traktował rozmów o byłych jak pola minowego. Pytał, ponieważ chciał uzyskać konkretną odpowiedź na swoje pytanie i jeżeli Dylan miał chęć wejść w głębsze szczegóły każdego przypadku, Rivera prawdopodobnie podszedłby do tego tak, jak podchodził do wspomnień dotyczących użytkowanych niegdyś aut, drobnej elektroniki, z którą człowiek zrastał się na krótko tylko po to, by w przyszłości przerzucić się na nowszy, wydajniejszy model. Milo nie uważał się za lepszy wariant - najwyżej ten bardziej kłopotliwy, trochę zagadkowy i trzymany ze względu na ciekawość o ile w ogóle rozważyłby to w tych kategoriach - ale z tego co wywnioskował po krótkim streszczeniu otrzymanym od Gauthiera mógł przynajmniej stwierdzić, że z jakiegoś powodu nastąpiła zmiana metodyki. Cel... tak, cel również wydawał się inny.
一 W takim razie jak to możliwe, że przy twoim libido nie wyskoczyłeś jeszcze oknem? Nie zrozum mnie źle, po prostu wiem jak ze mną jest, wiem jak... 一 przerwał na krótko i spojrzał na niego wyczekująco z dołu, świadom perspektywy i niejednoznaczności. Z gąbką w rękach czekał, aż Gauthier zlituje się i uświadomi go w tym, czy życzył sobie mieć przez niego wyszorowany tyłek, czy z tą częścią kąpieli zamierzał poradzić sobie sam. 一 ...no wiem, że wypadam z tym raczej kiepsko.
Ostatecznie wręczył mu gąbkę w wolną rękę i wstał by z kolekcji butelek nagromadzonych przez Estellę i Diego wyłowić szampon. Znalazł jeden, również rumiankowy i nagle uderzyło w niego wspomnienie innych wieczorów, innych pryszniców i ten sam zapach. Nawet firma okazała się identyczna, mimo zmiany logo, co początkowo go zmyliło.

一 To naprawdę takie proste w sumie? 一 zapytał, gdy nakładał sobie porządną ilość szamponu na dłonie. 一 Przespać się z kimś? Łatwiej jak się ich nie zna? Uważaj, oczy.
Tak samo jak nie zdarzyło mu się dotąd nikogo obsłużyć gąbką, tak nigdy nie miał okazji poznać prostej przyjemności płynącej z powolnego rozmasowywania komuś głowy. Zgadywał, że w przeciwieństwie do jego własnych kapryśnych loków, jasne włosy Dylana mogły polubić rumianek.

一 Pamiętam, że opowiadałeś jakoś bez szczegółów. Coś o tym, że kandydat był więcej niż jeden i spierdoliłeś sprawę po całości. Nie, poważnie - jak to się stało, że utknąłeś akurat ze mną? Kurwa, to przecież nie ma sensu!
Prychnął cicho, przy okazji przypadkiem dmuchnął prosto w wyrobioną pianę i wzbił kilka puchatych strzępów w powietrze. Miał na własne życzenie.

一 Inaczej 一 wtrącił, zanim Dylan podążyłby z wyjaśnieniem czegoś, czego Milo i tak prawdopodobnie by nie zrozumiał. 一 Naprawdę ci to wystarcza? Bo brzmi to raczej...
...przykro...

一 ...nieciekawie. Z twojej perspektywy. Głowa w tył.
Opłukiwanie resztek szamponu spomiędzy włosów mijało w ciszy, ale takiej, która zwiastowała kontynuację tematu, a nie nieprzyjemną, wiszącą w powietrzu jak ponury obłok. Patrzył jak resztki rumiankowego detergentu kończą w odpływie, przeczesał jeszcze dla pewności przyklejone do potylicy wilgotne pasma i sam ustawił się bokiem by wreszcie zająć się sobą.

一 Bo myślałem o tym trochę 一 ciągnął dalej, gdy gąbka po raz kolejny wchłaniała solidną porcję mydła. Rivera wsparty o ścianę zdawał się nie mieć większego problemu z jednoczesnym myciem i oszczędzaniem opakowanego w bandaż barku, tak jakby nie pierwszy raz kontuzja zmuszała go do inwencji twórczej i gimnastyki. 一 I doszedłem do wniosku, że moglibyśmy spróbować.
Mozolna praca gąbką nie ustała, za to Milo zamilkł na chwilę i z jakiegoś powodu łatwo było rozpoznać, że w tej ciszy zawarło się pewne wyczekiwanie.
Woda wraz z pianą spłynęły mu po karku na prawo, gdy pochylił się i przechylił na bok.

一 Nie mówię, że teraz, bo teraz to zupełnie... to na pewno nie, ale po powrocie? Jeżeli chciałbyś, bo jak nie chcesz to nie trzeba.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bynajmniej nie był to pierwszy raz, kiedy Milo zdecydował się kwestionować zasadność ich związku, ostatnio mieli nawet okazję pobieżnie tknąć ten konkretny temat bez pochylania się nad nim na dłużej i najwidoczniej nadszedł moment by wyłożyć to wszystko bardziej klarownie. Gauthier zerknął w dół by złapać z mężczyzną kontakt wzrokowy i przedstawić mu swoją perspektywę, która chwilowo utkwiła mu w gardle na widok jaki miał przed oczami. Ciężko wypuścił nosem powietrze i cicho zaklął, jako że ta niekontrolowana reakcja zaprzeczała temu, co właśnie chciał mu przekazać. Wyciągnął rękę po gąbkę na znak, że mógł już przejąć pałeczkę i odkaszlnął w przedramię, jakby zacięło go wyłącznie przez nagłą chrypkę.
- Bez przesady. Lubię seks, ale nie jest mi konieczny do codziennego funkcjonowania. Przed tobą... Znaczy... - uciął na moment, na wpół skupiony na jednoręcznym doczyszczaniu strategicznie pominiętych stref. - Jeszcze zanim się zeszliśmy nie byłem z nikim od kilku miesięcy, bo... no, nikt nie był tobą. I wtedy też nie skakałem oknem- przyznał, zamykając oczy jeszcze zanim szampon wylądował w jego włosach. W tamtym okresie miał nadzieje, co prawda przygaszone przez nieporozumienie z końcówki poprzedniego roku, oraz klapki na oczach względem reszty świata. Jasne, na imprezach wciąż był sobą, zdarzało mu się flirtować jak i zbierać numery od losowo poznanych osób, jednak na długo zanim przyznał się do swoich uczuć kończyło się to na niewinnej rozmowie i powrocie samemu do własnego łóżka. A przy dobrych wiatrach na kanapę u Milo.
- Dość proste. Jak żadnej stronie szczególnie nie zależy to jest po prostu formą rozrywki - objaśnił swoją perspektywę w temacie, na ślepo płucząc gąbkę i odkładając ją na półeczkę. Po ponownym zwolnieniu ręki skorzystał z okazji by podczas masażu głowy wodzić opuszkami palców wkoło kości biodrowej mężczyzny. - Pierwsze razy bywają niezręczne, ale to umiejętność jak każda inna, wchodzi w krew - dodał, luźno wzruszając ramionami. Personalnie z czasem przestawał przykładać wagę do zbliżeń, a co gorsze także i do ludzi. Poznawanie ich od strony intymnej zanim znał preferowany gatunek muzyczny czy ulubione danie stało się na tyle naturalne by wszystko poza cielesnością przestawało mieć znaczenie, skoro i tak nie planowali zobaczyć się nigdy więcej. Można powiedzieć, że podczas gry na trzy fronty zjebał sprawę, jednak prawdę mówiąc nie zależało mu na utrzymaniu relacji z którąkolwiek stroną.
Zaśmiał się cicho na mały wybuch Rivery, za co szybko został pokarany smakiem szamponu. Skrzywił się i przekręcił głowę na bok by wypluć wodę z mydlinami, po czym przemył dolną część twarzy by być w stanie dalej prowadzić rozmowę.
- Z mojej perspektywy? To jak to wygląda z mojej perspektywy, hm? - dopytał z rozbawionym uśmiechem. Miał wrażenie, że rzeczywistość nieco rozmijała się z tym, co ten mógł założyć. - Niczego mi nie brakuje, Milo - zapewnił go zanim wygiął głowę w tył, co roztoczyło wewnątrz kabiny chwilową ciszę w wymianie zdań. Wbrew założeń, jakie zdawał się mieć chłopak aktualnie wyczesujący mu resztki szamponu z włosów, nie był męczennikiem uwiązanym łańcuchem do niewygodnej sytuacji. Z drobniejszymi potrzebami potrafił radzić sobie sam, nadanie ich relacji bardziej sypialnianego charakteru byłoby mile widzianą odmianą, jednak ostatecznie nie czuł się pozbawiony niczego, co było dla niego naprawdę istotne. Nie bez powodu nie chodził na co dzień sfrustrowany, a syczenie i narzekanie na kontakt fizyczny brał na śmiesznie zamiast wszczynania awantury.
Po zmyciu piany pochwalił pomrukiem końcowe przeczesanie włosów, po czym sam prostując się odgarnął je w tył i wymanewrował wkoło niższego mężczyzny by zrobić mu więcej miejsca pod słuchawką prysznicową. Był w trakcie wypłukiwania mydlin z kącików oczu, kiedy dotarły do niego przemyślenia wyłożone jak rozważania nad jutrzejszymi planami obiadowymi. Kąciki ust podskoczyły mu w górę, a serce zabiło wesoło na samą sugestię. Ostatni raz przetarł palcami powieki i podniósł głowę akurat kiedy z ust inżyniera padły słowa, na które prawie złożył się ze śmiechu. Jednak jako człowiek z wypracowaną samokontrolą, pozwolił sobie wyłącznie na lekkie spanikowanie, kiedy ten dokończył myśl na potencjalnym odejściu od pomysłu.
- Tak! Tak, chcę. Cholernie bardzo, tak się składa - podkreślił, spiesząc by pozbyć się wszelkich potencjalnych wątpliwości. Naprawdę nie wiedział jakim cudem w ogóle powstały - zaczepki słowne, fizyczne, przeciągnięte pocałunki i wszelkie spoufalanie się, zmieniające jego chłopaka w niezadowolonego mruczka, były jego metodami na okazywanie zainteresowania. Jeśli jednak potrzebne były werbalne zapewnienia bez gustownych otoczek, mógł na to przystać. - Muszę przyznać, że coś w twoim pokoju dobrze działa na klimat, ale nie, nie teraz - zgodził się, z rozbawieniem wypuszczając powietrze nosem. Od kiedy tam przyjechali lepił się do niego praktycznie codziennie, a rozmowy dotykały głębszej intymności niż kiedykolwiek wcześniej, jednak ze względu na resztę domowników i ich aktualny stan, zarówno fizyczny jak i mentalny, lepiej było zostawić to na zacisze własnego mieszkania. Nie oznaczało to jednak, że nie mogli o tym porozmawiać. - A chciałbyś mnie wtajemniczyć o czym dokładnie myślałeś? - dopytał przy okazji, z braku zajęć po dokładnym serwisowaniu z ręki Milo, robiąc za asystenta i podając mu szampon na wymianę z gąbką.
- I naprawdę właśnie spytałeś mnie czy chciałbym się z tobą przespać?

Milo Rivera
tucha
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”