ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

#
90's
Hey now, hey now, don't dream it's over...

s t y l e

Spoiler
Obrazek

To był spokojny wieczór jeszcze, jakieś małżeństwo zajmowało jeden stolik dojadając kolację, a drugi stolik na końcu sali już kończyła obsługiwać jej koleżanka ze zmiany. Wendy siedząc opierała się łokciem o blat podpierając przy tym brodę i wertowała najnowszy magazyn z ploteczkami ze świata muzyki, gwiazd i popkultury, jakby to ją jakoś szczególnie interesowało. No w sumie nie interesowało, ale skoro Mindy już przyniosła, to dla zabicia czasu sobie scrollowała kolejne strony odliczając minuty do końca zmiany, a było ich zdecydowanie zbyt wiele, bo jakieś sześćdziesiąt chyba. Westchnęła ciężko słysząc dzwonek świadczący o kolejnym kliencie i przeżuła swoją gumę formując ją na języku w taki sposób, że po chwili nadmuchała wielkiego różowego balona, ale gdy tylko dostrzegła kto wchodzi do lokalu to zaraz go szybko próbowała ukryć i finalnie pękł jej na pół twarzy. Cholera! Szybko się odwróciła tyłem do lady, by przejrzeć w ekspresie do kawy, czy przypadkiem nie ma gumy na nosie, ale nic tam nie było widać. Jedyne co zobaczyła to to, że powinna w końcu go umyć. Trudno. Jak na świetną kelnerkę przystało odwróciła się do chłopaka, który chyba od zawsze zajmował to samo miejsce, a ona zawsze wiedziała dokładnie co zamówi, więc czasami przygotowywała mu to bez pytania. Nie była pewna czy w ogóle kojarzy jak się nazywa, choć plakietkę z imieniem na swoim stroju nosiła dumnie. On z kolei kojarzyła go bardzo dobrze, szczególnie po tym, że zawsze zjawiał się rankiem na kawę, a przynajmniej do południa, a nie zwalał na wieczór, gdy jedyne o czym myślała to zamknięcie lokalu. Co gorsza nie miała pojęcia co mógłby zamówić na wieczór, bo z tej strony to ona w ogóle go nie znała! — Coś podać? — zapytała przejeżdżając ścierką po blacie, a potem odwróciła się do niewielkiej szafy grającej stojącej na ladzie, wrzuciła żeton i wybrała piosenkę ponownie odwracając się do ich stałego klienta, który już dawno wpadł jej w oko, co z pewnością nie spodobałoby się jej obecnemu chłopakowi, ale hej! Przecież jeszcze go tutaj nie było! Niewinny flirt jeszcze chyba nikogo nie zabił, prawda? Chociaż w jej wykonaniu był wysoce niebezpieczny, kiedyś wylała na klienta gorącą kawę jak się jej spodobał i prawie przez to wyleciała. Teraz jednak ograniczyła się do uroczego uśmiechu, choć pewnie dziwnie wyglądała z tymi resztkami gumy balonowej na policzku. Tak, wciąż ją miała.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Codziennie rano przychodziłem do The Red Rockett na szybkie śniadanie przed zajęciami. Zawsze zamawiam mocną, czarną kawę bez cukru, oczywiście z dolewką, tosta z podwójnym serem i proszę o popielniczkę. Jednego papierosa wypalam zanim kelnerka poda mi zamówienie, drugiego jak tylko skończę jeść. Przy posiłku zwykle grzebię w notatkach i słucham muzyki z walkmana, zwykle nowości, które jakimś cudem wpadną mi w ręce. Zawsze na koniec zostawiam napiwek. Ale wieczorami przychodzę tutaj rzadko, prawie w ogóle, zwykle mam wtedy inne rzeczy do roboty, na przykład oddaję się swoim pasjom. Kręcę się po studenckich lokalach, gram, w środy prowadzę audycje radiową na kampusie. Dzisiaj wyjątkowo mam wolny wieczór i w zasadzie nie wiem co ze sobą zrobić, a wszystkie okoliczne drogi prowadzą przecież do Red Rockett. Dlatego zajmuję swoje stałe miejsce i opadam ciężko na ladę, opierając na niej łokcie, stukam palcami o blat - Cześć, Wendy - zczytuję jej imię z plakietki, chociaż to nie pierwszy raz kiedy się widzimy, w zasadzie obsługuje mnie bardzo często. Czasem wita uśmiechem i od razu podkłada popielniczkę, a wtedy wiem, że nie muszę nic mówić, jedynie odpowiadam uśmiechem. Nie zakładam wówczas słuchawek i słucham barowej muzyki oraz dźwięków smażonego tosta. Czasem nuci przy robieniu zamówienia, to nawet urocze. Wydawało mi się, że kojarzę ją także z innych miejsc, ale bez tego wdzianka kelnerki pewnie wyglądała całkiem inaczej. Przenoszę spojrzenie na menu wypisane na ścianie za barem - Nie mam pojęcia co wziąć, polecasz coś? - potem mój wzrok opada na dziewczynę, patrzę jak wrzuca krążek do szafy grającej i wybiera piosenkę, pierwsze takty sprawiają, że bujam lekko głową, w muzykę jestem wpierdolony bardziej niż w cokolwiek, myślę, że mógłbym nie oddychać przez tydzień, a nie wytrzymałabym dnia bez muzyki - Nawet niezłe, co to za kawałek? - pytam, po czym wbijam spojrzenie w jej twarz, dopiero teraz zauważając, że ma coś różowego na policzku - Masz coś, o tutaj - przesuwam palcem po swojej twarzy, mniej więcej w tym miejscu, a ostatecznie posyłam jej jakiś taki łobuzerski uśmiech - Poczekaj, mogę? - ale w zasadzie wcale nie czekam na pozwolenie, w zamian podnosząc się nieznacznie ze swojego miejsca, żeby znaleźć się bliżej, chwytam w dłoń serwetkę i delikatnie przesuwam nią po dziewczęcym policzku, żeby zetrzeć ślad gumy balonowej, może przypadkiem, a może właśnie wcale nie, zahaczam kciukiem o jej skórę, na dłużej zawieszam spojrzenie na jej wielkich oczach. Kilka kosmyków moich długich włosów wypada mi zza ucha i przysłania kawałek twarzy.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Toronto wcale nie było takie duże jak mogłoby się to co po niektórym wydawać, albo Wendy wydawało się ono dziwnie małe, bo wpadała na niego naprawdę często i wcale nie chodziło tylko o jego regularne wizyty w knajpie, w której pracowała. Ich ścieżki przecięły się niejeden raz też na kampusie i miała okazję słuchać już jego audycji. Niekiedy nawet mijali się w studenckich lokalach, w których bywała ze swoją paczką znajomych na tyle często cholernie rzadko na ile pozwalał jej Brandon, jej obecny chłopak i najlepszy kumpel jej brata. Jednak gdzieś w tym całym szaleństwie nigdy oficjalnie się nie poznali, więc gdy usłyszała swoje imię padające z jego ust w pierwszej chwili się zmieszała. Zna moje imię? W drugiej chwili już zrozumiała, że nie dlatego, że ją kojarzy, a za sprawą plakietki. Przywitała go więc uśmiechem i sama kątem oka zerknęła na menu, które przecież i tak znała na pamięć. — Z tego? — zerknęła na ich wieczorną rozpiskę posiłków serwowanych w lokalu i pokiwała głową bezradnie. — O tej porze? Gość z kuchni powiedziałby, że co najwyżej wyjście w podskokach — zażartowała puszczając mu oczko, bo może mieli jeszcze godzinę czasu do zamknięcia, ale jednocześnie mieli też dziś bardzo upierdliwego kucharza na zmianie. — Ale masz dzisiaj szczęście, bo tak się składa, że mam znajomości i mogę załatwić ci coś pysznego — kucharz lubił ją, no ale kto nie lubił Wendy? Przecież była do rany przyłóż! Biedna nie zdawała sobie sprawy z tego, że typ z kuchni boi się jej zajść za skórę. Wystarczyłaby jedna skarga Gardner u jej chłopaka i biedny kucharz musiałby spłacać swoje długi w podskokach, ale o tym też nie miała pojęcia. — Crowded House — odpowiedziała unosząc lekko brwi zdziwiona, że się jej tak przygląda. — Podobno mają w przyszłym miesiącu grać w mieście koncert — zagadnęła nieco zmieszana, ale zwykle gdy coś ją peszyło to albo odwalała jakąś akcję albo paplała trzy po trzy, więc teraz padło chyba na opcję numer dwa. — Nie znam zbytnio ich piosenek, ale Weather With You też jest fajna, choć bardziej podoba mi się ta. Don't Dream It's… — zacięła się, kiedy zobaczyła jego łobuzerski uśmiech i znieruchomiała, gdy się do niej wyrwał. Mogłaby przysiąc, że serce szybciej jej zabiło, a policzek przyjemnie zapiekł, gdy poczuła jego dotyk na skórze. Momentalnie oblała się rumieńcem, a jednak nie potrafiła odwrócić wzroku. Cholera wie ile by tak jeszcze stała wpatrując się w jego oczy, gdyby nie to, że była sobą i w tym najbardziej nieodpowiednim momencie szturchnęła łokciem szklankę z wodą, która w ekspresowym tempie zaczęła przesuwać się po blacie w jego kierunku. — Shi, shit, shit… przepraszam — szybko ścierkę porwała próbując ratować sytuację. — Tylko nie potrącaj nam z napiwków, bo znów Mindy będzie mówiła, że to przez moją niezdarność ich nie dostajemy, a jestem prawie pewna — pochyliła się w jego stronę, by tylko on usłyszał jej szept — że to za sprawą jej bitch face je tracimy — i znów odchyliła się obdarzając go błagalnym i przesłodkim spojrzeniem. Co jak co, ale on zawsze zostawiał im napiwki. — Zaraz ci to jakoś wynagrodzę, daj mi chwilę — zapewniła i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do kuchni. Trochę jej nie było, ale gdy już wróciła to z pełnymi rękami. I talerz z tostem mu pod nos podsunęła, ale nie byle jakim. Szarpane mięso w środku było soczyste, pokryte idealnie roztopionym serem, do tego sosu było nie za mało, ale też nie za wiele, i d e a l n i e, a zamiast jednego pikla to dostał, aż trzy plasterki, więc oby się mu od tego dobrobytu w głowie nie poprzewracało. To powinno być na tyle z jej strony, ale zamiast wrócić do pracy łokcie położyła na blacie, na dłoniach ułożyła sobie twarz i przyglądała się mu wyczekując opinii.
Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”