ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To miał być dzień jak każdy inny - zawalenie pracą i mnóstwem próbek oraz dowodów, które czekały na analizy. Miał wrażenie, że odkąd Daphne postanowiła odejść, na głowę Felixa zwaliło się jeszcze więcej. Nie narzekał - ostatecznie właśnie dzięki pracy nie tylko się utrzymywał, ale mógł pozwolić sobie na chwilę wytchnienia od własnych emocji, które momentami go przytłaczały. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio był tak skołowany, nie radząc sobie z tym, co działo się w środku jego i tak schorowanego serduszka. Biło nad wyraz niespokojnie, ilekroć w jego głowie pojawił się uśmiech osoby, na której tak mu zależało.
Westchnął. Zdecydowanie nie powinien się teraz rozpraszać, biorąc pod uwagę, jaka sterta roboty go czeka. Musiał najpierw sprawdzić, które dokładnie rzeczy były na cito, a z którymi mógł zwlekać godzinę, dwie, lub kilka, zanim bardzo poważni i groźni policjanci zaczną dopominać się o wyniki. Szanował ich, jak najbardziej, ale chyba nikt nigdy nie wyjaśnił im, że taka przymuszona presja nie działała cudów - wręcz przeciwnie - Carlson miał wrażenie, że im bardziej ktoś na niego naciskał, tym pracował zwyczajnie gorzej, stresując się. Dlatego znacznie bardziej wolał, kiedy ktoś pojawiał się u niego z uśmiechem, a jeśli dodatkowo przyniósł mu coś dobrego, to już całkiem mógł wybaczyć mu wszystko gdzieś tam kolejkę przesuwając.
Usiadł na krześle obrotowym, które było jego ulubionym środkiem transportu w tym pomieszczeniu i zabrał się za kilka istotnych rzeczy. Kiedy po kilku godzinach rozbolał go kark wiedział, że czas na przerwę. Wstał, udając się do kantyny, w której ktoś łaskawie zostawił pączki - no im to się analityk nie potrafił oprzeć. Zwędził dwie sztuki (wysoki był, potrzebował więcej), zrobił sobie kawy i już mógł wracać do siebie.
Gdzieś mniej więcej w połowie korytarza dostrzegł poruszenie wywołane, cóż, jak się okazało po zbliżeniu, przez legwana. Zaraz, co? Aż musiał oczy przetrzeć ze zdziwienia. Słyszał, że parę zwierząt zostało wypuszczonych z pobliskiego ZOO, ale co robiło tutaj to monstrum?
Starając się nie wejść mu w drogę, wyminął gada, który leniwie na niego patrzył. Miał nadzieję, że ktoś go złapie i bezpiecznie przetransportuje do weterynarza, żeby sprawdził czy nie ucierpiało. niestety, szybko okazało się, że stworzonko postanowiło za nim pójść, o czym Felix przekonał się w momencie, w którym chciał zamknąć drzwi. jakie było jego zdziwienie, kiedy wykonując półobrót natrafił na legwana.
-Słuchaj stary, ty tu jednak nie możesz być - powiedział do niego, cofając się o dwa, trzy a może cztery kroki. Tak dla bezpieczeństwa, bo nie miał pewności czy gryzie czy nie.

Ricky O'Hara
30 y/o
For good luck!
183 cm
detektyw wydziału zabójstw i zaginięć Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I've lost my goddamn mind, it happens all the time; I can't believe I'm actually meant to be here; trying to consume, the drug in me is you and I'm so high on misery, can't you see?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

potem dam numer albo cytat bo nie chce mi się sprawdzać ani nic mi się w sumie nie chce okej

Jedną z najważniejszych zasad, jakich nauczył Ricky’ego detektyw Delacroix, zanim odszedł na emeryturę, było to, aby żyć dobrze z patologami oraz technikami kryminalistycznymi. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się odbiór przysługi, jaką im kiedyś wyświadczył, kiedy zwykły uśmiech, miłe słowo, kawa czy kawałek szarlotki z wyprzedaży kupi mu kilka cennych dni lub nawet tygodni, podczas których będzie już ściskał wyniki badań w dłoniach i mógł się skupić na połączeniu kropek.
O’Hara nie korzystał z takich zabiegów zbyt często; po pierwsze, to nie za bardzo miał poczucie czasu i zwykle zanim zdążył w ogóle pomyśleć o drobnych przekupstwach, to miał już wyniki na biurku i mógł się w nie wczytać. Zresztą nie prowadził przecież jednej sprawy na raz; braki kadrowe nie pozwalały na takie luksusy i chociaż nacisk zwykle był kładziony na te najświeższe lub najbliższe rozwiązania, tak akta kilku rozgrzebanych morderstw i zaginięć leżały u niego otwarte 24/7.
Czasami jednak dowody zaczynały się łączyć, ale brakowało kluczowego potwierdzenia w laboratorium. Tak też było w tym przypadku, kiedy któregoś dnia pod koniec września pojawił się przełom w pewnej sprawie. Ważny świadek postanowił jednak wycofać poprzednie zeznania i złożyć nowe, a to rzuciło kompletnie nowe światło na całą sprawę. Pozostawała jedna rzecz.
Dowody zebrane z miejsca zdarzenia, o które chodziło, wciąż leżały na stole techników i czekały na ekspertyzę. Od jej wyników mogło zależeć aresztowanie głównego podejrzanego i generalnie — losy całego śledztwa.
Ricky postanowił więc złamać swoje zwykłe zasady postępowania i wyciągnąć asa pod tytułem „oddałem ci ostatnią paczkę naszych ulubionych czipsów w osiedlowym sklepie”.
Zabawne było się zorientować, że chłopak, któremu kiedyś zrobił taką decyzją dzień i z którym po tym fakcie blisko się zakumplowali, jest poniekąd jego kolegą z pracy, ale Ricky absolutnie na to nie narzekał. Zawsze chętnie zaglądał do labu, kiedy tylko miał czas, po prostu żeby poplotkować z Felixem. Tym razem jednak przekroczył próg z określoną misją.
Kiedy znalazł się przed uchylonymi drzwiami pokoju, w którym miał nadzieję zobaczyć Carlsona, zamarł. Usłyszał bowiem słowa, których zupełnie się nie spodziewał.
— Hmm… nie mogę…? — Uniósł ręce do góry i zrobił pytającą minę, bo nie takiego powitania się spodziewał. Felix cofał się w głąb pomieszczenia z taką miną, jakby ducha zobaczył, co jeszcze bardziej skonfundowało O’Harę. — Przyszedłem w złym momencie? Przeszkadzam? Dobra, spoko, mogę wpaść później, chociaż to dosyć ważne… — rzucił trochę zawiedzionym głosem, gotowy do obrócenia się na pięcie.

🐊 felicita 🐊
gangsta bimbo
nie lubię schizy, nudy i braku akapitów, ukocham za poprawną składnię i pchanie fabuły do przodu
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kucnął przy fotelu, wpatrując się w gada, nie wiedząc co właściwie powinien teraz zrobić. Zwierzątko niby nie wyglądało groźnie, ale biorąc pod uwagę wszystkie gry, z którymi Felix miał do czynienia, gdzieś w głowie pojawiały się myśli, że może się na niego zaraz rzucić, opluć go jadem, ewentualnie przemienić się w jakiegoś potwora, z którym w realnym świecie Carlson by sobie nie poradził. Nie miał tutaj broni, z jakiej mógł korzystać grając i jedyne czym mógł rzucić to kubek z kawą, pączek na przynętę albo nożyczki, które znajdowały się w jednej z szuflad. Niby krzesło też dałoby radę, ale obstawiał, że prędzej by się od stworzenia odbiło, niż faktycznie go skrzywdziło, raniąc przy okazji analityka, który miał niebywały talent do siniaków oraz zadrapań. Dlatego uznał, że ostatecznie zostało mu wpatrywanie się w legwana i jedzenie słodkości, które zwędził z kantyny. Ewentualnie mówienie, chociaż tu istniało prawdopodobieństwo, że gad będzie reagował na dźwięk traktując go jako zachętę do poznania się.
W chwili, w której wypowiedział ostatnie słowa niemal zawału dostał, bo… dostał odpowiedź. Na litość wszystkiego, było jeszcze gorzej niż w grach - tam gady nie mówiły, a po prostu rzucały się na swoją ofiarę.
Zaraz jednak otrząsnął się z pierwszego szoku uznając, że brzmiało to absurdalnie nawet jak dla niego. Przełknął pączka, unosząc wzrok i dostrzegając, Ricky’ego, który postanowił złożyć mu wizytę.
-O, cześć Ri. Nie, to nie było do ciebie. Ty zawsze możesz tutaj być. No, może nie kiedy kręci się Wilkinson, bo on w ogóle jest wyjątkowo mało przyjemny i zawsze burczy pod nosem, jak w pomieszczeniu poza mną i nim jest ktoś jeszcze, ale poza tymi sytuacjami, zapraszam - posłał mu szeroki uśmiech, prostując się. O’Hara był jednym z jego ulubionych policjantów - zawsze miły, uśmiechnięty, z zabawnym acz dziwacznym poczuciem humoru oraz łaskawy, bo zazwyczaj nie przychodził z pustymi rękami, potrafiąc wyczuć na co Carlson ma w danej chwili ochotę. - Mam nadzieję, że nie boisz się jaszczurek, bo tu… mam taką trochę dużą - wskazał dłonią na gadzisko, które odsunęło się bardziej pod ścianę, zapewne nieświadome, że ma aktualnie swoich fanów. - Może ty wiesz, czy one gryzą? - zmarszczył lekko brwi. Bo jeśli tak, to przypał - Ricky stał zdecydowanie za blisko giganta.

Ricky O'Hara
30 y/o
For good luck!
183 cm
detektyw wydziału zabójstw i zaginięć Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I've lost my goddamn mind, it happens all the time; I can't believe I'm actually meant to be here; trying to consume, the drug in me is you and I'm so high on misery, can't you see?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skłonność Ricky’ego do dostrzegania szczegółów i łączenia kropek zwykle sprowadzała się głównie do skutecznego rozwiązywania śledztw, bo jeśli chodzi o jego rozeznanie w przestrzeni i obserwowanie najbliższego otoczenia to bywało — jak widać na załączonym obrazku — naprawdę ciężko. Dopiero kiedy Felix zwrócił mu uwagę na obecność legwana, O’Hara faktycznie spojrzał w dół, a tam zobaczył coś na kształt małego smoka.
— Gryźć to na pewno gryzą — stwierdził Ricky przytomnie, a jaszczur powoli zwrócił ku niemu łeb i popatrzył tymi wyłupiastymi oczami. — Ale jeśli dobrze pamiętam, to nie są jadowite. I chyba raczej zeżarłyby karalucha niż ciebie albo mnie, więc raczej jesteśmy bezpieczni. Gorzej z nim.
Coś tam obiło mu się o uszy w kwestii ostatniej ucieczki z zoo, ale nie spodziewał się, że spotka legwana w laboratorium kryminalistycznym. Bydlę było trochę przerażające, ale tak generalnie to dziwnie fascynujące. Ruszało się powoli, ale pewnie, jakby cały lab należał właśnie do niego. Kiedy ruszył na zwiedzanie i zwolnił w końcu przejście, Ricky wszedł głębiej do pomieszczenia i dołączył do Felixa. Ten wydawał się równie mocno przestraszony, co zafascynowany.
— Powinniśmy chyba kogoś wezwać? Jakiś eko patrol czy coś w tym rodzaju — oświadczył O’Hara, biorąc się pod boki i obserwując, jak legwan łazi między biurkami, szafkami i dziwnym sprzętem, którego przeznaczenia sam detektyw nie znał. — No chyba, że już go polubiłeś i planujesz go wyszkolić na policyjnego legwana. Chociaż o ile, no wiesz, takie psy na przykład, no to one węszą i znajdują rzeczy, tak jaszczurki?! Ciekawe, czy można mieć jaszczurkę policyjną…
Rozmyślania Ricky’ego zaczęły zdecydowanie odpływać w innym kierunku, niż powinny. Jaszczur łaził sobie po pomieszczeniu w najlepsze, strojąc miny i pozy przyprawiające o śmiech i przerażenie jednocześnie, tymczasem O’Hara przypomniał sobie, że w sumie to przyszedł w interesach.
— Słuchaj, chciałem wpaść do ciebie na kawkę z szarlotką, ale w naszej ulubionej cukierni akurat jej zabrakło — oświadczył, ale zaraz uniósł do góry palec. — Nie lękajcie się jednak, towarzyszu, bo nie śmiałbym przyjść z pustymi rękami. Oto dary — dodał, grzebiąc chwilę w kieszeni i wyciągając… dwa batoniki Milky Way. — Mam nadzieję, że lubisz?

obi (leg)wan kenobi
gangsta bimbo
nie lubię schizy, nudy i braku akapitów, ukocham za poprawną składnię i pchanie fabuły do przodu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”