21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Tomashek był szczery i bezpośredni, a mieszanka ta była mieszanką wybuchową, jeśli trafiało się na osoby, które nie miały w sobie odpowiedniej dawki wyrozumiałości i cierpliwości. No i odpowiednio grubej skóry, by to wszystko znieść. Jeśli o nieznajomego chodziło, to Novakowsky nie miał absolutnie żadnych odczuć związanych z jego osobą. Nie obchodziło go, kim był i co robił. Nie interesowała go również jego obecna sytuacja, bo człowiek ten był mu całkowicie obcy, a blondyn wiedział, że nie był w stanie pomóc innym wyjść z problemów. Jedyne co mu przeszkadzało to fakt, że nieznajomy za wszelką cenę starał się pokazać Tomashkowi, że się mylił. A nie istniała na tym świecie rzecz, która mocniej wyprowadzała go z równowagi niż ludzie, którzy starają się pokazać, że był głupi.
   – Nie dość że bezdomny, to jeszcze paranoik – pokręcił głową z niedowierzaniem. Że też akurat musiał trafić na taki trudny przypadek. Już chyba wolał tych brudnych i śmierdzących bezdomnych, którzy godzili się odejść i przenieść w inne miejsce, jeśli rzuciło im się trochę pieniędzy lub postraszyło policją. Chłopak był niemal gotów do tego, by dać Oscarowi nieco pieniędzy, by ruszył w swoją stronę, jeśli to miałoby zapobiec włamaniu się do budynku, w którym pracował. – Po co miałbym kogoś na ciebie nasyłać, jak nawet cię nie znam, nic mi nie zrobiłeś i ewidentnie nie masz niczego, co mógłbym od ciebie chcieć – zauważył, wzruszając ramionami. Nie był też gangsterem i wszelkie problemy, jakie miał z innymi ludźmi rozwiązywał w najbardziej logiczny sposób – kłócąc się i nie odzywając do innych tak długo, aż ta druga osoba nie zacznie odzywać się do niego. Był to dojrzały sposób rozwiązywania konfliktów. Zresztą, jak już Oscar pewnie zdążył zauważyć, Tomashek nie posiadał sylwetki, która powalałaby mu na wszczynanie bójek. Poza tym był na studiach i chciał pracować później jako fizjoterapeuta, a fakt że wszczynał bójki i jest agresywny na pewno źle wyglądałby w jego papierach.
   – Szwendać się po ulicy, a spać pod ścianą to dwie różne rzeczy… – spojrzał na niego. Zupełnie nie rozumiał, czemu chłopak upierał się na to, by przekonać go do tego, że nie jest bezdomnym pomimo tego, że wszystkie wskazówki przeczyły temu, co chciał udowodnić. Tomash machnął na to ręką, nie miał ochoty się już sprzeczać i dyskutować na ten temat. Mógł nawet uznać swoją porażkę i zgodzić się, że chłopak jedynie opadł z sił i chciał tylko odpocząć. Nie miało to znaczenia tak długo, jak tylko robił to poza YMCA.
   Zniknięcie w fast foodzie było zbawienne, bo na chwilę mógł uwolnić się od obecności irytującego towarzysza. Nie dlatego, że się go brzydził, ale musiał nieco ochłonąć, bo nieznajomy potrafił wyprowadzić go z równowagi. No i był też zmęczony po pracy, bo odkąd wyszedł z domu o siódmej rano, to do tej pory był poza nim, bo do pracy poszedł prosto z uczelni. Cała restauracja śmierdziała spalonym olejem i tłuszczem. Gdzieś dało się również wyczuć zapach kiszonych ogórków i smażonego mięsa. Zrobił się głodny. Od południa siedział zajadając żelki. Uczucie to wywołało w nim współczucie względem chłopaka, z którym rozmawiał. Odwrócił się w stronę drzwi, zauważając, że nieznajomy dalej na niego czeka. Musiał być więc bardzo zdesperowany i jeszcze bardziej głodny. Zrobiło mu się go szkoda.
   – Przepraszam, nie chciałem cię obrazić – przyznał, wgryzając się w swojego hamburgera. Siedzieli teraz na betonowych słupkach, zajadając się zamówieniami i popijając zimną colą. Nie przepadał zbytnio za napojami gazowanymi, ale musiał przyznać, że teraz było nawet przyjemnie, czując jak bąbelki pękają mu na języku.
   – Nie mogę… zwolniliby mnie, gdyby dowiedzieli się, że wprowadzam kogoś do środka po zamknięciu – powiedział szczerze. Co jak co, ale nie chciał stracić swojej pracy, więc nie było takiej możliwości, żeby miał wpuścić chłopaka do środka.
   – Nie jedz tak szybko, bo rozboli cię brzuch – powiedział, widząc jak ten rzekomo nie-bezdomny pochłania swoje zamówienie. Uśmiechnął się do siebie samego. – Pozwolę ci się wykąpać u mnie, jeśli obiecasz, że będziesz się zachowywać i niczego nie ukradniesz – powiedział szybko, zanim zdążył się ugryźć w język i pożałować tych słów.

Oscar Malone
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jak on go drażnił, ale tak serio. Co rusz próbował mu wmówić jaki Oscar był, do tego przyrównując go do wszystkiego, co najgorsze. A jednak pomimo tego negatywnego odczucia zaczynał się dziwnie przyzwyczajać do towarzystwa chłopaka i jego komentarzy, nie pozostając mu przy tym dłużnym. Zupełnie tak, jakby takie sprzeczki i wymiana zdań były w ostatnim czasie jego najlepszą rozrywką. I chyba poniekąd właśnie tak było - to było znacznie przyjemniejsze, niż próba uniknięcia podejrzanych dryblasów czy kolejna walka stoczona o śmietnik tuż za sklepem, w którym potencjalnie mogło kryć się tak wiele skarbów. Co nie znaczyło, że miał zamiar cokolwiek z tego powiedzieć na głos! Jeszcze go nie trzepnęło aż tak mocno, by powiedzieć, że pojawiał się podczas tego spotkania sympatia.
-Słuchaj fetysze są różne, co nie? Ja nie oceniam twoich powodów dla potencjalnego ścigania mnie. Może chciałbyś mnie dopisać do jakiejś swojej chorej listy ludzi uszkodzonych? Takie tam - skrzywił się na samą myśl. Tak, w jego dawnej szkole miejscowy gang miał listy na wszystko - lista osób, którym zrobiono pranka; lista osób, z którymi spano; lista osób, których wpakowany specjalnie w kłopoty. Te listy rządziły placówką i zasada była jedna - każdy musiał na jakiejś być. Malone zdecydowanie nie chciał rozwodzić się nad tematem, ani mówić nikomu, na którą on trafił.
-Mówiłem już, że poczułem się na chwilę zmęczony. To nie robi ze mnie bezdomnego. Ludzie zasypiają na przykład w kinie. Albo na przystanku autobusowym, czy coś - wyrzucił z siebie, ale bez przekonania. No bo spanie podczas seansu, który był nudny to jedno, ale takie randomowe klapnięcie przy ścianie, by uciąć sobie drzemkę, brzmiało absurdalnie nawet w jego własnej głowie. nie mógł jednak nie mieć ostatniego zdania, bo jeszcze rozmówca pomyśli, że Malone przyznaje mu rację.
Uniósł wysoko brwi, które zniknęły pod gęstymi lokami opadającymi mu na twarz (kiedyś będzie go stać na fryzjera), kiedy ten go przeprosił. spodziewał się dosłownie wszystkiego - burgera na twarzy, shake’a na włosach, obelg, ale nie zwyczajnych przeprosin. I nagle Oscar poczuł się jakby jeszcze bardziej miło, rozluźniając się. proszę, jak niewiele trzeba by drugi człowiek poczuł się trochę swobodniej.
-Nie no… nic się nie stało - mruknął, bo nie był do tego przyzwyczajony. może nawet lekko się zarumienił, ale nie chciał nawet o tym myśleć, żeby nie pogłębiać efektu czerwieni. - Ale przecież nie musieliby się dowiedzieć - zerknął na niego, wpychając sobie do ust resztę kanapki. ledwo mu się tam zmieściła, przez co omal się nie zakrztusił, ale warto było. jedzenie było zdecydowanie boskie.
-A tam boleść brzucha. jakbyś nie jadł dawno, to też nie potrafiłbyś się powstrzymać - popił wszystko napojów i odkaszlnął, bo mu w gardle stanęło. Ewentualnie to przez propozycję chłopaka. - Chcesz mnie… ugościć? Ale tak na serio? - spojrzał na niego poważnie, może nawet z nadzieją, bo marzył o tym prysznicu w normalnych warunkach. - Nie jestem złodziejem - stwierdził z rezygnacją. Powinien się już przyzwyczaić, że wszyscy go za takiego brali.

Tomash Nowakovsky
ODPOWIEDZ

Wróć do „North York YMCA”