ODPOWIEDZ
29 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit

Nie kłamała jak mówiła, że nie ma doświadczenia w randkowaniu. To nie tak, że nie miała doświadczenia w relacjach z mężczyznami… miała, ale niekoniecznie było czym się chwalić. Głównie dlatego, że tu również nie kłamała i miała zaskakującą słabość do nieodpowiednich mężczyzn. Niezainteresowani? Jak najbardziej! Tacy, co to nie szukają niczego poważnego i nie są gotowi na związek? Oczywiście! Starszy żonaty facet na wysokim stanowisku? Jeszcze lepiej. I właściwie dopiero później, gdy wpatrywała się w ekran swojego telefonu dotarło do niej, że… znowu to robiła. Mężczyzna, z którym miała się spotkać uczciwie przyznał, że jest w trakcie rozwodu, więc technicznie rzecz biorąc ciągle miał żonę. No i był od niej starszy! Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Harris był mężczyzną idealnie w jej typie. I chyba właśnie dlatego uznała, że to dobry pomysł… klin klinem. I chociaż z jednej strony bardzo chciałaby się po prostu dobrze bawić to przy okazji się stresowała. Minimalnie, ale stresowała. W końcu nic o nim nie wiedziała!
Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy w umówionym miejscu spotka się z człowiekiem, z którym faktycznie spotkać się miała. Czy był tym za kogo się podawał? Czy wyglądał jak na zdjęciach? I okej, chociaż ta powierzchowna strona nie była najważniejsza, ale za dużo się nasłuchała tego typu historii. Czy próbowała się czegoś na jego temat dowiedzieć i przeprowadziła małe śledztwo w social mediach i generalnie w internecie? Oczywiście, ale nie dowiedziała się szczególnie dużo. Cóż… szkoda, że nie można było tego samego powiedzieć o niej, gdy próbowało się ją znaleźć. Od jej własnego profilu, przez materiały CBC, zdjęcia z okresu jej słabości do sportowców po hejterskie komentarze, bo hej… była dziewczyną w telewizji i jeszcze prowadzi programy polityczne, więc nie mogłoby się bez tego obejść. Sama już dawno przestała to czytać, ale z jakiegoś powodu nagle zaczęło ją to stresować. Bo skoro ona sprawdziła jego, on przecież mógł sobie dokładnie to samo! Co jeśli postanowi ją wystawić? A gdy jeszcze dowiedziała się, że dotarła na miejsce pierwsza? O rany…
I pewnie większość wprawionych w boju randkujących dziewczyn by ją za to wyśmiało, ale nie lubiła się spóźniać. Usiadła przy stoliku, poprosiła kelnera o pierwszego drinka i starała się nie wpadać w panikę, że czeka… nawet próbowała racjonalizować, że przecież miała do czynienia z lekarzem, więc nawet spóźnienie można byłoby zrozumieć. Upiła łyk alkoholu i. odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła mężczyznę lawirującego między stolikami i zmierzającego w jej kierunku.
- Przez krótką chwilę przeszło mi nawet przez myśl, że mogłeś się wycofać. – rzuciła na dzień dobry, uśmiechając się do niego ładnie i wstając, żeby się przywitać i lekko musnąć męski policzek, a może nawet bardziej powietrze tuż nad nim – Cześć, dobrze cię widzieć. – dodała i wróciła na swoje wcześniejsze miejsce – I jestem pod wrażeniem, bo wyglądasz dokładnie jak na zdjęciach… gdy powiedziałam koleżance, że idę na randkę z tindera kazała mi obniżyć oczekiwania, bo podobno mężczyźni tam zawsze kłamią. – rzuciła beztrosko, zaskakująco swobodnie i ani na moment nie spuściła z niego wzroku… zmrużyła nawet oczy, przyglądając mu się podejrzliwie, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – Kłamałeś? – zapytała, ale wyraz jej twarzy jasno sugerował, że ani trochę nie pytała na poważnie!



Harris L. Morgan
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

fit


Harris kilka razy w ciągu dnia łapał się na tym, że myśli o wieczornym spotkaniu. Nie jakoś szczególnie intensywnie. Przynajmniej tak próbował sobie wmówić. Po prostu od czasu do czasu zerkał na zegarek, przypominał sobie, gdzie właściwie miał być i zastanawiał się, czy wybrana koszula nie wygląda zbyt oficjalnie. Potem dochodził do wniosku, że to tylko drink, nie wywiad, i wracał do swoich obowiązków. Kilka godzin później nadal miał jednak wrażenie, że właśnie przygotowuje się jak do rozmowy kwalifikacyjnej.
Nie chodziło nawet o Love. A przynajmniej nie tylko o nią. Od rozstania z Chelsea minęło wystarczająco dużo czasu, żeby przywykł do własnej codzienności, a jednak nie wystarczająco dużo, żeby pierwsza randka po latach nie wydawała mu się czymś odrobinę abstrakcyjnym. W szpitalu wiedział, co robić; w sytuacjach, w których ktoś patrzył na niego i czekał na konkretną decyzję, potrafił być spokojny niemal automatycznie. Tutaj nie miał żadnego protokołu. Nie było też szczególnie przydatne to, że przez ostatnie lata jego kontakty z kobietami sprowadzały się raczej do koleżeńskich rozmów, pracy i relacji, której końca jeszcze do końca nie uporządkował.
Przed wyjściem sprawdził telefon, chociaż nie dostał żadnej nowej wiadomości. Potem sprawdził godzinę. Jeszcze raz. W końcu uznał, że jeśli będzie dalej to robił, przyjedzie zdecydowanie za wcześnie i będzie musiał udawać przed samym sobą, że wcale nie siedział przy barze przez dwadzieścia minut, zanim Love się pojawi. Ostatecznie i tak dotarł kilka minut wcześniej, pozwalając sobie na rozejrzenie się po lokalu.
Zobaczył ją niemal od razu i właśnie wtedy cała reszta zaczęła wydawać się trochę mniej istotna. Zdjęcia nie kłamały, ale na żywo Love miała w sobie coś, czego ekran telefonu siłą rzeczy nie mógł oddać. Czerwona sukienka również nie była szczegółem, który łatwo było przeoczyć. Morgan uśmiechnął się nieznacznie i ruszył w jej stronę, tym razem już bez zastanawiania się, czy aby na pewno dobrze wygląda, czy nie powinien powiedzieć czegoś konkretnego na początek i co właściwie zrobić z rękami.
Jej pierwsze słowa tylko go rozbawiły.
— Przeszło mi to przez myśl — przyznał. — Ale byłoby trochę głupio zaprosić cię na drinka, a potem się nie pojawić. — Uśmiechnął się szerzej, kiedy wstała, a krótkie muśnięcie policzka było na tyle naturalne, że nawet nie zdążył się nad nim zastanowić. — Miło cię poznać.
Bar tonął w ciepłym, przygaszonym świetle, kiedy odsunął krzesło przy stoliku Love i usiadł naprzeciwko. Na wzmiankę o koleżance, która kazała jej obniżyć oczekiwania, uniósł brwi, a kiedy kobieta zmrużyła oczy i zapytała, czy kłamał, parsknął cicho.
— Nie. — Pokręcił głową. — Chociaż teraz trochę żałuję, że nie przygotowałem sobie jakiejś dobrej odpowiedzi. — Spojrzał na nią z rozbawieniem, a potem rozejrzał się dookoła, rzucając spojrzenie kelnerowi, który tylko kiwnął potakująco. — Ale rozumiem, że przeszedłem pierwszy test?
Kącik ust znów uniósł mu się lekko, kiedy przez moment przyjrzał się swojej towarzyszce.
— Swoją drogą, czy Love to twoje imię czy pseudonim? — Tym razem uśmiech nie wymagał już żadnego wysiłku. Przez cały dzień mógł zastanawiać się, jak będzie wyglądała jego pierwsza randka od lat, ale teraz, kiedy siedział naprzeciwko niej, sprawa wydawała się nagle znacznie prostsza.



Love Roderick
29 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Przeszło mu to przez myśl… to chyba niedobrze? Ale dobrze? Cieszyła się, że przyszedł i że jej kruche ego nie ucierpiało przy wystawieniu przez randkę z aplikacji.
- Tak na upartego… to ja wymyśliłam drinka. Więc mogłeś to wykorzystać, że to za bardzo zobowiązujące, czy coś! – zażartowała, ale przy okazji też wcale nie kłamała. Po pierwsze zaproponował kawę, a po drugie drink faktycznie był bardziej zobowiązujący. Kawę pije się jedną i można rozejść się w swoje strony, a samo spotkanie umawia się w ciągu dnia. Nie trzeba na nie wciskać się w czerwoną sukienkę albo elegancką koszulę. Nie wspominając o tym, że w zdecydowanie mniejszym stopniu uderzało do głowy. A Roderick potrzebowała odrobiny tej odwagi w płynie. O ile nie miała najmniejszego problemu z nawiązywaniem relacji w pracy lub spotykaniem ludzi na mieście tak umówione spotkania z kimś praktycznie obcym wydawały jej się szalenie stresujące. Głównie ze względu na spore braki w pewności siebie… bo czy będzie wystarczająco interesująca? Czy będzie miał o czym z nią rozmawiać? Czy zauważy, że ma do zaoferowania coś więcej niż głęboki dekolt sukienki? Tak, Love Roderick się stresowała i te wszystkie żarty od samego początku miały jej pomóc ten stres rozładować. A przy okazji zrobić lepsze wrażenie.
- Nie jesteś łysiejącym pięćdziesięciolatkiem, który dodał zdjęcia z przeszłości, bo wydały mu się bardziej korzystne… a to prawdopodobnie był pierwszy test. – rzuciła półżartem, półserio. I wiem stanowił w tym wszystkim najmniejszy problem, bo umówmy się… Love nie miała najmniejszego problemu ze starszymi od siebie mężczyznami. Postępujące zakola już pewnym problemem być mogły – szczególnie jeśli stanowiły powód męskich kompleksów, bo te z jakiegoś powodu zawsze odbijały się na kobietach – I jaka to mogłaby być dobra odpowiedź? – oparła się wygodniej o blat stolika i trochę mocniej pochyliła w kierunku mężczyzny, jakby zbyt duża odległość miałaby im w czymś przeszkadzać – Jeśli miałbyś na jakiś temat kłamać to, co by to było? Małżeństwo? Rozwód? – zgadywała, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Jednocześnie nawet na moment nie odrywała od niego spojrzenia. Uparcie wpatrywała się w męską twarz jakby miała z niej wyczytać więcej niż chciał jej powiedzieć. A poza tym… był po prostu atrakcyjnym mężczyzną. Trudno było nie czerpać z tego po prostu jakiejś formy satysfakcji.
- I imię. Najprawdziwsze. Zdaję sobie sprawę, że brzmi jak pseudonim striptizerki albo nick na onlyfansie, ale moja matka widocznie miała średnie poczucie humoru. Na całe szczęście nie mam rodzeństwa, więc żadnych więcej Hope i Faith. – rzuciła rozbawiona, ale jego pytanie wcale jej nie zaskoczyło. Słyszała je częściej niż można było się spodziewać (zaraz obok stwierdzenia, że w telewizji wyglądała na wyższą), szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę karierę w mediach. Z drugiej strony… to byłoby chyba strasznie nieprofesjonalne posługiwać się pseudonimem (szczególnie takim!) w programach publicystycznych.


Harris L. Morgan
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”