ODPOWIEDZ
29 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit

Nie kłamała jak mówiła, że nie ma doświadczenia w randkowaniu. To nie tak, że nie miała doświadczenia w relacjach z mężczyznami… miała, ale niekoniecznie było czym się chwalić. Głównie dlatego, że tu również nie kłamała i miała zaskakującą słabość do nieodpowiednich mężczyzn. Niezainteresowani? Jak najbardziej! Tacy, co to nie szukają niczego poważnego i nie są gotowi na związek? Oczywiście! Starszy żonaty facet na wysokim stanowisku? Jeszcze lepiej. I właściwie dopiero później, gdy wpatrywała się w ekran swojego telefonu dotarło do niej, że… znowu to robiła. Mężczyzna, z którym miała się spotkać uczciwie przyznał, że jest w trakcie rozwodu, więc technicznie rzecz biorąc ciągle miał żonę. No i był od niej starszy! Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Harris był mężczyzną idealnie w jej typie. I chyba właśnie dlatego uznała, że to dobry pomysł… klin klinem. I chociaż z jednej strony bardzo chciałaby się po prostu dobrze bawić to przy okazji się stresowała. Minimalnie, ale stresowała. W końcu nic o nim nie wiedziała!
Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy w umówionym miejscu spotka się z człowiekiem, z którym faktycznie spotkać się miała. Czy był tym za kogo się podawał? Czy wyglądał jak na zdjęciach? I okej, chociaż ta powierzchowna strona nie była najważniejsza, ale za dużo się nasłuchała tego typu historii. Czy próbowała się czegoś na jego temat dowiedzieć i przeprowadziła małe śledztwo w social mediach i generalnie w internecie? Oczywiście, ale nie dowiedziała się szczególnie dużo. Cóż… szkoda, że nie można było tego samego powiedzieć o niej, gdy próbowało się ją znaleźć. Od jej własnego profilu, przez materiały CBC, zdjęcia z okresu jej słabości do sportowców po hejterskie komentarze, bo hej… była dziewczyną w telewizji i jeszcze prowadzi programy polityczne, więc nie mogłoby się bez tego obejść. Sama już dawno przestała to czytać, ale z jakiegoś powodu nagle zaczęło ją to stresować. Bo skoro ona sprawdziła jego, on przecież mógł sobie dokładnie to samo! Co jeśli postanowi ją wystawić? A gdy jeszcze dowiedziała się, że dotarła na miejsce pierwsza? O rany…
I pewnie większość wprawionych w boju randkujących dziewczyn by ją za to wyśmiało, ale nie lubiła się spóźniać. Usiadła przy stoliku, poprosiła kelnera o pierwszego drinka i starała się nie wpadać w panikę, że czeka… nawet próbowała racjonalizować, że przecież miała do czynienia z lekarzem, więc nawet spóźnienie można byłoby zrozumieć. Upiła łyk alkoholu i. odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła mężczyznę lawirującego między stolikami i zmierzającego w jej kierunku.
- Przez krótką chwilę przeszło mi nawet przez myśl, że mogłeś się wycofać. – rzuciła na dzień dobry, uśmiechając się do niego ładnie i wstając, żeby się przywitać i lekko musnąć męski policzek, a może nawet bardziej powietrze tuż nad nim – Cześć, dobrze cię widzieć. – dodała i wróciła na swoje wcześniejsze miejsce – I jestem pod wrażeniem, bo wyglądasz dokładnie jak na zdjęciach… gdy powiedziałam koleżance, że idę na randkę z tindera kazała mi obniżyć oczekiwania, bo podobno mężczyźni tam zawsze kłamią. – rzuciła beztrosko, zaskakująco swobodnie i ani na moment nie spuściła z niego wzroku… zmrużyła nawet oczy, przyglądając mu się podejrzliwie, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – Kłamałeś? – zapytała, ale wyraz jej twarzy jasno sugerował, że ani trochę nie pytała na poważnie!



Harris L. Morgan
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

06.
fit



Harris kilka razy w ciągu dnia łapał się na tym, że myśli o wieczornym spotkaniu. Nie jakoś szczególnie intensywnie. Przynajmniej tak próbował sobie wmówić. Po prostu od czasu do czasu zerkał na zegarek, przypominał sobie, gdzie właściwie miał być i zastanawiał się, czy wybrana koszula nie wygląda zbyt oficjalnie. Potem dochodził do wniosku, że to tylko drink, nie wywiad, i wracał do swoich obowiązków. Kilka godzin później nadal miał jednak wrażenie, że właśnie przygotowuje się jak do rozmowy kwalifikacyjnej.
Nie chodziło nawet o Love. A przynajmniej nie tylko o nią. Od rozstania z Chelsea minęło wystarczająco dużo czasu, żeby przywykł do własnej codzienności, a jednak nie wystarczająco dużo, żeby pierwsza randka po latach nie wydawała mu się czymś odrobinę abstrakcyjnym. W szpitalu wiedział, co robić; w sytuacjach, w których ktoś patrzył na niego i czekał na konkretną decyzję, potrafił być spokojny niemal automatycznie. Tutaj nie miał żadnego protokołu. Nie było też szczególnie przydatne to, że przez ostatnie lata jego kontakty z kobietami sprowadzały się raczej do koleżeńskich rozmów, pracy i relacji, której końca jeszcze do końca nie uporządkował.
Przed wyjściem sprawdził telefon, chociaż nie dostał żadnej nowej wiadomości. Potem sprawdził godzinę. Jeszcze raz. W końcu uznał, że jeśli będzie dalej to robił, przyjedzie zdecydowanie za wcześnie i będzie musiał udawać przed samym sobą, że wcale nie siedział przy barze przez dwadzieścia minut, zanim Love się pojawi. Ostatecznie i tak dotarł kilka minut wcześniej, pozwalając sobie na rozejrzenie się po lokalu.
Zobaczył ją niemal od razu i właśnie wtedy cała reszta zaczęła wydawać się trochę mniej istotna. Zdjęcia nie kłamały, ale na żywo Love miała w sobie coś, czego ekran telefonu siłą rzeczy nie mógł oddać. Czerwona sukienka również nie była szczegółem, który łatwo było przeoczyć. Morgan uśmiechnął się nieznacznie i ruszył w jej stronę, tym razem już bez zastanawiania się, czy aby na pewno dobrze wygląda, czy nie powinien powiedzieć czegoś konkretnego na początek i co właściwie zrobić z rękami.
Jej pierwsze słowa tylko go rozbawiły.
— Przeszło mi to przez myśl — przyznał. — Ale byłoby trochę głupio zaprosić cię na drinka, a potem się nie pojawić. — Uśmiechnął się szerzej, kiedy wstała, a krótkie muśnięcie policzka było na tyle naturalne, że nawet nie zdążył się nad nim zastanowić. — Miło cię poznać.
Bar tonął w ciepłym, przygaszonym świetle, kiedy odsunął krzesło przy stoliku Love i usiadł naprzeciwko. Na wzmiankę o koleżance, która kazała jej obniżyć oczekiwania, uniósł brwi, a kiedy kobieta zmrużyła oczy i zapytała, czy kłamał, parsknął cicho.
— Nie. — Pokręcił głową. — Chociaż teraz trochę żałuję, że nie przygotowałem sobie jakiejś dobrej odpowiedzi. — Spojrzał na nią z rozbawieniem, a potem rozejrzał się dookoła, rzucając spojrzenie kelnerowi, który tylko kiwnął potakująco. — Ale rozumiem, że przeszedłem pierwszy test?
Kącik ust znów uniósł mu się lekko, kiedy przez moment przyjrzał się swojej towarzyszce.
— Swoją drogą, czy Love to twoje imię czy pseudonim? — Tym razem uśmiech nie wymagał już żadnego wysiłku. Przez cały dzień mógł zastanawiać się, jak będzie wyglądała jego pierwsza randka od lat, ale teraz, kiedy siedział naprzeciwko niej, sprawa wydawała się nagle znacznie prostsza.



Love Roderick
Ostatnio zmieniony pn paź 12, 2026 7:06 pm przez Harris L. Morgan, łącznie zmieniany 1 raz.
29 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Przeszło mu to przez myśl… to chyba niedobrze? Ale dobrze? Cieszyła się, że przyszedł i że jej kruche ego nie ucierpiało przy wystawieniu przez randkę z aplikacji.
- Tak na upartego… to ja wymyśliłam drinka. Więc mogłeś to wykorzystać, że to za bardzo zobowiązujące, czy coś! – zażartowała, ale przy okazji też wcale nie kłamała. Po pierwsze zaproponował kawę, a po drugie drink faktycznie był bardziej zobowiązujący. Kawę pije się jedną i można rozejść się w swoje strony, a samo spotkanie umawia się w ciągu dnia. Nie trzeba na nie wciskać się w czerwoną sukienkę albo elegancką koszulę. Nie wspominając o tym, że w zdecydowanie mniejszym stopniu uderzało do głowy. A Roderick potrzebowała odrobiny tej odwagi w płynie. O ile nie miała najmniejszego problemu z nawiązywaniem relacji w pracy lub spotykaniem ludzi na mieście tak umówione spotkania z kimś praktycznie obcym wydawały jej się szalenie stresujące. Głównie ze względu na spore braki w pewności siebie… bo czy będzie wystarczająco interesująca? Czy będzie miał o czym z nią rozmawiać? Czy zauważy, że ma do zaoferowania coś więcej niż głęboki dekolt sukienki? Tak, Love Roderick się stresowała i te wszystkie żarty od samego początku miały jej pomóc ten stres rozładować. A przy okazji zrobić lepsze wrażenie.
- Nie jesteś łysiejącym pięćdziesięciolatkiem, który dodał zdjęcia z przeszłości, bo wydały mu się bardziej korzystne… a to prawdopodobnie był pierwszy test. – rzuciła półżartem, półserio. I wiem stanowił w tym wszystkim najmniejszy problem, bo umówmy się… Love nie miała najmniejszego problemu ze starszymi od siebie mężczyznami. Postępujące zakola już pewnym problemem być mogły – szczególnie jeśli stanowiły powód męskich kompleksów, bo te z jakiegoś powodu zawsze odbijały się na kobietach – I jaka to mogłaby być dobra odpowiedź? – oparła się wygodniej o blat stolika i trochę mocniej pochyliła w kierunku mężczyzny, jakby zbyt duża odległość miałaby im w czymś przeszkadzać – Jeśli miałbyś na jakiś temat kłamać to, co by to było? Małżeństwo? Rozwód? – zgadywała, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Jednocześnie nawet na moment nie odrywała od niego spojrzenia. Uparcie wpatrywała się w męską twarz jakby miała z niej wyczytać więcej niż chciał jej powiedzieć. A poza tym… był po prostu atrakcyjnym mężczyzną. Trudno było nie czerpać z tego po prostu jakiejś formy satysfakcji.
- I imię. Najprawdziwsze. Zdaję sobie sprawę, że brzmi jak pseudonim striptizerki albo nick na onlyfansie, ale moja matka widocznie miała średnie poczucie humoru. Na całe szczęście nie mam rodzeństwa, więc żadnych więcej Hope i Faith. – rzuciła rozbawiona, ale jego pytanie wcale jej nie zaskoczyło. Słyszała je częściej niż można było się spodziewać (zaraz obok stwierdzenia, że w telewizji wyglądała na wyższą), szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę karierę w mediach. Z drugiej strony… to byłoby chyba strasznie nieprofesjonalne posługiwać się pseudonimem (szczególnie takim!) w programach publicystycznych.


Harris L. Morgan
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Harris roześmiał się, słysząc jej argument o drinkach. Trudno było się nie zgodzić, choć w jego przypadku to nie rodzaj spotkania przesądził o tym, że się pojawił. I łatwo zmienił zdanie z kawy na coś silniejszego z podobnych przyczyn. Mógł oczywiście uprzeć się i zostać przy tym pierwszym, ale wtedy prawdopodobnie spędziłby wieczór, zastanawiając się, co z nim nie tak. — Czyli jednak sama zastawiłaś na mnie pułapkę. — Pokręcił głową z udawanym niedowierzaniem. — Powinienem był się domyślić.
Śięgnął po kartę drinków, którą kelner zostawił na stole. Nie miał jeszcze pojęcia, na co się zdecyduje, ale chwilowo bardziej interesowała go rozmowa. Love miała w sobie swobodę, która ułatwiała mu odnalezienie się w sytuacji, choć nie był na tyle naiwny, by założyć z góry, że żadne z nich się nie stresuje. Jej żarty przychodziły naturalnie, a on sam coraz rzadziej łapał się na tym, że próbuje układać sobie w głowie odpowiedzi, zanim jeszcze padnie pytanie.
— Dobra, czyli poprzeczka nie była aż tak wysoko i mam szansę na dalszy udział w konkursie. — Odłożył kartę na bok, opierając przedramię o blat. — A gdybym miał kłamać? Małżeństwo i rozwód chyba trudno ukryć. Pewnie powiedziałbym, że jestem właścicielem nieruchomości na Karaibach i szukam kogoś, z kim mógłbym spędzać tam zimy.
Małżeństwo i rozwód. Love wrzuciła je lekko, niemal mimochodem, ale trudno było nie zauważyć, że właśnie w tę stronę skierowała rozmowę. I nie, nie miał zamiaru ani uciekać od tematu ani robić z niego czegoś, czym nie był. Przez długi czas zapomniał, że po fakcie będzie musiał tłumaczyć, dlaczego jego małżeństwo się skończyło, i teraz, kiedy w końcu znalazł się w tej sytuacji, chyba zwyczajnie nie chciał, żeby temat zdominował rozmowę.
Pochylił się nieco w jej stronę, podchwytując gest od niej samej. Nie musiał się przy tym szczególnie pilnować. Po prostu chciał lepiej ją słyszeć, a poza tym nie miał nic przeciwko temu, by skrócić dzielącą ich odległość. Była atrakcyjna, rozmowa sprawiała mu przyjemność, a on sam coraz mniej czuł się, jakby znalazł się na randce przez pomyłkę.
Nadal pozostawało w tym coś dziwnie nowego, ale nie było to nieprzyjemne uczucie.
— Nie. Love naprawdę pasuje do ciebie bardziej niż do pseudonimu striptizerki. Zmarnowałoby się. — Zaprotestował i zatrzymał na niej spojrzenie. — Poza tym przynajmniej nie musisz się martwić, że ktoś zapomni twojego imienia. Moi rodzice nie mieli takiej wyobraźni…
Sięgnął ponownie po kartę drinków, ale zanim zdążył skupić się na wyborze, przypomniał sobie jej profil. Właściwie niewiele się z niego dowiedział. Kilka zainteresowań, odpowiedzi na pytania i lakoniczne „media” w miejscu pracy. Teraz, siedząc naprzeciwko niej, był zwyczajnie ciekaw, co się za tym kryje.
Już prawie zapytał, ale kelner pojawił się znikąd. Harris nie był pewny, skąd, ale korzystając z okazji, zamówił swój drink i wrócił do Love spojrzeniem.
— Właściwie, co robisz w mediach? — zapytał, kiedy kelner odchodził w stronę baru. — Wpisałaś to na profilu tak ogólnie, że równie dobrze mogłabyś pracować przed kamerą albo za kulisami.


Love Roderick
29 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Zaśmiała się i rozłożyła bezradnie ramiona, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz! Nie zamierzała się wypierać, a poza tym liczyła trochę na to, że ta drinkowa pułapka zostanie jej bardzo szybko wybaczona. Skoro już ustalili, że oboje nie mieli jakiegoś szczególnego doświadczenia w randkowaniu – albo raczej chodzeniu na randki, bo w przypadku Love była to raczej kwestia nomenklatury niż spotykania się z ludźmi – to alkohol naprawdę mógł im tylko pomóc. Tym bardziej, że chodziło o drinka lub dwa… a nie doprowadzenie się do stanu, w którym powrót do domu będzie wyczynem. C h y b a.
Brew drgnęła jej wymownie, gdy stwierdził, że małżeństwo i rozwód trudno ukryć. Ciekawe, ciekawe… - Czy ja wiem, czy tak trudno. Wielu się to udaje doskonale. – przyznała bezproblemowo, ale też trochę przekornie. Poznała na swojej drodze przynajmniej kilku żonatych mężczyzn i niechętnie się tym od razu chwalili… zazwyczaj zdecydowanie później niż powinni – Ale z tym domem trafiłbyś najgorzej – zaśmiała się, kręcąc lekko głową – Dwie rzeczy, które kocham to słońce i plaża… takie wiesz, typowe Toronto. – zakpiła, bo jednak można było dużo powiedzieć o tym mieście wiele dobrego i generalnie bardzo lubiła to życie, które sobie w Toronto wypracowała to nie trzeba było jej dwa razy namawiać na to, żeby wsiadła do samolotu i poleciała gdzieś, gdzie jest słońce i plaża – Więc to kłamstwo wyszłoby jeszcze szybciej niż małżeństwo albo rozwód. Bo oczekiwałabym, że mnie tam weźmiesz natychmiast. Najlepiej prostu po wyjściu z baru. – zażartowała zupełnie swobodnie. I właśnie… czuła się swobodnie. Zaskakująco swobodnie. Wychodząc z domu, a nawet siedząc przy tym barowym stoliku zanim Harris pojawił się na miejscu – nie przypuszczała, że może jej to przyjść tak łatwo. Cały początkowy stres minął i nie żałowała, że zaryzykowała. Oczywiście… minęło może pięć minut, więc ten wieczór ciągle miał szanse zamienić się w katastrofę, ale była optymistką. A nawet jeśli to chociaż początek byłby wart zapamiętania.
- Nie nazwałabym tego brakiem wyobraźni, Harris. – uśmiechnęła się lekko, jednocześnie dając (a przynajmniej starając się dać) mu do zrozumienia, że naprawdę nie było łatwo zapomnieć jego imienia, nie potrzebował do tego niczego oryginalnego – Po prostu traktowali cię poważnie. Jesteś lekarzem… – nie tylko uwierzyła w jego profil na tinderze, ale zwyczajnie sprawdziła go w internecie, więc wiedziała, że nie był to tylko lep na dziewczyny na aplikacji randkowej – Wyobrażasz sobie lekarza o imieniu Love? Dzisiejszą operację na otwartym sercu przeprowadzi doktor Love Roderick. Ten człowiek albo umarłby ze śmiechu albo ze strachu, że trafi w ręce jakiegoś wariata. Także możesz być wdzięczny rodzicom! – przynajmniej z poważnym imieniem mógł robić poważne rzeczy, a nie pajacować przed kamerą, co… zdarzało się Love.
Upiła łyk swojego drinka, gdy mężczyzna rozmawiał z kelnerem, odprowadziła go krótko spojrzeniem i z powrotem wróciła z całą swoją uwagą do Harrisa. Nie odpowiedziała od razu, kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – Nie sprawdziłeś tego wcześniej. – nie pytała, stwierdzała. Gdyby próbował szukać jakichkolwiek informacji na jej temat pewnie dostałby znacznie więcej niż odpowiedzieć na swoje pytanie – Imponujące. Myślałam, że wszyscy to robią. – dlatego ona sprawdziła jego i dlatego obawiała się, co on sam wyczytał na jej temat – Pracuję w CBC News. Zajmuję się głównie… publicystyką. Lubię się kłócić z prawicowymi politykami przed kamerą, gdy w złości zaczyna im brakować argumentów, więc zaczynają personalne wycieczki na temat mojej płci, wieku a nawet tego przeklętego imienia. – wyjaśniła swoją ulubioną część pracy. To było zdecydowanie ciekawsze niż wieczorne prezentowanie wiadomości – Gdybym powiedziała, że jestem influencerką i zarabiam w internecie… bardzo byłbyś rozczarowany? Czy wręcz przeciwnie i właśnie tego się spodziewałeś?


Harris L. Morgan
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może faktycznie ukrywanie małżeństwa nie było aż tak trudne, przynajmniej w teorii, ale kiedy Harris próbował wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji, od razu miał wrażenie, że coś by go zdradziło. Dziwna mina, przekręcone słowa albo jakiś szczegół, o którym zapomniałby w najmniej odpowiednim momencie. Nie chodziło nawet o to, że nie potrafił zachować pokerowej twarzy. Pewnie znacznie trudniej byłoby mu na bieżąco wymyślać przykrywkę i pilnować, żeby cała historia trzymała się kupy. Ostatecznie tylko wzruszył ramionami i pokręcił głową, wracając myślami do Karaibów i wymyślonego domu, który tak zainteresował Love.
Sama perspektywa ucieczki przed kanadyjską zimą brzmiała zresztą całkiem nieźle. Harris nie miał nic przeciwko Toronto, a nawet zdążył zatęsknić za niektórymi rzeczami, które wcześniej brał za oczywiste, ale trudno było udawać, że wizja kilku dni na plaży nie miała swoich zalet. Zwłaszcza gdy za oknem robiło się szaro, a człowiek zaczynał zastanawiać się, czy słońce w ogóle pamięta o jego istnieniu. Uśmiechnął się do Love, wyobrażając sobie, jak szybko musiałby porzucić tę całą historię o nieistniejącej nieruchomości, gdyby rzeczywiście próbował ją sprzedać. — No tak, trudno byłoby cię wtedy zatrzymać w Toronto. Sam pewnie też szybko zacząłbym kombinować, jak się tam wyrwać, zwłaszcza zimą. — Pokręcił głową z rozbawieniem. — Musiałbym szybko wymyślać, czemu nie możemy od razu wsiadać w samolot. — A wtedy cała misternie skonstruowana opowieść rozsypałaby się szybciej, niż zdążyłby wymyślić wiarygodne wytłumaczenie. Wystarczyłoby, żeby zaczęła dopytywać, a on prędzej czy później sam zaplątałby się we własnych zeznaniach.
Może właśnie dlatego łatwiej było mu mówić o rzeczach, które rzeczywiście znał, nawet jeśli nie zawsze były tak atrakcyjne jak dom na Karaibach. Na przykład o własnym imieniu, które w porównaniu z jej wydawało się wyjątkowo bezproblemowe. Przynajmniej nie musiał mierzyć się z konsekwencjami noszenia nazwiska, które w połączeniu z lekarskim tytułem aż prosiło się o niewybredne żarty. Kiedy Love wspomniała o doktorze Love, uśmiechnął się pod nosem, a potem odchylił na krześle z cichym śmiechem. — Dobra, no dobrze, że skończyło się na Harrisie. Chociaż teraz trochę żałuję, że nie mogę się przed tobą przedstawić jako doktor Love. — Spojrzał na nią z rozbawieniem. — Podejrzewam, że pacjenci mieliby z tego więcej zabawy niż ja. — W jego zawodzie poczucie humoru bywało przydatne, ale niektóre żarty słyszane po raz setny traciły swój urok bez względu na to, jak bardzo człowiek starał się docenić cudzą kreatywność. W jej pewnie też.
I w sumie nie widział niczego złego w przeczytaniu czyjegoś profilu, ale sam na to nie wpadł po tym kiedy się umówili na konkretny dzień. Nie był pewny, czy nie było w jakimś stopniu komentarzem, że nie musiał sprawdzać czy jego towarzyszka istnieje dla własnego bezpieczeństwa. — Przyznaję, przeczytałem tylko to, co sama postanowiłaś umieścić na profilu. — Sięgnął po szklankę i upił łyk drinka, zanim dodał: — Poza tym wolę chyba dowiedzieć się czegoś od ciebie, zamiast czytać o tobie w internecie. Przynajmniej mogę dopytać, jeśli czegoś nie zrozumiem. — Uśmiechnął się lekko, przenosząc na nią spojrzenie. Mogli po prostu rozmawiać, a reszta miała się okazać po drodze.
Kiedy zaczęła opowiadać o swojej pracy w CBC News, Harris szybko przestał myśleć o tym, jak niewiele wiedział o kulisach jej zawodu. Znał telewizyjne wywiady, widział polityków próbujących wymigać się od odpowiedzi i dziennikarzy, którzy uparcie wracali do niewygodnych pytań, ale nie zastanawiał się dotąd, ile cierpliwości musi kosztować prowadzenie takich rozmów dzień po dniu. Szczególnie jeśli zamiast merytorycznej odpowiedzi człowiek dostawał komentarz na temat swojego wieku, płci albo imienia. To ostatnie wydawało mu się wyjątkowo niedorzeczne. — Serio? I co, po prostu próbują zmienić temat, jakbyś nie zauważyła? — Pokręcił głową, próbując sobie wyobrazić, jak długo sam potrafiłby zachować spokój w podobnej sytuacji. W szpitalu również zdarzało mu się rozmawiać z ludźmi, którzy za nic nie chcieli współpracować, ale przynajmniej rzadko (praktycznie wcale )musiał robić to przed kamerą. — Chyba ciężko nie przewrócić wtedy oczami. Nie wiem, czy miałbym do tego cierpliwość. — Uśmiechnął się, choć w jego głosie pobrzmiewało coś więcej niż zwykłe rozbawienie. Naprawdę potrafił sobie wyobrazić, jak męczące musiało być ciągłe sprowadzanie rozmowy na właściwe tory, kiedy druga strona uparcie szukała drogi ucieczki.
Uniósł brwi na pytanie o influencerkę. Nie śledził na bieżąco internetowych trendów i czasem odnosił wrażenie, że zanim zdążył zrozumieć jeden, pojawiały się trzy kolejne. — Nie, nie byłbym rozczarowany, ale pewnie musiałabyś mi najpierw wyjaśnić, co właściwie robisz. Nie jestem chyba najlepszym człowiekiem do rozmów o internetowej sławie. — Uśmiechnął się, po czym odstawił szklankę na stół. — A ty nie jesteś rozczarowana, że jestem anestezjologiem, a nie, na przykład, neurochirurgiem? — zapytał, żartując i zwyczajnie ciekaw, jak wyglądało to od zewnątrz.





Love Roderick
29 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Prawda była taka, że… kłamstwo z zasady było trudne. I w jakimś stopniu nawet podziwiała tych wszystkich ściemniaczy, którzy potrafili to robić na naprawdę wysokim poziomie. Nie pogubić się we własnych kłamstwach? Pamiętać o wszystkich szczegółach? Wyłączać lokalizację, gdy wychodzi się z domu? Mieć na wszystko wymówkę? Znaleźć ludzi, którzy chociaż w minimalnym stopniu to potwierdzą, ale jednocześnie nie będą wiedzieć, co się dzieje? I to nawet nie chodziło wyłącznie o zdradę… każda jedna sytuacja była dokładnie tak samo trudna. Karaiby również! Czy by ją tym kupił? Oczywiście, że tak. Czy bardzo szybko wyszłoby to na jaw? Pewnie! Dlatego koniec końców… dobrze, że nie ściemniał. Dużo łatwiej było jej się rozluźnić w tym momencie ze świadomością, że r a c z e j nie zostanie dzisiaj ofiarą męskiego kłamstwa. Raczej… w końcu nigdy nie wiadomo, prawda?
- Wyobraź sobie jakbyś jeszcze był kardiochirurgiem. I tak wiem, wiem… serce nie ma nic wspólnego z miłością, to wszystko nasz mózg. Jednak takie ogólnospołeczne skojarzenia są inne. Kardiochirurg Love… no boki zrywać. – prychnęła, podśmiechując się pod nosem. Przez prawię trzydzieści lat zdążyła przyzwyczaić się do swojego imienia, przez większość czasu naprawdę je lubiła… ale jednocześnie zdawała sobie sprawę, że mogło być problematyczne. A przynajmniej nie do końca poważne! Więc całe szczęście, że nie miała poważnej pracy. Przynajmniej w oczach większości ludzi i przynajmniej w porównaniu z ludźmi pokroju Harrisa. Dorosłe życie, dorosła praca…
I chociaż Love nie uważała się za żadną g w i a z d ę, nie była zaczepiana na ulicach, mieszkała w zupełnie normalnym sąsiedztwie i to jednak w jakimś stopniu dużo jej relacji międzyludzkich kręciła się dookoła tego, że była znana – minimalnie, ale jednak. W końcu jej twarz pojawiała się zaskakująco często w telewizji w trakcie wieczornych wiadomości albo chwilę po niej. Dużo ludzi było zwyczajnie ciekawych. Była to więc zaskakująco miła odmiana… i przyjemnie łechtało to jej ego. Harris siedział z nią przy tym stoliku, bo może był ciekawy, ale jej i tego, co przeczytał na tym jej dość skromnym profilu randkowym.
- Zmienić temat? Nie… przez chwilę żyją w przekonaniu, że wygrali dyskusję. Część ludzi w komentarzach pewnie im przytaknie, co jeszcze bardziej przekona ich o swoim sukcesie, chociaż tak naprawdę każdy moment, w którym oni sobie na to pozwalają jest moim zwycięstwem. Bo udowadnia, że nie nadają się do tej pracy i naprawdę nie powinni mieć nic wspólnego z polityką skoro nie radzą sobie z głupimi pytaniami głupiej gówniary. Chociaż mam prawie trzydzieści lat, więc prawa wyborcze już trochę mam… i nie wydaje mi się, żebym gdzieś po drodze zgubiła prawo do własnej opinii. Ale to politycy… czego innego możemy się pod nich spodziewać, prawda? – podsumowała, wzruszając lekko ramionami i sięgnęła po swojego drinka. Wpatrywała się w mężczyznę po drugiej stronie stolika, a kącik ust drgnął jej w lekkim uśmiechu.
- Nie, spokojnie. Telewizja to moje główne źródło dochodu. Gdybyśmy poszli na kolację zamiast na drinka wcale nie zrobiłabym najpierw zdjęcia talerza. – zażartowała, bo nawet jeśli gdzieś tam działała w sieci to było to raczej hobbystyczne i niewiele miała wspólnego z pełnoprawną influencerką. Zasięgi się zgadzały z zupełnie innego powodu! – I czy jestem rozczarowana? Oh… – zaśmiała się, kręcąc lekko głową – Tylko i wyłącznie jeśli mi powiesz, że to, że rozwiązujecie krzyżówki w trakcie zabiegów to okropne kłamstwo, które telewizja wciska nam od lat. – zażartowała! Oczywiście, że zażartowała, a szeroki uśmiech, który pojawił się na jej twarzy tylko do podkreślał – Myślę, że stanowisz doskonałą partię na tej aplikacji i jestem pewna, że masz tam sporą kolejkę dziewczyn, z którymi masz się spotkać… to chyba spory sukces zabrać później na imprezę rodzinną faceta z tindera, który jest lekarzem. – dodała przekornie, dalej podśmiechując się pod nosem – Dlaczego zdecydowałeś się na randki z apki? – naprawdę była ciekawa i nie spuszczała z niego uważnego spojrzenia.


Harris L. Morgan
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”