ODPOWIEDZ
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

016.
Obrazek
Spójrzmy prawdzie w oczy - Coven Bremers zdecydowanie nie była najlepszym kierowcą świata. Nie należała też do osób, które regularnie sprawdzały stan techniczny swojego samochodu. Właściwie to nie należała nawet do osób, które pamiętały, że coś takiego powinny robić. O konieczności zaglądania pod maskę, sprawdzania oleju czy innych równie nudnych rzeczy musiał jej przypominać ojciec. Tym razem również. Jeszcze dwa dni temu miała to z tyłu głowy i nawet przez chwilę planowała, że faktycznie zajmie się wiekową Hondą. Tyle tylko, że od wtorku do czwartku minęło mnóstwo czasu i wydarzyło mnóstwo rzeczy! Dlatego szansa, że Honda rozkraczy się gdzieś w połowie drogi na farmę za miastem, była niezerowa.
Coven pozostawała jednak dobrej myśli! Tak jak obiecała, z samego rana podjechała po Milagros i chwilę później mknęły gruchotem w stronę Milton. Farma, na którą się wybierały, była podobno wyjątkowo malowniczym miejscem. Można było znaleźć tam największe i najładniejsze dynie, przejechać się traktorem i skosztować tradycyjnych placków oraz ciast. Jesień miała swoje zalety. Głównie te, które można było zjeść.
— Możesz znaleźć jakąś stację, ale nie daję gwarancji, że uda się złapać jakąś stację — rzuciła, ruchem głowy wskazując radio. Honda była mniej więcej rówieśniczką Bremers, więc wszystko w niej działało na słowo honoru. Trzeba było być wyjątkowo silnej wiary w to, że nic nie zepsuje się akurat dzisiaj. Fale łapały wtedy, kiedy miały na to ochotę, ogrzewanie działało według własnego widzimisię, a niektóre kontrolki zapalały się chyba wyłącznie po to, żeby przypomnieć Coven, że samochód wciąć skrywa przed nią jakieś tajemnice. Liczyło się jednak to, że miała cztery koła, w miarę sprawne hamulce i dalej jeździł. To już było całkiem sporo! Poza tym miały do pokonania zaledwie pięćdziesiąt kilometrów, więc to przecież rzut beretem. I wbrew pozorom Bremers była ostrożnym kierowcą. Ba, czasami była aż tak ostrożna, że sama stanowiła zagrożenie na drodze za zbyt wolną jazdę.
— Jak tam randkowanie na Maplinderze? — zapytała ot tak, zerkając na Mili siedzącą na miejscu pasażera. Wcale nie była zainteresowana tym, czy dziewczyna zdążyła już z kimś się umówić. No dobrze, może trochę. A może natrafiły na tych samych ludzi? Wtedy mogłyby ich sobie nawzajem poobgadywać, a to byłoby już całkiem zabawne. Poza tym mogłoby się okazać, że mają podobny gust. Chociaż, jeśli Coven miała być szczera, sama nie miała pojęcia, jaki właściwie był jej gust. Trudno było jej stworzyć jakąś sensowną listę cech, które powinien posiadać idealny partner czy partnerka. Najwyraźniej wystarczało jej, że ktoś ją zainteresuje, rozśmieszy i nie będzie przesadnie irytujący. Niezbyt wygórowane wymagania. Nie wiedziała też, jaki gust miała Milagros, choć niewątpliwie musiał być on dobry, skoro kręcił ją tyłek Bremers.

Milagros Fontaine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
5
Girl, put your records on, tell me your favourite song.

s t y l e
Obrazek


Spooky season wystartował, a Milagros nie mogła być bardziej szczęśliwa. Okej, uwielbiała ten czas letni, kiedy można było wskakiwać w wycięte bikini i wygrzewać się na plaży podziwiając innych, ale mimo wszystko nie jarał on jej tak mocno, jak robił to jesienny klimat. Czy była rasową jesieniarą? Być może. Czy uwielbiała vibe chatki w lesie, stojącej pośród kolorowych drzew, najlepiej z kominkiem w środku i zapasem kakao albo grzanego wina? Zdecydowanie! Nie mówiła może o tym wprost, ale dekoracje na mieszkaniu i zapas świeczek o cynamonowym, dyniowym, waniliowym, winnym lub czekoladowym zapachu mówiły same za siebie. Kochała te wszystkie wynaciągane wełniane swetry upolowane w lumpeksach, wysokie buty i grube skarpety. Deszcz kochała, o boże! Podróże w deszczu były n a j l e p s z e. I tak, w tym okresie choć uwielbiała spędzać czas pod kocykiem, równie mocno darzyła gorącym uczuciem wszelkiego rodzaju ucieczki, szczególnie te poza miasto, najlepiej dłuuuugie, bo wtedy ryzyko załamania pogody było większe. Kiedy Coven zaproponowała jej wycieczkę nie zastanawiała się dwa razy, ona nawet raz porządnie się nie zastanowiła. Powiedziała tak i w długą. Była gotowa, gdy tylko o tym usłyszała… no choć może nie do końca, bo wtedy była półnaga, ale o umówionej porze nadrobiła braki w garderobie i ubrała się tak ładnie, jak na rasową jesieniarę przystało.
Wpakowała się do samochodu w pierwszej chwili kładąc rękę na udzie Coven i witając się z nią przelotnym całusem, a potem zrzucała już z siebie zarzuconą przez ramię torbę i zaczęła dobierać się do radia. — Do muzyki mam anielską cierpliwość, znajdę nam coś na pewno — nawet jeśli miałoby się to udać dopiero pod koniec ich trasy. Nie zamierzała komentować stanu jej samochodu, choć znała jego braki. Wiedziała, że przy samochodzie nie można na niego głośno narzekać, jakby co najmniej wierzyła, że ich usłyszy i do reszty się rozklekota w ramach protestu. Zamiast narzekać dostrajała jego radiowe pokrętła z czułością i wytrwałością godną podziwu. Nawet sobie nieco język wywaliła, tak skupiając się na działaniu, że w pierwszej chwili nie wychwyciła pytania. Dotarło ono do niej z opóźnieniem. — Naprawdę chcesz słuchać o moich podbojach na apce randkowej? Czy może chcesz się pochwalić jakimiś swoimi? — odbiła piłeczkę słysząc, jak gdzieś spod szumu radiowego wydobywa się melodia. Musiała tylko delikatnie przekręcić w tę stronę i…


…jest, udało się! Może nie była to jakaś wybitna muzyczna uczta, ale grunt, że nie grało country.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na razie pogoda była wyjątkowo ciepła. Trzeba było się tym cieszyć, bo człowiek nie znał dnia ani godziny, kiedy przyjdzie plucha i tyle będzie z tych kolorowych, jesiennych liści. Poza wiosną, to była ulubiona pora roku Coven. A może nawet postawiłaby ją na pierwszym miejscu? Zwłaszcza z tak przyjemnie prażącym słońcem i Milagros na miejscu pasażera. Czy mogło być lepiej? Na pewno, ale najpierw musiały dotrzeć na farmę z dyniami!
— Pamiętaj, że trzeba delikatnie kręcić, bo ta gałka czasami odpada — pouczyła dziewczynę, ale Fontaine poradziła sobie z radiem wyśmienicie i po chwili z głośników poleciał prawdziwy klasyk! Bremers aż zabębniła palcami o kierownicę. Co jak co, ale obie miały z Mili doskonały gust muzyczny. No i były też dobre w wielu innych rzeczach, które robiły razem. Na przykład w robieniu sobie dobrze. No co? Nie da się ukryć, że były wyjątkowo kompatybilne!
Zamyśliła się przez chwilę nad pytaniem, zaciskając usta w wąską linię. Czy naprawdę chciała słuchać o jej podbojach na apce randkowej?
— Gdybym nie chciała, to bym nie zapytała — odparła zgodnie z prawdą. To nie jej wina, że zżerała ją ciekawość! Cov zawsze była trochę wścibska i miała mentalność plotkary. — Jak ty opowiesz mi o swoich, to wtedy ja opowiem ci o moich — dodała z łobuzerskim uśmiechem. To był naprawdę uczciwy układ! Chyba że Milagros nie chciała wiedzieć, no to wtedy trochę lipa.
Pomysł z wyjazdem z samego rana był doskonały. Tym sposobem uniknęły korków w centrum i mogły wyjechać na ekspresówkę prowadzącą do Milton. Budynki zaczęły ustępować żółto-pomarańczowym krajobrazom, a Bremers nie mogła znieść myśli, że niedługo wszystkie liście opadną z drzew i zostaną po nich tylko smutne, nagie gałęzie.
— Byłaś kiedyś na dyniowej farmie? Jak byliśmy mali, to często jeździliśmy tam z rodzicami. To znaczy głównie z ojcem, bo matka już wtedy miała tendencję do znikania na całe dni — sprostowała z lekkim wzruszeniem ramion.
Coven miała osiem lat, kiedy pani Agnes Bremers poszła w długą, porzucając rodzinę dla kochanka. Było to tak traumatyczne przeżycie, że właściwie wyparła je z głowy. Nie pamiętała już głosu matki, a gdyby nie pojedyncze fotografie, nie pamiętałaby nawet, jak ta kobieta wyglądała. Nie mogła powiedzieć, że jej nienawidziła, ale na pewno miała ogromny żal o to, co się stało. Do tego stopnia, że nawet kiedy matka próbowała się z nią skontaktować, Cov nie chciała mieć z nią nic wspólnego. Z czasem nauczyła się z tego żartować i nie była już tak przewrażliwiona, kiedy ktoś rzucał żarty o "twojej starej”" W końcu, jeśli sama potrafiła się z tego śmiać, cudze teksty też przestały robić na niej większe wrażenie.

Milagros 🍁
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie tak, że Fontaine nienawidziła jakiejś pory roku, bo nienawiść to bardzo mocne słowo, ale prawda była taka, że nie była szczególną fanką zimy. Czasami spotykała się ze słowami, że nie jest przez to Kanadyjką z krwi i kości, bo jak to tak! Kanadyjczycy przecież lubią zimę i traktują ją jako część swojej tożsamości narodowej, bla bla bla. No dla niej to nie była żadna duma, raczej wrzód na tyłku, a jak nie wrzód to przynajmniej odmrożenia, bo zawsze nieodpowiednio się ubrała i marzła. Raz jej było ciepło, jak rodzice zabrali ich w góry i jeździła na nartach, choć jeździła to za wiele powiedziane, bo jak się ulokowała w jednej restauracji i upiła grzańcem to jej nogi odjęło, a jak jej wtedy ciepło było! W dodatku przy kominku? Bajka! Szkoda tylko, że drugi skok temperatury miała wtedy, jak zwracała wszystko w toalecie. Co zabawne zimę znienawidziła przez to bardziej, a z grzanym winem zdążyła się już pogodzić. Jesień i dynie lubiła o wiele bardziej, bo cynamonowe aromaty i słodkie nuty nie doprowadziły jej jeszcze do nudności czy choroby.
— Potrafię być delikatna — stwierdziła, ale Coven coś na ten temat już wiedziała, prawda? Nie bez powodu posłała jej teraz delikatny uśmiech, a głupoty zaraz zaczęły plątać się po jej głowie. Bremers nie mogła jej jednak za to winić, rzeczą ludzką i zupełnie naturalną było pragnąć kogoś, kto jest tak gorący. Uśmiechnęła się pod nosem widząc szybką reakcję Coven na pierwsze dźwięki muzyki, a gdy wszystko już było cacy rozłożyła się wygodniej na swoim siedzeniu. — No więc jest taki Billy na przykład, w profilu ma wpis: Ruchasz się czy trzeba z tobą pisać??? i wbrew pozorom można z nim fajnie popisać — choć ruchać pewnie też by się z nim mogła, ale na dobry początek wystarczy jej jak sobie razem pośpiewają chociaż u Milagros to jedno zawsze szło w parze z drugim. Jakoś jej nogi rozchylały się po jednej nutce. — Jest muzykiem, więc może zgadamy się na jakieś wspólne śpiewanie — oznajmiła spoglądając wymownie na Coven. — Twoja kolej — uchylić jej rąbka tajemnicy, a skoro sama wspomniała, że opowie o swoich to teraz wypadałoby spełnić obietnicę. — Byłam, bo tak się składa, że mama ma bzika na punkcie dyni. Wiesz, że w zeszłym roku na Halloween mieliśmy rodzinną sesję nad jeziorem z dyniami na głowie? Był taki trend z dyniami albo prześcieradłami-duchami — a przecież nie mogła jej odmówić! I nawet nie chciała, bo sama miała bzika na punkcie jesieni. No i musiała przyznać, że zdjęcia wyszły epickie.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bycie Kanadyjczykiem wcale nie zobowiązywało do uwielbiania zimy. Tak samo jak nie zobowiązywało do oglądania hokeja, a przecież to właśnie hokej był ich sportem narodowym. Coven zimą chodziła wiecznie zmarznięta i zasmarkana. Nie widziała w tym absolutnie nic fajnego. Do tego dochodziło ubieranie się na cebulkę, czego szczerze nie znosiła. Wystarczyło wejść do jakiegoś pomieszczenia i już trzeba było rozpakowywać się z połowy tych warstw, bo inaczej człowiek pocił się jak świnia. Trzeba jednak przyznać, że swetrów miała całkiem sporo i niektóre naprawdę lubiła, zwłaszcza te świąteczne. Święta były bowiem jedną z niewielu rzeczy, które potrafiły sprawić, że nawet zima wydawała jej się całkiem znośna.
— Potrafisz być bardzo delikatna — przyznała, zagryzając dolną wargę. Milagros niejednokrotnie udowadniała jej swoją delikatność. I równie często pokazywała, że potrafiła zupełnie z niej zrezygnować, kiedy sytuacja tego wymagała. Doskonale wyczuwała granicę między jednym a drugim, a Bremers musiała przyznać, że pod tym względem były ze sobą wyjątkowo kompatybilne.
Opis Billy'ego, o którym wspomniała, był bardzo w jej własnym stylu. Sama przecież napisała w swoim profilu, że można było poprawić sobie humor, patrząc na jej tyłek. A było na co popatrzeć! Coven była prostą dziewczyną i nie zamierzała udawać kogoś, kim nie była. Internet dawał ludziom mnóstwo możliwości kreowania własnego wizerunku, ale po co miałaby udawać mądrzejszą czy bardziej wyrafinowaną, niż była w rzeczywistości? Przecież prędzej czy później i tak musiałaby spotkać się z kimś na żywo, a wtedy cała ta misternie zbudowana fikcja poszłaby w pizdu.
— Pisałam z jednym chłopakiem, który też stawia tarota, ale nie poczułam, żebyśmy mieli zbyt wiele wspólnego. I z dziewczyną, która nigdy nie umawiała się z dziewczynami, a ze mną chciałaby się spotkać. Poza tym mam sporo par, ale bez zaczętych rozmów — wyjaśniła, jak to mniej więcej wyglądało u niej. Nic specjalnego, ale Bremers nie miała przecież szczególnie dużych wymagań. Nie potrzebowała od razu wielkich rozmów, romantycznych deklaracji ani poczucia, że właśnie znalazła miłość swojego życia. Wystarczyło, żeby ktoś był niebrzydki, miał poczucie humoru i nie okazał się seryjnym mordercą. Jak na aplikację randkową, chyba nie wymagała aż tak wiele, prawda?
Ożywiła się jeszcze bardziej, kiedy usłyszała o halloweenowej sesji nad jeziorem.
— Naprawdę? O rany, zawsze marzyłam o sesji w prześcieradłach. Najlepiej do tej piosenki... jak to leciało? I can't be the only one who hears you. Tears falling down at the party. Saddest little baby in the room — zaśpiewała, zagłuszając Corinne Bailey Rae. — W tym roku też jakąś planujecie? — zapytała, bo na pewno w sieci zaczynał hulać jakiś nowy trend. Albo dopiero zacznie. — Koniecznie będę chciała zobaczyć efekty — dodała, zmieniając pas ruchu, żeby przepuścić szybciej jadące samochody. Czyli wszystkie, które podążały w tym samym kierunku. Inni kierowcy musieli się strasznie pieklić, że Honda przed nim zataczała się w tempie konduktu pogrzebowego.

Milagros 🍂
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No Milagros nie byłaby tego taka pewna z tym byciem Kanadyjczykiem i zamiłowaniem do zimy, bo tutaj większość ludzi jednak uwielbiała odmrażać sobie nos, ubierać się na cebulę i kibicować drużynie hokejowej nawet w największym mrozie. I prawdą było to, że jedynie ciepłe i świąteczne swetry ratowały poniekąd chłodną sytuację. Jej rodzice musieli nie być z krwi i kości Kanadyjczykami, bo nie rozumiała do końca tego fenomenu.
Nie umknęło jej uwadze to, w jaki sposób przygryzła swoją wargę wspominając jej delikatność, a łobuzerski uśmiech zaraz zarysował się na buźce Cholito. O tak, raczej pomyślały o tym samym i nie można było mieć im tego za złe. Faktem bowiem było to, jak zgrane były, więc nic dziwnego, że ich myśli teraz też się pokrywały.
To prawda, opis Billego był trochę w stylu Coven, więc widocznie i Milagros miała swój typ. Kiedy pierwszy raz przeczytała opis Coven też uśmiechnęła się pod nosem, bo już wiedziała, że wcale nie mijał się z prawdą. Najlepsze w tym wszystkim było to, że pośladki Bremers naprawdę potrafiły poprawić humor. Jej poprawiały, zawsze! — Może dziewczyna szuka swojej pierwszej — poruszyła zabawnie brwiami, jednocześnie dochodząc do wniosku, że chyba liczyła na jakieś większe bom, jakąś zwariowaną historię, a wyszło na to, że obie wcale tak naprawdę na tym maplidnerze nie poszalały. Wcale jednak nad tym nie ubolewała. — Lubię tą żółtą bluzeczkę, co masz na pierwszym zdjęciu — sama nie wiedziała czemu, może dlatego, że Coven wyglądała w niej prze-u-ro-czo! — A ten twój opis na apce… muszę przyznać, że twój tyłek to faktycznie potrafi zdziałać cuda — i wcale się nie zgrywała, mówiła śmiertelnie poważnie! No może trochę się zaśmiała przeciągając w fotelu i puszczając do niej oczko, ale to wcale nie umniejszało cudom, jakie zdziałać potrafiły jej pośladki.
Słysząc jak zagłuszyła na moment Corinne zaśmiała się i przytaknęła z aprobatą. — No to w czym problem? — zagadnęła sprawiając wrażenie chętnej na kolejną sesję. — Słuchaj, możemy skołować dwie dynie i zrobić sobie też taką sesję, hm? O, albo jakieś prześcieradła i zrobić ten motyw z duchami albo miks! — wokół robił się już iście jesienny klimat, a w dodatku jechały w miejsce, gdzie na pewno nie zabraknie im elementów charakteryzacji. — A mama to na pewno ma już kilka motywów na halloweenową sesję, nie wiem czy konkretnie w tym klimacie, bo jest na fazie przeżywania frankensteina i draculi. Obstawiam, że może iść w ten motyw — oznajmiła zupełnie nie przejmując się tym, jak bardzo telepała się honda, którą się poruszały w zawracającym tempie. O dziwo naprawdę prędkość jej nie przeszkadzała, zamiast tego podciągnęła nogi na siedzeniu, oparła podbródek na kolanach i cieszyła się z jesiennego wiatru, który wpadał przez uchylone chwile wcześniej okno.
Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oj, Milagros zdecydowanie miała swój typ. Coven nie wyobrażała jej sobie u boku jakiejś nudnej cnotki-niewydymki. Nie, żeby Bremers była jakoś wyjątkowo niegrzeczna, ale nie mogła też nie przyznać, że w określonych sytuacjach potrafiła być całkowitym aniołkiem. I Fontaine doskonale powinna o tym wiedzieć. W końcu sama przekonała się o tym na własnej skórze.
— W sumie mogę być jej pierwszą, czemu nie? — uśmiechnęła się szeroko, ale zaraz mina jej trochę zrzedła. — O ile w ogóle zdecyduje się na randkę. Bo jak na razie, to tylko pisze, że jest zainteresowana i chciałaby spróbować, ale nic z tego nie wynika — wzruszyła lekko ramionami. Znając życie, to pewnie nawet się nie spotkają. Z tymi aplikacjami randkowymi to samo skaranie boskie! Nie dość, że człowiek musiał się nakombinować, to jeszcze robił sobie jakieś złudne nadzieje. I po co, na co to komu?
Zerknęła na Mili, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, kiedy tak zaczęła ją komplementować.
— Bez bluzeczki też mnie lubisz — stwierdziła bardzo pewnie. — Ale w żółtym chyba mi do twarzy, co nie? Tak ostatnio sprawdzałam sobie paletę kolorów. Najbardziej pasuje mi właśnie żółty, błękitny i różowy. Chociaż w czerwonym podobno też wyglądam niczego sobie. Pamiętasz tę moją czerwoną, obcisłą sukienkę, co ledwo zakrywa mi tyłek? — zapytała, bo skoro już o tyłku mowa, to nie mogła o tym nie wspomnieć. — Nad tym opisem spędziłam całe dwie minuty, ale nie napisałam tam nic, co nie byłoby prawdą — zaznaczyła, bo najważniejsze, żeby być sobą. Dopiero byłoby niezręcznie, gdyby Coven próbowała udawać kogoś innego, a na żywo wyszłoby, że jest głupsza niż ustawa przewiduje.
Aż oczy jej się zaświeciły na wieść, że mogą zorganizować sobie jesienną sesję zdjęciową. Czemu sama na to nie wpadła? Fontaine była taka mądra!
— No popatrz, świetnie się składa, bo akurat jedziemy na farmę dyniową — zauważyła z uśmiechem. No lepszej okazji na zakup idealnych dyń to nie będą miały! Co prawda mogły znaleźć je na jakimś targowisku w Toronto, ale na pewno nie będą takie okazałe jak te, które kupią na farmie!
Kolejna sesja Fontaine'ów bardzo ją zaciekawiła. Pani mama musiała mieć głowę pełną pomysłów. Normalnie łeb jak sklep. W rodzinnym domu Coven nie miał, kto zabrać o taki klimat. Ojciec nie przepadał za Halloween, chociaż możliwe, że matka była jakąś fanatyczką, skoro dała córce na imię "sabat". Albo i nie. Nie miała z nią wiele wspomnień, a tata niechętnie o niej opowiadał. Nie mogła mu się dziwić. Do tej pory miał żal, że po prostu zostawiła rodzinę dla jakiegoś pajaca.
— Będziesz wampirzycą? Dziabniesz mnie w szyję? — zapytała z figlarnym uśmiechem, kiedy skręciła w boczną drogę. Asfalt ustąpił żwirowej nawierzchni, a to oznaczało, że były już niedaleko. Przy poboczu rozprzestrzeniały się kolorowe korony drzew i Bremers pomyślała, że taka jesień jest naprawdę piękna. Może nie tak piękna, jak Milagros, ale równie urokliwa.

Milagros 🍂
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Bo to trzeba podać miejsce i czas, a potem postawić przed faktem dokonanym. A jak się spłoszy to wiesz, jeden telefon i mogę wskoczyć na jej miejsce. Mogłabym nawet poudawać, że nigdy z żadną dziewczyna nie byłam… myślisz, że umiem zagrać nieśmiałą? — zapytała uśmiechając się przy tym niewinnie.
— Bez bluzeczki to lubię cię najbardziej, ale nie chciałam tak się odsłaniać na wstepie — mruknęła posyłając jej łobuzerski uśmiech; za to Bremers mogłaby się odsłonić nawet tu i teraz, a Mili by sobie tylko podziwiała, ale w sumie to co dobre wcale im nie ucieknie, a odrobina czekania jeszcze nikogo nie zabiła, prawda? Budowanie napięcia i takie tam sprawy! — A ta czerwona sukienka — aż wargę nieco przygryzła i wymownie oczami wywróciła do góry, bo pamiętna sukienka była H O T i na samo wspomnienie, aż sobie westchnęła. — Zapadła mi w pamięć doskonale i to twoje ledwo to naprawdę delikatne określenie. Gdybyś się w niej lekko pochyliła albo kucnęła to wszyscy wokół mieliby widowisko za darmo — yolo i te sprawy niby, ale Fontaine nie lubiła się dzielić widokami. I oczywiście przytaknęła z aprobatą na wzmiankę o kolorach, uśmiechając się przy tym uroczo. — Moim zdaniem do ciebie pasuje… jesień! Karmel, czekolada — jej skóra totalnie lubi brąz! Już sama nie była pewna czy mówiła o odcieniach jej ubrań czy właśnie zaliczała spadek cukru i potrzebowała się doładować? A może brakowało jej Coven? Możliwe, pewnie dlatego dłoń sobie na jej udo ułożyła, kiedy przemierzały na spokojnie drogę drżącą Hondą.
— Idealnie się składa! — przytaknęła uśmiechając się szeroko, ale wystarczyło spojrzeć na to jak w sekundę Bremers się rozradowała na wieść o sesji. Takim uśmiechem ciężko było się nie zarazić. Trzeba było kuć żelazo póki gorące, nie dość, że tutaj dynie będą większe to i klimat był całkiem zacny. Te drzewa, które już zmieniały kolor, działki, lasy… owszem, w mieście też są świetne miejscówki, ale tutaj zdaniem Mili było w sam raz na ich spontaniczną sesję.
Rodzina Fontaine była specyficzna, ich artystyczne głowy były pełne szalonych pomysłów i choć początkowo nastoletnia Mili była nieco zawstydzona ilością ozdób, jakie pojawiały się na ogrodzie i w domu z okazji Halloween oraz towarzyszącą temu ilością wydarzeń, sesji, horrorowych maratonów filmowych, to z czasem się oswoiła i szczerze? Teraz nie wyobrażała sobie życia bez tego.
— Nie mam pojęcia jaką rolę wybrała dla mnie mama, ale słuchaj… dla ciebie mogę być wampirzycą, powiedz tylko kiedy i gdzie, a dobiorę ci się do szyi nim zdążysz krzyknąć z przerażenia — zapewniła poruszając figlarnie brwiami. Może na halloween się dla niej przebierze? Who knows. — Lepiej już rób zapas golfów, bo będzie wstyd, że taka porządna dziewczyna oddała się wampirowi — zażartowała poprawiając się na fotelu, gdy tylko wjechały na żwirową drogę. Przeczuwała, że lada moment dojadą na miejsce, więc wychyliła się przez otwarte okno ciesząc oko widokami rozpościerającymi się wokół. Lubiła spędzać czas z Bremers, bo nawet jeśli sypały flirciarskimi docinkami to poza tym wszystkim było tak po prostu spokojnie, bez zbędnych spięć i z uśmiechem na ustach. — O, chyba widze farmę! — zawołała, kiedy im oczom ukazała się jakaś brama w oddali. Im bliżej podjeżdżały tym więcej mijały dyniowych zdobień. — Wygląda na to, że dojechałyśmy — oznajmiła, a gdy tylko zaparkowały poklepała Hondę po masce, bo dzielnie się spisała w tej podróży. — Chodź, upolujemy największe dynie — oznajmiła łapiąc Coven za dłoń i ciągnąc w stronę wejścia.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ty? Nieśmiałą? Nie ma takiej opcji — odparła bez zastanowienia. Jeśli Milagros Fontaine miała w sobie choć odrobinę wstydu, Coven do tej pory nie miała okazji tego zobaczyć. A szkoda, bo całkiem chętnie przekonałaby się, jak Mili wyglądała z zaróżowionymi policzkami i kompletnie pustką w głowie, kiedy wyjątkowo zabrakłoby jej czegoś do powiedzenia. Trzeba bowiem pamiętać, że Fontaine zawsze miała coś do dodania. Gęba jej się nie zamykała, zupełnie jak Bremers, więc kiedy już obie wpadały w słowotok, trudno było ustalić, która właściwie powinna dostać pierwszeństwo. Na szczęście istniały sposoby, żeby skutecznie je uciszyć. Całkiem przyjemne sposoby, należałoby dodać. Na przykład kiedy zaczynały się całować albo jedna lądowała między udami drugiej. Wtedy jakoś żadna nie miała niczego szczególnie istotnego do przekazania. W końcu nieładnie tak rozmawiać z pełnymi ustami.
— Jak spotkamy się następnym razem, to mogę ją założyć — rzuciła z zawadiackim uśmiechem. Skoro czerwona kiecka tak działała na Milagors, to mogła przecież zapewnić jej widoki na wyłączność. Wtedy będzie schylać się i kucać tylko dla niej. Oczywiście całkowicie przypadkiem, kiedy będzie musiała podnieść coś z podłogi!
Totalnie widziała się w jesiennych odcieniach! Ale czy to nie tak, że ładnemu we wszystkim ładnie? Coven zawsze uznawała wygląd za swój największy atut. Nie była zbyt mądra, ale nadrabiała ładną buzią i świetną figurą. Nie można mieć w życiu wszystkiego, prawda? Dobrze, że doskonale sobie sprawę zarówno ze swoich wad, jak i zalet. Uroda bardzo ułatwiała jej życie, bo gdzie nie będzie potrafiła czegoś zrobić, to po prostu dowygląda.
Szczerze nie mogła doczekać się sesji z dyniami zamiast głów. Tak szczerze, jak szczerze stęskniła się za bliskością Fontaine. Nic więc dziwnego, że nie mogła przestać się uśmiechać, gdy dziewczyna umieściła sobie dłoń na jej udzie. Jej dotyk działał na nią jak narkotyk. Odurzała się nim do tego stopnia, że miała ochotę zatrzymać samochód i przelecieć ją gdzieś na poboczu.
— Możesz dobrać się do mojej szyi jak będziemy wracać. I nie tylko do szyi — poruszyła wymownie brwiami, zsuwając wzrok na nogi. Sugestia chyba była dość jasna. — Golfów? Mam zamiar dumnie szczycić się czerwonymi śladami, które na mnie zostawisz. Niech wszyscy widzą, jaka jestem pożądana — powiedziała, bo z byciem porządną dziewczyną, to ona nie miała zbyt wiele wspólnego. Każdy, kto znał Bremers, wiedział, że była dość rozwiązła. Czy czuła się z tym źle? Ani trochę.
Ogromny szyld nad bramą sygnalizował o dotarciu na miejsce. Cov zaparkowała między dwoma innymi samochodami i natychmiast dała się pociągnąć w stronę wejścia.
Farma była prawdziwym odzwierciedleniem jesieni. Wszędzie znajdowały się tematyczne dekoracje, a ludzie biegali od stoiska do stoiska, kupując różne wypieki i przetwory.
— Poczekaj — zatrzymała się i przyciągnęła do siebie Mili. Stanęła na palcach i złożyła słodki pocałunek na jej ustach. — Dobra, teraz możemy iść — skinęła głową i tym razem to ona pociągnęła ją w stronę drewnianego ogrodzenia, gdzie znajdowały się dynie. — Musimy znaleźć nie tylko te największe, ale też te najbardziej mięsiste. Z takich najlepiej wychodzą dżemy — oznajmiła, bo może nie była z niej jakaś wybitna kucharka, to jednak coś tam upichcić umiała. No i w sumie lubiła spędzać czas w kuchni. W pewnym sensie gotowanie było odstresowujące. I to nie tylko dlatego, że lubiła pieprzyć się na blacie.

Milagros 🍂
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”