ODPOWIEDZ
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

04.


Pierwsze ostrzeżenie przyszło jeszcze na sali operacyjnej.
Światła zamigotały raz, potem drugi, a przez krótką chwilę aparatura wokół nich zdawała się pracować na granicy zawahania. Monitory przy pacjencie nie zgasły, ale zmieniły się dźwięki dochodzące z części urządzeń, a niemal natychmiast potem szpital przełączył się na zasilanie awaryjne. Zrobiło się odrobinę ciszej, jakby ktoś ściszył cały budynek, zostawiając tylko to, co naprawdę musiało działać.
Nikt nie spanikował.
Nie było na to czasu ani szczególnej potrzeby, akumulatory zadziałały dokładnie tak, jak powinny, a zespół był przygotowany na podobny scenariusz. Mimo wszystko ostatnia część operacji nabrała wyraźnie szybszego rytmu. Nie chaotycznego; przeciwnie, każdy po prostu zaczął robić swoje trochę sprawniej. Chirurg ograniczył komentarze do absolutnego minimum, instrumentariuszka niemal bez słów podawała kolejne narzędzia, a Harris jeszcze uważniej obserwował parametry pacjenta.
Nie zamierzali przeciągać zabiegu ani o minutę dłużej, niż było to konieczne.
Kiedy wreszcie mogli zakończyć operację, pacjent był stabilny.
Morgan wyszedł z sali chwilę później, a drzwi zamknęły się za nim z cichym hydraulicznym sykiem. Przez moment stał jeszcze przy ścianie, pozwalając sobie na jeden spokojniejszy oddech. Ostatnie kilkadziesiąt minut wymagało pełnego skupienia, ale teraz napięcie zaczynało powoli schodzić z jego ramion.
– Dobrze poszło – odezwał się chirurg, który wyszedł za nim. Zdjął czepek, przeczesując dłonią włosy, a potem spojrzał w stronę przygaszonego korytarza. — Jak na okoliczności.
Harris zerknął na awaryjne oświetlenie.
– Powiedziałbym, że mogło pójść gorzej.
– To bardzo optymistyczna ocena.
– Pracuję nad sobą.
Chirurg parsknął cicho, zanim spojrzał jeszcze raz w stronę sali.
– Idę przekazać pacjenta. Powiedzmy sobie, że dzisiaj już nie potrzebujemy żadnych dodatkowych atrakcji.
– Podpisuję się pod tym.
Harris ruszył w stronę oddziału pooperacyjnego, poruszając się po znajomych korytarzach z tą swobodą, której nie miał pierwszego dnia pracy. Prawie dwa miesiące wystarczyły, żeby Mount Sinai przestało być miejscem, w którym musiał zastanawiać się, którędy najszybciej dotrzeć na konkretny oddział. Znał już układ budynku, windy, skróty i rytm poszczególnych pięter. Znał twarze pielęgniarek, lekarzy i techników; część z nich zdążyła przyzwyczaić się do jego obecności, a nawet do tego, że jego poczucie humoru pojawiało się zwykle w najmniej potrzebnym momencie.
Dziś jednak szpital wyglądał inaczej.
Awaryjne oświetlenie rzucało blade światło na podłogę i ściany, a część aparatury działała tylko dzięki akumulatorom. Mimo że wszystko, co najważniejsze, nadal funkcjonowało, brak zwykłego szpitalnego szumu był niemal fizycznie odczuwalny. Nie było charakterystycznego buczenia systemów wentylacyjnych, wind, które powinny właśnie przejeżdżać gdzieś za ścianą, ani całej tej masy dźwięków, których normalnie nawet się nie zauważało. Harris nie potrzebował jednak telefonu, żeby domyślić się skali problemu. To, co wydarzyło się na sali, nie wyglądało na zwykłą awarię jednego obwodu. Zwłaszcza że chwilę później najwyraźniej przestała działać również część systemów poza szpitalem.
Dopiero, kiedy jego telefon zawibrował w kieszeni, wyciągnął go i zerknął na ekran. Jedno powiadomienie pojawiło się z opóźnieniem, kolejne nie chciało się załadować. Sieć działała najwyraźniej równie wybiórczo jak reszta miasta. Przetarł twarz dłońmi i już kiedy miał iść w stronę sal, sprawdzić pacjentów, którymi się zajmował, usłyszał swoje nazwisko gdzieś z głębi korytarza.



Thornton
34 y/o
For good luck!
198 cm
Profesor / Diagnosta laboratoryjny | Uniw. Toronto / Szpital Mount Sinai
Awatar użytkownika
Does he even have real human emotions? Anger maybe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej, ale piszę męskim jak moja postać xd
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiDokonany
postać
autor

  Gdyby ktoś zapytał Nathaniela, co najbardziej irytowało go w pracy diagnosty laboratoryjnego, prawdopodobnie nie potrafiłby ograniczyć odpowiedzi do jednej rzeczy. Lista była długa, regularnie aktualizowana i, niestety, w znacznej mierze składała się z błędów popełnianych przez innych ludzi. Szczególne miejsce zajmowały na niej próbki pobrane w niewłaściwym momencie, niewłaściwy sposób albo przez kogoś, kto najwyraźniej uznał, że procedury przedanalityczne są jedynie luźną sugestią.
  Siedział przed monitorem, analizując wyniki oznaczeń hormonów tarczycy u jednego z pacjentów. Samo badanie nie było szczególnie skomplikowane. Oznaczenie TSH i wolnych hormonów tarczycy należało do laboratoryjnej codzienności, a jednak uzyskane wartości po raz kolejny wyglądały na tyle podejrzanie, że zanim zdecydował się cokolwiek zatwierdzić, sięgnął do dokumentacji. Sprawdził wcześniejsze wyniki, informacje o pacjencie, godzinę pobrania materiału i przebieg procedur medycznych. Potem sprawdził je jeszcze raz, bo naprawdę chciał wierzyć, że coś przeoczył. Nie przeoczył. Kurwa.
  Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ekran z wyrazem twarzy człowieka, który właśnie stracił resztki wiary w ludzkość (gdyby nie fakt, że już dawno jej nie posiadał, poza malutkimi, tycimi wyjątkami). Nie chodziło nawet o to, że każdy lek stosowany podczas anestezji musiał automatycznie fałszować oznaczenia. Chodziło o fakt, że znieczulenie i związane z nim okoliczności mogły wpływać na wyniki badań hormonalnych, a ktoś po raz kolejny postanowił zignorować moment pobrania materiału. I dziwić się, że powtarzał się jak katarynka. Będzie musiał wypomnieć to Zaylee.
  Oparł się głębiej w fotelu, przetarł twarz dłonią i przez moment rozważał, czy powinien osobiście zadzwonić na oddział. Ostatecznie zdecydował się najpierw odpowiednio oznaczyć problematyczny wynik i odnotować okoliczności pobrania. Pacjent nie był przecież winny temu, że ktoś inny postanowił wykazać się kreatywnym podejściem do diagnostyki. Niestety będzie musiał być zakłuty ponownie.
  Blackout zdecydowanie nie poprawiał mu humoru. Co prawda szpitalne laboratorium funkcjonowało dzięki awaryjnemu zasilaniu, a najważniejsze urządzenia pozostawały sprawne, ale organizacyjny chaos wystarczająco utrudniał pracę. Nathaniel miał już serdecznie dość tego dnia, mimo że wcale nie zamierzał jeszcze kończyć dyżuru, był mniej więcej w połowie, a później jeszcze musiał jechać na uczelnię.
  Kiedy wreszcie opuścił laboratorium, nadal miał przed oczami nieszczęsne wyniki. Właściwie zamierzał znaleźć kogoś odpowiedzialnego za pobranie i wypomnieć mu jego głupotę, tak, aby nigdy jej już nie powtórzył, ale dostrzegłszy znajomą sylwetkę na korytarzu. Uznał, że najpierw może podzielić się swoim najnowszym odkryciem z kimś, kto przynajmniej zrozumie skalę jego irytacji.
  - Harris. - podszedł do niego z miną tak poważną, jakby zamierzał przekazać informację o wyjątkowo niepokojącym stanie któregoś z pacjentów. Zatrzymał się w niewielkiej odległości, trzymając w dłoni wydruk wyników.
  - Jeszcze jeden anestezjolog, który zleci mi oznaczenia hormonów tarczycy z krwi pobranej już po podaniu znieczulenia, zginie. Mam nadzieję, że to jakiś młodziak, choć i tak powinien być wywalony za tak kardynalny błąd. - nie uśmiechnął się nawet na moment. Właściwie wyglądał tak, jakby właśnie przedstawiał Morganowi całkowicie przemyślaną i niepodlegającą negocjacjom decyzję. Harris znał go jednak na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że była to groźba co najwyżej połowicznie poważna. Przynajmniej dopóki w ręce Thorntona nie trafi strzykawka z insuliną.
  - Czy oni myślą, że się nie zorientuję? - powtórzył, tym razem już nieco głośniej, unosząc wydruk na wysokość klatki piersiowej. Westchnął ciężko, po czym opuścił rękę.
  - Powiedz mi, że przynajmniej tobie dzisiaj udało się przeprowadzić znieczulenie bez obrażania podstaw diagnostyki laboratoryjnej. - dopiero wtedy przyjrzał mu się nieco uważniej, zauważając ślady zmęczenia po zakończonym zabiegu.
  - Widzę, że nie tylko ja mam dziś wesoły dzień. - stwierdził już normalniejszym tonem, chowając wydruk pod pachę. - Poza tym, że najwyraźniej ktoś postanowił sprawdzić, jak długo szpital jest w stanie funkcjonować bez prądu.

Harris L. Morgan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
jakkolwiek
Nadmiernego, szerokopojętego, zbędnego wulgaryzmu
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Harris rozpoznał ten głos, zanim jeszcze zdążył się odwrócić. Po samym tonie mógł się domyślić, że ktoś właśnie wystawił cierpliwość przyjaciela na próbę, a widok wydruku w jego dłoni tylko dopełniał obrazu. Morgan zwolnił kroku i spojrzał na niego z cieniem rozbawienia, którego nie próbował szczególnie ukrywać.

— Cześć również. Mam zacząć szukać ci alibi, czy jest jeszcze szansa, że uda mi się odwieść cię od popełnienia przestępstwa?

Nie musiał znać szczegółów, żeby wiedzieć, że Nathaniel nie rzucał podobnych gróźb bez powodu. Przez lata zdążył poznać jego cierpliwość, ale też tę stronę charakteru, która ujawniała się, kiedy ktoś wykonywał swoją pracę na tyle niedbale, że konsekwencje musieli później naprawiać inni. I były na to dowody w przydomkach, które zdobył. On sam nie przepadał za błędami, jednak Thornton potrafił rozpamiętywać je z zapałem godnym znacznie przyjemniejszych zajęć.

— Krew po znieczuleniu? — Upewnił się, podnosząc wzrok znad wydruku. — Nie pobieraliśmy dzisiaj krwi do oznaczeń hormonalnych, przynajmniej nie na mojej sali. Ale zanim skreślisz jakiegoś rezydenta z listy żywych, sprawdźmy, czy ktoś po prostu nie miał wyjątkowo głupiego pomysłu… Nie żebym nie doceniał twojego zaangażowania. Po prostu nie mam dziś siły pomagać ci ukrywać zwłok.

Po ostatnich godzinach na sali operacyjnej taka rozmowa była mu niemal potrzebna. Podczas zabiegu nie pozwalał sobie na rozproszenie uwagi nawet na kilka sekund; był perfekcjonistą, każdy ruch, parametr i sygnał aparatury wymagały skupienia. Dopiero po przekazaniu pacjenta kolejnemu zespołowi napięcie zaczęło ustępować miejsca zwykłemu zmęczeniu, które teraz czuł w karku i ramionach. Przed nim wciąż pozostawał obchód, ale przynajmniej przez chwilę nie musiał myśleć wyłącznie o obowiązkach. Przy Nathanielu mógł sobie pozwolić na kilka niewymuszonych żartów i narzekanie na świat, który najwyraźniej postanowił im dziś nie odpuszczać.

— A odpowiadając na pytanie: tak, udało mi się znieczulić pacjenta bez osobistego ataku na diagnostykę laboratoryjną… — podjął po chwili, przecierając dłonią kark. — A dzień, powiedzmy, że nie był nudny. Operacja poszła dobrze, pacjent jest stabilny, ale pod sam koniec światła zaczęły mrugać i przeszliśmy na awaryjne.
Na sali nikt nie spanikował, aparatura podtrzymała pracę, a zespół dostosował się do sytuacji. Wszystko skończyło się dobrze, choć obraz przygasających świateł i nagłej zmiany odgłosów urządzeń wciąż pozostawał mu w pamięci. Harris zerknął na sufit, gdzie awaryjne oświetlenie rozlewało bladą poświatę po ścianach.

— Przez moment miałem wrażenie, że ktoś zaraz przyniesie świece. Wiesz, dla klimatu. — Uśmiechnął się pod nosem, ale jego spojrzenie powędrowało ku końcowi korytarza. Brak zwykłego szumu wentylacji był dziwnie wyraźny, podobnie jak cisza po zatrzymanych windach. — Mam tylko nadzieję, że ktoś wie, co robi. Bo jeśli to potrwa dłużej, wszyscy będziemy mieli wyjątkowo paskudny tydzień.
Odepchnął się od ściany i ruszył w stronę oddziału pooperacyjnego. Po kilku krokach obejrzał się na Nate’a, dając mu gestem do zrozumienia, że może iść z nim, jeśli ma ochotę kontynuować opowieść. Harris i tak musiał zajrzeć do swoich pacjentów.



Nathaniel Thornton
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”