ODPOWIEDZ
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

07.



Pierwsze ostrzeżenie przyszło jeszcze na sali operacyjnej.
Światła zamigotały raz, potem drugi, a przez krótką chwilę aparatura wokół nich zdawała się pracować na granicy zawahania. Monitory przy pacjencie nie zgasły, ale zmieniły się dźwięki dochodzące z części urządzeń, a niemal natychmiast potem szpital przełączył się na zasilanie awaryjne. Zrobiło się odrobinę ciszej, jakby ktoś ściszył cały budynek, zostawiając tylko to, co naprawdę musiało działać.
Nikt nie spanikował.
Nie było na to czasu ani szczególnej potrzeby, akumulatory zadziałały dokładnie tak, jak powinny, a zespół był przygotowany na podobny scenariusz. Mimo wszystko ostatnia część operacji nabrała wyraźnie szybszego rytmu. Nie chaotycznego; przeciwnie, każdy po prostu zaczął robić swoje trochę sprawniej. Chirurg ograniczył komentarze do absolutnego minimum, instrumentariuszka niemal bez słów podawała kolejne narzędzia, a Harris jeszcze uważniej obserwował parametry pacjenta.
Nie zamierzali przeciągać zabiegu ani o minutę dłużej, niż było to konieczne.
Kiedy wreszcie mogli zakończyć operację, pacjent był stabilny.
Morgan wyszedł z sali chwilę później, a drzwi zamknęły się za nim z cichym hydraulicznym sykiem. Przez moment stał jeszcze przy ścianie, pozwalając sobie na jeden spokojniejszy oddech. Ostatnie kilkadziesiąt minut wymagało pełnego skupienia, ale teraz napięcie zaczynało powoli schodzić z jego ramion.
– Dobrze poszło – odezwał się chirurg, który wyszedł za nim. Zdjął czepek, przeczesując dłonią włosy, a potem spojrzał w stronę przygaszonego korytarza. — Jak na okoliczności.
Harris zerknął na awaryjne oświetlenie.
– Powiedziałbym, że mogło pójść gorzej.
– To bardzo optymistyczna ocena.
– Pracuję nad sobą.
Chirurg parsknął cicho, zanim spojrzał jeszcze raz w stronę sali.
– Idę przekazać pacjenta. Powiedzmy sobie, że dzisiaj już nie potrzebujemy żadnych dodatkowych atrakcji.
– Podpisuję się pod tym.
Harris ruszył w stronę oddziału pooperacyjnego, poruszając się po znajomych korytarzach z tą swobodą, której nie miał pierwszego dnia pracy. Prawie dwa miesiące wystarczyły, żeby Mount Sinai przestało być miejscem, w którym musiał zastanawiać się, którędy najszybciej dotrzeć na konkretny oddział. Znał już układ budynku, windy, skróty i rytm poszczególnych pięter. Znał twarze pielęgniarek, lekarzy i techników; część z nich zdążyła przyzwyczaić się do jego obecności, a nawet do tego, że jego poczucie humoru pojawiało się zwykle w najmniej potrzebnym momencie.
Dziś jednak szpital wyglądał inaczej.
Awaryjne oświetlenie rzucało blade światło na podłogę i ściany, a część aparatury działała tylko dzięki akumulatorom. Mimo że wszystko, co najważniejsze, nadal funkcjonowało, brak zwykłego szpitalnego szumu był niemal fizycznie odczuwalny. Nie było charakterystycznego buczenia systemów wentylacyjnych, wind, które powinny właśnie przejeżdżać gdzieś za ścianą, ani całej tej masy dźwięków, których normalnie nawet się nie zauważało. Harris nie potrzebował jednak telefonu, żeby domyślić się skali problemu. To, co wydarzyło się na sali, nie wyglądało na zwykłą awarię jednego obwodu. Zwłaszcza że chwilę później najwyraźniej przestała działać również część systemów poza szpitalem.
Dopiero, kiedy jego telefon zawibrował w kieszeni, wyciągnął go i zerknął na ekran. Jedno powiadomienie pojawiło się z opóźnieniem, kolejne nie chciało się załadować. Sieć działała najwyraźniej równie wybiórczo jak reszta miasta. Przetarł twarz dłońmi i już kiedy miał iść w stronę sal, sprawdzić pacjentów, którymi się zajmował, usłyszał swoje nazwisko gdzieś z głębi korytarza.



Thornton
Ostatnio zmieniony pn paź 12, 2026 7:08 pm przez Harris L. Morgan, łącznie zmieniany 1 raz.
34 y/o
For good luck!
198 cm
Profesor / Diagnosta laboratoryjny | Uniw. Toronto / Szpital Mount Sinai
Awatar użytkownika
Does he even have real human emotions? Anger maybe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej, ale piszę męskim jak moja postać xd
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiDokonany
postać
autor

  Gdyby ktoś zapytał Nathaniela, co najbardziej irytowało go w pracy diagnosty laboratoryjnego, prawdopodobnie nie potrafiłby ograniczyć odpowiedzi do jednej rzeczy. Lista była długa, regularnie aktualizowana i, niestety, w znacznej mierze składała się z błędów popełnianych przez innych ludzi. Szczególne miejsce zajmowały na niej próbki pobrane w niewłaściwym momencie, niewłaściwy sposób albo przez kogoś, kto najwyraźniej uznał, że procedury przedanalityczne są jedynie luźną sugestią.
  Siedział przed monitorem, analizując wyniki oznaczeń hormonów tarczycy u jednego z pacjentów. Samo badanie nie było szczególnie skomplikowane. Oznaczenie TSH i wolnych hormonów tarczycy należało do laboratoryjnej codzienności, a jednak uzyskane wartości po raz kolejny wyglądały na tyle podejrzanie, że zanim zdecydował się cokolwiek zatwierdzić, sięgnął do dokumentacji. Sprawdził wcześniejsze wyniki, informacje o pacjencie, godzinę pobrania materiału i przebieg procedur medycznych. Potem sprawdził je jeszcze raz, bo naprawdę chciał wierzyć, że coś przeoczył. Nie przeoczył. Kurwa.
  Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ekran z wyrazem twarzy człowieka, który właśnie stracił resztki wiary w ludzkość (gdyby nie fakt, że już dawno jej nie posiadał, poza malutkimi, tycimi wyjątkami). Nie chodziło nawet o to, że każdy lek stosowany podczas anestezji musiał automatycznie fałszować oznaczenia. Chodziło o fakt, że znieczulenie i związane z nim okoliczności mogły wpływać na wyniki badań hormonalnych, a ktoś po raz kolejny postanowił zignorować moment pobrania materiału. I dziwić się, że powtarzał się jak katarynka. Będzie musiał wypomnieć to Zaylee.
  Oparł się głębiej w fotelu, przetarł twarz dłonią i przez moment rozważał, czy powinien osobiście zadzwonić na oddział. Ostatecznie zdecydował się najpierw odpowiednio oznaczyć problematyczny wynik i odnotować okoliczności pobrania. Pacjent nie był przecież winny temu, że ktoś inny postanowił wykazać się kreatywnym podejściem do diagnostyki. Niestety będzie musiał być zakłuty ponownie.
  Blackout zdecydowanie nie poprawiał mu humoru. Co prawda szpitalne laboratorium funkcjonowało dzięki awaryjnemu zasilaniu, a najważniejsze urządzenia pozostawały sprawne, ale organizacyjny chaos wystarczająco utrudniał pracę. Nathaniel miał już serdecznie dość tego dnia, mimo że wcale nie zamierzał jeszcze kończyć dyżuru, był mniej więcej w połowie, a później jeszcze musiał jechać na uczelnię.
  Kiedy wreszcie opuścił laboratorium, nadal miał przed oczami nieszczęsne wyniki. Właściwie zamierzał znaleźć kogoś odpowiedzialnego za pobranie i wypomnieć mu jego głupotę, tak, aby nigdy jej już nie powtórzył, ale dostrzegłszy znajomą sylwetkę na korytarzu. Uznał, że najpierw może podzielić się swoim najnowszym odkryciem z kimś, kto przynajmniej zrozumie skalę jego irytacji.
  - Harris. - podszedł do niego z miną tak poważną, jakby zamierzał przekazać informację o wyjątkowo niepokojącym stanie któregoś z pacjentów. Zatrzymał się w niewielkiej odległości, trzymając w dłoni wydruk wyników.
  - Jeszcze jeden anestezjolog, który zleci mi oznaczenia hormonów tarczycy z krwi pobranej już po podaniu znieczulenia, zginie. Mam nadzieję, że to jakiś młodziak, choć i tak powinien być wywalony za tak kardynalny błąd. - nie uśmiechnął się nawet na moment. Właściwie wyglądał tak, jakby właśnie przedstawiał Morganowi całkowicie przemyślaną i niepodlegającą negocjacjom decyzję. Harris znał go jednak na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że była to groźba co najwyżej połowicznie poważna. Przynajmniej dopóki w ręce Thorntona nie trafi strzykawka z insuliną.
  - Czy oni myślą, że się nie zorientuję? - powtórzył, tym razem już nieco głośniej, unosząc wydruk na wysokość klatki piersiowej. Westchnął ciężko, po czym opuścił rękę.
  - Powiedz mi, że przynajmniej tobie dzisiaj udało się przeprowadzić znieczulenie bez obrażania podstaw diagnostyki laboratoryjnej. - dopiero wtedy przyjrzał mu się nieco uważniej, zauważając ślady zmęczenia po zakończonym zabiegu.
  - Widzę, że nie tylko ja mam dziś wesoły dzień. - stwierdził już normalniejszym tonem, chowając wydruk pod pachę. - Poza tym, że najwyraźniej ktoś postanowił sprawdzić, jak długo szpital jest w stanie funkcjonować bez prądu.

Harris L. Morgan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
jakkolwiek
Nadmiernego, szerokopojętego, zbędnego wulgaryzmu
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Harris rozpoznał ten głos, zanim jeszcze zdążył się odwrócić. Po samym tonie mógł się domyślić, że ktoś właśnie wystawił cierpliwość przyjaciela na próbę, a widok wydruku w jego dłoni tylko dopełniał obrazu. Morgan zwolnił kroku i spojrzał na niego z cieniem rozbawienia, którego nie próbował szczególnie ukrywać.

— Cześć również. Mam zacząć szukać ci alibi, czy jest jeszcze szansa, że uda mi się odwieść cię od popełnienia przestępstwa?

Nie musiał znać szczegółów, żeby wiedzieć, że Nathaniel nie rzucał podobnych gróźb bez powodu. Przez lata zdążył poznać jego cierpliwość, ale też tę stronę charakteru, która ujawniała się, kiedy ktoś wykonywał swoją pracę na tyle niedbale, że konsekwencje musieli później naprawiać inni. I były na to dowody w przydomkach, które zdobył. On sam nie przepadał za błędami, jednak Thornton potrafił rozpamiętywać je z zapałem godnym znacznie przyjemniejszych zajęć.

— Krew po znieczuleniu? — Upewnił się, podnosząc wzrok znad wydruku. — Nie pobieraliśmy dzisiaj krwi do oznaczeń hormonalnych, przynajmniej nie na mojej sali. Ale zanim skreślisz jakiegoś rezydenta z listy żywych, sprawdźmy, czy ktoś po prostu nie miał wyjątkowo głupiego pomysłu… Nie żebym nie doceniał twojego zaangażowania. Po prostu nie mam dziś siły pomagać ci ukrywać zwłok.

Po ostatnich godzinach na sali operacyjnej taka rozmowa była mu niemal potrzebna. Podczas zabiegu nie pozwalał sobie na rozproszenie uwagi nawet na kilka sekund; był perfekcjonistą, każdy ruch, parametr i sygnał aparatury wymagały skupienia. Dopiero po przekazaniu pacjenta kolejnemu zespołowi napięcie zaczęło ustępować miejsca zwykłemu zmęczeniu, które teraz czuł w karku i ramionach. Przed nim wciąż pozostawał obchód, ale przynajmniej przez chwilę nie musiał myśleć wyłącznie o obowiązkach. Przy Nathanielu mógł sobie pozwolić na kilka niewymuszonych żartów i narzekanie na świat, który najwyraźniej postanowił im dziś nie odpuszczać.

— A odpowiadając na pytanie: tak, udało mi się znieczulić pacjenta bez osobistego ataku na diagnostykę laboratoryjną… — podjął po chwili, przecierając dłonią kark. — A dzień, powiedzmy, że nie był nudny. Operacja poszła dobrze, pacjent jest stabilny, ale pod sam koniec światła zaczęły mrugać i przeszliśmy na awaryjne.
Na sali nikt nie spanikował, aparatura podtrzymała pracę, a zespół dostosował się do sytuacji. Wszystko skończyło się dobrze, choć obraz przygasających świateł i nagłej zmiany odgłosów urządzeń wciąż pozostawał mu w pamięci. Harris zerknął na sufit, gdzie awaryjne oświetlenie rozlewało bladą poświatę po ścianach.

— Przez moment miałem wrażenie, że ktoś zaraz przyniesie świece. Wiesz, dla klimatu. — Uśmiechnął się pod nosem, ale jego spojrzenie powędrowało ku końcowi korytarza. Brak zwykłego szumu wentylacji był dziwnie wyraźny, podobnie jak cisza po zatrzymanych windach. — Mam tylko nadzieję, że ktoś wie, co robi. Bo jeśli to potrwa dłużej, wszyscy będziemy mieli wyjątkowo paskudny tydzień.
Odepchnął się od ściany i ruszył w stronę oddziału pooperacyjnego. Po kilku krokach obejrzał się na Nate’a, dając mu gestem do zrozumienia, że może iść z nim, jeśli ma ochotę kontynuować opowieść. Harris i tak musiał zajrzeć do swoich pacjentów.



Nathaniel Thornton
34 y/o
For good luck!
198 cm
Profesor / Diagnosta laboratoryjny | Uniw. Toronto / Szpital Mount Sinai
Awatar użytkownika
Does he even have real human emotions? Anger maybe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej, ale piszę męskim jak moja postać xd
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiDokonany
postać
autor

Nathaniel spojrzał na przyjaciela z miną człowieka, który właśnie rozważał, czy pomoc w ukryciu zwłok nie byłaby jednak prostszym rozwiązaniem niż dalsza współpraca z niekompetentnymi ludźmi.
- Na razie potrzebuję alibi wyłącznie na wypadek, gdybym stracił cierpliwość. Nie wykluczam jednak, że sytuacja rozwinie się w kierunku, w którym twoje umiejętności okażą się niezbędne. - uniósł wydruk, jakby sam dokument stanowił wystarczający dowód na to, że ludzkość nie zasługiwała na zaufanie. Nie zamierzał jeszcze nikogo skreślać z listy żywych, choć niektórym najwyraźniej zależało na tym, żeby przyspieszyć ten proces. Z drugiej strony Harris miał rację. Zanim Thornton zacznie planować morderstwo, wypadałoby ustalić, kto właściwie postanowił zafundować mu dodatkową pracę.
- Nie chciałbym, żebyś musiał składać zeznania przeciwko własnym ludziom, ale mówiąc szczerze wątpię, że to ktokolwiek od Ciebie. - z ust Natha brzmiało to prawie jak komplement. Opuścił wydruk, choć jego mina wcale nie wskazywała na to, że zamierza odpuścić sprawę. - A jeśli chodzi o twoje zaangażowanie w diagnostykę laboratoryjną, doceniam, że udało ci się powstrzymać przed osobistym atakiem. To już jakiś postęp.
Ruszył za nim w stronę oddziału pooperacyjnego, poprawiając identyfikator przy kieszeni fartucha. Na wzmiankę o mrugających światłach spojrzał odruchowo w stronę sufitu, jakby spodziewał się, że oświetlenie postanowi właśnie zaprezentować im kolejny etap awarii.
- Świece? W szpitalu? - powtórzył z wyraźnym powątpiewaniem. Nigdy nie był dobry w ironię. - Z drugiej strony, jeśli tak dalej pójdzie to pozostanie nam leczyć za pomocą przelewania wosku przez kluczyk. - nie brzmiał, jakby żartował. Zresztą w przypadku Nathaniela granica między żartem a autentycznym przerażeniem cudzą niekompetencją bywała trudna do uchwycenia.
- Problem zacznie się wtedy, kiedy zabraknie paliwa do generatorów albo awaria obejmie systemy, których nie podtrzymują i wcale nie potrzeba do tego dlugiego czasu.- Zamilkł na moment, marszcząc brwi. - Nie wspominając o tym, że połowa ludzi w tym budynku prawdopodobnie nie ma pojęcia, co robić, jeśli sytuacja potrwa dłużej niż piętnaście minut.
Przez chwilę szli w milczeniu, mijając pogrążone w półmroku korytarze. Nathaniel odnotował brak zwykłego szumu urządzeń i odgłosów dobiegających z dalszych części budynku. Nie podobało mu się to. Nie podobała mu się też perspektywa pracy w warunkach, w których nawet podstawowe procedury mogły zostać zakłócone przez coś tak banalnego jak brak prądu.
- Jeśli masz jakieś plany na najbliższe dni, sugeruję je odwołać. Nie wygląda na to, żeby szybko mieli to naprawić. Będziemy mieli okazję spędzić ze sobą znacznie więcej czasu, niż któremukolwiek z nas jest to potrzebne. - nie to, że miał coś przeciwko towarzystwu Harrisa, gdyż bardzo cenił sobie jego osobę, niemniej zbyt długie przebywanie w towarzystwie ludzi zamiast fiolek i bakterii sprawiało, że czuł się co najmniej niekomfortowo, niezależnie od tego kim owi ludzie dla niego byli.

Harris L. Morgan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
jakkolwiek
Nadmiernego, szerokopojętego, zbędnego wulgaryzmu
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zerknął na Nate'a z ukosa, słuchając jego uwag o generatorach, procedurach i ludziach, którzy prawdopodobnie nie mieli pojęcia, co robić w podobnej sytuacji. Trudno było odmówić mu racji, choć Morgan nie miał już szczególnej ochoty na rozważanie wszystkich możliwych scenariuszy. Ostatnie godziny spędził na sali operacyjnej, gdzie nawet krótkie rozproszenie mogło mieć znaczenie, i dopiero teraz zaczynał odczuwać, jak bardzo był zmęczony. Mimo to obecność przyjaciela działała na niego lepiej niż kolejna kawa z automatu.
— Dobrze, że przynajmniej jeden z nas zachował entuzjazm do pracy— mruknął, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Zmęczenie mieszało się u niego ze wspomnieniem z sali, które wciąż było świeże: migające światła, zmiana odgłosów aparatury, zespół, który musiał sprawniej doprowadzić zabieg do końca. Wszystko poszło dobrze, pacjent był stabilny, a jednak odruchowo zaczynał rozważać procedury i myśleć czy kolejna pójdzie podobnie łatwo.
Ale na uwagę Nathaniela o przelewaniu wosku przez kluczyk oderwał się myślami od pracy i parsknął cicho. — Jeśli dojdziesz do tego etapu, daj mi znać. Chciałbym przynajmniej zobaczyć, jak to robisz.
Znał Nathaniela wystarczająco długo, by wiedzieć, że kiedy zaczynał wyliczać wszystkie możliwe konsekwencje czyjejś niekompetencji, najlepiej pozwolić mu najpierw wyrzucić z siebie to, co miał do powiedzenia. Wtrącanie się co kilka sekund raczej nie przyspieszyłoby końca tej opowieści.
Dopiero gdy przyjaciel wspomniał o najbliższych dniach i perspektywie spędzania ze sobą znacznie większej ilości czasu, Morgan obejrzał się na niego z udawanym namysłem.
— Cóż, zawsze mogło trafić ci się gorsze towarzystwo. — Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu ewidentnie mówiąc o sobie, po czym zerknął na drzwi oddziału pooperacyjnego. Czekał go jeszcze obchód, a potem prawdopodobnie kilka kolejnych godzin pracy w przygaszonym szpitalu. Nie miał już energii, by przejmować się wszystkim naraz, ale sprawa Nathaniela nie dawała mu spokoju na tyle, by całkiem ją zignorować.
— A tak poważnie, te wyniki hormonów były aż tak rozjechane, czy bardziej chodzi o sam moment pobrania? — zapytał, przecierając dłonią kark. — Bo jeśli ktoś pobrał krew tuż po znieczuleniu i nikt nie pomyślał, żeby to odnotować, rozumiem, dlaczego musimy komuś przypomnieć, na czym polega jego praca. — Popchnął ramieniem drzwi na oddział pooperacyjny i przepuścił Nate'a przytrzymując je ciężarem ciała. Odruchowo wyciągnął dłonie w stronę dozownika z żelem dezynfekującym zaraz przy wejściu i kiedy wszedł na korytarz puszczając za sobą drzwi, energicznie wtarł żel w dłonie.



Nathaniel Thornton
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”