40 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
172 cm
udzialowczyni większościowa Northbridge Capital Partners
Awatar użytkownika
auctoritas non veritas facit legem.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

raphael valencourt

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
31 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
dyrektor wykonawczy valencourt investment group
Awatar użytkownika
since love and fear can hardly exist together, if we must choose between them, it is far safer to be feared than loved
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki-
typ narracji3rd
czas narracjipast
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dirty little diesel.
40 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
172 cm
udzialowczyni większościowa Northbridge Capital Partners
Awatar użytkownika
auctoritas non veritas facit legem.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

raphael valencourt


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
31 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
dyrektor wykonawczy valencourt investment group
Awatar użytkownika
since love and fear can hardly exist together, if we must choose between them, it is far safer to be feared than loved
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki-
typ narracji3rd
czas narracjipast
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dirty little diesel.
40 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
172 cm
udzialowczyni większościowa Northbridge Capital Partners
Awatar użytkownika
auctoritas non veritas facit legem.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

raphael valencourt


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
31 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
dyrektor wykonawczy valencourt investment group
Awatar użytkownika
since love and fear can hardly exist together, if we must choose between them, it is far safer to be feared than loved
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki-
typ narracji3rd
czas narracjipast
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dirty little diesel.
40 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
172 cm
udzialowczyni większościowa Northbridge Capital Partners
Awatar użytkownika
auctoritas non veritas facit legem.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

raphael valencourt


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
31 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
dyrektor wykonawczy valencourt investment group
Awatar użytkownika
since love and fear can hardly exist together, if we must choose between them, it is far safer to be feared than loved
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki-
typ narracji3rd
czas narracjipast
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dirty little diesel.
40 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
172 cm
udzialowczyni większościowa Northbridge Capital Partners
Awatar użytkownika
auctoritas non veritas facit legem.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

raphael valencourt


Światło latarek przecinało ciemność podłużnymi smugami, nieustannie zmieniającymi kierunek w miarę, jak ochrona próbowała zapanować nad sytuacją. Jeszcze przed kilkoma minutami teatr wypełniały muzyka, stłumiony szmer rozmów i szelest kosztownych tkanin, a teraz przestrzeń, która dotąd służyła za oprawę wieczornego widowiska, zamieniła się w nieprzyjazny labirynt. Zgasły kryształowe żyrandole, zamilkły ekrany, a ciemne rzędy foteli przypominały nieruchome sylwetki widzów, którzy w ostatniej chwili podnieśli się z miejsc i pozostawili za sobą wszystko to, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się istotne. Ochroniarze, rozstawieni wzdłuż przejść i przy wyjściach, kierowali gości ku drzwiom, starając się utrzymać względny porządek, choć coraz trudniej było zapanować nad rosnącym niepokojem.
– Proszę kierować się do głównego wyjścia. Spokojnie, nie ma potrzeby się przepychać – powtarzał jeden z mężczyzn, unosząc latarkę, by oświetlić schody prowadzące do foyer.
Polecenia ginęły jednak w narastającym gwarze. Goście próbowali zrozumieć, co właściwie się wydarzyło, wymieniali między sobą zasłyszane informacje i nerwowo sprawdzali telefony, jakby kolejne próby odblokowania ekranów mogły przywrócić choć część porządku. Na wyświetlaczach nie pojawiały się żadne nowe wiadomości, połączenia nie dochodziły do skutku, a brak zasięgu skutecznie odcinał ich od osób, które powinny czekać na nich przed teatrem. Ktoś uparcie próbował dodzwonić się do kierowcy, inna kobieta ze zniecierpliwieniem powtarzała, że musi poinformować rodzinę o zmianie planów. Wkrótce jednak nawet najbardziej natarczywe próby komunikacji ustępowały miejsca niepokojowi, którego nie dało się już zagłuszyć kolejnym przekleństwem ani pretensją skierowaną do obsługi.
W Toronto zgasło światło i, przynajmniej na tę chwilę, nikt nie potrafił powiedzieć, jak rozległa była awaria ani kiedy sytuacja wróci do normy. Ulice pogrążyły się w ciemności, sygnalizacja świetlna przestała działać, a samochody zatrzymywały się w miejscach, w których ich kierowcy jeszcze chwilę wcześniej spodziewali się płynnego przejazdu. Nie działały sieci komórkowe, a informacje, które docierały do pracowników teatru, były szczątkowe i niejednoznaczne. Zasilanie awaryjne również nie zapewniało oświetlenia, na którym można byłoby polegać, dlatego ochroniarze musieli radzić sobie przy użyciu latarek oraz tego, co pozostawało im pod ręką. Nikt nie miał czasu zastanawiać się nad przyczyną awarii. Najważniejsze było bezpieczne wyprowadzenie wszystkich zgromadzonych.
Najwięcej zamieszania wywoływały osoby, które nie potrafiły pogodzić się z myślą, że wieczór może zakończyć się w ten sposób. W wąskich przejściach pomiędzy rzędami foteli zaczęły tworzyć się zatory. Kobieta w długiej, wieczorowej sukni zahaczyła obcasem o krawędź stopnia i zachwiała się tak gwałtownie, że musiała uchwycić ramienia stojącego obok mężczyzny. Kilka kroków dalej inna, próbując wyminąć grupę zatrzymującą się przy wyjściu, nadepnęła na własny tren i niemal upadła na kolana. Jej gwałtowne szarpnięcie pociągnęło materiał, który na moment owinął się wokół nóg, utrudniając odzyskanie równowagi.
– Proszę uważać na stopnie! – zawołał ochroniarz, ruszając w jej stronę.
Mężczyzna pomógł kobiecie stanąć pewniej, po czym od razu skierował ją ku wyjściu, nie pozwalając, by zatrzymała się w przejściu. Wokół rozlegały się nerwowe westchnienia, przekleństwa i przytłumione okrzyki. Kolejne osoby próbowały wyminąć się w półmroku, nie zawsze zwracając uwagę na tych, którzy poruszali się wolniej. Drogie obuwie, sztywne marynarki i suknie, które jeszcze niedawno prezentowały się nienagannie w świetle teatralnych lamp, teraz utrudniały poruszanie się po schodach. Elegancja ustępowała pośpiechowi, a przywilej nie chronił przed potknięciem, kiedy człowiek nie widział stopnia znajdującego się tuż pod jego stopami.
Przy głównym wyjściu zgromadziła się już grupa pracowników, którzy pomagali kierować gości na zewnątrz. Światła reflektorów przesuwały się po fasadach budynków i twarzach ludzi stojących na chodnikach, lecz nie wystarczały, by rozproszyć niepokój. Gdzieś w oddali rozległ się przeciągły dźwięk klaksonu, po którym nastąpiło kilka kolejnych, coraz bardziej natarczywych. Na skrzyżowaniu ktoś próbował kierować ruchem, wymachując rękami w stronę samochodów, ale brak sygnalizacji i dezorientacja kierowców szybko zamieniały jego wysiłki w bezsilną improwizację. Kilka osób przystanęło przy krawężniku, unosząc telefony ku górze, jakby w ten sposób mogły wyłapać choćby skrawek zasięgu.
Ochrona teatru nie miała ani możliwości, ani uprawnień, by wyjaśnić, co stało się z całym miastem. Mogła jedynie dopilnować, żeby ewakuacja przebiegła bez wypadków, a wszyscy, którzy znajdowali się w budynku, bezpiecznie go opuścili. Z każdą kolejną minutą ruch przy wyjściu słabł. Ostatni goście mijali pracowników w coraz mniejszych grupach, niektórzy wciąż oglądając się za siebie, jakby w ciemnym wnętrzu teatru pozostała odpowiedź na pytanie, które nie pozwalało im się uspokoić. Inni odchodzili w pośpiechu, z telefonami przyciśniętymi do uszu, choć próby nawiązania połączenia nie przynosiły żadnego rezultatu.
Zostawał po nich zapach perfum, porzucony program wieczoru, pojedynczy szal na oparciu fotela i niedopity kieliszek, którego zawartość połyskiwała w świetle latarki. Teatr, jeszcze niedawno pełen ruchu i gwaru, powoli odzyskiwał ciszę, ale nie była to cisza właściwa pustym salom po zakończonym przedstawieniu. Miała w sobie coś obcego, niemal złowrogiego, jakby wraz z elektrycznością budynek stracił również część swojej zwyczajnej, uspokajającej obecności.
Dopiero gdy ostatnia grupa opuściła foyer, dowodzący ochroną zebrał kilku podwładnych w pobliżu wejścia na zaplecze. Snop światła z jego latarki przesunął się po ich twarzach, zatrzymując na mężczyźnie trzymającym przy ustach radiotelefon. Polecenia wydano krótko. Należało sprawdzić główną salę, garderoby, pomieszczenia techniczne, boczne korytarze i toalety. Nikt nie mógł zagwarantować, że w trakcie zamieszania wszyscy zdążyli opuścić budynek. Ktoś mógł zostać w środku z powodu nieuwagi, źle zrozumieć polecenie albo zasłabnąć w pomieszczeniu, do którego nie docierało światło.
– Sprawdzamy wszystko, bez wyjątków. Każde pomieszczenie ma zostać odhaczone na liście – zarządził przełożony.
Ochroniarze ruszyli w różnych kierunkach, a ich latarki zaczęły przesuwać się po ścianach, framugach i zamkniętych drzwiach. Zasilane bateryjnie radiotelefony wciąż pozwalały na komunikację wewnętrzną, choć trzaski i zakłócenia utrudniały czasem zrozumienie pojedynczych słów. Kolejne meldunki były krótkie i rzeczowe. Puste garderoby, wolne toalety, brak gości w pomieszczeniach technicznych. Każde potwierdzenie przybliżało ich do zakończenia kontroli, a jednocześnie odbierało kolejne możliwe wyjaśnienia dla przedłużającej się nieobecności kogokolwiek, kto mógł jeszcze pozostawać w środku.
Właśnie wtedy jeden z ochroniarzy, stojący przy bocznym wejściu na zaplecze, podniósł gwałtownie głowę. Przez chwilę nasłuchiwał, marszcząc brwi, po czym zwrócił się dyskretnie w stronę przełożonego.
– Mówią, że wciąż nie ma Raphaela Valencourta.
Przełożony od razu wyciągnął rękę po listę gości i przesunął wzrokiem po nazwiskach. Przez moment wyglądał, jakby chciał upewnić się, że chodzi o tę samą osobę, o której myślał. Nazwisko Valencourt nie należało do tych, które można było zignorować, licząc na to, że rano wszystko samo się wyjaśni. Wystarczyło spojrzeć na listę, by zrozumieć, dlaczego jego brak natychmiast zwrócił uwagę. To nie był przypadkowy uczestnik wieczoru, którego nieobecność można było wyjaśnić wyjściem bocznym albo pośpiesznym opuszczeniem teatru. Nikt nie potrafił potwierdzić, kiedy widziano go po raz ostatni, ani czy w ogóle opuścił salę.
– Sprawdźcie, czy wyszedł z inną grupą. Reszta niech kontynuuje przeszukiwanie budynku – polecił przełożony, unosząc radiotelefon. – Potrzebuję kogoś na górze. Niech sprawdzi oba segmenty schodów i wszystkie pomieszczenia na piętrze.
Odpowiedź przyszła po krótkiej chwili, przerywana trzaskami urządzenia. Jeden z ochroniarzy znajdował się właśnie w pobliżu dolnego podestu. Przyjął polecenie i ruszył w głąb budynku, poprawiając przy pasku latarkę. Zniknęła z jego twarzy resztka swobody, która wcześniej towarzyszyła rutynowej pracy. Nie musiał znać wszystkich powodów, dla których odnalezienie tego konkretnego gościa stało się nagle priorytetem. Wystarczyło, że wiedział, iż nie może wrócić z pustymi rękami.
Najpierw przeszedł przez boczny korytarz, omiatając latarką zamknięte drzwi, wnęki i pozostawione pod ścianą sprzęty. Snop światła przesuwał się po tabliczkach, klamkach i fragmentach wyblakłej tapety, wydobywając z ciemności przedmioty, które w dzień nie przyciągałyby nawet odrobiny uwagi. Gdzieś w głębi budynku coś głucho stuknęło, a ochroniarz odruchowo skierował tam światło. Zatrzymał się, nasłuchując, ale cisza nie przyniosła żadnej odpowiedzi. Z radiotelefonu dobiegł kolejny trzask, a potem urwany meldunek o zakończonym sprawdzaniu niższych kondygnacji.
Dopiero wtedy skierował się ku schodom.
Pierwszy stopień ustąpił pod ciężarem jego wypolerowanego, czarnego buta z głuchym odgłosem, który w pustym wnętrzu zabrzmiał znacznie donośniej, niż powinien. Potem pojawił się następny, a za nim kolejny. Mężczyzna wspinał się powoli, nie dlatego, że brakowało mu pośpiechu, lecz dlatego, że w ciemności każdy zakręt i każde załamanie korytarza wymagały sprawdzenia. Trzymał latarkę przed sobą, kierując snop światła najpierw na stopnie, potem na poręcz, a następnie na górny podest. Jego druga dłoń spoczywała blisko radiotelefonu, gotowa odpowiedzieć na wezwanie albo przekazać informację o odnalezieniu zaginionego gościa.
Na pierwszym podeście zatrzymał się na krótko. Światło przesunęło się po ścianie, przecięło fragment ozdobnej sztukaterii i spłynęło po drzwiach prowadzących do kolejnej części zaplecza. Wszystko pozostawało nieruchome. Nie słyszał rozmów, kroków ani szelestu przesuwanych krzeseł. Z każdą chwilą coraz wyraźniej docierało do niego, jak bardzo teatr zmienił się w ciągu ostatnich kilkunastu minut. Zniknęły muzyka i ludzki gwar, głosy prowadzących, szmer widowni i przytłumione rozmowy zza kulis. Została ogromna, pustoszejąca przestrzeń, w której nawet najdrobniejszy dźwięk nabierał nieproporcjonalnej siły.
Podjął wspinaczkę na kolejny segment schodów. Odgłos jego kroków powracał echem, głuchy i miarowy, mieszając się z ciszą tak gęstą, że niemal namacalną. Czarne, eleganckie buty kolejno pojawiały się w wąskim kręgu światła, znikały poza nim i znów uderzały o drewniane stopnie. Gdzieś wyżej korytarz skręcał, odsłaniając dalszą część budynku, ale latarka nie sięgała wystarczająco daleko, by od razu rozpoznać wszystko, co znajdowało się na jego końcu. Ochroniarz zwolnił, przesunął światłem po ścianie i ruszył dalej, nieświadomy, że w jednej z zamkniętych przestrzeni tego piętra wciąż znajdował się ktoś, kogo nazwisko właśnie uruchomiło poszukiwania.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


ochroniarz


Fin.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”