ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
169 cm
prawie trophy wife aka kura domowa
Awatar użytkownika
there is nothing that i wouldn't do for you 'cause you got inside my head; oh, but when you're gone, oh baby, all the lights go out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

4

the first time i ever saw you you had that far away look in your eyes

{ outfit }
Tranzac Club wygląda tak, jak dwa lata temu. Kafelkowa podłoga (beżowa, prosta do stopnia, który można by uznać za tandetny) stuka pod butami Hattie, kiedy nieśmiało wchodzi do środka i przystaje w progu, aby rozejrzeć się dookoła. Jest zbyt wcześnie, aby działo się tu cokolwiek ciekawego. Ustawione w paru równych rzędach, plastikowe krzesła są puste. Czerwone kotary na scenie – zaciągnięte. Żołte światło rzucane przez trzy pojedyncze lampy ledowe rozprostowuje się na podłodze, wciska się w białe fugi. Gdzieś z głębi klubu dobiega jakaś przygaszona muzyka, ale zaraz przerywa ją krzykliwa reklama i tym samym okazuje się, że to żadna skrupulatnie ułożona playlista. Tylko radio.
Hattie Ackworth wycofuje się z głównej sali klubu i powraca na pusty korytarz. Dookoła niej nie ma ani jednej żywej duszy, bo poniedziałkowe popołudnie nie jest odpowiednią porą na żadne wydarzenie artystyczne. Kto przyszedłby na koncert, spektakl, wykład literacki, prezentację filmu czy chociażby stand-up w poniedziałek o godzinie szesnastej trzydzieści; w porze, w której większość ludzi pracuje, a Tranzac Club nie jest nawet oficjalnie otwarty? To, że bez większego zawstydzenia popycha główne drzwi i wchodzi do środka na długo przed osiemnastą jest tylko wypadkową informacji, które Hattie zbierała na temat tego miejsca przez sześć miesięcy; detali zapamiętywanych podczas pełnienia roli barmanki, wsłuchiwania się w odgłosy dochodzące ze sceny i jednoczesnego marzenia, aby ktoś dostrzegł w niej kogoś więcej niż dziewczynę, która serwuje miłośnikom sztuki kawę i wino.
Chociaż jej życzenie wreszcie się spełniło (częściowo, ale jednak), mimo wszystko znów tu jest. Niepewna, zagryzająca dolną wargę, rozglądająca się po wnętrzu klubu z zaciekawieniem, a jednocześnie stojąca tak blisko drzwi, że gdyby postanowiła wyjść tu i teraz, przerażona własną śmiałością, nikt nie byłby w stanie tego zauważyć.
Bierze cichy wdech. Nie powinno jej tu być. Nie tylko dlatego, że nie ma tutaj żadnego interesu; głównie z powodu lojalności do Jamesa. Do życia, które razem tworzą (i które wybrała). Z jakiegoś powodu uważa, że powrót tutaj jest równoznaczny ze zdradą i, co najgorsze, wie, że James też by tak to odebrał. Nieważne, że Hattie niczego nie planuje. W jej nowym życiu ciekawość też jest niewiernością.
Waha się. Zastanawia. Waży wszystkie za i przeciw. Próbuje dokonać wyboru, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że rozsądniej i mniej ryzykownie byłoby zająć się tym przed przekroczeniem progu klubu. Może właśnie dlatego mimo wszystko tego nie zrobiła; bo chociaż jest już o dwa lata starsza niż wtedy, gdy pracowała w Tranzac, wciąż ma ten sam problem z podejmowaniem decyzji i najchętniej oddałaby je wszystkie komuś innemu.
Pojawienie się na korytarzu drugiego człowieka jest zapowiedziane przez stukot butów i szelest ubrań. Hattie mogłaby więc bez trudu go uniknąć, a jednak pozostaje na swoim miejscu. Kiedy na korytarzu pojawia się znajoma postać, serce Ackworth podskakuje. Podejrzewała, że jeśli już na kogoś tu wpadnie, rzekomym kimś będzie właśnie Ophelia. Mimo to, jej widok wciąż jest zaskakujący. Wygląda bowiem, jakby w ogóle się nie zmieniła, podczas gdy Hattie ma wrażenie, że w niej samej nie ma już nic z dziewczyny, która dwa lata wcześniej przychodziła tu niemal codziennie.
– Wiem, że jeszcze jest zamknięte – uprzedza zanim Ophelia ma szansę cokolwiek powiedzieć. – Przyszłam tylko zerknąć – dodaje od razu, zastanawiając się, czy Attwood w ogóle ją pamięta. Codziennie przez Tranzac przewija się mnóstwo ludzi. Na pewno wiele z nich pojawia się tutaj często, przez co stają się bardziej rozpoznawalni, ale dużo jest też twarzy widmo; bezimiennych i takich, które kojarzy się tylko z widzenia. Hattie, przekonana o swojej przezroczystości, zastanawia się, czy jest dla Ophelii właśnie jedną z nich.

Ophelia Attwood
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
36 y/o
spin that record, babe
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I could play the doctor
I can cure your disease
If you were a sinner
I could make you believe
Lay you down like one, two, three
Eyes roll back in ecstasy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od dawna Tranzac działało jak trzeba. Nie potrzebne były mu żadne dodatkowe udogodnienia lub remonty. To wiązałoby się tylko z zamknięciem lokalu na czas renowacji, co przełożyłoby się na dodatkowe straty. Póki zatem wszystko działało jak trzeba, a goście nie narzekali na estetykę to wszystko mogło pozostać takie, jakie było. Na wszystko po prostu przychodził czas.
Krzątała się po lokalu, który wciąż by zamknięty. Jak po każdym weekendzie, który był najbardziej ruchliwą i dochodową częścią tygodnia. Musiała się upewnić czy na pewno wszystko znajduje się na swoim miejscu. Barmani nie skarżyli się dotychczas na braku w zaopatrzeniu, ale i tak wolała sprawdzić samodzielnie, aby mieć na to czas i zaplanować kolejną dostawę z zaprzyjaźnionym hurtownikiem. W tle leciała jakaś z przypadkowych stacji radiowych, która serwowała garść newsów w przerwach od najnowszych hitów. Brzmiało to idealnie.
Nawet nie była świadoma tego, że w międzyczasie ktoś zaczął się kręcić po zamkniętym lokalu. Raczej nikogo nie interesował zamknięty klub. Zresztą Ophelia na pewno by zauważyła, gdyby tylko ktoś próbował się dobrać do kasy, która nie była tak prosta do obrabowania. Nie wspominając o tym, że znajdowała się w pobliżu samej managerki.
Z pewnością nie spodziewała się tego, że wpadnie na kogoś ze swojej przeszłości. W końcu była to niezapowiedziana wizyta, a Hattie nie widziała od… Kiedy właściwie ostatnio się widziały? Nie potrafiła sobie przypomnieć, ale z pewnością było to dawno. Dobrze jednak wspominała ten czas, który wspólnie spędziły. W końcu miała przy sobie kogoś z ogromną pasją i optymizmem świecącym w oczach. Ta nadzieja na wielką karierę była odurzająca, a Attwood życzyła tej dziewczynie jak najlepiej.
Kolejny punkt na jej liście zadań został odhaczony i miała już przejść do kolejnego, gdy przechodząc się korytarzem natrafiła na niespodziewanego gościa. Nie była jedną z tych, którzy mogliby się oburzyć na taki scenariusz. Zamiast tego jej usta rozciągnęły się w wesołym uśmiechu, gdy tylko rozpoznała intruza.
— Hattie — wypowiedziała jej imię równie miękko jak zwykła to robić kiedyś. — Możesz zerkać do woli. Co u ciebie?
Podeszła bliżej i odruchowo naruszyła jej przestrzeń, aby móc ją uściskać w ramach powitania, jeśli tylko Ackworth jej na to pozwoli. Ophelia była kobietą, która witała swoich byłych z otwartymi ramionami. O ile nie okazali się w czasie zerwania skończonymi szujami. Hattie jednak za nim nie mogłaby znaleźć się w tej kategorii i właśnie dlatego zasłużyła na ciepły uśmiech oraz krótkie objęcie.

hattie ackworth
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
For good luck!
169 cm
prawie trophy wife aka kura domowa
Awatar użytkownika
there is nothing that i wouldn't do for you 'cause you got inside my head; oh, but when you're gone, oh baby, all the lights go out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Spodziewa się, że Ophelia będzie na nią zła, a jeśli nie zła to chociaż rozbawiona, bo czyż widok Hattie w miejscu, z którego niegdyś miała nadzieję się wybić, i z którego uciekła, aby przyspieszyć swój prawdziwy start w karierę za sprawą niedawno rozwiedzionego reżysera filmowego, nie jest ironiczny? Mimo zapewnienia, że tylko zerka, jej obecność w Tranzac jest dość wymowna. Oczywiście mogła zajrzeć tu w drodze do studia jogi, które odwiedza tylko dla pozorów (jakimś cudem oddychanie i panowanie nad swoim ciałem, które przynosi ukojenie innym ludziom, ją doprowadza na skraj irytacji) albo po krótkiej wizycie w Kitten and the Bear, tak aby po raz trzeci upewnić się, że wszystkie szczegóły dotyczące zamówionego przez nią tortu ślubnego zostały zapisane poprawnie i przyjęte do wiadomości. Wymówek jest tak wiele, że w przypadku nieoczekiwanego pytania, na pewno wpadłaby na którąś z nich. Prawda jednak wygląda prosto – Hattie jest tutaj, bo ciekawi ją, jak wiele się zmieniło, bo dręczy ją myśl o straconej szansie i bo może nie do końca jest z Jamesem tak bardzo szczęśliwa, jak chciałaby być.
Ophelia nie tyle nie wydaje się zła, co wręcz uśmiecha się na jej widok; mina, w której nie znajduje się ani odrobina sarkazmu. Henrietta spuszcza wzrok na swoje nogi i przestępuje z nogi na nogę. Nagle czuje się tak strasznie głupio. Kiedy kończyła pracę w Tranzac, obiecała, że zadzwoni, ale minęły dwa lata i ani razu nie wykręciła numeru Ophelii.
Mimo to, Attwood przyjmuje ją z otwartymi ramionami. Dosłownie. Hattie na moment zapada się w jej ciele, pozwala sobie sprawdzić, jak pachnie. Jej woń okazuje się inna od tej, którą pamięta, ale w jakiś sposób przyjemniejsza niż zapach, który na co dzień otacza Jamesa. Henrietta nie strofuje samej siebie za ten wniosek. Dopóki nie opuszcza granic jej głowy, wszystko znajduje się na swoim miejscu.
Wypuszcza Ophelię z objęć, a później, gdy już stoją naprzeciwko siebie, zaciska dłonie na pasku od torebki, nie wiedząc co innego mogłaby z nimi zrobić.
– Nic nowego – mówi bez namysłu. Od razu po wypowiedzeniu tych słów zdaje sobie sprawę z tego, że to nie do końca prawda. Bierze przecież ślub. I to nie z byle kim, lecz z Jamesem Norwoodem – jednym z najsłynniejszych kanadyjskich reżyserów. Przynajmniej w jego mniemaniu. – Zgłosiłam się na casting do Prophetess, ale... wyszło tak, jak można by się tego spodziewać – stara się nadać swojemu głosowi żartobliwego tonu, co wcale nie jest łatwe i być może wychodzi jej okropnie żałośnie. – A u ciebie? – pyta, nagle odrywając wzrok od znajomej twarzy. Omiata nim ciasny korytarz, na którym stoją, po czym kiwa głową, sama do siebie. – Coś się tu zmieniło? – Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że nie, ale takt nie pozwala Hattie na wypowiedzenie tak bezczelnego wniosku na głos. Zresztą jest już na tyle dojrzała, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż niektóre zmiany trudno dostrzec gołym okiem.

Ophelia Attwood
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
36 y/o
spin that record, babe
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I could play the doctor
I can cure your disease
If you were a sinner
I could make you believe
Lay you down like one, two, three
Eyes roll back in ecstasy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie miała powodów, aby być na nią złą. Minęło sporo czasu odkąd się widziały. Może właśnie dlatego niektórzy mogliby żywić do Hattie mieszankę negatywnych uczuć: złości, rozczarowania, żalu… Kiedyś znaczyły dla siebie naprawdę wiele. Obiecała, że to nie będzie koniec i nawet jeśli w ten czy inny sposób się rozstaną to nie będzie to oznaczało definitywnego końca ich znajomości. Nie odezwała się jednak od tego czasu ani słowem. Coś takiego mogło zaboleć, ale Ophelia starała się skupiać na tych bardziej pozytywnych aspektach: łączyło je coś pięknego, przeżyły ze sobą wiele cudownych chwil, a potem wszystko się skończyło. Tak po prostu. Taka była kolej życia, a teraz miała przed sobą dawną kochankę, dziewczynę, czy jakkolwiek inaczej mogłaby ją nazwać, która starała się zachowywać jakby zupełnie nic się między nie stało. To miało wyglądać jak przypadkowa wizyta towarzyska, ale coś głęboko zakorzenione w Attwood podpowiadało jej, że nie o to chodziło. Nie umiała jednak w żaden sposób odczytać dlaczego właściwie blondynka do niej przyszła, ani dlaczego zrobiła to akurat teraz.
To jednak nie miało znaczenia. Była gotowa przyjąć ją w podwoje swojego wciąż zamkniętego klubu i nie traktować jako obcej czy wroga. Ackworth na to nie zasłużyła. Nie była winna tego, że odeszła, bo chciała realizować swoje ambicje i pasje. Robiła dokładnie to, czego Lia nie była w stanie zrobić w przeszłości. Wybrała zamiast tego bezpieczne studia, które miały jej zapewnić dobry start w przyszłość i stabilność ponad to, co naprawdę ją interesowało. Powinna podziwiać Hattie i wspierać ją. Właśnie tak spoglądała na to wszystko.
Poczuła jak dziewczyna w znajomy sposób zapada się w jej ramionach. Objęła ją jeszcze szczelniej, przyciskając bliżej do swojego ciała, stwierdziwszy, że chyba naprawdę blondynka musiała tego potrzebować. Nawet nie wiedziała, jak długo tak trwały. Na pewno wystarczająco, aby Henrietta mogła w jakiś sposób uziemić się w jej obecności i poczuć na nowo pewnie. Chociaż to chyba nie do końca wyszło.
— Na pewno jednak coś nowego się wydarzyło — rzuciła z lekkim uśmiechem, starając się ją zachęcić do tego, aby otworzyła się na nią chociaż w nikłym stopniu. — Niech zgadnę… Postanowili postawić na kogoś znajomego zamiast na młodą, piękną i zdolną?
Wyczuwała tę dziwną nerwowość, która była zakorzeniona w Hattie. Attwood nie znosiła podobnych uczuć. Nie potrafiła ich zignorować i udawać, że nie istnieją. Nie miała pojęcia czy to ona była źródłem tego wszystkiego, tak jak wizyta na starych śmieciach, ale coś jej podpowiadało, że musiał istnieć ku temu jakiś powód. Ludzie raczej z reguły nie wracają do dawnych osób i miejsc, jeśli nie dostają ku temu jakiegoś impulsu.
— U mnie wszystko w porządku. Głównie praca, dom, jakieś drobne randki czy wypady ze znajomymi — streściła pokrótce. — Głównie zmienił się personel. Poza drobnymi naprawami raczej nic nie zmienialiśmy w klubie.
Co najwyżej Hattie mogła dostrzec jakieś drpbiazgi w wystroju wnętrza, ale większość wyglądała mniej więcej tak samo jak przed dwoma laty, gdy jeszcze pracowały razem.
— Chodź — rzuciła jeszcze łagodnie, kładąc dłoń w dole jej pleców. — Napijemy się czegoś i pogadamy, jak masz chwilę.
Mogła jej zmontować jakiegoś drinka (także w wersji bezalkoholowej) lub zaparzyć coś ciepłego. Czuła, że Ackworth może tego potrzebować, a Ophelia mogła jej zaoferować swoje towarzystwo i ewentualne wsparcie.

hattie ackworth
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Tranzac Club”