ODPOWIEDZ
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na co dzień Erika raczej nie interesowała się szczególnie tym, co działo się na mieście, ale czegoś takiego jak ucieczka zwierząt z pobliskiego zoo to nawet ona nie mogła przeoczyć. W końcu newsy na ten temat znajdowały się praktycznie wszędzie. Facebook, twitter, tiktok, instagram... Wszędzie pojawiały się posty na ten temat, bo mimo wszystko było to wydarzenie jakim żyło sporo osób. Lindberg jednak nie przypuszczała, że sama również stanie się częścią tej historii.
To miało być zwyczajne wyjście. Pogoda dalej sprzyjała, chociaż był już wrzesień, który przynosił już powoli ochłodzenie. Należało zatem korzystać z odpoczynku na świeżym powietrzu póki jeszcze było to w ogóle możliwe.
Znajdowała się właśnie w jednym z pobliskich parków, w którym zatrzymała się po powrocie z mieszkania swojego znajomego. Postanowiła kupić sobie lody w jednej ze stojących tam budek i usiąść na ławce w pobliżu chwilowo pustego placu zabaw.
Nie spieszyło jej się nigdzie. Przejrzała garść powiadomień oraz wiadomości, które jej znajomi wrzucali na wyjątkowo żywy groupchat i nawet nie zauważyła tego, kiedy podkradł się do niej pewien jegomość, który zszedł z drzewa i przysiadł na oparciu ławki tuż za nią. Dopiero w momencie, gdy jego ręka znalazła się na jej ramieniu, Lindberg odwróciła głowę i spojrzała wprost w małpi pyszczek sympatycznego gibona.
Zdecydowanie nie spodziewała się takiego widoku. Na chwilę zamarła, a następnie wzdrygnęła się na tyle mocno, że trzymany w dłoni rożek z resztkami czekoladowej gałki wypadł jej z ręki i upadł wprost na buty przechodzącego w pobliżu jegomościa, który musiał być zajęty swoimi sprawami.
- O, kurwa jasna... - wykrztusiła, a jej spojrzenie wędrowało od sympatycznego gibona do nieszczęsnego przechodnia.
Przez moment zastanawiała się czy przejść do automatycznych przeprosin czy może... Nie no, ta sytuacja była zdecydowanie zbyt absurdalna i nie mogła uwierzyć, że działo się to rzeczywiście.
- Przepraszam, też go widzisz czy może za bardzo się ujarałam? - zapytała, wskazując na małpę, która siedziała wciąż tuż obok niej i wydawała się być równie skołowana tą sytuacją, co sama Erika.
Jeśli naprawdę nie była realna to... Zapewne nie powinna wypalać zioła z tym jednym konkretnym przyjacielem.



Diego Sullivan
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ucieczka z zoo, chyba całe miasto tym obecnie żyło, Diego raczej przyjął to ze spokojem a nawet i uśmiechem. Chciałby na ulicy spotkać takiego lwa, nawet gdy zapewne byłby przestraszony gdyby takie zwierze nagle pojawiło się przed nim i stanął z nim twarzą w twarz, ale zwierzęta wychowane w zoo nie mogą być krwiożercze, prawda? Miały na co dzień kontakt z człowiekiem i Sullivan wierzył, że były w pewnym sensie oswojone. Chciałby mieć takie zdjęcie z lwem na swoim instagramie, z pewnością by zrobiło furorę, a Diego raczej słynął z lekceważącego podejścia do takich spraw no i uwielbiał robić wokół siebie szum.
Takim już był człowiekiem, nie było nic w tym nadzwyczajnego, w sposobie jego bycia, miał wszystko czego pragnął dzięki pieniądzom ojca i zapewne przyjdzie taki moment w życiu gdy ten go odetnie a wtedy nie będzie wiedział co ze sobą zrobić.
Uroki rozpieszczonego synalka.
Dzisiaj nie planował żadnych spontanicznych wycieczek, a jego ojciec od rana truł mu głowę, że powinien zająć się poważnymi sprawami, miał też narzeczoną, tylko w tym przypadku nie była ani trochę jego wybranką, wszystko zaaranżował ojciec, który zawsze mówił, że chce dla niego jak najlepiej.
Chyba dopiero uwolni się od niego w momencie gdy ten trafi do grobu i chcąc czy nie chcąc będzie musiał przejąć rodzinny biznes, tylko że tak naprawdę to ani trochę tego nie chciał dla siebie.
Marzył o podróżach, o poznawaniu innych kultur, o zwiedzaniu miejsc tych dzikich i tych mniej, tylko że chciałby to robić z kimś.

Zapatrzony w telefon nie za bardzo patrzył gdzie idzie, ale skierował swoje kroki w stronę parku, uśmiechając się lekko do ekranu gdzie oglądał jak ktoś na instagramie na rolce relacjonował swoje spotkanie z dzikim zwierzęciem w Toronto, od ucieczki z zoo on nie widział żadnego stworzenia, a podobno na ulicach było ich pełno.
Z tego transu obudziły go najpierw słowa jakiejś dziewczyny, a dopiero potem plask loda, który wylądował na czubku jego buta, uniósł lekko głowę znad telefonu, żeby skierować spojrzenie w jej stronę, najpierw na nią a potem powoli przesuneło się na siedzącego gibona na oparciu, który z zaciekawieniem przyglądał się jemu jak i jej.
— Yy.. wszystko z Tobą w porządku też go widzę — kącik jego ust lekko drgnął na te słowa, gdy skierował telefon w stronę dziewczyny włączając aparat, cyknął fotkę zwierzęcia za jej plecami.
— No chyba, że paliliśmy to same zioło, ale szansa jest raczej marna, co nie? — teraz uśmiechnął się szerzej w jej stronę, powoli zbliżając się do ławki, żeby nie przestraszyć zwierzęcia i przysiadł na jej brzegu.

Erika Lindberg
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Toronto było ogromnym miastem, w którym działo się naprawdę sporo rzeczy, ale coś takiego, co mogłoby poruszyć każdym mieszkańcem zdarzało się wyjątkowo rzadko. Zwłaszcza, że dziesiątki różnych zwierząt rozlazły się po całym mieście. Kto wie kiedy właściwie uda im się je wszystkie wyłapać i zadbać o to, aby nie zagrażały ludziom. Może nawet ten występek by odbił się na lokalnej florze i faunie? Co jeśli jakieś inwazyjne gatunki zaczną się tu rozmnażać? Na razie jednak Lindberg starała się nie panikować, bo nie było, co się nad tym zastanawiać. Choć sytuacja z łosiem sprzed niemalże roku pokazała, że władze sobie kiepsko radzą z takim zwierzęcym kryzysem, więc może odrobina zmartwienia była wskazana?
Na razie jednak Erika wydawała się być wolna od trosk, a twarz pozostawała myślą nieskalana, gdy tak krążyła po metropolii. Choć mogło się to zmienić w każdym momencie. Zwłaszcza, gdyby natknęła się na jakieś z mniej przyjaznych człowiekowi zwierząt. W końcu wolała nie skończyć w gazetach jako posiłek jakiegoś lwa czy pumy. W dodatku jeszcze zapewne jej koledzy z pracy musieliby to jakoś opisać i redagować… Wykluczone.
Może wszechświat postanowił jej sprawić jakiegoś psikusa przez to, że podstawił jej gibona? Sama nie miała pojęcia, ale zdecydowanie natknięcie się na takiego gościa sprawiło, że zrobiła się nieco bardziej nerwowa. A mogła to rozegrać bardziej na spokojnie. Jak w tej scenie z Indiany Jonesa i Świątyni Zagłady, gdy Willie była zaczepiana przez słonia, a potem okazało się, że na jej ramieniu wylądował wąż. No, ale już miała swój moment paniki, a ofiarą poboczną stał się but pewnego przechodnia.
- Okay, skoro też go widzisz to ze mną wszystko w porządku - powiedziała i chociaż na chwilę mogła odetchnąć.
Małpa dalej siedziała gdzieś tam na ławce i zdawała się wręcz z niej drwić, ale nie zachowywała się w żaden sposób agresywnie ani nie wzbudzała jakichkolwiek podejrzeń Lindberg. Może nawet mogłaby się z nią zaprzyjaźnić? Chociaż to pewnie byłaby już przesada.
- Jeszcze raz wybacz. Zaskoczył mnie i nie myślałam… - zaczęła nawet grzebać w torbie, którą miała przewieszoną przez ramię i w końcu wyciągnęła z niej opakowanie chusteczek nawilżających. - Mogę?
Czy właśnie była gotowa uklęknąć przed totalnie obcym facetem w parku, żeby umyć mu but? Jasne, że tak. W końcu to ona odpowiadała na to, że zabrudzenie powstało.
- W ogóle… Powinniśmy gdzieś zgłosić tego małpiaka czy coś? - mruknęła jeszcze w kierunku chłopaka, obserwując jak siedzący na oparciu ławki gibon z zainteresowaniem przygląda się ich dwójce.
Nie miała pojęcia, co powinna zrobić, ale może nowy towarzysz będzie lepiej wiedział? Przynajmniej na to liczyła w tej chwili.

Diego Sullivan
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Osobę, która nie dopilnowała dzikich zwierząt powinna zostać natychmiast zwolniona, nic dziwnego, że to miasto było jakie było skoro władze nie potrafiły zadbać o podstawowe bezpieczeństwo mieszkańców. Nie chciał na swojej drodze spotkać lwa czy inne zwierzę, które mogłoby go zaatakować, chociaż takie zdjęcie na instagrama byłoby dobre, nie ukrywając. Może te zwierzęta i to nawet te najbardziej drapieżne nie były aż takie złe skoro zostały wychowane w zoo i przywykły do widoku ludzi za kratami. Jednak nigdy nie wiadomo jak takie zwierzę, może się zachować na wolności, niby ta małpka była przyjazna, ale może tak naprawdę była kryminalistą i złodziejem, który chciał okraść biedną dziewczynę.
— Podobno z zoo uciekły zwierzęta, chyba mamy na to żywy dowód, nie sądzisz? — wyrzekł po chwili spoglądając w kierunku małpki, która widocznie była nimi zaciekawiona, siedziała spokojnie na oparciu ławki spoglądając to na dziewczynę to na niego.
Zerknął na swojego buta na którym były jeszcze ślady czekoladowych lodów, te pod wpływem temperatury już się zapewne rozpaćkały tworząc niezbyt przyjemną dla oka plamę, wzruszył jednak ramionami na jej słowa.
— Spokojnie, to tylko but, nic się nie stało, sam to zrobię — wprawdzie wizja klęczącej przed nim dziewczyny była nader kusząca, ale Diego nie zawsze był takim facetem, raczej wolał takie zabawy w innej zgoła scenerii niż w parku.
Wziął od niej opakowanie chusteczek nawilżanych wyciągając dwie i przykucnął, żeby zetrzeć z buta ślady po lodzie, po paru sekundach był on już czysty, a zużyte chusteczki wyrzucił do śmietnika, który stał zaraz obok ławki.
Zmarszczył lekko czoło na jej pytanie o małpiaka, który się im przyglądał, gdyby Diego mógł to zapewne by go przygarnął do siebie i wychowywał w apartamencie, ale było to zwierzę należące do tutejszego zoo.
— Chyba powinniśmy, podobno próbują wyłapać wszystkie zwierzęta, dobrze że nie trafiliśmy na jakiegoś lwa albo coś w tym stylu bo to różnie mogłoby się skończyć — zaśmiał się delikatnie na samą wzmiankę o takim zwierzęciu, na szczęście od gibona raczej nic im nie groziło, chociaż nie wiadomo co mogłoby mu strzelić do głowy.
— Chociaż kusi, żeby zabrać go do siebie, urocze zwierzątko, prawda? — zapytał jeszcze po chwili, spoglądając to na dziewczynę to na małpkę, która zaczęła się rozglądać po parku jakby z zamiarem ucieczki, albo poszukania sobie innych towarzyszy.

Erika Lindberg
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wnikała w to wszystko na tyle, aby wiedzieć, jaka była właściwie przyczyna tej dziwnej ucieczki. Czy w ogóle stwierdzono, kto za to wszystko odpowiadał? Nie miała pojęcia, ale na pewno ktoś został pociągnięty do odpowiedzialności. W końcu tak to działało. Szkoda tylko, że zwierzaki pouciekały i teraz wywoływały jedynie popłoch na ulicach. W niektórych przypadkach też zdecydowanie niezdrową fascynację ludzi, którzy musieli się do nich dostać i uwiecznić na swoje sociale.
- Oj, widziałam już pełno zdjęć i filmików uciekinierów, więc to nawet nie podobno - odpowiedziała, ale po co mieliby daleko szukać, skoro mieli już obok siebie jeden taki przykład, który idealnie pokazywał, że po mieście kręciły się jakieś dzikie stworzenia.
Całe szczęście, że gibon faktycznie nie był agresywny, a raczej ciekawski. Wydawało się zatem, że jedyną ofiarą w całym tym zdarzeniu miałby pozostać właściwie tylko but nieznajomego, który spotkał się z upuszczoną czekoladową gałką.
- Wiem, że tylko but, ale jednak w dalszym ciągu mi głupio - odpowiedziała, bo dała mu się już na wstępie poznać jako ktoś wielce niezdarny.
Przez moment nawet nie pomyślała o tym jak cała ta scena mogłaby wyglądać wycięta z kontekstu. Głównie dlatego, że zamiast tego była zbyt zaaferowana zarówno gibonem, jak i faktem, że paskudnie ubrudziła buty pobliskiego przechodnia, który okazał się całkiem przystojnym oraz miłym panem.
Buty jednak zostały wyczyszczone przy pomocy użyczonych chusteczek przez samego ich właściciela, a kryzys wydawał się zażegnany. przynajmniej w tej kwestii, bo jeszcze przecież pozostawał ten gibon, który po wyrzuceniu chusteczek zaczął się interesować żywo śmietnikiem.
- Taa… Podawali jakiś numer alarmowy? Czy mamy się kontaktować po prostu ze służbami? - zapytała i sama, aż wyciągnęła telefon, aby to sprawdzić, bo ta sprawa nie dawała jej ewidentnie spokoju.
Przez moment skupiała się właśnie na tym, ale zaraz ściągnęła brwi i spojrzała w kierunku chłopaka, który wyraził chęć zabrania takiego gościa do swojego własnego domu. W sumie…
- Fakt. Jest uroczy - przytaknęła mu, bo temu nie dało się w żaden sposób zaprzeczyć. - Takie zwierzątka powinny żyć na wolności, a jak nie… To raczej lepsze zoo niż jakiś zwykły dom.
Taka była prawda. Na wolności też nie mogli zostawić tego małego gostka, który teraz wygrzebał sobie właśnie kubek po kawie z pobliskiej kawiarni, a który to spoczął w śmietniku.

Diego Sullivan
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sam nie zastanawiał się nad tym czyja to była wina, ale na pewno zarząd tego miasta musiał się porządnie wziąć do pracy, żeby ogarnąć ten cały chaos, który powstał w wyniku ucieczki zwierząt z zoo. Diego trochę to śmieszyło, bo kto to widział, żeby w takim właśnie mieście, uznawanym za jednym z najlepszych do życia dopuścili się takiego czynu? Dobrze, że nie musieli teraz stanąć twarzą w twarz z jakimś lwem czy innym drapieżnikiem, który mógł uznać, że zostaną dzisiaj ich obiadem.
— Ja natomiast słyszałem, że niektórzy chcą zabrać sobie te zwierzaki do domów, chociaż dla mnie to chore, służby na pewno będą chciały je odzyskać skoro uciekły — posiadanie takiego zwierzęcia w domu nie byłoby złym pomysłem, ale co w przypadku gdy ktoś trafi na coś większego?
Machnął lekko ręką na wzmiance o but, dla niego tak naprawdę nie miało to znaczenia, nawet gdyby się nie doprały to mógł sobie kupić kolejną parę, akurat nie oszczędzał pieniędzy jeśli chodzi o swój ubiór, najczęściej chodził w nowych ubraniach prawie co tydzień bo tamte mu się nudziły.
— Podawali jakiś numer alarmowy, ale nie sądzę, że jesteśmy pierwszymi, którzy zobaczyli dzikie zwierzę, może być zajęty — wyciągnął swój telefon, żeby wykręcić numer i przyłożyć go do ucha, tak jak przewidział usłyszał komunikat, że linia jest zajęta, westchnął i rozłączył się.
— Mówiłem, zajęta linia — mruknął jeszcze w stronę dziewczyny, przesuwając spojrzenie na gibona, który zaczynał się chyba nimi nudzić bo rozglądał się tak jakby poszukiwał sobie w parku kolejnej rozrywki. Trochę przypominał samego Diega, który na imprezach zazwyczaj szukał wzrokiem kogoś ciekawego, kogo mógłby zaczepić, żeby z nim porozmawiać.
Cóż za podobieństwo!
— Może wypuścimy go na wolność? Lepiej mu chyba będzie na wolności niż w zoo, ale miasto to na pewno nie miejsce dla niego — wyrzekł po chwili zastanawiając się czy udałoby mu się przemycić takiego zwierzaka do swojego prywatnego samolotu i po prostu wypuścić go do jego naturalnego środowiska.
Tylko gdzie mieszkały takie zwierzęta? Jakieś rezerwaty? Z ciekawości aż wystukał na telefonie gdzie jest taki najbliższy rezerwat, bo zaczynało mu się robić szkoda zwierzaka, który całe życie spędził za kratami patrząc na ludzi, którzy pokazywali go sobie palcem.

Erika Lindberg
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brakowało tylko tego, aby nagle odezwali się jacyś pseudo-aktywiści praw zwierząt, aby upierać się, że to ich sprawka i protest przeciwko trzymaniu w niewoli dzikich zwierząt. To byłoby wyjątkowo durne przedsięwzięcie, ale Erika nie wierzyła w inteligencję osób urodzonych po roku dwutysięcznym. Nie, żeby sama była jakoś zastraszająco starsza, ale początek roku urodzenia 19 zobowiązywał.
— Mnie dziwi, że nauka poszła tak do przodu, a dalej nie mamy jakiś podskórnych nadajników GPS dla takich cosiów. Raz dwa by ich wyłapali — rzuciła jeszcze, bo chyba naprawdę potrafiło ją zaskoczyć, że przy niektórych nowościach i cudach techniki pewne rzeczy wciąż były nieosiągalne.
W takim wypadku jednak na pewno bałaby się zabrać takie zwierzę do domu, bo raz dwa zostałoby odkryte, a ona wpadłaby w tarapaty. Tak to obawiała się jedynie zniszczeń w mieszkaniu, zamordowania przez współlokatorkę oraz zwyczajnie tego, że dziki futrzasty, pierzasty czy łuskaty drań mógłby jej wyrządzić krzywdę.
— Pewnie mają miliony telefonów, bo ktoś coś widział albo zdawało mu się, że widział i potem się okazuje, że jak służby przyjadą to na drzewie nie siedzi lagun tylko croissant — zaczęła mówić, kreśląc już sobie w głowie jakąś konkretną historię dotyczącą zaginionych w Toronto zwierzaków.
Zajęta linia nie była zatem dla żadnego z nich zdziwieniem, a sam gibon właśnie rzucił gdzieś na oślep kubkiem, którego wieczko wcześniej lekko polizał, ale najwyraźniej smak nie przypadł mu do gustu skoro się go pozbył. To samo, panie małpiaku. To samo. Erika również nie była fanką kawy.
— Jak na wolność? Przecież chyba już na niej jest — rzuciła nieco skołowana, próbując sobie uzmysłowić, co właściwie chłopak mógł mieć na myśli.
Dopiero wtedy doszła do wniosku, że pewnie chciał ją wywieźć gdzieś poza miasto. Nie wydawał się to jednak być szczególnie dobry pomysł. Przynajmniej dla Lindberg.
— No nie wiem… To chyba nie jego klimaty. A jak zamarznie? — zapytała, odwracając się do nieznajomego. — Co wtedy? Będziesz go mieć na sumieniu?
Może i nieco dramatyzowała, a gibon powoli zaczął im uciekać, bo najwyraźniej znudziło mu się siedzenie w parku w jednym miejscu, gdy mógł skorzystać z tej całej przestrzeni. Powinni go gonić? Przynajmniej przez chwilę Erika przyglądała mu się, zastanawiając się nad tym, co wypadałoby w takiej sytuacji zrobić.

Diego Sullivan
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”