ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tinder nie był dla Samiry. Wiedziała to od dawna, na długo przed tym, zanim go założyła. Przez lata nie ulegała tej zbiorowej paranoi, broniąc się przed tym siłą swoich argumentów. Naczelnym z nich był fakt, że Tinder po prostu był sprzeczny z jej poglądami, wchodząc w konflikt z jej kompasem moralnym. Współczesne raporty i badania wyłącznie umacniały ją w tym przekonaniu. Piętrzące się dowody na rasizm algorytmów, sposób, w jaki monetyzowana była atrakcyjność, nieustanne umacnianie mainstreamowego kanonu piękna; wszystko to sprawiało, że Samira przez długi czas unikała Tindera, zarzekając się, że nigdy go nie ściągnie. Aż w końcu uległa.
I to uległa nie sama, a pod wpływem zarówno alkoholu, co namowy najlepszej przyjaciółki, która jednoznacznie orzekła, że nadszedł czas, aby Samira przekonała się, że na świecie istnieją inni interesujący ludzie. Czy rzeczywiście istnieli? Nie była pewna. Szybko bowiem zrozumiała, że ściągnięcie aplikacji było pomyłką i błędem. Tinder był niczym innym, jak podpisaniem umowy z diabłem, któremu ani myślała zaprzedawać swoją unikalną, antykonsumpcyjną i oryginalną duszę.
Była jednak samotna. Zapewne nigdy nie przyznałaby tego na głos, nawet przed swoimi przyjaciółkami milcząc na ten temat. Sami lubiła myśleć o sobie, jako o kobiecie niezależnej i w pełni samowystarczalnej, która ponad miłosne uniesienia przekłada intelekt i swoją karierę. I tak było przez lata i w tym konkretnym temacie nie miało się nic zmienić. Skoro już jednak ściągnęła tę cholerną aplikację, poprowadziła kilka dziwnych konwersacji i przeżyła jedną randkę — i to z facetem! — to nie widziała powodu, dla którego miałaby nie skorzystać i nie umówić się na kolejną, ale tym razem z kobietą.
O Coven nie wiedziała nic, oprócz tego, jak wyglądała. Przy czym Samira miała również świadomość tego, że kiedy przyjdzie co do czego, mogło się okazać, że wyglądała zupełnie inaczej. W końcu o takich historiach również się słyszało. Sceptycym, którym się wykazywała, również nie pomagał. Wiedziała jeszcze, że Coven pracowała w lumpeksie i znała przepis na najlepszą kanapkę, ale były to informacje dla Samiry równie nieistotne, co to, ile Coven miała lat. To, co z kolei było dla Sami naprawdę istotne, nie dało się w żaden sposób poprzez aplikację ocenić. Stąd też to szybkie zaproszenie na randkę.
Gdyby się nad tym zastanowić, było to pierwsze zaproszenie na randkę, jakie wystosowała w swoim życiu. Bo Samira, wbrew jakie temu wrażenie sprawiała — a ze swoją bezkompromisowością, pewnością siebie i zdecydowaniem sprawiała wrażenie osoby równie bezkompromisowej, pewnej siebie i zdecydowanej również w sprawach sercowych — w rzeczywistości miała niezmiernie liche doświadczenie w romansach. Wszystkie je dało się policzyć na palcach jednej, jedynej ręki. Mniej niż pięć. Mniej nawet niż cztery. A gdyby zakroić doświadczenie w romansach do doświadczeń seksualnych, to nawet mniej niż trzy.
Teraz jednak nie miało to znaczenia. Może Tinder jednak nie był taki zły. Przynajmniej miała szansę znacząco zwiększyć liczbę swoich randkowych doświadczeń.
Była wcześniej. Miała tendencję do tego, aby albo przychodzić znacząco przed czasem, albo również znacząco po czasie. Tym razem udało jej się jednak dotrzeć wcześniej. Uważała, że było to miłe z jej strony. Zrobiła to z myślą o Coven. Celowo wsiadła we wcześniejszy autobus, uprzednio w ogóle sprawdzając, o której przyjdzie, czego zwykle nie robiła. Miał to być jednak jej pierwszy slam i Sami czuła się w obowiązku zadbania, aby doświadczenie to było jak najbardziej przyjemne.
Zajęła dobry stolik, blisko sceny, ale jednocześnie odrobinę bardziej z boku, jednocześnie gwarantując sobie w ten sposób widok na wejście. A później, przy drinku, pozostało jej czekać.
— Coven! — Zawołała, przebijając się przez gwar. Uniosła dłoń, dając się od razu zauważyć. Pewnie w innych okolicznościach by nie krzyknęła. Teraz jednak była podekscytowana, ponieważ Coven wyglądała dokładnie tak, jak na zdjęciach. A przynajmniej na tyle, że Sami bez problemu ją rozpoznała. — Przyszłaś. — Zauważyła rozpromieniona, bo to przecież również nie było aż tak pewne. — I do tego wyglądasz tak, jak na zdjęciach!

coven bremers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
pokaż na co cię stać
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

018.
Obrazek
Uwielbiała randkować. Od dawna buszowała po Tinderze i umawiała się z różnymi ludźmi, bo dlaczego miałaby sobie odmawiać? Życie było wystarczająco krótkie, żeby niepotrzebnie siedzieć w domu, a poznawanie nowych osób miało w sobie coś ekscytującego. Oczywiście, ogromnym sukcesem pozostawało to, że nikt jeszcze nie próbował jej zabić. Coven uważała, że jak na jej dotychczasowe doświadczenia z aplikacjami randkowymi był to całkiem niezły wynik. Trafiła wprawdzie na kilka dziwacznych osób, a same spotkania nie zawsze należały do udanych, ale przynajmniej miała co opowiadać koleżankom.
Najczęściej problem zaczynał się już w momencie, kiedy jej randka pojawiała się na miejscu. Zdjęcia zamieszczone na profilach niekiedy miały się nijak do rzeczywistości, jakby ich właściciele liczyli, że Bremers zdąży się w nich zakochać przez internet, zanim zorientuje się, z kim właściwie się umówiła. Musieli chyba w ten sposób podbudowywać własne ego, chociaż ona nie uważała, żeby wyglądali jakoś szczególnie źle. No dobrze, niektórzy mieli fryzury, które najwyraźniej ostatni raz widziały fryzjera kilka miesięcy temu, inni mogli poświęcić nieco więcej uwagi swojemu zarostowi, ale przecież nie były to problemy nie do rozwiązania! Coven naprawdę nie oczekiwała cudów. Nie musieli wyglądać jak modele z okładek magazynów, wystarczyło, żeby nie prezentowali się na żywo jak dalecy kuzyni osób ze swoich zdjęć. Zresztą sama nie miała zamiaru udawać, że każda randka musi zakończyć się wielką miłością. Nie było chemii? Trudno! Przynajmniej można było odhaczyć kolejne doświadczenie i wrócić do przeglądania Tindera. Kto wie, może następnym razem trafi się ktoś naprawdę interesujący. Albo ktoś, kto przynajmniej używa aktualnych zdjęć. Nie zamierzała przecież ustawiać poprzeczki zbyt wysoko.
Nie była jednak do końca przekonana co do randki z Samirą. Nie zrozumcie jej źle, dziewczyna była śliczna, ale jednocześnie wydawała się naprawdę inteligentna. A Coven nie była kimś, kto mógłby pochwalić się podobnymi cechami. Nie była ani szczególnie mądra, ani oczytana, a już na pewno nie próbowała udawać bystrzejszej, niż była w rzeczywistości. Jeśli nie wiedziała, o czym ktoś mówi, zwyczajnie się do tego przyznawała, zamiast rzucać przypadkowymi słowami i liczyć, że jakoś się wybroni. Nie widziała zresztą sensu w robieniu z siebie kogoś, kim nie była. I tak prędzej czy później wyszłoby na jaw, że jej wiedza na temat literatury kończy się na kilku przeczytanych książkach, a o poważnych dyskusjach potrafi zapomnieć w chwili, gdy na stole pojawia się coś dobrego do jedzenia.
Mimo to postanowiła zaryzykować. Najwyżej Samira spojrzy na nią z pogardą, uzna, że kompletnie do siebie nie pasują i już nigdy więcej się nie spotkają. Trudno. Świat się od tego nie zawali, a Coven przynajmniej będzie mogła powiedzieć, że spróbowała. Na razie najważniejsze było, żeby przesadnie się nie wygłupić. Nie musiała przecież od razu robić z siebie idiotki, chociaż czasami miała wrażenie, że przychodziło jej to zupełnie naturalnie.
Nigdy wcześniej nie była na slamie poetyckim. Wiedziała jednak, że to coś w rodzaju rywalizacji poetów-performerów, którzy prezentują swoje teksty przed publicznością. A przynajmniej wiedziała to po tym, jak najpierw wyguglowała, czym właściwie jest slam poetycki. Ale hej, zaangażowała się i zrobiła research! To już chyba całkiem niezły początek, prawda?
Weszła do lokalu i rozejrzała się po siedzących przy stolikach ludziach. Przez moment próbowała wypatrzyć znajomą twarz, aż w końcu dostrzegła uniesioną rękę. Od razu się rozpromieniła, pomachała dziewczynie i ruszyła w jej stronę.
— A myślałaś, że nie będę wyglądać jak na zdjęciach? — zapytała z rozbawieniem, kiedy znalazła się przy stoliku. — Jasne, że przyszłam! Dlaczego miałabym nie przyjść? Nie mam w zwyczaju wystawiać nikogo na randkach. Nie ucieknę też przez okno w łazience, jeśli okaże się, że nie mamy o czym rozmawiać — zapewniła ją, jakby chciała od razu rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące własnej wiarygodności. W końcu różne rzeczy mogły się zdarzyć, ale Coven nie zamierzała dokładać do tego znikania bez słowa. Nachyliła się i musnęła ustami policzek dziewczyny na powitanie. — Cześć, Sami — przywitała się i zajęła miejsce na krześle, uprzednio uwalniając się z ciasno otulających ją warstw materiału. Na zewnątrz robiło się coraz chłodniej, więc musiała przeprosić się ze swoim płaszczem, który jeszcze tydzień temu wepchnęła na samo dno szafy. Toronto zdążyło ją wtedy nabrać na kilka cieplejszych dni, a Bremers, jak widać, dała się podejść jak ostatnia naiwna.
— Zaraz pójdę po drinka tylko... — urwała i odrzuciła płaszcz na oparcie krzesła. Miała na sobie czarny, obcisły top i jeansy z wysokim stanem. — Co pijesz? — zainteresowała się, ruchem głowy wskazując na szklankę z alkoholem.

Samira Farhadi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Greektown”